Jan Tomasz Gross

Sasiedzi

Historia zaglady zydowskiego miasteczka

Pamieci Szmula Wasersztajna

POGRANICZE

SEJNY 2000




Projekt okladki: Wojciech Wolynski

Korekta: Andrzej Otlowski

©Copyright by Jan T masz Gross
©Copyright by Fundacja "Pogranicze"
Sejny 2000. Wydanie II.

Drugie wydanie uwzglednia informacje z reportazy
wydrukowanych w "Rzeczpospolitej" i w "Gazecie Pomorskiej"
od maja do sierpnia 2000 roku. Niektore przypisy z pierwszego
wydania zostaly wprowadzone bezposrednio do tekstu ksiazki.
Wszystkie fotografie publikowane w tej ksiazce ukazaly sie wczesniej
w tomie Yedwabne. History and Memorial Book i sa przedrukowane za
zgoda rabina Eliezera Piekarza (Jacoba Bakera).

ISBN 83-86872-14-4


Sklad i lamanie: Dariusz Sznejder
Druk: INTERDRUK, Bialystok
Oprawa: ORTHDRUK



Spis tresci
O czym jest ta ksiazka? 9
Zrodla 17
Przed wojna 27
Okupacja sowiecka,1939-1941 33
Wybuch wojny sowiecko-niemieckiej
i pogrom w Radzilowie 40
Przygotowania 54
Kto mordowalZydow? 60
Mord 69
Rabunek 80
Biografie intymne 83
Anachronizm 89
Co zostalo zapamietane? 91
Odpowiedzialnosc zbiorowa 96
Nowe podejscie do Zrodel 100
Czy mozna byc rownoczesnie przesladowcai ofiara? 102
Kolaboracja 108
Zaplecze spoleczne stalinizmu 117
Potrzeba nowej historiografii 121
Jacob Baker:Slowo od rabina z Jedwabnego 123
Nota o autorze 124



Hej, dwadziescia lat temu
tu u nas w Lomzy na sali
Hitlerowce tancowali
Polak wasem rusyl, hitlerowce uciekali
Hej juchi, juchi, hitlerowce to swyntuchy
A Polacy to som zuchy*

Boleslaw Rachubka,
poeta ludowy Ziemi Lomzynskiej



Mezczyzna tego narodu
Przystajac nad syna kolyska
Wymawia slowa nadziei
Zawsze dotychczas daremne

Czeslaw Milosz: Narod
z tomu Swiatlo dzienne



________________
*H.Czernek, D.Swirko, S.Swirko, "Poeci ludowi Ziemi
Lomzynskiej", Literatura Ludowa , Warszawa, Polskie Towarzystwo
Ludoznawcze, nr 4-6,1962, str. 135.
_____________________________________________________________
7




/ strona bez tekstu /
_____________________________________________________________
8




O czym jest ta ksiazka?


Osmego stycznia 1949 roku na Mazowszu, w miasteczku
Jedwabne polozonym 19 kilometrow od Lomzy, UB
zatrzymalo pietnastu mezczyzn .*1 Wsrod aresztowanych,
przewaznie chlopow malorolnych i robotnikow, znalazlo sie tez
dwoch szewcow, murarz, stolarz, zegarmistrz, dwoch slusarzy,
listonosz, byly wozny magistratu i agent skupu jaj; byli
miedzy nimi ojcowie rodzin obdarzeni licznym potomstwem
(jeden mial siedmioro dzieci, inny czworke, jeszcze inny
dwoje) i ludzie samotni; najmlodszy mial 27 lat, najstarszy
zas 64. Wsumie wiec,ot tacy sobie,calkiem zwykli ludzie.*2
Miasteczko liczace wowczas okolo dwoch tysiecy
mieszkancow bylo tym wydarzeniem na pewno zbulwerso-
wane,*3 zas szersza opinia publiczna mogla sie dowiedziec
_____________
*1 W materialach kontrolno-sledczych tej sprawy przechowywanych
w Urzedzie Bezpieczenstwa Publicznego w Lomzy, zachowal sie "Raport
likwidacyjny" z 24 stycznia 1949 roku, gdzie w pierwszym punkcie opisany
jest "przebieg akcji likwidacji", co jak sie okazuje, oznacza opis
areszto-
wania osob podejrzanych. Dowiadujemy sie z niego, ze 8 stycznia areszto-
wano w Jedwabnem 15 osob, zas "siedem osob nie zostali ujeci, poniewaz
ukrywaja sie w nieustalonych miejscowosciach. "W kolejnym dokumencie
z 24 marca 1949 roku znajdziemy informacje dla prokuratora Sadu Okrego-
wego w Lomzy na temat poszukiwan kilkunastu osob zwiazanych z t a
sprawa w tym rowniez bylego burmistrza Karolaka, braci Borawskich
i paru innych, ktorzy, jak stwierdza raport , juz niezyja (Akta
kontrolno-sled-
cze UBP w Lomzy przechowywane sa obecnie w Wydziale Ewidencji i Ar-
chiwum Delegatury Urzedu Ochrony Panstwa w Bialymstoku (UOP)).
*2 Uzywam tego wyrazenia w nawiazaniu do podstawowego studium
Christophera Browninga pt. Ordinary Men: Reserve Police Battalion 101
and the Final Solution in Poland ,New York, Harper and Collins,1992.
*3 Odbijana na powielaczu publikacja pt. Glos Jedwabnego w nume-
rze z czerwca 1986 roku podaje, ze w 1949 roku,miasto "wraz z przed-
miesciem Kajetanowo, Kossaki, Biczki liczylo 2150 mieszkancow".
_____________________________________________________________
9





o calej sprawie w cztery miesiace pozniej, kiedy to 16 i 17
maja w Sadzie Okregowym w Lomzy, odbyl sie proces Bo-
leslawa Ramotowskiego i 21 wspoloskarzonych. W pierw-
szym zdaniu uzasadnienia aktu oskarzenia czytamy, co na-
stepuje: "Zydowski Instytut Historyczny w Polsce nadeslal
do Ministerstwa Sprawiedliwosci (Nadzor Prokuratorski)
material dowodowy dotyczacy zbrodniczej dzialalnosci
w mordowaniu osob narodowoscizydowskiej przez miesz-
kancow Jedwabnego, wedlug zeznan swiadka Szmula Wa-
sersztajna,ktory obserwowalpogrom zydow".*4
W ZIH-u nie zachowala sie korespondencja o tym, jak
i kiedy przekazano informacje Wasersztajna do prokuratury.
W aktach, oprocz tekstu relacji, tez nie ma dokumentacji,
ktora pozwolilaby ustalic na przyklad, kiedy prokuratura zo-
stala poinformowana o tym, co sie wydarzylo w Jedwab-
nem. W materialach kontrolno-sledczych znajdziemy "Mel-
dunek o wszczeciu rozpracowania sprawy"z 22 stycznia
1949 roku a w nim,w rubryce "historia wszczecia rozpraco-
wania" nastepujaca notatke: "Zostalprzyslany list do Mini-
sterstwa Sprawiedliwosci przez zydowke Calka Migdal,
_____________
*4 Cytaty, z zachowaniem pisowni, pochodza z akt dwoch spraw prze-
chowywanych w archiwum Glownej Komisji Badania Zbrodni Przeciw-
ko Narodowi Polskiemu (GK). Sprawa Boleslawa Ramotowskiego i to-
warzyszy ma sygnature SO L123; zas sprawa Jozefa Sobuty, rowniez
dotyczaca okolicznosci mordu na Zydach jedwabienskich, przechowy-
wana jest pod sygnatura SWB 145. W tomie akt recznie ponumerowane
sa kartki. Cytowane zdanie znajduje sie w GK,SO L123 na kartce nu-
mer 3 (GK, SO L123/3).
Chcialbym podziekowac profesorowi Andrzejowi Paczkowskiemu,
ktorego pomocy zawdzieczam dostep do archiwow Glownej Komisji
w momencie, kiedy juz wlasciwie bylo zamkniete w zwiazku z przeka-
zywaniem materialow do wlasnie powstalego Instytut Pamieci Narodo-
wej. Mam rowniez dlug wdziecznosci wobec czlonkow pracowni
Zakladu Najnowszej Historii Politycznej profesora Paczkowskiego
w ISP PAN za doskonala dyskusje podczas spotkania,na ktorym po raz
pierwszy referowalem wyniki moich badan.
_____________________________________________________________
10





ktora uciekla podczas mordowania zydow w miescie Je-
dwabnym i wszystko widziala kto bral udzialw mordowa-
niu zydow w 1941 r.w m.Jedwabnym", ale bez daty.*5
W kazdym razie Wasersztajn zlozyl na ten temat zezna-
nie przed pracownikami Zydowskiej Komisji Historycznej
w Bialymstoku, 5 kwietnia 1945 roku. Oto co im wowczas
powiedzial:
"W Jedwabnie do wybuchu wojnyzylo 1,600 Zydow,
z ktorych uratowalo sie tylko 7, przechowanych przez Polke
Wyrzykowska, zam.[ieszkala] niedaleko miasteczka.
W poniedzialek wieczorem 23 czerwca 1941 r. Niemcy
wkroczyli do miasteczka. Juz 25-go przystapili swojscy
bandyci, z polskiej ludnosci, do pogromu Zydow. 2-ch
z tych bandytow Borowski (Borowiuk) Wacek ze swoim
bratem Mietkiem,chodzac razem z innymi bandytami po
zydowskich mieszkaniach, grali na harmonii i klarnecie aby
zagluszyc krzyki zydowskich kobiet i dzieci. Ja wlasnymi
_____________
*5 W aktach lomzynskiego UBP znajduje sie tez dokument z 30 grud-
nia 1947 roku, donos na bylego burmistrza Jedwabnego, Mariana Karo-
laka, zatytulowany "Meldunek": "Niniejszym meldujeze w m.-scie Je-
dwabne Pow. Lomza za czasow niemieckiej okupacji mieszkal i praco-
wal w Zarzadzie Miejskim na stanowisku burmistrza ob.Karolak Ma-
rian rysopis jego budowa tega, twarz okragla pelna wlosy byly czarne
obecnie sa po wiekszej czesci siwe wzrostu okolo 180 cm. twarz czysta
bez znakow szczegolnych. Jeszcze za czasow niemieckich byl zaaresz-
towany przez wladze niemieckie, i jak mnie wiadomo to za to bogactwo
co pozabieral od zydow i nierowno podzielil sie z niemcami. Po wy-
puszczeniu byl ponownie zabrany przez niemcow i od tego czasu wszel-
ki slad nim zaginal. Ja obecnie w dniu 1 XII 1947 r. bylem w War-
szawie w dzielnicy Grochowskiej widzialem go osobiscie jak szedl po
ulicy ten sam Karolak Marian. Gdy tylko zobaczyl mnie, odrazu zginal
mnie z oczu. Chcialem go zameldowac do M.O. czy do wladz innych,
lecz na ten czas nie bylo nikogo na tej ulicy.(...) Ob.Karolak Marian,
gdy byl w Jedwabnym za Burmistrza, mocno dokuczal ludziom, przez
zabieranie i innych wydawania ludzi w rece niemieckie, a najlepiej
moze nim powiedziec ludnosc z Jedwabnego"(UOP).
_____________________________________________________________
11





oczami widzialem jak nizej wymienieni mordercy zamordo-
wali: 1.Chajcie Wasersztajn,53 lat; 2) Jakuba Kaca,73 lat
i 3) Krawieckiego Eliasza.
Jakuba Kaca ukamieniowali oni ceglami, a Krawieckie-
go zakluli nozami, pozniej wydlubali mu oczy i obcieli
jezyk. Meczyl sie nieludzko przez 12 godzin dopoki nie wy-
zional ducha.
Tego samego dnia zaobserwowalem straszliwy obraz:
Kubrzanska Chaja, 28 lat, i Binsztajn Basia, 26 lat, obie
z niemowletami na rekach widzac co sie dzieje poszly nad
sadzawke, wolac raczej utopic sie wraz z dziecmi, anizeli
wpasc w rece bandytow. Wrzucily one dzieci do wody
i wlasnymi rekami utopily, pozniej skoczyla Binsztajn
Baska, ktora poszla od razu na dno, podczas gdy Ku-
brzanska Chaja meczyla sie przez kilka godzin.
Zebrani chuligani zrobili z tego widowisko, radzili jej
aby sie polozyla twarza do wody, a wtedy to sie szybciej
utopi, ta widzac ze dzieci juz utoneli rzucila sie energiczniej
do wody i tam znalazla smierc.
Nazajutrz ksiadz zaczal sie interesowac aby wstrzymali
pogrom tlumaczac, ze niemiecka wladza sama zrobi juz
porzadek. To poskutkowalo i pogrom zostal wstrzymany.
Od tego dnia okoliczna ludnosc przestala sprzedawac pro-
dukty zywnosciowe, wskutek czego polozenie Zydow
stalo sie coraz ciezsze. W miedzyczasie rozpowszechniono
pogloske, ze Niemcy wkrotce wydadza rozkaz zniszczenia
wszystkich Zydow.
Taki rozkaz zostal wydany przez Niemcow 10 VII 1941
roku.
Mimo, ze taki rozkaz wydali Niemcy, ale polscy chuliga-
ni podjeli go i przeprowadzili najstraszniejszymi sposobami
po roznych znecaniach i torturach, spalili wszystkich Zydow
w stodole. Wczasie pierwszych pogromow i podczas rzezi,
odznaczyli sie okrucienstwem nizej wymienieni wyrzutki:
1. Szlezinski, 2. Karolak, 3. Borowiuk (Borowski) Mietek,
4. Borowiuk (Borowski) Waclaw, 5. Jermalowski, 6. Ramu-
_____________________________________________________________
12





towski Bolek, 7. Rogalski Bolek, 8. Szelawa Stanislaw, 9. Sze-
lawa Franciszek, 10. Kozlowski Geniek, 11. Trzaska, 12. Tar-
noczek Jerzyk, 13. Ludanski Jurek, 14. Laciecz Czeslaw.
10.VII-41r. rano przybylo do miasteczka 8 gestapowcow,
ktorzy odbyli narade z przedstawicielami wladz miasteczka.
Na pytanie gestapowcow jakie maja zamiary w stosunku do
Zydow, to wszyscy jednomyslnie odpowiedzieli, ze trzeba
wszystkich zgladzic. Na propozycje Niemcow azeby z kazde-
go zawodu zostawic jedna rodzine zydowska, obecny miej-
scowy stolarz Szlezinski Br.[onislaw ] odpowiedzial: Mamy
dosyc swoich fachowcow, musimy wszystkich Zydow
zgladzic, nikt z nich nie moze zostac zywym. Burmistrz Karo-
lak i wszyscy pozostali zgodzili sie z jego slowami. Postano-
wiono wszystkich Zydow zebrac w jedno miejsce i spalic. Do
tego celu oddal Szlezinski swoja wlasna stodole znajdujaca sie
niedaleko miasteczka. Po tym zebraniu rozpoczela sie rzez.
Miejscowi chuligani wszyscy uzbrojeni w siekiery, w spe-
cjalne kije w ktorych byly nabite gwozdzie i inne narzedzia
zniszczenia i tortur wypedzili wszystkich Zydow na ulice. Jako
pierwsza ofiare swoich diabelskich instynktow wybrali 75
najmlodszych i najzdrowszych Zydow, ktorym kazali podniesc
z miejsca i zaniesc wielki pomnik Lenina, ktorego w swoim
czasie Rosjanie postawili w centrum miasteczka. Bylo to nie-
mozliwie ciezkie, ale pod gradem straszliwych uderzen musie-
li jednak Zydzi to zrobic. Niosac pomnik musieli jeszcze do te-
go spiewac, az przyniesli go na wskazane miejsce.
Tam zmuszono ich do wykopania dolu i wrzucenia po-
mnika. Po tym ci sami Zydzi zostali zakatowani na smierc
i wrzuceni do tego samego dolu.
Drugim znecaniem sie bylo: Mordercy zmusili kazdego
Zyda do wykopania grobu i pogrzebania poprzednio zabi-
tych Zydow, pozniej ci z kolei zostali zamordowani i pocho-
wani przez innych.
Trudno jest do odzwierciedlenia wszystkich okrucienstw
chuliganow i trudno jest znalezc w historii naszych cierpien
cos podobnego.
_____________________________________________________________
13





Spalano brody starych Zydow, zabijano niemowleta
u piersi matek, bito morderczo i zmuszano do spiewow,
tancow i.tp. Pod koniec przystapiono do glownej akcji
do pozogi. Cale miasteczko zostalo otoczone przez straz,
takze nikt nie mogl uciec, pozniej ustawiono wszystkich
Zydow po 4 w szeregu, a Rabina powyzej 90-ciu lat Zyda
i rzezaka postawili na czele, dano im czerwony sztandar
do rak i pedzono ich spiewajac do stodoly. Po drodze
chuligani bili ich bestialsko. Obok bramy stalo kilku chu-
liganow, ktorzy grajac na roznych instrumentach, starali
sie zagluszyc krzyki nieszczesliwych ofiar. Niektorzy
z nich probowali sie bronic, ale byli bezbronni. Pokrwa-
wieni, skaleczeni, zostali wepchnieci do stodoly. Potem
stodola zostala oblana benzynai podpalona, poczym po-
szli bandyci pozydowskich mieszkaniach szukajac pozo-
stalych chorych i dzieci. Znalezionych chorych zaniesli
sami do stodoly, a dzieci wiazali po kilka za nozki i przy-
taszczali na plecach, kladli na widly i rzucali na zarzace
sie wegle.
Po pozarze z jeszcze nie rozpadlych cial, wybijali siekie-
rami zlote zeby z ust i na rozne sposoby zbeszczeszczali
ciala swietych meczennikow".*6
Choc jest ewidentne dla czytelnika przekazu Wasersz-
tajna, ze w Jedwabnem znecano sie nad Zydami ze
szczegolnym okrucienstwem, to trudno zrozumiec
_____________
*6 Zydowski Instytut Historyczny (ZIH), kolekcja nr 301, dokument
152, spisany przed Zydowska Komisja Historyczna w Bialymstoku,
5 IV 1945 roku. U dolu strony dopisek: "Swiadek Szmul Wasersztajn;
Protokolant E.Sztejman; Przewodniczacy Zyd. Woj. Komisji Historycz-
nej Mgr. M.Turek; Dowolnie przetlumaczyl z jez.zydowskiego M.
Kwater". Warto tez odnotowac, ze niektore osoby skladaly relacje kilka-
krotnie i wersje niekiedy roznia sie w szczegolach. Na przyklad zapis
kolejnej rozmowy z Wasersztajnem, ktory znajduje sie w ZIH-u pod sy-
gnatura 301/613, podaje,ze na cmentarzu zamordowano grupe
50 mlodych Zydow, i ze z Jedwabnego przezylo 18 osob.
_____________________________________________________________
14




w pierwszej chwili pelna tresc tego swiadectwa. Tyle cza-
su mniej wiecej uplynelo, od kiedy natknalem sie na jego
relacje w archiwach ZIH-u, do chwili kiedy zrozumialem,
co jest w niej powiedziane. Kiedy jesienia1998 roku po-
proszono mnie napisanie eseju do ksiegi pamiatkowej
z okazji jubileuszu profesora Tomasza Strzembosza, po-
stanowilem opisac na przykladzie Jedwabnego jak sasie-
dzi-Polacy znecali sie nad miejscowymi Zydami. Ale nie
dotarlo do mnie jeszcze wtedy, ze w konkluzji calej serii
zabojstw i okrucienstw popelnionych tego dnia, po prostu
wszystkich pozostalych przyzyciu Zydow spalono. Dla-
tego tez nie dziwi mnie rozpietosc w czasie miedzy jego
zeznaniem i poczatkiem procesu w Lomzy. Mnie tez
zajelo cztery lata zanim zrozumialem, co Wasersztajn po-
wiedzial. Dopiero ogladajac materialy nakrecone przez
Agnieszke Arnold do filmu dokumentalnego "Gdzie moj
starszy brat Kain?" (a konkretnie natknawszy sie na roz-
mowe przed kamera z corka wlasciciela stodoly, w ktorej
sasiedzi-Polacy spalili w lipcu 1941 roku jedwa-
bnienskich Zydow) pojalem,co tam sie stalo. *7 I jak to
zwykle bywa kiedy nam juzspadnie zaslona z oczu
skoro tylko uswiadomimy sobie,ze dotychczas niewy-
_____________
*7 W pare miesiecy po oddaniu zamowionego tekstu ogladalem film
Agnieszki Arnold i pojalem, co sie wydarzylo. Zastanawialem sie czy
wycofac moj rozdzial, bo ksiazka nie byla jeszcze wydrukowana, ale do-
szedlem do przekonania, ze historia mordu w Jedwabnem ma kilka wy-
miarow i jednym z nich jest proces przenikania wiedzy o tym zdarzeniu
do swiadomosci spolecznej historykow zajmujacych sie okupacja
(a wiec ludzi takich jak ja), szerokiej opinii spolecznej (zobaczymy jak
ten proces bedzie przebiegal) i wreszcie samej ludnosci miasteczka Je-
dwabne, ktora zyje z ta wiedza od trzech pokolen.
Chcialbym w tym miejscu podziekowac Agnieszce Arnold za udo-
stepnienie mi skryptu przeprowadzonych wywiadow i za zgode, ktora
wyrazila, abym nadal tej ksiazce tytul "Sasiedzi", choc pod takim
wlasnie tytulem planuje zrobienie filmu dokumentalnego zagladzie je-
dwabienskich Zydow.
_____________________________________________________________

15




obrazalne jest dokladnie tym,co sie wydarzylo oka-
zalo sie,ze cala historia jest swietnie udokumentowana,
ze swiadkowie zyjado dzis, ze pamiec tej zbrodni prze-
trwala w Jedwabnem przez pokolenia.
_____________________________________________________________
16




Zrodla


Najlepsze Zrodla dla historyka sa te, ktore odnotowuja ba-
dane zdarzenia na biezaco. Nalezaloby, w zwiazku z tym,
siegnac po niemiecka dokumentacje Zaglady Zydow na tych
terenach. Jednakze w codziennych raportach Oddzialow Spe-
cjalnych SS z frontu wschodniego rozprowadzanych wedlug
rozdzielnika przez Glowny Urzad Bezpieczenstwa Rzeszy
(RSHA), nie ma wzmianki o Jedwabnem.*8 Nic w tym dziw-
nego zreszta, bo Einsatzgruppe B, w ktorej sektorze dzialania
znajdowaly sie Lomza i Jedwabne, 10 lipca byla juz gdzies
w okolicy Minska. Jakis meldunek o morderstwie Zydow
w Jedwabnem zostal zapewne sporzadzony przez obecnych
tam wowczas Niemcow, ale mogl przeciez ulec zniszcze-
niu.*9 Najprawdopodobniej jest tez gdzies film dokumentalny
nakrecony przez Niemcow w czasie pogromu. Pokazywano
go chyba w kinach warszawskich w 1941 roku.*10
_____________
*8 Raporty te, wysylane codziennie od 22 czerwca 1941 roku, znaj-
duja sie w archiwum federalnym w Koblencji, Bundesarchiv Koblenz,
pod sygnatura R 58/214.
Wybor raportow sytuacyjnych Einsatzgruppen z kampanii rosyjskiej
ukazal sie rowniez drukiem w jezyku angielskim jako The Einsatzgruppen
Reports , w opracowaniu Yitzaka Arada, Shmuela Krakowskiego i Shmu-
ela Spectora, wydanym przez The Holocaust Library, New York, 1989.
*9 Na przyklad ani Christopher Browning ani David Engel, obaj
swietni znawcy przedmiotu, ktorzy od lat badaja niemieckie archiwa,
miasteczku Jedwabne nie slyszeli.
*10 Wiktor Nielawicki (dzis, mieszkajac w Izraelu, uzywa nazwiska
Avigdor Kochav), ktory uratowal sie z pogromu i pozniej byl w polskiej
partyzantce ukrywajac swoje zydowskie pochodzenie, wrocil w te oko-
lice wraz z dwoma kolegami z oddzialu w 1944 roku. Pewnego dnia na-
tkneli sie na drogowskaz z napisem Jedwabne i jeden z jego towarzyszy,
zastanowiwszy sie chwile, przypomnialsobie, ze zna te nazwe z nie-
mieckiej kroniki filmowej ogladanej w Warszawie, w ktorej pokazywa-
_____________________________________________________________

17




Tak wiec pierwsza i najobszerniejsza relacja na ten temat
jest zeznanie Wasersztajna z 1945 roku. Kolejny opis wyda-
rzen znajdziemy w aktach lomzynskich procesow z maja 1949
roku i listopada 1953 roku. I wreszcie w 1980 roku ukazala sie
ksiega pamiatkowa Zydow jedwabienskich, w ktorej kilku
swiadkow naocznych opisalo wojenna tragedie rodzinnego
miasteczka. W1998 roku Agnieszka Arnold przeprowa-
dzila wywiady na ten temat z paroma mieszkancami Jedwab-
nego, a w rok pozniej z wieloma osobami rozmawialem sam.*11
_____________
no jak Polacy mordowali Zydow w odruchu "slusznego gniewu"(roz-
mowa z Nielawickim,luty 2000 roku).
W aktach sprawy Ramotowskiego znajdziemy tez zeznania swiadka
Julii Sokolowskiej, ktore dalej bede cytowal, a w nich takie zdanie
"niemcy stali po bokach i robili z tego zdjecia i pozniej pokazywali dla
ludnosci jak polacy mordowali zydow" (GK,SO L123/630). W swietle
relacji Nielawickiego wydaje mi sie, ze musiala miec na mysli wlasnie
film a nie, powiedzmy, wystawe fotograficzna. Tak wiec niewykluczo-
ne, ze ten pogrom bedziemy mogli jeszcze kiedys zobaczyc na ekranie.
*11 Nastepujacy Zydzi z Jedwabnego i okolic zyli do chwili ukoncze-
nia pisania tej ksiazki i rozmawiali ze mna na temat warunkow w mia-
steczku przed wojna i okolicznosci lipcowego mordu: rabin Jacob Baker
(Eliezer Piekarz), ktory wyjechal z Jedwabnego w 1938 roku i ktorego
staraniem ukazala sie Ksiega Pamiatkowa Zydow Jedwabienskich; je-
go brat Herszel Baker, ktory przezyl wojne w okolicach Jedwabnego;
Avigdor Kochav (Nielawicki) rodem z Wizny, byl w Jedwabnem w cza-
sie pogromu; Mietek Olszewicz,przezyl pogrom w Jedwabnem i byl jed-
nym z Zydow, ktorych przechowala Wyrzykowska; jego, wowczas, na-
rzeczona Ela Sosnowska i Leja Kubrzanska (Kubran) rowniez przechowa--
ne przez Wyrzykowska; Szmul Wasersztajn (zmarl9 lutego 2000 roku).
Wdzieczny jestem mecenasowi Ty Rogersowi, ktorego rodzina pochodzi
z Jedwabnego, za ulatwienie mi kontaktow z wieloma osobami. Rozma-
wialem takze z paniaAntonina (Antosia, jak mowia o niej jej podopiecz-
ni) Wyrzykowska, obecnie zamieszkala w Chicago, jak rowniez z Janem
Cytrynowiczem z Lomzy, ktorego rodzina przeszla na katolicyzm jesz-
cze przed wojna w Wiznie i pania Adamczyk z Jedwabnego. Rozni inni
przygodnie spotkani starsi obywatele miasteczka pytani o te wydarzenia
niewiele z nich pamietali, albo ich akurat wtedy w Jedwabnem nie bylo.
_____________________________________________________________
12




Taka jest baza zrodlowa niniejszego opracowania. W jaki spo-
sob nalezy z tych zrodel korzystac?
Z licznych zapisow w dziennikach i pamietnikach wie-
my, ze swiadectwa pozostawione przez Zydow na temat
okresu Zaglady byly celowo pomyslane jako mozliwie naj-
wierniejszy opis doswiadczanej katastrofy. Skoro nie mozna
bylo zapobiec metodycznie prowadzonej akcji mordowania
ludnosci zydowskiej, to obowiazkiem jawilo sie swiadkom
przynajmniej zachowanie pamieci procesie zniszczenia.
Dokladnie ta sama intencja przyswiecala inicjatywom ze-
spolowym, dobrze znanym i z rewerencja traktowanym
przez dzisiejsza historiografie Oneg Szabat Emanuela
Ringelbluma, czy archiwistom z getta kowienskiego.
Utrwalajac na papierze zapis zbrodni, ofiary unie-
waznialy niejako przed trybunalem historii nazistowski pro-
jekt unicestwienia narodu zydowskiego. I nie bylo powo-
dow, aby Zydzi chcieli przypisywac Polakom zbrodnie po-
pelnione przez Niemcow. Kazdy swiadek, oczywiscie,
moze sie mylic i kazda relacje, o ile to mozliwe, nalezy kon-
frontowac z wiedza nabyta za pomoca innego zrodla. Ale
zla wole wzgledem sasiadow-Polakow w tej materii
Zydow nie mamy podstaw podejrzewac.
Z kolei wykorzystanie przez historyka materialow wy-
tworzonych podczas procesu sadowego wymaga zastosowa-
nia specjalnych kryteriow oceny. Nalezy sie trzymac kilku
prostych zasad. Pamietajmy, po pierwsze, ze podejrzani
beda sie starali bagatelizowac wlasny udzialw zdarzeniach,
ktore stanowia podstawe oskarzenia. Jest w ich interesie
rowniez, ile to mozliwe, wage samego wydarzenia po-
mniejszac. Pamietajmy, ze nie sa zobowiazani, w swietle
prawa, do mowienia prawdy, zas swiadkowie, choc musza
mowic prawde pod grozba odpowiedzialnosci karnej, moga
byc wybiorczy i wstrzemiezliwi w odpowiedziach. W do-
datku protokol przesluchania to bardzo specyficzny gatunek
dokumentu zrodlowego, w ktorym glos odautorski za-
posredniczony jest przez osobe trzecia zadajaca pytania
_____________________________________________________________

