Free Hosting

Free Web Hosting with PHP, MySQL, Apache, FTP and more.
Get your Free SubDOMAIN you.6te.net or you.eu5.org or...
Create your account NOW at http://www.freewebhostingarea.com.

Cheap Domains

Cheap Domains
starting at $2.99/year

check


"Jest to po prostu książka, którą każdy powinien przeczytać. W czasach, kiedy tak zwane prawo religijne utrzymuje, że wartości chrześcijańskie uratują ludzkość od szerzącego się grzechu, właśnie zwykły człowiek powinien poznać w jaki sposób Kościół próbował ratować ludzi w przeszłości. Jest to sroga lekcja, niemniej niezbędne jest przyswojenie jej sobie".

- Alice Walker, autorka "The Color Purple, Possessing the Secret of Joy" "The Temple of My Familiar".

"W jasnym, obiektywnym i przystępnym stylu Helen Ellerbe przedstawia pewne długo ukrywane skandaliczne tajemnice zorganizowanej religii patriarchalnej. Jej fascynująca książka jest niezbędna dla kompletnego obrazu rozwoju zachodniej cywilizacji."

- Barbara G. Walker, autorka "The Woman's Encyclopedia of Myths and Secrets, The Crone" "The Woman's Dictionary of Symbols and Sacred Objects ".

"Jeśli uścisk mroku jest niezbędny do uzdrowienia duszy, wówczas Ciemna Strona Historii Chrześcijaństwa pomoże nam oczyścić religię chrześcijańską z demonicznych elementów i pozwoli ponownie usłyszeć dobre wieści".

- Sam Keen, autor "Fire in The Belly, Hymns to an Unknown God" Zaprzeczając złu wyrządzamy krzywdę. Zaprzeczając nocy przyciemniamy światło. Przez okres prawie dwóch tysiącleci Kościół terroryzował i gnębił miliony ludzi pragnąc osiągnąć kontrolę nad ich życiem duchowym "Ciemna strona historii chrześcijaństwa" ujawnia szczegóły tragedii, smutku i niesprawiedliwości narzuconej ludzkości przez Kościół.


Tytuł oryginału:

The Dark Side of Christian History by Helen Ellerbe Morningstar books

© Copyright 1995 by Helen Ellerbe

Na okładce wykorzystano rycinę ze strony 107 Skład: Marzena Dobras

 

ISBN 83-904658-1-7

Skład i łamanie: Wydawnictwo S i S

Druk i oprawa: Zakłady Graficzne im. KEN S.A. Bydgoszcz, ul. Jagiellońska 1

Bydgoszcz1997


Książka dedykowana wolności i godności człowieka

H. E.


 

Spis treści:

 

Przedmowa .............................................................................. 9

Wprowadzenie ......................................................................... 11

Rozdział 1: Ziarna tyranii. 100-400 n.e. .............................. 15

Rozdział 2: Polityczne intrygi. 200-500 n.e. ......................... 22

Rozdział 3: Ustanowienie doktryny: seks, wolna wola,

reinkarnacja, walka. 300-500 n.e. ..................... 34

Rozdział 4: Kościół triumfuje. 500-1000 .............................. 42

Rozdział 5: Kościół walczy ze zmianami. 1000-1500 .......... 52

Rozdział 6: Kontrola duszy. Inkwizycja i zniewolenie.

1250-1800 .......................................................... 69

Rozdział 7: Reformacja. 1500-1700 ..................................... 82

Rozdział 8: Polowania na czarownice. Koniec magii i cudów.

1450-1750 .......................................................... 99

Rozdział 9: Alienacja przyrody. ............................................ 117

Rozdział 10: Świat bez Boga. 1600- ....................................... 137

Rozdział u: Wnioski ............................................................... 152

Przypisy .................................................................................... 155

i Bibliografia ............................................................................. 175


Przedmowa

 

Kilka lat temu z zapartym tchem słuchałam, jak mój znajomy starał się u­dowodnić,  iż religia chrześcijańska urzeczywistniała najlepsze ideały zachod­niej cywilizacji i  przynosiła pokój i zrozumienie prostym ludziom. Zastanawiałam się, jak człowiek ten  mógł pogodzić się z wieloma okrutnymi momentami w historii Kościoła, obsypując go  przy tym nieuzasadnionymi pochwałami? Czy, po prostu, mógł być nieświadomy ciemnej  strony przeszłości Kościoła? Wów­czas to postanowiłam napisać krótką kronikę  mrocznych dziejów chrześcijań­stwa - chronologicznie uporządkowaną pracę  pomagającą zrównoważyć pogląd mówiący, że zorganizowani chrześcijanie ryli  zgodnie z głoszonymi przez siebie zasadami i ideami.

Przypuszczałam, że bez trudu znajdę w księgarni czy bibliotece wszelkie potrzebne  informacje, jednak wkrótce doznałam szoku widząc jak niewiele jest powszechnie  dostępnych na ten temat wiadomości. Z całą pewnością historycy, od czasu do czasu,  opisywali ponurą stronę historii chrześcijań­stwa, niestety ich prace w większości  przypadków nie opuszczały murów uczelni. Niektórzy z nich przedstawiali rolę  chrześcijaństwa w kreowaniu świata, w którym ludzie odczuwali niechęć do Kościoła  jako instytucji. Dlaczego więc w czasach, kiedy tak wielu ludzi poszukuje głębokiego du­chowego sensu życia, nie ma dostępnych materiałów o historii instytucji, która jest  rzekomo nośnikiem takiej duchowej prawdy? Bez znajomości i zrozumienia ciemnej  strony historii religii niejeden człowiek może być przekonany, że religia i jego życie  duchowe to jedno i to samo. Jak dotych­czas, zorganizowana religia ma bardzo długą  historię ograniczania i ha­mowania rozwoju duchowego, prywatnego związku z Bogiem,  świętością i wiarą.

Książka ta jest czymś w rodzaju krótkiego przedstawienia tematu. Moim zamiarem  nie było opisanie całej historii chrześcijaństwa, ale jedynie tej jego strony, która tak  bardzo zaszkodziła i wyrządziła wiele zła życiu du­chowemu człowieka.


W żadnym razie celem tej książki nie jest pomniejszanie ogromu prze­pięknej pracy, którą  wykonali chrześcijanie pomagając innym i z pewnością nie należy jej traktować jako pochwałę  czy obronę jakiejkolwiek innej religii.

Helen Ellerbe  Maj, 1995


Wprowadzenie

Kościół chrześcijański przejął spuściznę, która latami przesiąkała każdą

dziedzinę życia społeczeństwa zachodniego, i to zarówno pod względem świeckim jak i religijnym. Jest to dziedzictwo poglądów popierających sek­sizm, rasizm, nietolerancję wszystkiego co odmienne oraz profanację środowi­ska naturalnego. Przez większą część okresu swojej historii Kościół demon­strował brak poszanowania dla wolności, godności oraz dążenia do samookre­ślenia się człowieka. Starał się sterować, panować i ograniczać rozwój ducho­wych więzi jednostki z Bogiem. Religia chrześcijańska wspierała rozwój społe­czeństwa, w którym ludzie są obcy nie tylko w stosunku do samych siebie, ale również w stosunku do wiary. Tak zwane „chrześcijaństwo ortodoksyjne" osadzone jest w wierze w jedynego apodyktycznego Boga płci męskiej, który domaga się bezwzględnego posłuszeństwa i bezlitośnie karze wszelkie odstęp­stwa od wiary. Ortodoksyjni chrześcijanie uważają, że strach jest podstawą tego, co oni postrzegają za święty nakaz hierarchicznego porządku, w którym na samym szczycie niepodzielnie panuje niebiański Bóg, z dala od świata i rodzaju ludzkiego.

Chociaż ortodoksyjni chrześcijanie od samego początku reprezentowali je­den z wielu kierunków wczesnej religii chrześcijańskiej, to jednak byli tymi, którzy zdobyli polityczną władzę. Poprzez dostosowanie swoich poglądów

przeniknęli do rządu rzymskiego, zdobywając autorytet i bezprecedensowe przywileje. Nowo zdobyta władza umożliwiła im narzucenie przestrzegania ich zasad i rytuałów. Jednakże, prześladowanie tych, którzy nie stosowali się do

nakazów, wymagało od Kościoła oczyszczenia jego własnej doktryny i ide­ologii oraz dokładnego określenia co jest, a co nie jest herezją. Wprowadzając to w życie, Kościół bez przerwy zmieniał doktryny i poglądy, wybierając te, które najbardziej wspierały możliwości kontroli jednostki i społeczeństwa.

Po upadku Cesarstwa Rzymskiego i przejęciu władzy w Europie, Kościół w przysłowiową perzynę obrócił naukę, technikę, edukację, medycynę, historię, sztukę i gospodarkę. Zgromadził niezmierzone bogactwa, a tymczasem reszta społeczeństwa ginęła w mroku dziejów. Gdy dramatyczne zmiany społeczne zapoczątkowane na przełomie tysiącleci, doprowadziły do upadku ery izolacji,

11


Kościół rozpoczął walkę o utrzymanie zwierzchnictwa i kontroli nad społe­czeństwem. Polegała ona na podsycaniu wrogiego nastawienia do rzeczywi­stych  przeciwników Kościoła, nawołując do ataku na muzułmanów, wschod­nich chrześcijan  ortodoksyjnych i Żydów. Kiedy wyprawy krzyżowe nie do­prowadziły do ich  ujarzmienia, Kościół zwrócił swoje siły przeciwko narodom europejskim, przystępując  do brutalnego szturmu na południu Francji i powołu­jąc Święta Inkwizycję.

Krzyżowcy i Święta Inkwizycja w pierwszych wiekach ich działalności niewiele  czyniły, aby nauczyć zwyczajnych ludzi prawdziwego zrozumienia religii  ortodoksyjnych chrześcijan. Zrealizował to dopiero ruch reformatorskich protestantów i  liberalnych katolików. Jedynie w okresie Reformacji pospólstwo w Europie przejęło  więcej niż tylko ogładę chrześcijańską; ludzie byli terrory­zowani także zagrożeniem ze  strony diabła i czarownic. Powszechnie sądzono, że świat fizyczny przeniknięty był  obecnością Boga, co w okresie Reformacji, jak gdyby za dotknięciem czarodziejskiej  różdżki, zastąpiono nową wiarą gło­szącą, że boskie wsparcie nie jest już dłużej  możliwe, a świat fizyczny należy wyłącznie do diabła. Nadszedł 300 letni okres  niszczenia wszystkich, którzy mieli odwagę wierzyć w boską opiekę i magię, co  ostatecznie zapewniało na­wrócenie Europy na ortodoksyjną wiarę chrześcijańską.

Dzięki przekonaniu o tym, że Bóg jest oddzielony od świata fizycznego,  ortodoksyjni chrześcijanie - prawdopodobnie nieświadomie - położyli funda­menty  nowoczesnego świata, świata mechanistycznego i zdeterminowanego, świata, w którym  Bóg, w najlepszym razie, jest odległym, bezosobowym stwórcą. Ludzie zaczęli zdawać  sobie sprawę ze swojej słabości, nie tyle z grzesznej natury człowieka, ile z jego  znikomego znaczenia w takim świecie. Teorie naukowców i filozofów, takich jak Izaak  Newton, Rene Descartes (Kartezjusz) i Karol Darwin, potwierdzały wiarę  ortodoksyjnych chrześcijan w nieuchronność walki i potrzebę dominacji. Jednakże  poglądy te są obecnie uważane nie tylko za archaiczne, ale także mają ograniczoną  wartość naukową. Ortodoksyjni chrześcijanie wywarli również niszczycielski wpływ na  związek człowieka z przyrodą. Od czasu, kiedy ludzie zaczęli wierzyć, że Bóg jest dale­ko i ma lekceważący stosunek do świata fizycznego, stracili swój szacunek do  przyrody. Święta, w czasie których wyrażano związek pór roku z życiem człowieka,  zamieniły się w uroczyste obchody wydarzeń biblijnych, bez jakie­gokolwiek  powiązania z cyklami natury. Postrzeganie czasu zmieniło się tak, że już dłużej nie był  wiązany z cyklicznymi zmianami w przyrodzie. Nauka Ne­wtona zdaje się  potwierdzać, że świat nie był niczym innym, jak tylko nie­uchronnym rezultatem  mechanicznego działania nieożywionych obiektów; oznaczało to, że Ziemia utraciła  swoją świętość.

Mroczna strona dziejów chrześcijaństwa może pomóc nam zrozumieć siłę naszych  związków z Kościołem i udzielić lekcji o najbardziej podstępnej i niebezpiecznej formie  niewolnictwa: kontroli ludzi poprzez zapanowanie nad

12


sferą życia duchowego. Te, często nieznane, karty historii mogą wyświetlić idee i wiarę, które podsycały łamanie praw człowieka, nietolerancję wobec odmienności oraz profanację środowiska naturalnego. Kiedy raz je poznamy, możemy uchronić wiarę od ponownego zwycięstwa elementów destrukcyjnych.


Ziarna tyranii 100-400 n. e.

W pierwszych wiekach panowania religii chrześcijańskiej rozgłos zdobyli ci, którzy usiłowali sprawować kontrolę nad rozwojem duchowym człowieka, ograniczając jego osobiste związki z Bogiem. Ich poglądy stworzyły ideolo­giczne podstawy ponurej strony historii religii chrześcijańskiej. Przyjmując wiarę w jedyne zwierzchnictwo, ortodoksyjni chrześcijanie uważali, że strach i posłuszeństwo wobec hierarchicznej władzy były bezwzględnie konieczne. Jednak nie wszyscy chrześcijanie z tym się zgadzali. W rzeczywistości, w przeciwieństwie do powszechnie panujących opinii twierdzących, że pierwsze wieki chrześcijaństwa były okresem harmonii i jedności, chrześcijanie nie byli zgodni co do tego, że wszystkie rzeczy wynikają z natury Boga, oraz co do roli mężczyzn i kobiet w znajdowaniu drogi do oświecenia. Być może kardynalne znaczenie dla zwycięskiej grupy chrześcijan - zwanych tutaj „chrześcijanami ortodoksyjnymi" ( stosowanie terminu „ortodoksyjne" odnosi się do tradycyj­nej ideologii większości wyznań chrześcijańskich, a nie do jakiegokolwiek określonego wyznania czy Kościoła ) - miała wiara w jedyne zwierzchnictwo, wiara, że boskość objawia się tylko w jeden sposób. Wiara w jedynego Boga różniła się radykalnie od powszechnie panujących przekonań, że boskość może objawiać się w różnych formach i postaciach. Skoro ludzie wierzyli, że Bóg ma tylko jedną postać, to również skłaniali się do wiary, że zasługi czy pobożność mogą mieć także tylko jedno oblicze. Nawet dwie różne, zgodnie ze sobą eg­zystujące opinie, teraz stają się sobie obce; jedna z nich musi przeważyć i być nadrzędną w stosunku do drugiej.

Wewnątrz takiej struktury wiary Bóg jest pojmowany jako jedyny władca panujący na szczycie hierarchii, opierający się nie na miłości i tolerancji, ale na strachu. Biblia wielokrotnie nawołuje ludzi do strachu przed Bogiem: „Strach przed Bogiem i przestrzeganie Jego przykazań: to jedyny obowiązek człowie­ka", „Błogosławiony ten, kto boi się Boga", „Obawiaj się Tego, który, gdy został zabity, posiadł moc wtrącania do piekła; zaiste, mówię do ciebie, bój się Go."3 Ojciec Kościoła, Tertulian, w III wieku naszej ery nie potrafił sobie wyobrazić jak Bóg mógłby nie wymagać od człowieka strachu:

15


Ale jak zamierzasz kochać bez lęku, że nie kochasz? Zapewne jak Bóg czyż nie jest twoim Ojcem, do którego twoja miłość w imię obowiązku powinna być przepojona strachem przez wzgląd na Jego moc; czy twoim prawdziwym Panem, którego powinieneś kochać za jego człowieczeństwo i bać się jak swojego nauczyciela.4

Jak głosi modlitwa Pańska, wola Boska powinna być spełniona „jako w niebie, tak i na ziemi". Ortodoksyjni chrześcijanie byli przekonani, że ludzie powinni bać się swojego władcy na ziemi, tak jak boją się Boga. W IV wieku święty Jan Chryzostom pisak o absolutnej potrzebie strachu:

„.. jeśli pozbawicie ziemię sędziów i strachu przed nimi, to nadej­dzie upadek wsi, miast i narodów, w niepohamowanym chaosie nie będzie nikogo, kto powstrzymałby, odpad czy przekonał ich do pojednania przez strach przed karą.”

 

Dla ortodoksów strach był podstawą utrzymania porządku. Chrześcijanie, tacy jak żyjący w II wieku Marcion, którzy podkreślali miłosierną, pobłażliwą i kochającą naturę Boga, sami uważali siebie za przeciwników ortodoksyjnych poglądów. Zdaniem ortodoksyjnych chrześcijan Bóg musi być zdolny do oka­zywania złości oraz żądania dyscypliny i posłuszeństwa. Tertulian pisał:

„Otóż, jeśli (Bóg w rozumieniu Marcion'a jest niezdolny do od­czuwania złości, czy rywalizacji, czy wyrządzania krzywdy i zniszczenia, jak ktoś, kto powstrzymuje się od wykorzystania wła­dzy sędziego, nie potrafi powiedzieć w jaki sposób, jakikolwiek system posłuszeństwa - także ten absolutny - może być z nim w zgodzie.”

Uczeni sugerują, że pierwsze zdanie modlitwy chrześcijan, „Wierzę w je­dynego Boga, Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi", było pier­wotnie napisane w celu wyeliminowania następców Marcion'a, poprzez pod­kreślanie monoteistycznej i osądzającej natury Boga.

Ortodoksyjni chrześcijanie zwracali dużą uwagę na szczególny autorytet bi­skupa, hierarchię duchowieństwa i separację kleru od laików. Jako, że w niebie jest tylko jeden Bóg, głosił żyjący w I wieku n.e. biskup Ignacy z Antioch, to może być tylko jeden biskup w Kościele.8 „Twój biskup zastępuje Boga, a twoi [księża]... apostołów", pisał, „Poza nimi nie ma Kościoła".9 Takiego stanowi­ska z pewnością nie podzielali wszyscy chrześcijanie. Ortodoksi kładli tak wielki nacisk na hierarchiczny porządek, że jeden z chrześcijańskich gnostyków pisał o nich, „Oni, w swojej próżnej ambicji, chcą rozkazywać jeden drugiemu, dominować jeden nad drugim" pożądając „władzy nad innymi", „każdy wy­obrażał sobie, że jest wyżej od drugiego".

16


 

Nie wszyscy chrześcijanie akceptowali wiarę w jedyne zwierzchnictwo. Niektórzy gnostycy uważali, że Bóg występuje pod wieloma postaciami, łącząc w sobie cechy męskie i żeńskie. Inni twierdzili, że boskość ma charakter duali­styczny, z jednej strony jest „Niewyobrażalną Głębią, Pierwotnym Ojcem", z drugiej zaś „Łaską, Ciszą, Łonem, Matką wszystkiego". W gnostycznym „Apokryfie Jana" objawiony Bóg zdaje się mówić: „Jestem Ojcem, jestem Matką, jestem Dzieckiem". Gnostyczny nauczyciel Theodotus, powiedział: „każdy pojmuje Pana wedle własnego wzoru i na swój własny sposób". Aby wykorzenić gnostyków i usunąć ich z szeregów ortodoksyjnych chrześcijan, w II wieku n.e. biskup Ireneusz zachęcał do „przemawiania językiem jedynego i Boga Ojca".

Odrzucenie wiary w jedyne zwierzchnictwo prowadzi w konsekwencji do odrzucenia przez gnostyków hierarchicznego porządku i kastowego charakteru Kościoła. W przeciwieństwie do ortodoksyjnego Ignacego z Antiochii głoszą­cego, że pozycja biskupa, księdza i diakona odzwierciedla niebiański porzą­dek, niektórzy chrześcijańscy gnostycy nie czynili różnic między duchowień­stwem a laikami, i dużo mniej uwagi przykładali do poszczególnych stanowisk w obrębie kleru. Tertulian tak opisywał gnostyków:

Tak więc dzisiaj jeden człowiek jest biskupem, a jutro inny; oso­ba, która dzisiaj jest diakonem, jutro może być już lektorem; człowiek, który dzisiaj jest księdzem, jutro może być laikiem; na­wet laicy mogą spełniać funkcje kapłanów!

„...wszyscy oni mają równy dostęp, jednakowo słuchając jednako­wo modlą się - nawet poganie, jeśli zdarzy się, że przyjdą... Oni też dzielą się pocałunkiem pokoju ze wszystkimi, którzy przyjdą”.

W strukturze wiary ortodoksów nie ma miejsca na podział władzy i zwierzchnictwa pomiędzy kobiety i mężczyzn, jedni muszą dominować nad drugimi. Uznając jedynie męskie oblicze Boga, ortodoksyjni chrześcijanie uważali dominację mężczyzny za przedłużenie boskiego porządku. Na począt­ku V wieku święty Augustyn pisał: „musimy stwierdzić, że mąż ma panować nad swoją żoną, tak jak dusza panuje nad ciałem".'8 W swoim pierwszym liście do koryntian próbuje wyjaśnić przyczyny dominacji mężczyzn:

Na początku mężczyzna nie narodził się z kobiety, natomiast ko­bieta została stworzona z mężczyzny; i nie był stworzony dla miłości kobiet, ale kobieta dla miłości mężczyzny.

Nawet w 1977 roku papież Paweł VI nadal wyjaśniał, że kobieta ma zaka­zany wstęp do stanu duchownego, „Ponieważ nasz Pan był mężczyzną”


Wśród ortodoksów kobiety spełniały rolę służebnic. W swoim pierwszym liście do Tymoteusza, święty Paweł pisał:

Weźmy kobietę w ciszy uczącą się posłuszeństwa, nie zezwalam żadnej kobiecie nauczać, czy swoim autorytetem przewyższać mężczyzn; ona ma milczeć.2~

Kiedy w IV wieku chrześcijańscy mnisi muszlami ostryg zadali śmiertelne rany uczonej Hypatii, święty Cyryl tłumaczył, że wydarzyło się to dlatego, gdyż była ona pierwszą kobietą, która ośmieliła się pouczać mężczyzn, wbrew boskim przykazaniom.

Jednakże już wówczas byli chrześcijanie, którzy nie wyznawali poglądu, iż Bóg jest zdeklarowanym mężczyzną, ani też nie zgadzali się z doktryną o mę­skiej dominacji. Pierwszą znaną sektą byli Essenowie. W okolicach Morza Martwego odkryto wiele ich pism, w których czytamy, że boskość zawiera pierwiastek żeński. W dziele „Ewangelia Pokoju" Jezus mówi: „Poprowadzę ciebie do królestwa aniołów naszej Matki".z3 Gnostyczne teksty mówią, jak Ewa, córka Sofii, która pragnęła pierwszego niebiańskiego światła na ziemi, dała życie Adamowi:

„Ewa powiedziała „Adamie ożyj! Powstań z ziemi! ". I natych­miast jej słowa staw się czynem. Gdy tylko Adam powstał, otwo­rzył oczy. Kiedy zobaczył ją powiedział „Będziesz nazywana matką żywych, jako że jesteś tą która dała mi życie”

Nie wszystkie chrześcijańskie kobiety akceptowały swoją służalczą rolę. Ja­ko że gnostycy popierali różne poglądy, kilka ich pism odnosi się do Marii Magdaleny, jednej z najważniejszych przywódczyń wczesnego ruchu chrześci­jańskiego. Niektórzy twierdzili, że była pierwszą, która widziała zmartwych­wstanie Jezusa Chrystusa i podważyła autorytet Piotra, stanowiącego część hierarchicznego charakteru Kościoła. Tertulian był przerażony rolą kobiet u gnostyków:

...kobiety heretyków, jakże one są rozwydrzone! Albowiem są one na tyle zuchwałe aby pouczać, rozprawiać i odprawiać egzorcy­zmy, pełnić obowiązki duszpasterskie - a nawet dawać chrzest!

Inna kwestia sporna dotyczyła natury prawdy i sposobu, w jaki człowiek mógłby zostać oświecony. Większość sporów koncentrowała się wokół zmar­twychwstania Chrystusa: czy z martwych powstało jego ciało fizyczne, czy też duch. Ortodoksyjni chrześcijanie obstawali przy ciele fizycznym. Używając słów Tertuliana, Jego „ciało wypełniała krew, podtrzymywały kości, przetykały nerwy, oplatały żyły..." Twierdzili, że ponieważ było to ciało fizyczne,

18


zmartwychwstanie Chrystusa było zdarzeniem jednorazowym i nigdy nie mo­głoby  wydarzyć się powtórnie. Ortodoksi głosili ponadto, że Chrystusa można poznać tylko  poprzez tych, którzy doświadczyli tego zmartwychwstania, a więc apostołów, lub  ludzi wyznaczonych na ich następców. Dzięki temu władza i autorytet skupiały się w  rękach bardzo nielicznej grupy i pojawiła się możli­wość ustanawiania szeregu  określonych nakazów. ~ To ograniczało również indywidualną drogę poznania Boga.  Ortodoksyjni, katoliccy chrześcijanie uwa­żali, że to oni są tymi, którzy wybrani  zostali na następców apostołów i dlatego są jedynymi, którzy mogą oświecać innych.  Biskup Ireneusz głosił:

Obowiązkiem jest słuchać księży Kościoła... tych, którzy obda­rzeni  zostali spuścizna Apostołów; tych, którzy łącznie z dziedzic­twem  episkopatu, otrzymali niezawodny dar przekazywania prawdy”

Do dnia dzisiejszego papież wywodzi swój autorytet i prymat od samego Piotra,  „pierwszego z apostołów", „pierwszego świadka zmartwychwstania" Niektórzy  gnostycy uważali, że wiara w zmartwychwstanie ciała fizycznego

Chrystusa, a nie Jego ducha, jest „wiarą głupców". Nie zgadzali się zarówno z  twierdzeniem jakoby ktokolwiek po zmartwychwstaniu widział Chrystusa w Jego  fizycznym ciele, jak też z tym, że Piotr był pierwszym, który doświadczył obecności  Chrystusa po zmartwychwstaniu. Kanonizowane ewangelie Marka i Jana relacjonują  pierwsze pojawienie się Jezusa, który po zmartwychwstaniu ukazał się Marii  Magdalenie a nie Piotrowi, czy innym apostołom.3 Niektórzy uważają, że poprzez  słowa wypowiedziane do Marii, „Nie dotkniesz mnie", Jezus dał do zrozumienia, iż  był raczej postacią duchową, a nie ciałem mate­rialnym. Wiara w zmartwychwstanie  ducha Chrystusa sugeruje, że każdy, nie­zależnie od swojej pozycji, mógłby  doświadczyć obecności lub „widzieć Pana" w swoich snach, czy wizjach. Każdy  mógłby również zdobyć autorytet równy apostołom33, mieć kontakt z Bogiem i  rozwijać z Nim swoje związki.

Również istota prawdy była tematem sporów między chrześcijanami. Dla  ortodoksów, którzy uważali, że prawda może być przekazywana tylko przez  sukcesorów apostołów, jest ona trwała i niezmienna. Została ujawniona wy­łącznie  przez akt zmartwychwstania. Konsekwencją tego jest wiara, że Boga można poznać  wyłącznie poprzez Kościół, nigdy przez osobistą dociekliwość czy własne doznania;  ślepa wiara była ważniejsza od własnego poznania. Bi­skup Ireneusz przestrzegał  przed poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie „w jaki sposób każdy mógłby odkrywać  Boga dla samego siebie", gdyż zamiast tego powinien przyjąć wiarę nauczaną przez  Kościół, która „może być jasno, jednoznacznie i jednakowo zrozumiała dla  wszystkich". Pisał on: „Jeśli... nie potrafimy znaleźć wyjaśnień wszystkich faktów w  Piśmie Świętym... powinni­śmy pozostawić je Bogu, który nas stworzył, co jest  najpewniejszą gwarancją

19


 

Uważali, że poszukiwania mogą przezwyciężyć ciemnotę, która egzystencję czyni  koszmarem, w której człowiek opętany jest przez „wiele złudzeń" i do­świadcza  „panicznego strachu i chaosu, niepewności, zwątpienia i rozdarcia". W Ewangelii Prawdy  czytamy:

„ignorancja... prowadzi do cierpienia i strachu. Cierpienie staje się  trwałym otumanieniem, którego nikt nie zdoła zauważyć.”

Poszukiwanie wewnątrz samego siebie przynosiło wiedzę i poznanie roz­praszające ignorancję. Gnostycy uważali, że Jezus popierał samopoznanie i mówił,  „szukajcie, a znajdziecie; zapukajcie, a otworzy się przed wami" i „Królestwo Boże jest  w was".

Jako, że ortodoksyjni chrześcijanie chcieli sterować prawdą, tak też pragnęli ściśle  kontrolować, kto mógłby głosić tę prawdę. Wcześni chrześcijanie wy­raźnie różnili się  między sobą w kwestii podejścia do roli Kościoła. Gnostycy ceniący indywidualne  poszukiwania uważali, że organizacja Kościoła powinna być elastyczna, natomiast  ortodoksi kładli nacisk na ścisłą przynależność do jednego Kościoła46. Biskup Ireneusz  twierdził, że może istnieć tylko jedna religia, poza którą „nie ma zbawienia". O religii  mówił, „jest ona bramą do życia, wszystko inne jest łotrostwem i rozbojem".  Natomiast Ignacy, biskup Antiochii, pisał, „Nie pozwólmy nikomu oszukiwać samego  siebie; jeśli kto­kolwiek nie stanął przed ołtarzem, jest pozbawiony chleba Bożego".  Kle­mens, Biskup Rzymu w latach 90-100, zgadza się z tym, że Bóg sam rządzi  wszystkimi rzeczami, ustanawia prawo, karze buntowników i nagradza po­słusznych,  swojej władzy udzielając przy tym przywódcom Kościoła. Klemens posunął się jeszcze  dalej, mówiąc, że ktokolwiek sprzeciwia się nadanej przez Boga władzy, sprzeciwia się  samemu Bogu i powinien zostać niechybnie uka­rany5°. Na długo przed tym, jak  działania Kościoła zmierzające do kontrolo­wania życia duchowego człowieka zebrały  obfite żniwo ofiar, zalążki tyranii kiełkowały już na gruncie ideologii pierwszych  chrześcijan ortodoksyjnych. Wiara w jedyne zwierzchnictwo ograniczała drogę jednostki  do poznania Boga, wykluczając jakiekolwiek zmiany w sprawowaniu władzy.  Pozwoliło to na stworzenie apodyktycznej, opartej na strachu, struktury władzy  dzielącej ludzi ze względu na ich pozycję w społeczeństwie, ograniczającej możliwości  jed­nostki i domagającej się ślepego posłuszeństwa. Chociaż ortodoksyjni chrześci­janie byli jednym z wielu odłamów wczesnego chrześcijaństwa, to w ciągu kilkuset lat  skutecznie ograniczyli różnorodność wierzeń i ideologii, uważając siebie za synonim  samego chrześcijaństwa.

21


 

Polityczne intrygi 200-500 n. e.

Dużą liczbę swoich wyznawców religia chrześcijańska zawdzięcza poli­tycznym intrygom ortodoksyjnych chrześcijan. To właśnie im udało się prze­kształcić chrześcijaństwo ze znienawidzonego drugorzędnego kultu w oficjalną religię Cesarstwa Rzymskiego. Ich celem było osiągnięcie tego, co później wyraził w następujący sposób biskup Ireneusz: „religia katolicka rozprze­strzeniła się na całym świecie, aż do jego krańców". Aby to zrealizować użyli wszelkich możliwych środków. Skorygowali dzieła i przystosowali zasady tak, aby religia chrześcijańska była bardziej przyjazna dla Rzymian, uznawali rzym­ską władzę, a do obrzędów wprowadzili elementy pogańskie. Ortodoksyjne chrześcijaństwo przyciągało uwagę władz nie jako religia, która popierałaby oświecenie i rozwój duchowy, ale raczej jako coś, co mogło pomóc przywrócić porządek i przestrzeganie prawa w upadającym cesarstwie. Rzymski rząd przy­znał ortodoksyjnym chrześcijanom niespotykane dotychczas przywileje, które dały religii chrześcijańskiej możliwość stania się rodzajem autorytatywnej siły, której przeciwstawiał się przecież sam Jezus. Zdobycie takiego uznania było nie lada wyczynem, gdyż chrześcijanie nie byli mile widziani w Cesarstwie Rzymskim. W nadziei zwiększenia poczucia własnego bezpieczeństwa i ochro­ny, Rzymianie bardzo łatwo włączali nowych bogów i boginie do swojego panteonu. Na przykład Edykt Mediolański z 313 roku zapewniał swobodę każ­dej religii, „Każde bóstwo osadzone na tronie w niebie, może być przychylne i sprzyjać nam i wszystkim tym, którzy podlegają naszej władzy”. Niestety chrześcijanie wierzą w jedynego Boga, odmawiając stawiania Go obok innych. Po odrzuceniu lojalności wobec bogów panteonu rzymskiego, chrześcijan za­częto traktować jak zdrajców państwa rzymskiego. Od momentu, w którym cesarze zaczęli samych siebie uważać za bogów, lojalność wobec rzymskich bogów symbolizowała także lojalność wobec państwa rzymskiego. Chrze­ścijanie byli zdania, że nie należy zbyt wiele czynić, aby przypodobać się Rzymianom. Na przykład biskup Ireneusz głosił - „Nie potrzebujemy pra­wa, gdyż w naszym pobożnym postępowaniu już jesteśmy ponad nim".

22


Relacja pochodząca z 200 roku naszej ery odzwierciedla niechęć Rzymian wobec  chrześcijan:

„...byli ostatnimi plugawcami; bandą ciemnych mężczyzn i naiw­nych  kobiet ; którzy z ich nocnymi zgromadzeniami, uroczystymi postami i  nieludzkim jadlem spotykali się potajemnie, jak miłu­jące ciemności  zgraje; opluwając bogów i szydząc ze wszystkiego co święte...”

A jednak, pomimo tak nieprzychylnej atmosfery, w IV wieku, za panowania  Cesarza Konstantyna, chrześcijanie zyskali nie tylko akceptację, ale także poli­tyczne  znaczenie jako oficjalna religia Cesarstwa Rzymskiego. Dla osiągnięcia swoich celów  ortodoksyjni chrześcijanie używali politycznych wybiegów. Stworzyli organizację  służącą nie popieraniu rozwoju duchowego, lecz zapa­nowaniu nad jak największą  liczbą ludzi. Uprościli kryteria przynależności do grupy. Kościół katolicki zdecydował,  że każdy kto uznał wiarę, zaakceptował chrzest, brał udział w nabożeństwach, był  posłusznym władzy Kościoła i uwie­rzył, że „jedyna prawda przekazywana przez  Kościół pochodzi od Aposto­łów”, był chrześcijaninem. Jak twierdzą historycy, takie  założenia sugerują, że „do dostąpienia zbawienia ignoranci potrzebują tylko ślepej wiary  i posłuszeń­stwa wobec władzy...". Ortodoksi lekceważyli argumenty świadczące o  tym, że prawdziwego chrześcijanina można rozpoznać tylko poprzez jego postępo­wanie, a nie przez samo uczestniczenie w obrzędach religijnych. Niektórzy gnostycy, na  przykład, za Jezusem głosili: „Przez owoce swojego postępowania poznacie to  postępowanie..."'. Chrzest niekoniecznie sprawi, że ktoś zostanie chrześcijaninem,  mówili, gdyż wielu ludzi „zanurza się w wodzie a powstając nie otrzymuje niczego".  Jednakże proste zasady ortodoksów uczyniły z chrztu narzędzie do znacznie  łatwiejszego zdobycia posłuchu.

Ortodoksyjni chrześcijanie gromadzili fakty biblijne nie w celu zebrania ra­zem  wszystkich świętych prawd, ale raczej dla osiągnięcia większego ujednoli­cenia wiary.  Około roku 180 biskup Ireneusz z wielu ewangelii wybrał tylko te, które dzisiaj  stanowią zbiór zwany Nowym Testamentem. W latach 393 do 397 biskup Atanazy  sporządził podobny zbiór, przyjęty następnie przez Zgroma­dzenia w Kartaginie i  Hippo9. Dzięki zakazaniu i spaleniu wszelkich innych pism, Kościół katolicki stworzył  ostatecznie wrażenie, że tylko jego Biblia, zawierająca cztery kanonizowane Ewangelie,  reprezentuje pierwotne poglądy chrześcijan. Mimo to, jeszcze w 450 roku, Teodor z  Cyrus twierdził, że p najmniej 200 różnych ewangelii krąży wśród parafian jego własnej  diecezji. Nawet współczesna Encyklopedia Katolicka utrzymuje, że „istniejąca od same­go początku idea kompletnego i jasno sprecyzowanego kanonu Nowego Testa­mentu...  nie ma historycznych źródeł".

Poza doborem odpowiednich ewangelii i pism użytych do skonstruowania Biblii,  Kościół wydawał swoje pisma we własnej interpretacji. Już w II wieku

23


rzymski filozof Celsus poświadczył fałszowanie pism chrześcijańskich, mówiąc o  rewizjonistach:

„Niektórzy z nich, jako że byli pod wpływem stanu upojenia wywo­łującego samoindukujqce się wizje, przerabiali Pisma Święte z ich  pierwotnej postaci i usunęli wszystko, co pozwalało im na odparcie  skierowanych przeciwko nim zarzutów.”

Encyklopedia Katolicka przyznaje, że „We wszystkich dziedzinach fałszer­stwo,  interpolacja i ignorancja, wyrządziły ogromne szkody". Pomimo zaka­zania przez  Kościół prowadzenia jakichkolwiek dalszych badań dotyczących pochodzenia  Ewangelii, uczeni wykazali, że wszystkie cztery uznane przez Kościół Ewangelie  zostały przerobione i poprawione. Chociaż Kościół dekla­rował, że natura prawdy  jest niezmienna i objawiona została tylko raz, sam ciągle znajdował przyczyny do jej  zmieniania.

Jednak próby ujednolicenia Pisma Świętego nie odniosły pełnego sukcesu, nawet  cztery wybrane kanonizowane Ewangelie wzajemnie sobie zaprzeczały. Ewangelia  według św. Mateusza mówi nam, że Jezus był arystokratą, potom­kiem Dawida  poprzez Salomona, podczas gdy Ewangelia Łukasza opowiada, że pochodził on z  biedniejszego rodu, a w Ewangelii św. Marka czytamy, że Jezus urodził się w rodzinie  biednego cieśli. Według św. Mateusza po Jego przyjściu na świat odwiedzili Go trzej  królowie, natomiast u św. Łukasza znajdujemy, że byli to pasterze. Według świętego  Marka i Mateusza ostatnimi słowami Jezusa wypowiedzianymi w dniu Jego śmierci,  były, „Boże mój, Boże mój, dlaczego mnie opuściłeś?", podczas gdy u św. Łukasza  powiedział „Ojcze, w Twoje ręce składam duszę moją", a w Ewangelii św. Jana  powiedział po prostu „To koniec". Autorzy dzieła „Święta krew, święty Graal",  pytają: „Jak mogą [Ewangelie] być bez zarzutu, skoro nawzajem się zwalczają?". A  jednak to uporczywość Kościoła w dążeniu do ujednolicenia wiary przyciągnęła uwagę  Cesarza Rzymskiego. Konstantyn, człowiek który skazał na śmierć swojego własnego  syna i żywcem ugotował żonę, widział w chrześcijaństwie pragma­tyczne oparcie dla  swojej własnej siły zbrojnej i zjednoczenia wielkiego, prze­żywającego trudności  Imperium Rzymskiego. Historia opowiada, że to sen Konstantyna doprowadził do  zaakceptowania religii chrześcijańskiej. W swoim śnie zobaczył na niebie krzyż i  usłyszał głos mówiący „W znaku tym znaj­dziesz zwycięstwo". Mimo, że nawrócił się  na wiarę chrześcijańską dopiero na łożu śmierci, upatrywał w niej środek  przezwyciężenia rozbieżności panujących w Cesarstwie Rzymskim i ustanowił ją jako  oficjalną religię Imperium. Orto­doksyjni chrześcijanie starali się oddzielić chrześcijan od  politycznego po­wstania skierowanego przeciwko rzymskiej władzy. Ponad wszelką  wątpliwość złagodzili prawdę o politycznym zaangażowaniu Jezusa, obarczając  odpowie­dzialnością za jego śmierć Żydów a nie Rzymian. Kanonizowane Ewangelie  otwarcie ignorowały wzrastający opór Żydów, skierowany przeciwko rzym­ -


skiej okupacji Judei, która miała miejsce w okresie życia Jezusa. Jedyny wyjątek  znajdujemy w Ewangelii według świętego Łukasza, gdzie czytamy jak władze „przyłapały tego człowieka [Jezusa] na demoralizowaniu naszego naro­du i  zabranianiu [Żydom] składania hołdu Cesarzowi". Jeszcze przed upły­wem 40 lat od  śmierci Jezusa opór przerodził się w gwałtowną wojnę między armią rzymską i  Żydami.

