katolickie kłamstwo o obrazie z Guadelupe



(Poniższy tekst to list Marcina Majchrzaka na pl.soc.religia, przeze mnie skrócony nieco - dop. lg)

Opracowanie m. in. wg.: Manuel Olimon Nolasco, doktor historii Uniwersytetu Iberoamerykańskiego (Universidad Iberoamericana), profesor wielce poważanego w Meksyku katolickiego Uniwersytetu Pontyfikalnego (Universidad Pontificia), przewodniczący komisji Episkopatu Meksyku.

1. Biskup Zumarraga miał być tym biskupem, do którego przyszedł w grudniu 1531 roku indianin Juan Diego mówiąc mu o cudzie. Zumarraga przybył do Meksyku w 1528 roku jako pełniący obowiązki biskupa. W 1534 roku (a więc 3 lata po domniemanym cudzie) wrócił do Hiszpanii, gdzie został konsekrowany. W związku z tą choronologią pojawia się wielce ciekawe pytanie: dlaczego Zumarraga nikomu nie wspomniał o rzekomym cudzie?

2. Zumarraga przed śmiercią w 1548 roku napisał katechizm a w nim bardzo ciekawe zdanie: "Zbawiciel Świata nie chce więcej żadnych cudów, ponieważ nie są one już potrzebne.". Najwyraźniej Zumarraga nic nie wiedział o cudzie jaki spotkał Juana Diego i jego samego zresztą też.

3. Kult dziewicy na wzgórzu Tepeyac rozpoczął się ok około roku 1550, niemal 20 lat po objawieniu.

4. Ok. 1555 roku następca Zamurragi, Alonso de Montufar, zlecił namalowanie obrazu indiańskiemu malarzowi, nazwiskiem Marcos Cipac de Aquino (Markos Zipaktlis). W wrześniu 1556 roku przełożony meksykańskich franciszkanów pisze o wzroście nawróceń wśród tubylców "w kaplicy dedykowanej Naszej Pani w mieście Meksyk, ponieważ wierzą oni, że obraz namalowany przez Indianina Marcosa jest w jakiś sposób cudowny".

5. Trzej najlepiej zorientowani w temacie ludzie, z czego dwóch to wysoko postawienii hierarchowie kościoła publicznie kwestionują cudowny obraz, za co zresztą ponoszą surowe konsekwencje. Są to: opat Bazyliki Matki Boskiej z Guadalupe Guillermo Schulenburg; duchowny Manuel Olimon Nolasco, doktor historii Uniwersytetu Iberoamerykańskiego (Universidad Iberoamericana), profesor katolickiego Uniwersytetu Pontyfikalnego (Universidad Pontificia), przewodniczący komisji Episkopatu Meksyku; Esteban Matinez, eks-dyrektor biblioteki Guadalupana. Ponadto szeregowy ksiądz z bazyliki, Carlos Warnholtz, który, cytuję: "miał szczęście (lub pecha) zobaczyć z bliska szatę Juana Diego, gdy dokonywano jej analizy i przestał wierzyć, by wizerunek Matki Boskiej był wynikiem cudu". Warnholtz wyleciał za to z hukiem z bazyliki, wyrzucony przez prymasa Riverę.

6. Na obrazie ma nie być jakoby śladów gruntowania, śladów pędzla, a sam obraz ma być wykonany nieznaną techniką i nieludzką ręką.

Tymczasem konserwator zabytków José Sol Rosales robił badania obrazu 20 lat temu i wypowiedział się bardziej racjonalnie: nie jest on wynikiem cudu, lecz został namalowany ręką ludzką z użyciem standardowych materiałów i techniki charakterystycznej dla okresu, w którym powstał. Rosales kwestionuje wszystkie elementy mitu. Iluzoryczne jest według niego przekonanie, że wizerunku nie dotknął upływ czasu - świadkowie obecni przy oględzinach mówią o widocznych uszczerbkach, on sam zaś odkrył retusze maskujące ubytki farby oraz ślady pędzla. Twierdzi, że obraz został wykonany na zagruntowanym płótnie, wbrew dawnemu przekonaniu, że odbił się na surowej tkaninie. (Tygodnik Powszechny, Nr 31 (2769), 4 sierpnia 2002.
http://www.tygodnik.com.pl/numer/276931/zurek.html).

7. Obraz został namalowany przez Markosa Zipaktlisa w 1556. Wyretuszowany w 1751 przez Miguela Cabrera. W 1895 poddany kolejnemu odświeżeniu, na zlecenie ojca Antonio Plancarte. To ostatnie odświeżenie było tak niezwykłe, że Maryi spadła z głowy korona, a oczy przesunęły się o 15 cm...

Sam materiał to nie jest, jakimś ulotnym płótnem, ale materiałem podobny raczej do egipskiego papirusu. Kiedy jest jeszcze odpowiednio przygotowany bardzo łatwo na nim malować, a kolory utrzymują się przez bardzo długi czas.

8. Obraz ma być podobno niezniszczony, co potwierdzali uczeni z Niemiec, Australii, NASA i oczywiście Meksyku. Rektor bazyliki "Santa Maria di Guadalupe", ks. prałat Diego Monroy Ponce miał to potwierdzać.

Faktem zaś jest, że obraz jest miejscami zbutwiały i trzeba go było poddawać renowacjom (kiedy - masz wyżej). Sam to w rozmowie ze mną przyznałeś, a jednocześnie twierdzisz, że obrazu nie czepiają się żadne insekty, bakterie, grzyby a nawet bomby i kwas azotowy. Trudno o bardziej śmieszną propagandę.

9. Jednym z cudownych argumentów mają być postacie widoczne w źrenicach obrazu. Jest on zresztą tak naciągany, że aż dziw, że ktoś się na to nabiera. Ale tak to już jest z człowiekiem, że w bezkształtnych wzorach dopatruje się ludzkich postaci, a zwłaszcza twarzy. Najbardziej znanym takim przykładem jest słynna Twarz na Marsie. Co paręnaście lat Polskę obiega wieść o kolejnym cudzie objawienia, bo ktoś tam zauważył Matkę Boską na szybie, kominie czy w liściach.

Typowe myślenie życzeniowe.

10. Załóżmy nawet, że są tam postacie, które po wyostrzeniu, kolorystyce, retuszu i wmawianiu ktoś zobaczy. Źrenice mają ok. 7 mm średnicy. Zostały namalowane w 1895 roku, w czasie ostatniego retuszu (przesunięto wówczas oczy o 15 cm i usunięto koronę). Tymczasem w latach 1790-1802 wykonano tzw Krzyż Rafaela (Cross de Rilla) na którym umieszczono 104 pełne sceny z Biblii i ponad 650 innych postaci. Wiele z rysunków jest wielkości ziarna ryżu. Już cały wiek cześniej potrafiono wykonywać jeszcze mniejsze obrazy.

11. Zupełnym kuriozum jest już udowadnianie, że na płaszczu Maryi z obrazu są widoczne gwiazdozbiory. Te najważniejsze dla "cudowności" zostały po prostu... dorysowane! Każdy może to zobaczyć wchodząc na
http://www.guadalupe.opoka.org.pl/obraz.htm. Pseudonaukowy bełkot zaserwowany na stronie jest stekiem kłamstw i bzdur, co już Ci zresztą Piotrku wykazałem.

Marcin Majchrzak

strona głowna