Wyklęty powstań ludu ziemi

Równolegle ze szczytem bogatych już drugi rok z rzędu biedni urządzili konkurencyjną imprezę w brazylijskim Porto Alegre. Tym razem na Światowe Forum Socjalne zjechało 51 300 osób ze 131 krajów.

- Koncerny medialne nie sprzedają już informacji ludziom, tylko ludzi reklamodawcom - powiedział lanacio Ramonet, francuski intelektualista i dziennikarz, na Światowym Forum Socjalnym w Porto Alegre. - Wielcy decydenci zebrani na Światowym Forum Gospodarczym w Nowym Jorku nie korzystają już ze środków masowego przekazu. Wolą wiedzieć, jak jest naprawdę, a do tego służą poufne raporty.
Do Nowego Jorku zjechali ci, którzy dzierżą w swych drżących rękach losy świata: politycy i biznesmeni. W Porto Alegre były reprezentacje związków zawodowych, ruchów ekologicznych, konsumenckich, feministycznych, zwolennicy pokoju na świecie, obrońcy Indian, sami Indianie, chłopi bez ziemi i z ziemią, intelektualiści oraz lewacy i lewicowcy. Ludzie, których bito pałkami po głowach w Seattle, Pradze, Genui, zebrali się pod hasłem
sINNY ŚWIAT JEST MOŻLIWY. Niemiłosiernej krytyce poddano instytucje odpowiedzialne za obecny kształt globalizacji: Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Światową Organizację Handlu, wielkie międzynarodowe korporacje oraz rząd Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, a także G8. Świat wydaje rocznie na zbrojenia 800 mld dolarów. Zadłużenie całej Ameryki Łacińskiej to 750 mld dolarów. Rozglądająca się za kolejnym krajem do zbombardowania Ameryka zwiększa swój budżet wojskowy o 48 mld do 379 mld dolarów, podczas gdy - jak twierdzi Kailash Satyarthi z organizacji zwalczającej pracę nieletnich
- wysłanie do szkoły 250 milionów najbiedniejszych dzieci kosztowałoby mniej niż czterodniowe wydatki na zbrojenia. Obradujący w Nowym Jorku, pomni wydarzeń z 11 września, powinni rozumieć, że to jest lepsze wyjście niż masowe zapisy na kursy pilotażu. Jeśli wszystko można globalizować, to Bernard Cassen z ATTAc-u (Stowarzyszenia na rzecz Opodatkowania Międzynarodowych Transakcji Finansowych) zaproponował globalizację pokoju.
Dot Keet, działaczka Africa Trade Network, wyraziła precyzyjnie to, co miało na myśli 10 tysięcy demonstrantów powiewających na ulicach Porto Alegre czerwonymi flagami przeciw rozszerzeniu strefy wolnego handlu NAFTA na wszystkie kraje Ameryki Łacińskiej poza Kubą. Handel ma służyć do rozwoju, a nie do podboju krajów biednych. Dotychczasowa polityka Światowej Organizacji Handlu zmniejszyła udział Ameryki Łacińskiej w światowym eksporcie z 11 do 5 proc., a Afryki z 8 do 2 proc. Liberalizacja handlu nie zwiększa wymiany, lecz zmusza kraje biedne do zwiększania importu z krajów bogatych. Tak powstaje wielki, niespłacalny dług.
Wymuszaniem tego haraczu zajmuje się Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który swego najgorliwszego ucznia, Argentynę, doprowadził do stanu anarchii. Meksyk był winien 100 mld dolarów. MFW doradził mu to, co wszystkim. Meksyk spłacił 100 mld odsetek i nadal jest winien 100 mld dolarów. A w stanie Chiapas wybuchło powstanie indiańskie.
Konieczność anulowania zadłużenia Trzeciego Świata przewinęła się też w nowojorskiej debacie możnych. Według danych ONZ, dla skutecznego zwalczenia biedy na świecie wystarczy przez 10 lat wydawać po 80 mld dolarów, to jest zaledwie jedną trzecią odsetek zapłaconych tylko w 2001 r. przez kraje zadłużone. Belg Eric Tuissant z Komitetu na Rzecz Zniesienia Zadłużenia Trzeciego Świata ujawnił, iż w latach 1980-2000 w ramach obsługi długu z biednego Południa na bogatą Północ przepłynęło 40 razy więcej pieniędzy niż w ramach planu Marshalla Amerykanie wydali na odbudowę z powojennych zniszczeń zachodniej Europy.
Jeżeli coś jest globalne, to dotyczy całego świata. Postępuje więc globalizacja głodu, na brak wody pitnej narzeka 1,5 miliarda osób, globalizuje się bezrobocie, bieda, a wszystko to z jednego powodu: bo światem rządzą wielkie międzynarodowe korporacje. To z nimi próbują się zmierzyć aktywiści zebrani w Porto Alegre, powtarzając jak mantrę:
ŚWIAT JEST DLA LUDZI, NIE DLA ZYSKU.
Ponadnarodowe giganty przemysłowe żądają, by nie było żadnych przepisów, które mogą ograniczać zyski. Każdy, kto się sprzeciwia niewolniczej pracy, niszczeniu lasów równikowych, eksterminacji plemion, które mają pecha, bo mieszkają na złożach cennych surowców, sprzedawaniu ludziom trującego żarcia czy innym globalnym przyjemnościom
- nadzieje się na Shell, Coca-Colę, Microsoft. Ci z nowojorskiego Forum Gospodarczego już im służą. Ci z Porto Alegre próbują globalizować demokrację i prawa człowieka.

PIOTR IKONOWICZ
ISSN 0867-2237




strona głowna