Jezus był prawdopodobnie uważany za przywódcę politycznego i duchowe­go.  Słowo „Chrystus" zarówno w języku hebrajskim jak i greckim było tytu­łem  zarezerwowanym dla króla lub przywódcy . Biorąc pod uwagę panujące ówcześnie  warunki polityczne, jest bardzo prawdopodobne, że to Rzymianie ­a nie Żydzi -  zamordowali Jezusa za jego działalność polityczną. Ukrzyżowa­nie było standardową  metodą kary śmierci stosowaną przez Rzymian, a krzyż symbolem oporu Żydów  przeciwko rzymskiej okupacji. Obciążenie Żydów za śmierć Jezusa było  najprawdopodobniej wygodnym sposobem ukrycia poli­tycznego zaangażowania  Jezusa i odsunięcia chrześcijaństwa od odpowiedzial­ności za polityczną rebelię.

Gdy chrześcijaństwo zdobyło uznanie, ortodoksi pozwolili cesarzowi Rzy­mu na  bezpośrednie wpływanie na swoją doktrynę. W celu rozstrzygnięcia ideologicznych  sprzeczności Kościoła, Konstantyn zwołał i przewodniczył pierwszemu soborowi  ekumenicznemu w Nicei w 325 roku. Walter Nigg w swojej książce „Heretycy" opisuje  znaczenie osiągniętego porozumienia.

„Konstantyn, który traktował zagadnienia religijne jedynie z poli­tycznego punktu widzenia, zapewnia jednomyślność przez skaza­nie na  wygnanie biskupów, którzy nie odpowiadali nowej religii. „Było zupełnie  nieprawdopodobne, aby uniwersalna wiara mo­gła opierać się  wyłącznie na autorytecie cesarza, który jako kate­chumen nie był nawet  dopuszczony do obrzędu eucharystii i zu­pełnie nie przestrzegał  najwyższych tajemnic wiary. Ani jeden bi­skup nie wypowiedział  marnego słowa przeciwko tej nieprawdo­podobnej sytuacji”

Jedną z politycznych decyzji podjętych na Soborze w Nicei było ustano­wienie  wyznania nicejskiego oznaczającego wiarę w niepodzielne, jedyne zwierzchnictwo,  jednocześnie włączając Jezusa w obraz Boga. Jezus nie był uważany za zwykłego  śmiertelnika, był on przejawem Boga pojmowanego jako Ojciec, Syn i Duch Święty. Ta  nowa Święta Trójca przypominała dużo starszy obraz boskości, podkreślający wartość  odmienności. Na przykład, oblicze Boga w gnostycznej „Tajemnicy Księdza Jana":  „Jestem Ojcem, jestem Matką, jestem Dzieckiem", odzwierciedla koncepcję  współdziałania, gdzie całość stworzenia jest potężniejsza od sumy jej części. Z kolei  „Sofia Jezusa Chrystu­sa" opowiada w jaki sposób energia męska i żeńska, połączone  razem wykre­owały:

25



Ryc. 2.1. Rzymski Cesarz Konstantyn uważał, że chrześcijaństwo może być narzędziem umoc­nienia siły politycznej i militarnej. Ilustracja przedstawia Konstantyna w przededniu ważnej bitwy, kiedy to widząc na niebie krzyż usłyszał głos, mówiący W znaku rym znajdziesz zwycięstwo.

26


...przyjście na świat pierwszego dwupłciowego syna. Jego imię brzmiało 'Pierwsza-rodzicielka Sofia, Matka Wszechświata'. Niektórzy nazywali go 'Miłość'. Obecnie pierworodny nazywany jest 'Chrystusem'.

Nawet późniejszy muzułmański Koran błędnie sprowadzał chrześcijańską Trójcę do tego pierwowzoru, uważając za Trójcę Boga, Marię i Jezusa. Sobór Nicejski ustanowił Trójcę, która wychwalała jedność i identyczność. Każda wzmianka o współdziałaniu energii czy magii, wynikających z połączenia dwóch różnych istot ludzkich, pozostała nie zauważona. Sobór usunął obraz ojca, matki i dziecka, zastępując hebrajskie słowo rodzaju żeńskiego, określające ducha - „ruch", greckim słowem rodzaju nijakiego - „pneuma". Trójca składała się teraz z ojca, syna i nijakiego, pozbawionego płci ducha. Od tej pory chrześcijanie przedstawiali ją w postaci trzech mężczyzn o identycznej twarzy i takim samym wyglądzie.

W późniejszych kazaniach średniowiecznych Trójcę Świętą porównywano do „identycznych odbić w kilku fragmentach rozbitego lustra lub identycznego składu chemicznego wody, lodu i śniegu”. W XVII wieku dwóch kolejnych papieży wyklęło książkę hiszpańskiej zakonnicy Marii d'Agreda, „Mityczne miasto Boga", za przedstawienie Trójcy Świętej jako Boga, Marii i Jezusa. Z pism usunięto wszelkie aluzje podkreślające znaczenie odmienności; boskość wyrażana była w postaci wizerunku mężczyzny lub istoty rodzaju nijakiego, ale nigdy kobiety. To wiara w Boga objawiającego się pod różnymi postaciami, a nie unikalne nauki religijne chrześcijan, pomogła Rzymianom pogodzić się z chrześcijaństwem. Religia ta pod pewnymi względami przypominała rzymski kult Mitry, czyli mitraizm. Jako „Opiekun Imperium" Mitra był ściśle zwią­zany z bogami słońca, Heliosem i Apollem. Narodziny Mitry przypadające na dzień 25 grudnia w okresie przesilenia zimowego, stały się datą przyjścia na świat Jezusa. Świadkami narodzin Mitry byli pasterze biorący również udział w ostatniej wieczerzy przed powrotem Mitry do nieba. Wniebowstąpienie Mitry, które zbiegło się z protuberancją słońca w okresie równonocy wiosennej stało się chrześcijańskim świętem Wielkanocnym.

W Rzymie, na Wzgórzach Watykańskich, chrześcijanie przejęli świętą grotę poświęconą Mitrze, czyniąc z tego miejsca siedzibę Kościoła katolickiego. Wkrótce tytuł najwyższego kapłana Mitr, Pater Patrum, zastąpiony został tytułem biskupa Rzymu, papa czy papież Z. Występowanie wyraźnych podo­bieństw do mitraizmu ojcowie chrześcijan tłumaczyli działalnością diabła, oświadczając, że najstarsze legendy mitraizmu są podstępną imitacją jedynej prawdziwej wiary.

Postać Marii była czczona, bez poparcia ze strony Kościoła, jako obraz żeń­skiego oblicza Boga. Jako że chrześcijaństwo odpowiadało mitraizmowi, kult Marii przypominał kult bogini o wielu obliczach, szczególnie pod względem

27



 

 

Obraz przedstawia trójcę świętą, koncepcję, która pozwoliła rozpatrywać Jezusa jako część Boga, utrzymując wiarę w jedyne zwierzchnictwo.

 

kultywowania tradycji matki / syna, jak Izyda / Horus, Junona / Mars, Kybele / Attis  oraz Neit / Re. Maria była postrzegana jako bardziej przystępna, przyjazna ludzka  postać, niż karzący, wszechmocny Bóg. Była delikatniejsza, bardziej wyrozumiała i  zdolna do większej pomocy w codziennych zmaganiach czło­wieka. W swoim dziele  „Anastazja w Konstantynopolu" historyk Sozomen opisał cechy Marii:

„Objawiła się tam boska moc, pomocna w wizjach na jawie jak i w snach,  często uzdrawiająca wiele chorób i przynosząca ulgę do­tkniętym przez  nagle wydarzenia w ich ryciu. Moc tą przypisywa­no Marii, Matce  Boskiej, Świętej Dziewicy, w ten właśnie sposób objawiającej sama  siebie.”

Ani Biblia, ani wczesny Kościół nie udzielały poparcia kultowi Marii, nie uważając  jej nawet za świętą. Chociaż Sobór Nicejski potwierdził, że Chry­stus był  rzeczywiście zrodzony z Marii Dziewicy, biskup Epifanius wyraził powszechnie  panującą opinię ortodoksyjnych chrześcijan: „Mogą być czczeni tylko Ojciec, Syn i  Duch Święty, ale nie dopuszcza się kultu Marii" .

W okresie pierwszych 500 lat sztuka chrześcijańska przedstawiała Marię w mniej  czcigodnej postaci niż nawet magów, trzech mędrców, których głowy przybrane były  aureolą, podczas gdy Maria aureoli nie miała. W IV wieku święty Chryzostom  zarzucał Marii próby osiągnięcia dominacji i „uczynienia samej siebie sławną poprzez  swojego syna". Pomniejszenie znaczenia Marii było sposobem zerwania jej  związków ze starszymi wyobrażeniami bogini okresu przedchrześcijańskiego. Biskup  Epifanius pisał:

„Bóg zstąpil z nieba, Słowo święte weszło w ciało zrodzone ze świętej  Dziewicy, z pewnością nie dlatego, aby Dziewica była u­wielbiana, ani  uczyniona boska ani wyświęcone imię jej, ani też, aby po wielu pokoleniach  kobiety ponownie zostały kapłankami... Bóg nie powierzył jej obowiązku  chrztu czy błogosławieństwa uczennicy, ani nie zaoferowal jej jakiejkolwiek  władzy nad świa­tem.”

Chrześcijaństwo, jak rozumieli to ortodoksi, było za jedyną mocą Ojca, Sy­na i  Ducha Swiętego, a nie jakąkolwiek domieszką żeńskiego aspektu Boga.

Mimo to kult Marii przetrwał. Od kiedy w 431 roku Sobór w Efezie zade­cydował, że Maria może być otaczana czcią bez ponoszenia żadnych konse­kwencji,  tłumy wiernych rzuciły się w wir szaleńczych uroczystości, którym towarzyszyły  procesje z pochodniami i radosne okrzyki „Chwała niech będzie Teotokos (Matce  Boga)!". Starsze świątynie i święte miejsca pierwotnie dedykowane  przedchrześcijańskim boginiom, zostały przyznane lub zastąpione przez świątynie  poświęcone Marii. Znajdującą się na rzymskim Wzgórzu

29



Obarczanie Żydów odpowiedzialnością za śmierć Jezusa było sposobem uczynienia z chrześcijaństwa religii możliwej do zaakceptowania przez władze Rzymu.

Eskwilińskim świątynię Kybeli, poświęcono Marii Maggiore. Znajdujące się w okolicach Panteonu sanktuarium Izydy Kościół również przeznaczył Marii, a kolejną świątynię wzniesiono w miejscu poświęconym Minerwie. Na Cyprze świątynię poświęconą Afrodycie przekształcono w świątynię Marii, która do dnia dzisiejszego nazywana jest Panaghia Aphroditessa. W „Dziewicy" Geoffrey Ashe pisze:

„Jak Kybele - Maria chroniła Rzym. Jak Atena otaczała opieką inne miasta. Jak Izyda czuwała nad żeglarzami, stając się „Gwiazdą Mórz". Jak Junona otaczała opieką kobiety w ciąży... Założyła koronę zastępując Kybele. Osadzona ze swoim dziec­kiem na tronie, przypominała Izydę i Horusa.”

Kościół nie stłumił oddawania czci kobiecej boskości - po prostu ją prze­mianował. Interesującym jest fakt, że chrześcijańska wersja kobiecej boskości wykluczała jakiekolwiek przedstawianie jednego z najsilniejszych aspektów Bogini - oblicza starej, mądrej kobiety. W okresie przedchrześcijańskim roz­powszechnione były trzy oblicza bogini: Dziewicy lub Panny, Matki i Starej Kobiety. Maria stała się uosobieniem Dziewicy i Matki. Trzecie oblicze Starej Kobiety reprezentujące moc i mądrość pierwiastka żeńskiego, zostało usunięte z chrześcijańskiego kanonu świętości. Odrzucenie wizerunku starej kobiety jest na tyle ważne, że w późniejszym okresie stał się on symbolem najważniejszego wroga Kościoła - czarownicy.

Kościół osiągał swoje cele dostosowując własną ideologię do aktualnie pa­nujących warunków. W roku 319 Konstantyn ustanowił prawo zwalniające kler od płacenia podatków i służby w armii43, a w 355 roku biskupi zostali uwol­nieni spod nadzoru sądów świeckich44. W roku 380 cesarz Teodozjusz wydał dekret, w którym czytamy:

„Musimy uwierzyć w jedynego Boga z Ojca, Syna i Ducha Święte­go, pod pojęciem wysokiego majestatu i Trójcy Świętej. Rozka­zujemy, aby ci, którzy pójdą za tym nakazem przyjęli imię Kato­lickich Chrześcijan. Pozostali, których osądzimy jako obłąkanych szaleńców, będą dźwigać ciężar haniebnych dogmatów herety­ków, ich miejsca spotkań nie otrzymają nazwy kościołów, i będą oni ukarani najpierw przez Boga a potem przez Naszą własną ka­rzącą rękę, a kara, którą My określimy będzie w zgodzie z sądem bożym.”

Dekret wydany przez Teodozjusza wyjął spod prawa wszelki sprzeciw wo­bec Kościoła. W 388 roku wprowadzono zakaz publicznych dyskusji na tematy religijne. Starożytne obrzędy pogańskie zostały zakazane w 392 roku i od tego momentu uważano je za działalność przestępczą. W roku 410 cesarz Honoriusz zarządził, że:

31



Wczesny Kościół niechętnie zezwalał na oddawanie czci Marii Dziewicy. Jednakże po udzieleniu zezwolenia pozwolono na kontynuację przedchrześcijańskich obrzędów oddawania czci kobiecej świętości w postaci kultu Marii

 

„Wszyscy, którzy postępują sprzecznie ze świętymi prawami niech wiedza  że ich pełzanie w heretycznych zabobonach uwielbianych w najbardziej  oddalonych wyroczniach, jest karane wygnaniem i krwią gdyby ponownie  przyszło im na myśl zbierać się w takich miejscach w celu prowadzenia  przestępczej działalności.”

Pogańskie świątynie zostały splądrowane i zniszczone. W roku 386, w ko­lejnym  pisemnym proteście skierowanym do władz Rzymu, czytamy:

„Jeśli oni (chrześcijanie) usłyszeli o miejscu, w którym dziab się coś  niepokojącego, natychmiast twierdza że ktoś składa tam o­fiary,  wyrażają swoje obrzydzenie i składają tam wizytę - może­cie zobaczyć  ich, gnających w to miejsce, ich, strażników dobre­go Jadu (jak  nazywają samych siebie), tych zbójów, o ile zbój nie jest zbyt łagodnym  słowem; te łotry nie próbują ukrywać tego co robią: obrażają się, gdy  nazwie się ich zbójami, a z drugiej stro­ny, ludzie ci są dumni z  wyzyskiwania innych... oni uważają że zasługują na nagrodę!”

Od roku 435 każdemu heretykowi w Cesarstwie Rzymskim groziła kara śmierci.  Poza chrześcijaństwem jedyną legalną religią był judaizm. Żydzi wciąż jeszcze byli  izolowani, małżeństwom Żydów z chrześcijanami groziła taka sama kara, jak za  niewierność: kobiety skazywano na śmierć. Kościół trium­fował. Wiara w jedynego  Boga doprowadziła do narzucenia jednej religii.

Jako, że ortodoksyjni chrześcijanie w sposób autorytatywny przypisali Bogu  władzę, to nic dziwnego, że nastawili się na znalezienie sposobu, dzięki które­mu oni,  w imię Boga, mogliby zdobyć podobną apodyktyczną władzę nad ludźmi. W tym celu  stworzyli organizację, która przyciągała uwagę władz Im­perium Rzymskiego przez  głoszenie jedności i posłuszeństwa. Ponad wszelką wątpliwość chrześcijanie zmienili  historię o śmierci Jezusa w celu zdjęcia z nich podejrzeń o udział w rozruchach  przeciwko władzom Cesarstwa. Usta­nowili zasady ułatwiające pozyskanie dużej  liczby wiernych. Przystosowali. swoją ideologię do przyjęcia współcześnie im  panujących wierzeń. Dzięki politycznym intrygom Kościół osiągnął pozycję oficjalnej  religii Imperium Rzymskiego, zdobywając siłę i świeckie przywileje.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ustanowienie doktryny: seks, wolna wola, reinkarnacja, walka - 300-500 n.e.

W odpowiedzi na pojawienie się pierwszych heretyków Kościół sformu­łował doktrynę o seksie, wolnej woli i reinkarnacji. W każdym przypadku wybierał taką ideologię, która w największym stopniu zapewniała możli­wość sprawowania kontroli nad jednostką i społeczeństwem. Kościół wprowadził także doktrynę, która usprawiedliwiała użycie siły w celu wy­muszenia posłuszeństwa i zwalczania heretyków. Słowo „herezja" pocho­dzi od greckiego „hairesis" oznaczającego „wybór". W pierwszych wie­kach naszej ery w obrębie religii chrześcijańskiej istniało wiele możliwości wyboru - i w konsekwencji wiele herezji. Do gnostyków należeli marcjoni­ści, monotaniści, arianie, sabelianie, nestorianie i monofizyści, w Egipcie koptowie, a w Syrii jakobici. Armeński Kościół Ortodoksyjny również nie zgadzał się z Kościołem katolickim. Herezje głoszone przez Pelagiusza, Orygenesa i donatystów legły u podstaw nowej, mającej szczególne zna­czenie, doktryny. Natomiast poglądy Manicheusza, mimo że nie stały się przyczyną sformułowania określonej doktryny, stanowiły zaprzeczenie mało popularnej ideologii Kościoła.

Spory wokół poglądów Pelagiusza doprowadziły do ustanowienia przez Kościół doktryny dotyczącej wolności i życia seksualnego człowieka. Ir­landzki mnich Pelagiusz przybył do Rzymu na początku piątego wieku, głosząc, że człowiek posiada wolną wolę i odpowiada za swoje czyny. Twierdził, że osobiste starania człowieka w pewnym tylko stopniu decydu­ją, czy on lub ona dostąpi zbawienia. Według Pelagiusza wiara w odkupie­nie grzechów przez Chrystusa powinna być wspierana przez indywidualną odpowiedzialność i podejmowanie wysiłków w kierunku czynienia dobra2. W nagrodę za wzięcie odpowiedzialności za swoje uczynki, Stwórca daje ludziom wolność. Jak pisał jeden z historyków:

34


„Pelagiusz walczył o bezcenne dobro wolności człowieka. Wolno­ści tej nie można się wyrzec bez utraty ludzkiej godności... Bez wolności w podejmowaniu swoich decyzji człowiek staje się po prostu marionetką. Według Pelagiusza Stwórca nadal człowie­kowi moralną siłę, której stłumienie jest zwątpieniem w podo­bieństwo ludzi do Boga.”

Poglądy Pelagiusza zostały gwałtownie zaatakowane przez świętego Augu­styna, słynnego biskupa i teologa. Zbawienie, jak mawiał Augustyn, znajduje się wyłącznie w rękach Boga; nie ma nic, co mogłaby uczynić jednostka. Bóg wybiera niewielu ludzi, którym daje szczęście i zbawienie. Jest to osiągalne tylko dla tych nielicznych, których Chrystus przywiódł na świat. Wszyscy inni są potępieni na wieki. Według świętego Augustyna akt łaski Boga, a nie jakie­kolwiek uczynki, czy pragnienia człowieka, prowadzi do zbawienia.

Augustyn uważał, że nasza wolna wola czynienia dobra w opozycji do zła, została zniszczona przez grzech Adama. Grzech Adama, który według świętego Augustyna ma „naturę nasienia, z którego się rozmnażamy", przywiódł na świat cierpienie i śmierć, odebrał nam wolną wolę i pozostawił wrodzoną złą naturę. Jest on teraz nieunikniony. Przyczyną czynienia dobra jest wyłącznie bezmierna łaska. Augustyn pisał, „Dlatego, kiedy człowiek żyje w zgodzie z człowiekiem, a nie z Bogiem, jest on podobny do diabła". Zgodnie z poglą­dami Augustyna jednostka ma niewielką moc wpływania na swoje, z góry o­kreślone, przeznaczenie, a zbawienie jej zależy wyłącznie od woli Boga.

Życie seksualne człowieka, jak twierdził Augustyn, wyraźnie pokazuje, że człowiek nie jest zdolny do dokonania wyboru między dobrem a złem. Swoje tezy oparł na własnym doświadczeniu życiowym. Biorąc pod uwagę swoje nieuporządkowane życie w młodości, kiedy to spłodził i następnie porzucił nieślubne dziecko, doszedł do wniosku, iż seks jest z natury zły. Cierpiał z powodu swoich erotycznych pragnień:

„Któż potrafi to kontrolować, kiedy przyjdzie pożądanie? Nikt! Silnie poruszona żądza nie poddaje się rozkazom woli... Czego­kolwiek człowiek sobie życzy, nie potrafi tego dokonać.”

Zgodnie z poglądami Augustyna, człowiek nie ma na tyle siły, aby cierpli­wie znosić lub stłumić seksualne pożądanie.

Ale nawet ci, którzy rozkoszują się w tej przyjemności, nie panują nad nią swoją własną wola niezależnie od tego, czy ograniczają się do prawego łoża, czy też grzeszą; czasami żądza ta nachodzi ich wbrew nim samym i zwodzi ich, gdy odczuwają pożądanie, które szaleje w umyśle a nie tkwi w ciele. Tak więc, dziwna to rzecz, że emocje nie tylko osłabiają posłuszeństwo prawego pra­-

35


gnienia zrodzenia potomstwa, ale także osłabiają chęć odrzuce­nia  lubieżnego pożądania; myśl ta często przeciwstawia całą swoją energię  duszy, która ogranicza je, czasami rozdzierając przy tym samą siebie, a  gdy poruszy duszę, ciało pozostanie nie­wzruszone.

To „diabelskie poruszenie genitaliów", jak Augustyn określał seks, jest dowodem  grzechu pierworodnego Adama, który jest teraz przenoszony „z łona matki, plamiąc  grzechem wszystkie istoty ludzkie i pozostawiając je niezdol­nymi do wyboru między  dobrem a złem, czy też wpływania na swój własny los". Poglądy świętego Augustyna  pozostają w ostrej sprzeczności z poglądami przedchrześcijańskimi, które często  traktowały seks jako nieodłączną część religijnego życia. Jednakże jego punkt widzenia  odzwierciedlał poglądy wielu chrześcijan. Oprócz nielicznych sekt heretyków, takich  jak na przykład gnostyczni karpokratianie, którzy traktowali seks jako „więź między  wszyst­kimi stworzeniami", prawie wszyscy chrześcijanie byli zdania, że seksu nale­ży unikać, za wyjątkiem sytuacji służących prokreacji. Święty Hieronim ostrze­gał,  „traktuj wszystko jak truciznę, która rodzi nasienie zmysłowej przyjemno­ści".  Elaine Pagels w swojej książce „Adam, Ewa i Wąż" pisze:

„Klemens z Aleksandrii wykluczał stosunki oralne i analne, sto­sunki  w czasie miesiączki, z żonami w ciąży, żonami bezpłodnymi, w okresie  przekwitania i ze swoją żoną „rano ", „za dnia" i „po obiedzie ".  Klemens rzeczywiście ostrzegaj że „nawet nie w nocy, ale w ciemności,  która jest odpowiednia dla nieprzyzwoitych lub niemoralnych praktyk, ale ze skromnością tak że cokolwiek się wydarzy, wydarzy się w  granicach rozsądku... wieczorem, ponie­waż nawet prawe połączenie  jest ciągle niebezpieczne, za wyjątkiem tego, które podejmuje się w celu  spłodzenia dziecka ".

Seks jako akt, który urealniał istnienie jednostki, zagrażał religijnym dąże­niom do  panowania nad społeczeństwem. Jak głosił Klemens, „żądzy nie jest łatwo opanować,  gdyż jest ona pozbawiona strachu...". Wyparcie wolnej woli i potępienie uciech  erotycznych ułatwiło panowanie nad ludźmi. Augustyn pisał:

„...z natury rzeczy, człowiek został tak stworzony, iż  posłuszeństwo jest dla niego korzystne, zgubne dla niego jest  podążanie za jego własną wola a nie wolą jego stwórcy...”

Uważał także, że „grzech Adama był zlekceważeniem autorytetu Boga... co właśnie  pociągnęło za sobą potępienie...". W 416 roku Augustyn pisząc do biskupa Rzymu  uprzedzał go, że poglądy Pelagiusza podważyły podstawy władzy biskupów, a  pozostawienie w spokoju jego zwolenników zagraża dopiero co zdobytej sile Kościoła  katolickiego. Przyjaciel Augustyna, afrykański

36



Święty Augustyn, największy Ojciec Kościoła. Jego poglądy i argumenty były podstawą doktryn Kościoła, które zaprzeczały istnieniu wolnej woli, potępiały seks i usprawiedliwiały stosowanie przemocy w celu wymuszenia posłuszeństwa.

 

biskup Alipiusz, przybył do Rzymu aby przekonać władze Kościoła, by stanęły po  stronie Augustyna przeciwko Pelagiuszowi, jakoby przy okazji wręczając łapówkę w  postaci 80 numidyjskich ogierów. Augustyn wygrał. W kwietniu 418 roku papież  ekskomunikował Pelagiusza. Od tego momentu Kościół kato­licki stał się  wyznawcą doktryny o dziedziczeniu grzechu pierworodnego.

Stanowisko dotyczące reinkarnacji Kościół sformułował w odpowiedzi na  kontrowersyjne poglądy Orygenesa, który uważał, że dusza człowieka egzystu­je przed  wstąpieniem do fizycznego ciała i przechodzi z jednego ciała do dru­giego, aż do  momentu zjednoczenia się z Bogiem, po czym nie przyjmuje już postaci fizycznej. Poza  tym wierzył, że wszystkie dusze ostatecznie powracają do Boga; głosił, że gdyby nawet  chrześcijanin mógł bardzo szybko zjednać się z Bogiem, to jednak jest to niemożliwe bez  wysiłku ze strony człowieka. Prze­konywał, że od kiedy Bóg opuścił ludzi dzięki ich  własnej wolnej woli, muszą oni ponownie zjednoczyć się z Bogiem, również z własnej  woli. Ortodoksyjni chrześcijanie zwalczający poglądy Orygenesa utrzymywali, że teorie  takie zbyt silnie uzależniają od indywidualnego samookreślenia. Twierdzili także, że  taka teoria reinkarnacji pomniejsza rolę Jezusa Chrystusa, ograniczając potrze­bę  dążenia do zbawienia za życia i unikalną naturę Jego zmartwychwstania.

Zdaniem ortodoksów, osobiste zbawienie nie zależy od samookreślenia czy wolnej  woli, jak sugerują poglądy Orygenesa, ale tylko od tego, czy zostanie się wyznawcą  Jezusa Chrystusa. Poza tym, jeśli dana osoba mogłaby dokonać wyboru zjednoczenia  się z Bogiem w którymkolwiek ze swoich wcieleń, wów­czas nie obawiałaby się  potępienia - a strach był przez ortodoksów uważany za niezbędny. Idea Orygenesa  mówiąca, że dusza jest oddzielona od ciała, również wydaje się pomniejszać  niezwykłąnaturę zmartwychwstania Chrystusa. Twier­dzono, że cud Jego  zmartwychwstania oferuje możliwość pokonania śmierci fizycznej. Jeżeli jednak każda  dusza wielokrotnie pokonuje śmierć poprzez opuszczanie jednego ciała i wchodzenie do  innego, wówczas wyczyn Chrystusa straciłby swój unikalny charakter.

Prace Orygenesa kwestionowały również chęć kontrolowania przez Ko­ściół  poszukiwań intelektualnych i duchowych. Mimo, że dla poparcia swoich tez  skrupulatnie cytował Pismo Święte, to zauważył, że w pewnych dziedzinach dostarcza  ono niewielu wskazówek. Mając wykształcenie u­czonego Greka, Orygenes  poszukiwał odpowiedzi na nurtujące go pytania zarówno w filozofii Platona jak i  swojej własnej wyobraźnil8. Augustyn także rozpatrywał zagadnienia, o których Pismo  Święte niewiele mówiło, rozważał, na przykład:

„...a co przed kolejnym bytem, O mój Boże, czy nie było mnie, czy byłem w  jakimś ciele? Nie ma nikogo, kto by mi o tym powiedział, ani ojciec, ani  matka, ani doświadczenie innych, ani moja własna pamięć.”

38


Podczas gdy Orygenes kontynuował poszukiwania wyjaśnień tych zagadnień,  Augustyn zaprzestał szukania odpowiedzi poza Pismem Świętym. Pisał on:

„I do tego chciałbym poznać rzeczy, których nie znam, a  dotyczące pochodzenia duszy, i jeszcze chciałbym wiedzieć,  czy nie dane jest nam nauczyć się tych rzeczy tak długo, jak  długo żyjemy na tym świecie. A co, jeśli będzie to jedna z tych  rzeczy, o których mówimy. „Nie szukaj rzeczy, które są zbyt  wielkie dla ciebie, i nie poszukuj w rzeczach, które przekraczają  twoje możliwości: ale poszukuj rze­czy, które Bóg nakazał  tobie, myśl o nich zawsze, a w wielu Jego dziełach nie  znajdziesz nic niezwykłego ".

Augustyn posunął się tak daleko, że obnosił się z myślą, iż przed stworze­niem  świata Bóg zatrudnił samego siebie do przygotowania miejsca kary dla tych, którzy  mają czelność pytać o to, co było przed aktem stworzenia. Mimo, że Orygenes zmarł  w 284 roku, spory na temat jego poglądów kontynuowano aż do roku 553, w którym to  został oficjalnie wyklęty przez II Synod w Kon­stantynopolu. Potępiając Orygenesa  Kościół pośrednio zadał cios reinkarnacji. Chrześcijanie nie wierzyli w preegzystencję  dusz, istnienie świadomości poza ciałem oraz w to, że człowiek musi mieć więcej niż  jedno życie, aby powrócić do chrześcijańskiego Boga bez stania się przedmiotem  wiecznego potępienia. Poza tym, wyklęcie Orygenesa posłużyło jako kolejne  przypomnienie, że nie bacząc na szczerość jedynej wiary, każdy powinien zawsze  pozostawać w ide­ologicznej zgodzie z Pismem Świętym.

Przy rozwiązywaniu problemu z herezjami donatystów Kościół do ich zwalczenia  ustanowił precedens stosowania siły. Gdy donatyści osiągnęli wyższy od Kościoła  katolickiego poziom rozwoju swojego duchowieństwa, ich ruch rozprzestrzeniał się  lotem błyskawicy i w połowie IV wieku na terenach Afryki liczba ich zwolenników  przewyższała liczbę katolików. Utrzymujące się poglądy mówiące, że nikt nie po­winien być zmuszany do wiary wbrew jego woli pchnęły Augustyna do podjęcia prób  sprowadzenia donatystów z powrotem do owczarni katolików. Jednakże, gdy zawio­dły rozmowy, uciekł się do zastosowania przemocy, odwołując się przy tym do do­piero co ustanowionych, skierowanych przeciwko heretykom, praw Teodozjusza.  Kościół przychylił się do rad Augustyna i brutalnie stłumił ruch donatystówz3.

Przeciwny donatystom Augustyn ustanowił cztery, zasady Cognite intrare,  „Zmusić do wstąpienia", które wykorzystywano w Średniowieczu do uspra­wiedliwienia stosowania przemocy w zwalczaniu przeciwników i odstępstw od wiary.  Augustyn twierdził, że:

„Rany zadane przez przyjaciela są lepsze od pocałunków wroga.  Przyjemność w trwodze jest lepsza od oszustwa w spokoju... W Łukaszu  napisano: „Zmusić ludzi do wstąpienia! Przez groźbę gniewu Boga Ojca,  który tchnąl duszę w Syna”

39


Nawet na początku XX wieku papież Leon XIII nadal udowadniał, że naj­wyższa  kara daje się uzasadnić następująco:

„Kara śmierci jest niezbędnym i skutecznym środkiem dla osią­gnięcia  celu Kościoła, gdy buntownicy wystąpią przeciw niemu i naruszą jedność  duchową; szczególnie uporczywi heretycy i here­tyczki nie mogą być  powstrzymani przez jakiekolwiek inne kary przeznaczone dla  postępującej dezorganizacji porządku ducho­wego i nakłaniania innych  do wszystkich rodzajów przestępstw... Gdy zepsucie jednego lub kilku jest  obliczone na przyniesienie zguby wielu dzieciom, i jeśli nie będzie innych  środków do zba­wienia tych ludzi, to obowiązkiem jest skuteczne ich  usunięcie przez skazanie tych nikczemników na śmierć.”

Inną kwestią sporną były poglądy Manicheusza, które dotyczyły wypierania się  przez Kościół jego własnej ideologii, gdy staje się ona mało popularna lub nie przynosi  korzyści. Nauka Manicheusza, którą w trzecim wieku zaczęli gło­sić jego zwolennicy,  perscy manicheiści, była logiczną konsekwencją wiary w jedyne zwierzchnictwo. Wiara  w jedynego wszechmocnego Boga często wywo­ływała pytania, dlaczego na świecie jest  tyle bólu i zła, dlaczego wszechmogą­cy Bóg, który stworzył wszystkie rzeczy,  stworzył również ludzkie cierpienie? Najbardziej rozpowszechnioną odpowiedzią na te  pytania jest istnienie prze­ciwstawnych sił, mocy, czy też boskie stworzenie zła; diabeł  musi istnieć. Du­alistyczna teologia pojawiła się na gruncie pojmowania życia jako walki  mię­dzy Bogiem a Szatanem, między dobrem a złem, między duchem a materią.  Koncepcja diabła jest charakterystyczna dla religii monoteistycznej; zło łatwiej jest pojąć  i nie ma konieczności wprowadzania postaci diabła, w przypad­ku, gdy sam Bóg  występuje w wielu postaciach. Keith Thomas w swojej książce „Religia a upadek magii"  pisze o wczesnym, przedmonoteistycz­nym judaizmie:

„Pierwsi izraelici nie mieli potrzeby personifikacji przyczyn zła;  przypisywali je wpływom rywalizujących ze sobą bóstw. Dopiero  zwycięstwo monoteizmu doprowadziło do konieczności wyja­śnienia,  dlaczego na świecie istnieje zło skoro Bóg jest dobry. Tak więc diabeł  pomógł utrzymać wiarę w całkowicie doskonałą boskość.”

Manichejczycy w większym stopniu przejęli ideologię ortodoksyjnych chrześcijan  niż wczesny Kościół katolicki. Bardzo poważnie potraktowali po­gląd rozdzielności  Boga i sfery duchowej od fizycznego świata. Wiara w jedy­ne zwierzchnictwo wyłoniła  hierarchię oddzielającą od siebie poszczególne składowe, tworząc podział między  niebem a ziemią, duchem a materią. Rzeczy zajmujące w hierarchii wyższe miejsce  uważane są za dobre; rzeczy zajmujące

40


miejsce niższe, za złe. Będąc w zgodzie z tymi poglądami manichejczycy zale­cali  surowy ascetyzm i odsunięcie się od rzeczywistego świata. Kobiety, kuszące mężczyzn  ziemskimi przyjemnościami i rodziną, uważane były za część mocy samego szatana.  Aby być bliżej Boga manichejczycy wierzyli, że jed­nostka musi wyrzec się  wszystkiego, co mogłoby przywiązać ją do życia docze­snego. Mimo że w okresie  Reformacji sam Kościół przyjął właśnie nauki Ma­nicheusza, to jednak we wczesnym  okresie chrześcijaństwa przyjęcie takiego monoteizmu mogłoby nie przynieść  określonych korzyści politycznych. Ko­ściół wzbraniał się od przyjmowania  niezliczonych rzesz ludzi, którzy nadal pojmowali świat w kategoriach pogańskich,  panteistycznych i politeistycznych. Większość była zdania, że wszystko w świecie  materialnym przepojone jest duchem, duch i materia są ze sobą związane, a boskość  objawia się pod wielo­ma różnymi postaciami. Nakazywanie całkowitego wyrzeczenia  się świata fizycznego jako królestwa szatana i odrzucenie wszystkich świętych z wyjąt­kiem jednego Boga, mogło doprowadzić do załamania się wysiłków Kościoła  zmierzających do upowszechnienia religii chrześcijańskiej. Tak więc, chociaż nadal  utrzymywano wiarę w jedyne zwierzchnictwo i wynikający z tego porządek, Kościół  zezwolił nie tylko na oddawanie czci Świętej Marii Dziewicy, ale także całej rzeszy  aniołów i świętych. Manicheizm był bardziej zgodny z ide­ologią ortodoksyjną,  jednakże pod względem politycznym jego wyznawcy byli mało roztropni.  Manichejczycy i wszyscy inni, głoszący podobne poglądy, na następne setki lat  naznaczeni zostali piętnem heretyków.

Dogmaty, sformułowane w odpowiedzi na pojawienie się pierwszych here­tyków,  nadały doktrynalne znaczenie panowaniu Kościoła nad jednostką i spo­łeczeństwem.  Przeciwstawiając się Pelagiuszowi Kościół przyjął poglądy Au­gustyna, który uważał,  że człowiek jest z natury zły, niezdolny do dokonania samodzielnego wyboru i z tych  to powodów potrzebujący silnej władzy. Do­wodem na grzeszną naturę człowieka był  jego popęd seksualny. W celu obale­nia teorii reinkarnacji Orygenesa, Kościół stanął w  obronie wiary w jedyne w swoim rodzaju zmartwychwstanie Chrystusa oraz w jedyne  darowane człowie­kowi życie, w którym musi być posłuszny Kościołowi, gdyż w  przeciwnym razie ryzykuje wiecznym potępieniem. W przypadku donatystów, w celu  przy­wrócenia posłuszeństwa, ustanowił precedens stosowania siły, a w odniesieniu  do manicheistów, dla osiągnięcia celów politycznych, zaprzeczył swoim wła­snym  poglądom.


 

Kościół triumfuje 500- 1000r.

Kościół wywierał niszczycielski wpływ na społeczeństwo. Od momentu, w którym  wziął na siebie rolę przywódcy narodów, załamała się aktywność na polu medycyny,  techniki, nauki, edukacji, sztuki i handlu. Rozpoczął się mroczny okres w historii  Europy. Chociaż w tym czasie Kościół zgromadził ogromne dobra, większość tego, co  określa się mianem rozwoju cywilizacji, zniknęło z powierzchni ziemi. W V wieku, w  wyniku powtarzających się na­jazdów germańskich Gotów i Hunów, upadło Imperium  Rzymskie na Zacho­dzie, a rzymskie prowincje w Afryce załamały się pod naciskiem  Wandali. Za to, co się wydarzyło, wielu ludzi obciążało religię chrześcijańską. Krytyka  wobec nowej religii przybrała na sile, kiedy w 410 roku chrześcijańscy Wizy­goci  splądrowali „wieczne miasto", Rzym, który dotąd trzymał się mocno od 620 lat. Jedna  z najsłynniejszych prac świętego Augustyna, „Miasto Boga", napisana została w celu  obrony chrześcijaństwa przed takimi oskarżeniami.

