brak tytułu - Antoni Pospieszalski


Jest to o tyle ciekawy tekst, że napisany został przez Polaka, publicystę KATOLICKIEGO, zamieszkałego w Londynie.... Jego otwarte poglądy na rolę Kościoła nie pozwoliły mu na publikacje w polskiej prasie katolickiej...

Urodziłem się w 1912 roku w Berlinie. Ojciec był Polakiem, matka Niemką. Do siódmego roku życia mówiłem wyłącznie po niemiecku. Od 1919 roku jednak, kiedy rodzice przenieśli się do Polski, całe moje wykształcenie odbywało się niemal wyłącznie w języku polskim, podczas wojny służyłem w polskiej armii, podczas gdy moi niemieccy kuzyni walczyli po drugiej stronie. Dwóch z nich, z których jeden był przekonanym nazistą, zginęło na froncie wschodnim pod Moskwą.

Teraz wydaje mi się, że to podwójne pochodzenie może rozszerzyć moje zrozumienie i osąd ostatnich dwóch papieży, Polaka i Niemca. Paradoksalnie, ta ocena jest w obu wypadkach niemal wyłącznie negatywna.

Początkowo powitałem wybór Jana Pawła II w październiku 1978 roku z dozą naturalnej dumy narodowej. Wkrótce jednak nastąpiła seria rozczarowań. Jednym z pierwszych była decyzja papieża o odebraniu statusu uznanego teologa katolickiego Hansowi Küngowi , któremu wiele zawdzięczam. Mój protest przeciwko tej decyzji opublikował w listach do redakcji "The Tablet" w grudniu 1979 roku.

Obecnie zarzuty wobec polskiego pontyfikatu są zbyt liczne, by wymienić je wszystkie, ale dla celów dalszego wywodu muszę wspomnieć nieustępliwy zakaz sztucznej antykoncepcji, by już nie mówić o przypuszczalnym współautorstwie kardynała Wojtyły katastrofalnej encyklikiPawła VI Humanae Vitae. Powrócę do tej sprawy później.

Nie jest to oskarżenie Jana Pawła II o złą wolę. Wydaje się, że sam papież, podobnie jak tłumy wielbiących go wyznawców, był ofiarą nieoczekiwanego przypadku historycznego - wyboru na tron Piotrowy jako pierwszego nie włoskiego biskupa Rzymu od ponad czterech stuleci. Musiało to stworzyć w jego umyśle przekonanie o całkowicie wyjątkowym rodzaju przychylności Bożej. To zaś z kolei wyjaśnia częściowo jego uparte odrzucanie wszelkich rad z zewnątrz, wbrew zasadzie kolegialności zatwierdzonej przez Drugi Sobór Watykański.

Kolegialność, choć przez setki lat wygodnie o tym zapomniano, funkcjonowała już w początkach XV wieku, kiedy zebrał się Sobór Konstancjański, by rozwiązać problem chaosu w papiestwie, kiedy to dwóch, czy nawet trzech papieży rządziło równocześnie, a każdy twierdził, że jest prawdziwym Namiestnikiem Chrystusowym. Sobór Konstancjański zalecił także, by co dziesięć lat zbierał się Synod Powszechny. Do dzisiaj czekamy, by stało się to praktyką.

Papież Jan Paweł II tak dalece odszedł od zasady kolegialności, że zredukował rolę biskupów i księży do zaledwie rzeczników Ojca Świętego. Papież zaczął funkcjonować jak biskup całego świata, starając się o nawiązanie osobistego kontaktu z wiernymi. Bezkrytyczne uwielbienie jakim darzono go za życia i nadal darzy się po jego śmierci, jest odwrotną stroną tego samego medalu. Uważał także za całkowicie naturalne, że jego bezpośrednia obecność powinna przetrwać po jego śmierci w postaci niezliczonych pomników na jego cześć; w samej Polsce jest ich ponad 250.

Obraz jego następcy niemieckiego pochodzenia dezorientuje jeszcze bardziej. Potok słów Ratzingera - Benedykta XVI jest zarazem krańcowo niejasny, jak i często zawierający sprzeczności. Najświeższą rewelacją, o której wiem, jest to, że podobno modlił się do Boga o oszczędzenie mu ciężaru papiestwa. Trudno się nie zastanawiać, dlaczego nie powiedział tego przed lub podczas konklawe? Jego życzenie mogło być wzięte pod uwagę. Teraz, kilka tygodni po wybraniu go papieżem, słowa te są bezsensowne, a może również nieprawdziwe.

Poważniejszą zagadką jest widoma zmiana poglądów i charakteru, która zaszła po tym, gdy kardynał Ratzinger stanął na czele Kongregacji Nauki Wiary. Często podkreślano tę zmianę przeciwstawiając cytaty wczesnego Ratzingera późniejszemu Ratzingerowi. Przykład oświadczenia "późnego Ratzingera" podał Chris Hardwick w liście do "The Tablet" 23 kwietnia 2005: "Ponieważ Kościół jest wspólnotą opartą na sumieniu, sprawując rząd dusz ma prawo podporządkować sumienie, tak aby osiągnąć związek między społecznością a pojedynczymi osobami" (moja kursywa). Jest to oburzające stwierdzenie, szczególnie, że w tym kontekście Kościół znaczy Watykan.

