Matka Teresa w teorii i w praktyce

Poniżej zamieszczamy obszerne fragmenty rozmowy, którą Matt Cherry z amerykańskiego pisma Free Inquiry, przeprowadził z angloamerykańskim publicystą Christopherem Hitchensem, autorem głośnej na Zachodzie książki Missionary Position: Mother Teresa in Theory and Practice (Misjonarska miłość: Matka Teresa w teorii i w praktyce) i programu telewizyjnego, w którym Matka Teresa została poddana ostrej krytyce. Tekst rozmowy zawiera skrótowe omówienie najważniejszych zarzutów wobec słynnej zakonnicy.

Free Inquiry: Zgodnie z wynikami badań opinii społecznej Matka Teresa była najbardziej szanowaną kobietą na świecie. Jej imię było synonimem bezinteresownego poświęcenia w służbie ludzkości. Czemu więc czepia się Pan tej świętej kobiety?

Christopher Hitchens: Częściowo właśnie dlatego, że to przekonanie jest tak powszechne. Ale również dlatego, że sam fakt uznawania go za całkowicie pewne i oczywiste wiąże się z kwestią, który mnie szczególnie interesuje: z łatwowiernością. Bezkrytyczna akceptacja Matki Teresy jako świętej przez ludzi, którzy normalnie myślą w sposób racjonalny, dobrze ilustruje powszechną skłonność do przyjmowania za dobrą monetę wszystkiego, co jest przedstawiane w aurze świętości. Innymi słowy uważa się, że takie przekonania nie muszą być weryfikowane.

W szczególny sposób dotyczy to Matki Teresy - nikt tak naprawdę nie próbował się dowiedzieć, na czym polegała jej działalność. Nie wiadomo też właściwie, dlaczego to właśnie jej poświęca się tyle uwagi. Przecież tysiące bezinteresownych ludzi na całym świecie za wszelką cenę stara się ulżyć cierpieniom biedaków w tak zwanym "trzecim świecie". Dlaczego nigdy nie wspomina, że prawdziwym motywem jej działalności było nawracanie ludzi na religijny fundamentalizm i dążenie do narzucenia im ekstremalnej interpretacji doktryny katolickiej? Jeżeli zapytasz ludzi, czy zgadzają się z poglądami papieża na kwestię regulacji urodzeń, większość odpowie, że są one raczej radykalne. A Matka Teresa poświęciła swoje życie propagowaniu najbardziej radykalnej wersji takich poglądów.

To byłaby pierwsza przyczyna mojego zainteresowania Matką Teresą. Druga, to po prostu dziennikarska ciekawość, która kazała mi się zastanowić, dlaczego nikt dotąd nie zadawał żadnych poważnych pytań dotyczących pracy i postępowania Matki Teresy. Nie mogę się powstrzymać od przypomnienia, że wspierała ona krwawych tyranów z Haiti, rodzinę Duvalier, że na przyjmowała pieniądze (ponad milion dolarów) od Charlse'a Keatinga, oszusta z Lincoln Savings and Loans, (chociaż poinformowano ją, że pieniądze te pochodziły z kradzieży), że była sojusznikiem najbardziej reakcyjnych sił w Indiach i w wielu innych krajach; że ostatnio prowadziła kampanię, której celem było utrzymanie w Irlandii zakazu rozwodów (byłby to jedyny kraj w Europie sankcjonujący prawnie watykańską naukę o nierozerwalności więzów małżeńskich), że jej działania zawsze mają na celu wspomożenie najbardziej konserwatywnych i podejrzanych sił.

FI: Czy Pana zdaniem dzieje się tak, ponieważ jest ona przebiegłym politykiem czy też dlatego, że jest po prostu naiwnym narzędziem w rękach innych?