19




i spisujaca odpowiedzi. Dlatego tez wartosc materialu pro-
cesowego dla historyka bardzo zalezy od sposobu prowa-
dzenia sledztwa i wnikliwosci przewodu sadowego.
Tym czasem, jak sie okazuje, sprawa sadowa przeciwko
Ramotowskiemu i towarzyszom byla prowadzona pospiesz-
nie. Moze to nawet zbyt lagodne okreslenie, zwazywszy,
ze rozprawe przeciwko dwudziestu dwom oskarzonym za-
konczono w ciagu jednego dnia: 16 maja sprawa weszla na
wokande Sadu Okregowego w Lomzy, a juz 17 maja
ogloszono wyrok. Dwunastu oskarzonych zostalo skaza-
nych w procesie, a reszte uniewinniono od stawianych za-
rzutow. Jozef Sobuta, sadzony w 1953 roku, tez zostal unie--
winniony.
W procesie Ramotowskiego oskarzeni dostali naste-
pujace wyroki: Karol Bardon zostal skazany na kare smier-
ci; Jerzy Laudanski na 15 lat wiezienia; Zygmunt Lau-
danski, Wladyslaw Miciura i Boleslaw Ramotowski na 12
lat wiezienia; Stanislaw Zejer i Czeslaw Lipinski na 10 lat;
Wladyslaw Dabrowski, Feliks Tarnacki, Roman Gorski,
Antoni Niebrzydowski, i Jozef Zyluk na 8 lat; zas Jozef
Chrzanowski, Marian Zyluk, Czeslaw Laudanski, Wincenty
Goscicki, Roman Zawadzki, Jan Zawadzki, Aleksander
Lojewski, Franciszek Lojewski, Eugeniusz Sliwecki i Sta-
nislaw Sielawa zostali uniewinnieni.
Dokumenty archiwalne zawieraja dosc zaskakujaca
sprzecznosc na temat tego, kto byl sadzony w procesie.
W aktach sprawy Ramotowskiego na pierwszej stronie
"Protokolu rozprawy glownej" spisanego bardzo czytelnym
pismem przez protokolantke Cz. Mroczkowska 16 maja
1949 roku, czytamy m.in. nastepujace zdanie: "Oskarzeni
stawili sie na rozprawe wszyscy". Nastepnie znajdziemy
tam wymienione 22 nazwiska oskarzonych *12. Natomiast
w aktach kontrolno-sledczych Urzedu Bezpieczenstwa Pu-
_____________
*12 GK, SO L123/200-202
_____________________________________________________________
12




blicznego w Lomzy znajduje sie "Raport przebiegu i wy-
niku rozprawy sadowej" z nastepnego dnia, 17 maja 1949
roku, wyslany do Wojewodzkiego Urzedu Bezpieczenstwa
Publicznego w Bialymstoku, gdzie wymienionych jest tylko
szesnastu oskarzonych w tymze samym procesie. Co wiecej,
na liscie tej znajduje sie tez nazwisko Aleksandra Janow-
skiego, ktorego nie ma wsrod oskarzonych wyliczonych
w protokole z rozprawy *13.W aktach sprawy Janowski
przesluchiwany jest jako swiadek. Oba dokumenty wymie-
niaja te same dwanascie nazwisk osob skazanych w proce-
sie i podaja taka sama wysokosc wyrokow, ktore otrzymali.
Nie potrafie wyjasnic przyczyny rozbieznosci miedzy ty-
mi dokumentami. Wydaje mi sie, ze protokol sporzadzony
publicznie na sali sadowej jest bardziej wiarogodny niz we-
wnetrzny raport napisany w UB. Nawiasem mowiac ta przy-
padkowo stwierdzona niezdolnosc doliczenia sie dwudzie-
stu dwoch oskarzonych, zasiadajacych na sali sadowej,
rzuca interesujace swiatlo na proces lustracji prowadzony
w oparciu ubeckie zapiski.
Sprawa Jozefa Sobuty warta jest krotkiego komentarza.
Byl jednym z podejrzanych w procesie Ramotowskiego
i umorzono w stosunku do niego dochodzenie, poniewaz
przebywal wowczas w szpitalu dla umyslowo chorych.
Lomzynskie UB zawiadamia prokurature 24 III 1949 roku,
ze zatrzymaja Sobute po wyleczeniu ale widocznie postano-
wili nie zwlekac z procesem *14. Nie wykluczone, ze Sobuta
symulowal chorobe umyslowa. Po wyjsciu ze szpitala za-
mieszkal w Lodzi, gdzie prowadzil sklep, az skazano go na
12 miesiecy pracy przymusowej za probe dania lapowki.
Czyli, jak to mowia wariat, ktory wie, gdzie stoja konfitury.
W sledztwie z 1953 roku dwoch powolanych przez
sad lekarzy zrobilo mu badanie psychiatryczne. Sobuta nie
_____________
*13 UOP
*14 (GK, SO L123/763)
_____________________________________________________________

21




wiedzial w trakcie badania o co ma sprawe, na zapytanie,
kiedy wyszedl z obozu, odpowiedzial "kiedy brama sie
otworzyla" i w ogole robil wrazenie idioty, chociaz biegli
uznali, ze jest w pelni poczytalny *15. W sledztwie z reguly ni-
czego nie pamietal, ale odnosnie kwestii, ktora mogla byc
dla niego powaznym zagrozeniem bowiem wszystko
wskazuje na to, ze to on dyrygowal rozbiciem pomnika Le-
nina w trakcie pogromu wymyslil bardzo inteligentna
falszywa historyjke *16. Na podstawie zeznan rozmaitych osob
nie ulega dla mnie watpliwosci, ze nalezal do najbardziej
aktywnych w czasie pogromu. Dlaczego wiec go uniewin-
niono?
Otoz zarzut, ktory mu postawiono w 1953 roku skladal
sie z dwoch czesci. Sobuta byl podejrzany o to, ze "w cza-
sie od 22 czerwca 1941 do czerwca 1944 w miasteczku Je-
dwabne pow. Lomza idac na reke hitlerowskiej wladzy
panstwa niemieckiego bral udzialw spaleniu zywcem kilka-
set Zydow oraz wskazalzandarmerii niemieckiej funkcjona-
riusza M.O. i czlonka W.K.P.(b) Czeslawa Krupinskiego,
wzglednie Kupieckiego, ktoregozandarmi zamordowali"
(podkreslenie moje *17). I kiedy oficer sledczy w Bialymstoku,
chorazy Wiktor Chomczyk, po zaznajomieniu sie z aktami
sprawy, postanowil 2 pazdziernika 1953 roku czesciowo
umorzyc sledztwo "w przedmiocie czynionego mu zarzu-
tu wskazania niemcom Kupieckiego Czeslawa b. milicjanta
za wladzy radzieckiej" to z calej sprawy uszlo powietrze
i Sobute wkrotce sad uniewinnil *18. Ewidentnie "udzial
w spaleniu zywcem kilkaset Zydow" w czasie okupacji nie
bylw ocenie stalinowskiego wymiaru sprawiedliwosci
wystepkiem domagajacym sie natychmiastowego ukarania.
_____________
*15 (GK, SWB 145/205)
*16 (GK, SWB 145/267-270)
*17 GK, SWB 145/199
*18 (GK, SWB 145/274)
_____________________________________________________________
22




Pisze o tym, poniewaz lata 1949 i 1953 przypadaja na
okres glebokiego stalinizmu, kiedy zarowno sadownictwo
jak i organa sledcze cieszyly sie zasluzenie zla opinia.
W dodatku na rozprawie oskarzeni jeden po drugim
oswiadczaja, ze ich bito w sledztwie i w ten sposob zmu-
szano do skladania zeznan co, zwazywszy na metody
wowczas stosowane przez UB, jest bardzo prawdopodob-
ne. Tyle tylko, ze nic nie wskazuje na to, aby usilowano
przemoca wydobyc z podejrzanych jakies konkretne infor-
macje, w akcie oskarzenia nie ma zadnych konstrukcji na
temat wzajemnych powiazan miedzy oskarzonymi, organi-
zacji, itp. Materialy kontrolno-sledcze tego dochodzenia,
ktore odslaniaja "podszewke", by tak rzec, calej sprawy,
pokazuja wyraznie, ze nie ma ona drugiego dna. W "Ra-
porcie likwidacyjnym" z 24 stycznia 1949 roku cytowa-
nym przeze mnie juz wczesniej, jest podpunkt nr 5, zaty-
tulowany "Plan dalszych operacyjnych przedsiewziec",
w ktorym opisano kolejne kroki zmierzajace do przekaza-
nia sprawy prokuraturze. I z tego dokumentu i z calego ze-
spolu akt, ktory sie zachowal, widac, ze jest to zupelnie ru-
tynowe sledztwo. I nagla amnezja oskarzonych w czasie
procesu, skadinad zrozumiala, jest mniej przekonujaca niz
zlozone wyjasnienia w sledztwie, tym bardziej ze okolicz-
nosci mordu lipcowego byly nieustannym tematem roz-
mow w miasteczku.
Z materialow sledztwa wynika, ze Ramotowski i towa-
rzysze byli przesluchiwani wlasciwie po jednym razie. Pro-
tokoly sa krotkie, sporzadzone wedlug tego samego wzoru.
Z reguly zadawano trzy pytania: gdzie mieszkaliscie w lip-
cu 1941 roku, czy braliscie udzialw mordowaniu zydow
(z malej litery) w miesiacu lipcu i jakie jeszcze inne osoby
braly udzial w zganianiu i mordowaniu Zydow w miescie
Jedwabne? Wiekszosc protokolow przesluchan spisana jest
ta sama reka i podpisana przez tego samego sledczego,
Grzegorza Matujewicza. Gros protokolow przesluchan
(wyjawszy sporadyczne poZniejsze uzupelnienia) datowane
_____________________________________________________________

23




jest od osmego do dwudziestego drugiego stycznia. Tak
wiec cale postepowanie dowodowe zamknieto wlasciwie
w ciagu dwoch tygodni.
Mozemy z tego chyba wyciagnac wniosek, ze nie
byla to sprawa, do ktorej przywiazywano wieksze znacze-
nie. Nie poswiecono jej w kazdym razie ani wiele pracy,
ani zbytniej uwagi. Symbolem dezynwoltury, z jaka zo-
stala potraktowana, moze byc samo brzmienie aktu
oskarzenia przeciwko Ramotowskiemu i towarzyszom,
"o to,ze: w dniu 25 czerwca 1941 roku w Jedwabnem,
pow. lomzynskiego idac na reke wladzy panstwa niemiec-
kiego brali udzialw ujeciu okolo 1200 osob narodowosci
zydowskiej, ktore to osoby przez Niemcow zostaly maso-
wo spalone w stodole Bronislawa Sleszynskiego".*19
A przeciez mord jedwabienski mial miejsce 10 lipca
i jest tym caly czas mowa w protokolach sledztwa! Ale
prokuratorowi najwyrazniej utkwila w pamieci pierwsza
data z relacji Wasersztajna, gdzie wymieniony jest
25 czerwca. A potem jeszcze dlugo ani oskarzyciel, ani
sad nie zadali sobie trudu, zeby te niescislosc poprawic.
Dopiero w ostatniej instancji, w uzasadnieniu wyroku po
rozprawie kasacyjnej w Sadzie Najwyzszym, odnotowa-
no, ze "mord jedwabnicki byl kilka dni nizto przyjal
Sad Okregowy pozniej" [w istocie przeszlo dwa tygo-
dnie pozniej!].*20
Idzie mi to,ze nie byl to proces polityczny i ze nikomu
nie zalezalo w stalinowskiej Polsce na pokazaniu, ze Zydzi
ucierpieli w czasie wojny jakos szczegolnie i to wlasnie
z rak Polakow. W akcie oskarzenia powiedziane jest wprost,
ze mordowali Zydow Niemcy, chociaz sluzba bezpieczen-
stwa swietnie wiedziala, ze Niemcy nie odegrali w tym
morderstwie bezposredniej roli.*21 A poza tym jest to juz mo-
_____________
*19 GK, SOL 123/2.
*20 GK, SOL123/296.
_____________________________________________________________
12




ment, w ktorym obsesja antyzydowska Stalina wyznacza
rytm przesladowan w calym tzw. obozie.
Idzie mi tutaj nie tylko dobrze znana sprawe tzw.
kremlowskich lekarzy, czy antysemicki kontekst sprawy
Slansky’ego w Czechoslowacji, ale generalny trend
ideologiczny, ktory promieniuje z Moskwy od wojny.
Pisze o tym w znakomitym studium porownawczym Stali-
nisme et nazisme, histoire et memoire comparées , Nicolas
Werth: "W ciagu dziesieciolecia 1939-1949, podczas
ekspansji terytorialnej,wojny i sowietyzacji zajetych
terenow, w sumie deportowano okolo 3.200.000 ludzi.
W znakomitej wiekszosci wyselekcjonowano ich na
podstawie kryteriow etnicznych a nie klasowych, tak jak to
mialo miejsce w czasie "rozkulaczania «". Jak wiemy
wsrod tej fali zeslancow niemala czesc stanowili Polacy.
I dalej: "Wrog,najwyrazniej, zmienil oblicze w kontekscie
"drugiego [tzn.powojennego ] stalinizmu", ktory charakte-
ryzowal sie wstecznym, regresywnym obskurantyzmem,
jak na przyklad antysemityzm (ktorego w ogole nie da-
walo sie wyczuc w pierwszym pokoleniu przywodcow
bolszewickich) i ksenofobia odmieniana na wiele sposo-
bow w ramach peanow na czesc "Wielkiej Rosyjskiej Oj-
_____________
*21 W materialach kontrolno-sledczych znajdziemy "Meldunek
o wszczeciu rozpracowania sprawy" z 22 stycznia 1949 roku dotyczacy
"podejrzanych wspolprace z okupantem niemieckim na terenie m.
Jedwabne". Po wymienieniu 23 nazwisk (jest wsrod nich rowniez
nazwisko Sobuty, ktoremu jak juz wiemy wytoczono proces dopiero
pozniej, w 1953 roku) powiedziane jest tam, ze "w 1941 r. z chwila
wkroczenia wojsk okupanta niemieckiego na teren m. Jedwabnego,
w/w osoby przystapily do mordowania obywateli zydowskich, gdzie
wymordowali okolo tysiac piecset osob przez spalenie w stodole w m.
Jedwabne, oraz zabijaniem bagnetami na cmentarzu zydowskim.
Niemcy w tym udzialu nie brali a stali obok i fotografowali jak polacy
znecaja sie nadzydami"(UOP).
_____________________________________________________________

25




czyzny". Glowny wrog od tej pory byl definiowany w ka-
tegoriach etnicznych".*22
Sprawa trzeba sie bylo zajac, bo najwyrazniej doniesie-
nie o popelnionym przestepstwie wpadlo w jakies tryby
urzedowe, ale zrobiono to szybko i pobieznie. I dlatego
wlasnie, iz nie byly elementem politycznej rozgrywki
mysle, ze materialy sledztwa dobrze nadaja sie do rekon-
strukcji prawdy historycznej biorac naturalnie pod uwage
zrozumiala wstrzemiezliwosc podejrzanych przed ujawnia-
niem pelnego wymiaru zbrodni i stopnia wlasnego zaan-
gazowania.*23
_____________
*22 Nicolas Werth,Logiques de violence dans l ’URSS stali-nienne , w:
Henry Rousso,wyd.,op.cit.,Éditions Complexe,Bruxelles,1999,str.
122,123.
*23 Szczegolnie interesujace okazuja sie podania o laske i
przedtermi-
nowe zwolnienia pisane juz w trakcie odbywania kary. Pisma te do tego
stopnia sie rozmnozyly, ze sad w Lomzy zwrocil sie 2 kwietnia 1954 ro-
ku do sadu w Bialymstoku z prosba przekazanie akt, poniewaz "w wy-
mienionej sprawie 11 osob jest skazanych na dlugoterminowe wiezie-
nie, wyrok jest wykonywany przez tut. [ejsza] prokurature, a oskarzeni
stale skladaja prosby o laske,przedterminowe zwolnienie, itp."(GK,
SWB 145/786).
_____________________________________________________________

26




Przed wojna


Jedwabne lezy na skrzyzowaniu zalewowych dolin
dwoch duzych rzek, Biebrzy i Narwi, w przeslicznej okoli-
cy. Na wiosne, kiedy rzeki wylewaja, "notuje sie tu liczne
stada gesi zbozowych i bialoczelnych, swistunow,
rozencow, batalionow czy rycykow," nie mowiac juz rybi-
twach bialoskrzydlych, bakach, gegawach i plaskonosach.
Takie to informacje, miedzy innymi, mozemy wyczytac
w fachowym przewodniku. Kotlina Biebrzanska bowiem
"stanowi najwiekszy w Polsce obszar torfowiskowo-bagienny
wysokim stopniu naturalnosci i niespotykanym bogactwie
flory i fauny."*24 Natomiast miasteczko samo zbytnia uroda
nie grzeszy.
Posrod lasow i lak najtanszym i latwo dostepnym budul-
cem w tej okolicy od zawsze byly drzewo i sloma, a wiec
plaga mieszkancow staly sie pozary. Najgorszy w tym stule-
ciu pochlonal doszczetnie w 1916 roku prawie trzy czwarte
wszystkich zabudowan Jedwabnego. Osiemnastowieczna
drewniana synagoga, ktorej architekture mozna podziwiac
w albumie Kazimierza i Marii Piechotkow, splonela trzy la-
ta wczesniej, na rok przed wybuchem pierwszej wojny
swiatowej.*25 Po latach,w ksiedze pamiatkowej jedwa-
_____________
*24 I dalej: "Jako jeden z najcenniejszych obiektow przyrodniczych
w Europie, Bagna Biebrzanskie stanowia dzis Biebrzanski Park Narodo-
wy. Jest to jeden z najmlodszych, a zarazem najwiekszy park narodowy
w Polsce" (Lomza, mapa topograficzna Polski N-34-105/106, wydanie tu-
rystyczne, Warszawa, Wojskowe Zaklady Kartograficzne, 1997, verso).
*25 Kazimierz i Maria Piechotkowie, Bramy nieba: boznice drewnia-
-ne na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej , Warszawa, Krupski i S-ka,
1996, str.231-232.
Informacje na temat historii miasta Jedwabne i Zydow tam miesz-
kajacych do wojny podaje opierajac sie na maszynopisie (bez tytulu) au-
_____________________________________________________________

27




bienskich Zydow, jedna z dawnych mieszkanek wspomina
jak wieczorami, przed pojsciem spac, spogladano jeszcze ku
polnocy, gdzie tuz za linia horyzontu lezalo miasteczko Ra-
dzilow. I jesli niebo zaczynalo rozowiec, ladowano
pospiesznie na wozy najpotrzebniejsze dla pogorzelcow rze-
czy i wyruszano w droge. Tak samo radzilowscy Zydzi trzy-
mali na oku Jedwabne. Pozary zdarzaly sie czesto, a ze lud-
nosc pobliskich miasteczek byla ze soba spokrewniona,
dzielila w ten sposob wspolny los i zasoby.
Jedwabne uzyskalo prawa miejskie staraniem stolni-
ka lomzynskiego w 1736 roku. Ale miejscem zasiedlenia
bylo juz przynajmniej 300 lat wczesniej. Zydzi przy-
szli do Jedwabnego z Tykocina i przez pewien czas pod-
legali tamtejszej gminie. Kiedy budowano piekna drew-
niana synagoge w 1770 roku, na okolo 450 miesz-
kancow az 387 (nie wiem skad ta dokladnosc danych)
to byli Zydzi. W przededniu pierwszej wojny swiatowej
populacja miasteczka osiagnela apogeum, zblizajac sie
do 3.000, aby wkrotce potem, w 1916 roku, spasc do za-
ledwie siedmiuset osob, na skutek zniszczen i wysiedlen
ludnosci zydowskiej zarzadzonych przez wycofujacych
sie Rosjan.
_____________
torstwa historyka Bialostocczyzny, Henryka Majeckiego, raz na ksie-
dze pamiatkowej poswieconej jedwabienskim Zydom,Yedwabne: Hi-
story and Memorial Book, Julius L. Baker and Jacob L. Baker, eds., Je-
rusalem-New York, The Yedwabner Societies in Israel and the United
States of America, 1980. W przypisach podaje numery strony tylko
w odniesieniu do cytatow. Jak informuje w swej pracy Majecki, byly dy-
rektor Archiwum Panstwowego w Bialymstoku, "niezmiernie jest
malo zrodel do dziejow Jedwabnego okresu miedzywojennego. Nie za-
chowaly sie bowiem w ogole akta Magistratu oraz Zarzadu Gminnego,
istniejacych na tym obszarze organizacji spolecznych, szkol i zakladow
pracy. Nie znane sa [mu ] rowniez zrodla typu pamietnikarskiego. Nie
zachowaly sie i akta urzedow szczebla powiatowego powiatow kol-
nenskiego ilomzynskiego, w sklad ktorych kolejno wchodzil omawiany
obszar" (op.cit.,str.41).
_____________________________________________________________
28




Po wojnie wiekszosc wysiedlonych wrocila i miasteczko
zaczelo sie odbudowywac. Wedlug spisu powszechnego,
w 1931 roku zamieszkiwalo tam juz 2.167 obywateli
w przeszlo szescdziesieciu procentach pochodzenia zydow-
skiego. Ludnosc okolicznej gminy i pozostali mieszkancy
miasta byli narodowosci polskiej.
W 1933 roku zarejestrowanych w miescie bylo 144
rzemieslnikow, w tym 36 krawcow i 24 szewcow. Rze-
mioslem i uslugami zajmowali sie glownie Zydzi i z cala
pewnoscia wielu z nich nie stac bylo na wykup licencji.
"W naszym miasteczku", wspomina Tsipora Rothschild,
"nie bylo strajkow. Cala produkcja pochodzila z pracy
rzemieslnikow, ktorym pomagali czlonkowie rodziny.
Przypominam sobie dosc niezwykly konflikt pracowni-
czy. Syn Nachuma Piatkowskiego, Arie, postanowil za-
strajkowac przeciwko wlasnemu ojcu. I kiedy Nachum
zaczal go bic zelazna tasma, Arie krzyczal z bolu i wolal
do ojca "jestem socjalista i nie chce pracowac po no-
cach!"*26
W niewielkich rodzinnych warsztatach ciezko pracowa-
no od rana do wieczora (a czasem, jak widzielismy, i w no-
cy), zas wielu rzemieslnikow po prostu nosilo warsztat pra-
cy na grzbiecie, krazac po okolicznych wioskach, niekiedy
calymi miesiacami, oferujac uslugi krawieckie, na
przyklad. Nalezy sie domyslac, ze tych wedrujacych rze-
mieslnikow musialo byc sporo. Spolecznosci zydowskie
w tych okolicach nadawaly sobie nawzajem charaktery-
styczne przezwiska. Na przyklad o Zydach radzilowskich
mowilo sie, z lekka pokpiwajac, Radzilower Kozes, czyli
kozly radzilowskie; lomzynskich Lomzer Baallonim ,
czyli tacy, co bardzo lubili sobie dogodzic; Zydach z Kol-
na Kolner Pekelach-Peke-wach co znaczy, ze niby dzwi-
gaja ciezary, czyli klopoty, i narzekaja bez przerwy; zas
_____________
*26 Yedwabne, op. cit., str. 8.
_____________________________________________________________

29




o Zydach z Jedwabnego Jedwabner Krichers, a wiec cos
jakby "laziki z Jedwabnego".*27
Rabin Jacob Baker do wyjazdu z Jedwabnego
w 1938 roku yeshiva bokher nazwiskiem Piekarz, ktory
juz jako mlody chlopiec zaczal studia na slynnej
lomzynskiej jesziwie z usmiechem wspomina dzisiaj
kontakty z sasiadami Polakami w okresie miedzywojen-
nym. Mieszkal z matka, babka i dwojgiem braci niedale-
ko od domu Sielawow, gdzie podobnie jak innym lu-
dziom z sasiedztwa zdarzalo sie Piekarzom brac wode
ze studni, bo byla wyjatkowo dobra. *28 Aptekarz z Jedwab-
nego, rozmawiajac 50 lat po wojnie z Agnieszka Arnold,
podobnie pamieta atmosfere sasiedzkich stosunkow: "to
tutaj nie bylo takiej wielkiej roznicy w zdaniach czy
w czym, bo oni tutaj raczej byli, w takiej malej miescinie,
byli zzyci z tymi Polakami. Zalezni od nich. Wszyscy do
siebie tu mowili po imieniu, Icek, Janek,...to bylo takie
raczej takie sielankowe zycie tutaj".*29
Tak wiec kontaktow sasiedzkich bylo wiele. I choc trak-
towano sie na dystans i z ostroznoscia bo Zydzi zawsze
mieli swiadomosc potencjalnego zagrozenia ze strony oto-
czenia, a w dodatku endecja byla najsilniejszym ugrupowa-
niem w miescie i okolicy to otwartych konfliktow zbioro-
wych nie bylo, zas kilka sytuacji, ktore mogly niebezpiecz-
nie eskalowac, udalo sie rozladowac.
_____________
*27 Ibid., str. 20. Aptekarz, mieszkajacy w miasteczku do dzis,
mowil,
ze wsrod jedwabienskich Zydow "to tej takiej inteligencji to nie bylo.
Wszystko rzemieslnicy, wszystko tacy nizszej klasy robotnicy, wozacy"
(maszynopis skryptu do filmu "Gdzie moj starszy brat Kain?" [skrypt ],
str.489).
*28 "Franek i Staszek" (jak o nich mowil podczas rozmowy ze mna
w Nowym Jorku), ktorych Baker swietnie znal i pamieta, wymienieni sa
przez Wasersztajna wsrod najwiekszych zloczyncow 10 lipca 1941 roku.
Stanislaw Sielawa byl wspoloskarzonym w procesie Ramotowskiego.
*29 Skrypt, str. 489.
_____________________________________________________________
30




Oprocz regularnie powtarzajacych sie momentow za-
grozenia do ktorych nalezala Wielkanoc, kiedy ksieza ewo-
kowali w kazaniach obraz Zyda Bogobojcy, czy w przeszlosci,
dajmy na to, sejmiki, kiedy szlachta sciagala tlumnie w otocze-
niu sluzby do jakiejs miejscowosci zawsze cos zlego
moglo sie wydarzyc przez zwykly zbieg okolicznosci. W Je-
dwabnem, na przyklad, w 1934 roku zamordowano Zydowke,
zas kilka dni pozniej, podczas jarmarku w pobliskim miastecz-
ku, zastrzelono chlopa. I ni stad ni z owad zaczeto nagle powta-
rzac, ze to Zydzi jedwabienscy w ten sposob zemscili sie na
Polakach. Nadciagajacy wedle krazacych poglosek pogrom
uprzedzila dopiero wizyta rabina Awigdora Bialostockiego
u miejscowego proboszcza w towarzystwie Jony Rothschilda
(wspomina on tym w ksiedze pamiatkowej), ktory byl do-
stawca zelaznych czesci niezbednych do odbudowy kosciola.
Epizod ten miesci sie doskonale w normie zydowskiego
losu, do ktorego nalezalo i to, ze nadchodzacych pogro-
mach zagrozona spolecznosc niemal zawsze wiedziala z go-
ry (tak samo zreszta jak i zblizajacych sie "akcjach" eks-
terminacyjnych w czasie okupacji) i przyjmowala za rzecz
zupelnie naturalna, ze w takiej sytuacji wladzom swieckim
czy duchownym nalezy sie haracz za opieke i odwrocenie
spodziewanego nieszczescia. Kryl sie za tym, mozna by
rzec, zwyczajowo usankcjonowany dodatkowy podatek,
ktory Zydzi placili za zapewnienie bezpieczenstwa. Osta-
tecznie panstwo na ten cel wlasnie opodatkowuje obywate-
li, a ze Zydzi na szczegolne i dodatkowe niebezpieczenstwa
byli narazeni to placili wiecej. Kahaly mialy od wiekow
specjalnie na ten cel zaksiegowane fundusze.*30
_____________
*30 Gershon David Hundert napisal bardzo ciekawa ksiazke o Zydach
z Opatowa w XVIII wieku, gdzie podaje miedzy innymi dokladne infor-
macje wysokosci i przeznaczeniu "darow", ktorymi oplacala sie gmi-
nazydowska w latach 1728-1784 (The Jews in a Polish Private Town.
The Case of Opatow in the Eighteenth Century, The Johns Hopkins Uni-
versity Press,Baltimore and London, 1992, str. 98-104).
_____________________________________________________________

31




Jedwabne do wybuchu wojny bylo spokojnym miastecz-
kiem i Zydom powodzilo sie tam nie gorzej niz gdziekol-
wiek indziej w Polsce, a moze nawet i lepiej niz w wielu
miejscowosciach. Spolecznosci zydowskiej nie trawily za-
dawnione spory czy podzialy. Bylo wprawdzie w Jedwab-
nem troche chasydow, ale najwiekszym autorytetem dla
wszystkich czlonkow gminy byl gleboko religijny i uducho-
wiony miejscowy rabin, Awigdor Bialostocki.
Dodac wypada wszelako, ze orientacja polityczna kleru
w lomzynskim byla zdecydowanie endecka. Jak podaje Ta-
deusz Fraczek w pracy doktorskiej pt. Formacje zbrojne
obozu narodowego na Bialostocczyznie w latach 1939-
1956, biskup lomzynski Stanislaw Lukomski w swoich li-
stach pasterskich z kwietnia 1928 roku, zakazywal gloso-
wac na "socjalistow, wyzwolencow, komunistow lub zwo-
lennikow tzw. stronnictw chlopskich". Po wyborach zas,
w parafiach, gdzie padlo duzo glosow na te stronnictwa, za-
kazal odbycia procesji rezurekcyjnych.*31 Jednak rabin Je-
dwabnego i miejscowy proboszcz, niemal do samej wojny,
kiedy przyszedl nowy ksiadz, Marian Szumowski, ende-
ckich sympatiach byli ze soba w dobrych stosunkach.
W dodatku, szczesliwym zbiegiem okolicznosci, komendant
posterunku policji w miescie okazal sie sluzbista pilnujacym
porzadku i czlowiekiem pozbawionym uprzedzen narodo-
wosciowych. Az przyszla wojna.
_____________
*31 (Warszawa, WIH, sygnatura nr 76, str. 36-37).
_____________________________________________________________
32