W lepszym położeniu znalazła się wschodnia część Imperium Rzymskiego, zwana  także Cesarstwem Bizantyjskim. Za panowania Cesarza Justyniana (527-565)  odtworzyła znaczną część swojej dawnej siły, wyzwalając Włochy spod panowania  Ostrogotów i tereny afrykańskie z rąk Wandali. Justynianowi i jego żonie Teodorze  przypisuje się wielkie zasługi w odrodzeniu literatury, sztuki i architektury oraz  uporządkowaniu prawa rzymskiego. Niestety, rozkwi­tająca kultura bizantyjska nagle  załamała się, kiedy w roku 540 epidemia dżu­my dymieniczej uderzyła ze zjadliwością  nie spotykaną w całej historii ludzko­ści. Mówiono, że w samym tylko Bizancjum  epidemia zabierała dziennie 10 000 ludzkich istnień. Sił tej epidemii trudno jest pojąć,  uważa się iż po­chłonęła 100 milionów ofiar . Imperium Rzymskie nigdy się już nie  odtworzy­ło. Późniejsza epidemia czarnej śmierci, szalejąca w pierwszej połowie XIV  wieku, pochłonęła „tylko" 27 milionów istnień ludzkich, czyli 1/3 całej popu­lacji  ówczesnej Europy.

Niemniej epidemia, która wybuchła w VI wieku, miała całkowicie odmien­ny  wpływ na chrześcijaństwo. Ludzie ze strachu tłumnie gromadzili się wokół

42


kościołów. Kościół wyjaśniał, że ta plaga jest dziełem samego Boga, a choroba karą za  grzech nieposłuszeństwa wobec władzy Kościoła. Justyniana ogłoszono heretykiem.  Herezją były nawoływania medyków do walki z plagą3. Epidemia dżumy przyczyniła  się do upadku Imperium Rzymskiego i jednocześnie wzmocniła pozycję  chrześcijańskiego Kościoła.

Po ustąpieniu epidemii Kościół zapanował nad oficjalną medycyną. W o­kresie od  VI do XVI wieku powszechnie stosowaną praktyką wleczeniu wszystkich chorób stało  się puszczanie krwi. Mnisi chrześcijańscy uważali, że puszczanie krwi chroni przed  zachwianiem równowagi substancji trujących i seksualnym pożądaniem, jak również  odnawia płyny ustrojowe. W XVI wieku każdego roku praktyki te zabijały dziesiątki  tysięcy ludzi. Gdy pacjent umierał w czasie upuszczania krwi, lamentowano jedynie, że  leczenia nie rozpoczęto wcześniej lub nie było przeprowadzone bardziej agresywnie.

Kiedy Kościół stał się najbardziej zwartą siłą zachodniej społeczności, u­padła  technika. Rozbudowany system akweduktów i kanalizacji uległ znisz­czeniu.  Ortodoksyjni chrześcijanie nauczali, że wszelkie aspekty natury czło­wieka są  obelżywe i dlatego należy w jak największym stopniu zaniechać hi­gieny ciała. Z  wnętrza domostw zniknęły toalety i kanalizacja. Wraz z pogor­szeniem się stanu  urządzeń sanitarnych i higieny, zjawiskiem powszechnym stały się wszelkie choroby.

Przez setki lat ludność miast i wsi dziesiątkowały epidemie. Zaniechano także  wykorzystywania rzymskiego systemu centralnego ogrzewania. Pewien historyk  pisał:

„Od około 500 roku naszej ery nie myślano o niewygodach spania na  podłodze czy surowych ławach, nad wilgotnym klepiskiem w  bezpośrednim sąsiedztwie zwierzęcych odchodów i szczurów.  Przebywanie w zamkniętych pomieszczeniach było swoistym ro­dzajem  luksusu. I nie wywoływało wstrętu spanie wszystkich mieszkańców  stroczonych razem, wzajemne ogrzewanie się było bardziej cenione od  zachowania prywatności.”

Zaniedbano także rozbudowaną sieć dróg, zapewniających sprawny trans­port i  komunikację. Taki stan utrzymywał się aż do wieku XIX . Straty, jakie poniosła nauka  były niewyobrażalne. Kościół palił książki i prześladował dzia­łalność intelektualną, co  doprowadziło do cofnięcia nauki o co najmniej 200 lat. Już w VI wieku przed naszą erą  Pitagoras głosił poglądy, że Ziemia obraca się wokół Słońca. W III wieku przed  Chrystusem Arystarch nakreślił teorię helio­centryczną, a Eratostenes dokonał pomiaru  obwodu Ziemi. W II wieku przed naszą erą Hiparchus określił długość i szerokość  geograficzną i obliczył nachy­lenie ekliptyki. Po nastaniu mrocznego okresu w  rozwoju ludzkości, odkrycia te tkwiły w zapomnieniu aż do XVI wieku, kiedy to  Kopernik ponownie ogłosił teorię obrotu Ziemi wokół Słońca. Gdy w XVII wieku  Galileusz próbował

43


rozpowszechnić teorię heliocentryczną, został zatrzymany w Rzymie przez  Inkwizycję. Dopiero w 1965 roku Kościół rzymskokatolicki unieważnił potę­pienie  Galileusza. Poglądy świętego Augustyna odzwierciedlały „naukowe" podejście Kościoła  do świata:

„Jest to niemożliwe, aby po przeciwnej stronie Ziemi znajdowali się ludzie,  gdyż w Piśmie Świętym nie ma wzmianki o takim ro­dzie wśród  potomków Adama.”

Historię zmieniano tak, aby potwierdzała wiarę chrześcijańską. Ortodok­syjni  chrześcijanie uważali, że historia jest tylko narzędziem do przedstawienia przeszłości w  świetle Biblii. Mówiąc słowami Daniela Boorstin'a, „Historia stała się odzwierciedleniem  ortodoksji". W swojej książce „Odkrywcy", pisał:

„Chrześcijańskie badania były na usługach wiary w Jezusa Chry­stusa i  Jego przesłaniu zbawienia. To co cieszyło się uznaniem, nie było krytyką  lecz łatwowiernością. Ojcowie Kościoła zauwa­żyli, że w sferze myśli  tylko herezja miała historię.”

W czasach Konstantyna Euzebiusz z Cezarei zabrał się do przerabiania hi­storii  świata na historię chrześcijaństwa:

„Inni, opisujący historię ", pisał Euzebiusz, twierdzili, że działa­nia  wojenne prowadzone były „przez wzgląd na dzieci i Państwo oraz łupy.  Ale nasze opowiadania o rządach Boga upamiętnione będą w  niezatartych przekazach o najbardziej pokojowych woj­nach  prowadzonych w imię spokoju duszy... ".

Ślepa wiara zastąpiła ducha historycznych badań. Jak mawiał Euzebiusz, człowiek  powinien ufać „niezaprzeczalnym słowom Mistrza: nie tobie jest znać czas i porę, w  które Ojciec włożył swą własną moc".

Chociaż Kościół bardzo dotkliwie ograniczył ciekawość poznania historii, to jednak  nadal kontynuował proces jej fałszowania, który rozpoczął już dużo wcześniej.  Archeolodzy dwudziestego wieku są na początku drogi ujawniania większej  różnorodności opisów dziejów ludzkości, niż można by było to sobie wyobrazić w  przedchrześcijańskim Rzymie. Z gruntu fałszywy jest pogląd, że historia człowieka  rozpoczęła się dopiero przed pięcioma tysiącami lat. Kultura duchowa rozkwitła w  okresie neolitu, kiedy człowiek z myśliwego i zbieracza stał się rolnikiem, szczególnie  między 7000 a 4000 lat przed naszą erą. Ów­czesnym społeczeństwom sztuka,  architektura, urbanistyka, taniec, rytualne obrzędy, handel, zarówno morski jak i  lądowy, pismo czy prawo, nie były obce. Pierwsze idee demokracji w rzeczywistości  pojawiły się przed kulturą grecką i datowane są na dużo starszy okres neolitu.  Najbardziej znamienną cechą jest brak w tych kulturach dowodów na istnienie hierarchii  w naszym

44



 

Ryc. 4.1. Od kiedy ogłoszono, że medycyna grecka i rzymska jest herezją, powszechne stały się praktyki upuszczania krwi. Sztych pochodzący z 1516 roku przedstawia miejsca upuszczania krwi.

45


rozumieniu; nie znano wojen, zorganizowanych prześladowań czy niewolnic­twa. Fałszowanie historii w celu wymazania świadomości o takiej przeszło­ści, pomagało w złagodzeniu krytyki bieżącego stanu rzeczy. Przedstawianie społeczności, jako mającej raczej kroczyć naprzód, a nie oglądać się na do­świadczenia oparte na niepowodzeniach minionych lat, stwarza wrażenie, że chociaż dzisiejsze czasy mogą być ciężkie i niebezpieczne, to jednak w prze­szłości były bardziej barbarzyńskie. Na przykład, uczeń Augustyna, Orozjusz w swoim dziele „Siedem ksiąg historii pogan" udowadniał, że winą za zło nie można obarczać chrześcijaństwa, gdyż wcześniej doświadczono o wiele gor­szych nieszczęść. Zniekształcanie i fałszowanie historii dawało wrażenie, że religia chrześcijańska nie tylko wyprowadziła ludzkość z bardziej barbarzyń­skiego okresu, ale także, że struktura hierarchii społecznej i władzy istniała zawsze i dlatego jest nieuchronna.

Kościół miał podobny wpływ na kształcenie i nauczanie, jak w przy­padku nauki czy historii. Spalono ogromne ilości książek i dzieł. W Alek­sandrii w roku 391 chrześcijanie spalili największą na świecie bibliotekę, w której przechowywano około 700 000 starożytnych zwojów. Zniszczono wszystkie dzieła gnostyka Bazylidesa, 36 tomów dzieł Porfiriusza, 270 000 starożytnych dokumentów zebranych przez Ptolemeusza II Filadelfosa. Zamknięto starożytne akademie, skończyło się nauczanie kogokolwiek poza murami kościołów.

W tym okresie dziejów ludzie byli słabo wykształceni, gdyż nauczanie o­graniczało się tylko do duchowieństwa, poza nielicznymi przypadkami, kiedy to silni władcy świeccy potrzebowali dla siebie mądrych zarządców.

Kościół sprzeciwiał się studiowaniu gramatyki i łaciny. Papież Grzegorz I, zwany też Grzegorzem Wielkim, człowiek uważany za jednego z największych architektów średniowiecznego porządku, sprzeciwiał się studiowaniu grama­tyki. Jak sam pisał:

„Gardzę prawidłową budową zdań i przypadkami, gdyż uważam za rzecz wielce niestosowna aby słowa boskiej wyroczni byty krępowane przez zasady Donata.”

Grzegorz Wielki potępiał kształcenie wszystkich ludzi za wyjątkiem du­chowieństwa, jako że byłaby to głupota i nikczemność. Laikom zabraniał czy­tania nawet Pisma Świętego. Nakazał spalić bibliotekę znajdującą się w Pala­tynie Apolla, „aby jej świecka literatura nie odciągała wiernych od kontem­placji niebios". Na IV Synodzie w Kartaginie nawet biskupom zabroniono czytania dzieł, których autorzy nie byli wyznania mojżeszowego. W IV wieku Hieronim, zakonnik, późniejszy Ojciec Kościoła, cieszył się z faktu, że klasycy zostali już zapomniani. Jego młodsi zakonni towarzysze chełpili się nieznajo­mością jakichkolwiek dzieł za wyjątkiem literatury chrześcijańskiej . Po wielu latach niszczenia dzieł i całych bibliotek, święty Jan Chryzostom, wybitny

46



Ryc. 4.2. Po zdobyciu przez Kościół silnej władzy, zamknięto akademie i palono książki a nawet całe  biblioteki. Sztych przedstawia namawianie do palenia dzieł świętego Pawła.


Ojciec Kościoła oznajmił z dumą, że „Wszystkie ślady filozofii i literatury starożytnego świata zniknęły z powierzchni ziemi".

Klasztorne biblioteki, jedyne które pozostały, przechowywały zbiory na­bożnych ksiąg. Nawet największe przyklasztorne biblioteki zawierały niewiele poza książkami z chrześcijańskiej teologii. Chociaż zakonnicy wykonywali kopie starych manuskryptów, to jednak nie zwracano większej uwagi na za­chowanie ich istotnej treści, ale pracę tę traktowano raczej jako rodzaj niezbęd­nych wysiłków podejmowanych, mówiąc słowami chrześcijanina Kasiodora, „w walce z diabłem przy pomocy pióra i atramentu".

Kopiowanie manuskryptów, nawet jeśli były to manuskrypty klasyczne, nieko­niecznie wskazywało na poszanowanie klasycznej nauki. Historycy stwierdzili, że w klasztorze Cluny wprowadzono zwyczaj, który wynikał z braku szacunku dla klasycznych dzieł. „Kiedy w czasie godzin milczenia mnich chciał skorzystać z biblioteki, wówczas wykonywał znak rozchylających się kart; jeśli chciał przeczy­tać któreś z dzieł klasycznych, drapał się za uszami jak pies".

Kościół wpływał destrukcyjnie również na sztukę. Zgodnie z poglądami ortodoksyjnych chrześcijan sztuka powinna wzmacniać i promować wartości chrześcijańskie; nie powinna odzwierciedlać indywidualnych twórczych po­szukiwań. Nowe dzieła artystyczne, które odbiegały treścią od ideologii chrze­ścijańskiej, nie oglądały światła dziennego, aż do okresu odrodzenia. Posągi starożytnego Rzymu były rozbijane i przerabiane na zaprawę murarską. Marmu­rowe ozdoby i mozaiki niszczono lub używano do ozdabiania katedr w całej Euro­pie, jak na przykład w odległym opactwie Westminster w Londynie. Dewastację marmurowych dzieł potwierdzają cienkie płyty ornamentowe ozdobione starożyt­nymi inskrypcjami, ciągle jeszcze znajdowane w wielu kościołach.

Wzrost potęgi Kościoła chrześcijańskiego zbiegł się z gospodarczym upad­kiem całego świata zachodniego. Kościół tylko w niewielkim stopniu popierał rozwój handlu. Kanony Gracjam zawierają pochodzący z VI wieku dokument, w którym czytamy: „Ktokolwiek kupuje rzeczy w celu ich odsprzedaży, obo­jętnie czym by to nie było, jest podobny do handlarza przybywającego ze świątyni". Kościół piętnował również pożyczanie pieniędzy w celu osiągnię­cia zysku, co niezwykle utrudniło finansowanie przedsięwzięć gospodarczych. Zawierane w owym czasie kontrakty wskazują, że Kościół czasami interwe­niował i uwalniał dłużnika od konieczności spłacenia pożyczki, a także piętno­wał nawet nikłe prawdopodobieństwo, że ktoś chciałby pożyczać pieniądze. Jednakże sam Kościół był w tamtym okresie jedną z nielicznych zyskownych organizacji. Jako taki dostarczał potencjalnie lukratywnego zajęcia wielu męż­czyznom. Pieniądze i władza odgrywały najważniejszą rolę w zajmowaniu coraz wyższej pozycji w hierarchii i przyczyniły się do złej reputacji śre­dniowiecznego Kościoła. Swoją drogę do papiestwa opłaciło co najmniej 40 papieży. Wewnątrz struktur Kościoła liczne były podejrzenia o morder­stwa, jako że stosunkowo często urząd papieski przechodził z rąk do rąk.

48



Ryc. 4.3. Święty Grzegorz Wielki, w latach 590 - 604 piastował urząd papieża. Wzmocnił nieza­leżność papieża od cesarza Bizancjum. Nakazał spalenie wielu dzieł i ograniczył kształcenie tylko do duchowieństwa.

 W pewnym, trwającym 100 lat, okresie urząd ten sprawowało ponad 40 papie­ży. Tylko w ciągu 12 lat, od 891 do 903 władza kolejno przechodziła w ręce co najmniej 10 kolejnych papieży.

W tym samym okresie Kościół zgromadził niezliczone dobra. Kościelne włości, zwolnione z płacenia podatków i służby wojskowej, rozrosły się do gigantycznych rozmiarów, obejmując w pewnym momencie od 1/4 do 1/3 wszystkich terenów Europy zachodniej. Poza tą „ojcowizną" biskupi często posiadali ziemie feudalne, jednak one, podobnie jak włości hrabiów i baronów, zobligowane były do dostarczania, w razie potrzeby, żołnierzy do armii królew­skiej. Kościół zarabiał pieniądze dzięki darowiznom dostojników królewskich, przez konfiskatę dóbr na mocy wyroków sądowych, sprzedaż odpuszczenia grzechów („odpusty"), sprzedaż urzędów kościelnych („świętokupstwo"), a czasami przez zagarnięcie ziem siłą.

Przymierze z państwem było fundamentem wpływów i dóbr Kościoła. Niemniej w owym okresie, w przeciwieństwie do czasów Cesarstwa Rzym­skiego, niektóre królestwa urosły w siłę. W roku 700 Zachód podzielony został między cztery główne mocarstwa polityczne. Hiszpania znajdowała się pod panowaniem Wizygotów, po czym w latach 711-713 wpadła w ręce islamskich Maurów. Anglią władali Anglosaksończycy, do Franków należała Galia. Wło­chy, za wyjątkiem nielicznych regionów pozostających nadal w rękach Cesar­stwa Bizantyjskiego, znajdowały się przede wszystkim we władaniu Lombard­czyków. Nowe, bardziej złożone stosunki między Kościołem a świeckimi władcami doprowadziły do pojawienia się określenia Świętego Cesarstwa Rzymskiego, co najlepiej odzwierciedlały fakty koronacji przez papieża Karola Wielkiego w 800 roku i w 952 roku niemieckiego króla Ottona I. Z takiego układu korzyści czerpał zarówno Kościół, jak i władze świeckie. Królewscy władcy zapewniali nie tylko siłę zbrojną, ale także lukratywne stanowiska dla duchowieństwa. Biskupi szybko zdobyli władzę militarną i cywilną poprzez sprawowanie nadzoru nad administracją. Stawali się tak silni i wpływowi, jak najwięksi feudalni panowie. Historyk Jeffrey Burton Russell pisze:

„Układ ten był systemem samopodtrzymującym się: im więcej władzy i dóbr posiadali biskupi, w tym większym stopniu królo­wie potrzebowali wiernych sobie bogatych ludzi; niemniej do u­trzymania ich lojalności, musieli ich obdarzać większą władzą i majątkiem. Nic zatem dziwnego, że biskupi z większą uwagą zwracali swoje oczy na tron niż na krzyż.”

W okresie, w którym przeważała wiara w boskie pochodzenie władzy króla, papieskie poparcie stało się kluczową sprawą dla europejskich władców. Ko­ściół stwarzał pozory jedności królestwa przez nawracanie poddanych na wiarę chrześcijańską, jednakże, zwykle nie było to niczym innym jak fasadą jego rzeczywistej działalności. Papież Grzegorz Wielki w liście do swojego emisa­-

50


 

riusza w Brytanii, świętego Augustyna z Canterbury, zilustrował swoje zainte­resowanie nawracaniem ludzi na chrześcijanizm:

„...ludzie nie mają konieczności zmiany swoich miejsc zgroma­dzeń;  gdzie dawniej składali ofiary demonom, pozwól im tam nadal zbierać się  w Dniu Świętym, który wskazany jest przez Ko­ściół i uśmierć ich bestie,  aby dłużej nie oddawali czci demonom, ale gromadzili się tam dla  zbiorowego posilenia się czcią Tego, którego teraz wielbią”.

Mimo że średniowieczny Kościół misternie spustoszył większość dziedzin życia, to  nie spowodował większych zmian w sposobie postrzegania Boga przez zwykłych ludzi.  Ciągłe ostrzeżenia Kościoła kierowane pod adresem pogańskich obrzędów wskazują, jak  dalece nawracanie na wiarę chrześcijańską pozbawione było głębszych treści. Bez  przerwy ostrzegano przed praktykowa­niem zwyczajów związanych z drzewami,  przyrodą, czy przed wiarą w czary, czasami posuwając się tak daleko, że nakazywano  burzenie kościołów, gdy odkryto, że ludzie oddają w nich cześć dawnym bogom i  boginiom. W roku 742 Kościół wydał dekret, w którym czytamy:

„... każda pogańska profanacja winna być usunięta i z pogardą od­rzucona, czy będzie to składanie krwawych ofiar, czy wróżbiar­stwo i  przepowiadanie, czy amulety i znaki, czy ofiary - dla któ­rych ciemni  ludzie odprawiają obrzędy pogańskie obok kościel­nych, pod zasłoną  imion świętych męczenników.”

Nazwy otaczanych czcią źródeł zamieniane były na imiona czcigodnych świętych,  w miejscach pogańskich świątyń budowano kościoły, wciąż jeszcze nie zmieniając  charakteru nabożeństw. Kościół odegrał fundamentalną rolę we wprowadzaniu Europy  w mroczny okres jej dziejów. Jego niszczycielski wpływ odczuwany był w prawie  wszystkich dziedzinach życia. Ironią jest, że jedynym obszarem, na który  średniowieczny Kościół wywarł niewielki wpływ, było życie duchowe prostych ludzi.  Chociaż większość przyjęła wiarę chrześcijań­ską, to nie zmieniła swojego rozumienia i  postrzegania Boga.


Kościół walczy ze zmianami 1000-1500 r.

Duch przemian okresu Średniowiecza rzucił wyzwanie panującej władzy Kościoła. Kościół odpowiedział umacnianiem swojej autorytatywnej struktury, domagał się uznania zwierzchnictwa władzy papieskiej nad wszystkimi ówcze­snymi mocarstwami oraz namawiał do wystąpienia przeciwko muzułmanom, Żydom i Wschodniemu Kościołowi Ortodoksyjnemu. Kiedy wyprawy krzyżo­we nie zjednoczyły Europy wokół Kościoła, zaatakował wszystkich, których uważał za swoich wrogów: lichwiarzy, zwolenników nacjonalizmu i katarów. Dramatyczne zmiany, które rozpoczęły się po wkroczeniu w drugie tysiąclecie zapoczątkowały korzystniejszy okres w historii Europy. Kultura rolnicza dała początek szybkiemu rozwojowi miast, populacja ludzi eksplodowała w stopniu nie mającym sobie równego w zachodnim świecie, aż do XIX i XX wiekuj. Znacznie więcej ludzi zaczęło utrzymywać się z handlu i rzemiosła, dając po­czątek nowej, coraz liczniejszej klasie społecznej kupców i rzemieślników. Kupcy dostarczali wielu przykładów na to, że dzięki rozumowi, pracy i pro­dukcji jednostka mogła w swoim życiu wiele zmienić. Przemierzając szlaki handlowe z północnej Hiszpanii i południowych Włoch, kupcy rozpowszech­niali nowe wiadomości i poglądy ze świata arabskiego i z Grecji. Klasyczne dzieła łacińskie, w większości zniszczone za panowania Kościoła, od nowa tłumaczono z arabskiego na łacinę. Gdy dzieła Arystotelesa, będące przykła­dem logicznego myślenia, ponownie dotarły na Zachód, pojawiła się scholasty­ka, nauka, która rzuciła wyzwanie twierdzeniom Kościoła, że wymóg ślepej wiary jest akceptowany przez jednostkę. Na przykład, żyjący w XII wieku Piotr Abelard zastosował metodę scholastyków dla poparcia możliwości podejmo­wania przez człowieka samodzielnych decyzji, zakwestionowania autorytatyw­nych poglądów oraz wskazania na sprzeczności występujące w doktrynie i Piśmie Świętym Kościoła.

Kształcenie, ograniczane tylko do osób duchownych, zaczęło się załamy­wać. Nie tylko zakładano nowe szkoły dające podstawowe wykształcenie kup­com i rzemieślnikom, ale także powołano do życia uniwersytety w Paryżu,

52


Oxfordzie, Cambridge, Salerno czy Bolonii. Światło dzienne ujrzały literackie epiki i romanse, takie jak „Rycerze okrągłego stołu", „Pieśń Cyda", czy „Boska komedia" Dantego. Źródłem ludowej poezji i prozy byli dworscy błaźni. Ponowny wzrost zainteresowania architekturą doprowadził ostatecznie do pojawienia się stylu romańskiego i gotyckiego oraz przyczynił się do rozwo­ju techniki. Nawet do dwunastowiecznych klasztorów zawitała sztuka ilumino­wania i ozdabiania rękopisów. W drugiej połowie Średniowiecza zaczęły roz­kwitać takie dziedziny jak sztuka, literatura, filozofia i architektura. Kościół, dobrze prosperujący w czasach, gdy społeczeństwo było ujarzmione i ciche, teraz musiał sprzeciwiać się wielu zachodzącym zmianom. Papieskie nakazy wydane w latach 1210-1215 zabroniły nauczania dzieł Arystotelesa na uniwer­sytecie w Paryżu. Do 1272 roku zakazane były jakiekolwiek dyskusje na tema­ty czysto teologiczne. Święty Bernard z Clairvaux dał wyraz stanowisku Ko­ścioła, kiedy mówił o scholastyce Abelarda, „wszystko [jest] ujmowane wbrew obyczajom i tradycji". Bernard pisał:

„Prosta wiara jest wykpiwana, tajemnica Chrystusa profanowana; bezczelnie zadawane są pytania o najwyższe rzeczy, wielebni Oj­cowie wyszydzani, ponieważ byli skłonni raczej do zjednywania sobie, niż rozwiązywania takich problemów. Rozum człowieka porywa wszystko dla siebie, nie pozostawiając nic dla wiary.”

Podobną pogardą Kościół darzył odradzającą się literaturę klasyczną. W XII wieku chrześcijanin Honowiusz z Autun pytał:

„W jaki sposób dusza zyskuje na zmaganiach Rektora, argumen­tach Platona, wierszach Wirgiliusza, czy elegiach Owidiusza, który teraz z innymi mu podobnymi, zgrzyta zębami w więzieniu piekielnego Babilonu, pod okrutną tyranią Plutona”

Ze szczególną niechęcią Kościół podchodził do poezji, czasami uważając poetów za pogardzanych czarnoksiężników. Na przykład, w dwunastowiecz­nym dziele „Hortus deliciarum" pióra Herrada z Landsberg, znajdujemy ilu­stracje przedstawiające czterech „poetów lub czarowników" w otoczeniu złych duchów. Klerycy twierdzili również, że poeci „nie są ludźmi prawymi czy cnotliwymi" i „nie ma nadziei na ich zbawienie". Ortodoksyjni chrześcijanie wyrażali pogardę dla rozkwitającej twórczości, a popierających sztukę uważali za ciemnych pogan. Mówiący zawsze bez ogródek, piętnastowieczny domini­kański prorok Girolamo Savonarola głosił, że poeci powinni być wygnani a nauka, kultura i edukacja winny powrócić do mnichów. Pisał, że:

„Jedyną dobrą rzeczą, którą zawdzięczamy Platonowi i Arystote­lesowi jest to, że dostarczyli nam wielu argumentów, które mo­żemy wykorzystać przeciwko heretykom. Chociaż oni i podobni

53


im filozofowie są teraz w piekle... To byłoby dobrze dla religii, gdyby  wiele dziel, które wydają się pożyteczne, zostało zniszczo­nych. Gdy  będzie mniej książek, argumentów i dyskusji, religia rozwijać się będzie  szybciej niż dotychczas."

Savonarola przeprowadził reformy moralności we Florencji, stosując przy tym iście  policyjne metody: moralność kontrolował przez szpiegowanie podej­rzanych, czy też  organizował bandy młodocianych napadających domy, w których spodziewano się  znaleźć rzeczy sprzeczne z ideałami ortodoksyjnych chrześcijan. Zniszczył wiele dzieł  sztuki renesansowej, kiedy to w 1497 roku z jego rozkazu na wielkim stosie spłonęły  dzieła poetów francuskich i włoskich, iluminowane rękopisy, ozdoby kobiece,  instrumenty muzyczne i obrazy.

Społeczeństwo średniowieczne zaczęły cechować duże różnice w zapatry­waniach.  Wielu rozpoczęło poszukiwania związków z Bogiem poza Kościołem. W Średniowieczu  prości ludzie niewiele znajdowali w religii, z którą byli zwią­zani. Budowano coraz  bardziej okazałe, bogato zdobione kościoły, ostro pod­kreślające różnice między  duchowieństwem a laikami. W niektórych kościołach zasłona prezbiterium oddzielała  parafian od ołtarza. Językiem, w którym od­prawiano msze stała się łacina.  Wprowadzona w IV wieku, pod koniec wieku VII była całkowicie niezrozumiała dla  większości wiernych, w tym także wielu księży. W rezultacie, odprawiana msza była  często bełkotem, absolutnie po­zbawionym sensu dla wielu parafian. Kościół, teraz  nieprzyzwoicie bogaty, bardziej zainteresowany był zbieraniem pieniędzy niż dobrymi  stosunkami z jego wiernymi. Zainteresowanie gromadzeniem majątku przez  średniowieczny Kościół było tak duże, iż zaczęto mówić, że z jego dziesięciu  przykazań pozo­stało tylko jedno: „Przynoś tu pieniądze". Księży dobierano raczej  na pod­stawie majątków posiadanych przez kandydatów, niż jakichkolwiek innych  cnót. Ogromne dysproporcje powstawały nie tylko między duchowieństwem a laikami,  ale także w szeregach samego kleru. Na przykład, dochody biskupa mogły być od 300  do 1000 razy większe od dochodów pastora. W XII wieku Kościół zabronił  duchowieństwu wstępowania w związki małżeńskie. Miało to na celu zahamowanie  odpływu kościelnych pieniędzy do rodzin kleryków. Niezgodność przesadnie bogatej  organizacji z głoszonymi przez nią ideami Jezusa Chrystusa rychło doprowadziła do  ogłoszenia w 1326 roku bulli papie­skiej Cum inter nonnullos, w której uważano za  herezje twierdzenia, jakoby Jezus i Jego apostołowie nie posiadali żadnej własności w  postaci dóbr mate­rialnych.

Ci, którzy poszukiwali bardziej sensownego związku z Bogiem, coraz bar­dziej  odwracali się od Kościoła katolickiego. Zaczęły pojawiać się apokalip­tyczne sekty,  takie jak te pod przewodnictwem Tanchelina, Piotra de Bruys, Henryka z Lausanne i  Arnolda z Brescia, przekonane o tym, że świat zmierza ku swojemu końcowi. Inne  sekty, takie jak Waldenzjanie i Lollardzi, zapowia­-

54


 

dały zwycięstwo protestantów, a to dzięki ich wierniejszej interpretacji Pisma  Świętego. Jeszcze inne, jak Bracia Wolnego Ducha, Tulupini czy Adamici, głosili  poglądy panteistyczne i animistyczne, twierdząc, że świat fizyczny przepojony jest  obecnością Boga". Na przełomie czternastego wieku Eckhart rzucił wyzwanie  potrzebie istnienia samego Kościoła: „Kiedy Królestwo staje się Królestwem Du­cha i jest to przyjęte, niepotrzebne są pouczenia czy wygłaszane kazania"

Wielu heretyków domagało się uznania bezpośrednich związków z Bogiem. Nie  zważając na grożące im niebezpieczeństwa, przetłumaczyli Biblię na po­wszechnie  używane języki narodowe, co dało wielu ludziom możliwość jej zrozumienia. Zwykłe  posiadanie takiej Biblii karane było śmiercią. Stworzono obraz Chrystusa, do którego  ludzie potrafiliby się odnieść; postać Chrystusa stała się bardziej uczłowieczona i  przystępna. Z romańskich wizerunków Jezusa przedstawiających zimnego i  nieprzystępnego Sędziego Wszechświata, sztuka gotycka zrobiła obraz cierpiącej i  współczującej istoty ludzkiej.

W Średniowieczu zaczął rozkwitać kult Dziewicy. Maria Dziewica stała się  postacią, do której każdy mógł się zwrócić o przebaczenie, a co ważniejsze, mogła  sprzeciwić się bezlitosnym prawom i wyrokom Boga. W swojej książce „Dziewica",  Geoffrey Ashe opisuje zdarzenia ilustrujące jej dobrotliwą i lito­ściwą naturę:

„Złodziej modli się do Niej przed pójściem na rozbój, a gdy jest wieszany,  ona utrzymuje w nim powietrze tak długo, aż kat uzna cud i pozostawi go  przy ryciu. Zakonnica, która porzuciła klasz­tor pławiąc się w  rozpuście, modląc się do Marii, w końcu na­wróciła się, odkrywając, że  Maria zajęta jej miejsce i nigdy już jej nie opuści.”

Marii Dziewicy poświęcone były całe litanie, a także największe średnio­wieczne  katedry: w Paryżu, Chartres, Reims, Rouen, Bayeux, Noyon czy La­onZZ. Nazywano  Ją takimi określeniami, jak „duchowe naczynie", „powód naszej radości", „Arka  przymierza" czy „siedlisko mądrości". Chancer okre­ślał Ją jako „wszechmogącą i  miłosierną Królową". Wykonana w XIV wieku przez niemieckiego rzeźbiarza  malowana, drewniana figura Madonny z Dzie­ciątkiem, oddaje wyraz  średniowiecznemu, głębokiemu szacunkowi jakim darzono kobiece objawienie boskości.  Po otworzeniu figury okazuje się, że Madonna zawiera w sobie całą Trójcę Świętą.

Kościół nie odpowiedział próbą wyjścia naprzeciw potrzebom ludzi, ale  wzmocnieniem swojej struktury władzy, tworząc własny system sądowy. Roz­budował administracyjne i doradcze urzędy, zwane kuriami, zwiększył upraw­nienia  biskupów, zaczął ponownie zwoływać sobory, i co najważniejsze, wyko­rzystywać  papieskich legatów, urzędników stojących ponad biskupami i arcybi­skupami. Legaci  skutecznie podkopywali lokalną władzę biskupów i sprawili, że klasztory znalazły się  pod bardziej bezpośrednią kontrolą papieską.

55



Ryc. 5.1. Drzeworyt pochodzący z XV wieku przedstawiający wychowawczą i opiekuńczą naturę Marii Dziewicy.


Kościół stworzył swój własny system prawny, przypisując sobie autorytet również w sprawach świeckich.

Odrodzenie się prawa cywilnego, wywodzącego się z prawa rzymskiego i niemieckiego, zastępowało wiele feudalnych nakazów i ułatwiało handel po­przez wprowadzanie zasad o szerszym zastosowaniu, niż te które obowiązywa­ły dotychczas i mogły być odmienne w różnych regionach.

Jednakże prawo rzymskie nie było uznawane przez papieża. W 1149 roku święty Bernard badał ukryty związek prawa cywilnego z Kościołem i użalał się, że królewskie prawa odpowiadają raczej prawom Justyniana, a nie Boga. W 1219 roku papież zakazał księżom studiowania prawa rzymskiego i zabronił jego wykładania na uniwersytecie w Paryżu.

W miejsce prawa cywilnego Kościół nakreślił swój własny system prawny, nazywany prawem kanonicznym. W XI wieku Iwo z Chartres i w XII wieku Gracjan poprawili większość nieskoordynowanych i często sprzecznych z sobą dekretów do postaci zrozumiałych zasad, zapewniających papieskie zwierzch­nictwo. Papież sam powinien zauważyć tego rodzaju prawne niejasności, jed­nak stosował on te same kanony prawne do wymierzania sprawiedliwości w różnych sprawach, w dogodnym dla siebie momencie. Kościelne trybunały sprawowały nadzór nad wszystkimi sprawami, którymi zainteresowany był Kościół; w grę wchodziły tu: dziesięciny, beneficja, darowizny i testamenty. Chroniąc swoje włości rościł sobie prawo do sprawdzania poczynań wszystkich duchownych, sprawował również nadzór nad każdą sprawą dotyczącą sakra­mentu czy przysięgi. Jak podkreślał jeden z historyków, „trudno było ograni­czyć kościelną interwencję; dla średniowiecznego społeczeństwa niemal wszystko wiązało się z sakramentem lub zależało od złożenia przysięgi". Wiele wysiłków Kościoła podejmowanych dla usystematyzowania i uwiary­godnienia prawa kanonicznego skupiało się na ustanowieniu zwierzchnictwa papieża nad władzą króla. Teoria „władzy absolutnej" dawała papieżowi, jako „wikariuszowi Chrystusa" pełnię władzy nad sprawami świeckimi i ducho­wymi. To pozwalało na ochronę rozpowszechniania sakramentów na terenie danego królestwa oraz na ekskomunikowanie i usuwanie niewygodnego króla z tronu. Przepisy prawa kanonicznego unieważniały wyświęcenie papieży wy­znaczonych przez majestat króla, nazywanych antypapieżami, oraz każdego duchownego wyświęconego przez takich papieży.

„Do prawa kanonicznego wprowadzono „odkryte" starożytne pisma, uwa­żane za dowód papieskiego zwierzchnictwa nad władzą królewską. Jedno z takich pism, „Dar Konstantyna", było rzekomo listem cwana do papieża Sylwe­stra, w którym to Konstantyn przekazuje swoją władzę papieżowi. Czytamy w nim, „Dajemy... Sylwestrowi, Papieżowi świata... miasto Rzym i wszystkie prowincje, dystrykty i miasta Włoch i ziem zachodnich...". W XVI wieku ujawniono, ze pisma te były sfałszowane. Papieże w coraz większym stopniu brali bezpo­średni udział w konfliktach politycznych i podbijaniu nowych ziem. Papież

57



Drzeworyt z XV w. Przedstawiający Madonnę jako opiekunkę. Razem z opiekuńczymi aniołami osłania ludzi przed strzałami Boga.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bonifacy VIII pisał do Habsburga Alberta Austriackiego, „Oddajemy tobie, w pełni nasze władzy, królestwo Francji, które prawnie przynależy do Cesarzy Zachodu" . W XII wieku, w liście do króla Anglii Henryka II, papież Adrian IV usankcjonował angielską inwazję na Irlandię. Pisał w nim:

„Nie ma wątpliwości, i ty wiesz o tym, że Irlandia i wszystkie te wyspy, które zostały nawrócone, należą do Kościoła Rzymskiego; jeśli pragniesz zająć tę wyspę, wypędź z niej grzech i nakaż pra­wo posłuszeństwa, a Dukata św. Piotra będzie płaciło każde do­mostwo, to proś nas o zgodę.”

Historyk, Philip Schaff opisuje działania podejmowane przez średniowiecz­nych papieży:

„Usuwanie książąt, zmuszanie podbitych do posłuszeństwa, jawne podżeganie do buntu, jak na przykład przeciwko Fryderykowi, dzielenie ziem, jak na przykład w południowej Francji, zdrada władzy królewskiej, wymuszenia przez stosowanie najsurowszych kościelnych kar, płacenie daniny, karanie przeciwników religij­nych dożywotnim więzieniem lub oddawanie ich w ręce władz świeckich, wysyłanie i poświęcanie oddziałów krzyżowców, przywłaszczanie sobie władzy, unieważnianie państwowych dekre­tów, jak w przypadku Magma Charta - były to rzeczywiste najwyż­sze prerogatywy papieży.„

W sposób nienasycony rosły papieskie żądania władzy. Postrzegając siebie jako lepszych od wszystkich innych śmiertelników, kolejni papieże nie tylko uważali, że każdy człowiek podlega władzy papieskiej, ale że sam papież za swoje czyny odpowiada tylko przed Bogiem. W 1302 roku papież Bonifacy wydał bullę Unam Sanctam, w której czytamy:

„Dlatego, jeśli doczesna władza zgrzeszy, będzie sądzona przez władzę duchową... ale jeżeli nadrzędna władza duchowa zbłądzi, to może być osądzona tylko przez Boga, a nie przez człowieka... Dlatego oznajmiamy, określamy i głosimy, że dla każdej istoty ludzkiej bycie poddanym Biskupa Rzymu jest absolutnie niezbęd­ne dla jej zbawienia.”