Hitchens: Często jestem o to pytany. Nie mogę określić, które z tych wyjaśnień jest lepsze. Z Matką Teresą spotkałem się tylko raz. Myślę, że nie jest to kobieta naiwna. Nie wydaje mi się także, żeby była szczególnie inteligentna. Najlepiej chyba powiedzieć, że jest na swój sposób bardzo przebiegła. Rzadko zawodzi ją polityczny instynkt: wygląda na to, że zawsze wie, gdzie i kiedy powinna się pojawić i rzeczywiście się tam pojawia, jakby przypadkiem. Ale z Kalkuty do lotniska w Port au Prince na Haiti, a potem z tego lotniska do pałacu prezydenckiego jest dość daleko. Nie można po prostu pojawić się tam, ubranym w proste sari. Trzeba przedtem przemyśleć i załatwić wiele rzeczy. Trudno, ot tak, przypadkiem znaleźć się w pałacu krwawego dyktatora i - jak gdyby nigdy nic - powiedzieć, że rodzina Duvalier kocha biednych ludzi. Wymaga to dużego nakładu pracy, wizytę trzeba zaplanować, uzgodnić i zorganizować. Myślę, że sporego talentu wymaga sprawienie, by to wszystko wyglądało tak prosto.

Jeden z biografów Matki Teresy - warto przypomnieć, że wszystkie książki o niej są dziełem bezkrytycznych wielbicieli - stwierdził z zachwytem, że Matka Teresa na swoje pierwsze spotkanie z papieżem w Watykanie przyjechała autobusem ubrana tylko w sari, które kosztowało jedną rupię. Jeśli to prawda, to moim zdaniem świadczy to o jej ostentacyjnej obłudzie. Normalny człowiek włożyłby przynajmniej swoją najlepszą chustę i zamówił taksówkę. Jest to w sposób oczywisty zachowanie teatralne i wykalkulowane. Tymczasem media traktują to jako znak jej zupełnego poświęcenia. Cóż, nie trzeba być specjalnie cynicznym, by przejrzeć tę grę.

FI: Podkreśla Pan, że choć Matka Teresa otwarcie przyznaje się, że jej głównym celem jest krzewienie katolicyzmu, cieszy się ona reputacją świętej wśród wielu niekatolików, a nawet ateistów. Reputacja ta opiera się na jej pracy charytatywnej dla chorych i umierających w Kalkucie. Co właściwie ona tam robi? Jak wyglądają prowadzone przez nią ośrodki?

HITCHENS: Prowadzone przez nią schroniska są wręcz groteskowo prymitywne: nie korzysta się tam z żadnych zdobyczy nauki, a postępowanie wobec chorych nie spełnia nawet minimalnych standardów medycznych. Ukazało się zresztą na ten temat kilka artykułów (zebrałem zresztą następne od momentu gdy ukazała się moja książka). Ich autorzy zarzucają Matce Teresie okrucieństwo i prymitywizm w sposobie traktowania trędowatych i umierających na inne choroby. Potępiają ją przede wszystkim za to, że odmawia cierpiącym leczenia, a nawet podawania środków przeciwbólowych1. Słusznie mówi się, że Matka Teresa zajmuje się doglądaniem umierających, gdyż jeżeli ktoś nie jest umierający, to ona właściwie nie ma mu nic do zaoferowania.

Jest to interesujące z dwóch powodów - po pierwsze ona twierdzi, że zapewnia ludziom tylko katolicką śmierć, a po drugie ze względu na olbrzymie sumy podarowane zakonowi. Nie mieliśmy możliwości tego sprawdzić - nikt nigdy nie żądał rozliczenia czy oszacowania tego, jak wielkie sumy przekazano na rzecz prowadzonej przez nią instytucji. Z takimi pieniędzmi mogła wybudować w Kalkucie przynajmniej jeden nowoczesny szpital, nie zauważając nawet kosztów tej inwestycji. Ośrodki, które prowadzi się obecnie, są dokładnie tak samo prymitywne jak były wtedy, gdy po raz pierwszy usłyszał o niej świat. Tak więc pieniądze na pewno nie idą na te cele.

FI: Twoim zdaniem, ile mniej więcej pieniędzy trafia do Matki Teresy?

