list z news.polityka - (c)Maciek


ktoś napisał:
>Nawet dziecko wie ze polski Papież przeszkadzał komuchom
>i dlatego postanowili go usunąć.

(c)Maciek odpowiedział:
Cóż za bezsens. Gdyby Wojtyła naprawdę przeszkadzał komuchom, nigdy nie byłoby biskupa Wojtyly ani kardynała Wojtyly, o papieżu Wojtyle nie wspominając: ostałby się ino, jak pisała pewna polska gazeta, prostacki wikary o niechlujnym bełkocie, zaszyty gdzieś na swojej zapyziałej wsi. Kiedy ktoś reżimowi przeszkadzał rzeczywiście, to z nim robił porządek w sposób cichy a definitywny, jak uczy historia.

Natomiast w Polsce komunistycznej kościół i jego struktury szły ręka w rękę w partią komuszą, której zapewniały trzymanie narodu w ryzach. Wystarczy przypomnieć, ze za komuchów nie było ani tirowek, ani pornografii ani innych wynalazków złotej wolności.

Każda władza trzyma się razem, kruk krukowi oka nie wykole, przecież w czasach gdy za samo słuchanie zachodniego radia ludzie szli na lata do pierdla - Wojtyla jako posiadacz paszportu dyplomatycznego mógł sobie jeździć do Rzymu leczyć czkawki i na zloty swoich kolegów po fachu. A co znaczyło w tamtym okresie słowo mieć paszport - wie nie jak piszesz "każde dziecko", ale wiedzą, ci którzy tamte lata pamiętają z autopsji - jak ktoś po sprawdzeniu trzy pokolenia wstecz po kilku miesiącach czekania, upodlenia, ankietowania i tonach druków dostał wymarzony paszport zawsze na jeden konkretny wyjazd - to i tak takiego paszportu nie wolno było trzymać w domu.

Ich fluorescencje, w tym ówczesny Wojtyla, miały to w dupie, bo im ubecja przywoziła paszporty z prawem wielokrotnego przekraczania granicy (również ewenement w tamtych czasach) na złotej tacy i umyślnym posłańcem: fioletowi nie musieli cierpieć upokorzeń w urzędach paszportowych i komendach milicji obywatelskiej. Ich przechodzenie przez granice było już wtedy na zasadach VIPowskich.

Mowię to do tych którzy pamiętają Polskę tamtych lat.

Nie dziwi więc, że pierwsze co zrobiły komuchy gdy czerwoni w Polsce oddali koryto czarnym w 89 roku - to było spalenie maksymalnej ilości dokumentów IV Wydziału MSW, który zajmował się kościołem. Dlaczego i skąd taki pośpiech, co chciano ukryć przed społeczeństwem, co zataić na wieki tak pośpiesznie.

I jeszcze jedno: żałośnie śmiesznie wyglądają te pomiaukiwania o rzekomym dręczeniu kościoła przez komunę, bo fakty są diametralnie inne, można spalić dokumenty i teczki esbecji, ale nie można już tak łatwo spalić ludzi którzy za wiele pamiętają.

W tej rzekomej antykościelnej dyktaturze kościół miał się stokroć lepiej i to pod każdym względem niż w tzw. wolnym świecie, wystarczy choćby popatrzeć na ilość budowanych kościołów i plebani, na kilkudziesięciotysięczną armię księży i drugie tyle zakonnic.

Ze były wypadki przy pracy typu bp Kaczmarek, Wyszyński czy Popiełuszko - nikt nie przeczy, ale to są wyjątki dla potwierdzenia reguły. Zresztą sam Wyszyński mówił ze ma świadomość iż, esbecja ma swoich ludzi w każdym dekanacie, a to daje praktycznie co trzeciego księdza - by na szeregowych duchownych poprzestać - jako współpracownika bezpieki. Księży trzymano za nieślubne dzieci, za kochanki i kochasiów płci obojga, za rozróby pijackie, za pozwolenia na cement, za wszystko co się dało. A ekscelencje - za właśnie paszporty czy zgody na zapełnianie seminariów tysiącami adeptów katolickich czarów-marów.

Wojtyla, pionek w rękach CIA za pieniądze które go wyznaczono na nieomylny stolec, oddawał liczne przysługi komunie w geście podzięki. Poza tym, komuna widziała w Wojtyle doskonały pretekst do godnego odejścia i czekała tylko sprzyjających okoliczności, które stworzył Gorbaczov.

Ślad wielkiej finansjery i mafijnych powiązań w które zbyt wścibski Wojtyla być może nieopatrznie wsadził nos, wydaje się najbardziej prawdopodobny, przecież tzw. Instytut Dzieł Pobożnych (taka dziwaczna nazwa oficjalnego banku watykańskiego) to największa w świecie pralnia brudnych pieniędzy oferująca najlepsze usługi z doskonałym poręczeniem i chrzczonym alibi. Do myślenia daje przecież fakt ze Wojtyła osobiście interweniował - bez skutku - u władz włoskich, kiedy Marcinkus był ścigany przez wszystkie policje świata, a mimo to nikt go nawet palcem nie śmiał tknąć - w grę wchodziły sumy o których światowa finansjera z Davos może sobie tylko pomarzyć.

To, że tak długo podtrzymuje się sztuczna wegetacje papieża Wojtyly świadczy tylko o tym ze walka o władze w kościele, sterowana przez strumień narkodolarów, nadal trwa, tak jak trwa poszukiwanie kolejnego posłusznego pionka - któremu w zamian za milczące przyzwolenie na miliardowe szwindle daje się w nagrodę wolną rękę, co do zabawiania motłochu bzdetami natury dogmatycznej czy teologicznej. Lepszego parawanu dla ciemnych szwindli sam diabeł by przecież nie wymyślił.

(c)Maciek

strona głowna