Zrozumiałym jest więc, że wybuchały spory wokół tych, którzy chcieli być papieżem i trzymać w ręku taką władzę. W latach 1378-1417 doszło do sytu­acji określanej mianem Wielkiej Schizmy, kiedy władza podzielona była mię­dzy dwóch papieży, jednego urzędującego w Rzymie i drugiego w Avignon. Spory między nimi nie dotyczyły ideologii chrześcijańskiej i praktyk religij­nych, ale polityki i władzy.

59


Drugim zagadnieniem, które w owych czasach absorbowało Kościół, była próba odwrócenia uwagi od burzliwych zmian społecznych w kierunku wroga zewnętrznego. W 1095 roku papież Urban II wzywał rycerzy Europy do zjed­noczenia i marszu na Jerozolimę, w celu obrony Świętej Ziemi przed niewier­nymi muzułmanami. Krzyżowcy przyczynili się do ogromnego wzrostu wpły­wów Kościoła katolickiego. Gdy w 1095 roku papież zainicjował pierwszą wyprawę krzyżową, duża część władzy znajdowała się nadal poza Kościołem, w rękach królów Francji i Anglii oraz cesarza Niemiec. Krucjaty miały przy­czynić się do zjednoczenia Europy w imię chrześcijaństwa. Krzyżowcy, w ich pojęciu, przywracali sprawiedliwość, brutalnie atakując przeciwników Kościo­ła. Papież Grzegorz VII głosił, że „Wyklętym będzie ten, kto powstrzyma swój miecz przed przelewem krwi". Kronikarz Rajmund opisał scenę masakry muzułmanów i Żydów w Jerozolimie w 1099 roku:

„Oglądano przepiękne rzeczy. Wielu Saracenom ścięto głowy... Inni zginęli od strzał lub zrzucono ich z wież; inni torturowani przez kilka dni zostali w końcu żywcem spaleni. Na ulicach leżały sterty głów, rąk i stóp. Ktoś jechał między rozrzuconymi wszędzie ciałami ludzi i koni. W świątyni Salomona konie brodziły we krwi sięgającej im do kolan, ba, nawet do uzdy. To był prawdzi­wy, zdumiewający wyrok Boga nakazujący, aby miejsce to wy­pełnione było krwią niewiernych.”

Niemniej bizantyjski kronikarz Nicetos Chroniates pisał, że „Nawet Sara­ceni są miłosierni i dobrzy, porównywani do tych, którzy dźwigają krzyż Chrystusa na swoich barkach". Kolejnym wrogiem, który stanowił cel wy­praw krzyżowych, byk Kościół Wschodni w Konstantynopolu. Kultury Wscho­du i Zachodu przez stulecia rozwijały się osobno. W większym stopniu dbając o sztukę, literaturę i edukację, kultury wschodnie wydawały się być bardziej rozwinięte pod tym względem od kultur zachodnich. Wschód był pełen posza­nowania dla przechowywanych dzieł starożytnych Greków. Język grecki pozo­stał oficjalnym językiem prawa, rządu, Kościoła Wschodniego i literatury. Natomiast na Zachodzie całkowicie go odrzucono. Jak pisze historyk, Charles Haskins, „w rękach średniowiecznych skrybów słowo Grek stało się określe­niem szydercy lub było zastępowane przez słowo grecum oznaczające wszyst­kich Greków". Pod koniec VIII wieku obie te kultury zaczęły stosować od­mienny system monetarny.

Różnice między tymi kulturami pogłębiły się jeszcze bardziej, gdy każda z nich stworzyła swoje własne formy chrześcijańskich obrzędów, na przykład Wielkanoc obchodzona jest w różnym czasie. Różnią się w poglądach dotyczą­cych wykorzystywania znaków, jak również hierarchii Trójcy Świętej. W owych czasach Wschód i Zachód nie miały ze sobą wiele wspólnego, prócz tego, że zarówno jedni jak i drudzy uważali siebie za chrześcijan.

60



 

Papież Urban błogosławi krzyżowców

 

W 1054 roku po załamaniu się prób złagodzenia konfliktu między Rzymem a Konstantynopolem, te dwa główne odłamy chrześcijaństwa usankcjonowały swoją odmienność. Jednakże, dla Kościoła rzymskiego, który energicznie do­magał się zwierzchnictwa nad wszystkimi, taki podział postrzegany był jako afront i odrzucenie autorytetu papieża. Z pomocą księży, którzy popierali po­gląd, iż schizmatycy greccy są zwolennikami szatana i ponoszą odpowiedzial­ność za wszystkie niepowodzenia, krzyżowcy biorący udział w krucjacie papie­skiej w 1096 roku splądrowali Belgrad, najważniejsze po Konstantynopolu miasto Imperiumoo. Grecki kronikarz tak pisał o papieżu:

„...on chce zmusić nas do uznania wyższości Papieża nad wszyst­kimi prałasami i oddawania czci jego imieniu w publicznych ko­ściołach, pod karą śmierci dla tych, którzy odmówią.”

W 1204 roku papież Innocenty III wysłał armię krzyżowców do Konstanty­nopola: Żołnierze Chrystusa zdobyli Konstantynopol, z zaciekłością grabiąc, plądrując i paląc miasto. Według relacji kronikarza Geoffrey'a Villehardeuin'a, nigdy przedtem, od stworzenia świata, nie wywieziono z miasta tylu bogactwo. Odpowiedź papieża przesłana do imperatora Grecji była następująca:

„...wierzymy, że Grecy zostali ukarani przez wyprawę krzyżową prawdziwy sąd Boga: ci Grecy, którzy usiłowali rozedrzeć Szaty Jezusa Chrystusa... ci, którzy ,nie przyłączyliby się do Noego w jego arce, właśnie zginęli w potopie; a ci, którzy teraz cierpią głód i pragnienie, mogli uniknąć tego tak, jak ich pasterz, bło­gosławiony Piotr, Król Apostołów...”

Papież, grabieżca Konstantynopola, po prostu ukarał nieposłuszeństwo wo­bec rzymskiego Kościoła katolickiego. Wyjątki z Biblii zdają się popierać jego stanowisko: „A tych wrogów, którzy nie zechcą poddać się mojemu panowa­niu, sprowadź do tego miejsca i uśmierć ich przede mną". Po napadzie laty­nowski patriarcha podlegał władzy papieża do roku 1261. Znacznie osłabiony Konstantynopol ostatecznie padł pod naporem Turków w 1435 roku.

Na przestrzeni 200 lat wyprawy krzyżowe pochłonęły tysiące, o ile nie mi­liony, ofiar. Napadając, krzyżowcy niszczyli wszystko w sposób prawie iden­tyczny, jak to czynił sam Kościół na początku Średniowiecza. Palili wszystkie dzieła jakie udało im się znaleźć. Spalono liczący 12000 zwojów hebrajski Talmud i dzieła Maimonidesa. Mimo, że rabowali i łupili z wielką zaciekło­ścią, to często ze względu na bardzo uciążliwą drogę powrotną nie byli w stanie wywieźć wszystkich swoich zdobyczy. Chociaż wyprawy krzyżowe przyniosły chwile solidarności europejczyków zjednoczonych razem w imię chrześcijań­stwa, to w daleko większym stopniu zniweczyły wszystkie inne zamierzenia. Krucjaty, z wyjątkiem krótkotrwałego panowania w Jerozolimie, nie osiągnęły swojego celu, nie wzbogaciły także swoich krzyżowców. Dalekie od nawraca­-

62


nia na religię Kościoła rzymskokatolickiego, wyprawy krzyżowe pozostawiły po sobie gorzkie urazy, które pokutują do dnia dzisiejszego . Europejscy Żydzi byli często pierwszymi ofiarami krucjat, a ich prześladowania przetrwały po zakończeniu wypraw krzyżowych. Żydzi byli kozłami ofiarnymi, obarczanymi odpowiedzialnością za wiele problemów, z którymi Kościół nie mógł sobie poradzić. Na przykład, gdy w XIV wieku wybuchła epidemia czarnej śmierci, Kościół wyjaśniał, że winę za ten stan rzeczy ponoszą Żydzi, zachęcając przy tym do napaści na nich. Prości ludzie uważali, że Żydzi porywają chrześcijań­skie dzieci i zjadają je w czasie kanibalistycznych obrzędów, a także wykradają i profanują najświętsze sakramenty chrześcijan. Były to takie same bajki, jakie Rzymianie opowiadali swego czasu o chrześcijanach, takie same jakie chrześci­janie opowiadali o czarownicach i podobne do opowieści protestantów o kato­likach. Powszechnym przejawem sprawiedliwości chrześcijańskiej stały się pogromy Żydów oraz niszczenie synagog i gett. Żydzi byli łatwym celem, jako że nigdy nie byli kochani przez chrześcijańską społeczność. W okresie pano­wania systemu feudalnego, ceremonia inwestytury, wymagająca złożenia przy­sięgi na wierność religii chrześcijańskiej, wykluczała Żydów, zabraniając im tym samym udziału w pracach polowych. Jednakże w XI i XII wieku, wraz z gwałtownym wzrostem liczby ludności, i w konsekwencji jej migracją ze wsi do miast, nastąpił rozkwit rzemiosła; zakładano cechy rzemieślnicze, z których każdy miał swojego świętego patrona. Żydów odsunięto wówczas od rzemiosła do zajęć, które im pozostały: bankowości, wymiany pieniędzy i lichwy. Prześla­dowanie Żydów stało się wygodnym narzędziem pozbywania się niektórych wie­rzycieli. Religijne argumenty wykorzystywali niewypłacalni królowie do uzasad­nienia konfiskaty majątku Żydów i wyrzucenia ich z ich własnych domostw.

Każdy kto posiadał władzę i majątek był potencjalnym celem dla Kościoła. Rycerze zakonu Templariuszy, grupa stworzona dla ochrony krzyżowców, zdobyli znaczne wpływy polityczne i zaczęli być znani jako godni zaufania lichwiarze. Niemniej uważano, że wraz z nimi powróciły obrzędy gnostyczne, kabalistyczne i muzułmańskie. Zagrożenie ze strony rosnącej siły politycznej templariuszy, podejrzenia o niezależne poglądy religijne i zwykła zawiść o ich majątek były przyczyną ich prześladowań, i to zarówno ze strony Kościoła jak i władzy świeckiej. Podobnie jak to było z Żydami, o templariuszach zaczęły krążyć nieprawdopodobne historie, dotyczące między innymi relacji z obrzędu inicjacji, w którym jakoby zaprzeczano istnieniu Chrystusa, Boga i Dziewicy, spluwając, depcząc i oddając przy tym mocz na krzyż. Oskarżeni o homosek­sualizm, mordowanie dzieci z nieprawego łoża i magiczne praktyki, templariu­sze zostali wymordowani, a ich majątek skonfiskowany. W Średniowieczu Kościół sam zauważył zarysowujące się różnice w, na pozór jednolitych, rzeszach ludzi. Wobec pierwszych przejawów nacjonalizmu i chęci oderwania się od Rzymu reakcja Kościoła była szybka i gwałtowna. Kiedy w 1275 roku pojawiły się dyskusje na temat płacenia daniny, papież ekskomunikował całe miasto,

63



Wkroczenie krzyżowców do Konstantynopola

Florencję. A gdy grupa niewielkich włoskich miast, będących lennem papie­skim, zorganizowała w 1375 roku bunt przeciwko władzy papieża, celem odzy­skania tych terenów, Robert z Genewy wynajął bandę najemników, którzy po zdobyciu Bolonii ruszyli na Cessnę. W książce Tuchman'a „A Distant Mirror ", czytamy:

„Zaskarbiając sobie laskę przez uroczystą przysięgę na swój kar­dynalski kapelusz, Robert przekonał mężczyzn do opuszczenia mieczy i zyskał ich zaufanie dzięki uwolnieniu, na dowód jego dobrej woli, 50 zakładników. Wówczas wezwał swoich najemni­ków... i rozkazał zmasakrować wszystkich „dla dopełnienia się sprawiedliwości ". ...Przez trzy dni i noce, począwszy od 3 lutego 1377 roku, przy zamkniętych bramach miasta, żołnierze dokonali rzezi jego mieszkańców. „ Wszystkie place pełne były trupów ". W czasie prób ucieczki setki ludzi utopiło się w fosie, spychani z po­wrotem do wody przez bezlitosnych szermierzy. Kobiety były łapa­ne i gwałcone, za uwolnienie dzieci żądano okupu, po wymordowa­niu mieszkańców miasto zostało złupione, zniszczono dzieła sztuki, „spalili wszystko, co nie mogło być zabrane, a rzeczy nieprzydat­ne rozrzucili po ziemi ". Masakra pochłonęła od 2500 do 5000 Ofiar.

Trzy lata później w 1378 roku, Robert z Genewy został papieżem i przyjął imię Klemensa VII. Oceniając okrucieństwo ataku na członków sekty nazy­wanych katarami, można stwierdzić, że Kościół czuł się o wiele bardziej zagro­żony przez tych heretyków, niż przez jakichkolwiek innych w całej swojej historii. Kataryzm rozkwitał w południowej Francji, na terenach nazywanych Langwedocją, politycznie i kulturalnie odmiennych od północy. Tolerowano tam wszelkie poglądy, obok siebie w zgodzie żyło wiele narodów - Grecy, Fenicjanie, Żydzi i muzułmanie. Żydzi nie tylko byli wolni od wszelkich podej­rzeń, ale zajmowali stanowiska kierownicze i doradcze na równi z panami, a nawet prałatami. Na terenach Langwedocji występowały mniejsze różnice klasowe, łagodniejsze formy pańszczyzny, większa swoboda w miastach. Sys­tem sądowy i prawny oparty był na prawie rzymskim64. Nigdzie obywatele nie byli tak wykształceni, rozkwitała kultura i handel, co przyczyniło się do tego, iż był to jeden z najlepiej prosperujących regionów Europy. Kataryzm przej­mował elementy różnych wyznań. Wyraźnie zarysowują się silne związki mię­dzy kataryzmem, społecznością muzułmanów Sufi i tradycją żydowskich kaba­listów. Kobiety mogły wykonywać takie same posługi jak księża, a nawet przewodniczyć najważniejszemu z obrzędów, konsolamentumb. Katarowie byli ściśle związani z twórcami poezji romantycznej, trubadurami, i wierzyli, że Bóg istnieje w kolorach i dźwiękach natury. Byli lubiani i ochraniani zarówno przez przedstawicieli wyższych klas jak i swoich katolickich sąsiadów, i to do


tego stopnia, że kiedy zaatakowali ich najemnicy rzymskiego Kościoła katolic­kiego, wielu katolików wybierało raczej śmierć niż oddanie katarskich sąsia­dów w ręce oprawców.

W odpowiedzi na rosnącą popularność katarów, Kościół katolicki oskarżył ich o standardowe w takich przypadkach zbrodnie: profanację krzyża i sakra­mentów, kanibalizm, wyrzeczenie się Chrystusa i seksualne orgie . Mimo to, katolik, święty Bernard, wielki przyjaciel katarów, tak mówił o nich:

„Jeśli przysłuchasz się im, nic nie może być bardziej chrześcijań­skie. Kiedy rozmawiają nic nie może być mniej naganne, a co powiedzą, potwierdzają czynem. Jak na moralność heretyka, on nie szuka nikogo, nie dręczy nikogo, nie uderzy nikogo; jego lico jest blade od postów, on nie posila się chlebem lenistwa, jego rę­ce pracują na jego utrzymanie.”

Rozpowszechnianie skandalicznych opowieści o okrucieństwach katarów w niewielkim tylko stopniu wpłynęło na zmniejszenie ich popularności i po­wstrzymanie rozprzestrzeniającej się fali tolerancji i niezależnej myśli.

Lekceważąc groźbę największych kar kościelnych mieszkańcy miasta Vi­terbo wybrali ekskomunikowanego heretyka na wysokie stanowisko szambela­na. W 1139 roku Kościół rozpoczął zwoływanie zgromadzeń mających na celu potępienie katarów i wszystkich, którzy udzielają im poparcia' . W 1179 roku Aleksander III proklamował krucjatę przeciwko tym wrogom Kościoła, obiecując przy tym prolongatę spłat należności wobec Kościoła i odpuszczenie kary za grzechy wszystkim, którzy sięgną po broń, a boskie zbawienie tym, którzy zginą. Jednak nie pomogło to w zebraniu wystarczających sił do walki przeciwko katarom, a właściwie w obronie prywatnych spraw Kościoła'4. Wówczas to, w 1204 roku papież Innocenty III udzielił swoim legatom pełno­mocnictwa „zniszczenia, zburzenia czy wyrwania wszystkiego co jest do znisz­czenia, zburzenia czy wyrwania i postawienia lub zbudowania wszystkiego, co jest do postawienia czy zbudowania. W roku 1208, kiedy Innocenty III zaoferował każdemu, kto chwyci za broń, oprócz prolongaty spłat i boskiego zbawienia, również ziemie i majątek heretyków i ich sprzymierzeńców, rozpo­częła się Krucjata Albigeńska, której celem było wymordowanie katarów.

Bestialstwo trwającej przez 30 lat agresji zdziesiątkowało mieszkańców Langwedocji. Tylko w samym sąsiedztwie katedry św. Nazair'a zamordowano 12 000 ludzi. Biskup Folque z Toulouse pchnął na śmierć 10 000 ludzi'6. Po zdobyciu miasta Beziers, dowodzący legat zapytany w jaki sposób odróżnić katolików od katarów, odpowiedział, „zabić ich wszystkich, Bóg wie, kto nale­ży do Niego!". Nie oszczędzano nawet dzieci. Jeden z historyków pisał, że „nawet śmierć nie chroniła przed hańbą, a najgorsze upokorzenia dotknęły kobiet". Ogólna liczba ofiar w Beziers, jak podawali papiescy legaci, wynosi­ła 20 000, natomiast według kronikarzy liczba zabitych wahała się od 60 000

66



Ryc. 5.5. Innocenty III piastujący urząd papieża w latach 1 198 - 1216.

67


do 100 000. Szacuje się, że Krucjata Albigezjańska pochłonęła milion istnień ludzkich, nie tylko katarów, ale dotknęła większą część populacji południowej Francji. Po wymordowaniu prawie wszystkich mieszkańców budynki legły w gruzach, gospodarka regionu zamarła a ziemie południowej Francji przyłączono do północy.

Obwarowany autorytatywną strukturą i zżerany przez wiarę w swoje zwierzchnictwo, Kościół katolicki nie był w stanie reagować na szybkie zmiany i rozwój średniowiecznego społeczeństwa. Zamiast tego domagał się posłu­szeństwa wobec papieskich nakazów. Kiedy wyprawy krzyżowe przeciwko niewiernym muzułmanom, Grekom i Żydom nie przyniosły trwałego zjedno­czenia Europy pod sztandarem chrześcijaństwa, Kościół uderzył we własny dom, atakując każdego, kto sprzeciwił się jego władzy lub nie poddał się jego nakazom. Trwająca przez 30 lat Krucjata Albigezjańska zapoczątkowała 500­letni okres brutalnych represji, którego czas trwania i zakres nie miały sobie równych w zachodnim świecie.


Kontrola duszy. Inkwizycja i zniewolenie 1250-1800r.

Nie istniały bardziej zorganizowane działania, podejmowane przez różne religie do zapanowania nad człowiekiem i jego życiem duchowym, niż chrze­ścijańska inkwizycja. Powołana wewnątrz struktury prawnej Kościoła, próbo­wała przy pomocy strachu zmusić ludzi do posłuszeństwa. W 1578 roku Fran­cisco Pena, jako inkwizytor, publicznie oznajmił, że „Musimy pamiętać, iż głównym celem przesłuchań i egzekucji nie jest ratowanie duszy oskarżonego, ale osiągnięcie publicznego dobra i zastraszenie innych"~. Inkwizycja, jako że podążała śladami misjonarzy, zabrała życie wielu ludziom w Europie i na świecie. Obok tyranii inkwizycji kler wprowadził również religijne uzasadnie­nie niewolnictwa. Nieugięty duch przemian w drugiej połowie Średniowiecza wydawał się tylko rozjątrzać żądania ślepego posłuszeństwa. Kościelne poj­mowanie Boga było jedynym nie podlegającym dyskusji czy rozważaniom. Jak mówił inkwizytor Bernard Gui, sędzia nie musi czegokolwiek udowadniać niewiernemu, lecz „pchnąć swój miecz jak najgłębiej w brzuch podejrzane­go". W okresie pączkowania poglądów na temat życia duchowego, Kościół uporczywie twierdził, że jest jedyna droga, dzięki której człowiek może poznawać Boga. Papież Innocenty III głosił, że „każdy, kto próbuje stworzyć własny wizeru­nek Boga niezgodny z dogmatem Kościoła, musi być bez litości spalony".

Zanim inkwizycja ruszyła pełną parą, Kościół namawiał heretyków do po­wrotu pod swoje skrzydła, stosując przy tym łagodną perswazję. Poniższy przykład, zaczerpnięty z książki Ch. Lea „Średniowieczna Inkwizycja", ilustru­je takie postępowanie:

„Przez trzy niedziele wyrażający skruchę grzesznik jest obnażany do pasa i smagany batem przez księdza, na drodze od bram mia­sta... do drzwi kościoła. Na zawsze wyrzeka się jedzenia mięsa, jaj i sera, za wyjątkiem świąt Wielkanocnych, Zielonych Świątek i Bożego Narodzenia, kiedy to może najeść się na znak wyrzecze­ -

69


nia się manichejskich błędów. Dwa razy w roku, przez dwa wy­znaczone dni powstrzymuje się od jedzenia ryb, a przez trzy dni każdego tygodnia spożywa tylko ryby, wino i olej, o ile jego zdrowie i praca na to pozwalają. Nosi zakonne szaty z dwoma małymi krzyżami naszytymi na piersiach. Jeśli to możliwe, każde­go dnia wysłuchuje mszy, a w dni postne chodzi do kościoła na nieszpory. Siedem razy dziennie recytuje kanoniczne godzinki i dodatkowo, Ojcze Nasz 10 razy za dnia i 20 razy każdego wie­czora. Ściśle przestrzega czystości moralnej. Każdego miesiąca spowiada się księdzu, który przygląda się uważnie jego zacho­waniu, a tą drogą życia postępuje do momentu, kiedy legat stwierdzi potrzebę jej zmiany, a gdy naruszy tę pokutę uważany będzie za krzywoprzysiężcę i heretyka, i zostanie odseparowany od społeczności wiernych.”

Tylko nieliczni heretycy powracali na łono Kościoła z własnej woli. Dla zalegalizowania działań, które mogłyby zmusić do przestrzegania praw Kościo­ła, odwoływano się do prawa kanonicznego. W 1231 roku papież Grzegorz IX powołał Inkwizycję jako samodzielny trybunał, niezależni od biskupów i prała­tów. inkwizytorzy odpowiadali już tylko przed papieżem . Prawo inkwizycyjne zmieniło podstawową zasadę prawa z: „niewinny przed udowodnieniem winy" na „winny przed udowodnieniem niewinności". Mimo zachowywania pozo­rów rozprawy sądowej, przesłuchania nie dawały możliwości udowodnienia niewinności podejrzanej lub podejrzanemu; Wyrok skazujący kończył proces osoby choćby trochę podejrzanej o herezję. Wyklęcie wykluczało prawo do obrony, nie miały znaczenia szczegóły takie jak czas, miejsce czy rodzaj he­rezji. Przestępstwem byka również przyjaźń z podejrzanym heretykiem, i nie miał tu żadnego znaczenia fakt, czy oskarżony heretyk był faktycznie „adorowany" przez daną osobę. Nazwiska świadków oskarżenia utrzymywano w tajemnicy9. Tylko ucieczka mogła być rodzajem apelacji skierowanej do papieża Rzymu.'° Zakonnik Bernard Deficieux twierdził, że:

„...nawet jeśli Św. Piotr i Św. Paweł byliby podejrzani o herezje i oskarżeni wzorem Inkwizycji, nie mieliby możliwości obrony.” Inkwizytor, który przewodniczył rozprawie, był jednocześnie oskarżycielem

i sędzią. Chociaż ze względów proceduralnych mógł podejmować decyzje po konsultacji z zespołem ekspertów, to i takie ograniczenie jego władzy zostało wkrótce zniesione. Na stanowiska inkwizytorów wybierano przede wszystkim osoby odznaczające się wyjątkową gorliwością w oskarżaniu heretyków. Upoważnieni do noszenia broni byli, poza samym inkwizytorem, jego asysten­ci, donosiciele i szpiedzy. W 1245 roku papież zagwarantował im prawo do wykorzystywania swoich pomocników w jakichkolwiek działaniach wymagających

70


 


Inkwizytorzy występowali w roli oskarżycieli i sędziów, pozostawiając oskarżonym o herezję niewiele szans udowodnienia swojej niewinności.

 

zastosowania przemocy. Inkwizycja działała bezkarnie, gdyż nie podlegała świeckiej jurysdykcji ani nawet kościelnym trybunałom.

Inkwizytorzy stawali się ludźmi bardzo bogatymi. Otrzymywali łapówki i roczny haracz od bogatych obywateli, którzy płacili im, aby uchronić się przed podejrzeniami o herezje. Inkwizycja zawsze domagała się zajęcia wszystkich dóbr domniemanych heretyków. Jako, że podejrzani mieli niewielkie szanse udowodnienia swojej niewinności, nie trzeba było czekać na zasądzenie konfi­skaty majątku. W przeciwieństwie do prawa rzymskiego, które pozostawiało część majątku najbliższym krewnym skazańca, prawo kanoniczne i inkwizycja nie zostawiały niczego. Papież Innocenty III wyjaśniał, że Bóg karze dzieci za grzechy ich rodziców. Tak więc, jeśli dzieci same od siebie nie przyszły zade­nuncjować swoich rodziców, były pozbawiane jakichkolwiek środków do ży­cia. Inkwizytorzy oskarżali o herezję także zmarłych, czasem nawet po upływie 70 lat od ich śmierci. W takich przypadkach ekshumowali i palili szczątki rze­komego heretyka, konfiskując przy tym cały majątek jego krewnych. Rzadko kiedy zebranymi pieniędzmi dzielili się z biskupami, władzą świecką czy przeznaczali je na budowę kościołów. Jeden z kronikarzy opisuje, jak inkwizytor był zdolny do „zagarnięcia wszystkiego dla siebie, nawet nie wysyłając należnej części urzędnikom inkwizycji w Rzymie". Niechętnie pokrywali nawet koszty wyżywienia swoich ofiar, obciążając nimi ich rodziny lub społeczeństwo. Nie było przypadkiem, że gorliwość działania inkwizycji była wprost proporcjonalna do możliwości konfisko­wania majątków.

Ironią jest fakt, że inkwizytorzy byli najczęściej wybierani spośród domini­kanów i franciszkanów, którzy ślubowali życie w ubóstwie. Kościół prześlado­wał następców założyciela zakonu franciszkanów, świętego Franciszka z Asy­żu, za podtrzymywanie idei ubóstwa; nazywano ich „Fraticelli", „Duchowymi franciszkanami". Kościół potępił ich poglądy jako „fałszywe i szkodliwe", a w roku 1315 ekskomunikował ich. Papież Marcin V rozkazał zrównać z ziemią ich osadę Magnelata, a wszystkich jej mieszkańców wymordować. Mimo to, franciszkanie, którzy odrzucili nauki Franciszka, często wybierani byli na inkwi­zytorów. Chociaż nigdy otwarcie nie aprobowano skąpstwa i korupcji inkwizyto­rów, Kościół niewiele czynił, aby to powstrzymać.

Inkwizycja wywierała zgubny wpływ również na gospodarkę. Obok bezpo­średniego zagarniania majątku bogatych kupców, dzięki oskarżaniu ich o here­zje, inkwizytorzy paraliżowali handel, uważając niektóre działania czy interesy za podejrzane. Na przykład, wielkie podejrzenia wzbudzały niezbędne przy podróżach handlowych mapy i wykonujący je kartografowie. Inkwizytorzy uważali słowo drukowane za kanał szerzenia herezji i krępowali przepływ in­formacji, który w XV wieku umożliwiło wynalezienie prasy drukarskiej. Zwykłe podejrzenie o herezję pozbawiało wszystkich praw osobę podejrza­ną. Wszystkie zobowiązania finansowe i zastawy będące ich zabezpie­ -

72


T

czeniem, wobec podejrzanego heretyka były anulowane. Historyk, Henry Charles Lea pisze:

„Nie było człowieka, który mógł być pewien prawomyślności dru­giego, co niech będzie dowodem, jak wiele nieufności musiało towarzyszyć zawieraniu nawet najpospolitszych transakcji. Łatwo można było zauważyć zły wpływ na rozwój handlu i rzemiosła, gdyż działo się to w okresie ożywienia europejskiego handlu i przemysłu u progu nadejścia nowoczesnej kultury.”

Podczas gdy samym inkwizytorom wiodło się bardzo dobrze, ich działal­ność prowadziła do zubożenia społeczeństwa. Inkwizycja byka dla swoich ofiar bezlitosna. Ten sam człowiek, który byk jednocześnie oskarżycielem i sędzią, decydował o wyroku. W 1244 roku na soborze w Narbonne zdecydowano, aby przy skazywaniu heretyków nie oszczędzano mężów ze względu na ich żony, ani żon ze względu na męża, ani też rodziców ze względu na dzieci. „Wyrok nie powinien być łagodzony ze względu na chorobę czy podeszły wiek . Każdy wyrok powinien obejmować biczowanie.”

Za najłagodniejszą karę uważano pielgrzymkę. Taka piesza pielgrzymka często ciągnęła się latami i w tym czasie mogła wymrzeć cała rodzina skazane­go. O wiele większym napiętnowaniem było „noszenie krzyży", zwane po­ena confusibilis, czy „poniżającą pokutą". Skazani byli zmuszani do dźwigania na swoich piersiach i plecach dużych, pomalowanych na szafranowy kolor krzyży, które narażały ich na pośmiewisko i przeszkadzały w podejmowaniu jakichkolwiek zajęć w celu zarobienia na swoje utrzymanie29. Często wyrokiem było długoletnie więzienie o suchym chlebie i wodzie, czasami więźnia zaku­wano w kajdany i trzymano w odosobnieniu. Żywot wszystkich skazanych więźniów był bardzo krótki.

Najsurowsza kara spalenia na stosie przeznaczona była dla tych, którzy nie wypełnili swojej poprzedniej pokuty, popadli na powrót w herezje lub nie przyznawali się do żadnej z zarzucanych im zbrodni. Chociaż Kościół zaczął skazywać na śmierć heretyków już pod koniec IV wieku, dopiero nakaz papieski z 1231 roku zalecał palenie heretyków na stosie3~. Pod względem technicznym pozwalało to uniknąć rozpryskiwania się krwi. Słowa Ewangelii Świętego Jana uważane były za wyraz aprobaty dla tego rodzaju kary: „Jeśli on nie pozostanie przy mnie, będzie rzucony jak sucha gałąź i mężczyźni wezmą go i wrzucą do ognia, i będzie spalony". Ko­ściół dystansował się od mordowania przekazując skazanych na spalenie heretyków władzom świeckim, które jednak nie mogły odmówić wykonania wyroku. Na przykład, kiedy w 1521 roku senat Wenecji wyraził dezaproba­tę wobec tego rodzaju egzekucji, papież Leon X napisał, że świeccy urzęd­nicy:

73


„...nie będą się dłużej mieszać do tego rodzaju postępowania, ale natychmiast, bez zmieniania czy sprawdzania zasadności wyro­ków sądów kościelnych, wykonywać to, co jest ich powinnością. A jeśli odmówią lub się sprzeciwia wy (papiescy legaci) jesteście od zmuszenia ich pod groźbą potępienia i innych stosownych środków. Od nakazu tego nie ma odwołania.”

W praktyce, każdy urzędnik świecki, który odmówił wspó4pracy, był eks­komunikowany i traktowany tak samo jak podejrzani o herezje .

Najbardziej okrutnym przejawem działania systemu inkwizycyjnego były sale tortur służące do wymuszania przyznania się do winy. Tortury były praw­nie dozwolone przez Kościół od roku 1252, w którym zostały usankcjonowane przez papieża Innocentego IV, aż do roku 1917, w którym to zaczął obowiązy­wać nowy Codex Juris Canonici.35 Innocenty IV zaaprobował nieokreślony czas trwania przesłuchania zapewniający przyznanie się do winy. Chociaż litera prawa zabraniała powtarzania tortur, inkwizytorzy bez wysiłku omijali ten nakaz przez tak zwane „ciągłe" tortury, ani na moment ich nie przerywa­jąc. W 1262 roku inkwizytorzy i ich asystenci mieli zagwarantowane prawo do cichego, wzajemnego rozgrzeszania się z popełnianych zbrodni. Po prostu tłumaczyli, że torturowany zmarł, ponieważ diabeł skręcił jemu kark. Tak więc, za przyzwoleniem samego papieża, inkwizytorzy mieli wolną rękę w wymy­ślaniu coraz to okrutniejszych i przerażających metod torturowania. Ubrani w czarne, diabelskie szaty, z równie czarnymi kapturami na głowach, prawie każdego zmusili do przyznania się do winy. Konstruowali wszelkie możliwe urządzenia do zadawania bólu przez powolne rozczłonkowywanie lub znie­kształcanie ciała. Wiele z tych urządzeń zdobiło motto „Chwała niech będzie Panu". Najczęściej stosowano łamanie kołem, rozciąganie i tak zwane tortur wodne. Ofiary smarowano także tłuszczem lub słoniną i powoli przypiekano . Piece służące do palenia ludzi, takie jakie były budowane w XX wieku przez nazistowskich Niemców, po raz pierwszy stosowane były przez chrześcijańską inkwizycję na terenach wschodniej Europy. Ofiary wrzucane były na ruszt paleniska i spalane żywcem. Szczególnie makabryczną torturą było umiesz­czanie na obnażonym brzuchu ofiary odwróconego do góry dnem naczynia wypełnionego żywymi myszami. Do dna naczynia przykładano ogień, który powodował, że przestraszone myszy wgryzały się w ciało ofiary. W przypadku, gdy ofiara wytrzymywała taki ból i nie przyznała się do winy, była żywcem palona na stosie, często w masowych publicznych paleniach zwanych auto-da fe. Przeka­zy pisemne pochodzące z tamtych lat odzwierciedlają terror wywołany przez inkwi­zycję. Juan de Mariana opisuje, jak pod koniec XV wieku, ludzie:

„... byli pozbawieni wolności słowa i myśli, gdyż we wszystkich miastach, miasteczkach i wsiach znajdowali się ludzie przekazu - ­

74


jący informacje co się w nich dzieje. Było to przez niektórych o­kreślane jako najbardziej nikczemne, równe śmierci, zniewolenie.”

Pewien historyk w 1538 roku opisał życie w hiszpańskim mieście Toledo:

„...kaznodzieje nie ośmielali się głosić kazań, a ci, którzy je wygła­szali nie ośmielali się poruszać spornych spraw, ich życie i honor znajdują się w rękach dwóch ignorantów, a każdy w tym życiu ma swojego stróża... Stopniowo wielu bogatych ludzi opuszcza kraj, przenosząc się do obcych królestw, aby żyć tam bez strachu i ciągłych obaw przed nachodzącymi ich dom strażnikami Inkwi­zycji; życie w ciągłym strachu jest gorsze od nagłej śmierci.”

Inkwizycja często atakowała zwolenników innych wyznań z tą samą siłą co heretyków, jak również udzielała poparcia dla trwającego od wielu lat prześla­dowania Żydów przez chrześcijan. Szczególnie w czasie Wielkiego Tygodnia Męki Pańskiej chrześcijanie wzniecali zamieszki przeciwko Żydom, czy też odmawiali sprzedaży żywności w nadziei ich zagłodzenia. Na początku XIII wieku papież Innocenty III zażądał od Żydów noszenia wyróżniających ich ubrań4'. W 1391 roku Arcydiakon Sewilli rozpoczął „Świętą wojnę przeciwko Żydom".

W 1492 roku w Hiszpanii inkwizycja była tak zaślepiona prześladowaniami Żydów, iż domagała się nawrócenia ich na religię chrześcijańską i jednocześnie wygnania. Muzułmanie doświadczyli tego samego w nieco mniejszym stopniu. Kraje muzułmańskie oferowały daleko bezpieczniejsze schronienie uciekającym Żydom, niż miało to miejsce na ziemiach pod panowaniem chrześcijan. Historycy często zmniejszają odpowiedzialność chrześcijan za działalność inkwizycji poprzez dzielenie jej historii na trzy odrębne etapy: średniowieczny, hiszpański i rzymski. Okres najsilniejszych wpływów króla Ferdynanda i kró­lowej Izabelli uważany jest za moment pojawienia się tak zwanej inkwizycji hiszpańskiej. Najbardziej wpływowym przywódcą hiszpańskiej inkwizycji był dominikanin Tomas de Torquemada, ogłoszony przez papieża Sixtusa IV Na­czelnym Inkwizytorem. Za jego rządów Żydzi zostali wypędzeni z Hiszpanii, i to nie ze względu na spodziewane zyski (niewiele pieniędzy posiadała skazana na wygnanie społeczność żydowska, której podatki odprowadzane były bezpo­średnio do skarbca korony), ale obawę przed skalaniem społeczności chrześci­jan przez Żydów.

Inkwizycja rzymska różni się od średniowiecznej przede wszystkim nazwą. W roku 1542 papież Paweł III przydzielił średniowieczną inkwizycję do Kon­gregacji Inkwizycji lub inaczej Świętego Urzędu. Jednakże, każdy etap był identyczny w swoich żądaniach absolutnego posłuszeństwa jednostki wobec władzy, które wynikały z ortodoksyjnych poglądów głoszących, że Bóg doma­ga się bezwzględnego posłuszeństwa.

75


 

Masowe palenia na stosie, lub inaczej auta-da fe.


Tyrania, ściśle powiązana z wiarą w jedyne zwierzchnictwo, towarzyszyła odkrywcom i misjonarzom przemierzającym cały świat. Gdy w 1492 roku Kolumb wylądował w Ameryce, myląc ją z Indiami, a rdzennych mieszkańców nazywając „Indianami", jego celem było „nawrócenie pogańskich Indian na naszą Świętą Wiarę", co zagwarantowało ujarzmienie i wywiezienie tysięcy rdzennych Amerykanów. Wynikiem takiego postępowania było ludobójstwo, bez względu na to, czy narodom tym dano możliwość wiecznego życia przez przyjęcie religii chrześcijańskiej, czy też nie.

Ten sam typ myślenia dawał ludziom z Zachodu prawo do gwałcenia ko­biet. Kolumb własnymi słowami opisał jakie miał „przyjemności" z miejscową kobietą po „głośnym" jej wychłostaniu kawałkiem sznura.

Inkwizycja szybko postępowała śladami odkrywców. W 1570 roku założyła niezależne trybunały w Peru i Meksyku, w celu „uwolnienia tych ziem, zanie­czyszczonych przez Żydów i heretyków". Tubylców, którzy nie chcieli na­wrócić się na wiarę chrześcijańską, palono na stosach tak jak wszystkich innych heretyków55. Inkwizycja dotarła nawet tak daleko jak do Goa w Indiach, gdzie na przełomie XVI i XVII wieku odebrała życie co najmniej 3 800 ludzi. Na­wet bez formalnej obecności inkwizycji zachowanie misjonarzy wyraźnie ilu­struje wiarę w zwierzchnictwo jedynego Boga, a nie władzy jedynej wszech­ogarniającej boskości. Jeśli obraz Boga czczony byk w obcych krainach, któ­rych mieszkańcy nie byli chrześcijanami, to po prostu nie było to świętością. Na Dalekim Wschodzie portugalscy misjonarze niszczyli pogan zmuszając uczonych mężów do „schowania" swoich religijnych manuskryptów i likwidu­jąc starsze obyczaje. W Ameryce Środkowej skrybowie Majów pisali:

„Przed przybyciem Hiszpanów nie było tu gwałtu czy przemocy. Hiszpańska inwazja była początkiem kościelnej sprawiedliwości, początkiem konfliktów.”