HITCHENS: Znam wypowiedzi byłej aktywnej członkini zakonu, która pracowała dla Matki Teresy wiele lat, a w końcu trafiła do biura zgromadzenia Misjonarek Miłości w Nowym Jorku. Jej zadaniem było zanoszenie pieniędzy do banku. Szacuje ona, tylko na tym rachunku bankowym musiało być ok. 50 milionów dolarów. Mówi, że jedną z rzeczy, które zaczęły wzbudzać jej wątpliwości było to, że siostry cały czas musiały udawać, że są bardzo biedne i że nie stać ich, na przykład, na pomoc bezdomnym w Nowym Jorku. Pod płaszczykiem ubóstwa ciągle zabiegały o darowizny, pracę, jedzenie od miejscowych ludzi biznesu. Sumienie mówiło byłej członkini zakonu, że coś tu było nie w porządku i że takie zachowanie jest moralnie nie do przyjęcia. Dotyczy to tylko jednego biura w Nowym Jorku. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, jak duże sumy był zakonowi darowane przez instytucje takie jak Komitet Pokojowej Nagrody Nobla, instytucje religijne, świeckie organizacje przyznające nagrody itd. to można postawić hipotezę, że gdyby te pieniądze zostały wydane na pomoc cierpiącym, to bylibyśmy w stanie zauważyć efekty tej pomocy.

FI: Więc uważa Pan, że te 50 milionów dolarów to tylko mała część jej bogactwa?

HITCHENS: Oczywiście uważam, że to tylko bardzo mała część i że powinniśmy nawoływać do przeprowadzenia kontroli finansowej jej organizacji. Matka Teresa, na wszelki wypadek nie trzyma swoich pieniędzy w Indiach, ponieważ tamtejszy rząd wymaga ujawniania źródeł finansowania zagranicznych organizacji misyjnych.

Myślę, że najlepszą odpowiedź na pytanie o stan jej zasobów dała sama Matka Teresa w jednym z wywiadów, w którym stwierdziła, że otworzyła placówki swojego zakonu w 120 krajach świata. Pieniądze zostały po prostu zużyte na szerzenie sławy jej zakonu i budowę dogmatycznych instytucji religijnych.

FI: To znaczy, że ona wydaje te pieniądze na swój własny zakon? Czy pańskim zdaniem, po jej śmierci zakon ten zostanie nazwany jej imieniem?

HITCHENS: Obie te sugestie to tylko spekulacje, ale wydaje mi się, że są one trafne. Myślę, że zakon zostanie nazwany jej imieniem, gdy zostanie ona uznana za świętą, co również wydaje się całkiem pewne: Matka Teresa znajdzie się na ekspresowej ścieżce do kanonizacji i byłaby na niej nawet, gdybyśmy nie mieli papieża, który produkuje świętych tuzinami. Kanonizował i beatyfikował już więcej ludzi niż ośmiu jego poprzedników razem wziętych.

FI: W jaki sposób Matka Teresa została tak słynnym symbolem dobroczynności i pobożności?

HITCHENS: Została gwiazdą, gdy Malcolm Muggeridge - bogobojny znawca polityki i społeczeństwa - w 1969 roku nakręcił słynny film o jej życiu - a później napisał książkę zatytułowaną "Coś pięknego dla Boga" ("Something Beautiful for God"). Zarówno książka, jak i film zasługują na etykietkę "hagiografia".

Muggeridge był tak naiwny, że twierdził, że podczas kręcenia filmu miał miejsce cud. Jego zdaniem postać Matki Teresy otoczona była przedziwnym "łaskawym światłem". To twierdzenie było obalone przez autora zdjęć do filmu: do nakręcenia wywiadu z Matką Teresą wykorzystano nowy rodzaj taśmy filmowej Kodaka, który służy do zdjęć w złych warunkach oświetleniowych. Światło wyglądało dość dziwnie i operator właśnie miał coś na ten temat powiedzieć, gdy Muggeridge przerwał mu i powiedział "To cud, to święte światło".

FI: Czy jesteśmy wszyscy ofiarami machiny "public relations" kościoła katolickiego? Czy też może uczepił się on Matki Teresy jako zbawienia dla swojego sumienia?

HITCHENS: No cóż, w pytaniu zawarł Pan odpowiedź. Przez dłuższy czas kościół sam nie widział, co należy właściwie z nią zrobić. Na przykład w latach sześćdziesiątych w Bombaju, odbyło się spotkanie, które było odpowiednikiem Soboru Watykańskiego, tyle, że dotyczyło subkontynentu Indyjskiego. Matka Teresa pojawiła się na nim i stwierdziła, że jest absolutnie przeciwna jakiejkolwiek zmianie doktryny. Stwierdziła, że nie potrzeba żadnych nowych przemyśleń i refleksji, że to, czego potrzebujemy, to więcej pracy i wiary. Z tego powodu w Indiach była postrzegana przez katolików jako trudna i dogmatyczna kobieta. W kościele byli również ludzie, którzy uważali, że Matka Teresa jest zbyt ambitna, że nie chce przestrzegać dyscypliny, że chce mieć swój własny zakon. Zazwyczaj kościół odnosił się z nieufnością do tego rodzaju nadmiernego zapału, zaangażowania. [...]