Okupacja sowiecka, 1939-1941


Jesienia1939 roku Jedwabne znalazlo sie na obszarach
zajetych przez Armie Czerwona. Poniewaz przeszlo polowe
ludnosci miasteczka stanowili Zydzi, z cala pewnoscia
w okresie sowieckiej okupacji wielu z nich sprawo-
walo rozne funkcje i urzedy. Wszelako obszerne, bo az 115
stronicowe, opracowanie dziejow powiatu lomzynskiego
w oparciu 125 ankiet zebranych od swiadkow omawia-
nych wydarzen przez Biuro Historyczne Armii Andersa za-
wiera tylko trzy ogolnikowe wzmianki Zydach z Jedwab-
nego,sugerujace ich nadmierna gorliwosc na rzecz nowego
ustroju.*32 Oczywiscie opracowanie dotyczy calego powiatu,
a wiec opowiada losach prawie 170 tysiecy ludzi. I tylko
16 ankiet (na 125) pochodzi od mieszkancow gminy Je-
dwabne. Tak wiec nasza wiedza tym, co sie dzialo akurat
w miasteczku Jedwabne, jest pobiezna. Ale nie ma powo-
dow aby sadzic, ze stosunki miedzy Zydami a reszta
spolecznosci lokalnej byly wowczas gorsze tam wlasnie
anizeli w jakiejkolwiek innej miejscowosci.*33 W najobszer-
_____________
*32 Mam na mysli ankiety zebrane przez Referat Historyczny Biura
Dokumentow Armii Andersa i opracowania powiatowe sporzadzone
pozniej na tej podstawie w Osrodku Studiow w Londynie, kierowanym
przez profesora Wiktora Sukiennickiego. Surowe ankiety i opracowania
powiatowe znajduja sie w archiwach Instytutu Hoovera w Kalifornii,
zdeponowane w kolekcjach Polish Government Collection i General
Anders Collection. Wzmianki o Zydach z Jedwabnego, w ktorych
zresztanie wymienia siezadnych konkretnych osob, znalezc mozna na
stronie 14, 45 i 99 maszynopisu opracowania powiatowego powiecie
lomzynskim.
*33 Janek Neumark, ktory wrocil do Jedwabnego spod okupacji nie-
mieckiej w okresie rzadow sowieckich, wspomina swoje rozczarowa-
nie kiedy sie okazalo, ze sowieci skonfiskowali wlasnosc prywatna
i wielu Zydow aresztowali (Yedwabne, op. cit., str. 112).
_____________________________________________________________

33




niejszym studium Jedwabnem jakie mialem w reku,
byly dyrektor archiwum w Bialymstoku, Henryk Majecki,
podaje nazwiska pieciu najwazniejszych urzednikow admi-
nistracji sowieckiej w miescie z tej epoki: "Przewod-
niczacym Rejonowej Rady Wykonawczej w Jedwabnem byl
Danil Kirejewicz Sukaczow, znany dzialacz KBZB sprzed
wojny, "I sekretarzem komitetu rejonowego partii Mark
Timofiejewicz Rydaczenko, czlonkami sekretariatu Piotr
Iwanowicz Bystrow i Dymitrij Borysowicz Ustilowski, zas
sekretarzem komsomolu,Aleksandr Nikiforowicz Maly-
szew.*34 Jedwabne lezalo w strefie przygranicznej, a wiec
jak nalezy przypuszczac administracja byla w rekach za-
ufanych ludzi, czyli przybyszow ze Wschodu raczej, anizeli
miejscowych.
Napotkalem tylko jedna relacje mowiaca konkretnie
o przywitaniu Sowietow w miasteczku we wrzesniu 1939
roku jak wiemy byl to moment, w ktorym utrwalila sie dla
wielu Polakow pamiec nielojalnosci Zydow a i na niej
nie bardzo mozna polegac, bo zostala spisana przeszlo
piecdziesiat lat po omawianych wydarzeniach. Krecac swoj
film Agnieszka Arnold zrobila wywiad miedzy innymi
z corka gospodarza, w ktorego stodole Zydzi jedwabienscy
zostali spaleni. A oto czego sie od niej dowiedziala na inte-
resujacy nas temat: "Ja widzialam jak Sowieci przyszli, pro-
sze pania, szli ulica Przystrzelska i przyszli, tu taka piekar-
nia tu byla i rozstawili Zyd z Zydowka stol, nakryty czerwo-
_____________
*34 H. Majecki, op.cit., str. 56. Autor nie podaje zrodel, z ktorych
za-
czerpnal te informacje.
Porownaj takze Aneks nr 3, "Wykaz obsady kadrowej radzieckich
wladz terenowych w regionie lomzynskim w latach 1939-1941," gdzie
wymienione sa te same nazwiska oprocz Malyszewa i z dodatkiem nie-
jakiego Afanasji Fiedorowicza Sobolewa (Michal Gnatowski, W ra-
dzieckich okowach. Studium o agresji 17 wrzesnia 1939 r.i radzieckiej
polityce w regionielomzynskim w latach 1939-1941, Lomzynskie Towa-
rzystwo Naukowe im. Wagow, Lomza, 1997, str. 296).
_____________________________________________________________
34




nym byl, prosze pania, tym takim plotnem czerwonym i pol-
ska rodzina. Dwie rodziny polskie, bo to oni byli komunisci
sprzed wojny... No i te trzy rodziny witali te sowieckie woj-
sko chlebem i sola. To ja widzialam. Transparent wielki byl
uczepiony od jednego budynku do drugiego, "Witamy was"
wielkimi literami, takimi bialymi, drukowanymi. I tak ich
witali z zonami. I pozniej wojsko sie na tym rynku, co teraz
jest ten park, tak obstanowilo. Bo jeszcze ja mialam 16 lat
wtenczas, takie jeszcze dzieci niby byly. A dzieci, a bo star-
si to nie wychodzili tego ogladac, bo sie bali, tylko z dale-
ka, ale dzieci to wszedzie musza byc. No ja juz nie bylam ta-
kiej pierwszej mlodosci dziecko, ale polecieli zesmy".*35
A wiec dosc typowa scenka powitania sowieckich wojsk
glownie zaciekawiona mlodziez, wsrod niej oczywiscie
Zydzi, ale nie tylko.
Pod pewnym wzgledem,wszelako, gmina Jedwabne wy-
rozniala sie w czasie okupacji sowieckiej. Dzialala tam mia-
nowicie bardzo prezna organizacja podziemna, ktora
w pewnej chwili wytropilo i zlikwidowalo NKWD. Zebra-
nych w lesie czlonkow organizacji otoczyla w czerwcu 1940
roku oblawa wojsk NKWD i wiele osob, po obu stronach
zreszta, zostalo wowczas zabitych. Obszerny przypis na te-
mat likwidacji sztabu partyzantki antysowieckiej w Kobiel-
nem znajdziemy w tomie wydanym przez Tomasza Strzem-
bosza, Krzysztofa Jasiewicza i Marka Wierzbickiego, pt.
Okupacja sowiecka (1939-1941) w swietle tajnych doku-
mentow.*36 Niezwyklym zbiegiem okolicznosci w archiwach
_____________
*35 Skrypt, str. 158, 159.
*36 Krzysztof Jasiewicz, Tomasz Strzembosz, Marek Wierzbicki, wyd.,
op. cit., Waszawa, ISP PAN, 1996, str. 212. Strzembosz opublikowal tez
na
ten temat obszerny tekst w Karcie, pt. "Uroczysko Kobielno". Podaje w
nim
wyjatki z rozmow, ktore zanotowal z uczestnikami i bliskimi swiadkami
tych wydarzen w latach 80.(Karta, nr 5, maj-lipiec, 1991, str. 3-27).
O likwidacji tej organizacji podziemnej pisze rowniezGnatowski,
op. cit., str. 125-127.
_____________________________________________________________

35




Instytutu Hoovera w Kalifornii zachowala sie tez szcze-
golowa relacja dzialalnosci tej organizacji spisana przez
kaprala Antoniego Borawskiego ze wsi Witynie, polozonej
4 kilometry od Jedwabnego. Borawski znalazl sie w Armii
Andersa juz we wrzesniu 1941 roku i wtedy podal swoj
"Zyciorys za rok 1940 i 1941", a w nim, miedzy innymi, co
nastepuje:
"..w sztabie znalazlsie tam jeden gosc Dabrowski z wsi
Kolodzieja Dabrowski byl z poczatku dobrem i wzorowym
obywatelem Polski dostarczal bron do sztabu jezdzil w od-
leglosc 100 kil. [ometrow ] az na Czerwony Bor tam gdzie
sie polskie wojska rozbrajali i dostarczal bron maszynowo
i amunicie dzie nie moglzdobyc za darmo to mial powierzo-
nie pieniadze i placil ile mogl Dabrowski byl zieciem
Wisniewskiego z Bartkow a Wisniewski byl wojtem za cza--
sow sowieckich wiec oni oba sie porozumieli jako ziec
z tesciem i jemu Wisniewski zagwarantowal ze sowieci go
nie wezmo a Dabrowski wypowiedzial gdzie on sie znajdo-
wal osztabie i owszystkiem i jakie zamiary prowadzi sztab
ze maja zamiar uderzyc na sowietow i ich rozbroic. Wiec co
sie dzieje dalej Dabrowski zwial ze sztabu zaraz to zo-
stalo skombinowanoze to cos bendzie zle a zaczeli sie wy-
nosic w lasy Algustowskie takze tylko zostalo 20 ludzi
i 5 karabinow maszynowych amunicja do nich i mieli
okolo 100 granat reczny kb.k mieli a reszte wywiezli do la-
sow Algustowskich i moj kolega z naszej wioski tez sie
jeszcze znajdowal w sztabie wiec od tej pory zaczeli sie
ubezpieczac lepiej w sztabie wystawiac posterunki od stron
niebezpiecznych. Co teraz dalej jak Dabrowski sie porozu-
mial z tesciem Wisniewskim i zaraz Wisniewski zameldo-
walto N.K.W.D. a n.k.w.d. zaraz zawiadomilo Bialystok
i zaraz przyjechali sowieci w 40 maszyn i maszyny postawi-
li 10 kilo. [metrow ] A sami otoczyli na okolo ten las i blota
i tlaryjero masierowali naprzud i co raz wiecej zaciskali
pierscien i zblizali sie sztabu tylko z jednej strony od wsi
chyliny nie zamkneli drogi posterunek naten czas zasnol
_____________________________________________________________
36




ktory stal na warcie jak sie przecknol byl wschod slonca
a sowieci juz byli od niego na 200 m. on natychmiast po-
biegl jeszcze 300 m. i za alarmowal nasza Placowka od-
kryla ogien bylo to dnia 22 czerwca 1940 r sowieci atako-
waly gwaltownie nie padajac na ziemie tylko wprost pedzo
jak dziki na placowke poniesli duze straty stwierdzali
ze bylo 36 zabitych i okolo 90 rannych straty po naszej stro-
nie wyniosly 6 zabitych 2 rannych i dwie kobiety zostaly za-
bite [...] Co sie dzieje dalej po lekwidacji sztabu na kobiel-
nem wiec pytam sie Rejonowego komendanta co teraz robic
a on nam dal odpowiedz ze sie nic nie bojcie wszystkie na-
sze ksiazki i dokumenta zostaly zniszczone sowieci nic
w rece nie wzieli nic nam nie grozi zadne niebezpie-
czenstwo. Awiec jak oni zlekwidowali nasz sztab to caly ty-
dzien siedzieli na miejscu zdarzenia i szukali broni i doku-
mentow a w ten czas kiedy sowieci nagle zaatakowali to na-
sze schwicili wszystkie nasze dokumenta i zakopali pod
krzakiem nie bardzo daleko od mieszkania wiec sowieci
znalezl i wszystkie nasze dokumenta a tam bylo podpisane
kazdego Nazwisko i imie i Pseudonim i wszystko bylo spi-
sane co kto dzialal jak tylko sowieci zdobyli ksiazkie zaraz
zaczeli otaczac cale wioski w ktorych byli Placowki
wylapywali wszystkich chlopow i patrzyli do spisku kto fi-
gurowalw ksiazce tego zabierali do wiezienia a kogo nie
bylo w ksiazce tego puszczali zaczelo sie masowe areszto-
wanie wiec my nie czekajac az nas zabiora to jak nastaje noc
to my wszyscy czlonki organizacyj uciekamy z wioski na
kilka kilometrow od domu krylim sie tak nocamy przez dwa
tygodnie".*37
_____________
*37 I konczy Borawski tymi slowami "kto bendzie czytal to go bardzo
przepraszam bo poniewasz nie jestem poeto a ze ja tak pisalna predkie
reke" (Jan T. Gross i Irena G. Gross,wybor i opracowanie, W czterdzie-
stym nas matko na Sybir zeslali..., Londyn, Aneks, 1983, dokument nr.
148, str. 330-332). Por. rowniez relacje ppor. Henryka Pyptiuka zdepo-
nowana w archiwach Studium Polski Podziemnej w Londynie (B. I).
_____________________________________________________________

37




Wielu innych, dodajmy, ucieklo wowczas na dluzszy
czas w okoliczne lasy i bagna. W ocenie Tomasza Strzem-
bosza i dwoch pozostalych wydawcow wspomnianego prze-
ze mnie tomu tajnych sowieckich dokumentow, ofiara
aresztowan padlo wtedy okolo 250 osob z okolic Jedwabne-
go, Radzilowa i Wizny.
NKWD zatrzymalo Borawskiego w Jedwabnem kilka dni
pozniej, 4 lipca, a przy jego aresztowaniu asystowal magazy-
nier tamtejszej spoldzielni, Lewinowicz. Jest to jedyne
zydowskie nazwisko, ktore pada we wszystkich cytowanych
tu relacjach i dokumentach na temat przesladowan ludnosci
tych okolic w okresie sowieckiej okupacji. Borawski i roz-
mowcy Strzembosza wymieniaja jeszcze wiele innych na-
zwisk czlonkow organizacji, ktorzy wspolpracowali
z NKWD.*38 Oczywiscie (jako ze byla to polska organizacja
konspiracyjna) zaden z nich nie bylZydem.
Pol roku po tych wydarzeniach naczelnik zarzadu
NKWD w obwodzie bialostockim, pulkownik Misiuriew,
wystosowal pismo do sekretarza Bialostockiego Obwodo-
wego Komitetu KP(b)B, Popowa, oceniajace dzialalnosc
polskiej partyzantki w rejonie Jedwabnego i skutecznosc en-
kawudowskiej strategii jej zwalczania. Dowiadujemy sie
z niego miedzy innymi, ze jakis czas po likwidacji sztabu
w Kobielnem, Sowieci oglosili amnestie dla ukrywajacych
sie w okolicy czlonkow organizacji, ktorzy sie ujawnia.Do
_____________
*38 Porownaj rowniezTomasz Strzembosz, Uroczysko Kobielno, op.
cit., str. 10, 11, 12, 15, 16, 19, 21.
Takze Marek Wierzbicki pisze, ze "w latach 1939-1941 zjawisko de-
nuncjacji istnialo rowniez wsrod spolecznosci polskiej i bylo zauwazal-
ne zwlaszcza na obszarach rdzennie polskich, np. zachodniej czesci ob-
wodu bialostockiego" (Marek Wierzbicki, Stosunki polsko-zydowskie na
Zachodniej Bialorusi (1939-1941). Rozwazania wstepne, maszynopis,
1999-2000, str.15). Patrz takze, Gnatowski, op. cit., tabelka na str.
120,
z ktorej wynika, ze w polskich organizacjach podziemnych na tych tere-
nach nie bylo Zydow.
_____________________________________________________________
38




25 grudnia, pisze Misiuriew, zglosilo sie 106 osob. I dalej:
"z grupy ujawnionych zwerbowano 25 sob, ktore pro-
wadzadalszaprace wywiadowcza".*39 Juz sama w sobie jest
to informacja warta odnotowania. Ale zapamietajmy ja jesz-
cze i dlatego, ze wroci do nas z ust innego zgola uczestnika
omawianych tu wydarzen.
Poniewaz jedyna specyfika Jedwabnego w okresie so-
wieckiej okupacji, ktora udalo sie nam zidentyfikowac,
bylo powolanie do zycia tej rozbudowanej konspiracji i jej
krwawa likwidacja przez NKWD, wypada zapytac czy roz-
prawa z Zydami wkrotce po wejsciu Niemcow do Jedwabne-
go latem 1941 roku (rowniez unikalne zjawisko, przynaj-
mniej pod wzgledem liczby ofiar) byla jakims echem tej
uprzedniej tragedii? Wiemy juz teraz, ze jesli nawet udaloby
sie znalezc jakis zwiazek miedzy tymi zdarzeniami, to na
pewno laczem miedzy nimi nie bedzie fakt, ze agenture
NKWD na tych terenach stanowic mieliby przede wszystkim
Zydzi.*40
_____________
*39 Okupacja sowiecka (1939-1941) w swietle tajnych dokumentow,
op. cit., dokument nr. 68, str. 238-241. Patrz rowniez,Gnatowski, op.
cit., str. 127.
*40 Doktorowi Dariuszowi Stoli zawdzieczam bardzo ciekawa suge-
stie jak te dwa zdarzenia polaczyc: poniewaz w rezultacie zdekonspiro-
wania antysowieckiego podziemia wyaresztowano w okolicy miejscowa
elite, byc moze w lipcu 1941 roku nie bylo juz na miejscu ludzi z auto-
rytetem, ktorzy mogliby wplynac lagodzaco na nastroje i do pogromow
nie dopuscic. Niestety cytowana przeze mnie ponizej relacja Finkelsz-
tajna o Radzilowie kaze nam miec watpliwosci czy lokalne elity gotowe
byly zajac zdecydowane stanowisko w tej sprawie.
_____________________________________________________________

39




Wybuch wojny sowiecko-
-niemieckiej i pogrom w Radzilowie


Co sie dzialo w Jedwabnem przez dwa tygodnie, ktore
uplynely od wybuchu wojny niemiecko-rosyjskiej do wy-
mordowania Zydow 10 lipca, trudno juz dzis ustalic. Glow-
nym Zrodlem informacji o tym okresie jest relacja Wasersz-
tajna i kilka innych zdawkowych wzmianek. Byly w te dni
smiertelne ofiary przesladowan wsrod Zydow, ale glownie
grozilo im pobicie, rabunek i najrozmaitsze upokorzenia
jak to na przyklad, ze zlapanych na ulicy mezczyzn zmusza-
no do czyszczenia wychodkow golymi rekoma.*41
Wprocesie Jozefa Sobuty starano sie wyjasnic okolicz-
nosci zamordowania w te dni Czeslawa Kupieckiego, komu-
nisty, ktory pracowal w sowieckiej milicji i zapewne dlatego
wskazano go od razu Niemcom. I choc nie mozna ustalic, kto
zadenuncjowal Kupieckiego, z zeznan swiadkow wynika,
ze miejscowi ludzie pomagali Niemcom identyfikowac ofia-
ry i znecac sie nad nimi juz od pierwszych dni okupacji nie-
mieckiej. Tak samo zreszta jak i w okolicznych miasteczkach,
bo tutejsi Zydzi nie byli chasydami i Niemcy nie umieli ich
odroznic od miejscowej ludnosci.
22 czerwca 1941 roku Karol Bardon *42 widzial na rynku
_____________
*41 Rozmowa z Wiktorem Nielawickim (luty 2000 roku), ktory jako
szesnastoletni chlopiec uciekl wowczas do Jedwabnego z Wizny, gdzie
od razu po wejsciu do miasteczka Niemcy wymordowali wielu Zydow.
*42 Karol Bardon jest najbardziej wyrazista postacia wsrod oskarzo-
nych w sprawie Ramotowskiego. Po czesci dlatego, ze zostawil najob-
szerniejsze informacje o sobie i umie pisac. Ale tez i z tej przyczyny,
ze czytajac jego autobiografie mamy wrazenie obcowania z czlowie-
kiem, ktory poczuwa sie w jakims stopniu przynajmniej do odpowie-
dzialnosci za popelnione czyny i ktory mial niewatpliwego pecha w kil-
_____________________________________________________________
40




w Jedwabnem grupe okrwawionych ludzi trzymajacych
"rece w gore pierwszy Kupiecki, byly melicyant ochotnik
melicyi radzieckiej, mieszkaniec miasta Jedwabne, drugi
Wisniewski byly presedatiel selsowieta, trzeci Wisniewski
sekretarz selsowieta, to bracia zamieszkali we wsi Bartki
gm. [ina ] Jedwabne, 10 klm od Jedwabnego [w ten sposob,
z dosc nieoczekiwanego zrodla, bo od bylego szucmana,
Bardonia, skazanego w procesie Ramotowskiego na kare
smierci, dowiadujemy sie dalszych losach braci Wisniew-
skich, ktorych spotkalismy w relacji zolnierza Armii An-
dersa, kaprala Borawskiego, w rolach zdrajcow odpowie-
dzialnych za dekonspiracje sztabu organizacji podziemnej
w Kobielnem ], dalej 3 ludzi wyznania mojzyszowego, je-
dyn z nich wlasciciel piekarni w Jedwabnem rog rynek i uli-
ca przestrzelska [moze to byl ten, ktory wital wkraczajacych
Sowietow?]. Nastepnych dwoch nie poznalem. Tych szesciu
_____________
*41 ku kluczowych momentach swegozycia. Dla przykladu z pewnoscia
nie byl wiodaca postacia wsrod jedwabienskich mordercow (jestem na-
wet sklonny mu wierzyc, ze byl tego dnia ledwie obecny na rynku),
a dostal najwyzszy wyrok ze wszystkich. Jako jedyny zostal skazany na
kare smierci chyba tylko dlatego, ze w momencie aresztowan podejrza-
nych w styczniu 1949 roku Bardon juz siedzialw wiezieniu z szescio-
letnim wyrokiem za to, ze w pozniejszym okresie okupacji sluzyl w zan-
darmerii niemieckiej.
Jego kolejny, a moze raczej wyjsciowy, pech polegal na tym, ze byl
ze Slaska Cieszynskiego i mowil plynnie po niemiecku. A wiec od sa-
mego poczatku okupacji byl naturalnym posrednikiem miedzy Niemca-
mi a miejscowa ludnoscia; potem totumfackim, a w koncu i munduro-
wym zandarmem w Jedwabnem.
Terminowal na zyczenie ojca, ktory byl socjalista i mial z tego po-
wodu klopoty, w fabryce zegarow. W czasie pierwszej wojny swiatowej
sluzyl w armii austriackiej i byl ciezko ranny. Po wojnie zatrudnial sie
jako mechanik, ale ciagle musial zmieniac prace. Wreszcie w 1936 roku
osiedlil sie w Jedwabnem i naprawial okoliczne mlyny. Ale od marca
1939 roku byl bezrobotny bo, jak napisal, protestowal przeciwko warun-
kom pracy. No i sprawa niebanalna w tym wszystkim, mial siedmioro
dzieci na utrzymaniu (SOL, 123/496-499).
_____________________________________________________________

41




krwawiacych otoczeni byli niemcami. Przed niemcami stali
kilku cywilow z kijami jak orczyk grube i do tych wolal nie-
miec nie zabijac na ras! Po malu bic niech cierpia. Tych cy-
wilow co bili, nie poznalem gdyz byli duza grupa niemcow
otoczeni."*43
Podobnie zeznaje swiadek Mieczyslaw Gerwad: "Gdy te
tereny objeli niemcy, Kupiecki Czeslaw zostal przez miej-
scowych ludzi pobity i oddany do zandarmerii, ktora roz-
strzelala go wraz z innymi kilkoma Zydami. Kto pobil i wy-
dal Kupieckiego Czeslawa dla zandarmerii tego wyjasnic
nie moge dlatego, ze na miejscu tym nie bylem, a od ludzi
nie dalo mi sie slyszec innych szczegolow, a tylko po-
wyzsze"*44. Zas Julian Sokolowski, ktory byl wowczas
malym chlopcem, wspomina: "widzialem jak obywatel Ku-
piecki stal pod sciana trzymal rece w gorze, a Niemcy bili
go gumami. Razem z Niemcami byli Polacy, ob.Kalinow-
ski obecnie niezyje zastrzelony przez Urzad Bezpie-
czenstwa w bandzie, ten rowniez bil ob.Kupieckiego"*45. Po-
rownaj tez uzasadnienie wyroku w rozprawie kasacyjnej
przed Sadem Najwyzszym w sprawie Ramotowskiego *46.
Ale dla jedwabienskich Zydow atmosfera narastajacej
grozy w ciagu tych dni miala swe Zrodlo przede wszystkim
w wiadomosciach, ktore zaczely docierac z okolicznych
miasteczek, gdzie w egzekucjach z rak Niemcow i w brutal-
nych pogromach zginely setki ludzi. Zyd z Radzilowa, Me-
nachem Finkelsztajn, podaje, ze 7 lipca 1941 roku zamordo-
wano w jego rodzinnym miasteczku 1.500 osob. 5 lipca
w Wasoszu Grajewskim zabito, wedlug jego swiadectwa,
1.200 osob. Piszac o mordzie jedwabienskim informuje,
ze zginelo tam 3.300 ofiar w czasie trzydniowego pogromu.
Autorami tych mordow, z przyzwolenia Niemcow,byli jak
_____________
*43 GK, SOL 123/499
*44 GK, SWB, 145/34
*45 GK, SWB, 145/193
*46 GK, SOL 123/296
_____________________________________________________________
42




pisze Finkelsztajn "chuligani miejscowi". I choc cyfry po-
dawane przez niego nalezy chyba dzielic na polowe
(w tekscie swojej drugiej obszernej i wstrzasajacej relacji,
ktora cytuje ponizej, Finkelsztajn sam wymienia cyfre 800,
a nie 1.500, okreslajac populacje radzilowskich Zydow i jak
widac jego dane Jedwabnem tez sa zawyzone) to skale
dramatycznych wydarzen przeciezwiernie oddaja. Chce
przez to powiedziec, ze posrod Zydow byly setki, moze na-
wet tysiace ofiar, nie zas kilka czy kilkanascie zabitych sob
(Wojewodzka Zydowska Komisja Historyczna w Bialym-
stoku, 14 VI 1946 roku. Relacja Menachema Finkelsztaj-
na: Zaglada Zydow w powiecie grajewskim ilomzynskim
w lipcu 1941 r.*47). Finkelsztajn zlozyl kilka relacji swoich
przezyciach i tym, co mu bylo wiadome na temat wyda-
rzen w okolicy. Druga relacja, z ktorej bede obszernie cyto-
wal, nosi tytul Zburzenie gminy zydowskiej w Radzilowie .
"Ogluszajaca kanonada 22 czerwca 1941 zbudzila miesz-
kancow miasteczka Radzilowa, grajewskiego okregu. Ol-
brzymie tumany kurzu i dymu na horyzoncie, ze strony nie-
mieckiej granicy, ktora byla odlegla od miasteczka 20 km,
swiadczyly o wielkich wydarzeniach. Blyskawicznie ro-
zeszla sie wiesc o wybuchu wojny pomiedzy Zwiazkiem Ra-
dzieckim a Hitler-Niemcami. 800zydowskich mieszkancow
miasteczka od razu zrozumialo powage sytuacji, bliskosc
krwiozerczego wroga napelniala kazdego strachem. [...]
23-go udalo sie kilku Zydom uciec z miasteczka do
Bialegostoku. Pozostala czesc zydowskich mieszkancow
opuscila miasteczko udajac sie na pola i do wiosek, aby
ominac to pierwsze spotkanie z krwiozerczym wrogiem, kto-
rego zbrodnicze zamiary w stosunku do Zydow byly bardzo
dobrze znane. Stosunek chlopow do Zydow bylbardzo zly.
Chlopi nie pozwolili Zydom nawet wejsc do swoich zagrod.
Tego samego dnia gdy Niemcy weszli chlopi wygonili Zydow
_____________
*47 ZIH
_____________________________________________________________