Trudno nie zastanawiać się nad tym jaki skutek przyniesie niedawna znacząca zmiana jego roli - czy papież Benedykt XVI będzie działał jako surowy zwolennik dyscypliny w stylu "późnego Ratzingera" czy też powróci do swojego wcześniejszego, bardziej liberalnego charakteru? Najuprzejmiejszą rzeczą, jaką można powiedzieć o tym pontyfikacie jest, że czas to pokaże.

Kiedy patrzymy na poprzednie pontyfikaty, staje się oczywiste, że kryzys papiestwa ma głębokie korzenie historyczne. Niemal bezpośrednim poprzednikiem ostatnich dwóch papieży (by ominąć tragicznie krótki pontyfikat Jana Pawła I) był Paweł VI, którego wielką zasługą było doprowadzenie Drugiego Soboru Watykańskiego do pomyślnego zakończenia. Natomiast jego decyzja zdjęcia problemu kontroli urodzin z porządku obrad Soboru i przekazania jej powołanej przez siebie komisji nie była zbyt udana.

Komisja, składająca się zarówno z duchownych, jak i świeckich członków, z których większość była zamężna/żonata, oznajmiła dużą większością głosów, że środki antykoncepcyjne stosowane z moralnie zasadnych przyczyn mogą być moralnie usprawiedliwione.

Ostatecznie jednak papież zdecydował się na zignorowanie opinii ekspertów, których sam powołał i w 1968 roku ogłosił encyklikę Humanae Vitae, zakazującą wszelkiej antykoncepcji jako grzechu śmiertelnego. Zdaniem niektórych historyków (między innymi Jonathana Kwitny'ego, autora entuzjastycznej biografii Jana Pawła II: Man of the Century) przy podejmowaniu tej decyzji Paweł VI uległ wpływowi ówczesnego kardynała Wojtyły. Znamienne jest, że przez następne dziesięć lat, aż do swojej śmierci w 1978 roku, ten papież nie ogłosił żadnej innej encykliki. Istnieją powody do przypuszczenia, że żałował swojej decyzji ogłoszenia Humanae Vitae. Paweł VI nie był jednak pomysłodawcą zakazu antykoncepcji. Ten wątpliwy zaszczyt należy do papieża Piusa XI, autora encykliki Casti Connubii ogłoszonej w 1930 roku. Paweł VI był czywiście tego świadomy i nie chciał przeciwstawić się solennej deklaracji swojego poprzednika.

Ta okoliczność rzuca cień wątpliwości na powszechnie podzielany, choć formalnie niepoprawny pogląd, że wszystkie uroczyste oświadczenia papieskie są nieomylne; nawet kłopotliwy dekret Pierwszego Soboru Watykańskiego, który nieomylność papieską ustalił jako dogmat, poddał ją niemniej wielu rygorystycznym warunkom. Historia papiestwa pełna jest uroczystych oświadczeń, które przez długi czas były po prostu lekceważone, jak na przykład oświadczenie Bonifacego VIII wydane około roku 1300, u szczytu średniowiecznej władzy papieskiej, że nikt, kto nie jest poddanym papieża, nie może być zbawiony.

Także w bliższych nam czasach znajdujemy ślady oświadczeń papieskich, które zostały po cichu zarzucone bez formalnego ich odwołania. Słynne dictum papieża Piusa IX La tradizioine sono Io (Tradycja to ja) od dawna traktowane jest jako dowcip. Żadna z wielu encyklik jego następcy Leona XIII nie została odwołana poza Rerum Novarum i Apostolicae Curae, w której to neguje się ważność anglikańskiej ordynacji duchownych. Jego następca, Pius X, choć kanonizowany jako święty, wspominany jest niezbyt dobrze jako autor polowania na czarownice przeciwko wyimaginowanej herezji, którą nazywał "modernizmem". To doprowadza nas już do XX wieku, w środku którego znajdujemy Piusa XII z jego encykliką Humani Generis, twierdzącą o historycznym istnieniu Adama i Ewy.

Nagle - o cud nad cudami - Jan XXIII otwiera okna Watykanu przez zwołanie Drugiego Soboru Watykańskiego i powiew świeżego powietrza wywiewa zatęchłe powietrze przenikające Kościół. Wita w Rzymie reprezentantów innych Kościołów chrześcijańskich, obserwatorów wyznających inne wiary religijne i przedstawicieli świata świeckiego. Tak zaczyna się wszechświatowy dialog religijny. Proroczy papież Jan rządzi przez pięć krótkich lat, Sobór trwa cztery lata, a przecież stworzony zostaje zupełnie nowy klimat religijny i cywilizacyjny. Dokumenty Soboru, początkowo przyjmowane z ostrożnością, zaczynają przynosić owoce, szczególnie pierwsze dwa rozdziały Konstytucji Kościoła, Lumen Gentium, wezwanie do jedności chrześcijańskiej, Unitatis Reintegratio, i doprawdy rewolucyjna deklaracja o wolności religijnej Dignitatis Humanae Personae. Chociaż nie wspomina się już o nich w oficjalnych wypowiedziach przychodzących z Rzymu, są one nadal bardzo żywe i tworzą niewidzialnego ducha cywilizacji XXI wieku.