Tak więc jej sukces nie był wynikiem świadomej propagandy Świętego Oficjum. Dopiero gdy Kościół Katolicki zorientował się, że Matka Teresa staje się międzynarodową gwiazdą medialną, szybko zdecydował się wziąć ją pod swoje skrzydła. Teresa była ulubieńcem wiernych i bardzo dobrą reklamą, która może przyciągnąć osoby niewierzące lub wyznające wiarę inną niż katolicka. Była także bardzo użyteczna dla obecnego papieża jako broń przeciwko reformistom wewnątrz kościoła.

Jeżeli zaś chodzi o to, dlaczego osoby uznające się za racjonalistów lub sceptyków również uwierzyły w mit Matki Teresy, to myślę, że było to związane przede wszystkim z tym, że ludzie zdający sobie w pewnym stopniu sprawę z nędzy panującej w niektórych zakątkach ziemi chcą myśleć, że jest ktoś, kto się tym zajmie. No i pozostaje jeszcze kwestia łatwowierności, kwestia ludzi, którzy - gdy raz czyjaś reputacja zostanie ustalona - chętnie osądzają czyjeś działania przez pryzmat tej reputacji, zamiast osądzać reputację na podstawie czyichś działań.

FI: Jak Pan myśli? Dlaczego mass media nie zajęły się wcześniej Matką Teresą?

HITCHENS: Jestem tym rzeczywiście zaskoczony. Jestem również zaskoczony tym, że nikt w środowisku humanistów, racjonalistów czy ateistów, nigdy nawet o tym nie pomyślał.

Można zaobserwować pewnego rodzaju lenistwo wśród przedstawicieli mojego zawodu, polegające na popełnianiu błędu, o którym przed chwilą wspomniałem, tzn. na ocenianiu ludzi na podstawie ich reputacji. Innymi słowy, jeżeli nazywasz Arabię Saudyjską "umiarkowanym krajem arabskim", to staje się nim na użytek tekstów dziennikarskich. I nie ma tutaj większego znaczenia, co na prawdę dzieje się w Arabii Saudyjskiej - jest przecież "umiarkowanym krajem". Podobnie jest z Matką Teresą: stała się symbolem cnoty, nawet w komiksach, satyrach rysunkowych czy filmach używa się jej postaci jako synonimu bezinteresowności i świętości.

To bardzo niewygodne, gdy ktoś pozbawia cię takiej poręcznej metafory. Gdy w końcu opublikujesz prawdę o kimś takim, to jednocześnie musisz przyznać, że myliłeś się gdy pisałeś o niej za pierwszym, drugim czy trzecim razem. Warto przy tym zauważyć, że dziennikarze raczej niechętnie przyznają się do błędu.

FI: Mit Matki Teresy wymaga, by hindusi grali role nieszczęśliwych ofiar. Co hindusi myślą o Matce Teresie i obrazie ich kraju, który rozpowszechnia?

HITCHENS: Gdy opublikowano moją książkę otrzymałem olbrzymią ilość różnego rodzaju materiałów z Indii. Recenzje w przeważającej części były dla mnie korzystne. Oczywiście trzeba pamiętać, że wszystko to dzieje się w czasach gdy Indie przeżywają kryzys związany z fundamentalizmem i świeckim podejściem do życia.

Wielu Hindusów sprzeciwia się obrazowi ich społeczeństwa, który jest rozpowszechniany na świecie. Dzięki Matce Teresie i jej wyznawcom dowiecie się, że Kalkuta to uśpione i pełne nędzy miasto, w którym ludzie nie mają nawet siły by odgonić muchy siadające na nich gdy zajmują się żebraniem. W rzeczywistości jest to obraza dla fantastycznie rozwijającego się miasta, o wysokim poziomie kultury, z uniwersytetami, szkołami filmowymi, teatrami, kawiarniami literackimi, księgarniami i ożywioną polityką. Rzeczywiście mamy tutaj do czynienia z bardzo poważnym problemem ubóstwa i przeludnienia ale pomimo tego nie ma tu wcale tak wielu żebraków. Ludzie nie łapią cię za rękaw by wyżebrać parę groszy. Co więcej są dumni, że tego nie robią.