43




przeklinajac ich i grozac im. Zydzi nie majac innego wyjscia
musieli wrocic sie do swoich domostw. Okoliczni Polacy
szydzac patrzyli na przeleknionych Zydow i wskazujac na
szyje mowili "Teraz bedzie rznij Jude". Ludnosc polska odra-
zu pokumala sie z Niemcami. Oni wybudowali na czesc armii
niemieckiej luk triumfalny, ozdobiony swastyka, portretem
Hitlera i haslem: "Niech zyje armia niemiecka, ktora wyzwo-
lila nas z pod przekletego jarzma Zydokomuny!" Pierwszym
pytaniem tych chuliganow bylo: czy mozna zabijac Zydow?
Oczywiscie Niemcy odpowiedzieli pozytywnie. I odrazu po
tym zaczeli oni przesladowac Zydow. Zaczeli zwymyslac
rozne rzeczy na Zydow i nasylac na nich Niemcow. Niemcy ci
nieludzko bili Zydow i rabowali ich mienie, potym rabowane
rzeczy rozdzielili wsrod Polakow. Wtedy rzucono haslo "Nie
sprzedawac zadnym Zydom zadnych artykulow spozyw-
czych". Tym sposobem polozenie Zydow stalo sie jeszcze gor-
sze. Niemcy, aby w ogole zgnebic Zydow, zabrali od nich kro-
wy i oddali Polakom. Stalo sie wtedy tez wiadomem, ze pol-
scy zbrodniarze zabili zydowska dziewczyne, odpilowujac jej
glowe od ciala, a cialo nogami wrzucili w trzesawisko.[...]
24-go Niemcy wydali rozkaz aby wszyscy mezczyzni
zebrali sie wokolo synagogi. Odrazu zrozumiano w jakim
celu. Zaczeto uciekac z miasta ale Polacy pilnowali wszyst-
kich drog i sila odprowadzali uciekajacych. Tylko niekto-
rym udalo sie uciec, w tej liczbie mnie i memu ojcu. Tym-
czasem w miescie niemieccy zolnierze dawali lekcje "deli-
katnosci" w stosunku do Zydow." Lekcje"odbywaly sie
w obecnosci licznie zebranych Polakow.
Zolnierze kazali zebranym Zydom aby ci wyniesli z syna-
gogi i uczelni swiete ksiegi i Tory i je spalic. Gdy Zydzi nie
usluchali tego rozkazu, Niemcy kazali rozwinac Tory, oblac
benzynai podpalili. Dookola ogromnego plonacego stosu
zmusili oni Zydow spiewac i tanczyc wokolo tego stosu. Do-
okola tanczacych ustawil sie rozjuszony tlum, ktory nie
zalowal razow tanczacym. Kiedy swiete ksiegi przestaly sie
palic to zaprzegli Zydow do wozow, sami wsiedli do wozow,
_____________________________________________________________
44




i zaczeli poganiac bijac niemilosiernie Zydow. Zydzi musieli
ich ciagnac przez wszystkie ulice. Okrzyki bolu rozdzieraly co
chwila powietrze. Ale razem z tymi okrzykami rozlegaly sie
tez okrzyki niepohamowanej radosci siedzacych w wozach
polskich i niemieckich sadystow. Tak dlugo znecali sie Polacy
i Niemcy nad Zydami, dopoki ci ostatni nie zostali zagnani
nad bagnista rzeczke obok miasteczka. Tam zmuszono Zydow
rozebrac sie do naga i wchodzic az po szyje do bagna. Starzy
i chorzy mezczyzni, ktorzy nie mogli tych bestialskich rozka-
zow wykonac zostali zbici i wrzuceni w glebsze bagna.
[...] Od tego dnia rozpoczal sie straszliwy lancuch
mak i cierpien dla Zydow. Glownymi meczycielami byli Pola-
cy, ktorzy bestialsko bili mezczyzn, kobiety lub dzieci, nie
patrzac w ogole na wiek. Oni tez nasylali Niemcow przy
kazdej sposobnosci, robili rozne insynuacje. Tak np. 26 czerw-
ca 1941 r. w piatek wieczorem naslali oni grupe niemieckich
zolnierzy do nas do domu. Jak dzikie zwierzeta rozbiegli sie
kaci po mieszkaniu szukajac i przerzucajac wszystko co tylko
znalezli. Co tylko mialo jakas wartosc zabierali,wy-
noszac wszystko na fury czekajace przed domem. Radosc ich
rozpierala. Rzeczy domowe rzucali na ziemie tratujac swoimi
buciskami, zywnosc rozsypywali i oblewali nafta.
Razem z Niemcami byli tezi Polacy, wsrod ktorych rej wo-
dzil Dziekonski Henryk, ktory tez i pozniej wykazal sie swoim
barbarzynstwem. On z wieksza jeszcze dzikoscia wszystko
niszczyl. Lamal zyrandole, szafy i stoly. Kiedy skonczyli
z zniszczeniem to zaczeli bic mojego ojca. Uciec nie mozna
bylo poniewaz dom byl obstawiony przez zolnierzy. [...]
O wiele wiecej bolesniejsza od ran i przezyc tego wie-
czoru byla swiadomosc tego, ze nasze polozenie jest wie-
le gorsze dlatego, ze ludnosc polska powziela wrogie stano-
wisko wzgledem Zydow. Oni staja sie coraz bardziej aktyw-
ni i smielsi w przesladowaniach.
Nazajutrz, rankiem, przyszedldo nas znany syjonistyczny
mowca i dzialacz Wolf Szlepen [?] i inni powazni obywatele
miasta i wszyscy daremnie chcieli nas pocieszyc, zadnego
_____________________________________________________________

45




wyjscia z tej sytuacji nie znaleziono. Polityczne wiadomosci
byly bardzo przytlaczajace... Mimo, zesmy byli przekonani
o klesce Niemcow, widzielismy jednak, ze wojna dlugo jeszcze
potrwa. Kto bedzie zdolny przezyc to? Zydzi byli jak jedna bez-
bronna owca wsrod stada wilkow. Dalo sie odczuc, w powietrzu
wisialo, to ze polska ludnosc przygotowuje sie do urzadzenia
pogromu. Dlatego tosmy wszyscy postanowili, aby matka
poszla interweniowac u miejscowego ksiedza Dolegowskiego
Aleksandra ktory byl naszym dobrym znajomym aby on ja-
ko duchowy wodz, wymogl na swoich wierzacych, aby ci ostat-
ni nie brali udzialu w przesladowaniach Zydow. Ale jak
bylo wielkim nasze rozczarowanie, gdy ksiadz z wielkim gnie-
wem odpowiedzial: "Wedlug znanych pewnikow to wszyscy
Zydzi od najmlodszego do 60 lat sa komunistami, i ze on nie ma
w ogole interesu ich obronic". Matka probowala go przekonac,
ze jego stanowisko jest falszywe, ze jesli na kare ktos zasluzyl
to moze jednostki, ale co sa winni male dzieci i kobiety? Ona
apelowala do jego sumienia aby sie zlitowali wstrzymal ciemna
mase, ktora jest zdolna do popelnienia straszliwych rzeczy, kto-
re w przyszlosci na pewno beda hanba dla narodu polskiego, po-
niewaz polityczna sytuacja nie zawsze bedzie taka jaka jest
obecnie. Ale jego zbrodnicze serce nie zmiekczylo sie i osta-
tecznie odpowiedzial, ze on nie moze zadnego dobrego slowa
dla Zydow powiedziec, poniewaz jego wierzacy obrzucago
blotem. Takie same odpowiedzi zostaly otrzymane od wszyst-
kich powaznych chrzescijanskich obywateli miasta, do ktorych
sie poszlo interweniowac w tej sprawie.
Wyniki tych wszystkich odpowiedzi nie daly na siebie
dlugo czekac. Od razu nazajutrz zorganizowaly sie bojowki
mlodych polskich synalkow: bracia Kosmaczewscy, Jozef,
Anton i Leon, Mordaszewicz Feliks, Kosak, Weszczewski [?]
Ludwik i inni, ktore narobily nieslychanych moralnych i fi-
zycznych boli nieszczesliwym i przestraszonym Zydom. Od
rana do wieczora prowadzili starych Zydow, obladowanych
swietymi ksiegami do pobliskiej rzeczki. Pochod ten byl od-
prawiany przez tlum chrzescijanskich kobiet,mezczyzn i dzie-
_____________________________________________________________
46




ci. Nad rzeka zmuszali Zydow do wrzucenia swiete ksiegi do
wody. Zydzi tez musieli polozyc sie, wstac, chowac glowy,
plywac i inne wariackie cwiczenia. Widzowie smiali sie na
glos i bili brawo. Mordercy stali nad swoimi ofiarami i za nie-
wypelnienie rozkazu nieludzko bili. Oni prowadzili tez kobie-
ty i dziewczeta moczyc sie w rzece. Wracajac, bojowki uzbro-
jone w kije i lomy, otaczaly zmeczonych, ledwo zyjacych
Zydow i czestowaly biciem. A kiedy jeden z torturowanych
protestowal, nie chcac wykonywac ich rozkazow, grozili wy-
zywal ich, ze w najblizszej przyszlosci to sie z nimi porachuja,
to oni go tak zbili, ze stracil przytomnosc. Z zapadnieciem no-
cy bojowki grasowaly po zydowskich domach, wylamujac za-
ryglowane drzwi i okna. Dostawali sie do mieszkan, wyciaga-
li znienawidzonych Zydow i bili tak dlugo dopoki Zydzi pada-
li nieprzytomni w kaluzach krwi. Nie oszczedzali oni kobiet
z dziecmi na reku, rozkrwawili i matki i dzieci. Rzucali sie jak
zwierzeta na wszystkich i wszystko. Z zapadnieciem nocy roz-
legaly sie dzikie krzyki mordercow i przerazliwe jeki torturo-
wanych. Czasami wyprowadzali Zydow z domow na rynek
i tam ich bili. Krzyki byly nie do zniesienia. Dookola torturo-
wanych staly tlumy polskich mezczyzn, kobiet i dzieci, ktore
wysmiewaly sie z nieszczesliwych ofiar, ktore padaly pod cio-
sami bandytow. Z tych wszystkich orgii utworzyla sie olbrzy-
mia liczba rannych i smiertelnie chorych Zydow. Liczba ta
z dnia na dzien powiekszala sie. Jedyny polski lekarz Mazurek
Jan, ktory znajdowal sie w miasteczku, nie chcial udzielic zad-
nej lekarskiej pomocy zbitym.
Polozenie pogarszalo sie z dnia na dzien. Ludnosc zydowska
stala sie zabawkaw rekach Polakow. Wladzy niemieckiej nie
bylo poniewaz armia przeszla i nie zostawila nikomu wladzy.
Jedynym, kto mialwplyw i po czesci utrzymywal
porzadek byl ksiadz, ktory byl posrednikiem chrzescijan je-
dynie w ich sprawach, ktore byly pomiedzy nimi.
Zydzi nie tylko, ze nikogo nie obchodzili, ale roz-
poczela sie propaganda wychodzaca z wyzszych polskich
sfer a oddzialywujaca na tlum,ze przyszedl juz czas, aby
_____________________________________________________________

47




ostatecznie policzyc sie z tymi, ktorzy ukrzyzowali Jezusa
Chrystusa, z tymi ktorzy uzywali krew na mace i ktorzy sa
przyczyna wszystkiego zlego na swiecie Zydami. Dosyc
juz bawic sie z Zydami, czas juz oczyscic Polske z tych cie-
miezcow i z tej zarazy powietrza. Ziarno nienawisci
padlo na dobrze uzyzniona ziemie, ktora byla dobrze przy-
gotowana w przeciagu dlugich lat przez duchowienstwo.
Dziki i krwiozerczy tlum przyjal to jako swiete wezwa-
nie misji, ktora historia na nich nalozyla zlikwidowac
Zydow. A chec zdobycia zydowskich zyskow i zydowskich
bogactw jeszcze wiecej zaostrzyla ich apetyty.
Polacy byli wladcami bo ani jeden Niemiec byl obecny.
W niedziele 6-go lipca 12 godz. w poludnie przyszlo do Ra-
dzilowa duzo Polakow z Wasosza (sasiednie miasteczko).
Wiadomem sie stalo, ze ci ktorzy przyszli wybili straszliwym
sposobem rurami [?] i nozami wszystkich Zydow w ich mia-
steczku, nie oszczedzajac nawet malych dzieci. Wybuchla sie
straszliwa panika. Zrozumiano, ze jest to tragiczny sygnal
zniszczenia. Wtedy wszyscy Zydzi od malego dziecka do
poznej starosci odrazu opuscili miasto, kierujac do pobliskich
lasow i pol. Nikt z chrzescijan nie chcial wpuscic wtedy Zyda
do siebie do domu i okazac mu jakakolwiek pomoc.
Tak tez i nasza rodzina uciekla w pole i kiedy sie sciem-
nilo tosmy sie schowali w zbozu. Pozna noca slyszelismy
zagluszone wolania pomoc, gdzies w poblizu nas.Mysmy sie
jeszcze lepiej zamaskowali w zbozu rozumiejac, ze tam waza
sie losy zycia zydowskiego. Krzyki robily sie coraz cichsze, az
calkiem ucichly. Mysmy wtedy do siebie zadnego slowa nie
wymowili, ale czulismy wtedy, ze mamy tyle sobie do powie-
dzenia, ale lepiej milczec poniewaz zadnego pocieszenia nie
bylo. Bylismy pewni, ze Zydow zamordowano. Kto ich zabil?
Polscy mordercy, brudne rece ludzi ze swiata podziemnego, lu-
dzi slepych, ktorzy pedzeni sa przez zwierzecy instynkt za
krwia i rabunkiem uczeni i wychowani w przeciagu dzie-
siatkow lat przez czarne duchowienstwo, ktore na gruncie nie-
nawisci rasowej budowali swoja egzystencje.
_____________________________________________________________
48




Albo przez doswiadczonych antysemitow, ktorzy
odzywiaja mase jadem, i teraz czuja sie wolni i postawili so-
bie za zadanie zlikwidowanie Zydow. Dlaczego? Za jakie
przestepstwa? Bylo to najbolesniejszym pytaniem, ktore
jeszcze bardziej zwielokrotnialo cierpienia, ale niestety, nie
bylo przed kim sie uzalic. I komu opowiedziec o naszej nie-
winnosci i wielkiej niesprawiedliwosci, jaka nam
wyrzadza historia? W porannych godzinach rozpowszech-
niali Polacy wiadomosc, ze wasoszanskich mordercow juz
wygoniono i ze Zydzi moga spokojnie wrocic do swoich do-
mow. Zmeczeni i wycienczeni puszczal sie kazdy przez
zboze do miasteczka myslac, ze wiadomosc jest prawdziwa,
podchodzac blizej zadrzeli patrzac na przerazajacy widok.
Niedaleko miasteczka przyniesione zostaly martwe
ciala Reznela [?] Mojzesza i jego corki, ktorych slyszelismy
jak ich mordowano niedaleko nas. Przyniesiono ich na plac,
ktory pozniej zostal naznaczony jako plac, na ktorym wyko-
na sie egzekucje na wszystkich Zydach. Jak na widok jakie-
go zlowrozebnego cudu biegli wszyscy Polacy, od dzieci do
starcow, mezczyzni, kobiety, z radosciana twarzy, obejrzec
pomordowanych, ktorzy zabici zostali przez polskich
mordercow kijami. Przed pochowaniem dziewczyna
otworzyla oczy i usiadla, najwidoczniej stracila tylko przy-
tomnosc od bicia, ale mordercy nie zwracali na to uwagi
i pochowali ja zywa razem z jej ojcem.
Udano sie z interwencjado utworzonego polskiego
zarzadu, czlonkami ktorego byli: ksiadz, doktor, byly se-
kretarz gminy Grzymkowski Stanislaw i jeszcze kilku po-
wazniejszych Polakow, aby oni zareagowali na to co lud-
nosc wyprawia. Odpowiedzieli oni wtedy, ze w niczym
nie moga dopomoc i odeslali do kilku ludzi ze swiata pod-
ziemnego, aby z tymi pertraktowac. Ci znowu odpowie-
dzieli aby Zydzi ich wynagrodzili, to oni daruja wszyst-
kim zycie. Zydzi, myslac ze to moze byc deska ratunku
zaczeli przynosic do Wolfa Szlepena [?] rozne wartoscio-
we rzeczy: zastawy, garnitury [?], szumki [?] do maszyn
_____________________________________________________________

49




do szycia, prezet [?], srebra i zlota, przerzekli tez ostatnie
krowy, ktore Zydzi mieli ukryte. Ale to wszystko bylo ko-
media, urzadzona przez mordercow. Los Zydow ra-
dzilowskich byl juz przypieczetowany. Jak sie pozniej do-
wiedziano, to ludnosc polska dzien wczesniej wiedziala,
ze Zydow sie zlikwiduje i nawet jakim sposobem. Ale nikt
z nich"....
I w tym miejscu polowa arkusza papieru podaniowego
z opisem masowego mordu w Radzilowie, zostala oderwa-
na. W archiwach zachowala sie jeszcze tylko ostatnia kart-
ka relacji zapisana olowkiem przez Finkelsztajna. Czytamy
w niej: "Jak to wszystko straszliwie wygladalo mowi ten
fakt, ze Niemcy oswiadczyli, ze Polacy za duzo sobie po-
zwolili. Przyjscie Niemcow uratowalo 18 Zydow, ktorym
sie udalo schowac podczas pogromu. Wsrod tych znajdowal
sie 8-o letni chlopak, ktory byl juz zasypany w grobie, odzyl
i wykopalsie z ziemi. [...] Takim sposobem zniknela z po-
wierzchni ziemi gmina zydowska w Radzilowie, ktora ist-
niala w przeciagu 500 lat. Razem z Zydami zostalo tez
zniszczone wszystko co jest zydowskim w miasteczku:
uczelnia, synagoga i tez cmentarz".*48
W relacji wydrukowanej w jezyku jidysz w ksiedze pa-
miatkowej grajewskich Zydow, Finkelsztajn podaje troche
inne szczegoly, miedzy innymi pisze tez, ze radzilowskich
Zydow najprzod zebrano na rynku miasteczka, gdzie ich bi-
to i mordowano przez dluzszy czas, a w koncu spalono
w stodole niejakiego Mitkowskiego za miastem *49 .Zaden in-
_____________
*48 ZIH, kolekcja relacje indywidualne, 301/974.
Chcialbym podziekowac panu mecenasowi Jose Gutsteinowi, ktore-
go rodzina pochodzi z Radzilowa, za to, ze udostepnil mi angielskie
tlumaczenie relacji Finkelsztajna opublikowanej w jidysz w Ksiedze Pa-
miatkowej Radzilowa.
*49 Grayeve yizker-bukh, eds., G. Gorin, Hayman Blum, and Sol Fish-
bayn, Aroysgegebn fun Fareyniktn Grayever hilfs-komitet, Nyu York,
1950, str. 228-231
_____________________________________________________________
50




ny glos o zniszczeniu radzilowskich Zydow, oprocz relacji
Finkelsztajna, nie zachowal sie az do czasu reportazu
w Rzeczpospolitej ogloszonego przez Andrzeja Kaczyn-
skiego 10 lipca, 2000 roku. Niedaleko Radzilowa, pisze
w nim Kaczynski, "przy szosie na Wizne stoi pomniczek
z napisem: ‘W sierpniu 1941 roku faszysci zamordowali
800 osob narodowosci zydowskiej, z tych 500 spalili zyw-
cem w stodole ’.
Liczbe zamordowanych, podobnie jak w Jedwabnem,
trudno zweryfikowac; tylu Zydow zginelo w tej miejscowo-
sci, ale ilu, kiedy i w jakich okolicznosciach, nie wiadomo.
Data jest falszywa. Unicestwienie gminy zydowskiej w Ra-
dzilowie dokonalo sie 7 lipca 1941 roku. Mozna domniemy-
wac, ze zostala swiadomie przesunieta o miesiac, poniewaz
w sierpniu 1941 w okregu bialostockim nie zdarzaly sie juz
przypadki wspoluczestnictwa Polakow w mordowaniu Zy-
dow, do czego doszlo w kilku miejscach w ostatnim tygo-
dniu czerwca i w lipcu. Pogromy nastepowaly kolejno w
miejscowosciach ukladajacych sie wzdluz jednej linii z pol-
nocnego wschodu na poludniowy zachod: Szczuczynie, Wa-
soszy, Radzilowie i Jedwabnem. Napis nie mowi prawdy o
sprawcach zbrodni. ‘Nie widzialem zeby tego lub poprze-
dniego dnia do Radzilowa przyjechali z zewnatrz jacys Nie-
mcy. Zandarm stal na balkonie i przygladalsie. To zrobili
nasi’ powiedzialmi naoczny swiadek wydarzen 7 lipca
1941, ktory prosil o nieujawnianie jego nazwiska.‘Ow-
szem, juz poprzedniego dnia, w niedziele 6 lipca, do Radzi-
lowa zjechalo furmankami wiele osob z Wasoszy, gdzie po-
grom odbyl sie poprzedniego dnia.
Scenariusz byl podobny jak w Jedwabnem. Rano wszy-
stkich Zydow spedzono na rynek. Kazano im ‘pielic’ bruk.
Lzono ich, bito i ponizano. Jednoczesnie zaczelo sie rabo-
wanie zydowskich mieszkan. Scigano uciekajacych i ukry-
wajacych sie Zydow. Po kilku godzinach uformowano po-
chod, ktory zapedzono do stodoly, i zywcem spalono. Wy-
mordowano tego dnia okolo szescdziesieciu rodzin. Li-
_____________________________________________________________

51




cznych, wielopokoleniowych. Jesli przyjac, ze wliczajac
dziadkow, rodzicow i dzieci, taka rodzina mogla liczyc sie-
dem, osiem osob, to podana na pomniku liczba okolo pie-
ciuset spalonych moze byc bliska prawdy’ powiedzialmoj
informator".
W Jedwabnem schronilo sie wowczas wielu okolicz-
nych Zydow. Miedzy innymi mieszkajacy do dzis w Izra-
elu Awigdor Kochav (ktory wowczas jeszcze nosil nazwi-
sko Wiktor Nielawicki) uciekl tam wraz z rodzicami z Wi-
zny i zamieszkal u wujostwa Pecynowiczow. W Jedwab-
nem, w porownaniu z Wizna, ciagle jeszcze bylo spokoj-
nie. Przywodcy spolecznosci zydowskiej wyslali delegacje
do biskupa w Lomzy, ktora zawiozla ze soba piekne srebr-
ne lichtarze, z prosba aby zapewnil im opieke, interwenio-
wal u Niemcow i nie zezwolil na pogrom w Jedwabnem.
Jeden z wujkow Nielawickiego pojechal wowczas do
Lomzy. I rzeczywiscie: "biskup przez jakis czas dotrzymal
slowa. Ale Zydzi zbytnia wiare pokladali w jego zapew-
nieniach i nie chcieli sluchac powtarzajacych sie ostrzezen
od zyczliwych im sasiadow Polakow. Moj wuj i jego boga-
ty brat, Eliachu, nie wierzyli mi kiedy im opowiadalem, co
_____________
*50 Yedwabne, op. cit. str. 100. W rozmowie Nielawicki uscislil pew-
ne niedokladnosci z angielskojezycznej wersji jego swiadectwa opubli-
kowanego w Ksiedze Pamiatkowej.
W percepcji miejscowych Zydow za masowe mordy w Radzilowie
i czesciowo w Wiznie my to wiemy od Finkelsztajna i Nielawickiego
zas jedwabienscy Zydzi z relacji swoich tamtejszych krewnych odpo-
wiedzialna byla ludnosc miejscowa.
W Wiznie Zydzi zgineli w egzekucjach z rak Niemcow, ale miejsco-
wi Polacy musieli uprzednio Zydow Niemcom wskazac, poniewaz
Zydzi wizenscy, nie bedac chasydami, nie odrozniali sie wygladem ze-
wnetrznym od polskiej ludnosci. W jednym krwawym epizodzie 70
Zydow (samych mezczyzn, bo Niemcy mniej wiecej do polowy sierpnia
nie mordowali jeszcze kobiet i dzieci zydowskich) zostalo zabranych
z kilku domow przy rynku, gdzie sie schronili po wczesniejszym zbom-
bardowaniu miasta przez Niemcow, i rozstrzelanych w jakims rowie.
_____________________________________________________________
52




sie wydarzylo w Wiznej. Mowili "nawet jesli to sie tam
wydarzylo, to my tu w Jedwabnem jestesmy bezpieczni,
bo biskup przyrzeklnam swojaopieke".*50 Nielawicki byl
wtedy mlodym szesnastoletnim chlopcem, wiec z jego
zdaniem w trakcie rodzinnych narad nikt sie specjalnie nie
liczyl. A poza tym, coz mogl odpowiedziec na argument
wuja, ze w Warszawie pod okupacja niemiecka, Zydzi juz
przemieszkuja prawie dwa lata.
_____________
Drugi masowy mord, tym razem na kilkunastu osobach mial miejsce
w domu kowala na ulicy Srebrowskiej, gdzie schronilo sie kilka rodzin.
(rozmowa z Nielawickim, luty 2000 roku).
I dlatego Zydzi jedwabienscy zwrocili sie z prosba o opieke do
lomzynskiego biskupa. Podobnie jak we Lwowie, gdzie w 1941 roku, po
wejsciu Niemcow do miasta, Ukraincy zaczeli masakrowac Zydow
i miejscowy rabin zwrocilsie do metropolity Szeptyckiego, aby pohamo-
wal zbrodnicze dzialania miejscowej ludnosci; tak samo Awigdor
Bialostocki z Jedwabnego zwrocil sie o pomoc do lomzynskiego biskupa.
_____________________________________________________________

53




Przygotowania


W miedzyczasie ukonstytuowaly sie nowe wladze
miejskie. Burmistrzem zostal Marian Karolak, a czlonkami
magistratu, miedzy innymi, niejaki Wasilewski i Jozef So-
buta.*51 O dzialalnosci zarzadu miasta w tym okresie
mozemy powiedziec jedynie, ze zaplanowali uzgodnil
z Niemcami wymordowanie jedwabienskich Zydow. Za-
rowno kuzynka Nielawickiego, Dwojra Pecynowicz, jak
i Mietek Olszewicz (jeden z siedmiu Zydow, ktorych
pozniej ukrywali Wyrzykowscy) zostali uprzedzeni przez
swoich niezydowskich przyjaciol dzien wczesniej przy-
gotowywanej akcji. Tak samo jak ostrzezenia Pecynowi-
czowny i Nielawickiego zostaly zignorowane przez do-
roslych braci Pecynowiczow, podobnie i Olszewiczowi nie
udalo sie przekonac rodzicow, ze powinni na ten dzien
ukryc sie gdzies w okolicy. Ludziom sie jednak jeszcze nie
miescilo w glowie, ze w kazdej chwili moze nastapic ko-
niec swiata. Z pewnosciawiele innych osob tez mialo te
informacje, skoro okoliczni chlopi zaczeli sie schodzic do
_____________
*51Choc ten ostatni na rozprawie sadowej twierdzil, ze zadnej funk-
cji w magistracie nie pelnili tylko wykonywal w budynku, gdzie sie
miescil zarzad miejski, dorywcze naprawy. Wielu swiadkow na jego
procesie mowilo nim jako "zastepcy"Karolaka, lub "sekretarzu"
zarzadu miejskiego (patrz, np. zeznania swiadkow Ramotowskiego
i Gerwada w GK, SWB 145/217,226). Sobuta, jak juz pisalem
wczesniej, zostal uniewinniony w swoim procesie w 1953 roku, bo nie
mozna mu bylo przypisac udzialu w zabojstwie Kupieckiego. Ale dowo-
dow na jego uczestnictwo, a nawet przywodcza role w pogromie Zydow
jedwabienskich, bylo cale mnostwo. Wystarczylo przejrzec akta spra-
wy Ramotowskiego, gdzie jego nazwisko wymieniane jest, m.in. przez
Ramotowskiego, Gorskiego, Niebrzydowskiego, Laudanskiego, Mi-
ciure, Chrzanowskiego i Dabrowskiego czyli wiekszosc podejrzanych
w sprawie (por. np. GK, SOL 123/610, 611, 615, 618, 653, 655).
_____________________________________________________________
54




miasteczka i zjezdzac furami juz od samego rana, chociaz
to nie byl dzien targowy.*52
Koordynatorem akcji mordowania Zydow w Jedwabnem,
10 lipca 1941 roku, byl owczesny burmistrz miasta, Marian
Karolak. Jego nazwisko pojawia sie na dobra sprawe
w kazdym zeznaniu. Karolak wydaje polecenia i osobiscie
bierze udzialw czynnosciach praktycznie przez caly czas
trwania pogromu. Jest on bez watpienia zlym duchem je-
dwabienskiego dramatu. Oprocz niego w wiodacych rolach
wystepuje kilka innych osob, identyfikowanych przez swiad-
kow jako pracownicy wladz miejskich. Jak powiedzial do-
zorca drogowy, Mieczyslaw Gerwad: "caly zarzad magi-
stracki [...] brali udzial w tym mordzie zydow".*53
Gdzie zrodzil sie pomyslcalego przedsiewziecia czy wy-
szedl od Niemcow (jak mozna by sadzic ze zdania "taki roz-
kaz wydali Niemcy" w relacji Wasersztajna), czy byla to od-
dolna inicjatywa radnych miejskich Jedwabnego nie sposob
ustalic. Zreszta jest to chyba bez wiekszego znaczenia, bo obie
strony najwyrazniej latwo doszly do porozumienia. "Ja na po-
lecenie swego brata Laudanskiego Zygmunta poszedlem pra-
cowac do zandarmerji w m. Jedwabnym", pisze Jerzy Lau-
danski jeden z mlodszych, bo zaledwie wowczas dziewiet-
nastoletni, i zarazem najbrutalniejszych uczestnikow tych wy-
darzen " i w 1941r. przyjechalo taksowka czterech czy tez
pieciu gestapowcow i zaczeli w magistracie rozmawiac, lecz
co oni tam rozmawiali, tego ja nie wiem. Po niejakims czasie
Karolak Marian powiedzial do nas polakow zeby zawezwac
ob. Polskich do Zarzadu Miejskiego, po zawezwaniu ludnosci
_____________
*52 Mlodzi postanowili spedzic te noc w kukurydzy i nad ranem ujrzeli
grupy chlopow sciagajacych furmankami i na piechote z okolicy droga do
Jedwabnego, co zdarzalo sie jedynie w dzien targowy. Chwile pozniej
zaczal sie pogrom (Yedwabne, op. cit., str. 100; rozmowa z M. Olszewi-
czem, pazdziernik 1999 roku). Por. takze "Rzeczpospolita" 10 lipca 2000
i
"Gazeta Pomorska" 4 sierpnia 2000.
*53 GK, SWB 145/218.
_____________________________________________________________

55




polskiej nakazal nam isc zaganiac zydow na rynek pod haslem
do pracy co i ludnosc uczynila, ja w tym czasie rowniez
bralem udzialw spedzaniu zydow na rynek".*54
Z wielu zrodel dowiadujemy sie o wizycie grupy gesta-
powcow w Jedwabnem, ale nie ma zgodnosci co do daty
trudno ustalic czy miala miejsce w dniu pogromu, czy
wczesniej. "Przed zaczeciem tego masowego mordu", pisze
Karol Bardon, "widzialem przed magistratem w Jedwabnem
kilku gestapowcow, tylko nie pamietam czy to w dzien ma-
sowego mordu,czy tez w dzien przedtem". *55 O tym,
ze zarzad miasta podpisal "umowe z gestapo" odnosnie spa-
lenia Zydow wspomina tez w zeznaniu swiadek Henryk
Krystowczyk, choc tylko powtarzajac, co zaslyszal "od lu-
dzi".*56 Ale w tym przypadku nie mozemy liczyc na wiecej
niz wiadomosc z drugiej reki, bo sposrod czlonkow zarzadu
miasta jedynie Sobuta zostawil zeznania, ktore jak juz
wspominalem sa malo wiarygodne.
_____________
*54 GK, SOL 123/665.
*55 GK, SWB 145/506.
*56 "Sliwecki Eugeniusz byl w tym czasie zastepca burmistrza i wraz
z burmistrzem podpisali umowe z gestapo sporzadzono aby spalic
zydow i on wlasnie te umowe podpisal... O tym, ze zostala podpisana
umowa przez burmistrza i wiceburmistrza slyszalem tylko od ludzi"
(GK,SWB 145/213). Chcialbym jeszcze przy tej okazji zwrocic uwage,
ze okolicznosci zwiazane z wypadkami 10 lipca 1941 roku byly w Je-
dwabnem tematem czestych rozmow. W rezultacie wiedza tych zda-
rzeniach u obywateli miasta dotyczyla nie tylko faktow, ktorych byli
bezposrednimi swiadkami. Formula "slyszalem od ludzi" czesto sie po-
wtarza w zeznaniach. "O powyzszym morderstwie zydow w stodole
Sleszynskiego ludnosc miejscowa bardzo szeroko komentowala i opo-
wiadali kto wyroznil sie najbardziej w tym morderstwie", pisze na
przyklad Henryk Krystowczyk (GK,SWB 145/235). Do dzis bez naj-
mniejszego klopotu mozna wciagnac w Jedwabnem w rozmowe o tych
zdarzeniach przygodnego goscia w barze. Jak to sie wiec stalo, ze tak
powszechnie dostepna wiedza nie znalazla odzwierciedlenia w pracach
uczonych badajacych najnowsza historie Polski?
_____________________________________________________________
56