W 1614 roku szogun Japonii, Iyeyazu, zarzucał misjonarzom „dążenie do zmiany rządów w kraju i uczynienia samych siebie panami ziemi". Nie ro­zumiejąc zwierzchnictwa i władzy, misjonarze walczyli sami ze sobą, dokład­nie tak jak wcześni ortodoksyjni chrześcijanie, którzy „chcieli rozkazywać jeden drugiemu" i pragnęli „władzy nad innymi".

W Japonii i Chinach dominikanie walczyli z jezuitami, na Bliskim Wscho­dzie franciszkanie walczyli z kapucynami, a w Indiach jezuici stoczyli kilka wojen z kapucynami6~. W 1805 roku wódz Seneków zapytał morawskiego misjonarza: „Jeśli tam jest tylko jedna religia, to dlaczego biali ludzie tak bar­dzo w tym się różnią?".

Misjonarze często mieli swój udział w bezwzględnej eksploatacji obcych ziem. Wielu stawało się misjonarzami dla szybkiego wzbogacenia się i powrotu do Europy, by dalej żyć w dostatku. W Meksyku dominikanie, augustyni i jezuici znani byli z posiadania „największych stad owiec, najlepszej metody

77



Lądowanie Krzysztofa Kolumba w Nowym Świecie

oczyszczania cukru, najlepiej utrzymanych posiadłości...". Kościół, szcze­gólnie Ameryce Południowej, popierał niewolnictwo i grabież ziem tubyl­ców.

W 1493 roku Bulla papieska uprawomocniła deklarację wojny przeciwko wszystkim narodom w Ameryce Południowej, które odmówiły przyjęcia chrze­ścijaństwa. Jak twierdził w roku 1509 prawnik Ensisco:

„Król ma wszelkie prawo do wysyłania swoich ludzi do ziem in­diańskich celem uwolnienia ich od bałwochwalców, gdyż prawo to otrzymał od Papieża. Jeśli Indianie odmówił może całkiem legalnie walczyć z nimi, zabijać ich, tak jak Joshua zniewolił mieszkańców Kanaan.”

Ortodoksyjni chrześcijanie bronili niewolnictwa jako części danego przez Boga porządku. Wyjątki z Biblii wydają się popierać instytucję nie­wolnictwa:

„Wasi niewolnicy i wasze niewolnice, których będziecie mieli, bę­dą poganami, którzy są wokół was; z nich kupicie niewolników i niewolnice. Do tego jeszcze dzieci obcych wśród was, z tych, któ­rych kupiliście i z ich rodzin, które są z wami, które oni spłodzili na waszej ziemi: i one będą w waszym posiadaniu. I weźmiecie je jako dziedzictwo dla waszych dzieci po was, otrzymają je w po­siadanie; one będą waszymi niewolnikami na wieki. (Leviticus 25: 44-46)”

Święty Paweł nauczał niewolników posłuszeństwa wobec swoich panów. Święty Jan Chryzostom pisał:

„Niewolnik winien porzucić wszystko, być posłusznym swojemu Panu, który posłuszny jest Bogu.”

Natomiast święty Augustyn w swoim dziele „Miasto Boga", pisał:

„...niewolnictwo ma obecnie charakter kary i podlega prawu, któ­re służy zachowaniu naturalnego porządku i zapobiega jego na­ruszeniu.”

Mimo to byli misjonarze, którzy uznawali człowieczeństwo rdzennych mieszkańców Ameryki i żarliwie pracowali, aby poprawić ich los; nieliczni traktowali niewolnictwo jako wyjątkową niesprawiedliwość. Nawet sławny jezuita Antonio Vieira, aresztowany przez inkwizycję za działalność na rzecz tubylców, namawiał do sprowadzenia czarnych Afrykanów w celu sprzedania ich jako niewolników osadnikom w koloniach. Poza tym, ucieczkę niewolników uważał za godny potępienia grzech. Również ortodoksyjni chrześcijanie popierali praktyki niewolnicze w Ameryce Północnej. W XVIII wieku Kościół Anglikański

79



Ryc. 6.4. Misjonarze uważali, że mieli prawo do zabijania tubylców, którzy odrzucili nawrócenie się na wiarę chrześcijańską lub poddanie się władzy Kościoła.

wyjaśniał, że chrześcijaństwo uwalnia ludzi od wiecznego potępienia, a nie z łańcuchów niewolnictwa. Biskup Londynu, Edmund Gibson pisał:

„Wolność, którą daje religia chrześcijańska jest wolnością od grzechu i szatana, od panowania ludzkich żądz i namiętności, i przesadnych pragnień; a co do ich zewnętrznych okoliczności, cokolwiek byłoby wcześniej, czy niewola, czy wolność, będą o­chrzczeni i staną się chrześcijanami, bez możliwości odmiany.” Zgadzano się z tym, że niewolnicy powinni być nawracani na chrześcijaństwo, gdyż wówczas stawali się bardziej ulegli i posłuszni. Zarówno inkwi­zycja jak i ci, którzy popierali niewolnictwo, opierali się na tych samych reli­gijnych dogmatach. Zgodnie z wiarą ortodoksyjnych chrześcijan w jedynego i bezlitosnego Boga, który zasiadał na szczycie hierarchii, siła spoczywała wy­łącznie w rękach władzy, a nie jednostki. Posłuszeństwo i poddaństwo były bardziej cenione niż wolność i samookreślenie.

Inkwizycja do końca odgrywała najgorszą rolę w tym systemie religijnym, wtrącając do więzień i zabijając fizycznie i duchowo nieposłusznych ludzi - i to bynajmniej nie przez jakiś krótki czas. Inkwizycja działała przez setki lat, w niektórych rejonach przetrwała aż do roku 1834.


Reformacja 1500-1700r.

Zarówno Reformacja Protestancka jak i Katolicki Ruch Reformatorski pró­bowały oczyścić chrześcijaństwo z elementów przedchrześcijańskich i pogań­skich. Chociaż średniowieczny Kościół stosował ortodoksyjną ideologię w teorii i praktyce, to był daleko bardziej zainteresowany gromadzeniem majątku i wymuszaniem społecznego posłuszeństwa niż w kierowaniu życiem ducho­wym prostych ludzi. Teraz reformatorzy kładli nacisk na nauczanie europej­czyków lepszego zrozumienia ortodoksyjnej religii chrześcijańskiej. Przez straszenie ludzi opowieściami o diabłach i czyhających na nich niebezpieczeń­stwach, łatwo przekonywali ich do wiary we wszechmogącego Boga, który domagał się dyscypliny, walki i wyrzeczenia się fizycznych przyjemności. Sprzeciwiając się Kościołowi, który więcej uwagi poświęcał gromadzeniu pieniędzy niż nauczaniu Pisma Świętego, Martin Luther zapoczątkował Refor­mację Protestancką. W 1517 roku dał wyraz powszechnemu oburzeniu na Ko­ściół, wywieszając na drzwiach kościoła listę 95 swoich tez. Jego protest zna­lazł poparcie wśród wykorzystywanych wieśniaków i tych, którzy byli orę­downikami uniezależnienia się od Kościoła, a mianowicie bogatych właścicieli ziemskich oraz urzędników, którzy zebrane pieniądze musieli oddawać do Rzymu. Wkrótce ruch protestancki ogarnął Niemcy, Niderlandy, Anglię, Szkocję, królestwa Skandynawskie jak również część Francji, Węgier i Polski. Kościół katolicki odpowiedział swoim własnym ruchem reformatorskim, opie­rającym się na postanowieniach soboru z Trydentu, który zbierał się w latach 1545-1563. Animozje między protestantami a katolikami były zarzewiem sze­regu wojen domowych we Francji i Anglii, oraz krwawej Wojny Trzydziesto­letniej toczącej się na terenach Niemiec, Szwecji, Francji, Danii, Anglii, Nider­landów i Świętego Imperium Rzymskiego reprezentowanego przez Habsbur­gów. Obydwie strony, uważające siebie za chrześcijan, nie stroniły od przele­wania krwi. Na przykład, we Francji 24 sierpnia 1572 roku w masakrze znanej pod nazwą Dnia Świętego Bartłomieja zamordowano 10 000 protestantów. Papież Grzegorz XIII napisał potem do króla Francji Karola IX: „Cieszymy się

82


razem z tobą, że z Boską pomocą uwolniłeś świat od tych podłych herety­ków"'. Protestanci i katolicy byli zgodni co do tego, że chrześcijaństwo po­winno opierać się na ideologii ortodoksyjnej. Protestanci realizowali to przez bliższy związek z Pismem Świętym. Przesłania protestantów, wspierane dru­kowanym słowem, były bardziej spójne i mniej podatne na wpływy starszych wierzeń pogańskich. Większego znaczenia nabrały surowsze doktryny Starego Testamentu. Protestanci uważali, że jednostka powinna zwracać większą uwagę na posłuszeństwo wobec najwyższej woli Boga, a nie na błaganie o jego pomoc, jak wielu nadal to czyni. Jezusa należy postrzegać nie jako istotę ludzką, ale jako część wszechmogącego Boga. Niektórzy protestanci zaprzeczali nawet, że Chrystus przybrał biologiczne ciało człowieka; On był „Boskim ciałem".

Protestanci uważali oddawanie czci świętym i Marii, mające intensywne o­sobiste zabarwienie, za formę bałwochwalstwa pomniejszającego zwycięstwo Jezusa. Twierdzili, że jednostka powinna rozwijać swoje związki z Bogiem jedynie poprzez słowo Pisma Świętego, a nie przez uczłowieczone wyobrażenie Jezusa, Marii, Świętych, czy nawet poprzez symbole wiary. W bardzo podobny sposób do tego, w jaki w IV wieku chrześcijanie niszczyli święte miejsca i wizerunki czczone przez dawne wierzenia pogańskie, tłumy protestantów pod­burzone przez pastorów i za przyzwoleniem władz świeckich, niszczyły wize­runki świętych. Chociaż protestanci gorliwie zaprzeczali konieczności po­średnictwa Kościoła między jednostką a Bogiem, to jednak usunęli większość rzeczy, dzięki którym można było rozwijać bezpośredni i osobisty związek z Bogiem. Katoliccy reformatorzy również osłabili szacunek i cześć oddawane świętym. Teraz święci postrzegani byli raczej jako bohaterowie i przykłady cnót, a nie jako przyjaciele czy dobroczyńcy. Jednakże Kościół katolicki nie­chętnie oddawał część władzy, którą budował przez setki lat. Wiara chrześci­jańska powinna mieć swoje źródło w Biblii, aczkolwiek - jak ogłoszono na soborze trydenckim - Biblię najlepiej wyjaśniały „prace uznanych Ojców Świętych, zgromadzenia, osąd i przyzwolenie Kościoła. Katolicy równie niechętnie pozbywali się rytualnego i sakramentalnego charakteru posług ko­ścielnych. Z drugiej strony, niektórzy protestanci całkowicie odrzucali obrzędy i sakramenty, głosząc, że człowiek powinien doświadczyć Boga bezpośrednio, przez modlitwę lub czytanie Pisma Świętego. Protestanccy kapłani gorliwie wyznawali poglądy świętego Augustyna oraz twierdzenia, że upadek Adama pozostawił człowiekowi wrodzoną słabość, brak możliwości do prawidłowego podejmowania decyzji, przez co całkowicie uzależnił od litości Boga. Zbawie­nie było teraz możliwe tylko dzięki łasce Boga, a nie determinacji jednostki. ,Wolna wola jest niczym innym jak tylko słowem", powiedział w 1518 roku Luter, „Nawet we śnie człowiek grzeszy śmiertelnie". Większość katolików uważała, że chociaż grzech Adama pchnął nas ku złu i osłabił naszą wolną wolę, to jednak nie zniszczył jej całkowicie. W IV Kanonie soboru w Trydencie czytamy:


83



Marcin Luter pali papieską Bullę.

 

 

Sztych przedstawiający masakrę protestantów w  Kalabrii.

 

 

 


 

Masakra protestantów w Dniu Świętego Bartłomieja.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

„Jeśli ktoś mówi, że wolną wolę człowieka porusza i pobudza Bóg, nie  potrafi w ogóle współdziałać przez danie Bogu swojej zgody, gdyż to On  rozbudza i przywołuje człowieka... i on nie może być in­nego zdania,  jeśli tak chce, ale jak martwe stworzenie jest zupeł­nie bezwładny i  bierny, niech będzie przeklęty.”

Chociaż protestanci nie mieli zorganizowanej organizacji hierarchicznej na wzór  Kościoła katolickiego, w celu ustalenia kto był lepszy, nadal stosowali dzielenie ludzi ze  względu na zajmowaną pozycję. Luther uważał, że różnice w płci, klasie  społecznej, rasie i religii określają wyższy lub niższy status człowieka. W 1533 roku  napisał: „Dziewczynki zaczynają szybciej mó­wić i chodzić od chłopców, gdyż zielsko  rośnie szybciej od pożytecznych ro­ślin". W 1525 roku udzielił poparcia  bezlitosnemu stłumieniu Wojny Chłop­skiej, rebelii, w której wybuchu dopomógł jego  własny duch niezależności od Kościoła rzymskokatolickiego. Chociaż Luther nie znalazł biblijnego uza­sadnienia dla eksterminacji Żydów, niemniej uważał, że powinni  być zniewo­leni lub wygnani z ziemi chrześcijan, a ich getta i synagogi spalone.  Twier­dził, że zbuntowanych anabaptystów należy wymordować, co w 1531 roku  usankcjonował publicznie zaakceptowany edykt wittenberskich teologów.

Inni protestanccy przywódcy nie byli bardziej tolerancyjni od niego. Jean Cal­vin,  którego doktryna wyrosła na gruncie prezbiteriańskich poglądów, pisał:

„... to wieczna zasada, dzięki której Bóg decyduje co chce zrobić z  każdym człowiekiem. Nie stworzył wszystkich równymi, ale niektó­rym  wyznaczył wieczne życie, a innym wieczne potępienie.”

W Genewie Kalwin stworzył wyjątkowo represyjny ustrój policyjny, z któ­rego  prawdopodobnie najbardziej zapadł w pamięci fakt spalenia na stosie sławnego lekarza  Michała Serwetusa, skazanego za odmienne poglądy na temat chrześcijaństwa. Uczeń  Calvina, John Knox, skazał na potępienie wszystkich wyznawców innej wiary. Po  rozpadzie jedności protestantów, każda nowo powstała grupa uzurpowała sobie prawo  do jedynej świętej prawdy, odrzucając przy tym wszystkie inne.

Utrzymując swoją wiarę w autorytatywnego Boga, zarówno protestanci jak i  katolicy nakazywali ścisłe przestrzeganie praw boskich, i to wyłącznie w ich własnym  rozumieniu. Kościół katolicki od dawna dysponował odpowiednimi narzędziami  wymuszania posłuszeństwa i kontroli społeczeństwa. Natomiast protestantom  brakowało dobrze rozwiniętego systemu egzekwowania prawa i hierarchii właściwej  Kościołowi katolickiemu, jak również szerokiemu zasię­gowi jego władzy. Zamiast  tego przenieśli na całe państwo zasadę przestrzega­nia moralności. Teraz obok  spełnianych już funkcji świeckich, państwo powin­no dbać o czystość moralną  społeczeństwa; winno stać się „Państwem Boga". Podstawowa komórka społeczna,  rządzona przez ojca rodzina, również otrzy­ -

87


mała nowe znaczenie, stając się mikrokosmosem struktury władzy. Zarówno protestanci jak i katolicy pomniejszali rolę społeczeństwa, traktując je jako łatwy sposób kontrolowania poczynań jednostki przez Kościół i Państwo. Re­formacja była przeciwna zakładaniu jakichkolwiek stowarzyszeń, które w Śre­dniowieczu zaspokajały potrzeby swoich członków organizując różne obrzędy i uroczystości, pomagając biednym czy zakładając szpitale. Popularne święta, niezwykle ważne dla zachowania harmonii i żywotności społeczeństwa, zostały w znacznej części zlikwidowane. Katolicka spowiedź, będąca dotychczas pu­blicznym aktem przebaczenia przywracającym grzesznika społeczeństwu, stała się prywatną sprawą między księdzem a jednostką; w roku 1565 wprowadzono do kościołów konfesjonały . Zmniejszono również rolę rodziców chrzestnych, która dotąd w rytualnej przyjaźni cementowała więzy społeczne. Reformacja zlikwidowała jakąkolwiek możliwość wpływania społeczeństwa na władzę Kościoła, państwa czy patriarchy rodu, oraz zastąpiła niezwykle ważną zgodę społeczną uwydatnieniem boskiego posłuszeństwa i porządku. Dziesięć przyka­zań zajęło miejsce doktryny siedmiu grzechów głównych (pychy, zazdrości, złości, skąpstwa, obżarstwa, lenistwa i rozpusty), która tworzyła rdzeń moral­ności średniowiecznej. Za najgorsze uważano grzechy destrukcyjnie wpływające na zachowania społeczne: pychę, zazdrość, złość i skąpstwo. Najważniej­szymi spośród dziesięciu przykazań stały się te, które podtrzymywały nie har­monię społeczną, ale autorytet rodzinny i obywatelski: „Na honor twojego ojca i matki twojej". W purytańskiej Nowej Anglii niektóre sądy na śmierć ska­zywały młodzież, która przeklinała lub ubliżała swoim rodzicom. Teraz raczej grzech, a nie coś, co niszczyło harmonię społeczną, postrzegano jako nieposłu­szeństwo wobec władzy.

Reformatorzy zauważyli nie tylko fakt, jak niewiele szacunku wzbudzał Kościół, ale także jak bardzo nieświadomi ortodoksyjnego chrześcijaństwa byli zwykli ludzie. W 1547 roku Stephen Gardber opisał zachowanie się wiernych w jednej z parafii w Cambridge: „Gdy pastor podchodził do am­bony, aby wygłosić kazanie, wówczas tłum parafian bez ogródek wychodził z kościoła i udawał się do barów, aby się napić". Historyk Keith Thomas opisuje jak pewnego razu proboszcz w Essex „w 1630 roku wygłaszał ka­zanie o Adamie i Ewie ubrany w wykonane własnoręcznie okrycie z liści figowych, a jeden z parafian głośnym krzykiem domagał się odpowiedzi na pytanie, gdzie on zdobył nici do uszycia takiego stroju" . Poglądy orto­doksyjnych chrześcijan były szczególnie obce wieśniakom. W 1607 roku John Norden pisał:

„W niektórych okolicach, przez które podróżowałem, gdzie byty rozległe nie zagospodarowane pola, góry i wrzosowiska... wyro­sło wiele chat, ludzie mają niewiele zajęć, ryją bardzo ciężko, żywiąc się owsianymi plackami, surową serwatką i kozim mle­ -

88


kiem, mieszkają z dala od kościoła czy kaplicy i są nieświadomi Boga, ryjąc jak dzicy niewierni.”

W okresie reformacji, protestanci i katolicy, walcząc z pogaństwem pro­stych ludzi, koncentrowali się na nauczaniu pojmowania jedynego, niebiań­skiego Boga. W sprzeczności ze swoim własnym rozumieniem Boga objawia­jącego się pod wieloma postaciami, które mogły być doświadczane w każdym aspekcie ich życia, teraz uczyli się rozumieć Boga wyłącznie jako niebiańskie­go Ojca, który nie był już częścią świata materialnego, ani, co gorsza, nie był nim zainteresowany. Życie duchowe, czy związek z Bogiem, nie uznawało przyjemności fizycznych, które często oznaczały nie tylko przyjemne wrażenia, ale po prostu dobrobyt. Pod koniec XVII wieku Tronson posunął się jeszcze dalej, głosząc że:

„Jeśli chcesz być spadkobiercą Jezusa i Raju, to jest, jeśli nie chcesz być przeklęty na wieki, ale na zawsze szczęśliwy w niebie, musisz odsunąć się zupełnie od ludzi i złożyć to w ofierze wieku­istego zapomnienia.”

Ciało fizyczne również powinno zostać odrzucone. Gdy Boga już dłużej nie wiązano ze światem fizycznym, ciało stało się bezbożne. Protestanci i katolicy rywalizowali ze sobą w jak najmniejszym zwracaniu uwagi na swoje ciało, zużywając w swoim życiu minimalne ilości mydła i wody2 . W XVIII wieku jezuici wyjaśniali, że „skromność religijna" jest wystarczająca do uchronienia każdego przed kąpielą, opowiadając przy tym historię człowieka, który sprze­niewierzył się temu nakazowi:

„W jednej z wiejskich zagród pewien młodzieniec, który odważył się wykąpać, utopii się, prawdopodobnie dzięki miłosiernej karze boskiej; może On Bóg chciał takiego strasznego przykładu, na­dając mu rangę prawa.”

Jedno z katolickich kazań, pochodzące z roku 1700 nakazywało „traktować ciało jak śmiertelnego wroga i ujarzmiać je poprzez pracę, posty, noszenie włosieni­cy i inne umartwianie". Przeor Sorbony, Joseph Lambert ostrzegał wieśniaków:

„...musicie uważać na każdy rodzaj dotykania waszych własnych i innych ciał, jakakolwiek w tym swoboda jest najgorszym z grze­chów; chociaż takie lubieżne czynności mogą faktycznie być skrywane, są one obrzydliwe we wszechwidzących oczach Boga, który jest przez nie obrażany i nigdy nie zaniecha najsurowszej kary.”

Mimo, że ortodoksyjni chrześcijanie od dawna głosili, że każdy rodzaj u­prawiania seksu, za wyjątkiem służącego prokreacji, jest grzechem, to więk­ -

89


szość prostych ludzi dowiedziała się o tym dopiero w czasach reformacji. Hi­storia chrześcijańska jest przepojona krytyką seksu. W V wieku święty Augu­styn wysunął pogląd dotyczący nie tylko zagadnienia w jaki sposób grzech pierworodny przechodzi z pokolenia na pokolenie poprzez akt płciowy, ale także, że pożądanie seksualne samo w sobie jest dowodem na brak wolnej woli człowieka. Na przełomie XVI wieku inkwizytorzy głosili, że „Bóg dał diabłu większą władzę nad aktem płciowym, poprzez który przekazywany jest grzech pierworodny, niż nad innymi poczynaniami człowieka". Teraz reformatorzy przejęli te poglądy i nawoływali zwykłych ludzi do odrzucenia seksualnych przyjemności nawet w małżeństwie. Na przykład, popularnym stało się cyto­wanie uwagi Jerome'a, że mąż popełnia grzech, jeśli ma zbyt dużo przyjemno­ści seksualnych ze swoją żoną . W owym okresie odrzucano jakąkolwiek for­mę przyjemności. Katolicki misjonarz, Grignon de Monfort, demaskował miło­sne pieśni, opowiadania i romanse, „które rozprzestrzeniają się jak zaraza... i psują wielu ludzi". Augustynian, słynny osiemnastowieczny duchowny, bez przerwy potępiał popularne rozrywki, gdyż „Publiczne zabawy są sprzeczne z duchem chrześcijaństwa", „Zabawy są tylko niebezpieczną nauką", „Zabawy są źródłem naszej rozpusty". W siedemnastowiecznej Nowej Anglii, w cza­sach, w których purytanie sprawowali kontrolę nad większością społeczeństwa, ostrzegano lub karano młodzież przyłapaną na saneczkowaniu lub pływaniu, a dorosłych na cieszeniu się sobą, gdyż uważano, że mogliby spędzać czas w sposób bardziej pożyteczny. Okazywanie radości w Dniu Pańskim uważane było za o­kropne przewinienie. Prawo Massachusetts z 1653 roku zabraniało niedzielnych spacerów i odwiedzin krewnych, co zdaniem purytan było jedynie stratą czasu. Bawiące się dzieci czy spacerującą młodzież ostrzegano, że zajmuj się „rzeczami, które są wielką hańbą dla Boga i religii, i profanują Dzień Pański" . W 1670 roku w Nowym Londynie John Lewis i Sarah Chapman doprowadzeni zostali przed oblicze sądu za „siedzenie w Dniu Pańskim pod jabłonią w sadzie Goodman Cha­pman". Uwłaczające było także znajdowanie przyjemności w fizycznym pięknie i estetyce. W bastionie purytanizmu, siedemnastowiecznej Nowej Anglii, krzywo patrzono nawet na jakikolwiek rodzaj zdobnictwa; meble i mieszkania charaktery­zowała skrajna prostota. Za grzeszne uważano również ładne stroje. W 1634 roku Sąd Generalny zakazał noszenia ubrań przystrojonych:

„.. jakimikolwiek koronkami, srebrem, złotem czy ozdobnymi na­szyciami... także wszelkimi ażurkami, haftowanymi lub wyszywa­nymi czepkami i przepaskami, wszelkimi złotymi lub srebrnymi pasami, wstążkami, opaskami, kryzami czy woalkami.”

Zakazane było noszenie przez kobiety stroju odsłaniającego ciało. W 1650 roku w Nowej Anglii prawnie zakazano noszenia ubrań z „krótkimi rękawami, gdyż mogłyby zostać odsłonięte nagie ramiona". Chrześcijanie zaczęli uwa­żać, że wszystko, co zwraca uwagę na świat fizyczny jest bezbożne.

90


Świadomość oddzielenia ludzi od zupełnie niebiańskiego Boga doprowadzi­ła w  czasach reformacji do pojawienia się wielkiego poczucia wstydu. Założy­ciel zakonu  jezuitów, Ignacy Loyola głosił:

„Jestem po prostu łajnem, muszę spytać naszego Pana, czy gdy już będę  martwy, moje ciało winno być rzucone na kupę gnoju i po­żarte przez  psy i ptaki... Czyż to nie powinno być pragnieniem ka­ry za moje  grzechy?”

Natomiast Calvin pisał, że:

„Wszyscy jesteśmy zrobieni z błota, a czyż błoto to nie jest bło­tem na naszej sutannie, podeszwach naszych butów, czy w sa­mych butach. Jesteśmy pełni tego, jesteśmy niczym tylko  błotem i brudem, tak wewnątrz jak i na zewnątrz.”

W połowie XVIII wieku Jonathan Edwards, kalwinista z Nowej Anglii, głosił:

„Ty jesteś mała nędzna nikczemną kreaturą; robakiem, zwy­czajnym  „nic " i mniej niż zerem; ohydnym insektem, który żyje w pogardzie  majestatu nieba i ziemi.”

 

Swojej wrodzonej złej naturze człowiek powinien stawić czoła przez dys­cyplinę,  chłostę i walkę z przeciwnościami. Reformatorzy wychwalali dyscy­plinę i walkę jako  miary osobistej pobożności i uduchowienia. Katolicki Ruch Reformatorski dużo uwagi  poświęcał zachowaniu i kształceniu księży, tak aby mogli lepiej nauczać swoich parafian  dyscypliny i praw Wszechmogącego Boga. Pokuta stała się narzędziem unikania  grzesznych zachować, a nie drogą poprawy za grzechy już popełnione. Purytanin,  Cotton Mather, zapewniał o wartości pokuty i powtarzał za Augustynem: „zmusić ich  do wstąpienia", do­dając przy tym swoje słynne powiedzenie „Lepiej wychłostać  batem niż skazać na potępienie".

Życie prawdziwych chrześcijan znaczyły cierpienie i ubóstwo. Dzieło Jezu­sa  pojmowane było nie przez pryzmat jego cudownych uzdrowień czy odważ­nych  wystąpień przeciwko niesprawiedliwości, ale przez jego cierpienie i śmierć na krzyżu.  Kościół wynosił poszczególnych ludzi do rangi świętych, nie ze względu na ich  osiągnięcia, ale na ich cierpienie i męczeństwo. Jak pisał poeta, autor „Pieśni Duszy",  człowiek nie może „poszukiwać Chrystusa bez krzyża" i „cierpienie jest szatą dla tych,  którzy miłują". W XVII wieku Anto­ine Godeau głosił, że „prawdziwy chrześcijanin  z radością przyjmuje boleść cierpienia, gdyż cierpienie jest symbolem prawdziwego  chrześcijanina". Magia lub wiara, że Bóg mógłby mieszać się do życia doczesnego  czyniąc je łatwiejszym stały się w okresie reformacji niezaprzeczalną oznaką  bezbożności. Bóg

91



John Knox, założyciel presbiterianizmu szkockiego. Wierząc, że świat fizyczny jest niegodny Boga, protestanccy reformatorzy odrzucali wszelkie przyjemności : fizyczne, seksualne i estetyczne.

panował z góry i żądał ciężkiej pracy i cierpienia. Jak pisał historyk Keith Thomas, „człowiek zarabiał na chleb przez pot zalewający jego czoło". Ma­gię postrzegano jako arogancką próbę personifikacji Boga. W 1554 roku jeden z reformatorów pytał, „jeśli moglibyście uczynić swoje przyjemności rzeczami odganiającymi diabła i obdzielić nimi zarówno ciało jak i duszę, to czy pragnę­libyście Chrystusa". Zgodnie z żyjącym w XVII wieku Francisem Baconem, należy stronić od wykorzystywania magicznych środków, ponieważ te „wielko­duszne rzeczy, które Bóg ustanowił dla człowieka, aby ten odkupił je za cenę swojej pracy, stają się osiągalnymi przez pewne proste, nie wymagające wysiłku obrzędy". Żyjący w tym samym okresie angielski lekarz, John Cotta pisał:

„Bóg nic nie dal człowiekowi prócz mozolnej pracy i bólu, a sto­sownie do jego pilności, pracowitości, starań, roztropności, prze­zorności i wytrwałości, same dobre rzeczy. On nie stworzył pięk­na i cudów, aby zaspokoić nasze proste potrzeby, ani rozwiązywać zwykłe problemy, czy wykorzystywać je w naszym życiu.”

Dla większej części mieszkańców średniowiecznej Europy były to nowości. Wielu nadal wierzyło w Boga objawiającego się w wielu postaciach, którego można było poprosić o pomoc w przezwyciężaniu kłopotów codziennego życia. Kościół, wcześniej niezdolny do odwrócenia ludzi od takiej wiary, stworzył swój własny system magicznych obrzędów kościelnych. Posiadł cały zasób formuł modlitwy i przywoływania imienia Boga, celem Jego zachęcenia do pomocy w praktycznych problemach świeckiego życia. Wiara w moc wypo­wiadanych słów stała się tak silna, że Kościół sprzeciwiał się nauczaniu pro­stych ludzi rozumienia tego wszystkiego, co powiedział ksiądz. Było to podyk­towane obawą przed wykorzystaniem do własnych celów mocy tych potężnych słów. Wiara ta była tak silna, iż uważano, że krzywoprzysięstwo mogłoby wywołać zemstę Boga. Kościół mógł teraz polegać wyłącznie na szczerości zapewnienia złożonego pod przysięgą na Biblię lub relikwie.

W protestanckiej Anglii wiara w magiczną moc słów była tak silna, że w 1624 roku parlament przyjął ustawę zakazującą przeklinania i złorzeczenia. Protestanci żarliwie występowali przeciwko wyrażanej przez średniowieczny Kościół aprobacie magii. „Papiści", pisał Calvin, „stworzyli pozory obecności magicznej mocy w świętych sakramentach...". Zwolennik Calvina, James Galthill oświadczył, że najohydniejszymi szarlatanami i czarnoksiężnikami na ziemi byli:

„...księża, którzy poświęcali krzyże i popiół wodę i sól, olej, śmietanę, gałęzie i kości, kłody i kamienie; którzy chrzcili dzwony wiszące w wieżach; którzy przeklinali robactwo pełzające na polu; którzy Ewangelię Św. Jana na szyi zawieszali.

93


Protestanci atakowali sakramenty, które nie oznaczały niczego ...poza zwyczajnymi czarami, czarną magia gusłami, sztuczkami kuglarstwem i wszystkim co nic nie znaczy. Biskup mamrocze nad dzieckiem kilka łacińskich słów, zaklina je, kreśli znak krzyża, smaruje cuchnącym olejem, zawiązuje wokół szyi symboliczną chustę, po czym odsyła je do domu.”

W 1634 roku John Canne pisał, że „sakramenty nie były dane przez Boga do używania ich... jako zaklęć i czarów". Magia nie była uważana tylko za coś, co reformatorzy uważali za błędne pojmowanie Boga, ale także stała na przeszkodzie określaniu rangi społecznej danego człowieka. W społeczeństwie przedreformatorskim miejsce człowieka określane było przez jego pozycję w hierarchii Kościoła, oraz jego status rodowy i rycerski. Wraz ze zmniejszaniem się roli Kościoła i arystokracji, sukces finansowy stał się jedynym kryterium wyznaczającym pozycję w boskiej hierarchii.

Dobrobyt uważany był za symbol ciężkiej pracy i duchowego rozwoju. Jed­nakże, taka „purytańska etyka pracy" rozpadła by się, gdyby człowiek mógł osiągnąć dobrobyt przy pomocy magii. Niemniej, wzrost znaczenia sukcesu finansowego nie przekonywał duchownych do zachęcania biednych do porzucenia swojego ubóstwa, czy poprawy własnej doli. Ubodzy ludzie bez protestu znosili materialne niedostatki. Żyjący w XVII wieku kaznodzieja, wyjaśnia że:

Jeśli są ludzie, którzy nadużywają autorytetu władzy i każą płacić tobie nieuczciwe podatki, Bóg pozwala im na to celem wydania Swojego wyroku, ukarze za twoją krzywdę i zło, pomnażając twój majątek.

Pochodzący z XVIII wieku hymn misjonarzy „Odezwa do ludzi pracy", nakłania do cichej zgody na swoje miejsce w życiu. Wiara, że można zmienić swoją sytuację w jakikolwiek inny sposób, a nie dzięki ciężkiej pracy i walce z przeciwnościami, oraz wiara w boską pomoc, wskazuje na zmowę z dia­błem. Reformatorzy głosili, że Bóg jest w niebie a nie na ziemi. Jakakol­wiek nadnaturalna energia w świecie fizycznym będzie zatem tylko robotą diabła i jego demonów. W rzeczywistości, w okresie reformacji najważniej­sza stała się wiara w diabła i strach przed nim. Mamin Luther twierdził, że miał fizyczny kontakt z diabłem i pisał, „wszystko jest narażone na działa­nie diabła, zarówno ciała jak i rzeczy.. ". Zgodnie z jego poglądami „dia­beł żyje i panuje na całym świecie...". Jean Calvin mówił, że prawdziwy chrześcijański święty musiał angażować się w nieustające zmagania z dia­błem, a John Knox nazywał diabła „księciem i bogiem tego świata". Również Katechizm Trydencki odzwierciedlał znaczenie wiary w diabła.

94



Ryc. 7.5. Karykatura papieża wyśmiewająca sakramentalną naturę Kościoła katolickiego była popularna wśród protestantów w Anglii, Holandii i Niemczech. Postać papieża składa się z przed­miotów używanych w obrzędach katolickich. Kapelusz jest przyozdobiony kropidłami, dzwonem kościelnym, usta są otwartym dzbanem do wina, oczy pokryte są świętymi opłatkami, policzki tworzy taca używana przy świętej komunii, bark to liturgiczna księga.

„Wielu wyobraża sobie, że cała ta sprawa jest fikcja gdyż myślą, że sami nie są atakowani. Oznacza to, że są w mocy diabła i po­zbawieni są chrześcijańskich cnót. Dlatego diabeł nie musi ich kusić, jako że ich dusze są już mieszkaniem diabła.”

Wiara w diabelską moc stała się niezbędnym uzupełnieniem wiary w Boga. Protestant, Roger Hutchinson pisał:

„Gdy tam jest Bóg, w co musimy nieugięcie wierzyć, zaprawdę tam także jest diabeł; ale jeśli tam jest diabeł to nie ma pewniej­szego argumentu, mocniejszego dowodu, wyraźniejszego świa­dectwa, że tam jest Bóg."

Inny pisarz podkreślał, że „ten, który potrafi już uwierzyć, że tam nie ma diabła, będzie niebawem wierzył, że tam nie ma Boga...". Podobnie jak kiedyś manichejczycy, zreformowani chrześcijanie uwypuklali wiarę w diabła, tak samo, o ile nie bardziej, niż wiarę w Boga. Na przykład, kate­chizm jezuity Kanizjusza częściej wymienia imię szatana niż Jezusa. Świadomość mocy szatana rosła proporcjonalnie do rozprzestrzeniania się poglądów ortodoksyjnych chrześcijan. Wiara w diabła jest narzędziem wymuszenia strachem posłuszeństwa. Kapłani reformacji nie różnili się od dawnych chrześcijan ortodoksyjnych, którzy strach uważali za niezbędny. W 1674 roku Christopher Schrader przekonywał innych kaznodziejów o konieczności

„...ogromnego strachu przed wszechmocnym i wspaniałym Bo­giem, który wygnał z Nieba zbuntowane anioły i naszych pierw­szych przodków z raju, zniszczył potopem świat i zburzył całe królestwa i miasta.”

Diabeł jest niezbędnym odpowiednikiem takiego „wszechmocnego i wspa­niałego" Boga. Wykonuje Jego karę torturując potępionych na wieki grzeszni­ków. Jest on, jak mawiał o nim król Jakub I „boskim katem". Podobnie jak w przypadku wielu innych doktryn i poglądów ortodoksyjnych chrześcijan, wiara w diabła osłabia siły jednostki. Przypisywanie diabłu wrogości i wielu nega­tywnych cech zdejmowało z ludzi odpowiedzialność za czyny, ale również pozbawiało ich mocy, albowiem jeżeli ktoś jest za coś odpowiedzialny, to musi coś z tym zrobić. Ale jeżeli negacja przychodzi od zewnętrznego diabła, czło­wiek nie potrafi wiele zrobić, lecz kuli się ze strachu lub atakuje tych, którzy są wysłannikami samego diabła. Podobnie jak wiara w brak wolnej woli, wiara w diabła rodzi uczucie słabości, ułatwiając tym samym sprawowanie kontroli nad ludźmi.

Reformacja przyniosła z sobą głębokie zmiany. Władcy i całe narody deklarowali swoją niezależność od papieża. Przemianom podlegały zarówno

96



Demon ognia. Reformatorzy uważali, że Bóg nie jest już częścią fizycznego świata; świat jest królestwem diabła i demonów.

 

 

 

 

średniowieczna struktura społeczna jak i system wartości. Prawdopodobnie najważniejszym faktem jest to, że reformacja zmieniła postrzeganie świata. Świat fizyczny, dotychczas przepojony boskością i stworzony w magiczny sposób, był teraz rozumiany jako obcy Bogu, należący wyłącznie do diabła. Droga rozwoju duchowego znaczona była cierpieniem, walką i karą.


Polowania na czarownice.

Koniec magii i cudów 1450-1750r.

Ruch reformatorski nie nawracał na chrześcijaństwo mieszkańców Europy wyłącznie przy pomocy kazań i katechizmu. Wraz z nim rozpoczął się trwający przez 300 lat okres polowań na czarownice, określony przez R.H. Robbinsona „wstrząsającym koszmarem, najbardziej haniebną zbrodnią i najgłębszym wstydem zachodniej cywilizacji"~, który w ostateczności doprowadził do od­rzucenia wiary w czary. Kościół najpierw stworzył szczegółową koncepcję diabelskich obrzędów i dopiero wówczas rozpoczął prześladowania, likwidując wszelkie odmienne poglądy, podporządkowując jednostkę autorytatywnej wła­dzy i otwarcie oczerniając kobiety. Polowania na czarownice były wybuchem ortodoksyjno-chrześcijańskiego upodlenia kobiet, używając słów św. Pawła, „bezwolnych naczyń". W II wieku święty Klemens z Aleksandrii pisał, „Każda kobieta powinna być przepełniona wstydem przez samo tylko myśle­nie, że jest kobietą". Ojciec Kościoła, Tertulian wyjaśniał dlaczego kobiety zasługują na swój los, jako że są pogardzonym i niższym bytem ludzkim:

„A czy ty wiesz, że jesteś Ewą? Wyrok Boga na pleć twojego rycia w tych czasach: wina także wynika z konieczności rycia. Jesteś diabelską bramą: jesteś obnażycielką tamtego drzewa: jesteś pierwszą zdrajczynią boskiego prawa: jesteś tą która skusiła te­go, którego diabeł nie był w stanie zaatakować. Z łatwością zniszczyłaś boskie odbicie, mężczyznę. Skutkiem twojej zdrady ­jest śmierć - nawet Syn Boży musiał umrzeć”.