Przyczynami nieszczęść Kalkuty są przeludnienie, o którym Kościół mówi, że nie jest problemem oraz masowy napływ ludzi z sąsiednich regionów, które zostały zniszczone przez działania wojenne różnych odłamów różnych religii, oczywiście zawsze podejmowane w imię obrony Boga. Tak więc wierzący rzeczywiście są coś winni Kalkucie - powinni pomagać złagodzić skutki swoich działań. Niestety skupiają się na pozorach a nie na prawdziwym działaniu.

FI: W swojej książce wspomniał Pan, że Matka Teresa jest wykorzystywana przez religijną prawicę i fundamentalistów protestanckich, którzy normalnie są bardzo antykatoliccy, jako symbol religijnej świętości przy pomocy, którego można pobić świeckich humanistów.

HITCHENS: Tak, jest ona używana jako symbol przez amerykańskich przeciwników prawa do aborcji. Była też używana jako przykład chrześcijańskiego idealizmu i wartości rodzinnych [...]. Jest to objaw szerszego problemu, który nazywam "odwrotnym ekumenizmem" - czyli aliansu pomiędzy ekstremalnymi katolikami i ekstremalnymi protestantami, którzy dotychczas na wzajem się nie znosili. [...]

Widać tutaj płytki, oportunistyczny ekumenizm pomiędzy religijnymi ekstremistami, a Matka Teresa chętnie przysługuje się realizacji ich celów. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego z kim współpracuje i na czyją rzecz. Wydaje mi się, że jednak jest najszczęśliwsza gdy robi coś takiego jak wtedy gdy poleciała do Irlandii by zainterweniować w referendum dotyczącym rozwodów.

Przy okazji warto zauważyć tu jeszcze jedną rzecz, o której dotychczas nie pisano. Podczas tego referendum irlandzki Kościół Katolicki zagroził, że nie udzieli sakramentów kobietom, które ponownie chcą wyjść za mąż. Nie przewidziano żadnych wyjątków: nawet jeżeli byłaś żoną alkoholika, który znęcał się nad Tobą i seksualnie wykorzystywał twoje dzieci to nie możesz liczyć na drugą szansę ani w tym życiu ani po śmierci. I to jest właśnie stanowisko, które Matka Teresa popierała w Irlandii.

A teraz zmieńmy dekoracje: Matka Teresa jest swego rodzaju spowiednikiem księżnej Diany. Spotykały się wiele razy. Widać tu wspólnotę interesów i nie bardzo wiadomo, która z nich potrzebuje drugiej bardziej. Matka Teresa w jednym z wywiadów udzielonych Ladies Home Journal, magazynowi czytanemu przez miliony Amerykanek, powiedziała, że ma nadzieje, że pogłoski o rozwodzie księżnej Diany są prawdziwe ponieważ dzięki niemu będzie ona znacznie szczęśliwsza.

Tak więc można wybaczyć pewne rzeczy, ale to zależy od tego kogo rzecz dotyczy. Nie można tego ująć w sposób bardziej oczywisty. Nawet ja byłem odrobinę zdziwiony tym zachowaniem, bo choć zdaję sobie sprawę, że wiele opinii o Matce Teresie jest nieprawdziwych, to jednocześnie myślałem, że chociaż część z nich jest prawdziwa. W końcu Matka Teresa została zmuszona do oświadczenia, że małżeństwo jest dziełem Boga i nie może być rozwiązane itd. jednak, gdy mówiła z głębi serca miała więcej przebaczenia dla rozwodów.

FI: Przypis w twoje książce krytykuje Matkę Teresę za to, że wybaczyła Ci twój film o niej?

HITCHENS: Powiedziałem, że nie prosiłem o przebaczenie i że nie zdawałem sobie sprawy, że może mnie nim obdarzyć. Z całej książki właśnie to stwierdzenie wywołało najwięcej wrogich komentarzy - nawet ze strony moich znajomych i ludzi, którzy się ze mną zgadzają. Pytają mnie dlaczego się temu sprzeciwiam, co jest złego w przebaczaniu? Tłumaczę, że byłoby w porządku, gdyby zamierzała przebaczać wszystkim. Gdy pojechała do Bhopalu po eksplozji w fabryce Union Carbide w wyniku której zginęło i oślepło tysiące ludzi ciągle powtarzała "Przebaczcie, przebaczcie, przebaczcie". Czyli jest w porządku przebaczanie zaniedbań Union Carbide ale dla kobiety, która ma dziesięcioro dzieci i męża alkoholika wykorzystującego je seksualnie nie ma przebaczenia ani w tym życiu ani w następnym. Ale jest dla księżnej Diany.