Zreszta nasza niewiedza o tym, co do czego sie dokladnie
umowiono, nie robi wielkiej roznicy. Jakies porozumienie
miedzy Niemcami a bezposrednimi organizatorami jedwa-
bienskiego mordu, czyli zarzadem miasta, musialo zostac
zawarte. Najprawdopodobniej, jak sie wkrotce dowiemy
z uwagi rzuconej przez rozzloszczonego komendanta poste-
runku zandarmerii, polegalo ono na tym, ze Niemcy dali Po-
lakom wolna reke na osiem godzin, aby zrobili z Zydami co
im sie podoba.*57 Natomiast zasadnicze pytanie, na ktore pra-
gnelibysmy dac mozliwie najwierniejsza odpowiedz, doty-
czy roli Niemcow w tym zbiorowym morderstwie. Chcieli-
bysmy wiedziec, ilu ich bylo w miasteczku i co robili?
W Jedwabnem stacjonowal jednastoosobowy posterunek
zandarmerii niemieckiej.*58 Mozemy tez wnosic z wielu Zro-
del, ze oprocz obsady posterunku przyjechala tego dnia
(a moze poprzedniego?) do miasteczka "taksowka" grupa
Niemcow, niewielka przeciez, co najwyzej kilka osob.
W jednej relacji, o ktorej za chwile, wymieniona jest liczba
"60 gestapo" i "duzo zandarmow", ktorzy mieli rzekomo
przebywac wowczas w Jedwabnem.*57
_____________
*57 Mozemy jedynie sie zastanawiac czy pewien szczegol przebie-
gu negocjacji, ktory przytaczaja w swoich relacjach z drugiej reki Wa-
sersztajn i Gradowski, jest z cala pewnoscia zgodny z prawda a mia-
nowicie, czy rzeczywiscie na sugestie Niemcow, aby przynajmniej fa-
chowcow zydowskich zostawic przy zyciu, Bronislaw Sleszynski
(w ktorego stodole wiekszosc jedwabienskich,Zydow zostanie po
poludniu 10 lipca spalona) zaoponowal mowiac, ze nie ma takiej potrze-
by, bo wsrod Polakow jest juz wystarczajaco duzo fachowcow. Wiktor
Nielawicki, ktory uciekl zanim zapedzono go wraz z tlumem Zydow do
stodoly, slyszal pozniej taka wersje, ze Niemcy juz przy samej stodole
sugerowali, aby troche Zydow oszczedzic, bo jest potrzebna sila robo-
cza, na co im ktorys z kierujacych akcja Polakow oswiadczyl, ze do-
starczado pracy wystarczajacailosc sposrod swoich.
*58 Bardon, ktory w zadarmerii pracowal, wymienia te liczbe. Podob-
nie ocenial liczebnosc posterunku Nielawicki (GK, SOL 123/505; roz-
mowa z Nielawickim,luty 2000 roku).
_____________________________________________________________

57




Wedlug zeznan Jozefa Zyluka "bylo to tak: ja kosilem
siano i do mnie na lake przyszed lburmistrz m. Jedwabnego
Karolak i powiedzial, zeby isc zganiac wszystkich zydow na
rynek. Poszlismy oba z nim."*59 Zandarmi, a czesciej "zan-
darm" w liczbie pojedynczej, pojawiaja sie w zeznaniach ze
sprawy Ramotowskiego, kiedy mowa jest o tym, jak
doszlo do tego, ze kolejny podejrzany znalazl sie w roli pil-
nujacego i zaganiajacego Zydow na rynek albo do stodoly.
W dosc typowym zeznaniu Czeslawa Lipinskiego na
przyklad, powiedziane jest, ze przyszli po niego Jurek Lau-
danski, Eugeniusz Kalinowski "i jeden niemiec" i razem
z nimi poszedl zaganiac Zydow na rynek;*60 po Feliksa Tar-
nackiego przyszedl Karolak i Wasilewski "wraz z gestapow-
cem i wypedzili [go ] na rynek", aby tam pilnowal Zydow.*61
Miciura, ktory tego dnia zatrudniony byl jako stolarz na po-
sterunku zandarmerii dostal w pewnej chwili polecenie od
zandarma "zeby isc na rynek pilnowac zydow", i jest to ra-
czej wyjatkowy przypadek, kiedyzandarm wystepuje poje-
dynczo w roli naganiacza, nie zas jako osoba towarzyszaca
ktoremus z polskich pracownikow magistratu.*62
Panami sytuacji w Jedwabnem byli oczywiscie Niemcy.
I tylko oni mogli podjac decyzje o wymordowaniu Zydow.*63
Mogli tez w kazdej chwili tej zbrodni zapobiec, a nawet za-
trzymac bieg juz rozwijajacych sie wydarzen. I nie uczynili
tego. Jesli nawet sugerowali zachowanie przy zyciu pewnej
liczby fachowcow zydowskich, to robili to bez przekonania,
_____________
*59 GK, SOL 123/621.
*60 GK, SOL 123/607.
*61 GK, SOL 123/612.
*62 GK, SOL 123/619.
*63 Jak powiedzial swiadek Danowski w czasie konfrontacji z Joze-
fem Sobuta, przeciwko ktoremu toczylo sie sledztwo w 1953 roku:
"W akcji tej Niemcy rowniez brali udzial ale tylko w wydawaniu a ra-
czej wyrazaniu zgody w pewnych posunieciach co do tej akcji"(GK,
SWB 145/265).
_____________________________________________________________
58




skoro w koncu wszystkich spalono. Swoistej ironii zydow-
skiego losu nalezy zapewne przypisac, ze posterunek zan-
darmerii w Jedwabnem okazal sie najbezpieczniejszym
miejscem dla Zydow tego dnia i kilka osob uszlo z zyciem
tylko dlatego, ze tam sie akurat znalezli. Ale nalezy pamie-
tac, ze gdyby Jedwabne nie zostalo zajete przez Niemcow,
innymi slowy gdyby nie bylo inwazji Hitlera na Polske, to
Zydzi jedwabienscy nie zostaliby wymordowani przez
swoich sasiadow. I nie jest to wiedza banalna, bo przeciez
tragedia jedwabienskich Zydow jest tylko epizodem
w wojnie na smierc izycie, ktora Hitler wydal swiatowemu
zydostwu. Tak wiec w wyzszym historyczno-metafizycz-
nym sensie jemu nalezy przypisac odpowiedzialnosc za te
zbrodnie. Ale bezposredni w niej udzial Niemcow 10 lipca
1941 roku ograniczyl sie przede wszystkim do robienia fo-
tografii i, jak juzwspominalem, filmowania przebiegu wy-
darzen.*64
_____________
*64 Nonsensowne wypowiedzi prokuratora Monkiewicza o tym, ze
mord w Jewabnem popelniony zostal przez 232 zandarmow niemieckich,
ktorzy przyjechali do miasteczka kolumna samochodow ciezarowych
nie zasluguje na wiare. Polemizowalem w tej sprawie z Tomaszem
Szarota na lamach "Gazety Wyborczej"(25-26 XI 2000).
_____________________________________________________________

59




Kto mordowal Zydow?



Edward Sleszynski: "U mego ojca Sleszynskiego Bro-
nislawa w stodole spalone zostalo duzo zydow. Ja sam na-
ocznie nie widzialem gdyz w dniu tym bylem w piekarni,
natomiast wiem od ludzi, mieszkancow Jedwabnego,
ze sprawcami tego zajscia byli polacy. Niemcy brali udzial
tylko w fotografowaniu".*65 Boleslaw Ramotowski: "Zazna-
czam, ze niemcy udzialu w mordowaniu zydow nie brali,
a stali i fotografowali jak polacy znecali sie nad zydami".*66
Mieczyslaw Gerwad: "Zydzi mordowani byli przez ludnosc
narodowosci polskiej".*67
Julia Sokolowska pracowala wowczas jako kucharka na
posterunku zandarmerii to ona wymienila liczbe "60 gesta-
po", skladajac wyjasnienia na procesie Ramotowskiego w ma-
ju 1949 roku. Przesluchana jako swiadek w tejze sprawie 11
stycznia 1949 roku zlozyla nastepujace wyjasnienia: "W1941 r.
kiedy wkroczyly wojska okupanta niemieckiego na ziemie
polskie po kilku dniach mieszkancy m. Jedwabnego wspolnie
z niemcami przystapili do mordowania zydow zam.[iesz-
kalych ] w miescie Jedwabne gdzie wymordowali ponad polto-
ra tysiaca osob narodowosci zydowskiej. Zaznaczam, ze ja nie
widzialam zeby niemcy bili zydow, jeszcze trzy zydowki
niemcy przyprowadzili na posterunek zandarmerii i kazali
mnie zeby nie zamordowali tych zydowek, wiec zamknelam
na zamek, a klucz oddalam dla tego niemca ktory mnie kazal
zamknac i niemiec kazal dac im zjesc, wiec ja uszykowalam
i zanioslam. Po wszystkim kiedy juz wszystko uspokoilo sie to
tych zydowek wypuscili i ciz ydowki mieszkali w obocznym
_____________
*65 GK, SOL 123/685.
*66 GK, SOL 123/727.
*67 GK, SWB 145/218.
_____________________________________________________________
60




domu przy zandarmerji, jak rowniez w/w zydowki przycho-
dzili do pracy na post.[erunek ] zandarmerii. Zydow niemcy
nie bili, a w bestialski sposob znecala sie ludnosc polska nad
zydami, a niemcy stali po bokach i robili z tego zdjecia
i pozniej pokazywali dla ludnosci jak polacy mordowali
zydow".*68 Dalej Sokolowska wymienia kolejnych pietnascie
nazwisk, osob lub calych rodzin (ojcow z synami, albo braci)
bioracych aktywny udzialw morderstwie. Wyszczegolnia kto
kijem bil Zydow, a kto "guma" i dodaje jeszcze jeden intere-
sujacy detal á propos roli Niemcow w tych wydarzeniach: "ja
w tym czasie bylam kucharka w zandarmerji i widzialam jak
w/w [Eugeniusz Kalinowski ] zwrucil sie do Kom.[endanta ]
zandarmerji zeby wydac im bron poniewaz nie chca isc kto nie
chcial isc tego nie powiedzial. Kom.[endant ] zerwal sie na no-
gi i powiedzial ze broni ja wam nie dam i rubcie co chcecie,
wtedy w/w zawrocil sie i predzej polecial za miasto tam gdzie
popedzili tych zydow".*69
W kontekscie tych obszernych i detalicznych informacji
ujawnionych przez Sokolowska w czasie sledztwa zastana-
wia jej zachowanie na rozprawie w cztery miesiace pozniej.
Oskarzeni, jak juz pisalem,odwoluja przed sadem zeznania
tlumaczac, ze byly wymuszone biciem w sledztwie, zas So-
kolowska, tak jak i inni swiadkowie, jest nie tylko wstrze-
miezliwa w wypowiedziach, ale tez pada z jej ust jedno za-
skakujace zdanie: "Dnia krytycznego bylo 60 gestapo bo dla
nich szykowalam obiad, zas zandarmow bylo bardzo duzo,
bo przyjechali z roznych Posterunkow".*70 Pierwszy raz do-
wiadujemy sie tak licznej obecnosci Niemcow w Jedwab-
_____________
*68 GK, SOL 123/630.
*69 GK, SOL 123/631. To, ze Zydzi uratowali sie na posterunku zan-
darmerii potwierdza tez Bardon (patrz ponizej), Nielawicki (rozmowa,
luty 2000 roku) i Kubran (Yedwabne, str.107). Nielawicki potwierdza
rowniez, ze nie uzywano do mordowania broni palnej i ze nie bylo wi-
dac mundurowych wsrod przesladowcow.
*70 GK, SOL 123/210.
_____________________________________________________________

61




nem i to z ust kucharki, ktora im gotowala obiad, a wiec po-
winna wiedziec dokladnie.
Nie umiem do konca wytlumaczyc przyczyny zmian w za-
chowaniu oskarzonych i Sokolowskiej. Ostatecznie ci pierwsi na
sali sadowej w maju 1949 roku znajdowali sie dokladnie tak sa-
mo w szponach bezpieki, jak cztery miesiace wczesniej w wiezie-
niu w Lomzy. Tyle tylko, ze wszyscy mieli rodziny i znajomych
w okolicy, ze mogli zastanowic sie nad sytuacja i stwierdzic (ja-
ko ze bronili ich ci sami adwokaci), ze w zlozonych zeznaniach
oskarzaja samych siebie i siebie nawazajem, i ze mieli czas na
uruchomienie, nazwijmy ja w ten sposob, presji srodowiskowej.
Pamietajmy wszelako, ze ich pole manewru bylo stosunkowo
ograniczone, bo przeciez zbrodnia, o ktorej mowa, zostala po-
pelniona publicznie, okolicznosci byly doskonale wszystkim
znane, wlaczajac w to oczywiscie i oficerow sledczych, ktorym
wowczas nielatwo bylo klamac prosto w oczy, bo ryzykowal
czlowiek, ze go najzwyczajniej w swiecie pobija. Mozna bylo co
najwyzej swoja wlasna role umniejszac, ale calej sprawy nie spo-
sob bylo w zeznaniach zatuszowac ani w jakis zasadniczy spo-
sob zamotac. Inaczej najlatwiej byloby po prostu powiedzec,
ze to zrobili Niemcy tak jak to po latach wyryto na pomniku
postawionym na miejscu stodoly Sleszynskiego.
Pod okupacja niemiecka dzialala w tych okolicach silna
partyzantka NSZ-owska i wielu ludzi nie wyszlo z podzie-
mia od razu po wojnie. Brutalna quasi-wojna domowa to-
czyla sie w bialostockim jeszcze przez lata po ustanowieniu
tzw. wladzy ludowej. Jedwabne, na przyklad, zostalo na kil-
ka godzin "zdobyte" jeszcze 29 wrzesnia 1948 roku przez
oddzial niejakiego "Wiarusa".*71 Nietrudno sobie wyobrazic,
_____________
*71 Ktory to oddzial "wkroczyl do miasteczka Jedwabne. Miejscowy
poste-
runek MO zostal zmuszony do obrony. Wtym czasie podwladni "Wiarusa"
obrabowali spoldzielnie, Zarzad Miejski, oraz Urzad Pocztowy. W czasie
tej
akcji jeden z czlonkow grupy wyglosil krotkie przemowienie, wzywajac
lud-
nosc do walki z rzadem" ((Henryk Majecki, Bialostocczyzna w pierwszych
la-
tach wladzy ludowej 1944-1948, PWN, Warszawa, 1977, str. 181).
_____________________________________________________________
62




ze niewygodnemu swiadkowi niskim prestizu spolecznym
(Sokolowska byla stara panna, co w malym miasteczku i na
wsi raczej nie uchodzi) mogl ktos wytlumaczyc, ze jej ze-
znania nie pomagaja w rozwiazaniu trudnej dla wielu oby-
wateli miasta sprawie.
Po wojnie oddzialy lesne NSZ, NOW i NZW dokony-
waly na tych terenach wielokrotnie egzekucji na Zydach,
komunistach i innych osobach, ktore uznano za niepozada-
ne. W cytowanej juz pracy Fraczka znajdziemy wiele infor-
macji na ten temat. Miedzy innymi w Jedwabnem patrol
NZW "Sepa" zastrzelil 24 wrzesnia 1945 roku wlascicielke
sklepu, Julie Karolak, i jej corke, Helene *72. Czy byla to jakas
dintojra czy zwykly rabunek trudno juz dzis powiedzec, ale
obywatel tego miasteczka wiedzial doskonale, ze musi sie
liczyc nie tylko ze zbrojnymi organami wladzy ludowej. Jak
pisze rowniez Tomasz Strzembosz "na tych terenach [...]
wojna w istocie trwala nie lat piec czy szesc (1939-44,
1939-45), a lat dziesiec albo nawet trzynascie (1939-1949,
1939-1952), a w niektorych miejscach i dla niektorych ludzi
nawet dluzej". I dalej: "Niedaleko od brzegow Biebrzy
i miasteczka Jedwabne lezy wioska Jeziorko, w ktorej
zginal w 1957 roku epigon partyzantki bialostockiej:»Ry-
ba «" *73.
Ale niezaleznie od tego, jaka na nia wywierano presje
(jesli w ogole do tego doszlo), wyjasnienie Sokolowskiej
nie pozostalo bez odpowiedzi. 9 sierpnia 1949 roku, z wie-
zienia w Warszawie, Karol Bardon wyslal do Sadu Okrego-
wego w Lomzy nastepujacej tresci "dopelnienie" do skargi
rewizyjnej, ktora zlozyl od razu po wyroku: "Wysoki
Sadzie! Podczas przewodu sadowego swiadek Sokolowska
Julia, byla kucharka na posterunku zandarmerii w Jedwab-
_____________
*72 Op. cit, str. 150-151, 187, 194, 254, 257, 385
*73 Tomasz Strzembosz, Uroczysko Kobielno, op. cit., str. 5
_____________________________________________________________

63




nym, zeznala ze w dniu masowego mordu Zydow mialo byc
60 gestapowcow i tylez zandarmow, a dla gestapowcow
miala jakoby gotowac obiad. Powyzsze jest niezgodne
z prawda, gdyz w owym dniu pracujac na podwurku zandar-
merii nie widzialem zadnych gestapow lub zandarmow. Wy-
chodzac kilkakrotnie do warsztatu, ktory znajdowal sie
w majatku, a przechodzac przez rynek gdzie byli skupieni
Zydzi nie zauwazylem rowniez zadnych gestapowcow ani
zandarmow. Absurdem znow jest, by na zwyklej kuchence
zgotowac obiad na 60 osob.
Po przeprowadzonym mordzie zydow wpadlo na pod-
wurko posterunku zandarmerii gdzie remontowalem auto
kilka osob cywilnych i usilowali uprowadzic 3 zydow
rabajacych drzewo. Wowczas wyszedldo nich kom. poste-
runku zandarmerii Adamy mowiac: Czy wam malo bylo
8 godzin czasu do rozprawienia sie z Zydami. Z powyzsze-
go wynika, ze masowy mord Zydow zostal przeprowadzony
nie przez Gestapo, ktorych w owym dniu nie widzialem,
a przez miejscowa ludnosc na czele z Burmistrzem Karola-
kiem."*74
Bardon wroci do tego epizodu trzy lata pozniej w obszer-
nym zyciorysie, ktory przeslal na rece "Prezydenta Rzeczy
Pospolitej" wraz z prosba o darowanie wolnosci, ujmujac
tym razem zagadnienie, jesli tak mozna powiedziec, od dru-
_____________
*74 GK, SOL 123/309. Bardon opisuje ten moment troche dokladniej
w swoim zyciorysie z 1952 roku. Powiada, ze to bylo wieczorem, kiedy
juz wychodzili z Dabrowskim, stodola juz sie palila i na podworko zan-
darmerii "wpadli 3 mi nie znanych cywilow mlody chlopy po lat do 22,
jedyn zabral jednego rebacza drzewa i uprowadzil sila w rynek, drugich
dwoch mordercow usilowali zabrac nastepnych dwoch rebaczy. Na pod-
niesiony krzyk na podworzu wybiegl komendant posterunku zandarme-
rii hauptwachmistrz Adamy, mowiac te slowa do tych opryszkow: co
malo wam bylo 8 godzin zalatwic sie z temi Zydami, toscie teraz eszcze
tutaj przyszli won stad! Wygnal tych zbrodniarzy, rebacze dwaj pozosta-
li, trzeci jusz byl zabrany uprowadzony"(GK, SOL 123/504,505).
_____________________________________________________________
64




giego konca przewodu pokarmowego: "Tam w podworzu
byly ustepy i ile by bylo 60 przyjezdnych zandarmow i 60
gestapowcow do tej akcji masowego mordu, to musialby
ktos z nich byc i na podworzu. "I konczy swoj zyciorys na-
stepujacym zdaniem: "Chodzilem w ten dzien masowego
mordu 3 razy do warsztatu 350-400 m z domu ulicami na
obiad i z powrotem i nie widzialem ani jednego mundurowe-
go ani na ulicach ani przy grupie ludzi spedzonych na ryn-
ku".*75 Nie ma podstaw przypuszczenie, ze skazany zmyslal
takie rzeczy piszac z wiezienia prosbe ulaskawienie do
Prezydenta Rzeczypospolitej, po to tylko, aby mu sie przy-
podobac. Bo przeciez temu ostatniemu przyjemniej byloby
sie dowiedziec, ze za zbrodnie jedwabienska odpowie-
dzialni sa Niemcy, nie jego rodacy.
W dokumentacji, ktora dysponujemy, znajduja sie wedle
mego rachunku 92 nazwiska (w wiekszosci opatrzone adre-
sami) osob, ktore braly udzial w pogromie jedwabienskich
Zydow. Nie sadze, aby ich wszystkich nalezalo uznac za
mordercow co najmniej dziewieciu przeciez sad uniewin-
nil od stawianych zarzutow. *76 Rozni ludzie, ktorych widzia-
no jak pilnowali Zydow na rynku, byc moze juz nie zagania-
li ich do stodoly. *77 Z drugiej strony wiemy rowniez, ze ci
wymienieni z nazwiska, to tylko czesc uczestnikow, i oba-
wiam sie, ze niewielka, skoro "przy spedzonych Zydach",
jak nas zapewnia inny oskarzony w procesie Ramotowskie-
_____________
*75 "Ja pracujac z Dombrowskim przez caly dzien przy remoncie sa-
mochodu w podworzu zandarmeryi nie widzialem ani jednego obcego
zandarma ani gestapowca. "I dalej jak w tekscie (GK, SOL 123/506).
*76 Jozefa Sobute oraz osmiu oskarzonych w procesie Ramotowskiego.
*77 Czeslaw Lipinski, na przyklad, powiada "ja siedzialem z ta laska
[na rynku ] okolo pietnascie minut, lecz ja nie moglem dalej patrzec na
to jak oni ich mordowali [i ] poszlem do domu". Cos tam w miedzycza-
sie chyba jednak zdazyl nabroic, bo za kwadrans siedzenia "z laska" na
rynku nie skazano by go w tym procesie na 10 lat wiezienia (GK, SOL
123/607).
_____________________________________________________________

65




go, Wladyslaw Miciura, "byla masa ludzi nie tylko z Je-
dwabnego ale i okolic".*78 "Bylo tam wiecej bardzo
duzo osob ktorych obecnie nazwisk nie przypominam", mo-
wi Laudanski pére, ktory wraz ze swymi dwoma synami
wyjatkowo sie tego dnia zasluzyl." Jak przypomne to po-
dam," dodaje przymilnie.*79 Tlum oprawcow zgestnial jakos
szczegolnie wokol stodoly, gdzie palono Zydow. Jak to ujal
Boleslaw Ramotowski, "kiedy gnalismy do stodoly to ja nie
widzialem poniewaz w tym czasie byl bardzo duzy tlok".*80
Oskarzeni, ktorzy chyba wszyscy mieszkali w czasie
okupacji w Jedwabnem, nie rozpoznaja licznych uczestni-
kow pogromu rowniezi dlatego, ze byli wsrod nich chlopi,
ktorych wiemy, ze schodzili sie do miasteczka od samego
rana z okolicy. "I wielu takze bylo chlopow ze wsiow kto-
rych nie znalem" znowu cytuje slowa Wladyslawa Misiu-
ry. "Byli to przewaznie mlodziency, ktorzy cieszyli sie ta
lapanka i znecali sie nad ludnoscia zydowska".*81
Tak wiec w tej zbrodni wzielo udzial mnostwo ludzi.
Bylo to zbiorowe morderstwo w podwojnym tego slowa
znaczeniu ze wzgledu na liczbe ofiar i ze wzgledu na
liczbe przesladowcow. Aby zrozumiec, co to znaczy, zatrzy-
majmy sie na moment nad konkretnie wymieniona cyfra 92
uczestnikow, mezczyzn w sile wieku, obywateli miasta Je-
_____________
*78 GK, SOL 123/655.
*79 GK SO L123/668.
*80 GK, SOL 123/726.
*81 GK, SOL 123/620. Gospodyni domowa, starsza pani, Bronislawa
Kalinowska, zeznajac w sprawie Ramotowskiego powiedziala: "W1941 r.
kiedy wkroczyly wojska okupanta niemieckiego na teren m. Jedwabne to
ludnosc miejscowa przystapila do mordowania Zydow tak jak oni zneca-
li sie nad zydami to nie mozna bylo patrzec na to" (GK, SOL 123/686).
A kiedy rozmawialem na ten temat z pania Adamczyk w Jedwabnem,
ktora wowczas byla mala dziewczynka i rodzice zatrzymali ja w domu
tego dnia, zlapala sie dramatycznym gestem za glowe na wspomnienie
krzyku mordowanych i potwornego zapachu palonych cial.
_____________________________________________________________
66




dwabne. Przed wojna, jak pamietamy, mieszkalo tam circa
2.500 osob, z tego szescdziesiat kilka procent to byli Zydzi.
Dzielac etnicznie polska ludnosc na pol dostajemy liczbe
450 mezczyzn wliczajac w to starcow i dzieci. Wiec jeszcze
raz podzielmy ja na poli wtedy sie okaze, ze mniej wiecej
polowa doroslych mezczyzn z Jedwabnego jest wymieniona
po nazwisku wsrod uczestnikow pogromu.
Jak to sie wszystko odbylo? Do dzis przetrwala w Je-
dwabnem swiadomosc, ze Zydow wymordowano w sposob
wyjatkowo okrutny. Aptekarz jedwabienski, ktorego roz-
mowe z Agnieszka Arnold cytowalem juz wczesniej, niemal
doslownie powtorzyl znane nam juz slowa Lipinskiego:
"I taki mi pan opowiadal. Pan Kozlowski taki, juz niezyjacy.
Byl masarzem. Bardzo przyzwoity czlowiek. Mial ziecia
prokuratora przed wojna. Z takiej rodziny bardzo zacnej. I on
opowiadal, ze to nie mozna bylo patrzec, ze co sie dzialo".*82
Po latach, zastrzegajac sie "ze nie widziala wszystkie-
go", Halina Popiolek tymi slowami opisala 10 lipca w Je-
dwabnem dziennikarzowi "Gazety Pomorskiej": "Nie bylam
przy tym, jak obcinali glowy ani jak zakluwali Zydow ostry-
mi tykami. To wiem od sasiadow. Nie widzialam tez jak na-
si kazali sie topic mlodym Zydowkom w stawie. Widziala
siostra mojej mamy. Twarz miala zalana lzami, kiedy przy-
szla nam to opowiedziec. Ja widzialam jak pomnik Lenina
kazali zdjac mlodym zydowskim chlopakom, jak kazali go
obnosic i krzyczec ‘przez nas wojna!’. Widzialam jak ich
przy tym bili paskami z gumy. Widzialam jak katowali Zy-
dow w boznicy i jak skatowanego Lewiniuka, ktory jeszcze
dychal ludzie zywcem zakopali... Zapedzili wszystkich do
stodoly. Oblali nafta z czterech stron. Trwalo wszystkiego
dwie minuty, ale ten krzyk... Mam go w uszach".*83
_____________
*82 Skrypt, str 490.
*83 "Gazeta Pomorska", Adam Willma, Broda mojego syna , 4 sier-
pnia 2000.
_____________________________________________________________

67




Ale nie tylko widok tego, co wyczyniano z Zydami byl
przerazajacy. Rowniez krzyk meczonych ludzi, a potem
smrod, kiedy ich palili, byly nie do wytrzymania. Trwajace
przez caly dzien mordowanie Zydow odbylo sie na obszarze
wielkosci stadionu sportowego. Od stodoly, w ktorej wiek-
szosc ofiar tego dnia w koncu spalono, do rynku w prostej li-
nii mozna dorzucic kamieniem. Cmentarz zydowski jest tuz
obok. Tak wiec wszyscy, ktorzy byli wowczas w miastecz-
ku i mieli jako tako funkcjonujacy zmysl wzroku albo po-
wonienia, byli tej zbrodni swiadkami albo uczestnikami.
_____________________________________________________________
68




Mord


Zaczelo sie, jak wiemy, od wezwania Polakow z Je-
dwabnego rankiem 10 lipca do magistratu. Ale poniewaz
juz wczesniej krazyly pogloski planowanej tego dnia
rozprawie z Zydami, to i okoliczna ludnosc sciagala od sa-
mego rana furami do miasteczka. Byli wsrod nich, przy-
puszczam, weterani kilku pogromow, ktore dopiero co
mialy miejsce w tych stronach. Tak to zazwyczaj
wygladalo, ze kiedy fala pogromow przetaczala sie po ja-
kiejs okolicy to czesciowo ci sami ludzie brali w nich
udzial, przemieszczajac sie z miejsca na miejsce.*84 "Pew-
nego dnia na polecenia Karolaka i Sobuty przed Zarzadem
Miejskim w Jedwabnym zebralo sie kilkadziesiat
mezczyzn, ktorych zandarmeria niemiecka Karolak i So-
buta zaopatrzyli w baty kije i dragi. Nastepnie Karolak
i Sobuta polecili zebranym mezczyznom spedzic wszyst-
kichzydow Jedwabnego na plac przed Zarzadem Miej-
_____________
*84 Oto, dla ilustracji sposobu zachowania malomiasteczkowej lud-
nosci w takiej sytuacji, zapis z Dziennika lat okupacji Zamojszczyzny
Zygmunta Klukowskiego z 13 kwietnia 1942 roku: "panika wsrod
Zydow jeszcze bardziej sie wzmogla. Od rana oczekiwali lada godzina
zjawienia sie zandarmow i gestapowcow. [...] Na miasto wylegly wszel-
kie szumowiny, zjechalo sie sporo furmanek ze wsi i wszystko to niemal
caly dzien stalo w oczekiwaniu, kiedy mozna bedzie przystapic do ra-
bunku. Z roznych stron dochodza wiadomosci o skandalicznym zacho-
waniu sie czesci ludnosci polskiej i rabowaniu opuszczonych zydow-
skich mieszkan. Pod tym wzgledem miasteczko nasze z pewnoscianie
bedzie w tyle" (Dziennik lat okupacji Zamojszczyzny , Ludowa
Spoldzielnia Wydawnicza, Lublin, 1958, str. 255). Jesli idzie o ilustra-
cje zjawiska mechanizmu fali pogromowej por. przypis nr 128, na temat
pogromow wiosna 1919 roku w okolicach Kolbuszowej. O uczestnic-
twie tych samych ludzi w kolejnych pogromach mowi tez cytowana
przezemnie relacja Finkelsztajna na temat Radzilowa.
_____________________________________________________________