Byli i tacy, którzy wyrażali swoje poglądy w sposób jeszcze bardziej otwar­ty. W VI wieku chrześcijański filozof Boethius, pisał „Kobieta jest świątynią zbudowaną na bagnie". W VI wieku na soborze w Macon biskupi głosowali nad problemem, czy kobiety mają dusze, a w X wieku Odo z Cluny głosił, że „Obejmować kobietę to tak jak obejmować wór gnoju...". W XIII wieku

99


święty Tomasz z Akwinu sugerował, iż Bóg popełnił błąd tworząc kobietę, „nic bardziej wadliwego nie było zrobione w pierwszym stworzeniu rzeczy; kobieta nie powinna być wtedy stworzona". Z kolei luteranie rozważali, czy kobiety w ogóle są istotami ludzkimi. Ortodoksyjni chrześcijanie utrzymywali, że kobie­ty odpowiedzialne są za wszystkie grzechy. W biblijnych apokryfach znajdu­jemy, że „kobieta przyniosła początek grzechu i dzięki niej wszyscy musimy umrzeć". Kobiety są często postrzegane jako przeszkoda rozwoju duchowego w kontekście pojmowania Boga panującego wyłącznie w niebie i żądającego wyrzeczenia się fizycznej przyjemności. Inkwizytorzy, autorzy „Malleus Ma­leficanun" („Młot czarownic") wyjaśniają dlaczego kobietom łatwiej stać się czarownicami niż mężczyznom czarownikami:

„Ponieważ kobieta jest bardziej zainteresowana rzeczami natury cielesnej niż mężczyźni"; jako istoty stworzone z żebra mężczy­zny, są „tylko niedoskonałymi zwierzętami”; podczas gdy „męż­czyźni są istotą uprzywilejowana z tych, z których wywodzi się Chrystus.”

Król Jakub I oceniał, że stosunek kobiet do mężczyzn, którzy ulegli pokusie czarów wynosi 20:1. Spośród wszystkich ludzi formalnie prześladowanych za uprawianie czarów, 80-90% to kobiety. Kobiety były pod każdym względem krytykowane przez chrześcijan. W zapisach historycznych czytamy, że w XIII wieku kapłani:

„...z jednej strony potępiali kobiety za... „lubieżną i cielesną pro­wokację" ich strojów, z drugiej zaś, są zbyt przepracowane, za­jęte dziećmi, utrzymaniem domu i przyziemnymi sprawami aby kierować swoje myśli na boskie rzeczy.„

Zgodnie z poglądami dominikanów „kobieta jest zgubą dla mężczyzny, nie­nasyconą bestią, ciągłym pożądaniem, nieustającą walką, codziennym znisz­czeniem, domem nawałnicy... przeszkodą dla modlitwy". Wraz z rozprze­strzenianiem się reformatorskiego żaru, podejrzanym stał się kult Marii. W Średniowieczu uważano, że moc Marii skutecznie uwalnia od zła. Protestanci całkowicie odrzucali Marię, a zreformowani katolicy zmniejszyli jej znaczenie. Modlitwa do Marii stała się oznaką zła. Na Wyspach Kanaryjskich przed obli­czem inkwizycji postawiona została Aldonca de Vargas, gdyż uśmiechała się na dźwięk słowa „Maria". Inkwizytorzy zniekształcili obraz Marii Dziewicy zamieniając jej posąg na narzędzie tortur, wyposażając go w ostre noże i gwoź­dzie, przy pomocy dźwigni ramiona posągu nadziewały na nie ofiarę. Polo­wania na czarownice dowodziły również, jak wielki strach przed erotyzmem kobiet ogarnął niektórych mężczyzn. W znanej książce, „Malleus Malefica­rum", uważanej za podręcznik rozpoznawania i zwalczania czarownic, znajdu­ -

100


jemy fragment opisujący jak czarownice „zbierają wielkie ilości męskich na­rządów, umieszczając po 20-30 członków w ptasim gnieździe...". W pod­ręczniku przytaczana jest opowieść mężczyzny, który po stracie swojego penisa poszedł do wiedźmy, aby go odtworzyła:

„Powiedziała dotkniętemu nieszczęściem mężczyźnie aby wspiął się na pewne drzewo i wybrał z ptasiego gniazda, gdzie znajdo­wało się kilka członków, ten który mu się najbardziej podoba. A kiedy chciał wziąć największy, wiedźma powiedziała: nie możesz wziąć tego, dodając, ponieważ ten należał do księdza.”

W 1621 roku pewien mężczyzna narzekał, „przez kobiet nienasycone, nie­naturalne żądze... który kraj, która wioska nie ucierpiała". Chociaż większość tego, co uważano za magię, była wymyślona przez chrześcijan, to jednak pew­ne elementy odpowiadają starej pogańskiej tradycji. Magia wiązała się, a nawet była uważana za synonim „wróżbiarstwa", które oznaczało nie tylko umiejęt­ności przepowiadania przyszłości, ale także zdobywania wiedzy przy pomocy nadnaturalnej siły. Sugeruje to, że moc taka jest dostępna - co jak głosili ortodoksyjni chrześcijanie, mogło być tylko mocą diabła, od kiedy Bóg nie był już wiązany ze światem fizycznym. Angielskie słowo „witch" (czarownica) pochodzi od staroangielskich słów „wicce" i „wicca", oznaczających męski i żeński pierwiastek w pogańskiej tradycji, która z wielkim szacunkiem odnosiła się do męskiego, żeńskiego i ziemskiego aspektu Boga.

Raczej zamiast Boga, stojącego ponad światem i od niego oddzielonego, w tradycji Wiccan boskość przenikała zarówno niebo jak i ziemię. Tradycja ta odnosi się również do okresu, kiedy społeczeństwa funkcjonowały bez jakiej­kolwiek hierarchii - zarówno o charakterze matriarchalnym jak i patriarchal­nym - oraz bez podziałów rasowych, klasowych, czy ze względu na płeć. Była to tradycja zapewniająca możliwość ludzkiej egzystencji pozbawionej domi­nacji i strachu, czegoś co ortodoksyjni chrześcijanie uważali za niemożliwe. Poglądy, że ludzie mogli żyć bez dominacji i zniewolenia, daleko od idealistycz­nych mistyfikacji, zostały potwierdzone przez nowe badania historii ludzkości.

J. Millaart, M. Gumbutas i R. Eister dowodzą, że ludzkość żyła w spokoju przez 25 000 lat, o wiele dłużej w porównaniu z okresem wojen i zniewolenia trwającym 3500-5000 lat.

Kościół próbował wykorzenić ślady starszego, niehierarchicznego porządku przez zaprzeczanie istnieniu magii, czy czarów poza Kościołem. Prawo Kościo­ła, Canon Episcopi z 906 roku, ogłosiło, że wiara w czary jest herezją. Po przedstawieniu pogańskich obrzędów, w których kobiety ujawniały nadzwy­czajne moce, deklarowano, że:

„Dla niezmierzonego tłumu pospólstwa, oszukanego przez tę fał­szywą opinię, wierzącego, że jest to prawda, to takie poglądy

101


spychają z drogi prawdziwej wiary i mieszają się z grzechem po­gan, gdy twierdzą, że tam jest coś świętego lub jakaś siła poza jedynym Bogiem”.

Niestety, mimo wysiłków, wiara w magię była w XIV wieku nadal tak po­wszechna, że na soborze w Chartres nakazano wyklinanie czarownic w każdą niedzielę, we wszystkich kościołach. Nakaz ten wprowadził Kościół w długo­trwały okres przekonywania społeczeństwa o tym, że kobiety mają wrodzone skłonności do czarnej magii i diabelskich obrządków. W XIII wieku nastąpiła zmiana polityki Kościoła, który teraz nie zaprzeczał istnieniu czarownic, ale zaczął otwarcie uważać je za niewolnice diabła. Praktyki czarnoksięskie nie były już dłużej kojarzone ze starą pogańską tradycją, a czarownice przestały być życzliwymi uzdrowicielkami, nauczycielkami, mądrymi kobietami, czy tymi, które posiadły boską moc. Teraz czarownica stała się złą wysłanniczką diabła. W XII i XIII wieku Kościół zaaprobował przerażający wizerunek po­staci diabła. Obrazy przedstawiające latające na miotłach czarownice po raz pierwszy pojawiły się w 1280 roku. Trzynastowieczna sztuka w obrazowy sposób przedstawiała diabelskie układy, gdzie demony wykradały małe dzieci, i na których nawet sami rodzice oddawali swoje dzieci we władanie diabłom. Kościół przedstawiał czarownice w taki sam sposób, jaki często stosował przy opisach heretyków: „...niewielkie tajemnicze grupy zajęte uprawianiem nie­ludzkich praktyk, obejmujących dzieciobójstwo, kazirodztwo, kanibalizm, bestialski i orgiastyczny seks...". Poza tym rozwinął koncepcje diabelskich obrzędów stanowiących zdumiewająco proste przeciwieństwo zasad i praktyk chrześcijańskich. Podczas gdy Bóg narzucał swoje święte prawa, to diabeł domagał się zawarcia z nim paktu. Na obrazach przedstawiających oddających cześć Bogu, klęczących chrześcijan, stojące na ich głowach czarownice składa­ją hołd diabłu. Sakramenty Kościoła katolickiego stały się odchodami w świątyniach szatana. Podczas czarnych mszy szydzono z wiary i komunii święte . Deklamowane wspak chrześcijańskie modlitwy wykorzystywane były do wy­rządzania zła. W czasie diabelskich posług imitacją eucharystycznego chleba czy hostii była rzepa. Znak na ciele czarownicy, wykonany pazurem lewej ręki diabła, zastępował „świadectwo chrztu" czy obrzędowy stygmat. W przeci­wieństwie do świętych, którzy posiedli dar łez, czarownice nie były zdolne do płaczu. Kult diabła był po prostu parodią chrześcijaństwa. W rzeczy­wistości sam pomysł stworzenia postaci diabła jest charakterystyczny wy­łącznie dla religii monoteistycznej i nie miał żadnego znaczenia w pogań­skiej tradycji Wiccan. Na czarną magię Kościół przeniósł także swój wła­sny system hierarchii. Diabelski „kościół" był zorganizowany dokładnie tak jak Kościół katolicki; jego dygnitarze mogli wspinać się na kolejne szczeble drabiny władzy, osiągając stanowiska biskupa. Julio Caro Baroja wyjaśnia, że:

102



Pochodzący z XV w. Drzeworyt przedstawia Sabat czarownic

 

„...diabeł sprawi że w kościołach i kaplicach rozbrzmiewać za­częła muzyka... i diabły stroili się jak święci. Dostojnicy osiągali pozycje równą biskupowi, a diakoni i kapłani odprawiali msze, używali świec i kadzidła, a ministranci rozpryskiwali wodę. Pod­czas mszy składano ofiary, wygłaszano kazania, błogosławiono odpowiedniki chleba i wina... tak, że nie pomijano niczego, nawet fałszywych męczenników.”

Taki porządek był dokładnym odbiciem organizacji Kościoła i w niczym nie przypominał starożytnego pogaństwa. Dzięki uznaniu zarówno męskiego jak i żeńskiego oblicza Boga oraz jego związku ze światem fizycznym, w tra­dycji Wiccan nie było potrzeby tworzenia ścisłego porządku hierarchicznego. W 1320 roku papież Jan XXII nadał kształt prześladowaniom czarownic, upo­ważniając inkwizycję do ścigania wszelkich przejawów magii. Od czasu uka­zania się papieskich bulli i deklaracji znacznie wzrosła gwałtowność potępiania czarownic i wszystkich tych, którzy „zawarli pakt z diabłem". W 1484 roku papież Innocenty VIII podpisał bullę Summis desiderantes, upoważniając dwóch inkwizytorów, Kramer'a i Sprenger'a do uporządkowania prześladowań czarownic. Dwa lata później opublikowali podręcznik „Malleus Malefica­rum", który doczekał się 14 wydań w latach 1487-1520 i co najmniej 16 mię­dzy rokiem 1574 a 1669. Bulla papieska z 1488 roku nawoływała narody Europy do ratowania Kościoła Chrystusowego, który był „zagrożony przez szatana". Władze kościelne i inkwizycja skutecznie przerobili magię ze zja­wiska, którego istnieniu Kościół dotychczas zaprzeczał, na zjawisko uważane za bardzo realne, przerażające, będące zagrożeniem dla religii chrześcijańskiej i absolutnie podlegające ściganiu. Teraz herezją stała się niewiara w istnienie czarownic.

Jak zauważyli autorzy „Malleus Maleficarum", „wiara w takie rzeczy, jak czarownice jest tak niezbędną częścią wiary katolickiej, że uporczywe jej za­przeczanie graniczy z herezją". Takie wyjątki z Biblii, jak „Nie będziesz ulegał magii w życiu", były często przytaczane na usprawiedliwienie prześla­dowań podejrzanych o czary. Zarówno Calvin jak i Knox uważali, że zaprze­czenie magii jest równoznaczne z odrzuceniem Biblii44. W XVIII wieku zało­życiel Kościoła Metodystów, John Wesley, tak zwracał się do tych, którzy byli sceptycznie nastawieni do istnienia czarów, „zaprzeczenie czarom jest w efek­cie zaprzeczeniem Biblii". Jeden z uznanych prawników angielskich pisał: „Odrzucenie możliwości, powiem nawet rzeczywistego istnienia czarów i cza­rownic, jest równocześnie stanowczym zaprzeczeniem Świata Boga, którego istnienie udowadniają przekazy Starego i Nowego Testamentu".

Prześladowania czarownic umożliwiły przedłużenie istnienia przynoszącej zyski inkwizycji. Inkwizycja pozostawiła po sobie takie ekonomiczne spusto­szenie, że inkwizytor Eumeric wyrażał ubolewanie, iż „w naszych czasach nie

104


ma już więcej bogatych heretyków... szkoda, że taka zbawienna instytucja jak nasza ma niepewną przyszłość". Jednakże, dzięki wpisaniu czarów na listę ściganych prawem przestępstw, inkwizycja zyskała całe rzesze nowych ludzi, od których mogła „wyciągać" pieniądze. Do tego celu wykorzystywano każdą nadarzającą się okazję. Barbara Walker pisze:

„Ofiary obciążane były kosztami sznurów, którymi je wiązano, i drewna, w którym je palono. Każda tortura wykonywana była na koszt ofiar. Po egzekucji bogatej czarownicy inkwizytorzy zwykle sami urządzali sobie bankiet na koszt krewnych ofiary.”

W 1592 roku Ojciec Cornelius Loos pisał, że:

„Nieszczęsne istoty dotkliwymi torturami zmuszane są do przy­znania się do rzeczy, których nigdy nie zrobiły... i tak przez tą o­kropną rzeź zabierane są niewinne istnienia; a dzięki tej nowej 'alchemii' złoto i srebro wyrabiane są z ludzkiej krwi.”

W wielu rejonach Europy procesy czarownic rozpoczęły się dokładnie w momencie ustania ścigania innych rodzajów herezji. Oficjalne uznanie prze­śladowania czarownic pociągnęło za sobą stosowanie przez inkwizycję najsu­rowszych form przesłuchań. Podejrzenie o czary w rzeczywistości wykluczało możliwość uniknięcia kary. Po przejściu przez krzyżowy ogień pytań, ciało ofiary badano starając się stwierdzić obecność znamion charakterystycznych dla czarownic. Historyk Walter Nigg opisuje takie przesłuchanie:

„...była rozebrana do naga, kat ogolił wszystkie włosy na jej ciele celem znalezienia znaku, którym diabeł znaczył swoje kohorty, zwykle znajdującego się w ukrytych miejscach. Brodawki, plamki i znamiona były pewnym dowodem na miłosne kontakty z dia­błem.”

Jeśli u kobiety nie znaleziono żadnych znaków, przesłuchanie mające na celu ustalenie jej winy mogło być nadal kontynuowane. Jedną z metod było wbijanie igieł w oczy podejrzanej. W takim przypadku inkwizytor zasądzał winę, jeżeli znalazł miejsce niewrażliwe na ból .

Przyznanie się do winy wymuszano następnie przy pomocy okrutnych tor­tur, wymyślonych już w pierwszych latach działalności inkwizycji. „Czuję wstręt, gdy bez tortur przyznają się do winy", pisał król Jakub I w swojej „Demonologii". Lekarz zajmujący się uwięzionymi czarownicami opowiada o doprowadzonych do obłędu kobietach:

„...przez częste torturowanie... przetrzymywanie w brudnych i ciemnych lochach... i ciągłe wywlekanie ich na okropne męki, aż do momentu, w którym same zechciałyby zamienić tą okropną eg­ -

105


zystencję na śmierć, raczej skłonne są do przyznania się do każ­dego wmawianego im przestępstwa niż do ponownego wpędzenia ich do ohydnych lochów i oczekiwania na wciąż powtarzające się męki.”

Na stos rzucane były nawet czarownice, które zmarły podczas przesłuchań. Od kiedy wiele stosów zapłonęło na publicznych placach, inkwizytorzy unie­możliwiali ofiarom przemawianie do zgromadzonych tłumów, zakładając im drewniane kagańce lub po prostu ucinając język. W przeciwieństwie do here­tyków i Żydów, których palono żywcem przeważnie wówczas, gdy ponownie powracali do swoich poglądów, czarownice palono już po wydaniu pierwszego wyroku. Do rzadkości nie należały okaleczania narządów rodnych i piersi podejrzanych kobiet. Zgodnie z ortodoksyjnym pojmowaniem boskości, mającej niewiele wspólnego ze światem fizycznym, pożądanie seksualne uważane było za niegodne człowieka. Gdy mężczyźni, szykanując oskarżone o czary kobiety, odkrywali w sobie seksualne podniecenie, twierdzili, że emanuje ono nie z nich samych, ale z czarownicy. Wówczas przy pomocy obcęgów, klesz­czy i rozgrzanego do czerwoności żelaza znęcali się nad piersiami i narządami kobiety. Pewne przepisy zezwalały na seksualne nadużycia pozwalając męż­czyznom, uważanym za „rozpalonych katolików", na odwiedzanie uwięzio­nych kobiet w odosobnionych celach, jednak nigdy nie zezwalano na odwie­dziny kobietom. Mieszkańcy Tuluzy byli tak przekonani o tym, że inkwizytor Foulques de Saint-George stawiał w stan oskarżenia kobiety tylko za to, że podniecały go seksualnie, iż podjęli nie spotykane dotąd i niebezpieczne kroki zbierania przeciwko niemu dowodów.

Terror polowań na czarownice nie znał granic. Kościół nigdy nie traktował dzieci oskarżonych rodziców ze współczuciem, a w stosunku do dzieci cza­rownic postępował szczególnie brutalnie. Dzieci można było również oskarżać o czary: dziewczynki po ukończeniu 9,5 lat, chłopców po 10. Młodsze dzieci torturowano w celu uzyskania zeznań obciążających rodziców. W pro­cesach o czary brane były pod uwagę „zeznania" dwulatków, niemniej nigdy nie były one dopuszczalne w innych przypadkach. Pewien francuski sędzia znany był ze swojej żałosnej wyrozumiałości, gdyż zamiast palenia na stosie podejrzanych o czary dzieci, skazywał ich na karę chłosty wykonywąną w momencie, gdy zmuszano ich do przyglądania się egzekucji ich rodziców .

Czarownice obarczano odpowiedzialnością za prawie wszystkie problemy codziennego życia. Jakiekolwiek zagrożenie rozbicia jednolitości społeczeń­stwa, krytyka władzy i każdy akt sprzeciwu mogły być teraz przypisane dzia­łaniu czarów. Nic więc dziwnego, że w rejonach wrzenia politycznego i kon­fliktów religijnych polowania na czarownice były najczęściej obserwowane. Najostrzejszy przebieg miały polowania na czarownice odbywające się na tere­nach Niemiec, Szwajcarii, Francji, Polski i Szkocji, natomiast w bardziej

106



Tortury kobiet podejrzanych o czary były szczególnie okrutne.

 

jednorodnych, katolickich krajach, takich jak Włochy czy Hiszpania, miały łagodniejszy przebieg. Łowcy czarownic głosili, że „bunt jest jak grzech uprawiania czarów”

W 1661 roku szkoccy rojaliści uważali, że „bunt jest matką magii", na­tomiast w Anglii purytanin William Perkins nazywał czary „najbardziej upor­czywym sługą buntu...". Reformacja przyczyniła się do tego, że ludzie za­częli za wszystkie swoje kłopoty obciążać czarownice. Protestanci i zreformo­wani katolicy uważali, że każda magia jest grzechem, gdyż wskazuje na wiarę w boską ingerencję w świecie fizycznym. Nadnaturalna moc ujawniająca się w świecie fizycznym uważana była za przejaw działania diabła. Wraz z niszcze­niem wiary w magię sprzeciwiającą się złu i nieszczęściu, ludzie pozbawieni zostali jakiejkolwiek formy obrony, poza mordowaniem służebnic diabła ­czarownic. Szczególnie bezbronni poczuli się ludzie w krajach protestanckich, gdzie zakazano wszelkich obrzędów chroniących przed złem, takich jak samo­ukrzyżowanie, kropienie święconą wodą czy wzywanie świętych lub opiekuń­czych aniołów . Do polowań na czarownice najczęściej podjudzali w swoich kazaniach zarówno protestanccy jak i katoliccy kaznodzieje. W 1610 roku w kraju Basków miało miejsce okrutne polowanie na czarownice, które rozpoczę­ło się po kazaniu księdza Fray Domingo de Sardo. „Tu (i tam) nie było ani czarownic, ani czarów, aż do momentu, gdy nie zaczęli o tym opowiadać i pisać", podkreślał człowiek nazywany dzisiaj Salazarem. W Salem, (Massachusetts), polowania na czarownice miały podobny początek i rozpoczę­ły się w 1692 roku po wygłoszeniu przepojonego strachem kazania Samuela Parrisa. Atmosfera strachu stworzona przez orędowników reformacji dopro­wadziła do niezliczonych przypadków mordowania ludzi oskarżonych o czary, i to niezależnie od sądów inkwizycyjnych. Na przykład w Anglii, gdzie sądów takich w ogóle nie było, a polowania na czarownice nie gwarantowały dużych zysków, wiele kobiet zginęło z rąk motłochu. Zamiast przeprowadzania usta­nowionych prawem procedur, gawiedź miała własne metody upewniania się o winie, takie jak „próba wody", która polegała na wrzuceniu związanej kobiety do wody i obserwowaniu czy wypłynie. Woda, jako medium ceremonii chrztu, mogła odrzucić lub potwierdzić winę; jeśli kobieta zanurzyła się pod wodę, uważana była za niewinną, niemniej istniało duże ryzyko, że się utopił. Jak tylko ludzie przyjęli nową wiarę o świecie, jako straszliwym królestwie diabła, za każde nieszczęście zaczęli obwiniać czarownice. Ponieważ całe zło tego świata stworzył diabeł, mogły być za to oskarżane jego wysłanniczki - cza­rownice. Niektórzy uważali, że czarownice posiadają taką samą, o ile nie więk­szą, moc jak sam Chrystus: mogły wskrzeszać zmarłych, zamieniać wodę w wino lub mleko, wpływać na pogodę i poznawać przeszłość i przyszłość. Czarownice były odpowiedzialne za wszystko, od niepowodzenia w interesach do złego samopoczucia. Na przykład, w Szkocji pierwsza kobieta oskarżona została o czary i spalona na stosie, gdyż widziano ją jak głaskała kota, a w tym

108


samym momencie skwaśniało znajdujące się w pobliżu piwo. Teraz czarow­nice przejęły rolę kozłów ofiarnych, którymi dotychczas byli Żydzi. Odtąd każde osobiste nieszczęście, złe zbiory, głód czy zaraza, było ich winą. Wywo­łana przez reformację społeczna wrzawa wzmogła histerię polowań na cza­rownice. Reformacja zmniejszyła ważną rolę społeczeństwa i położyła większy nacisk na czystość moralną jednostki. Społeczna tradycja wzajemnego poma­gania sobie załamała się, wielu ludzi pozbawionych zostało potrzebnego im miłosierdzia. Poczucię winy po odmówieniu pomocy potrzebującej osobie mogło być łatwo przeniesione właśnie na nią, przez oskarżenie jej o czary. Ówczesny pisarz, Thomas Ady opisał podobne zdarzenie wynikające z zanie­chania wykonywania pewnych, dotychczas zwyczajowych, obowiązków:

„Obecnie (gospodarz) oburza się na niektórych, niewinnych bied­nych sąsiadów, że on lub ona, rzucili na niego urok. Od kiedy, mówił taka stara kobieta, zapukała do moich drzwi i poprosiła o pomoc, a ja odmówiłem, Bóg zapomniał o mnie, moje serce zbuntowało się przeciwko niej... a teraz, moje dziecko, moja żona, ja sam, mój koń, moja krowa, moje owce, moja locha, mój wieprz, mój pies, mój kot i cokolwiek jeszcze, są w jakiś sposób dziwnie manipulowane, że ja ośmielam się przysiąc, że ona jest czarownica czy jak to nazwać”

 

Najczęściej ofiarami oskarżeń o czary padały kobiety, które z wyglądu przypominały „stare baby". Jako urzeczywistnienie dojrzałej, feministycz­nej mocy, stara mądra kobieta zagrażała organizacji, która uznawała tylko siłę i dominację jako drogi prowadzące do zdobycia władzy. Kościół nigdy nie uznał wizerunku Matki Ziemi, i to nawet w pierwszym okresie naszej ery, kiedy przyjął powszechnie uznawane obrazy dziewicy i matki do przedstawienia postaci Marii. Chociaż każda kobieta zwracająca na siebie uwagę swoim pięknem, czy też odrażającym wyglądem mogła być posą­dzona o czary, to jednak najczęściej ofiarami takich podejrzeń padały stare kobiety.

Pierwsze podejrzenia padały na biedne, stare kobiety, nawet tam, gdzie po­lowania na czarownice odbywały się pod nadzorem inkwizycji, która mimo wszystko za cel swojego działania wybierała ludzi bogatych.

Stare i mądre uzdrowicielki były najczęstszym celem polowań na cza­rownice. „W obecnych czasach", pisał w 1584 roku Reginald Scot: „w języku angielskim nie ma różnicy między wypowiedzią `ona jest czarowni­cą' a `ona jest mądrą kobietą". W Europie, przed okresem reformacji prości ludzie zwracali się ze swoimi problemami zdrowotnymi raczej do mądrych kobiet lub mężczyzn, a nie do kapłanów, mnichów czy lekarzy. W roku 1621 Robert Burton pisał:

109



Obraz przedstawiający proces kobiety oskarżonej o czary.

 

 


Stare, biedne kobiety były najczęściej oskarżane o czary.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

„zajmujących się czarami jest bardzo wielu; mądrzy mężczyźni, czarownicy i dobre czarownice, jak wołają na siebie, w każdej wiosce, w której jeśli się znajdzie pomagają w prawie wszystkich ułomnościach ciała i umysłu.”

Łącząc znajomość ziół leczniczych z usilnymi prośbami o boskie wsparcie, uzdrawiacze ci leczyli z większym pożytkiem i często skuteczniej niż ktokol­wiek inny. Kapłani reformacji sprzeciwiali się magicznej naturze tego rodzaju uzdrawiania, potępiali ludzi, którzy przedkładali umiejętności uzdrawiaczy nad uznawanych przez Kościół lekarzy oraz moc, którą przypisywano kobietom. Aż do rozpętania się terroru polowań na czarownice większość ludzi nie rozumiała, dlaczego popularnych uzdrowicieli powinni uważać za zło. „Ludzie raczej ich popierają", pisak John Stearne, „i pytają dlaczego każdy człowiek czyniący dobro powinien być przesłuchany". Na początku XVI wieku mnich Bridget­tine opowiadał prostym ludziom: „słuchałem ich, mówiących częstokroć wy­łącznie do mnie... `Panie, mamy dobre zamiary i ufamy dobru, i myślimy, że to dobre i dobroczynne przynosić zdrowie chorej osobie czy choremu zwie­rzęciu...". W 1555 roku Joan Tyny udowadniała, że „zdolność do uzdra­wiania ludzi i zwierząt ma dzięki mocy Boga, którą przekazały jej... wróżki, jest ona boska i dobra...". W rzeczywistości prawdziwe inwokacje wygłasza­ne przez mądre kobiety brzmiały zupełnie jak chrześcijańskie. Na przykład, pochodzący z 1610 roku poemat recytowany w czasie zbierania zioła, werbeny pospolitej, brzmiał następująco:

„Poświęcone bądźcie Werbeny, z ziemi wyrastające. Bowiem na górze Kalwarii znalezione po raz pierwszy, Uleczyłyście naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa i zatamowałyście jego krwawiącą ranę W imię Ojca, Syna i Ducha Świętego wezmę was z ziemi.”

Natomiast w oczach ortodoksyjnych chrześcijan takie uzdrawianie pozwala­ło ludziom decydować o ich własnej drodze życia, zamiast ślepego poddania się woli Boga. Według kapłanów zdrowie powinno pochodzić od Boga, a nie pod­legać działaniom istot ludzkich. Biskup Hall powiedział, „my, którzy nie mamy siły, aby dawać, musimy się modlić...". Sądy kościelne domagały się od klientów czarownic publicznego wyznania, że „szczerze przepraszają za po­szukiwanie pomocy u człowieka i odrzucenie pomocy Boga...". Elżbietański kaznodzieja tłumaczył, że każde uzdrowienie „nie dokonuje się dzięki magicz­nym słowom czy świętym obrzędom, jak to czynią i praktykują papiescy księ­ża, ale przez pokorne błaganie Pana, przez post i modły...". Według Kalwina, żadne leczenie nie może zmienić biegu wypadków już określonych przez Wszechmocnego Boga. Duchowni i uznani przez Kościół lekarze próbowali zastępować uzdrowicieli. Jednak nadal ich pomoc uważano za mało skuteczną w porównaniu z działaniem doświadczonych kobiet - uzdrowicielek. W 1570

112


roku naczelnik więzienia Canterbury polecił uwolnić kobietę, ponieważ „czarownica ta zrobiła więcej dobrego swoimi lekami niż kaznodzieje słowa Bożego, panowie Wood i Pundall...". Pewna postać z „Dialogu o czarowni­cach" pochodzącego z 1593 roku, tak mówiła o mądrej kobiecie: „ona uczyniła więcej dobra w jednym roku niż wszyscy ci uczeni mężczyźni mogliby zrobić przez całe swoje życie...".

Nawet uznani przez Kościół lekarze, których leczenie polegało na prze­czyszczaniu, puszczaniu krwi, okadzaniu, przykładaniu pijawek, skalpelach i toksycznych chemikaliach, takich jak rtęć, nie dorównywali wiedzą zielarską doświadczonym mądrym kobietom. Słynny lekarz Paracelsus pytał: „...czyż doświadczona pielęgniarka nie przewyższa często lekarza" Francis Bacon, który demonstrował swoją niechęć do kobiet, uważał że „doświadczone, stare kobiety" były „w leczeniu wielokroć bardziej skuteczne od uczonych leka­rzy...". Lekarze często przypisywali swoją własną nieudolność po prostu czarom. Jak pisał Thomas Ady:

„Przyczyną jest ignorantiae pallium maleficium et incantatio ­przykrywka dla medycznej ignorancji. Kiedy nie mógł znaleźć przyczyny choroby, mówił że na chorą osobę rzucono czary.”

Gdy choroby nie można było zrozumieć, nawet najwyższe ciało medyczne w Anglii, Royal College of Phgysicians w Londynie, akceptowało wszelkie wyjaśnienia o działaniu czarów. Nic zatem dziwnego, że duchowni uważali uzdrowicielki za najgorszy rodzaj czarownic. William Perkins głosił: „Naj­bardziej straszliwym i obrzydliwym potworem... jest dobra czarownica". Kościół rozszerzył pojęcie czarnoksięstwa na wszystkich, którzy posiadali wiedzę zielarską, a „ci, którzy stosowali zioła wleczeniu, robili to tylko dzięki paktowi zawartemu z diabłem..."

Medycyna ma długą tradycję związków z zielarstwem i magią. Greckie i łacińskie słowa oznaczające leki, „pharmakeia" i „veneficium" wskazują jed­nocześnie na „magię" i „leki". Podstawą oskarżeń o czary stało się posiada­nie ziołowych maści lub olejków.94 Ujawnienie umiejętności leczenia mogło szybko doprowadzić do skazania za uprawianie czarów. W 1590 roku w North Berwick rzucono podejrzenia o czary na kobietę, która leczyła „wszystkich dotkniętych lub cierpiących z powodu jakiejkolwiek choroby czy ułomno­ści". Chory arcybiskup Andrews przywołał do siebie Alison Peirsoun z By­rehill, a gdy ta skutecznie wyleczyła, nie tylko jej nie zapłacił, ale aresztował za czary i skazał na stos. Powodem oskarżenia o czary sławnej szkockiej ko­biety było zwykłe przemywanie wodą jej chorych dzieci. Celem polowań na czarownice stały się również akuszerki. Ortodoksyjni chrześcijanie uważali, że akt odbierania porodu jest pohańbieniem zarówno matki, jak i dziecka. Aby powrócić na łono Kościoła, matka po porodzie powinna być oczyszczona.

 

113



 

Babka zwyczajna stosowana na ukąszenia żmij i ukłucia skorpionów. Jest to jedno z wielu ziół stosowanych przez uzdrawiaczy. Polowania na czarownice zniszczyły zachodnią tradycję zielarską.

 

Obyczaj zwany „wywodzeniem kobiety" obejmował kwarantannę trwającą 40 dni w przypadku urodzenia chłopca i 80 dni jeśli była to dziewczynka. W o­kresie kwarantanny zarówno matka, jak i dziecko uważani byli za pogan. Nie­którzy twierdzili, że kobieta, która w tym czasie zmarła, nie powinna mieć chrześcijańskiego pogrzebu. Do czasów reformacji uważano, że akuszerki są niezbędne do niesienia pomocy, traktowano jednak to zajęcie jako nieprzyjem­ne, haniebną profesję, którą najlepiej pozostawić w rękach kobiet. Wraz z na­dejściem reformacji pojawiła się świadomość posiadania przez akuszerki ja­kiejś „mocy". Zaczęto je podejrzewać o umiejętności zabijania płodu, uczenie kobiet metod zapobiegania ciąży (pisemne dowody na wykorzystywanie ziół o właściwościach antykoncepcyjnych pochodzą co najmniej z 1900 roku przed naszą erą) oraz uśmierzanie bólów porodowych. Znajomość i stosowanie ziół znoszących bóle porodowe uważano za jawną obrazę nakazanego przez Boga bólu narodzin. Zdaniem duchowieństwa kara boska nałożona na Ewę powinna dotyczyć wszystkich kobiet. W Genesis czytamy:

„Powiedział Bóg do kobiety, Ja wielce pomnożę twój smutek i twoje poczęcie; w smutku będziesz sprowadzać dzieci; i pragnąć będziesz swojego męża, i on będzie nad tobą.”

Jak twierdził szkocki duchowny, łagodzenie bólów porodowych będzie „unieważnieniem pierwotnego wyklęcia kobiety...". Podobny sprzeciw wy­wołało wprowadzenie chloroformu pomagającego kobiecie złagodzić bóle porodowe. Jak głosił pewien pastor z Nowej Anglii:

„Chloroform jest kuszeniem szatana, jawną ofertą dla kobiet w błogosławionym stanie; w końcu znieczuli społeczeństwo i odbie­rze Bogu szczere głębokie Łzy, które pomagają w udręce. „

Marlin Luther pisał: „Jeśli [kobieta] zmęczy się lub nawet umrze, to nie ma zna­czenia. Pozwólmy im umierać przy porodzie...". Nic zatem dziwnego, że kobie­ty, które nie tylko posiadły wiedzę medyczną, ale także wykorzystywały ją przyno­sząc ulgę innym kobietom, mogły stać się głównymi podejrzanymi o czary.

Prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się jak wiele istnień ludzkich pochło­nęły polowania na czarownice. Niektórzy przedstawiciele duchowieństwa szczycili się liczbą zgładzonych przez nich czarownic. Na przykład, biskup Wurtzburga przypisywał sobie zgładzenie w ciągu pięciu lat 1900 czarownic, luterański prałat skazał 20 000 czcicielek szatana. Niestety większość danych na ten temat zniszczono. Poza tym jest raczej wątpliwe, aby podobne dokumen­ty sporządzane były przez tych, którzy mordowali niezależnie od sądów ko­ścielnych. Współcześnie ocenia się, że nosiło to znamiona masakry. Barbara Walker pisze, że „kronikarz z Treves odnotował fakt wymordowania przez

IIS


inkwizytorów w 1586 roku, wszystkich kobiet, mieszkanek 2 wiosek, pozo­stawiając przy życiu tylko dwie.  Około roku 1900 nieznany autor pisał:

„Na terenie prawie całych Niemiec stawiano dla czarownic stosy... W Szwajcarii na ich życzenie (inkwizytorów) starto z powierzchni ziemi wiele wiosek. Podróżujący w Lorraine mogli oglądać nie­zliczone ilości pali, do których przywiązane byty czarownice.”

Chociaż formalne prześladowania czarownic szalały mniej więcej od 1450 do 1750 roku, sporadyczne morderstwa kobiet podejrzanych o czary zdarzały się jeszcze do niedawna. W 1928 roku uniewinniono rodzinę węgierskiego wieśniaka oskarżoną o śmiertelne pobicie starej kobiety, którą uważali za cza­rownicę. Swoją decyzję sąd uzasadnił tym, że rodzina ta działała pod „nieodpartym przymusem". W roku 1976 w jednej z małych niemieckich wsi, uboga, stara panna Elizabeth Hahn była podejrzewana o czary i utrzymy­wanie bliskich kontaktów z wysłannikami diabła, przyjmującymi postać psów. Sąsiedzi przeganiali ją, obrzucali kamieniami, odgrażali się, że zatłuką ją na śmierć, spalą razem z domem i wymordują jej zwierzęta. Rok później, we Francji zamordowano starego mężczyznę, oskarżając go o czary. W 1981 roku w Meksyku tłum ukamieniował kobietę, która jak twierdzili, uprawiała jawne czary i namawiała do zabicia papieża Jana Pawła II”

Polowania na czarownice nie miały lokalnego zasięgu i nie były wprowa­dzone w czyn przez kilku zboczeńców; prześladowania czarownic były oficjal­na polityką Kościołów, tak katolickiego jak i protestanckiego. To Kościół wymyślił, że zajmowanie się czarami jest przestępstwem, ustanowił zasady ścigania czarownic i ogłosił, że magia jest zabroniona. Jednakże, po tym jak większość społeczeństwa odrzuciła czary jako iluzję, to wśród samego ducho­wieństwa byli tacy, którzy nadal podkreślali ich wartość.

Pod pretekstem herezji, a następnie czarów, każdy mógł być skazany za krytykę władzy lub chrześcijańskiego postrzegania świata. Polowania na cza­rownice ułatwiały nawracanie Europy na religię ortodoksyjnych chrześcijan. Dzięki terrorowi chrześcijańscy reformatorzy przekonywali prostych ludzi do wiary w jedynego, panującego nad wszystkim, wyłącznie męskiego Boga, uwa­żania magii za zło i do wiary w diabła, którego wysłannikami są najczęściej kobiety. Skutkiem ubocznym polowań na czarownice było przekazanie umie­jętności leczenia wyłącznie w ręce mężczyzn oraz znaczne zniszczenie za­chodniej tradycji zielarskiej. Brutalne zamordowanie wielkiej liczby ludzi oraz działania zmierzające do upowszechnienia wizerunku jedynego Boga uczyniły z okresu polowań na czarownice jeden z najczarniejszych rozdziałów historii ludzkości.