Czy w tych okolicznościach nadal musimy szukać sensu w wielosłowiu, które słyszeliśmy z Watykanu przez ostatnie ćwierćwiecze? Słowa o "cywilizacji śmierci" przychodziły od człowieka, który przynajmniej pośrednio był odpowiedzialny za nieznaną liczbę niepotrzebnych śmierci spowodowanych epidemią AIDS/HIV. "Sekularyzm, konsumeryzm, korupcja" itd. - ludzie używający tych słów w żaden sposób nie mogli mieć jasnego pojęcia, co one znaczą, a tym mniej pomysłu, co zrobić z tego rodzaju złem. Niedawno nowy papież powtórzył niemal dosłownie listę zmarłego papieża, nie ryzykując wątpliwych wyjaśnień. Tłumy słuchające takich przemów nie mają skłonności do zadawania pytań, zadowalając się uwielbieniem dla swoich idoli, czy są to papieże, słynni sportowcy czy gwiazdy filmowe.

To właśnie mam na myśli mówiąc o kryzysie papiestwa. Ostatni papieże byli w coraz większym stopniu oderwani od bardziej zaawansowanych realiów współczesnej cywilizacji.

Endemiczna niezdolność papieży do wydawania oświadczeń, które zaprzeczałyby oświadczeniom ich poprzedników, najżywiej być może zilustrowana związkiem między Humanae Vitae Pawła VI i Castii Connubii Piusa XI, oraz fakt, że poprzednie oświadczenia Kościoła niemal nigdy nie zostają formalnie odwołane, ma skutek całkowicie odwrotny do zamierzonego. Tylko kiedy poprzednie nauczanie staje się całkowicie nie do obrony, zostaje ono po cichu zarzucone. Ten brak cywilnej odwagi przynosi Kościołowi i papiestwu złą sławę, a obecnie zjawisko to osiągnęło proporcje kryzysowe.

W miarę jak podnosi się poziom wiedzy i zrozumienia rzeczywistości w cywilizowanym świecie, a przy obecnej wymianie informacji proces ten nabiera coraz większego tempa, Kościół zostaje coraz bardziej z tyłu, stale walcząc w ariergardzie przeciwko zmianie sposobu myślenia, należącego do znacznie prymitywniejszego stanu wiedzy. Także teologia, która była poszukiwaniem prawdy, została zdewaluowana do roli narzędzia podtrzymującego system, a teolodzy rzeczywiście szukający prawdy dostają oficjalny nakaz milczenia.

W encyklice Veritatis Splendor Jan Paweł II cytuje konstytucję dogmatyczną o Objawieniu Bożym Drugiego Soboru Watykańskiego i stwierdza, że wymaga ona "pełnego podporządkowania Bogu intelektu i woli" - zamiast "Boga" należy czytać tutaj jego własne nauczanie, ponieważ uważał się za jedynego interpretatora prawa Bożego. Religia chrześcijańska powinna być nawiązaniem do Ducha Bożego, a nie podporządkowaniem intelektu i woli systemowi przekonań.

Papiestwo jest pozostałością monarchicznej tradycji politycznej minionych stuleci, dziedzicem Bizantyjskiego Cesarstwa. Językiem Chrystusa nie była łacina, ale aramejska hebrajszczyzna; językiem Nowego Testamentu i pierwszych konstytutywnych soborów była greka. Pod tym względem wschodnie prawosławie jest bardziej bezpośrednim dziedzicem tradycji chrześcijańskiej niż Rzym. Żadna jednak pojedyncza tradycja nie może uzurpować sobie bycia historycznym wehikułem Ducha Bożego. Wszystkie one potrzebują się wzajemnie i potrzebują świadomości nieprzeniknionego Ducha Bożego, który wędruje tam, gdzie On/Ona/Ono chce.

Antoni Pospieszalski
Mieszkający w Londynie pisarz katolicki, z wykształcenia polonista. Wybitny znawca teologii, nazywany przez niektórych "świeckim biskupem". Były cichociemny, jedyny polski uczestnik brytyjskiej misji "Operacja Freston". Po wojnie pracował w Polskiej Sekcji BBC, przez lata pisał również dla paryskiej "Kultury", publikował książki (m.in. "Wiara szukajaca zrozumienia: eseje", 1985; O religii bez namaszczenia, 1997) i liczne artykuły w prasie emigracyjnej, jak i w brytyjskiej prasie katolickiej. Jego otwartość, a równocześnie krytyczny stosunek do pontyfikatu Jana Pawła II, zamknęła mu drogę do krajowych pism katolickich.

strona głowna