69




skim". We wczesniejszym zeznaniu swiadek Danowski
dodaje jeszcze, ze wydano przy tej okazji ludziom wodke,
ale nikt inny tego szczegolu nie potwierdza.*85
W tym samym mniej wiecej czasie kazano Zydom ze-
brac sie na rynku do sprzatania (z miotlami, dodaje Rywka
Fogel). Zydow juz przedtem zmuszano do roznych upoka-
rzajacych robot porzadkowych, wiec mozna sie bylo
w pierwszej chwili ludzic, ze to powtorka juz przedtem
doswiadczanych szykan. "Moj maz i dwoje dzieci tam po-
szli, a ja na chwile jeszcze zostalam aby zrobic troche
porzadku i zamknac porzadnie okna i drzwi."*86 Wiedziano
juzz doswiadczenia, ze oproznienie domu z mieszkancow
bylo okazjado rabunkow. Nielawicki, na przyklad, ucie-
kajac w pole tego dnia zalozyl na siebie dwie dobre pary
spodni i dwie koszule spodziewajac sie, ze po powrocie do
domu zastanie spladrowane mieszkanie. Wiemy rowniez od
Laudanskiego, ze Zydom kazano sie zebrac na rynku rzeko-
mo do sprzatania. Ale bardzo predko polapano sie, ze tym
razem sytuacja wyglada jakos szczegolnie niebezpiecznie.
Rywka Fogel juz nie poszla na rynek w slad za dziecmi
i mezem tylko ukryla sie wraz z sasiadka w ogrodzie
majatku ziemskiego tuz obok. I tam chwile pozniej
uslyszaly "okropne krzyki mlodego chlopca, Jozefa Lewina,
ktorego goje zatlukiwali na smierc".*87
Jak sie dowiadujemy z relacji Karola Bardonia, ktory
dziwnym zbiegiem okolicznosci wlasnie tamtedy przecho-
dzil, Lewina doslownie zatluczono na smierc kamieniami.
_____________
*85 Doslowny cytat z Danowskiego pochodzi z zeznan zlozonych
w sierpniu1953 roku (GK, SWB, 145/238). Zas w zeznaniach z 31 grud-
nia 1952 roku wspomina o rozdawaniu wodki przed magistratem. Wie-
my skadinad (a wlasciwie z uzasadnienia wyroku uniewinniajacego So-
bute), ze Danowski byl alkoholikiem. Moze wiec ten szczegol utkwil
mu akurat w pamieci (GK, SWB, 145/185, 186,279).
*86 Yedwabne, op. cit., str. 102.
*87 Yedwabne, op. cit., str. 103.
_____________________________________________________________
70




Z podworka posterunku zandarmerii, gdzie naprawial samo-
chod, Bardon udal sie tego rana po narzedzia do warsztatu,
ktory znajdowal sie w "majatku ziemskim" (to tam sie-
dziala ukryta Rywka Fogel). "[Z ]a rogiem kuzni przyleglej
do warsztatu osrodka stal mieszkaniec miasta Jedwabne
Wisniewski [dwa slowa nieczytelne ]. Wisniewski mnie za-
wolal, podeszlem i Wisniewski wskazujac na obok lezacego
zmasakrowanego zabitego mlodego czlowieka lat okolo 22
nazwiskiem Lewin wyzn.[ania ] mojz.[eszowego ] mowil do
mnie patrz pan tego sk.-syna zabilismy kamieniami. [...] Po-
kazal Wisniewski kamien wagi 12 do 14 kg i mowil tem ka-
mieniem mu przyfasowalem i teraz jusz nie wstanie." *88 To
bylo od razu na poczatku spedzania Zydow na rynek. Jak pi-
sze Bardon, idac do warsztatu widzial na rynku grupe
okolo stu Zydow, zas wracajac skonstatowal, ze grupa ludzi
znacznie sie powiekszyla.
W innym punkcie miasteczka Wincenty Goscicki wrocil
akurat do domu z nocnej warty. "Rano gdy polozylem sie
spac przyszla do mnie zona i kazala mi wstac i powie-
dziala ze mie sie nie dobrze robi gdyz blisko mego domu bi-
li palkami zydow. Wteczas ja wstalem i wyszlem na dwor
z mieszkania. Wteczas ja zostalem zawezwany przez Urba-
nowskiego ktory powiedzial mi zobacz co sie robi poka-
zujac mi czterech trupow zydowskich, byli to: 1. Fiszman
2. Styjakowskich [?] dwoch i Blubert. Ja wteczas to ja scho-
walem sie do domu".*89
Tak wiec niemal od pierwszej chwili tego dnia Zydzi
zrozumieli, ze sa w smiertelnym niebezpieczenstwie. Wielu
probowalo ratowac sie ucieczkaw pole. Ale udalo sie tylko
nielicznym, bo wyjsc za miasto nie zwracajac na siebie uwa-
gi nie bylo jak, a poza tym wokolo krazyly grupki miejsco-
wej ludnosci i wylapywaly Zydow. Nielawickiego, ktory juz
_____________
*88 GK, SOL 123/503.
*89 GK, SOL 123/734.
_____________________________________________________________

71




byl na polu, kiedy sie zaczynal pogrom, schwytalo kilkuna-
stu chlopakow, pobili go i doprowadzili na rynek. Tak samo
zlapano, obito i przyprowadzono z powrotem do miasta Ol-
szewicza. Jakies sto, moze dwiescie osob zdolalo sie tego
dnia uratowac od smierci a wsrod nich w koncu
takze Nielawicki i Olszewicz. Ale wielu innych, ktorzy
usilowali uciekac przez pola, zabito od razu. Wspomniany
juz Bardon w drodze do warsztatu widzial "po lewej stro-
nie szosy na polu majatku w zbozu ludzi na koniach cywi-
low [podkreslenie autora ] z grubymi palami czy orczykami
w rekach..."*90
"Halinka Bukowska z tabunem innych dzieci biegala po
uliczkach Jedwabnego. Miala osiem lat, ale zapamietala
sporo: ‘Kolo naszego domu przejezdzal konno pan Bielec-
ki, gonil przed soba mloda Zydowke o nazwisku Kiwajko,
imienia nie pamietam. Ta kobieta mokra od potu krzyczala
o pomoc, ale nikt jej nie pomogl. A wszyscy wiedzieli, ze
kiedy Bielecki siedzial w wiezieniu, Kiwajkowa opiekowa-
la sie jego dziecmi".*91
Konno latwo bylo wypatrzec w polu i dogonic ukry-
wajacego sie czlowieka.
Tego dnia zapanowala w miasteczku swoista kakafonia
przemocy wiele nieskoordynowanych ze soba, rownocze-
snych dzialan, nad ktorymi Karolak i magistrat sprawowali
ogolna piecze dbajac tylko, aby sprawy posuwaly sie
w pozadanym kierunku. Ale mnostwo, jak sadze, bylo ini-
cjatyw indywidualnych. Bardon w jakis czas pozniej bedzie
jeszcze raz szedldo warsztatu. I w tym samym miejscu zno-
wu spotka Wisniewskiego nad trupem Lewina. "Zrozu-
mialem, ze Wisniewski tu [j ]eszcze na cos czeka. Zabralem
z warsztatu mi potrzebne czesci i w drodze powrotnej spo-
_____________
*90 GK, SOL 123/503.
*91 "Gazeta Pomorska", Adam Willma, Broda mojego syna , 4 sierpnia
2000.
_____________________________________________________________
72




tkalem tych samych dwoch mlodych mezczyzn ktorych spo-
tkalem pierwszy raz idac do warsztatu. [Pozniej zorientuje
sie, ze byli to Jurek (tak o nim wszyscy mowia, musial chy-
ba bardzo mlodo wygladac) Laudanski i Kalinowski ]. Szli
oni teraz jak sie orientowalem do Wisniewskiego na miejsce
jusz zabitego Lewina i prowadzili drugiego czlowieka
wyz.[nania ] mojz.[eszowego ] nazwiskiem Zdrojewicz
Hersz, zonaty, wlasciciel mlyna motorowego w Jedwabnym
u ktorego ja pracowalem do marca 1939 r. Prowadzili go
pod rece z glowy Zdrojewicza ciekla krew jemu po szyji na
piersi. Zdrojewicz odezwal sie do mnie: panie Bardon niech
mnie pan ratuje. Ja bojac sie sam tych mordercow, odpowie-
dzialem: nic ja panu nie moge pomoc i minalem ich."*92
Tak wiec w jednym punkcie miasta Laudanski z Wisniew-
skim i Kalinowskim kamieniowali po kolei Lewina
i Zdrojewicza; pod domem Goscickiego kijami zatluczono
czterech innych mezczyzn; w stawie przy ulicy
Lomzynskiej niejaki "Luba Wladyslaw [...] utopil dwoch
Zydow kowali"; jeszcze gdzie indziej Czeslaw Mierzejew-
ski najprzod zgwalcil a potem zamordowal Judes Ibram;*93
corce nauczyciela chederu, ktora wszyscy znali, bo uczyli
sie u niej w domu czytac po hebrajsku, slicznej Gitele Na-
dolny, obcieto glowe i zabawiano sie potem kopiac ja jak
pilke;*94 na rynku "Dobrzanska prosila wode, zemdlala, nie
pozwolili ratowac, matke zabili, bo chciala wode podac;
Betka Brzozowska zginela z dzieckiem na reku";*95 bito
Zydow nieludzko przez caly czas, no i rabowano zydowskie
domy.*96
_____________
*92 GK SOL 123/503, 504
*93 GK, SOL 123/675.
*94 Yedwabne, op. cit., str. 103.
*95 ZIH, 301/613.
*96 GK, SOL 123/675; ZIH, kolekcja 301/613 (druga relacja Wasersz-
tajna). Na moje pytanie, co dokladnie zaobserwowal na rynku, kiedy go
tam doprowadzono, Nielawicki odpowiedzial, ze sie za bardzo nie
_____________________________________________________________

73




Rownoczesnie z inicjatywami indywidualnymi poszcze-
golnych zloczyncow mialy miejsce przesladowania bardziej
systematyczne, obejmujace cale grupy ofiar. Zanim odebra-
no im zycie, Zydow upokarzano. "Widzialem jak Sobuta
i Wasilewski wybrali sobie kilkunastu z posrod bedacych
Zydow i w osmieszajacy sposob urzadzali z nimi gimna-
styke".*97 I wyprowadzano ich grupami na cmentarz, gdzie
juz zabijano hurtowo. "Wybrali zdrowszych mezczyzn i za-
gnali na cmentarz i kazali im wykopac row, po wykopaniu
rowu przez zydkow wzieli ich pozabijali bili kto czym [tak
w tekscie ] ktozelazem,kto nozem,kto kijem".*98 "Szelawa
Stanislaw mordowal hakiem zelaznym, nozem w brzuchy.
Zeznajacy [Szmul Wasersztajn, cytuje jego druga relacje
przechowywanaw ZIH-u ] byl w krzakach. Slyszal jak
krzycza. Wymordowali 28 mezczyzn w jednym miejscu i to
najsilniejszych. Szelawa zabral jednego Zyda. Jezyk mu
wycieli. Pozniej dluga cisza."*99
Podekscytowani mordercy pracowali bardzo energicznie
"ja stalam na ul. Przytulskiej," mowi starsza kobieta, Bro-
nislawa Kalinowska, "to lecial ulica Laudanski Jerzy,
zam.[ieszkaly ] Jedwabne, ktory to powiedzial ze juz dwoch
czy trzech zydow zabil, byl bardzo zdenerwowany i polecial
dalej*100 ale przeciez zorientowali sie wkrotce, ze tymi me-
todami nie uda sie do zmierzchu zabic poltora tysiaca osob.
Postanowiono wiec spalic wszystkich Zydow naraz w sto-
dole. Nie byl to specjalnie oryginalny pomysl, bo w ten
_____________
rozgladal tylko przepychal do srodka spedzonego tlumu, jako ze do-
okola stali pierscieniem ludzie z dragami w rekach i bili kogo tylko mo-
gli dosiegnac (rozmowa, luty 2000 roku). Wspominalem tym juz
przedtem slowami swiadkow, ktorzy bicie Zydow na rynku wlasnie
majana mysli, kiedy powtarzaja, ze "nie mozna bylo na to patrzec."
*97 GK, SOL 123/653.
*98 GK, SOL 123/681.
* 99 ZIH, 301/613.
*100 GK, SOL 123/686.
_____________________________________________________________
74




wlasnie sposob rozprawiono sie z Zydami w koncowej fazie
pogromu radzilowskiego kilka dni wczesniej. Ale, jak wol-
no nam sie domyslac, inicjatywa nie byla chyba omowiona
i przygotowana z gory, bo nie ustalono w czyjej stodole
mialo do tego dojsc. I najprzod zwrocono sie do Jozefa
Chrzanowskiego: "kiedy ja zaszlem na rynek to oni [Sobu-
ta i Wasilewski ] mnie powiedzieli zebym ja oddal swoja sto-
dole na spalenie zydow. Wiec ja zaczalem prosic zeby mo-
jej stodoly nie palili, wtedy oni zgodzili sie na to i moja sto--
dole zostawili, tylko mnie kazali zeby pomoc im zagnac
zydow do stodoly Sleszynskiego Bronislawa."*101
Ale zanim jeszcze wypedzono Zydow z rynku w ich
ostatnia droge do stodoly Sleszynskiego, Sobuta z kolegami
urzadzili maly spektakl. Za czasow okupacji sowieckiej po-
stawiono w miasteczku tuz obok rynku pomnik Lenina. Wiec
"grupe mezczyzn Zydow wzieto do rozwalania pomnika Le-
nina ktory stalna skwerku. Gdy Zydzi rozwalili ten pomnik
wiec kazali im wziac czesci pomnika na kolki i niesc, a rabi-
nowi isc na przedzie niosac swoja czapke na kiju i wszyst-
kim spiewac "przez nas wojna za nas wojna". W trakcie nie-
sienia pomnika wszystkich Zydow z rynku zagnali do sto-
doly jak rowniez tych niosacych pomnik, stodole te oblali
benzyna i zapalili w ktorej to stodole w ten sposob zginelo
okolo poltora tysiaca ludnosci zydowskiej".*102
Wokol stodoly, jak pamietamy, krazyl gesty tlum na-
ganiaczy, ktory zmaltretowanych Zydow zapedzal i upy-
_____________
*101 GK, SOL 123/614.
*102 GK, SWB 145/255. Oprocz Adama Grabowskiego dokladnie tak
samo opisuja te sceny i inni swiadkowie Julian Sokolowski: "Pamie-
tam jak podczas pedzenia zydow ob. Sobuta dal swoj kij rabinowi i ka-
zal mu wlozyc na kij nakrycie z glowy i krzyczec ‘przez nas wojna za
nas wojna". Caly ten kordon zydow pedzony za miasto do stodoly krzy-
czal ‘przez nas wojna,za nas wojna" (GK, SWB 145/192); Jerzy Lau-
danski (GK, SOL 123/665); Stanislaw Danowski (GK, SWB 145/186);
Zygmunt Laudanski (GK, SOL 123/667).
_____________________________________________________________

75




chal do srodka. "Przygnalismy zydow pod stodole", po-
wie Czeslaw Laudanski, "i kazali wchodzic, co i zydzi
byli zmuszeni wchodzic".*103 Mial miejsce jeszcze
swoiscie korczakowski epizod. Woznica, Michal Kuro-
patwa, za czasow okupacji sowieckiej ukrywal polskiego
oficera. I wyciagnieto go z tlumu juz pod sama stodola
oswiadczajac, ze w nagrode za ten czyn daruja mu zycie.
Kuropatwa odmowil, i wybral wspolna smierc ze
wszystkimi Zydami.*104
Nafte, ktora oblano stodole, wydal z magazynu Antoni
Niebrzydowski Eugeniuszowi Kalinowskiemu i swojemu
bratu, Jerzemu. "W/w zaniesli te nafte ktora ja wydalem
osiem litrow obleli stodole gdzie byla pelna stodola zydow
i podpalili, jak bylo dalej tego ja nie wiem".*105 Ale my wie-
my Zydzi sploneli zywcem. W ostatniej chwili wyrwal sie
jeszcze z tego piekla Janek Neumark. Podmuch goracego
powietrza otworzyl drzwi stodoly, obok ktorych stal
z siostra i jej piecioletnia coreczka. Staszek Sielawa z sie-
kiera w reku zagrodzilim droge, ale Neumark zdolal wy-
rwac mu te siekiere i uciekli na cmentarz. I tylko zdazyl
jeszcze przedtem zobaczyc, jak ojciec jego stanal w plomie-
niach.*106
Najgorszym morderca ze wszystkich byl chyba niejaki
Kobrzyniecki. On tez, jak mowi kilka osob, podpalal sto-
dole. "Potem jak ludzie opowiadali to najwiecej zydow za-
bil ob. Kobrzyniecki imie nie wiem," zeznaje swiadek
Edward Sleszynski, syn wlasciciela stodoly, "ktory to mial
osobiscie zabic 18 zydow i najwiekszy braludzialw mor-
_____________
*103 GK, SOL 123/666.
*104 Yedwabne, op. cit., str. 103.
*105 GK, SOL 123/618. Jakas role w transakcji z nafta odegral rowniez
i Bardon (bo to on prawdopodobnie jako mechanik zawiadywal magazy-
nem), ale, jak twierdzi, dal Niebrzydowskiemu polecenie wydania nafty
"do
celow technicznych a nie spalenia stodoly z ludzmi"(GK, SOL 123/505).
*106 Yedwabne, op. cit., str. 113.
_____________________________________________________________
76




derstwie przy paleniu".*107 Gospodyni domowa Aleksandra
Karwowska slyszala nie "od ludzi" tylko od samego Ko-
brzynieckiego, ze "zarznal nozem osiemnascie zydow, mo-
wil on to w moim mieszkaniu kiedy stawial piec".*108
Mysle, ze w miasteczku, ktorego mieszkancy maja sobie
do opowiedzenia, kto z nich ilu ludzi zamordowal i w jaki
sposob, trudno bylo w ogole rozmawiac na jakis inny temat.
W ten sposob jedwabianie, wzorem krola Midasa, zostali-
by skazani za swoj wystepek na nieustajace rozmowy
Zydach i mordercach. Antosia Wyrzykowska, jak tam
przyjezdza juz wiele lat po wojnie, to mowi, ze ja strach
ogarnia.
Byl sam srodek upalnego lipca, wiec nalezalo ciala po-
mordowanych i popalonych czym predzej usunac, ale juz
nie bylo Zydow, ktorych mozna by zagonic do tej roboty.
"[P ]ozno wieczorem, "wspomina Wincenty Goscicki, "zo-
stalem przez niemcow wziety do roboty zakopywac tych po-
palonych trupow. Lecz ja nie moglem tego czynic gdyz jak
to zobaczylem bralo mie na wymioty i zostalem zwolniony
od zakopywania trupow."*109 Widocznie nie on jeden, skoro
"[d ]rugiego dnia czy juz trzeciego dnia wieczorem po mor-
derstwie", jak relacjonuje Bardon, "stalem z burmistrzem
Karolakiem w rynku nie daleko posterunku tu podeszed ko-
mendantzand.[armerii ] post.[erunku ] Jedwabne Adamy
i mowil do burmistrza z naciskiem: zamordowac ludzi i spa-
lic scie potrafili co? ale pogrzebac nie ma komu co? do rana
zeby byli wszyscy pogrzebani! zrozumieliscie?"*110
Po szescdziesieciu latach Leon Dziedzic opowie dzienni-
karzowi "Rzeczpospolitej"i "Gazety Pomorskiej", jak grze-
_____________
*107 GK, SOL 123/685; porownaj tez zeznania Wladyslawa Miciury:
"Z dalszej odleglosci widzialem tylko Kobrzenieckiego Jozefa, ktory
podpalal stodole"(GK, SOL 123/655).
*108 GK, SOL 123/684.
*109 GK, SOL 123/734.
*110 GK, SOL 123/506.
_____________________________________________________________

77




bal wowczas na polecenie Niemcow jedwabienskich Zydow.
Dowiemy sie od niego, miedzy innymi, ze ogien pochlonal
stodole tego dnia posuwajac sie ze wschodu na zachod. Pe-
wnie taki byl akurat kierunek wiatru. Na pogorzelisku sto-
doly "lewy sasiek bylprawie pusty, lezaly w nim pojedyn-
cze zwloki. W srodkowej czesci na klepisku bylo ich wiecej.
Ale dopiero w prawym sasieku wielowarstwowe klebo-
wisko cial". Dowiemy sie tez, ze chociaz kazdy z grabarzy
"wymiotowal ze dwadziescia razy", to kiedy juz wylecial
"trupi gaz" w powietrzu "pozostal tylko zapach pieczeni" i
ze wiekszosc Zydow zginela poduszona i zatratowana. Tyl-
ko ci z zewnatrz byli popaleni," na zwlokach polozonych
najglebiej nawet przyodziewek byl nietkniety ogniem". Tru-
py, wspomina Dziedzic, "byly ze soba splecione jak korze-
nie. Ktos wpadl na pomysl, zeby rozdzierac po kawalku i
zrzucac te kawalki do wadolow. Przyniesli widly do ziem-
niakow, rozrywalismy jak szlo: to glowe, to noge... Wieczo-
rem kiedy bylo ku koncowi, pozostaly jeszcze pojedyncze
ludzkie strzepy. Zgarnialismy to wszystko. Kiedy trafilem
widlami na pudelko z pasta do butow, pudelko sie otworzy-
lo. Wylecialy zlote monety. Zbiegli sie ludzie, zaczeli zbie-
rac. Ale zandarmi odgonili tlum kolbami, przeszukali wszy-
stkich... Kto znalezisko schowal do kieszeni to mu je zare-
kwirowali, i jeszcze po lbie dali. Kto wepchnal do buta, o-
calil zdobycz... ‘Zloto dla nas, reszta dla was’ mowili
wskazujac na trupy. Dziedzic zapamietal jeszcze jeden
szczegol: Slyszalem, ze pozniej byl problem, bo Niemcy
kazali Polakom ocalic chocby jednego rzemieslnika w kaz-
dym zawodzie. Ale nas nie posluchali i pozniej na gwalt
szukali rzemieslnikow wsrod chrzescijan."*111
Po 10 lipca nie wolno juz bylo Polakom mordowac
Zydow w Jedwabnem wedle wlasnego uznania i troche nie-
_____________
*111 "Rzeczpospolita", Andrzej Kaczynski, Nie zabijaj, 10 lipca 2000;
"Gazeta Pomorska", Adam Willma, Broda mojego syna, 4 sierpnia 2000.
_____________________________________________________________
78




dobitkow nawet wrocilo do miasteczka. Snuli sie przez jakis
czas po okolicy, kilkoro pracowalo na posterunku zandar-
merii, az ich w koncu zapedzono do getta w Lomzy.
Przezylo wojne ledwie kilkanascie osob, z tego az siedem
przechowanych w Janczewie przez panstwa Wyrzykow-
skich.*112
_____________
*112 O rodzinie Wyrzykowskich nalezaloby napisac oddzielna ksiazke
i mam nadzieje, ze ktos sie tego podejmie.
_____________________________________________________________

79




Rabunek


Jeden wielki temat pozostaje w zachowanych swiadec-
twach nie omowiony co sie stalo z majatkiem Zydow je-
dwabienskich? Nieliczni Zydzi, ktorzy przezyli wojne,
wiedza tylko, ze wszystko stracili, ale na pytanie, kto te
wlasnosc przejal i co sie z nia stalo na prozno szukalibysmy
odpowiedzi w ich Ksiedze Pamiatkowej. W sledztwach i na
procesach z 1949 i 1953 roku nie stawiano swiadkom ani
oskarzonym pytan na ten temat, tak wiec dotarly do nas tyl-
ko strzepki informacji.
Eljasz Gradowski, charakteryzujac udzial poszczegolnych
ludzi w pogromie, podaje, ze mienie zydowskie grabili Gie-
nek Kozlowski, Jozef Sobuta, Rozalia Sleszynska i Jozef
Chrzanowski;*113 w zeznaniach Sokolowskiej analogiczne po-
stepowanie przypisywane jest Bardoniowi, Fredkowi Stefany,
Kazimierzowi Karwowskiemu, i Kobrzynieckim.*114 Abram
Boruszczak wymienia w tym kontekscie Laudanskich i Anne
Polkowska.*115 Zona Sobuty, imieniem Stanislawa, wy-
jasnila na procesie, ze wraz z mezem "przeprowadzili [smy ]
sie na mieszkanie pozydowskie na prosbe pozostalego tam
syna zamordowanego zyda [wiemy skadinad, ze mowa jest
o rodzinie Sternow ], bo tam sam bal sie mieszkac".*116 Kto po-
zwolilSobutom na zajecie pozydowskiego domu wyjasnia
z kolei swiadek Sulewski mowiac: "nie wiem." I dodaje:
"o ile mi wiadomo to mieszkania pozydowskie mozna
bylo zajmowac bez pozwolenia".*117 Zona jeszcze innego
z glownych zloczyncow, Stanislawa Sielawa (bracia Sielawo-
_____________
*113 GK, SOL 123/675-677.
*114 GK, SOL 123/631-632.
*115 GK, SOL 123/682-683.
*116 GK, SWB 145/168.
*117 GK, SWB 145/164-165.
_____________________________________________________________
80




wie, jak pamietamy, wymienieni sa we wspomnieniach Wa-
sersztajna i Janka Neumarka), mowi troche szerzej tej spra-
wie: "slyszalam natomiast od miejscowej ludnosci lecz od
kogo konkretnie nie pamietam, ze Sobuta Jozef wraz z Karo-
lakiem burmistrzem m. Jedwabne po wymordowaniu Zydow
w Jedwabnym bral udzialw zwozeniu pozydowskich rzeczy
do jakiegos magazynu, ale w jaki sposob odbywalo sie
zwozenie tego ja nie wiem jak rowniez nie wiem czy Sobuta
Jozef nabral sobie pozydowskich rzeczy".*118 I precyzuje te
wyjasnienia jeszcze na sali sadowej:"widzialam jak wozili
pozydowskie rzeczy,ale osk.staltylko przy wozie z rzecza-
mi,nie wiem wiec czy oskarzony nalezaldo tego intere-
su"[podkreslenie moje ].*119
I moze warto jeszcze w tym miejscu dodac pare slow na
temat losow samej stodoly. 11 stycznia 1949 roku, czyli od
_____________
*118
GK, SWB 145/253. Sobuta twierdzi oczywiscie, ze nie tknal
zydowskiej wlasnosci. "Po wymordowaniu obywateli narodowosci
zydowskiej zaczalem mieszkac w pozydowskim mieszkaniu poniewaz
wlasnego nie mialem. [Ciekawe jak to jest, kiedy w jakiejs miejscowo-
sci opustoszeje z dnia na dzien przeszlo polowa domow i mieszkan?]
Po wejsciu do pozydowskiego mieszkania zadnych w nim mebli ani tez
innych rzeczy pozydowskich nie bylo i takowych nie posiadam.
Pozydowskie wszystkie rzeczy byly zwozone do magistratu co z nimi
zrobiono po zwozce tego nie wiem" (GK, SWB 145/267).
Zauwazmy, ze ten proces przywlaszczania sobie cudzej wlasnosci
zakodowany jest w jezyku. Widac to dobrze na przykladzie dwoch slow
"pozydowski" i "poniemiecki". Sa to swietnie zrozumiale slowa
w jezyku polskim i wiadomo, ze odnosza sie do dobr materialnych, kto-
re kiedys byly wlasnoscia Zydow albo Niemcow i maja juz teraz inne-
go wlasciciela. Gdyby ktos powiedzial "pofrancuski", albo "poangiel-
ski" na przyklad, to nie rozumielibysmy w pierwszej chwili o co chodzi
i uwazali, ze osoba wypowiadajaca te slowa popelnila blad, rusycyzm,
majac zamiar powiedziec "po francusku" (ew."po angielsku") co ozna-
czaloby, oczywiscie "w jezyku francuskim" (i odpowiednio angiel-
skim). Po prostu, historycznie rzecz biorac, zabieralismy dobra
material-
ne tylko Zydom i Niemcom.
*119 GK, SWB 145/165.
_____________________________________________________________