Alienacja przyrody

Chrześcijanizm spowodował, że ludzie odsunęli się od natury. Od kiedy za­częli postrzegać Boga jako jedynego zwierzchnika, oddzielonego od świata fizycznego, stracili swój szacunek do przyrody. W oczach chrześcijan świat materialny stał się królestwem diabła. Społeczeństwo, które dotychczas przez obrzędy związane z porami roku oddawało cześć naturze, zaczęło obchodzić biblijne święta, w żaden sposób nie związane ze zmianami zachodzącymi w przyrodzie. Święta wiele straciły ze swojego uroczystego charakteru i przyjęły nastrój smutku i pokuty. Czas, dotąd uważany, podobnie jak pory roku, za zmieniający się cyklicznie, teraz przybrał charakter ciągły. Odrzucając cy­kliczną naturę życia ortodoksyjni chrześcijanie zaczęli koncentrować się na śmierci, a nie na życiu. W większości biblijnych przekazów przyziemność jest synonimem grzechu. Na przykład Colossians głosił:

„Zatem zniszcz co jest ziemskie w tobie: niemoralność, namięt­ność,  żądze, zawiść, co jest bałwochwalstwem. Z ich to powo­du przychodzi gniew Boga.”

Podobne przesłanie znajdujemy u Jakuba: „To gorzka zawiść i egoizm w twoim sercu] nie pochodzi z góry, ale jest przyziemne, nieduchowe i diabel­skie". Św. Paweł opisuje wrogów krzyża Chrystusa jako ludzi, „których Bóg jest ich brzuchem... którzy myślą o ziemskich rzeczach". Posłanie jest wyraźne: świat jest niegodny Boga. Biblia sugeruje, że to Bóg był tym, który ustanowił wrogość pomiędzy człowiekiem a naturą. Bóg ukarał Adama za zjedzenie owo­cu z zakazanego drzewa poznania i powiedział:

„...przeklętą jest ziemia przez wzgląd na ciebie; w smutku będziesz jadł przez wszystkie dni swojego żywota. Ciernie i osty sprowa­dzą to na ciebie; i będziesz jadł ziele z pól..”

W jaskrawym przeciwieństwie do wcześniejszej tradycji, w której harmonia z naturą była oznaką boskości, ortodoksyjni chrześcijanie uważali, że to Bóg nakazał, aby ziemia stała się obca i wroga. Natura zaczęła być postrzegana jako królestwo diabła. Na wizerunek diabła Kościół wybrał greckiego boga natury,

117


zwanego Pan. Ten rogaty mężczyzna z nogami kozła wiązany był z płodnością przyrody, dawniej był niezbędny dla zapewnienia pomyślności gospodarstw rolnych. Pod jego przewodnictwem żyły w zgodzie wszystkie mityczne ziem­skie istoty: wróżki, elfy i nimfy. Wierzono, że grając na swojej fujarce wypeł­nia czarodziejską muzyką lasy i pastwiska. Jego imię „Pan" oznaczało zarów­no „wszystko" jak i „chleb". Jednakże, po wkroczeniu w nowe tysiąclecie, gdy Kościół zaaprobował wizerunek przedstawiający diabła, oczerniony bóg Pan stał się uosobieniem strachu. Postrzeganie Boga oddzielonego od natury wpłynęło także na sposób, w jaki traktowano zwierzęta. Żyjący w XII wie­ku uczony i filozof, święty Tomasz z Akwinu głosił, ze zwierzęta nie mają życia po śmierci ani wrodzonych praw, oraz że „przez nieodwołalny nakaz Stwórcy ich życie i śmierć należą do nas". Zwierzęta często uważano za wysłanników diabła. W 1991 roku Lewis Regenstein pisze, że

„...przez dziesięć wieków poprzedzających nasze stulecie, odbywa­ły się przesłuchania, tortury i egzekucje (często przez powiesze­nie) setek zwierząt. W takich przypadkach sądy kościelne opiera­ły się na przypuszczeniach, że zwierzęta mogą być wykorzystywa­ne przez diabta.”

Przerażającą wiarę w wilkołaki rozpowszechniła inkwizycja. W 1484 roku papież Innocenty VIII oficjalnie nakazał palenie na stosach kotów domowych razem z czarownicami. Zwyczaj ten był praktykowany przez trwający setki lat okres polowań na czarownice. Wiara, że zwierzęta są pośrednikami diabła doprowadziła do załamania się naturalnej kontroli liczebności popu­lacji gryzoni. Celem ataku gorliwych chrześcijan najczęściej były koty, wilki, węże, lisy, kury i białe koguty. Ponieważ wiele z tych zwierząt po­lowało na roznoszące choroby gryzonie, ich eliminacja wzmogła wybuchy epidemii. Sprawę jeszcze bardziej pogorszyli uznawani przez Kościół lekarze zalecający zabijanie psów i kotów w czasie panowania zarazy, my­śląc że w ten sposób uda się ją powstrzymać. Oczywiście prawda jest zupełnie inna.

Kościół przez setki lat zabraniał okazywania czci naturze. Obrzędy mu­siały odbywać się w pomieszczeniach zamkniętych, oddzielonych od natu­ralnego środowiska. Chrześcijanie zniszczyli otwarte świątynie, a w ich miejsce zbudowali przykryte dachami kościoły. Kościół ostro krytykował oddawanie czci drzewom i źródłom, które w czasie obrzędów były dekoro­wane, a ludzie zapalali im świece. Żyjący w XVI wieku biskup Bragi, Mar­tin pytał „A czymże jest zapalanie woskowych świec na stołach, drzewach, przy źródłach czy na skrzyżowaniach dróg, jak nie oddawaniem czci dia­błu?"

118



Ryc. 9.1. Związany z przyrodą i płodnością grecki bóg Pan stał się w okresie chrześcijaństwa uosobieniem postaci diabła.



Średniowieczny drzeworyt przedstawia typową scenę z opowieści rozpowszechnianych przez Kościół w nadziei nakłonienia ludzi do zaniechania oddawania czci naturze. W takich opowiadaniach chrześcijanie bezkarnie ścinają drzewa w celu podkreślenia, że siły natury podlegają Bogu.

 

W roku 789 Generalna Kapituła Charlemagre zarządziła:

„Co się tyczy drzew, skal i źródeł, gdzie ciemni ludzie stawiają świeczki lub oddają się innym praktykom, oświadczamy wszyst­kim, że jest to najgorsza, obrażająca Boga praktyka, i gdziekol­wiek będą znalezione, zostaną zabrane i zniszczone"”

Różnymi opowieściami próbowano zilustrować, że pierwotna moc drzew, gajów i całej natury podporządkowana była Chrystusowi. Żyjący w V wieku święty Marcin z Tours opowiadał, że gdy stał pod świętą sosną, po tym jak nakazał jej ścięcie, drzewo nagle zaczęło spadać na niego, ale gdy ręką zrobił znak krzyża, drzewo samo uniosło się i upadło z dala od niego. W VIII wieku w Hesse podobny przypadek spotkał misjonarza, świętego Bonifacego. Kiedy ścinał święty dąb, jego pień rozpadł się na 4 równe części, które upadając na ziemię utworzyły znak krzyża. Pochodzący z XII wieku rękopis opisuje scenę, w której niewidoma kobieta przykłada do drzewa topór. Przerażone duchy drzewa unoszą się w powietrzu, a obok kobiety stoi biskup, który błogosławi ją za jej wysiłek. Zamiast ponieść konsekwencje za swój okropny czyn, kobieta ta odzyskuje wzrok. W opowieściach tych, nadnaturalna moc natury podporząd­kowana została chrześcijańskiemu, niebiańskiemu Bogu.

Niemniej jednak, do czasów reformacji i polowań na czarownice, większość ludzi w to nie wierzyła. Nie mogąc ich przekonać o braku związku Boga z przyrodą, wczesny Kościół wprowadził elementy potępianych przez siebie obrzędów w prawie identyczny sposób, w jaki rozwinął magię obrzędów ko­ścielnych, gdy nie można było całkowicie usunąć magii pogańskich rytuałów. Wizerunki archetypowych postaci związanych z płodnością, zwykle przedsta­wiających mężczyzn z rogami, czasami pokrytych liśćmi i rozwijającą się ro­ślinnością, znalazły swoją drogę do chrześcijańskiej ikonografii i zdobnictwa rękopisów. Liście stały się częstym motywem w sztuce chrześcijańskiej. Drze­wa, które tradycyjnie darzono szacunkiem, zaczęły się często pojawiać na ko­ścielnych dziedzińcach.'4 Znajdujące się wewnątrz kościołów rzeźbione ko­lumny przypominały pnie drzew, a być może nawet mityczne drzewo życia. Aby przyciągnąć do siebie ludzi, którzy w dalszym ciągu okazywali szacunek naturze, Kościół w sposób bardzo obrazowy wprowadził ideę walki z diabłem.

Święta

Kościół przejął również odprawiane co roku pogańskie obrzędy i święta, u­trzymując że są to święta chrześcijan. Ludzie podkreślali znaczenie pór roku poprzez obrzędy i rytuały, które integrowały ich życie z cyklicznymi zmianami

121


zachodzącymi w przyrodzie. W nadziei osiągnięcia łatwiejszej akceptacji i uznania dla nowej religii Kościół ustanowił daty świąt chrześcijańskich zbiega­jące się z terminami obrzędów pogańskich. Chociaż tradycyjna wymowa więk­szości tych świąt nie miała nic wspólnego z ortodoksyjnym chrześcijaństwem, Kościół przeważnie tolerował stare obrzędy, jako że wykorzystywał je do na­uczania ich nowego, tym razem biblijnego, znaczenia. Dopiero w okresie re­formacji ortodoksyjni chrześcijanie głosili, że dawne, skierowane ku naturze znaczenie świąt winno być odrzucone. Zarówno zmiany pór roku, jak i one same, miały wielkie znaczenie dla życia prostych ludzi. Przesilenie zimowe, najkrótszy dzień roku, było czasem odradzania, często symbolizowanym przez narodziny męskiej postaci płodności, a odpowiadające początkowi nowego roku w kalendarzu słonecznym. Pełnia zimy, środek okresu między przesile­niem zimowym a wiosennym zrównaniem dnia z nocą, był czasem powstawa­nia nowego życia. Wiosna była przedłużeniem płodności, kiedy to słońce i ziemia jednoczyły się dla późniejszego zbierania obfitych plonów i bogatych polowań. Energia słońca przekształcała się w plony, przez całą jesień, począw­szy od przesilenia letniego. Środek lata i jesienne zrównanie dnia z nocą były czasem obchodów dorocznych świąt plonów. Koniec roku, gdy pola leżały już odłogiem a ziemia wydawała się martwą, pełnia jesieni, był czasem oddawania czci śmierci i przemijaniu.

Po przejęciu tych obrzędów jako chrześcijańskich Kościół usiłował zdobyć posłuszeństwo i wykorzystać ich żywotność do własnych celów. Mimo, że nic nie wskazywało na rzeczywisty czas urodzin Jezusa, fakt ten najłatwiej kojarzył się z obrzędami zimowego przesilenia. Na przykład, rzymskie obchody dnia urodzin boga słońca, Mitry, odbywają się również 25 grudnia.

W starożytnym Egipcie i Syrii obrzędy odbywały się w czasie przesilenia zimowego. Uczestnicy takich obrzędów wchodzili do wnętrza świątyni w kształcie łona, gdzie o północy zaczynali wrzeszczeć „Dziewica wydała na świat! Świeca zapłonęła!" Chociaż Tertulian, św. Augustyn i papież Leon I przestrzegali przed obchodzeniem tego rodzaju świąt," Kościół ustanowił święto Bożego Narodzenia właśnie w czasie zimowego przesilenia. Moment narodzenia boga słońca dokładnie odpowiada narodzinom Syna Bożego. Egip­skie obchody święta narodzin Ozyrysa, uosobienia męskiej płodności, przypa­dające na okres przesilenia zimowego w dniu 6 stycznia, stały się chrześcijań­skim świętem Trzech Króli, Kościół głosił, że podkreśla doniosłość objawie­nia boskości Jezusa. Poza tym, duch świąt Bożego Narodzenia i Trzech Króli uosabia ponadczasowy charakter obchodów przesilenia zimowego. Różnice między nimi są spowodowane raczej przez różnice w kalendarzu, niż w ich znaczeniu; kalendarz egipski jest opóźniony o 12 dni w stosunku do kalendarza juliańskiego. Z tego samego powodu daty obchodzenia wielu współczesnych świąt przypadają dokładnie w momencie przesilenia, zrównania dnia z nocą czy pełni sezonu. Sposoby przedstawiania czasu różnią się znacznie

122


 


między sobą. Nasz obecny kalendarz nie był wprowadzony w Anglii do roku 1751, w Rosji do 1919, w Chinach do 1949. Swoją drogę do chrześcijaństwa znalazły również obrzędy, których obchody przypadały na pełnię zimy. Czy obchodzono je 2 czy też 14 lutego, poświęcone były boginiom Brigit i Wenus, które opiekowały się sztuką, poezją, uzdrowicielami, ogniem i mądrością, a stały się chrześcijańskim świętem Matki Boskiej Gromnicznej. Jednakże, wraz z upływem czasu święto straciło swoje znaczenie, jako święto poświęcone twórczości i inspiracji i w końcu stało się obchodami czterodniowego okresu oczyszczania Marii po przyjściu na świat Jezusa.

Kościół zaadaptował obchody wiosennego zrównania dnia z nocą jako Wielkanoc. Dotychczas świętowano narodziny i powrót słońca, obchody po­wrotu Syna Bożego nie wymagały wprowadzenia większych zmian. W rze­czywistości obchody Świąt Wielkanocnych były tak podobne do starszych

123


obrzędów - szczególnie tych, które dotyczyły wskrzeszenia babilońskiego Adonisa, greckiego Apolla i rzymskiej Attis - że wyniknął z tego ostry spór z poganami utrzymującymi, że obchody chrześcijańskich Świąt Wielkanocnych były fałszywą imitacją starożytnej tradycji. Palenie ognisk w czasie wiosen­nego zrównania dnia z nocą, początkowo zakazane przez Kościół, znalazły w IX wieku swoją drogę do oficjalnej liturgii jako ognie Wielkanocne. Przetrwa­ły także związane ze świętem wiosny symbole płodności, takie jak jaja i zając. Wraz z rozprzestrzenianiem się chrześcijaństwa uroczystości związane z wio­sną i latem stopniowo traciły swoje pierwotne znaczenie. Obchody panowania wiosny stały się Zielonymi Świątkami i nie dotyczyły już poszanowania płod­ności, ale rzeczy bibilijnych i świętowania narodzin Kościoła. Uroczystości przesilenia letniego nie odnosiły się już dłużej do kulminacji promieniowania słonecznego, ale raczej czciły świętego Jana, który ochrzcił Chrystusa. Święta przypadające na środek lata zostały poświęcone Marii Dziewicy, Dzień Wnie­bowzięcia Marii Dziewicy. Uroczystości związane z jesiennym zrównaniem dnia z nocą stały się Dniem św. Michała (święto archanioła Michała, zwycięzcy szatana). Podziękowania za plony i błogosławienie ziół, gór czy oceanów nadal pozostawały częścią świąt obchodzonych jesienią. Do dnia dzisiejszego ka­pliczki poświęcone Marii przyozdabiane są kłosami, przypominając stare po­gańskie figury wykonywane ze zbóż.

Pełnia jesieni, koniec rocznego cyklu ziemi, uważany byk za czas, kiedy za­słona oddzielająca świat życia od świata śmierci staje się bardzo cienka. Mimo prób Kościoła zmierzających do zakazania obchodów tego święta, od IX wieku przeniesiono je jednak na 1 listopada. Starsze, zorientowane na przyrodę obrzę­dy odnoszące się do tej pory roku, przetrwał w postaci świeckiego święta Halloween (wigilii Dnia Wszystkich Świętych).

Poganie obserwowali również zmiany faz księżyca. Często uroczystości z nimi związane dotyczyły żeńskiego wizerunku Boga. Chrześcijańscy teologo­wie potępiali świętowanie faz księżyca, zwane La Luna, uważając je za głupotę lub „obłąkanie", a święty Augustyn traktował kobiece tańce ku czci „nowego" księżyca jako „zuchwalstwo i niegodziwość". Jednakże, gdy Kościół nie zdołał ich zlikwidować, włączył je, podobnie jak inne obrzędy, do chrześcijań­skiego kalendarza świąt, zwykle pod płaszczykiem kultu Marii. Kościół for­malnie uznał następujące święta: 8 grudnia (dzień, w którym święta Anna po­częła Marię; 8 września (dzień przyjścia na świat Marii); 25 marca (zwiasto­wanie nadejścia Jezusa); 2 lub 14 lutego (dzień oczyszczenia Marii); 15 sierp­nia (wniebowzięcie Marii). O wiele liczniejsze były nieoficjalne uroczystości Maryjne.

124



Ryc. 9.3. Oddawanie czci żeńskiemu pierwiastkowi boskości w czasach przedchrześcijańskich zamienione zostało na kult Marii Dziewicy i związane z nim święta.

Uroczystości

Chociaż adaptacja uroczystości poświęconych naturze pomogła przyciągnąć ludzi do Kościoła, charakter obchodów tych świąt byk sprzeczny z ascetyzmem i powagą ortodoksyjnych poglądów. W XVI wieku Guillaume Briconnet prze­strzegał: „święta nie są dla przyjemności ciała, ale dla zbawienia duszy; nie dla śmiechu i swawoli, ale dla oczyszczenia".

 Wraz z nastaniem okresu reformacji Kościoły, protestancki i katolicki pod­jęły próby zakazania nie tylko praktyk związanych z naturą, ale także znisz­czenia ducha radości, który towarzyszył tym świętom. Święta stały się wyłącz­nie oddawaniem czci faktom biblijnym, które nie miały żadnego związku ze zmianami pór roku. Kościół postrzegał pogańskie praktyki jako te, które wyra­żały zarówno radość jak i związek z naturą. Oddawanie czci naturze było tak ściśle związane z wyrażaniem radości, że święty Augustyn określał je słowem „radowanie się", pochodzącym od „ jubilus", pieśni nuconej przez ludzi u­wielbiających wino i oliwki. W IX wieku synod w Rzymie ogłosił, że „wielu ludzi, w większości kobiety, przychodzi w niedzielę i święta do kościołów nie po to, aby uczestniczyć we mszy świętej, ale aby potańczyć, śpiewać pospolite pieśni i robić inne pogańskie rzeczy". W Catechisme de Meaux znajdujemy opis pogańskich praktyk:

„Taniec wokół ogniska, zabawa, post, śpiewanie prostackich pio­senek, wrzucanie roślin do ogniska, zbieranie ziół przed północą lub przed śniadaniem, przyozdabianie się roślinami, przechowy­wanie ich przez cały następny rok, przechowywanie głowni i po­pioiu z ogniska, i tym podobne...”

Taniec był szczególnie obraźliwy dla ortodoksyjnych chrześcijan. W VI i VII wieku religijne tańce zostały zakazane jako zbyt zmysłowe, sprawia­jące zbyt dużą radość kobietom. Inkwizytorzy uważali, że tańczą tylko kobiety i wysłannicy diabła. Dla purytańskich pastorów z Nowej Anglii, którzy w 1684 roku wydali broszurę „Strzała wyciągnięta z biblijnego koł­czanu, przeciw obraźliwym i bezładnym tańcom", uważali taniec za o­znakę duchowego upadku. Osiemnastowieczny hymn misjonarzy ostrzegał, że szatan:

„...prześlizguje się między ciałami tańczących mężczyzn i dam, trzymając ich w sidłach jego gorących, miłosnych płomieni.”

Z pewnością nie wszyscy chrześcijanie zgadzali się z poglądami ortodok­sów. Na przykład, w „Dziejach Jana" Jezus tańczy i mówi:

126


„Jako, że Wszechświat należy do tancerza, On, który nie tańczy, nie wie co się dzieje. Teraz, jeśli pójdziesz za moim tańcem, uj­rzysz we mnie samego siebie.”

Dla ortodoksyjnych chrześcijan ani natura, ani fizyczna przyjemność nie są przesiąknięte obecnością Boga; należą do diabła. Zmysłowe przyjemności Ko­ściół długo uznawał za niegodne Boga. Jak w XII wieku głosił biskup Chatres, Sir John z Salisbury:

„Kto raz sprzeciwi się odrzuceniu zmysłów, będzie pochwalał zmysłową przyjemność, która jest niedozwolona, będzie pławił się w sprośności, a czyż nie jest czymś, co ludzie piętnują i co Bóg niewątpliwie potępia?”

O obchodach świąt, w czasie których miały miejsce takie zabawy i przy­jemności pisał w 1657 roku biskup Autun - „Z obawy przed pomnożeniem okazji do grzechu,- nie jest stosowne zwiększanie ilości obowiązujących świąt...". Wraz z reformacją przyszło żądanie ukrócenia lub zniesienia uro­czystego, zorientowanego na naturę, charakteru świąt. Radość i zabawę uważa­no za niestosowne dla chrześcijan zaangażowanych w codzienną walkę z dia­błem. Ortodoksyjni chrześcijanie chcieli zakazać zabaw ludowych, tańców niedzielnych, gry na dudach i skrzypcach podczas uroczystości weselnych w kościołach, rozrzucania ziarna i rozdawania jałmużny biednym, jako „zabo­bonne i pogańskie". Według sędziów i pastorów Nowej Anglii uroczystości zaślubin nie powinny kończyć się „rozpustą czy bezwstydną rozwiązłością”. W 1639 roku prawnie zakazano zwyczaju wznoszenia toastów i picia „na zdrowie", traktując go jako „obrzydliwe" pogańskie praktyki. Nikt nie po­winien po nabożeństwach udawać się do tawerny, a związane z przyrodą uro­czystości, takie jak podziękowania za zbiory, nie powinny przeradzać się w hulaszcze zabawy. W 1647 roku angielski parlament ustanowił, że Boże Na­rodzenie, obok innych pogańskich świąt, nie powinno być obchodzone. Ustawą z 1652 roku ponownie nakazano, że „ 25 grudnia nie będzie obchodzone święto pospolicie nazywane Bożym Narodzeniem; dlatego zgodnie z tym nie będzie żadnych uroczystości w kościołach". W dniu Bożego Narodzenia otwarte były targowiska i sklepy. W Nowej Anglii, gdzie obchodzenie tych świąt uważano za przestępstwo i było zakazane aż do drugiej połowy dziewiętnastego wieku, osoba przyłapana na obchodzeniu Bożego Narodzenia podlegała karze chłosty lub była zakuwana w dyby. W dniu Bożego Narodzenia właściciele fabryk zmieniali godzinę rozpoczęcia pracy na 5 rano i grozili wyrzuceniem tych, którzy się spóźniali. Jeszcze w 1870 roku w Bostonie uczniowie, którzy nie przyszli w dniu Bożego Narodzenia do szkół publicznych byli oficjalnie wyrzucani ze szkoły. Z obchodów świąt usuwane były elementy odnoszące się do przyrody.

127


Ortodoksyjni chrześcijanie położyli kres kościelnym procesjom odbywającym się wokół wsi i pól, których intencją było błogosławienie plonów, prośby o zmianę pogody czy ochronę przed szkodnikami. Zakazali przynoszenia do kościołów gałązek, liści i kwiatów. W dodatku, z roku 1683, do rozporządze­nia diecezji w Anney, czytamy:

„...nakazujemy ludziom, pod groźbą ekskomuniki, zaniechania i całkowitego porzucenia zapalania pochodni i ognisk w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu... i maskarad... które są jedynie ha­niebnymi reliktami pogaństwa.”

Wysiłki podejmowane w celu zlikwidowania praktyk pogańskich koncen­trowały się na odrzuceniu radości i oddawaniu czci zarówno przyrodzie jak i kobiecej energii. Nic w tym nie było dziwnego, gdyż posągi i wizerunki wy­obrażające naturę często miały silne zabarwienie seksualne. Francis Bacon, którego celem było „określenie siły i wyższości ludzkiej rasy nad wszechświa­tem" często używał do tego obrazowych opisów. Rupert Sheldrake w swojej książce „Odrodzenie Natury", pisze:

„Używając metafory pochodzącej z ówczesnych metod przesłu­chań i torturowania czarownic, (Francis Bacon) uważaj że na­tura eksponuje samą siebie wyraźniej dzięki doświadczeniom i niepokojom sztuki (technicznej pomysłowości) niż, kiedy pozo­stawiona jest samej sobie. Tajemnice natury były wyjaśniane i zgłębiane w świetle praw inkwizycyjnych. Przyroda była „wyko­rzystywana ", „zniewalana " i w końcu uczyniono z niej „niewol­nicę". Ona to, poddana „szczegółowej analizie" przez mecha­niczną sztukę i rękę człowieka, mogła być „wyrzucona z jej natu­ralnego stanu i zgnieciona", ukształtowana tak, że „ludzka mą­drość i siła pozostała jedyną ".

Natura została pokonana. Smutek i sroga powaga zaczęły charakteryzować chrześcijan. Już w XII wieku opat Deute, Ruppert próbował bronić ponurej atmosfery chrześcijańskich świąt:

„Post nie czyni nas posępnymi i nie zasmuca serc naszych, ale ra­czej rozjaśnia uroczystość przybycia Ducha Świętego; dla słody­czy Boskiego Ducha czyni wstrętną przyjemność ziemskiego ja­dła...

128



W okresie Reformacji ortodoksyjni chrześcijanie znieśli zabawy i uroczystości. W niektórych krajach zakazane było nawet Boże Narodzenie, obok innych pogańskich świąt.

Od osiemnastego wieku słowa „nuda" i „pobożność" uważane były za sy­nonimy. W 1746 roku Diderot opisał najwyższą chrześcijańską „zgryzotę":

„Co za lamenty! Co za wycia! Co za jęki! Któż uwięził wszystkie te pogrążone w smutku trupy? Jakie przestępstwa popełnili wszyscy ci nieszczęśnicy? Jedni tłuką się kamieniami w piersi, inni kale­czą ciała hakami, uderzając się w piersi żelazem; skrucha, ból i śmierć kryją się w ich oczach...”

Pewien żyjący w okresie reformacji mężczyzna twierdził, że „nigdy już nie było tak wesołej Anglii (jak za czasów Tudorów-przyp. tł.) od kiedy zmuszeni zostaliśmy do chodzenia do kościoła"

 

Czas

Chrześcijanie popierali nową koncepcję pojmowania czasu, który nie miał żadnego związku z cyklami natury. Aż do okresu reformacji większość ludzi rozumiała cykliczną naturę czasu. Jednakże chrześcijanie przyjęli pogląd świę­tego Augustyna o liniowym charakterze czasu. Augustyn opisał pogańską teorię cyklicznej zmienności, circuitus temporum, jako:

„...udowadnianie, z pomocą którego niewierny usiłuje podkopać naszą prostą wiarę, zwieść nasz prostej drogi i zmusić nas do chodzenia razem z nim w kółko.”

Podobnie jak teoria reinkarnacji, idea cyklicznego czasu zaprzeczała nie­zwykłości i celowości istnienia Jezusa Chrystusa. Jeśli czas krąży w kółko, dostarczając powtarzalnych okazji do wzrostu i zmian, wówczas duch życia Jezusa i zmartwychwstanie mogłoby być teoretycznie doświadczane przez każdego w dowolnym momencie, bez względu na sukcesję apostołów czy hie­rarchiczny porządek.

Poza tym, jeśli czas ma charakter cykliczny, życie mogłoby nie polegać na jedynej właściwej odstraszającej szansie wyrażenia skruchy lub, co gorsza, wiecznego potępienia, ale raczej na nieograniczonych możliwościach do rozwo­ju bliższego związku z Bogiem. Sprawowanie kontroli nad ludźmi jest trudniej­sze, gdy wierzą, że istnieje wiele metod i sposobów powrotu do Boga, a nie tylko ta jedna, oferowana przez Kościół. Chrześcijańscy reformatorzy szydzili z wiary i obrzędów związanych z koncepcją cyklicznego charakteru czasu. Sprze­ciwiali się również wierze w szczęśliwe i pechowe dni; uważano na przykład, że nie należy brać ślubu w czasie ubywania księżyca, czy, że grzech jest cięż­ -

130


szy, gdy popełniony zostanie w dzień świąteczny. Czas powinien płynąć nie­przerwanie, bez regularnych zmian pór roku; w ciągu roku, po każdych sześciu dniach roboczych powinien następować dzień świąteczny, wolny od pracy. Pewna purytańska postać w ówczesnej komedii, mówi:

„... do szaleństwa prowadzi Myśl o innym dniu, niż kolejne święto...”

W 1667 roku wynaleziono zegar z wahadłem i jest on dowodem wiary, że minuty mają niezmienny czas trwania. Od 1714 roku koncepcja jednostajności i liniowości czasu stała się na tyle znana człowiekowi piszącemu o wierze w szczęśliwe i pechowe dni, że „pewne słabe i ciemne osoby mogą, być może, obserwować takie rzeczy, ale ludzie myślący gardzą nimi...". Tak jak w przy­padku innych poglądów głoszonych przez ortodoksyjnych chrześcijan, kon­cepcja liniowości czasu została zaadoptowana przez prostych ludzi dopiero w czasach reformacji.

 

Śmierć

Ortodoksyjni chrześcijanie odrzucili również cykliczny charakter fizyczne­go życia. Święty Paweł jawnie demonstrował swoją pogardę dla idei cykliczne­go życia: „wtedy, kiedy pojawia się żądza, przynosi grzech: a grzech, gdy jest spełniony, przynosi śmierć". Poprzez podsycanie niechęci do seksu, porodu i ciała fizycznego, ortodoksyjni chrześcijanie zwrócili baczniejszą uwagę na śmierć, traktując ją nie tylko jako narzędzie wywoływania strachu, ale również jako koniec, sam w sobie. Chrześcijańscy teologowie rozumieli seks, a w każ­dym razie dopuszczali jego istnienie, jeśli uprawiany był wyłącznie w celu prokreacji - w innym przypadku był śmiertelnym grzechem. Ponadto uważali, że rodzenie dzieci jest aktem bezbożnym. Kościół, razem z uznawanymi przez niego lekarzami, traktowali z pogardą położnictwo. Kobieta, która zmarła w czasie porodu lub połogu czasami grzebana była bez chrześcijańskiego obrząd­ku. Oczyszczanie kobiety przez 40-80 dni po porodzie, było uważane za niezbędne, jeśli miała być z powrotem przyjęta na łono Kościoła i chrześcijań­skiego społeczeństwa. Nawet Maria Dziewica - zdaniem niektórych - potrze­bowała oczyszczenia po wydaniu na świat Jezusa. Ortodoksyjni chrześcijanie zachęcali do odrzucenia samego ciała fizycznego, uważając, że Boga nie można znaleźć w świecie fizycznym. Paweł pisał „dlatego jesteśmy przeświadczeni, wiedząc o tym, że póki jesteśmy w cielesnym domu, jesteśmy z dala od Pa­na". Biblia utrzymuje, że prawdziwe, duchowe życie ma miejsce tylko wów­czas, gdy człowiek oddzieli się od fizycznego ciała: „Albowiem, jeśli wy żyje­cie w ciele, umrzecie: ale jeśli wy, poprzez Ducha, upokorzycie uczynki ciała,

131



Ponieważ ludzie w czasach Reformacji zaczęli postrzegać liniową, a nie cykliczną naturę czasu, stał się on niezależnym nadzorcą, żądającym, aby dany moment wypełniony był określonym zadaniem i obowiązkiem. Szesnastowieczny sztych w alegoryczny sposób przedstawia czas nagradzający pracę i karcący lenistwo.

będziecie żyć", „Albowiem istotą ciała jest śmierć, a istotą ducha życie i spokój". Życie fizyczne jest równoznaczne z grzechem i duchowym upad­kiem, natomiast fizyczna śmierć i wyparcie się fizycznego dobrobytu sprowa­dzają życie duchowe.

Ignorowanie ciała fizycznego cechowało życie ortodoksyjnych chrześcijan od czasów upadku Imperium Rzymskiego; akwedukty, łaźnie, higiena zostały wzgardzone i zapomniane. Protestanci i zreformowani katolicy prześcigali się w zaniedbywaniu higieny ciała. Kapelan króla Polski głosił:

„Pójdźcie za przykładem Naszego Pana i znienawidźcie swoje dała; jeśli kochacie je, starajcie się odrzucić to, celem dostąpie­nia zbawienia, jak mówi Pismo Święte, jeśli chcecie mieć z nim spokój, wciąż bądźcie uzbrojeni, wciąż podejmujcie walkę z nim; traktujcie je jak niewolnika lub wkrótce sami staniecie się nie­szczęśliwymi jego niewolnikami.”

W świecie ortodoksyjnych chrześcijan popularne słowo „cielesny", ozna­czające po prostu „przywiązanie do ciała", przyjęło znaczenie grzechu i nie­moralności. Ortodoksyjni chrześcijanie często twierdzili, że śmierć nie jest naturalną częścią życia, ale raczej karą. Święty Augustyn zgadzał się, że śmierć egzystuje wyłącznie jako kara za grzechy:

„Dlatego musimy powiedzieć, że pierwsi ludzie byli rzeczywiście tak stworzeni, że jeśliby nie zgrzeszyli, nie doświadczyliby żadne­go rodzaju śmierci; ale że zgrzeszyli, zostali tak ukarani śmier­cią, że ktokolwiek powstał z ich rodu, także musi być ukarany ta­ką samą śmiercią.”

„...dlatego wśród wszystkich chrześcijan, którzy prawdziwie od­dali się wierze katolickiej, istnieje zgoda, że jesteśmy skazani na śmierć ciała, nie przez prawo natury, przez które Bóg nie zestal śmierci na człowieka, ale przez Jego sprawiedliwe ukaranie za popełniony grzech...”

Jako że Augustyn zgadzał się z twierdzeniem, iż grzech wywołuje seksualne pożądanie, wierzył również w to, że grzech kreuje śmierć. Śmierć, zdaniem ortodoksów, można było przezwyciężyć. Paweł pisał, „ostatnim wrogiem, który winien być zniszczony jest śmierć". Święty Ignacy, biskup Antiochii opisy­wał jak apostołowie „wzgardzili śmiercią i wznieśli się ponad nią". Religia chrześcijańska przepojona jest wiarą, że człowiek może mieć władzę nad śmiercią. W Ewangelii według świętego Łukasza, Jezus mówi:

133


„A ci, którym będzie dane dostąpienie tego świata, i zmartwych­wstanie... nie mogą nigdy umrzeć: jako że oni są równi anionom; i są dziećmi Boga, będąc owocem zmartwychwstania.”

Zamiast akceptacji śmierci jako naturalnej konsekwencji cyklu życiowego, ortodoksyjni chrześcijanie wykorzystywali ją jako sposób na wywołanie w ludziach strachu. W IV wieku święty Pachomius pouczał swoich mnichów: „Ponad wszystko, pozwól nam zawsze mieć nasz ostatni dzień przed naszymi oczami, i pozwól nam bać się wiekuistego cierpienia .

Święty Benedykt nauczał: „Bój się dnia Sądu Ostatecznego, obawiaj się piekła, pragnij życia wiecznego z wyjątkową duchową żarliwością, zawsze pamiętaj o śmierci". Starożytna koncepcja podziemnego świata, gdzie czło­wiek idzie po śmierci na odpoczynek i odmłodzenie, przerobiona została na przerażającą chrześcijańską ideę piekła, miejsca wypełnionego ogniem i siarką, gdzie ludzie cierpią wieczny ból i męczarnie. Śmierć, w świetle jednego życia i jednej szansy czynienia dobra, stała się przerażającą perspektywą. Jednak Ko­ściół potrzebował wiele czasu, aby nauczyć prostych ludzi takiego pojmowania śmierci. Początkowo Kościół uczynił chrześcijaństwo zrozumiałym dla po­spólstwa, adaptując poglądy przedchrześcijańskie. Przyjęta przez średnio­wieczny Kościół koncepcja czyśćca złagodziła surową ideologię ortodoksyjną. Po śmierci, zamiast pójścia bezpośrednio do nieba lub piekła, dusza mogła trafić do czyśćca, miejsca przejściowego, aby odpokutować za popełnione grzechy przed szczęśliwym wstąpieniem do nieba. Koncepcja ta dostarczyła Kościołowi niezłych dochodów. Poprzez głoszenie, że to mogłoby wpłynąć na przeznaczenie dusz, Kościół zbierał bogate dary od średniowiecznego społe­czeństwa, za swoje wstawiennictwo za tych, co przebywają w czyśćcu. W o­kresie reformacji, wraz z rozprzestrzenianiem się poglądów ortodoksyjnego chrześcijaństwa, wszystkie obrzędy, które miały związek ze śmiercią, jako naturalną koleją życia, były wyszydzane i zakazywane. Nie powinno się już dłużej myśleć, że ci, którzy zeszli z tego świata mogli trafić do czyśćca; ludzie będą osądzani natychmiast po śmierci i wysyłani do nieba lub piekła. Śmierć nie była już dłużej uważana za ważne wydarzenie czy postrzegana jako część naturalnego cyklu życiowego. Pogrzeby, które były ważnymi wydarzeniami społecznymi, stały się sprawami ograniczającymi się do wąskiego grona rodzi­ny. Ortodoksyjni chrześcijanie próbowali zakazać bicia dzwonów pogrzebo­wych i noszenia żałobnych strojów. Cmentarze, dotychczas miejsca wielu spotkań, zostały oddzielone od spraw codziennego życia. Tańce, zabawy i działalność handlowa na terenie cmentarzy zostały formalnie zakazane. W 1701 roku w Nowej Anglii wydano rozporządzenie zakazujące wykonywania tru­mien, kopania grobów i organizowania uroczystości żałobnych w niedzielę, gdyż traktowano je jako akty profanacji dnia świętego. Ironią jest, że próbując pokonać śmierć i oddzielić ją od życia, ortodoksyjni chrześcijanie podsycali

134


przesądy dotyczące śmierci. Augustyn uważał, że życie jest całkowicie przyćmione przez śmierć, „Nic więcej nie zrobimy rozpoczynając życie w tym umierający m ciele ponad to, że rozpoczęliśmy nieustający pochód w kierunku śmierci". Śmierć, zgodnie z ortodoksami, mogła przynieść zbawienie. Augustyn pisał:

„A teraz, dzięki większej i wspanialszej łasce Zbawiciela kara za grzechy zamieniła się w służbę sprawiedliwości. Albowiem wów­czas było obwieszczone człowiekowi, „Jeśli zgrzeszyłeś, u­mrzesz "; otóż powiedziano męczennikowi, „ Umierasz, gdyż nie zgrzeszyłeś ". Wówczas było powiedziane, „Jeśli pogwałcicie przykazania, umrzecie ". Otóż jest powiedziane „Jeśli odrzucicie śmierć, pogwałcicie przykazanie .”

Ortodoksyjni chrześcijanie w swoich wysiłkach zmierzających do jej prze­zwyciężenia, często kończyli na gloryfikacji śmierci. Uważano, że najbardziej znaczące u Jezusa nie było cudowne uzdrawianie czy przesłanie miłości i poko­ju, ale raczej jego śmierć. W Biblii czytamy, że „dzień śmierci [jest lepszy] od dnia narodzin". Powszechnym stało się nazywanie dnia śmierci, dniem jej lub jego „narodzin". Augustyn próbował wyjaśniać dlaczego śmierć przybrała tak wzniosły charakter:

„Każda śmierć, która przedtem była zła, teraz stała się dobra, gdyż Bóg udzielił wiernym tej laski, że śmierć, która była uznana za przeciwieństwo życia, stała się instrumentem, przez który przychodzi życie.”