FI: Doktryna katolicka mówi o odkupieniu duszy przez cierpienie. Widać to wyraźnie w pracy Matki Teresy: uważa, że cierpienie jest dobrem i dlatego w swoich klinikach nie używa środków uśmierzających ból. Czy takie samo podejście praktykuje w stosunku do swojego własnego ciała i zdrowia? Czy żyje zgodnie z tym co głosi?

HITCHENS: Wahałem się czy opisać to w mojej książce, lecz w końcu zdecydowałem się opublikować jej wypowiedź, w której mówi, że cierpienie ubogich jest czymś bardzo pięknym i że świat bardzo zyskuje na szlachetności cierpienia.

FI: Okropne stwierdzenie.

HITCHENS: Tak, w rzeczy samej złe. Jednak powiedzenie, że jest to niechrześcijańskie też byłoby nieprawdą, chociaż wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego w co wierzą chrześcijanie. Jest to moim zdaniem stwierdzenie niemoralne i powinno być znaczniej powszechniej znane niż jest.

Tak więc jest ona stara i schorowana, korzysta z najdroższych i najlepszych klinik na zachodzie. Wahałem się czy pisać o tym w mojej książce ponieważ mogłoby to być uznane za argument ad hominem (a właściwie ad feminam) a staram się nigdy tak nie postępować. Uważam, że doktryna mówiąca, że należy nienawidzić grzechu i jednocześnie kochać grzesznika jest głupia, ponieważ jest fałszywa antytezą, ale jakąś wersję tej doktryny można by obronić. Oczywiście w sporach powinno się atakować tylko argumenty a nie osoby prezentujące je. Ale w tym przypadku kontrast wydawał mi się zbyt duży.

Nie było jeszcze szokującym odkryciem, że prowadzone przez nią ośrodki nie stoją na wysokim poziomie, jednak szokujące było odkrycie, że nie są to w ogóle ośrodki medyczne. Nie ma ani jednego ośrodka, do którego Matka Teresa mogłaby się udać na leczenie; z tego co wiem leczenie wcale nie jest ich celem. Zresztą, oddając jej sprawiedliwość, trzeba przyznać, ze nigdy nie twierdziła, że jej ośrodki zajmują się leczeniem. Chociaż przyjmuje darowizny od ludzi, którzy oszukują się myśląc w ten sposób o jej ośrodkach, nie znalazłem żadnej wypowiedzi Matki Teresy, w której tworzyłaby fałszywy obraz swojej działalności. Jedyna odpowiedzialność jaką można ją obciążyć w związku z tworzeniem fałszywego wizerunku jej działalności polega na tym, że świadomie przyjmowała darowizny, które wynikały z fałszywego postrzegania tego co robi.

FI: Czy chorzy lub umierający byli odsyłani do szpitala.

HITCHENS: Zgodnie ze sprawozdaniami świadków - nie. Opublikowałem kilka zweryfikowanych historii, opowiedzianych przez świadków, a mam jeszcze wiele innych informacji od ochotników pracujących w Kalkucie i w wielu innych misjach. Wszyscy oni byli zszokowani tym, że ludzie, którzy przychodzili tam w przekonaniu, że otrzymają opiekę medyczną byli całkowicie lekceważeni, nie udzielano im żadnych porad. Innymi słowy, każdy kto szedł tam w nadziei otrzymania pomocy medycznej robił poważny błąd. Przekazano mi tyle sprawozdań od byłych pracowników, którzy skontaktowali się ze mną po napisaniu książki, że mam właściwie wystarczająco dużo materiału, by napisać drugą część książki o Matce Teresie.

1. Matka Teresa mawiała, że tym, co daje swoi podopiecznym, jest miłość, a jeśli ktoś chce pomocy medycznej, powinien iść do szpitala (przyp.tłum.).

strona głowna