81




razu po fali aresztowan w Jedwabnem, wplynelo do
lomzynskiego UBP pismo od Henryka Krystowczyka.
"Otoz w 1945 w kwietniu zostal moj brat Zygmunt Kry-
stowczyk zamordowany za to, ze bedac czlonkiem PPR
i bylo mu polecone zorganizowac ZSCh co tez wykonal.
Nastepnie zostal wybrany prezesem. Bedac prezesem ZSCh
przystapil do odbudowy mlyna parowego przy ul.Przy-
strzelskiej wlasnosc pozydowska" dalej Krystowczyk wy--
jasnia, jak i kto zamordowal jego brata po to, aby mlyn
przejac, po czym dodaje, ze budulec na mlyn dostarczyl
wlasnie brat, ktory pracowal jako ciesla i konkluduje: "Ma-
terjal drzewny pochodzil ze stodoly ob.Szlesinskiego Bro-
nislawa, ktora rozebralismy z tego powodu, gdyz mu niem-
cy wybudowali w zamian za stara stodole ktora splonela ra-
zem z zydami, ktora dal dobrowolnie sam by zydow w niej
spalic".*120 Jak widac wokolcalej sprawy i wlasnosci
pozydowskiej rozgrywaja sie intrygi w miasteczku jeszcze
w 1949 roku.
Spalenie jedwabienskich Zydow mialo taki efekt, jak
zastosowanie z dzisiejszego arsenalu srodkow bojowych
bomby neutronowej zlikwidowano wszystkich wlascicie-
li, nie naruszajac przy tej okazji ich dobr materialnych. Ktos
wiec musial zrobic na tym wcale niezly "interes". A skoro
przedwojenne stosunki w Jedwabnem miedzy mieszkanca-
mi jak to powiedzial stary aptekarz po przeszlo polwieku
byly "takie sielankowe", to moze bardziej chciwosc, niz
jakis atawistyczny antysemityzm, byla tym wlasciwym
ukrytym motywem dzialania organizatorow straszliwego
mordu?
_____________
*120 GK, SOL 123/728.
_____________________________________________________________
82




Biografie intymne


W aktach sprawy Ramotowskiego i towarzyszy, oprocz
protokolow przesluchan swiadkow i podejrzanych znajduja
sie tez rozmaite pisma i podania, ktore pozwalaja nam blizej
zapoznac sie z glownymi (anty)bohaterami opisanych wy-
darzen. Moje ustalenia wstepne, ze to byli tacy sobie, zwy-
kli ludzie, opieralem na danych personalnych z pierwszej
strony protokolow przesluchan. Ale niektorych z nich
mozemy powiedziec wiecej niz tylko, ile mieli lat, dzieci
i kim byli z zawodu.
Wkrotce po styczniowych aresztowaniach zony uwiezio-
nych zaczely wysylac pisma do Urzedu Bezpieczenstwa
wyjasniajace role ich zatrzymanych do wyjasnienia mezow
w pogromie Zydow. I w tych elaboratach znajdujemy nie-
kiedy interesujace, bardziej intymne informacje podejrza-
nych. Oto na przyklad tresc pisma Ireny Janowskiej, zony
Aleksandra, z 28 stycznia 1949 roku: "w dniu krytycznym
chodzila zandarmeria niemiecka z Burmistrzem i Wasilew-
skim sekretarzem na czele po domach wypedzajac
mezczyzn do pilnowania zydow, ktorzy byli juz spedzeni na
rynku miedzy innymi weszli do mego domu gdzie zastali
meza i pod surowym rozkazem i grozby z broniaw reku wy-
pedzali meza na rynek. Maz pod strachem nie wiedzac o co
chodzi obawial sie sam gdy zza pierwszych Sowietow pra-
cowal jako urzednik spelniajac funkcje inspektora mleczar-
ni".*121 Janina Zyluk pisze podanie w sprawie swojego aresz-
towanego meza datowane trzy dni poZniej: "Moj maz do
czasu wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w 1941 r. pra-
cowal jako starszy robotnik przy pobieraniu podatkow. Z te-
go tytulu po przyjsciu niemcow w 1941 r. musial sie ukry-
_____________
*121 GK, SOL 123/718.
_____________________________________________________________

83




wac poniewaz wszyscy, ktorzy pracowali z sowietami byli
scigani i przesladowani".*122
Oczywiscie wszyscy musza z czegos zyc, pod sowietami
biurokracja panstwowa rozrosla sie niepomiernie, no i logicz-
nym moglo sie wydawac zonie aresztowanego przez stali-
nowska bezpieke, ze podkreslenie zaslug meza w sluzbie so-
wieckiej administracji ulzy jakos jego losowi. Z drugiej strony
ostroznosc nakazywala nie konfabulowac w tej materii, bo to
sami sowieci (do ktorych w ostatecznej instancji te podania
byly adresowane) wiedzieli przeciez najlepiej, kto z nimi
wspolpracowal i w jakiej roli. Zatem potraktowalbym te dwie
wzmianki biograficzne jako co najwyzej ciekawostke
i malo znaczacy detal, gdyby nie dwa dodatkowe wynurzenia,
tym razem od kluczowych postaci jedwabienskiego dramatu.
Oddajmy najpierw glos Karolowi Bardoniowi (przypo-
minam jedyny oskarzony, ktorego skazano na kare smier-
ci w procesie Ramotowskiego i towarzyszy): "Po wkrocze-
niu Armij Radzieckiej do woj. Bialostockiego i ustalenia
Wladz Radzieckich w pazdzierniku 1939 roku wrocilem do
reperacji zygarow i dorywczo do 20 kwietnia 1940 roku wy-
konywalem jusz mi powierzone roboty w mojem fachu
w N.K.W.D. i innych Urzedach Wladz Radzieckich. Tu
otwieralem kasy bo nie bylo kluczy do nich, przerabialem
zamki, dorabialem klucze, remontowalem maszyny do pisa-
nia i.t.d. Od 20 kwietnia 1940 roku zostalem majstrem ja-
ko mechanik i kierownikiem warsztatu mechanicznego
w M.T.S. Tu remontowalem traktory kolowe i gasieniczne,
maszyny rolnicze i samochody dla pewnych Kolkozow i So-
whozow. W temze osrodku maszynowem bylem i brygadie-
rem pierwszej brygady montazowej i technicznem kontrole-
rem. Jednoczesnie bylem deputatem gor.sowietu [pod-
kreslenie moje ] miasta Jedwabne, pow. Lomzynskiego."123*
_____________
*122 GK, SOL 123/712.
*123 GK, SOL 123/498.
_____________________________________________________________
84




Bardon mogl byc bardzo dobrym mechanikiem, ale nieza-
leznie od posiadanych kwalifikacji zawodowych, aby pia-
stowac te wszystkie funkcje musialbyc rowniez uznany
przez sowietow za czlowieka godnego zaufania.
I wreszcie najbardziej zaskakujace wynurzenia jednego
z najwiekszych zloczyncow tego dnia, starszego z braci
Laudanskich, Zygmunta. "Do Ministerstwa Sprawiedli-
wosci U.B.P. w Warszawie", tak zatytulowane jest jego po-
danie, wyslane z wiezienia w Ostrolece 4 lipca 1949 roku.
A opisal w nim nastepujacy epizod ze swojej biografii: "kie-
dy nasz teren zostal wcielony do BSSR ja w tym czasie
skrywalem sie ok. 6 miesiecy przed wladzamy Sowieckimy.
[...] Ja skrywajacy sie od wysiedlenia w tym czasie nie
udalem sie do band jakie tworzyly sie w tym czasie na na-
szym terenie, a udalem sie z prosba do Generalissimusa Sta-
lina, ktora skierowana przez prokurature moskiewska ul
Puszkinska 15 do N.K.W.D. w Jedwabnem z nakazem
szerszego rozpatrzenia. Po zbadaniu mnie i przeprowadze-
niu sledztwa w terenie okazalo sie iz nieslusznie bylem na-
ruszony i za zwrot strat zostalem uwolniony od skrywania
przed wysiedleniem. Po obserwacji mych zapatrywan
N.K.W.D. w Jedwabnem pozwalo mnie do wspolnej pracy
w likwidowaniu zla antyradzieckiego. [Czyzby Laudanski
byl jednym z pentiti pulkownika Misiuriewa?] Wteczas na-
wiazalem kontakt z N.K.W.D. w Jedwabnem pseud.[oni-
mu] pismiennie nie podaje. W czasie mego kontaktu aby
praca byla skuteczna i nie dac sie zdradzic reakcji zwierzch-
nictwo moje nakazywalo mi abym przyjal pozycje antyra-
dziecka gdyz ze strony wladz bylem juz znany. Otoz kiedy
wybuchla nagla wojna Sowiecko-niemiecka w 1941 roku
N.K.W.D. nie zdazylo zniszczyc wszystkich dokumentow ja
obawiajac sie zupelnie nie pokazywalem sie, az podstepnie
wysledzilem [namawiajac mlodszego brata, zeby poszedl
pracowac do zandarmerii niemieckiej i probowal usunac
kompromitujace go dowody ], ze najwazniejsze dokumenty
zostaly spalone na podworku N.K.W.D. [...] Czuje sie po-
_____________________________________________________________

85




krzywdzony o caly wyrok gdyz zapatrywania moje sa inne
jak posadzono, bo kiedy bylem w kontakcie z N.K.W.D.
zycie mialem stale zagrozone, a obecnie nie przystajac do
rzadnych band reakcyjnych, ktore przymusowo werbo-
waly wyjechalem z miejsca rodzinnego przystepujac do pra-
cy zawodowej w Gminnej Spoldz.[ielni] S.[amopomocy]
Ch.[lopskiej ] ktora reakcja przesladowala i wstepojac do
P.P.R. czulem jak w duchu Demokratycznym poprawil sie
mi dobrobyt i uwarzam, ze wlasnie na takich ramionach
moze sie opierac nasz ustroj robotniczy. Oswiadczam, ze je-
dynie jako czlowiek niezrozumiany znalazlem sie we wie-
zieniu, bo gdyby opinia moja o przyjazni do Zw.[iazku]
Radz.[ieckiego] byla znana to jak nie niemcy to bandy reak-
cyjne zniszczyly by mie wraz z rodzina".*124
Uderza nas przy pierwszym czytaniu nieugiety konfor-
mizm tego czlowieka, ktory probuje antycypowac oczeki-
wania wszystkich kolejnych rezymow epoki piecow i an-
gazuje sie za kazdym razem na calego najpierw jako kon-
fident NKWD, pozniej morderca Zydow, wreszcie wste-
pujac do PPR. Ale te strzepki odslonietych biografii czte-
rech jedwabienskich (anty)bohaterow (sposrod dwoch tuzi-
now najaktywniejszych uczestnikow morderczego pogromu
Zydow), ktorzy okazali sie intymnymi wspolpracownikami
sowieckich wladz (zas dwoch z nich Jerzy Laudanski
i Karol Bardon bylo pozniej szucmanami w niemieckiej
zandarmerii) kaza nam sie zastanowic nad zjawiskiem
wspolpracy z okupantem calosciowo, a nie tylko przez pry-
zmat cech charakteru poszczegolnych osob.Wroce do tego
watku w podsumowujacych refleksjach.
A tu, na zakonczenie, jeszcze tylko cri de coeur najmlod-
szego Laudanskiego z 1956 roku tym razem Jerzego, naj-
zagorzalszego mordercy wsrod oskarzonych. Majac metr
osiemdziesiat wzrostu byl na tamte czasy bardzo wysokim i,
_____________
*124 GK, SOL 123/273-274.
_____________________________________________________________
86




jak sadze, pelnym energii mlodziencem. W aktach kontrol-
no-sledczych UB, gdzie podejrzanych opisywano za
pomoca 34. punktowej charakterystyki, w rubryce "mowa"
odnotowan o Laudanskim "Glosna Czysta Polska", pod-
czas gdy w analogicznych ankietach personalnych innych
oskarzonych czytamy w tej rubryce przewaznie "Cicha".*125
Dlaczego ciagle jeszcze siedze w wiezieniu, skoro nie
bylem zwolennikiem okupanta tylko najzwyklejszym pa-
triota zapytuje moralnie zidiocialy zloczynca? "Wobec te-
go, ze ja bylem wychowywany w okolicach wzmozonych
walk antyzydowskich, a w czasie wojny Niemcy masowo
wymordowali tam, tak i w innych miejscowosciach, Zydow,
to czy ja jeden z procesu najmlodszy wiekiem i wychowany
za sanacji musze ponosic kare z cala surowoscia prawa.
Przeciez ja od lawy szkolnej bylem uczony tylko w jednym
kierunku, nacjonalizmie na skutek czego sila rzeczy po-
wstala jednokierunkowosc to znaczy, ze mnie obchodza tyl--
ko za okupacji sprawy zwiazane z moim Narodem i Oj-
czyzna. Dowodem tego jest to, ze nie pozwalalem sie pro-
sic, gdy zaszla potrzeba oddania sie dla dobra sprawy swej
Ojczyznie za okupacji. Zakonspirowalem sie do podziemnej
organizacji w walce z okupantem jesienia w 1941 roku
w miejscowosci Poreba nad Bugiem pow[iat]. Ostrow Maz
[owiecka ]. Pod nazwa Polski Zwiazek Powstanczy, gdzie
czynnoscia moja bylo przewozenie prasy podziemnej i in-
nych powierzonych mi rzeczy. W 1942 r. w maju gestapo
niemieckie aresztowalo mnie i osadzilo w wiezieniu na Pa-
wiaku z kad wywieziono do obozow koncentracyjnych:
Oswiecim, Gross-Rosen, Oranienburg, gdzie cierpialem na
rowni z innymi jako Polak wiezien polityczny przez trzy
_____________
*125 Charakterystyke Jerzego Laudanskiego znajdziemy w dokumen-
cie, ktory nazywa sie "Arkusz informacyjny "dossier" na podejrzanych
o przestepstwa przeciw Panstwu, "i jest czescia skladowa materialow
kontrolno-sledczych Powiatowego Urzedu Bezpieczenstwa Publiczne-
go w Lomzy (UOP).
_____________________________________________________________

87




lata. Natomiast po wyzwoleniu nas przez Armie Radziecka
w 1945 roku nie poszedlem sladami tych, ktorzy wowczas
gardzili zniszczona swa Ojczyzna, a upodobali sobie lekkie
zycie zachodnie, by w pozniejszym czasie przybyc, ale jako
szpieg czy inny dywersant. Ja bez chwili wachan powro-
cilem do Kraju zniszczonego, do swego Narodu, dla ktore-
go ofiarowywalem swoje mlode, bo zaledwie dwudziesto-
letnie zycie w walce z okupantem. Sad jednak nie bral pod
uwage moich w/w dowodow, ktore daja jasny dowod, ze ja
nie bylem pod zadnym wzgledem zwolennikiem okupanta,
a tym bardziej takim, jakim mnie uczynilo U.B.P.
w Lomzy w sledztwie, na podstawie czego otrzymalem tak
wysoka kare. Po powrocie pracowalem caly czas do aresz-
towania w panstwowych instytucjach".*126 Co gorsza, w ja-
kis przewrotny sposob mial racje zglaszajac te pretensje pod
adresem sadu bo przeciez skazano go z paragrafu kola-
boracje z okupantem. A on mordujac Zydow ani przez
chwile nie wspolpracowal we wlasnym mniemaniu z zad-
nym okupantem. Wspolpracowal, owszem, z wlasnymi
sasiadami, ale nie za to przeciez siedzialw wiezieniu.
I zwolniono go warunkowo, jako ostatniego ze skazanych
w tym procesie, 18 lutego 1957 roku.*127
_____________
*126 GK, SOL 123/809.
*127 GK, SOL 123/702.
_____________________________________________________________
88




Anachronizm


Mord popelniony na Zydach w Jedwabnem wywoluje
w nas poczucie bezradnosci i oslupienia. A chcac przynaj-
mniej w skromnej mierze to wydarzenie jakos oswoic przy-
wolujemy obraz z przeszlosci, ktory skads juz znamy i dla-
tego ma dla nas jakis sens. I zadajemy sobie pytanie czy aby
masowe mordy w Jedwabnem i Radzilowie to nie byl (row-
niez) swoisty anachronizm przynalezny do innej epoki? Tak
jakby latem 41 "czern"chlopska", "cma", zstapila na ziemie
ze stron sienkiewiczowskiej Trylogii.
Oczywiscie potrzeba bylo zlego ducha, aby tego potwo-
ra drzemiacego w ludziach obudzic i uruchomic. Ale od cza-
sow Chmielnickiego ktore w zydowskiej zmitologizowa-
nej pamieci zakodowane sa slowem Khurban, katastrofa, ja-
ko wzbudzajacy trwoge pierwowzor Szoah gotowosc do
zniszczenia tego, co obce, a w pierwszej kolejnosci Zydow,
nie tylko przetrwala na polskiej wsi, ale coraz to byla mani-
festowana w paroksyzmach gwaltu. "Rzez i rabacja" to
przeciez repertuar zachowan powtarzanych co jakis czas
i w XIX i w XX wieku.
_____________
*128 Oto dla przykladu opis wydarzen z poczatku XX wieku: "Na wio-
sne 1919 roku wybuchly we wschodniej czesci bylej Galicji Zachodniej
potezne i bestialskie,chlopskie ruchy antyzydowskie, przypominajace
"rzez i rabacje", wzniecona prawie na tym samym terenie na wiosne
1846 roku przez Jakuba Szele" cytuje slowa nauczycielki, dzialaczki
i patriotki lokalnej z Kolbuszowej, ktora Zydow bynajmniej specjalna
sympatia nie darzy. "Zbieraly sie olbrzymie gromady chlopow,
mezczyzn, kobiet i mlodziezy, jezdzily na furmankach od miasta do mia-
sta uzbrojone w palki, bily Zydow i rabowaly ich sklepy oraz domy."
"W tamtych czasach Polacy-katolicy", wyjasnia dalej autorka, "wie-
rzyli, ze Zydzi nienawidzacy katolikow nazywanych "gojami" dodaja
troche dzieciecej katolickiej krwi do swoich mac [...] Nie wiadomo jak
to wierzenie powstalo ale bylo i katolickie matki straszyly nim swoje
_____________________________________________________________

89




W tle, jak sadze, zawsze majaczylo przekonanie o tym,
ze Zydzi uzywaja krwi chrzescijanskich dzieci do wyrobu
macy, ktore przetrwalo stulecia w stanie nienaruszonym
i bynajmniej nie tylko na tzw. "gluchej prowincji". Osta-
tecznie pomowienia o mord rytualny mobilizowaly blyska-
wicznie tlumy publicznosci miejskiej w Polsce do akcji an-
tyzydowskich jeszcze i po drugiej wojnie swiatowej to byl
przeciez mechanizm,ktory uruchomil pogromy w Krakowie
(1945) czy w Kielcach (1946). I nic nie budzilo wiekszego
przerazenia dzialaczy Komitetow Zydowskich, albo miesz-
kancow domu, w ktorym skupily sie po wojnie niedobitki
ludnosci zydowskiej z jakiejs miejscowosci, niz wizyta
w sasiedztwie zatroskanego rodzica, chrzescijanina, poszu-
kujacego zagubionego potomstwa.*129
_____________
krnabrne dzieci. W Gliniku zaszlo jakies znikniecie dziewczyny i gro-
mada chlopow napadla na domy zydowskie, bijac a nawet zabi-
jajac Zydow, rabujac ich domy i sklepy. Bulwersujace te wiesci
[ze Zydzi zabili dziewczyne na mace, jak sie nalezy domyslac] szybko
rozchodzily sie wsrod mieszkancow wsi na szerokich przestrzeniach
i wywolaly olbrzymie i agresywne, niezmiernie okrutne, akcje chlopskie.
Poczawszy od 1 maja, gromady uzbrojone w palki, siekiery i widly i tym
podobne narzedzia, napadaly na domy zydowskie [...] dokonujac pogro-
mow i wielkich rabunkow" [wszystkie podkreslenia moje ] (Halina Du-
dzinska, "Kolbuszowa i kolbuszowianie w okresie narodzin II Rzeczy-
pospolitej Polskiej i walki o ustalenie jej granic", "Rocznik Kolbuszow-
ski" nr 3, Kolbuszowa, 1994, str.129).
*129 "Ostatnio," pisal w sierpniu 1946 roku przewodniczacy Komitetu
Zydowskiego w Czestochowie,Brener, "11-o letnie dziecko chrzesci-
janskie ze swoja matka chodzilo po ulicy Garibaldiego, zamieszkalej
przez licznych Zydow i wskazywalo dom, w ktorym mieli go rzekomo
Zydzi wiezic przez dwie doby. Tym razem chrzescijanscy sasiedzi domu
wykpili chlopca i wypedzili [...] Aczkolwiek niebezpieczenstwo niemal
juz minelo, a umysly zaczynaja sie uspakajac, wydarzenie to odbilo sie
fatalnie na naszym osiedlu. Zaczeto szybko likwidowac mieszkania, in-
teresy, warsztaty pracy i uciekac. Dokad? Nikt nie wie i nie daje jasnej
odpowiedzi" (Glos Bundu, no. 1, Warszawa, sierpien 1946). Porownaj
takze, Upiorna dekada, op. cit., str. 104, 105.
_____________________________________________________________
90




W literaturze przedmiotu mnostwo napisano na temat
scislych powiazan miedzy Zaglada a nowoczesnoscia. Wie-
my swietnie, ze do zamordowania milionow ludzi potrzeb-
na jest sprawna biurokracja i (wzglednie) zaawansowana
technologia. Wszelako mord jedwabienskich Zydow ujaw-
nia jeszcze inny, gleboki, jesli tak mozna powiedziec, przed-
nowoczesny, archaiczny, wymiar calego przedsiewziecia.
I nie tylko motywacje bezposrednich mordercow mam na
mysli bo przeciez chlopi z lomzynskiego, nawet jesli by-
liby na nia podatni, nie mieli czasu ulec propagandzie nazi-
stowskiej ale takze prymitywne, odwiecznie te same, me-
tody i narzedzia zbrodni: a wiec kamienie, kije, "zelazo",
ogien i wode; jak rowniez swoisty brak organizacji. Trudno
o bardziej przekonujaca ilustracje, ze o Zagladzie na-
lezy myslec rownoczesnie na dwa sposoby. Z jednej strony
trzeba ja umiec opowiedziec jako system, ktory funkcjono-
wal wedle z gory ulozonego (choc ulegajacego ciaglym mo-
dyfikacjom) planu. Ale trzeba pamietac, ze byla to rowniez
(a moze przede wszystkim?) mozaika, na ktora skladaly sie
oddzielne epizody, improwizacje lokalnych kacykow,
a takze niewymuszone odruchy i zachowania ze strony oto-
czenia.
_____________________________________________________________

91




Co zostalo zapamietane?


Jeden z klasykow wspolczesnej literatury hebrajskiej,
Aharon Appelfeld, pojechal w 1996 roku do malej miesciny
polozonej 20 kilometrow od Czerniowic, w ktorej sie wy-
chowal i w ktorej latem 1941 roku zamordowano jego
matke. Osiem i pol lat tam spedzonego dziecinstwa dostar-
czylo mu wrazen na 30 ksiazek, ktore napisal w swej przy-
branej ojczyznie, Izraelu. "Nie ma dnia", pisze we wspo-
mnieniu z tej podrozy, "abym mysla nie wracal do domu".
Tak wiec i w 50 lat pozniej uroda i swojskosc okolicy ewo-
kowala beztroska pamiec zycia wsrod bliskich. "I kto mogl
przypuszczac, ze w tym miasteczku, w sobote, w nasze sza-
basowe swieto, 62 istoty ludzkie, glownie kobiety i dzieci,
padna ofiara widel i kuchennych nozy [podkreslenie moje],
i ze ja, poniewaz akurat bylem w tylnej izbie, zdolam uciec
i ukryc sie w polu kukurydzy".*130
Kiedy zapytal zebrana wokol obcych przybyszow
grupke mieszkancow (bo byl tam z zona i w towarzystwie
dokumentalistow, ktorzy filmowali jego wizyte), gdzie jest
mogila Zydow zamordowanych w czasie wojny, nikt, zda-
walo sie, nic nie umial na ten temat powiedziec. Dopiero po
pewnym czasie, kiedy wyjawil, ze jako dziecko tu mieszkal
i kiedy sie okazalo, ze ktos z obecnych chodzil z nim do
szkoly "wysoki chlop podszedl blizej i miejscowi ludzie
objasnili mu co sie pytam. A on, jakby w jakims sta-
roswieckim obrzadku, podniosl reke i wskazal: to bylo tam
na wzgorzu. Nastala cisza, a potem nagly zalew mowy, kto-
rej nie rozumialem. Okazalo sie, ze to, co miejscowi
usilowali przede mna ukryc, bylo swietnie wszystkim wia-
dome. Nawet i dzieciom. Kiedy spytalem kilkoro malych
_____________
*130 "The New Yorker", 23 XI 1998, "Buried Homeland", str.51-52.
_____________________________________________________________
92




dzieci, ktore przygladaly sie nam spod plotu, gdzie sa groby
zydowskie, natychmiast podniosly raczki i pokazaly".
I poszli wszyscy razem na to wzgorze, az wreszcie jeden
z chlopow powiedzial "»Tu jest mogila", wskazujac na nie za-
orane pole. "Czy na pewno?", spytalem. "Sam ich grzebalem",
odpowiedzial. I dodal: "mialem wtedy 16 lat «".*131
Podobnie jak Appelfeld odszukal po pol wieku grob swo-
jej matki niedaleko rodzinnej wioski, inny pisarz, Henryk
Grynberg, odnalazl zakopany w ziemi szkielet ojca zabitego
wiosna1944 roku obok lesnej kryjowki, w ktorej ukrywal sie
z rodzina. Okoliczna wies dokladnie wiedziala, kto, kiedy,
gdzie i z jakiego powodu zamordowal Grynberga i w ktorym
miejscu zakopane jest cialo. Publicznosc filmowa w Polsce,
ktora obejrzala dokument Pawla Lozinskiego pt. "Miejsce
urodzenia", mogla sie o tym przekonac na wlasne oczy.
Oczywiscie cala ludnosc Jedwabnego do dzis wie dokladnie,
co sie wydarzylo w ich miescie 10 lipca 1941 roku.
I dlatego mysle, ze szczegolowa pamiec tej epoce prze-
chowana jest w kazdej miejscowosci, w ktorej wymordowa-
no Zydow. Na szczescie bo coz za moralne swiadectwo
wystawiliby sobie mimowolni swiadkowie nieludzkiej tra-
gedii puszczajac ja w zapomnienie. I na nieszczescie bo
jakze czesto ludnosc miejscowa byla nie tylko swiadkiem
tej tragedii, ale i miala w niej swoj udzial. Nie umiem sobie
inaczej wytlumaczyc powszechnego zjawiska po wojnie, ja-
kim byl strach przed ujawnieniem, ze podczas wojny ukry-
wali Zydow, ze strony tych, ktorym dzisiaj przydajemy mia-
no "Sprawiedliwych Wsrod Narodow Swiata".
A ze mieli sie czego bac dowiadujemy sie rowniez
z ust bohaterow opowiedzianej tu historii jedwa-
bienskich Zydow: "Ja Wyrzykowski Aleksander wraz ze
swoja zona Antonina pragniemy zlozyc nastepujace
oswiadczenie "...Szczegolowego opisu okolicznosci,
_____________
*131 Ibid., str. 54.
_____________________________________________________________

93




w jakich Wyrzykowscy ukrywali Wasersztajna i pozo-
stala szostke Zydow podczas okupacji, nie bede juz przy-
taczal. Ale co im sie przytrafilo po wyzwoleniu na-
lezy jeszcze do naszego tematu:
"Kiedy przyszla Armia Radziecka ci meczennicy wy-
szli na wolnosc, poubieralismy ich jak moglismy. Ten kto-
ry byl pierwszy to poszedl do swojego domu, ale rodzina
zginela wiec on przychodzil do nas jesc, reszta poszla do
swoich miejsc. Pewnej niedzieli w nocy zauwazylem, ze
idzie partyzantka i rozmawiaja, ze zajdziemy dzis
i zalatwimy z tym Zydem, a drugi ze wszystkich jednej no-
cy zastrzela. Od tej pory ten Zyd nocowal na polu w dole
po kartoflach, dalem mu poduszke i swoje palto. Poszlem
do tej reszty i ich ostrzeglem co im grozi. Oni zaczeli sie
ukrywac. Te dwie dziewczyny, ktore byly ich narzeczony-
mi, partyzantka do nich nic nie miala i im bandyci przyka-
zali, zeby oni nic nie mowily swoim narzeczonym o ich
przyjsciu to oni przyjda po reszte. Tej samej nocy przyszli
do nas po Zyda, zeby go oddac to go zabija i wiecej nam
juz dokuczac nie beda. Zona moja powiedziala,
ze meza nie ma bo poszedl do siostry, a Zyd pojechal do
Lomzy i nie wrocil. Wtedy zaczeli ja bic tak, ze nie
miala bialego ciala na sobie tylko czarne. Zabrali co lep-
szego z domu i kazali sie odwiezc. Zawiozla ich pod Je-
dwabne. Wrocila a Zyd juz wyszedl z kryjowki i zobaczyl
ze jest pobita. Pozniej po jakims czasie przyszedl drugi
Zyd Janek Kubrzanski, porozmawialismy i postanowi-
lismy wiac z tego miejsca. Zamieszkalismy w Lomzy.
Zona zostawila swoje dziecko male przy rodzicach.
Z Lomzy przeprowadzilismy sie do Bialegostoku, gdyz
w Lomzy tez nie bylismy pewni swegozycia. [...] W 1946
przeprowadzilismy sie do Bielska Podlaskiego. Po paru la-
tach tez wydalo sie i zmuszeni bylismy opuscic Bielsk
Podlaski." Tak wiec stygmat za to, ze pomagali Zydom
w czasie wojny, przylgnal do Wyrzykowskich ciagnac sie
za nimi z miejsca na miejsce i, jak sie okazalo, rowniez
_____________________________________________________________
94




z pokolenia na pokolenie *132 jeszcze synowi bratanka, kto-
ry nie zmienil miejsca zamieszkania, koledzy z Jedwabne-
go wymyslali od Zydow.
_____________
*132 2 maja 1962 roku Jaroslaw Karwowski, bratanek panstwa Wy-
rzykowskich, zanotowal te relacje w Milanowku (ZIH, 301/5825). An-
tonina Wyrzykowska uciekla w koncu za ocean i zamieszkala w Chica-
go (rozmowa, pazdziernik 1999 roku).
_____________________________________________________________