W XVII wieku święty Jan Cimacus pisał, „Tak jak chleb jest najniezbęd­niejszy z całej żywności, tak rozmyślanie o śmierci jest najważniejszym dzia­łaniem". Sławny święty Jan Chryzostom głosił że „podstawową cechą [chrześcijanina] jest pragnienie i kochanie śmierci". Troska o śmierć rzucała cień na chrześcijańskie nastawienie do całego świata. Uważanie ziemskiego, fizycznego życia za szkodliwe dla rozwoju duchowego sprzyjało żarliwemu oczekiwaniu na koniec świata. Chrześcijanie spodziewali się, że Bóg ponownie zstąpi na ziemię, aby zapoczątkować koniec świata. W Ewangelii świętego Mateusza Jezus podkreśla, że taki koniec może być bliski, „Doprawdy, mówię wam, niektórzy z tutaj obecnych nie zaznają śmierci przed ujrzeniem Syna Pana wstępującego do jego królestwa". Znamienną cechą historii chrześcijan są okresowo pojawiające się oczekiwania na koniec świata. Na przykład, w okresie reformacji w Anglii na temat końca świata opublikowano 80 książek.

Ortodoksyjni chrześcijanie w zasadniczy sposób zmienili myślenie ludzi o świecie i środowisku naturalnym. Od kiedy zaczęto wierzyć, że Bóg panuje z góry, uważano, że natura jest odsunięta od Niego, lub całkowicie pozbawiona

135


obecności Boga. Takie postrzeganie świata doprowadziło do dramatycznych zmian w znaczeniu i charakterze świąt, oraz percepcji czasu, a wszystko to zostało odsunięte od ziemskich cyklicznych zmian pór roku. Oblicza ludzkiego życia, które świadczą o związkach z cyklami natury, takie jak narodziny, seks i śmierć, zostały całkowicie zlekceważone. Zamiast uznania naturalnego cyklu życia, ortodoksyjni chrześcijanie odrzucili je całkowicie i zaczęli troszczyć się wyłącznie o śmierć.


Świat bez Boga 1600­ – r.

Ortodoksyjne chrześcijaństwo spowodowało przesunięcie ludzkości w kie­runku wizji świata, w której niewielką uwagę przykładano do idei boskości. Przez nauczanie, że ziemskie królestwo jest pozbawione świętości, chrześcija­nie zbudowali ideologiczną podstawę nowoczesnego społeczeństwa. Nowocze­śni myśliciele uwiecznili teorie ortodoksyjnych chrześcijan, dostarczając na­ukowego potwierdzenia wiary w hierarchię, dominację i walkę. Niemniej wraz ze zbliżaniem się XXI wieku uświadomiono sobie nie tylko ujemne strony takich koncepcji, ale także ich ograniczone podstawy naukowe. Odkąd ludzie zaakceptowali pogląd, że Bóg nie ma już nadnaturalnej władzy nad światem fizycznym, powszechną, szczególnie wśród ludzi wykształconych, stała się wiara, że diabeł również nie posiada takiej władzy. Od kiedy odrzucono idee świętej magii, łatwo zaakceptowano poglądy, że w świecie fizycznym nie działają czary, przepowiednie czy zło. Zamiast tego rzeczywistość fizyczna postrzegana była w postaci mechanicznego działania nieożywionych części składowych poddających się wyłącznie racjonalnym i jasno określonym prawom, podobna do ogromnego zegara. Jak mówi Lafew, postać w sztuce Szekspira:

„Mówią że cuda są przeszłością, i mamy swoich filozofów two­rzących przyjazne i nowoczesne rzeczy, w miejsce nadnatural­nych i bezpodstawnych.”

Nowe postrzeganie świata charakteryzowało wejście Europy w okres zwany Oświeceniem. Oświecenie inspirowane było przez siedemnastowiecznych myślicieli, takich jak Galileusz, Rene Descartes (Kartezjusz), Johannes Kepler, Isaak Newton, Francis Bacon, Benedict Spinoza czy John Locke. Chociaż większość z nich nadal wierzyła, że świat został stworzony przez Boga, to uwa­żali, że wszechświat funkcjonuje zgodnie z rozumowymi prawami, nie wyma­gając już dalszej interwencji Boga. Nowe poglądy i stanowiska były odzwier­ciedleniem poglądów ortodoksyjnych chrześcijan. Tak jak chrześcijanie wie­ -

137


rzyli w podział świata na niebo i ziemię, tak naukowcy dostrzegali podobny podział, określany przez Descartesa jako podział na umysł i materię. I dalej, tak jak chrześcijanie wierzyli, że Bóg nie ma związku ze światem fizycznym, tak naukowcy twierdzili, że świadomość i fizyczna rzeczywistość są od siebie od­dzielone. Mimo, że ortodoksyjni chrześcijanie i nowi myśliciele zajmowali odrębne stanowiska na temat diabła, to jednak wszyscy pojmowali świat fi­zyczny jako rzeczywistość pozbawioną boskości i świętości. Pogląd, że świat fizyczny funkcjonuje niezależnie od świadomości znalazł nowe potwierdzenie w prawach Newtona. Jego prawa dotyczące ruchu i ciążenia opisują kosmos, który funkcjonuje na, z gruntu bezstronnych, mechanicznych i deterministycz­nych zasadach. Newton oparł wszystkie swoje prawa na doświadczalnych do­wodach jako świadectwie poglądów, że materia pozbawiona jest świadomości i nie podlega nadnaturalnym siłom; odkąd myśli osoby przeprowadzającej do­świadczenie nie wywierały wpływu na materię, wszystkie wyniki doświadczeń nabrały charakteru powtarzalności. Innymi słowy, uwierzył, że możliwe było obserwowanie zjawiska fizycznego bez wpływu na jego przebieg. Przyjmując pogląd ortodoksyjnych chrześcijan mówiący o tym, że Bóg już dłużej nie wpływa na świat fizyczny, nowi myśliciele doszli do wniosku, że podobnie rzecz się ma ze świadomością człowieka, która nie wpływa na zjawiska fizycz­ne. Naukowcy i filozofowie byli także zwolennikami koncepcji porządku hie­rarchicznego, wykorzystując ją w swojej pracy. Hierarchiczny porządek wyma­ga, aby wszystkie składniki były oddzielone od siebie i ustawione zgodnie z ich pozycją. Ich poglądy koncentrowały się raczej na różnicach między składni­kami, a nie na ich wzajemnych stosunkach i związkach z całością układu. Na­ukowcy pochłonięci byli oddzielaniem, izolowaniem i analizą coraz to mniej­szych cząstek. Niewiele uwagi poświęcano zależności poszczególnych składni­ków od otaczających je elementów czy środowiska. Nowoczesna filozofia od­zwierciedlała taki sam pogląd co religia, która głosiła, że rzeczywistość wynika z, i jest tworzona przez mało znaczące i przypadkowe zdarzenia, a nie przez celowo działającą świadomość. Descartes (Kartezjusz) wyraził tę wiarę w swoim słynnym powiedzeniu Cogito ergo sum, „Myślę więc jestem". Nie­wielki, mało znaczący akt myślenia prowadzi do większego, bardziej znaczącego faktu istnienia rzeczywistości. Chociaż wielu nadal uważało, że to Bóg stworzył świat, obecnie większość była zdania, że prawdy należy poszukiwać nie przez pró­by zrozumienia Boskich planów czy intencji, ale poprzez poznanie małych, wydzie­lonych, mechanicznych części świata.

Wiara w niezbędność dominacji i walki, jak również w brak boskiej inter­wencji, znalazła nowy wyraz w teorii ewolucji Karola Darwina. Podobnie do ortodoksyjnych chrześcijan, którzy szczególnie w okresie reformacji podkre­ślali szlachetny charakter walki i grzeszną naturę magii i sił nadprzyrodzonych, Darwin przedstawił świat przyrody jako miejsce, gdzie walka i konkurencja cechowały każdy aspekt „wielkiej i zawiłej batalii o życie". Zgodnie poglądami

138



Drzeworyt ilustrujący zmianę postrzegania świata.

 

 

 

 

 

 


Ryc. 10.2. Isaak Newton.


Darwina walka była podstawą utrzymania naturalnego porządku i zapobiegała katastrofalnej w skutkach eksplozji jednego gatunku. Podczas gdy ortodoksyjni chrześcijanie utrzymywali, że dominacja i walka są konieczne dla zachowania niezmienności boskiego porządku, to Darwin uważał te same czynniki za nie­zbędne do podtrzymania porządku w przyrodzie. Zarówno chrześcijanie jak i nowocześni myśliciele uznawali konieczność hierarchicznego porządku, czy to z powodu tego, że hierarchia dzieli ludzi w zależności od stopnia zbliżenia do Boga, czy też ich zdolności do przeżycia. Teorie Darwina dostarczyły nowych powodów do ujarzmiania ludzi na podstawie różnic rasowych i pochodzenia, uznawanych za „naturalnie" słabszych. Niezależnie od występujących podo­bieństw, ortodoksyjny chrześcijanizm jest często uważany za przeciwnika no­woczesnego myślenia i nauki. Kościół katolicki kontynuował tradycję po­wstrzymywania rozwoju działalności naukowej, czemu, na przykład, dał wyraz w prześladowaniu Galileusza, czy w sprzeciwie wobec większości prac Newto­na (heliocentryczna teoria Galileusza kwestionowała poglądy Kościoła, mówiące, że Słońce krąży wokół Ziemi. Prace Newtona podkopywały podstawy wła­dzy katolickiej. Jego twierdzenia o możliwości doświadczalnej weryfikacji zjawisk fizycznych kwestionowały podstawy domagania się władzy, która opierała się na sukcesji po apostołach, idei że prawda objawiona została tylko raz poprzez zmartwychwstanie Jezusa, i w konsekwencji jest osiągalna tylko przez następców apostołów, którzy byli świadkami tego zdarzenia). W rze­czywistości występowały ideologiczne różnice między ortodoksyjnymi chrze­ścijanami a nowymi myślicielami, którzy na przykład, odrzucali teorię, iż dia­beł w nadprzyrodzony sposób wpływa na rzeczywistość. Teoria ewolucji Dar­wina nie zgadzała się z chrześcijańską koncepcją stworzenia świata. Nowe myślenie, że świat funkcjonuje bez boskiej interwencji czy czarów, było gor­liwie popierane zarówno przez protestantów jak i katolików. Nawet sam Karol Darwin nie uważał, aby jego prace przeciwstawiały się dogmatom ortodoksów. Zreformowani chrześcijanie na pewno by się z nim zgodzili w tym, że fizyczna rzeczywistość funkcjonuje „nie dzięki cudownym aktom stworzenia", ale ra­czej przez walkę i konkurencję. W „Pochodzeniu gatunków" Darwin pisał: „Nie widzę prawdziwej przyczyny dlaczego poglądy przedstawione w tym dziele mogłyby wstrząsnąć religijnymi uczuciami kogokolwiek". Darwin pisze jak człowiek religijny:

„...naucza, że jedyną godną szacunku koncepcją Boskości jest wiara, że On stworzy kilka pierwotnych form zdolnych do samo­rozwoju w inne potrzebne formy, tak jak wiary, że On domaga się nowych aktów stworzenia do wypełnienia pustki powstanej w wyniku działania jego praw.”

Nowoczesna myśl w większym stopniu popierała koncepcje ortodoksyjnych chrześcijan, niż im zaprzeczała. Jednak, mimo że Darwin uważał, iż jego prace

141


nie sprzeciwiały się koncepcji wszechmocnego Boga, to jego teorie wykorzy­stywane były przez innych do odrzucenia istnienia nawet odległego stwórcy. Ateizm w prosty sposób rozwinął ideę chrześcijan mówiącą o tym, że Bóg jest daleko i nie przenika do świata fizycznego. Odtąd ludzie stwierdzili, że nie jest wcale trudno zaprzeczyć istnieniu samego Boga. W odpowiedzi na brutalność polowań na czarownice ziarna ateizmu zdobywały sobie coraz większą popu­larność. Ludzie zaczęli przekonywać się, że religia nie gwarantuje spokoju sumienia, a brak religijnych przekonań nie prowadzi do moralnego upadku. Na przykład, w „Słowniku historycznym" pochodzącym z końca siedemnastego wieku czytamy, że „ateizm niekoniecznie prowadzi do moralnego zepsucia".

Niemniej ateizm zagrażał podstawom, opartego na strachu, porządku spo­łecznego. Chociaż Bóg mógł znajdować się daleko w niebie, strach przed Jego karą był nadal uważany za środek wymuszający określone moralne zacho­wanie jednostki. Wielu uważało, że sprawiedliwy układ polega na strachu. W swojej książce „Sprawiedliwość ograniczona przez religię", Frank Swancara pisze, że

„...sędziowie, którzy ukształtowali powszechne prawo twierdzili, że ktoś kto nie wierzy w żadną straszną karę Boska nie może być świadkiem w sadzie prawa.”

Większość myślicieli Oświecenia widziało w ateizmie takie samo zagroże­nie, jak ze strony ortodoksyjnych chrześcijan. John Locke pisał:

„Ci nie są w ogóle tolerowani, którzy odrzucili istnienie Boga. Przyrzeczenia, konwenanse i przysięgi, które spajają społeczeń­stwo, mogą nie obowiązywać wśród ateistów.”

Wolter pytał:

„Co jednak mogłoby pohamować żądze, bezkarne popełnianie przestępstw, jak nie idea wiekuistego Mistrza, którego oko jest ponad nami, i który będzie oceniał nasze, nawet najbardziej prywatne, myśli?”

Zarówno ortodoksyjni chrześcijanie, jak i nowi myśliciele, mimo że chętnie odcinali się od wiary w czary i cuda, to nadal wierzyli w straszliwą karę boską. Nowa myśl najczęściej uznawała dogmaty chrześcijan. Twierdzenia, że świat funkcjonuje jak maszyna czy zegar, potwierdzały poglądy świętego Augustyna mówiące, że ludzka istota nie posiada wolnej woli. W swojej książce „Tańczący mistrzowie Wu Li", Gary Zukav pisze:

142



Karol Darwin. Wiara w konieczność porządku hierarchicznego, dominacji i współzawodnictwa znalazła nowy wyraz w pracach Darwina.

 

„Jeśli akceptujemy mechanistyczną determinację newtonowskiej fizyki -jeśli świat rzeczywiście jest wielką maszyną - wówczas od momentu, w którym świat został stworzony i wprawiony w ruch, wszystko co w nim zachodzi, jest już zdeterminowane. Zgodnie z tą fiozofią może nam się wydawać, że mamy własną wolę i zdol­ność do wpływania na przebieg zdarzeń w naszym ryciu, ale my nie możemy. Wszystko od samego początku zostało przedtem o­kreślone, nie wyłączając złudzenia, że posiadamy wolną wolę. Wszechświat jest zapisana samoodtwarzającą się tylko w jedną stronę, taśmą. Sytuacja ludzi jest bezgranicznie bardziej posępna, niż była przed nastaniem nauki. Wielka Maszyna działa na ślepo, a wszystkie rzeczy w niej są jak koła zębate.”

W odniesieniu do przyrody nauka przyjęła poglądy głoszone przez chrześci­jan - traktowania środowiska naturalnego jako królestwa pozbawionego świę­tości. Fritjof Capra opisuje, jak rozdzielenie pomiędzy materię a umysł

„...umożliwiło uczonym traktowanie materii jako martwej i cał­kowicie oddzielonej od nich samych oraz postrzeganie material­nego świata w postaci niezliczonej ilości obiektów złożonych w ogromną maszynę... Od drugiej połowy siedemnastego wieku mechanistyczny... model wszechświata zdominował całą myśl naukową. Było to zgodne z obrazem wszechmocnego Boga, który rządził światem z góry przez narzucanie mu jego boskiego ­ojcostwa.”

Poprzez uznanie rozdziału między królestwem niebiańskim a królestwem ziemskim, czy też między umysłem a materią, zarówno chrześcijanie jak i nowi myśliciele sami zatracili łączność ze światem fizycznym. Obecnie, pod koniec dwudziestego wieku, wiele teorii mających swoje korzenie w ideologii orto­doksyjnych chrześcijan i znajdujących poparcie nowej grupy uczonych, ma ograniczoną wartość naukową. Odkrycia naukowe, szczególnie na polu me­chaniki kwantowej, wykazały, że prawa fizyki klasycznej w sposób bardzo ograniczony i niedokładny wyjaśniają zjawiska zachodzące we wszechświecie. Zasady i prawa, które wydawały się sterować mechaniczną i deterministyczną, uniwersalną maszyną nie mają bezpośredniego przełożenia na prawa rządzące cząsteczkami mniejszymi od atomów. Cząsteczki subatomowe opierają się próbom określenia ich położenia w czasie i przestrzeni. Fizyk Stephen Hawking stwierdził, że ten fenomen, nazywany zasadą nieoznaczoności

„...zasygnalizował nadejście końca fantastycznej teorii nauki, mo­delu całkowicie zdeterminowanego wszechświata: z całą pewno­ -

144


ścią nie można przewidzieć przyszłych zdarzeń, gdyż nie można precyzyjnie określić obecnego stanu wszechświata!”

Obecnie kwestionuje się również poglądy utrzymujące, że wszechświat rządzi się całkowicie racjonalnymi i precyzyjnie określonymi prawami. Newton uważał, że mając wystarczające informacje można absolutnie przewidzieć wy­nik zdarzenia, mechanika kwantowa pokazuje, że w najlepszym razie można poznać tylko prawdopodobieństwo otrzymania jakiegoś wyniku. Gary Zukav wypowiadał się na temat interpretacji kopenhaskiej (interpretacja mechaniki kwan­towej, której głównym twórcą był Neils Bohr. Jej przeciwnikiem był Albert Einste­in, który komentując odrzucenie przez teorię kwantową zasady ścisłej przyczyno­wości, powiedział: „Bóg nie gra w kości ze Wszechświatem" - przyp. tł.):

„...próby naukowców zmierzające do sformułowania logicznej teorii fizyki znajdowały się pod naciskiem ich własnych odkryć, potwierdzając, że całkowite zrozumienie rzeczywistości leży poza zasięgiem racjonalnego myślenia.”

Ostatnie odkrycia naukowe zakwestionowały pogląd, że materia fizyczna jest zupełnie nieożywiona, bezwładna i posiada tylko masę. W badaniach nad właściwościami fal naukowcy wykazali, że rzeczywistość fizyczna posiada zarówno cechy „materii" jak i „umysłu". Podział na umysł i materię, który jest zbieżni z chrześcijańskim podziałem na niebo i ziemię, nie jest prawdą naukową. Świat fizyczny nie jest, jak twierdzi fizyka klasyczna, złożony ze stałej, bezwładnej i nieożywionej materii. Fizyk, Henry Stapp pisze:

„Jeśli stanowisko fizyki kwantowej jest duszne... wówczas nie ma rzeczywistego świata fizycznego w powszechnie rozumianym znaczeniu. Nasuwającym się tutaj wnioskiem nie jest przypusz­czenie, że rzeczywisty świat fizyczny może nie istnieć, ale twier­dzenie, że rzeczywisty świat fizyczny nie istnieje. „

Inny fizyk, E.H. Walker twierdzi, że

„świadomość może mieć związek ze wszystkimi zjawiskami me­chaniki kwantowej... jako, że wszystko co się pojawia jest bez­sprzecznie wynikiem jednego lub większej liczby zdarzeń. W ro­zumieniu mechaniki kwantowej wszechświat jest „zamieszkany" przez prawie nieograniczoną liczbę raczej dyskretnych, świado­mych, zwykłe nierozumnych elementów, które są odpowiedzialne za szczególne funkcjonowanie kosmosu. „

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Takie wyniki są zaprzeczeniem wiary w rozdzielność umysłu i materii. Za­równo podział na umysł i materię, jak i wiara, że świat pozbawiony jest świa­domości są przedmiotem dociekań bardziej nam współczesnej teorii Gai. Przedstawiona pierwotnie przez Jamesa Lovelocka teoria sugeruje, że świat może być samoregulującym się układem. Tego rodzaju teorie wyjaśniają względną niezmienność klimatu na kuli ziemskiej, zadziwiająco dużą zawartość soli w oceanach i zachowanie stałego poziomu tlenu, czyli wszystkiego, co pozwala na rozwój życia. To, że Ziemia utrzymuje warunki zdolne do pod­trzymania życia może nie być przypadkiem, czy wynikiem losowego zdarzenia. Żyjące na Ziemi istoty mogą być wynikiem samoregulującego się zachowania, a to sugeruje już obecność świadomości.

Obecnie, nawet klasyczne ujęcie sprawdzonych prawd uważa się za błędne. Newton twierdził, że ponieważ doświadczenia dotyczące materii fizycznej obejmują nieożywione cząsteczki pozbawione świadomości, wszystkie wyniki eksperymentów powinny być powtarzalne, a osoba wykonująca doświadczenie może występować w roli bezstronnego obserwatora, bez możliwości wywiera­nia jakiegokolwiek wpływu na materię fizyczną. Istnienie takiego bezstronnego obserwatora nie jest już uważane za możliwe; mechanika kwantowa pokazała, że prosty akt obserwacji wywiera wpływ na zachowanie się obserwowanej materii. Fizyk, John Wheeler pisze:

„Czy wszechświat może być, w pewnym dziwnym sensie, „wrzucony w byt " przez udział tych, którzy w tym uczestniczą?... „Uczestnik" jest niezaprzeczalnie nową koncepcją daną przez mechanikę kwantową. Obala znaczenie „obserwatora" występu­jącego w teorii klasycznej, człowieka stojącego bezpiecznie za gruba szklaną ścianą i obserwującego co się dzieje bez jakiego­kolwiek w tym udziału. To jest niemożliwe, twierdzi mechanika kwantowa.”

Ostatnie odkrycia naukowe udowodniły, że poglądy dotyczące mechani­stycznego pojmowania kosmosu, które wyrosły z wiary w brak obecności Boga w świecie fizycznym, są mało dokładne. Krytyce poddawane są również nowo­czesne metody badań naukowych, opierających się na rozdzielaniu i analizie coraz to mniejszych części, odzwierciedlających chrześcijańskie idee hierar­chicznego porządku. Nauka współczesna sugeruje, że prawda może być lepiej poznana nie tylko poprzez dzielenie i porządkowanie poszczególnych części, ale także przez zrozumienie wzajemnego ich powiązania w większym układzie. „Cząsteczki", jak wyjaśnia fizyk David Bohm

„...znajdują się w ciągłych relacjach między sobą w układzie, w którym ich dynamiczne powiązania niezaprzeczalnie zależą od

146


stanu całego układu (i w rzeczywistości, większych układów, w których się znajdują, a obejmujących w zasadzie cały wszech­świat). Tak więc, prowadzi to do nowej koncepcji niepodzielnej całości, odrzucającej klasyczną teorię podzielności świata na samodzielne, niezależnie istniejące części...”

Zrozumienie związku materii z całym układem mogłoby być bliższe praw­dy, niż analiza izolowanych składników materii. Poznanie, w jaki sposób części działają razem byłoby bardziej twórcze niż ich hierarchiczne porządkowanie. Ortodoksyjny pogląd o niezaprzeczalnej wartości walki, który znalazł nowe potwierdzenie w teoriach Darwina, może również ulec uzasadnionemu przewar­tościowaniu. Teoria Gai, sugerująca, że świat może być układem samoregulują­cym się, mówi o życiu organizmów, które tworzą żywą mozaikę symbiotyczną w celu osiągnięcia najbardziej korzystnych warunków rozwoju. Wskazuje to na fakt, że porządek i rozwój istnieją nie tylko dzięki dominacji, walce i konku­rencji, jak zakładają teorie głoszone przez chrześcijan i Darwina, ale także dzięki współdziałaniu. Wpływ chrześcijańskich dogmatów na nowoczesną naukę daje się zauważyć nawet we współczesnym życiu. Nowoczesna medycy­na zachodnia przejęła podobne spojrzenie na ciało człowieka, jak fizyka kla­syczna na wszechświat: „medycy" rozumieją ciało jako mechaniczne działanie nieożywionych części mających niewielki (lub nie mających w ogóle) związek ze świadomością.

Jednym z pierwszych rzeczników traktowania ciała jak maszyny był Tho­mas Hobbes, który w 1651 roku napisał: „Albowiem czym jest serce, jak nie sprężyną, a nerwy wieloma sprężynami, a stawy wieloma kołami wprawiają­cymi w ruch całe ciało". Tak jak ortodoksyjni chrześcijanie uważali, że Bóg, jest oddzielony od fizycznego świata, tak zachodnia medycyna uważała, że funkcjonowanie ciała ludzkiego nie ma związku z umysłem czy świadomością. Choroba postrzegana była po prostu jako wadliwe działanie którejś z mecha­nicznych części, a jej przyczyna leżała wyłącznie w obrębie świata fizycznego. W ten sam sposób, w który ortodoksyjni chrześcijanie próbowali ujarzmić to, co znajdowało się na niższych szczeblach hierarchicznego porządku, lekarze zachodni próbują raczej zapanować nad ciałem, niż współpracować z nim po­przez wykorzystanie jego zdolności do samouzdrawiania. Przykładem takiego postępowania jest leczenie chorób nie zagrażających życiu, przy pomocy anty­biotyków. Antybiotyki wytłumiają działanie układu odpornościowego, właści­wej ciału zdolności do obrony samego siebie przed atakiem choroby. Chociaż antybiotyki są nieocenione w leczeniu zagrażających życiu chorób, to częste ich stosowanie w mniej poważnych przypadkach doprowadziło do pojawienia się wielu nowych szczepów bakterii, które nie poddają się działaniu żadnej znanej metody leczenia. Współcześnie wielu naukowców poddaje w wątpliwość twierdzenia nowoczesnej medycyny, że ciało jest mechanicznym urządzeniem

147



Ryc. 10.4. Pochodzący z 1680 roku sztych przedstawia ciało człowieka w postaci mechanicznego działania nieożywionych części całkowicie oddzielonych od ludzkiej świadomości.



Pochodzący z 1855 roku drzeworyt wyraża sprzeciw Kościoła wobec Konstytucji Stanów Zjednoczonych.

pozbawionym łączności ze świadomością, urządzeniem, które najlepiej jest opanować, a nie z nim współpracować.

Ideologia ortodoksyjnych chrześcijan wywarła także wpływ na nowoczesną gospodarkę i przemysł. Naśladując religijną hierarchię przedsiębiorstwa mają taką strukturę, w której władza spoczywa w rękach pojedynczych osób znajdu­jących się na samym szczycie organizacji. Strach, dominacja i konkurencja uważane za podstawę zachowania boskiego porządku, mają swoje odzwiercie­dlenie w prowadzeniu interesów. Tak jak uważano, że ujednolicenie stwarza jedność, tak w interesach ceniona była zgoda i jedność ludzi podobnej rasy, pochodzenia czy wyznania. Jednakże w bliższych nam czasach w wielu przed­siębiorstwach dochodzi się do wniosku, że bardziej korzystna jest inna struktu­ra. Przedsiębiorstwa, w których ceni się pracowników, będących odpowiedzial­nymi współwłaścicielami, często funkcjonują bardziej efektywnie, niż te, które trzymają się ściśle hierarchicznego modelu organizacyjnego. Współpraca, za­równo wewnątrz samego przedsiębiorstwa, jak i z zewnętrznymi kooperantami jest bardziej zyskowna niż ceniona dawniej zażarta konkurencja. Poza tym, kwestionuje się jednostajność i monotonię w miejscu pracy. Warunki, w któ­rych ludzie mają różne perspektywy i drogi rozwiązywania problemów dają większe prawdopodobieństwo osiągnięcia twórczych rozwiązań. Poza oddzia­ływaniem na naukę, filozofię, medycynę i gospodarkę, idee ortodoksyjnych chrześcijan miały poważny wpływ na współczesną organizację społeczną i rządy. Wiara w jedyne zwierzchnictwo, hierarchię i wrodzoną, grzeszną naturę człowieka udaremnia wysiłki stworzenia pluralistycznych społeczeństw, w których ceniono by indywidualne samookreślenie. Siła i władza wewnątrz ta­kich domniemanych struktur musi raczej schodzić ze szczytu, a nie wyrastać z pluralistycznych korzeni. Wszystko co wzmacnia siłę jednostki bezsprzecznie burzy taką autorytatywną strukturę władzy. Na przykład, nigdy nie było zamia­rem purytańskich przywódców Nowej Anglii, aby powołać rząd, który repre­zentowałby poglądy i pragnienia wyrażane przez społeczeństwo. „Demokra­cja, nie wyobrażam sobie, aby kiedykolwiek Bóg nakazał powołanie rządu jednocześnie służącego Kościołowi i pospólstwu", napisał purytanin, John Corron. „Jeżeli będą rządzić ludzie, to kto będzie rządzonym?". Ustanowione w Stanach Zjednoczonych demokratyczne prawa były sprzeczne z poglądami ortodoksyjnych chrześcijan. W 1796 roku George Washington napisał: „Rząd Stanów Zjednoczonych w żadnym razie nie opiera się na religii chrześcijań­skiej". Ortodoksyjni chrześcijanie wielokrotnie sprzeciwiali się wolności religijnej w Ameryce. Purytanin, John Norton wyrażał ortodoksyjne poglądy na temat wolności wyznania religijnego, twierdząc, że „wolność to bluźnierstwo, wolność to odwodzenie innych od prawdziwego Boga. Wolność to mówienie kłamstw w imię Boga". Kiedy w Vermont przyjęto rezolucję zezwalającą na wolność wyznania, w Dartmouth Gazette (z 18 listopada 1807 roku) powróciły

150


sentymenty ortodoksów w postaci artykułów nazywających rezolucję uderzają cym przykładem „szkodliwych i skrajnych diabelskich poczynań, do których płytki duch demokracji musi nieuchronnie zmierzać" W okresie, w którym Thomas Jefferson i James Madison podejmowali wysiłki celem oddzielenia Kościoła od państwa, Madison odwoływał się do historii i udowadniał, że gdziekolwiek „kościelne służby" kształtowały społeczeństwo, tam popierały polityczną tyranię; nigdy nie chroniły wolności człowieka. Dla poparcia wol­ności osobistej i demokracji katolicy nie zrobili więcej od protestantów. Od sprzeciwienia się w XIII wieku Magna Charta, przez ustanowienie precedensu dla totalitarnego państwa ze Świętą Inkwizycją, do odmowy potępienia nazi­stowskiej eksterminacji narodu żydowskiego w czasie II wojny światowej,2ó Kościół katolicki był mistrzem autorytaryzmu, przeciwstawiając się każdym przejawom demokracji i wolności.

W dziewiętnastym wieku papież Grzegorz XVI pisał:

„Nie ma żadnego prawnego sposobu domagać się, bronić czy przyznawać bezwarunkowej wolności myśli, słowa, twórczości czy religii, ponieważ gdyby istniało tak wiele praw, natura sama dałaby je człowiekowi.”

Zdaniem ortodoksów siła i władza powinna być przyznana tylko tym, któ­rzy znajdują się na szczycie hierarchii. Ortodoksyjni chrześcijanie dali ideolo­giczne podstawy nowoczesnej nauce i społeczeństwu. Od kiedy ludzie zaakcep­towali pogląd, że Bóg jest w niebie, a nie na ziemi, przestała istnieć nadnatural­na interwencja i magia, a naukowcy i filozofowie zaczęli sprawdzać istnienie takiego właśnie świata. Ich nauka i filozofia potwierdzały, że świat fizyczny funkcjonuje w sposób mechaniczny i niezależny od świadomości i Boga. Po­twierdzali także wiarę w konieczność walki i dominacji. Niemniej taka wiara i poglądy są dzisiaj kwestionowane, i to nie tylko ze względu na ich praktyczną niedoskonałość, ale również ich ograniczoną wartość naukową.


Wnioski

Mroczna strona historii chrześcijaństwa dotyczyła i nadal dotyczy domi­nacji oraz kontroli życia duchowego i wolności człowieka. Ortodoksyjni chrze­ścijanie zbudowali organizację, która od początku nie popierała wolności i samookreślenia, ale posłuszeństwo i konformizm. Aby osiągnąć swój cel wy­wierano wpływ na wszystkie aspekty życia. Opierając się na wierze w jedyne­go, autorytatywnego i karzącego Boga, stworzyli organizację, która domagała się podporządkowania jedynej władzy i karała tych, którzy się temu sprzeci­wiali. W ciemnym okresie dziejów Europy, gdy Kościół przejął kontrolę nad wychowaniem, nauką, medycyną, techniką i sztuką, nastąpił upadek cywili­zacji. Maszerujący na Środkowy Wschód krzyżowcy mordowali i niszczyli w imię jedynego Boga. W Średniowieczu inkwizycja systematycznie prześlado­wała i zastraszała społeczeństwo. W okresie reformacji, zarówno katolicy jak i protestanci wywoływali wojny, w których chrześcijanie padali ofiarami innych chrześcijan, gdzie każdy uważał, że obrana przez niego droga była jedyną ścieżką prawdy. Polowania na czarownice wyniszczyły niezliczone rzesze kobiet i męż­czyzn, jak również wykorzeniły wiarę w przejawy boskości na Ziemi. W 1785 roku Thomas Jefferson pisał:

„Od wprowadzenia chrześcijaństwa spalono na stosach, torturo­wano i więziono miliony niewinnych kobiet, mężczyzn i dzieci, a mimo to nie posunęliśmy się ani o cal w kierunku jedności. Jaki był zatem skutek takiego zniewolenia? Połowa świata głupców i druga połowa hipokrytów. Tolerancja wobec błędów i łajdactwa na całym świecie. „

Najbardziej podstępny był wpływ chrześcijaństwa na współczesny świat. Przez zmuszanie ludzi do wiary w brak nadprzyrodzonej boskiej pomocy w świecie fizycznym, ortodoksyjni chrześcijanie stworzyli warunki, w których ludzie uwierzyli, że wszechświat jest zdeterminowany, mechaniczny i pozba­wiony świadomości. Jednakże, zamiast kojarzenia takich poglądów z wiarą religijną, ludzie zaufali nauce mającej obiektywnie potwierdzać istnienie takie­go świata. Większość z nich zaczęła uważać, że walka i dominacja prawdopo­ -

152


dobnie nie były boskimi nakazami - ale naturalną, niezbędną jakością życia w tym bezbożnym świecie. Interesującym jest fakt, że to sama nauka, która kiedyś potwierdzała koncepcje ortodoksyjnych chrześcijan, teraz odkrywa niedoskona­łości mechanistycznego modelu wszechświata.

Zignorowanie ciemnej strony historii chrześcijaństwa utwierdza pogląd, że prześladowania i okrucieństwo są nieuchronnym skutkiem wrodzonego zła czy okrutnej natury człowieka. W okresie neolitu rozwijały się kultury i cywiliza­cje, które funkcjonowały bez represyjnych struktur hierarchicznych. Z pewno­ścią to nie ludzka natura jest przyczyną tego, że ludzie wzajemnie wyrządzają sobie krzywdę. Ludzie żyjący w społeczeństwach, które stworzyły szlachetniej­sze kultury, mają taką samą naturę jak my, z cywilizacji Zachodu; to tylko nasze poglądy mówią, że jest inaczej. Tolerancyjne i bardziej pokojowo na­stawione społeczeństwa szanują zarówno męskie, jak i żeńskie oblicza Boga, niebiańskie i ziemskie aspekty boskości. Skutkiem ograniczenia wiary do jedy­nego zwierzchnictwa i jedynego oblicza Boga jest tyrania i brutalność. Niezna­jomość mrocznej strony historii chrześcijaństwa dopuszcza istnienie wiary, która motywację okrucieństwa uważa za nie poddającą się zbadaniu. Podtrzy­mywana przez strach wiara w jedynego Boga, który sprawuje swoją władzę na szczycie hierarchicznego porządku, ma niszczycielskie konsekwencje. Ludzie przez cały czas musieli określać, kto na szczeblach hierarchii znajduje się po­nad nimi. Każda rzecz, która odróżniała ludzi od siebie, czy to było pochodze­nie, rasa, wyznanie religijne, preferencje seksualne czy też pozycja ekonomicz­no-społeczna, stała się kryterium oceny, czy dany człowiek jest lepszy, czy też gorszy od drugiego. Jednolitość i zgodność wewnątrz systemu religijnego orto­doksyjnych chrześcijan wywodzą się z podobieństw i konformizmu, a nie ze współdziałania i harmonii między występującymi różnicami. Różnorodność społeczeństwa jest najczęściej uważana raczej za zagrożenie, a nie bezcenną wartość. Spokojne społeczeństwo to takie, w którym wszyscy ludzie są jedna­kowi. W obrębie takiego systemu religijnego seksizm czy rasizm są błędnie pojmowane jako prosta zamiana ról. Zamiast dominacji mężczyzn nad kobie­tami, kobiety mogłyby dominować nad mężczyznami, zamiast dominacji bia­łych nad czarnymi, czarni mogliby dominować nad białymi. Nie ma zrozumie­nia dla podziału władzy, współpracy czy tolerancji.

Wiara w całkowicie niebiańskiego Boga, oddzielonego od spraw ziemskich, wywarła ogromny wpływ na sposób traktowania przez człowieka jego środowi­ska naturalnego. Wraz z rozprzestrzenianiem się ortodoksyjnej religii chrześci­jańskiej, wyrażane w obrzędach znaczenie integracji aktywności człowieka ze zmianami pór roku, zostało w znacznym stopniu zmniejszone. W czasie świąt zaczęto czcić wydarzenia biblijne, nie związane w żaden sposób ze zmianami pór roku. Koncepcja liniowej natury czasu, która zastąpiła dawniejszy pogląd o jego naturze cyklicznej, w jeszcze większym stopniu odsunęła ludzi od przyro­dy. Nowoczesna nauka utwierdziła ortodoksyjne poglądy o braku Boga w

153


świecie fizycznym poprzez przedstawienie go jako mechanicznej rzeczywisto­ści, całkowicie pozbawionej świadomości. Jednakże, jak mroczne by nie były momenty w historii chrześcijaństwa, świadomość ich istnienia niekoniecznie prowadzi do odrzucenia religii chrześcijańskiej. W całej historii byli chrześci­janie, którzy walczyli z tyranią ortodoksów. Wielu z nich bardziej ceniło miłość i przebaczenie, niż strach i karę, stawiając samostanowienie i zrozumienie nad uległość i ślepą wiarę. Mroczne momenty w historii chrześcijaństwa nie były nieuniknioną konsekwencją natury człowieka; był to rezultat bardzo specyficz­nej ideologii i struktury wiary. Gdy zlekceważymy okropności, które miały miejsce w historii chrześcijaństwa, zrezygnujemy z bliższego poznania religii chrześcijańskiej i jej obecności w naszym, wydawałoby się, pozbawionym boskości współczesnym świecie. Bez bliższego zapoznania się z nimi, działania destrukcyjne nadal będą odsuwać nas od Boga, przyrody i samych siebie. Al­bowiem tylko przez zrozumienie i uwagę możemy zatrzymać takie, groźne dla nas samych, zachowania. Możemy stwierdzić, że wysiłki podejmowane celem przekonania nas, że Bóg żąda strachu i bezwzględnego posłuszeństwa, są w rzeczywistości działaniami służącymi kontrolowaniu naszych poczynań i na­szego życia duchowego. Możemy zorientować się, że wiara w jedynie słuszną władzę leży u podstaw szowinizmu, rasizmu i totalitaryzmu. Możemy zrobić krok w kierunku świata, w którym cenione będą wszelkie różnice, wolność i godność człowieka i zrealizować marzenie o ludzkości swobodnie postępującej w zgodzie z samą sobą.


PRZYPISY.

Rozdzial  1

Ziarna tyranii. 100-400 n.e.

 

 

Przypisy i źródła  sobie darowałem -  jest ich kilkaset,  pisane czcionka  nierozpoznawalna  przez Recognitę....

strona główna