95




Odpowiedzialnosc zbiorowa


O mechanizmach stosowanych przez nazistow w celu
"ostatecznego rozwiazania" problemu zydowskiego wiado-
mo stosunkowo duzo zarowno z podstawowej pracy Raula
Hilberga czy studiow calej plejady historykow, jak rowniez
z olbrzymiej literatury pamietnikarskiej. I choc, jak sadze,
samo zjawisko pozostanie wyzwaniem i tajemnica na za-
wsze, to ustalen faktycznych jest duzo i bedzie coraz wiecej.
Wiemy wiec na przyklad, ze specjalne oddzialy SS (Einsat-
zgruppen), zandarmeria i administracja niemiecka, ktore or-
ganizowaly Szoah, nie wymuszaly na ludnosci miejscowej
uczestnictwa w bezposrednim procesie mordowania Zydow.
Zezwalano i tolerowano, a nawet zachecano do krwawych
pogromow, szczegolnie po rozpoczeciu kampanii rosyjskiej
jest w tej sprawie nawet dyrektywa owczesnego szefa
Glownego Urzedu Bezpieczenstwa Rzeszy, Reinharda Heyd-
richa.*133 Wydawano rozliczne zakazy. Nie wolno bylo, jak
wiemy, na terenie okupowanej Polski, pod karas mierci,
Zydom pomagac. Ale nikogo nie zmuszano do usmiercania
Zydow pomijajac oczywiscie wybryki szczegolnie wy-
myslnych sadystow i rozliczne obozy, gdzie wiezniowie
niejednokrotnie zabijali sie nawzajem, przymuszeni do tego
przez swoich dreczycieli. Innymi slowy, tak zwana ludnosc
miejscowa, bezposrednio bioraca udzial w mordowaniu
Zydow, robila to na wlasne zyczenie .
Czy aby tutaj nie kryje sie wazna czastka odpowiedzi na
pytanie trapiace polska opinie publiczna: dlaczego Zydzi
maja do Polakow tak trwaly uraz, zdawaloby sie glebiej za-
korzeniony niz do samych Niemcow, ktorzy przeciez byli
_____________
*133 Richard Breitman, The Architect of Genocide. Himmler and the
Final Solution, Alfred Knopf, New York, 1991, str. 171-173.
_____________________________________________________________
96




pomyslodawcami, inicjatorami i glownymi wykonawcami
Zaglady? Ale jesli w zbiorowej pamieci Zydow, sasiedzi-
-Polacy w rozlicznych miejscowosciach mordowali ich
z wlasnej nieprzymuszonej woli nie zas na rozkaz, stano-
wiac czesc zorganizowanej formacji mundurowej (a wiec
dzialajac, z pozoru przynajmniej, pod przymusem) to czyz
nie saza te czyny, w odbiorze ofiary, jakos szczegolnie od-
powiedzialni? Bo przeciez czlowiek w mundurze, ktory nas
zabija, jest w jakims stopniu przynajmniej funkcjonariu-
szem panstwowym; cywil w tej roli natomiast jest juz tylko
morderca.
Polacy robili Zydom w czasie wojny, na ochotnika
zreszta, wiele roznych rzeczy. Nie idzie przeciez tylko
o bezposrednie akty zabojstwa. Przypomnijmy sobie kilka
pan z warszawskiej cukierni opisanych we wspomnieniach
Michala Glowinskiego, ktore pilnie probowaly ustalic czy
pozostawiony na kwadrans przy bocznym stoliku malec nie
jest aby Zydem, choc wcale nie musialy tego robic
i mogly najzwyczajniej jego chwilowa obecnosc w kawia-
rence zignorowac.*134 Miedzy tym epizodem a Jedwabnem
miesci sie caly wachlarz okupacyjnych zetkniec Polakow
i Zydow, ktore potencjalnie mialy zabojcze konsekwencje
dla tych ostatnich.
Zastanawiajac sie nad ta epoka musimy oczywiscie pa-
mietac, ze nie ma czegos takiego jak wina zbiorowa, i ze za
zabojstwo odpowiedzialny jest tylko morderca. Ale narzuca
sie potrzeba refleksji na temat tego, co czyni nas nas jako
czlonkow zbiorowosci, ktora ma odrebna podmiotowosc
i do ktorej przynalezymy, poniewaz poczuwamy sie z nia do
wspolnoty zdolnymi do takich czynow? Czy jako zbioro-
wosc zlaczona autentycznie przezywana wiezia duchowa,
ktora daje nam tytul do odczuwania wspolnoty losow
_____________
*134 MichalGlowinski, Czarne Sezony, Open,Warszawa, 1998, str.
93-95.
_____________________________________________________________

97




mysle o dumie narodowej i poczuciu tozsamosci zakorze-
nionych w doswiadczeniu historycznym wielu pokolen
nie jestesmy rowniez odpowiedzialni za dokonania hanieb-
ne przodkow i wspolziomkow? Innymi slowy, czy mozemy
sobie z toku dziejow dowolnie wybierac schede, do ktorej
sie poczuwamy oglaszajac, ze "to jest Polska wlasnie"? Czy
mlody Niemiec na przyklad,zastanawiajac sie dzisiaj co
znaczy dla niego byc Niemcem,moze po prostu zignorowac
dwanascie lat (1933-1945)historii wlasnego kraju?
A jesli nawet wybiorczosc jest w takim procesie docho-
dzenia wlasnej tozsamosci nieunikniona (z natury rzeczy,
nie mozna przeciez "wszystkiego" wpisac w obraz wlasny
juz chocby dlatego, ze nikt nie wie o "wszystkim" i w ogo-
le "wszystkiego", przy najlepszych nawet checiach, nie da
sie zapamietac), to czy tak wytworzony obraz tozsamosci
zbiorowej po to, aby zachowac autentycznosc nie musi
byc zawsze otwarty na probe jakosci, ktora kazdy moze
zarzadzic zadajac pytanie: a jak sie takie to a takie zdarze-
nie, ciag zdarzen, epoka, wpisuja w proponowany obraz?
Kazdy z nas przynalezy do jakiejs zbiorowosci, a wlasci-
wie do wielu naraz. Jestem Polakiem, mam krewnych, je-
stem stolarzem, adwokatem, albo ziemianinem. I wszystko
to razem sklada sie na moja tozsamosc przynaleznosc do
korporacji zawodowej, okreslonej rodziny, warstwy
spolecznej, czy narodowosci. Ale i na odwrot. Bo choc
czlowiek zyje i robi to, co robi na wlasna odpowiedzialnosc
i na wlasny rachunek, to czyny nasze i zaniechania skladaja
sie (dodajac do dzialan wielu innych ludzi) na wspolna tra-
dycje, ojcowizne, przechowywana i ksztaltowana pozniej
w zbiorowej pamieci.
Czyny odbiegajace od normy szczegolnie chetnie wcie-
lamy do kanonu tozsamosci zbiorowej. I choc to tylko Fry-
deryk, Jan,czy Mikolaj dokonywali swoich niezwyklych
czynow, to sa oni przeciez takze i "nasi". A wiec muzyka
polska, zupelnie slusznie zreszta, dumna jest ze swojego
Chopina, nauka z Kopernika, zas przedmurzem chrzesci-
_____________________________________________________________
98




janstwa mieni sie Polska, miedzy innymi, dzieki zwycie-
stwu Sobieskiego pod Wiedniem. I w tym sensie nie po-
pelnimy naduzycia zadajac pytanie,czy to,co zrobili Jurek
(jak nim pisalSzmul Wasersztajn)Laudanski i Karolak
poprzez skrajne,niezwykle czyny,ktore popelnili an-
gazuje naszatozsamosc zbiorowa?
Pytanie moje jest oczywiscie retoryczne, bo swietnie ro-
zumiemy, ze tego rodzaju masowe zabojstwo dotyczy nas
wszystkich. Wystarczy przypomniec gwaltowna publiczna
dyskusje, ktora wywolal swego czasu Michal Cichy arty-
kulem w Gazecie Wyborczej wspominajac morderstwo po-
pelnione na Zydach przez oddzial powstanczy w Warszawie
podczas Powstania.*135 Z takiej a nie innej reakcji spolecznej
jawnie wynika, ze dzialania owej grupki zdemoralizowa-
nych mlodych ludzi przed polwiekiem, jako zywo dotycza
i obchodza rowniez Polakow dzisiaj. A przeciez skala i oko-
licznosci jedwabienskiego mordu nie dadza sie porownac
z niczym, co wiemy na temat stosunkow polsko-zydow-
skich podczas okupacji!
_____________
*135 Michal Cichy,Polacy Zydzi: czarne karty Powstania Warszaw-
skiego, "Gazeta Wyborcza", w numerze z 29-30 stycznia 1994 roku.
_____________________________________________________________

99




Nowe podejscie do Zrodel


Zbrodnia na Zydach 10 lipca 1941 roku w Jedwabnem
otwiera na nowo historiografie doswiadczen polskiego
spoleczenstwa podczas drugiej wojny swiatowej. Srodki
uspokajajace, ktore nam od przeszlo pol wieku podawali hi--
storycy, publicysci i dziennikarze ze, mianowicie, Zydow
na terenie Polski mordowali wylacznie Niemcy przy udzia-
le, ewentualnie, jakichs formacji policji pomocniczej, na
ktore skladali sie Lotysze,Ukraincy czy inni Kalmucy, nie
mowiac, naturalnie, o etatowym "chlopcu do bicia", od kto-
rego latwo sie wszystkim odzegnac, skoro reprezentuje, jak
powszechnie wiadomo, nieliczny margines obecny
w kazdym spoleczenstwie (mam na mysli naturalnie tzw.
"szmalcownikow") nalezy odlozyc do lamusa. Otwarcie
w tym duchu zagadnienia stosunkow polsko-zydowskich
kaze nam przemyslec na nowo olbrzymia problematyke wo-
jennej i powojennej historii Polski.
Jesli chodzi warsztat historyka epoki piecow oznacza
to, w moim mniemaniu, koniecznosc radykalnej zmiany po-
dejscia do zrodel. Nasza postawa wyjsciowa do kazdego
przekazu pochodzacego od niedoszlych ofiar Holokaustu
powinna sie zmienic z watpiacej na afirmujaca. Po prostu
dlatego, ze przyjmujac do wiadomosci, iz to, co podane
w tekscie takiego przekazu, rzeczywiscie sie wydarzylo
i ze gotowi jestesmy uznac blad takiej oceny dopiero wtedy,
kiedy znajdziemy po temu przekonujace dowody oszcze-
dzimy sobie znacznie wiecej bledow niz te, ktore popelni-
lismy zajmujac postawe odwrotna.
Wypowiadam ten sad wnioskujac po czesci z mego
wlasnego dotychczasowego traktowania zrodel, ktore spra-
wilo, jak juz pisalem, ze zajelo mi cztery lata, zanim zrozu-
mialem relacje Wasersztajna. Ale podobny wniosek nasuwa
sie rowniez po odnotowaniu ogromnych brakow polskiej hi-
_____________________________________________________________
100




storiografii, w ktorej przeszlo 50 lat po wojnie ciagle nie ma
prac na podstawowy temat, jakim jest udzial etnicznie pol-
skiej ludnosci w zagladzie polskich Zydow. A informacji
traktujacych tym jest przeciez pod dostatkiem. W samym
ZIH-u mozna przeczytac przeszlo siedem tysiecy swiadectw
zebranych od razu po wojnie, w ktorych uratowani z pozogi
Zydzi opowiadaja, co im sie wydarzylo. Jesli chodzi o tresc
tych przekazow na temat nas interesujacy, powiem tylko,
ze wybor Ten jest z Ojczyzny mojej..., opublikowany swego
czasu drukiem, nie daje nawet w przyblizeniu wiernego ob-
razu zawartosci calej kolekcji.
Ale nie tylko nasze dotychczasowe niedociagniecia pro-
fesjonalne ("nas"jako historykow tego okresu) sa dobrym
powodem, aby zmienic podejscie do oceny zrodel. Ten im-
peratyw metodologiczny wynika rowniez, i niezaleznie,
z immanentnych cech swiadectw o zagladzie polskich
Zydow .Bo przeciez wszystko co wiemy na ten temat
przez sam fakt, ze zostalo opowiedziane nie jest reprezen-
tatywna probka zydowskiego losu. To sa wszystko opo-
wiesci przez rozowe okulary, z happy endem, od tych, kto-
rzy przezyli. Nawet relacje niedokonczone od tych, ktorzy
nie dozyli konca wojny i pozostawili tylko fragmenty nota-
tek sa przeciez prowadzone tylko dopoty, dopoki autorom
udaje sie szczesliwie uniknac smierci. O samym dnie,
o ostatniej zdradzie, ktorej padli ofiara, drodze krzyzowej
dziewiecdziesieciu procent przedwojennego polskiego
zydowstwa, nie wiemy juz nic. I dlatego powinnismy trak-
towac doslownie strzepki informacji, ktorymi dysponujemy,
zdajac sobie sprawe, ze prawda o zagladzie spolecznosci
zydowskiej moze byc tylko tragiczniejsza niz nasze o niej
wyobrazenie na podstawie relacji tych, ktorzy przezyli.
_____________________________________________________________

101




Czy mozna byc rownoczesnie
przesladowca i ofiara?


Wojna w zyciu kazdego spoleczenstwa odgrywa role mi-
totworcza. Nie musimy sie rozwodzic nad doniosloscia
symboliki martyrologii narodowej, zakorzenionej w dos-
wiadczeniu drugiej wojny swiatowej, dla samoswiadomosci
polskiego spoleczenstwa. Spor wymowe Oswiecimia
w podtekscie: niepokoj, ze Zydzi ogromem swojego cierpie-
nia przeslonia wojenna martyrologie Polakow to tylko nie-
winne przedbiegi w porownaniu z wysilkiem niezbednym,
aby ogarnac caloksztalt stosunkow polsko-zydowskich
w czasie okupacji.*135 Bo Jedwabne, choc to moze najwiekszy
jednorazowy mord popelniony przez Polakow na Zydach
nie bylo zjawiskiem odosobnionym. Zas w slad za Jedwab-
nem pojawia sie metahistoryczne pytanie: czy mozna byc
rownoczesnie przesladowcai ofiara, czy mozna rowno-
czesnie cierpiec i zadawac cierpienia?
Odpowiedz na to pytanie w epoce postmodernizmu jest
bardzo prosta oczywiscie mozna; co wiecej, juz kiedys zo-
stala udzielona w odniesieniu do drugiej wojny swiatowej.
Kiedy Alianci zajeli terytorium Niemiec i odkryli obozy
koncentracyjne, to w ramach denazyfikacji wiedze o horro-
rze nazistowskich przesladowan zaczeli natychmiast upo-
wszechniac wsrod miejscowej ludnosci. Reakcja niemiec-
kiej opinii publicznej byla nieoczekiwana: Armes Deutsch-
land, biedne Niemcy!*136 Jesli to, co zrobili nazisci i co nam
_____________
*135 Mam na mysli kontrowersje na temat lokalizacji klasztoru siostr
Karmelitanek, "krzyzy" oswiecimskich, itp., ktore zaprzataly publiczna
uwage w drugiej polowie lat 90.
*136 Atina Grossman, Trauma, Memory, and Motherhood: Germans and
Jewish Displaced Persons in Post-Nazi Germany, 1945-1949 , w:Archiv
_____________________________________________________________
102




teraz pokazuja rzeczywiscie mialo miejsce, to swiat z niena-
wiscia przeciwko nam sie obroci. W ten przede wszystkim
sposob rezonowalo w spoleczenstwie niemieckim upo-
wszechnienie wiedzy zbrodniach popelnionych przez
Niemcow w okresie hitlerowskim. Zrodzilo sie wsrod nich
przekonanie, ze oni tez byli ofiarami nazizmu i Hitlera. Jak
widac bardzo latwo bylo dodac Niemcom wiare, ze sa
ofiara, do trudnej do uniesienia konstatacji, ze byli w tym
konflikcie przesladowca.
Problem wspolistnienia statusu ofiary i przesladowcy nie
jest bynajmniej unikalny dla okresu drugiej wojny swiato-
wej. "Na tym m. in. polega problem Polakow z komuni-
zmem. Nie wszystko a raczej bardzo malo da sie bo-
wiem objasnic stwierdzeniami "obcych", "Zydach",
"agentach NKWD", "janczarach" czy "zdrajcach". Po-
lacy wystepowali w roli ofiar i katow, zarzadcow i kleines
parteigenossen , zwolennikow i przeciwnikow, tych, ktorzy
skorzystali i tych, ktorzy stracili, tych, ktorzy opierali sie
(w slowach lub czynach) i tych, ktorzy na nich donosili.
Stan taki trwal ponad cztery dziesieciolecia, a wiec przez
zycie kilku pokolen, zas po jednej i po drugiej stronie
byly miliony Polakow. I doprawdy trudno dzis powiedziec
z cala pewnoscia, po ktorej bylo ich wiecej".*137
Ale takie nakladanie sie na siebie sprzecznych ocen
moze byc bardzo trudne, co latwo zaobserwowac na
_____________
fur Sozialgeschichte 38, 1998, str. 215-239, w szczegolnosci czesc 1a,
in-
troduction: Different Voices on "Armes Deutschland", str.215-217.
Intere-
sujacy w tym kontekscie jest rowniez artykul Hanny Arendt, The After-
math of Nazi Rule , "Commentary", October, 1950, str. 342-353 (zwrocil
mi
uwage na ten tekst Aleksander Smolar, za co mu dziekuje).
137* Andrzej Paczkowski, Nazisme et communisme dans l ’experience et
la memoire polonaise, w: Henry Rousso, op. cit., str. 326.
Polskojezyczna
wersje cytuje wedlug tekstu opublikowanego w "Rzeczpospolitej",
16-17 X 1999, My oni i milczaca wiekszosc. Calosc pracy Paczkowskie-
go ukazala sie w jezyku polskim w trzech odcinkach opublikowanych
w "Rzeczpospolitej" z 4-5 IX 1999; 18-19 IX 1999 i 16-17 X 1999.
_____________________________________________________________

103




przykladzie ostatniej publicznej kontrowersji w Niemczech
dotyczacej wystawy fotograficznej ilustrujacej aktywna role
Wehrmachtu w mordowaniu ludnosci cywilnej na froncie
wschodnim. Bo zwyczajne wojsko mialo w spolecznym od-
biorze opinie instytucji, ktora jednak nie brala udzialu w na-
zistowskiej zbrodni mordowania Zydow. (Oczywiscie histo-
rycy niemieccy od dawna wiedzieli i pisali jak bylo na-
prawde). Czy opinia publiczna w Polsce gotowa jest gleboko
osadzona wiedze martyrologii spoleczenstwa podczas dru-
giej wojny, oparta na straszliwych doswiadczeniach wiek-
szosci polskich rodzin, poszerzyc wiedze na temat cierpien
zadawanych wowczas przez Polakow Zydom? Nie umiem
odpowiedziec na to pytanie. Chwilowo po prostu odnotowac
wypada, ze przekonanie,iz jest sie ofiara latwiej sobie przy-
swoic, niz uznac odpowiedzialnosc za popelnione zbrodnie.
Wsrod Zydow, ktorzy znalezli sie w obozach przesie-
dlenczych na terenie Niemiec jak wiemy Zydzi uciekali
z Polski do tych obozow jeszcze przez kilka powojennych lat
powtarzano sentencjonalnie: Niemcy nam nigdy nie wy-
baczatego, co nam zrobili. Zastanawiam sie czy zamiast po-
wtarzac sobie jak to Berman z Mincem zawladneli Polska
w 1945 roku, i tlumaczyc pogrom kielecki prowokacja UB,
nie nalezy tej samej diagnozy zastosowac dla zrozumienia zja-
wiska powojennego antysemityzmu w Polsce.
Niechec do Zydow byla wowczas w Polsce rozpowszech-
niona i pelna agresji, bardziej przedrefleksyjna niz wywie-
dziona z chlodnej analizy nowej sytuacji politycznej. Co nam
pozwala tak sadzic? Wezmy na przyklad pod rozwage zjawi-
sko o szerokim oddzwieku spolecznym, nie zaden jednostko-
wy epizod czy zaslyszana rozmowe, ale zbiorowe i dobro-
wolne dzialania klasy robotniczej. Wpracy zrodlowej pt.
Strajki robotnicze w Polsce w latach 1945-1948 opublikowa-
nej w 1999 roku a wiec napisanej w oparciu solidna kwe-
rende dostepnych juz badaczom archiwaliow mlody histo-
ryk skrupulatnie odnotowal wszystkie fale protestow robot-
niczych w tym okresie. A duzo sie wtedy w Polsce dzialo. Li-
_____________________________________________________________
104




kwidowano stopniowo niezalezne organizacje spoleczne,
zwiazki zawodowe, partie polityczne wielkich tradycjach
PPS Zygmunta Zulawskiego, czy PSL z Mikolajczykiem,
Mierzwa i Korbonskim. Okazuje sie, ze przez caly ten czas
tylko jeden raz klasa robotnicza zatrzymala maszyny
i odlozyla narzedzia przystepujac do strajkow pod haslami
nie dotyczacymi spraw scisle bytowych w protescie prze-
ciwko fingowaniu i oglaszaniu w prasie rzekomych petycji
zalog robotniczych wyrazajacych oburzenie z powodu po-
gromu w Kielcach! Proletariacka Lodz, tak jak w 1905 roku,
i tym razem byla w awangardzie: "10 lipca [to jakis feralny
dzien ten 10 lipca!] w szeregu lodzkich fabryk zorganizowa-
no wiece dla potepienia sprawcow pogromu kieleckiego.
Uchwalone rezolucje podpisywano niechetnie. Pomimo tego
nastepnego dnia zostaly one opublikowane przez prase. Wy-
wolalo to strajki protestacyjne, jako pierwsi zaprotestowali
robotnicy z »Lodzkiej Fabryki Nici « oraz zakladow Sche-
ibler i Grohman, do ktorych dolaczyli pracownicy fabryk
Buhle, Zimmermann, »Warta «, »Tempo Rasik «, Hofrichter,
Gampe i Albrecht, Gutman,Dietzel, Radziejewski, Wejrach,
Kinderman, »Wolczanka «, oraz dwu szwalni. Poczatkowo
zadano sprostowania nieprawdziwej informacji, z czasem
pojawil sie postulat zwolnienia skazanych w procesie kielec-
kim. Protesty mialy burzliwy przebieg, dochodzilo do aktow
przemocy wobec osob nawolujacych do podjecia pracy.[...]
Tego typu reakcje robotnikow nie byly w skali kraju czyms
wyjatkowym. Zalogi wielu fabryk odmowily uchwalenia re-
zolucji potepiajacych sprawcow pogromu, w Lublinie w cza-
sie wiecu 1500 kolejarzy w tej sprawie wznoszono okrzyki
»precz z Zydami «, »przyjechali bronic Zydow,hanba «,
»Bierut nie odwazy sie ich skazac na smierc «, »Wilno
i Lwow musza byc nasze «".*138
_____________
*138
Lukasz Kaminski, Strajki robotnicze w Polsce w latach 1945-
1948, Wroclaw, GAIT Wydawnictwo s.c., 1999, str. 46.
_____________________________________________________________

105




Wiele bylo wowczas nadarzajacych sie okazji, aby zapro-
testowac przeciwko przejmowaniu wladzy przez komuni-
stow, wszelako tego rodzaju motywacji politycznej tej aku-
rat fali strajkow nie mozna przypisac. Ale jesli strajki po po-
gromie kieleckim sa niezrozumiale jako protest przeciwko
wyimaginowanej "zydokomunie", to daja sie za to doskona-
le wytlumaczyc jako protest przeciwko temu, ze w powo-
jennej Polsce nie mozna sie porachowac z mordercami bez-
bronnych chrzescijanskich dzieci.*139
Dlaczego Wyrzykowscy musieli uciekac ze swojego go-
spodarstwa? "Herszek, to ty zyjesz?", powtarzali z niedo-
wierzaniem i pogardliwa grozba w glosie znajomi Polacy
z Jedwabnego na widok Herszla Piekarza, kiedy wrocil
z lesnej kryjowki.*140 Te reakcje nie mialy oczywiscie nic
wspolnego z zydokomunai przejmowaniem wladzy w Pol-
_____________
*139 A jednak trudno mi sie powstrzymac od przytoczenia krotkiego
dialogu podsluchanego przez ranna Zydowke w Krakowie podczas po-
gromu w sierpniu 1945 roku: "W karetce pogotowia slyszalam uwagi
sanitariusza i zolnierza eskortujacego, ktorzy wyrazali sie o nas jako
zydowskich scierwach, ktore musza ratowac, ze nie powinni tego ro-
bic, zesmy dzieci pomordowali, ze trzeba by nas wszystkich powystrze-
lac. Zawieziono nas do szpitala sw. Lazarza przy ul. Kopernika. Pierw-
sza poszlam na sale operacyjna. Tuz po operacji zjawil sie zolnierz,
kto-
ry twierdzil, ze wszystkich po operacji zabierze do wiezienia. Tenze bil
jednego z poranionych Zydow czekajacych na operacje. Trzymal nas
pod odbezpieczonym karabinem i nie pozwolil napic sie wody. Po chwi-
li przyszli dwaj kolejarze, z ktorych jeden powiedzial: ‘to skandal,
zeby
Polak nie mial cywilnej odwagi uderzyc bezbronnego czlowieka ’i ude-
rzyl rannego Zyda. Jeden z szpitalnych chorych uderzyl mnie
szczudlem. Kobiety miedzy innymi pielegniarki staly za drzwiami od-
grazajac sie i mowiac, ze czekaja na zakonczenie operacji aby nas roz-
szarpac" (ZIH, 301/1582). Porownaj tez Jan T.Gross, Upiorna dekada.
Trzy eseje o stereotypach na temat Zydow, Polakow, Niemcow i komuni-
stow, Krakow, Universitas, 1998, w szczegolnosci rozdzialpt. "Cena
strachu".
*140 Yedwabne, op. cit., str. 98.
_____________________________________________________________
106




sce przez komunistow. Herszel Piekarz, Zydzi, ktorzy
przezyli, Wyrzykowscy, inni Polacy, ktorzy na terenie
calego kraju ukrywali Zydow, a po wojnie z przerazeniem
ukrywali ten fakt przed swoimi sasiadami, byli niewygod-
nymi swiadkami popelnionych zbrodni, z ktorych owocow,
co tu duzo mowic, ciagle korzystano; byli chodzacym wy-
rzutem sumienia i potencjalnym zagrozeniem.
_____________________________________________________________

107




Kolaboracja


A wielki wojenny temat, ktory jak wiemy w polskiej histo-
riografii tej epoki w ogole nie istnieje mam na mysli kolabo-
racje? Przeciez kiedy wojska niemieckie napadly na Zwiazek
Radziecki, w czerwcu 1941 roku, przyjmowane byly przez lud-
nosc miejscowa na terenach swiezo wcielonych do ZSSR jako
armia wyzwolicielska. "Wdepeszy z 8 VII 1941 r. Grot Rowec-
ki stwierdzal, iz na Kresach Wschodnich mozna bylo obserwo-
wac spontanicznie wyrazana sympatie do Niemcow jako »do
wybawcow spod ucisku bolszewickiego, w ktorym duzy udzial
brali Zydzi «".*141 Inaczej mowiac, przeszlo polowa przedwojen-
nego obszaru panstwa polskiego zostala na przelomie czerwca
i lipca 1941 roku wyzwolona (tyle, ze od bolszewikow) i miej-
scowa ludnosc za wyjatkiem Zydow oczywiscie dala temu
wyraz witajac wchodzace oddzialy Wehrmachtu przyslowio-
wym chlebem i sola, ustanawiajac powolna niemieckim zada-
niom administracje lokalna i wlaczajac sie w tryby tzw.Vernich-
tungskrieg, tzn. morderczego terroru skierowanego przeciwko
"komisarzom" i Zydom. "Wczasie uderzenia Niemcow na woj-
ska sowieckie", pisze chlop z bialostockiego, "ludnosc polska
z terenow Bialostocczyzny raczej chetnie przyjmowala Niem-
cow, nie wiedzac, ze stoi przed nia najpowazniejszy wrog pol-
skosci. Posunieto sie w niektorych miasteczkach do przyjmo-
wania Niemcow kwiatami, itp. [...] Siostra jednego z miesz-
kancow wsi wrocila z Bialegostoku w tym czasie i opowia-
dala o owacyjnym przyjeciu Niemcow przez ludnosc polska
w tym miescie". Nareszcie w czerwcu 41r. wybuchla wojna tak
oczekiwana Niemcow z Ruskimi i w pare dni po wybuchu Ro-
sjanie ustapili. Radosc wielka nastapila w ludziach ukry-
_____________
*141 Krystyna Kersten, Narodziny systemu wladzy. Polska 1943-1948,
Libella, Paryz, 1986, str. 172.
_____________________________________________________________
108




wajacych sie przed ruskimi i nie bali sie, ze ich wywioza do Ro-
sji, a kazdy ktory spotkal ze znajomym lub krewnym co sie ja-
kis czas nie widzieli z soba pierwsze ich slowa powitalne by-
li juz nas nie wywioza. Zdarzylo sie, iz ksiadz sasiedniej para-
fii, przejezdzajac przez wies na drugi dzien po ustapieniu ru-
skich do kazdego spotkanego wolal: juz nas teraz nie wywioza.
Zdaje sie, iz Rosjanie wywozac masowo tak Polakow do Rosji
postepowali blednie, za to wywozenie lud tutejszy ich bardzo
znienawidzil."*142 Wraporcie sytuacyjnym Einsatzgruppen z Ro-
_____________
*142 Oba cytaty sa fragmentami maszynopisow odpowiedzi na konkurs
doswiadczeniach wsi polskiej rozpisany w 1948 roku przez Spoldziel-
nie Wydawnicza "Czytelnik". Materialy konkursowe opublikowano
w cwierc wieku pozniej w czterech tomach pt. Wies Polska, 1939-1948,
materialy konkursowe, opr. Krystyna Kersten i Tomasz Szarota, tom IV,
Warszawa, PWN, 1971. Fragmenty, ktore tu podaje, nie ukazaly sie dru-
kiem, zakwestionowane przez cenzure. Dostep do pelnych tekstow kon-
kursowych zawdzieczam uprzejmosci kierownika Pracowni Dziejow
Polski po roku 1945 Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk, profeso-
ra Tomasza Szaroty. Wsrod zasobow archiwalnych pracowni znajduja sie
oryginaly materialow konkursowych. Notabene zastanawia calkowita
otwartosc tych wypowiedzi prostych ludzi, ktorzy posylali przeciez swo-
je wspomnienia do oficjalnej instytucji. Cytaty pochodza z maszynopi-
sow oznaczonych nr 20 (931), str. 4 i 72 (1584), str. 5.
W albumie wystawy fotograficznej o zbrodniach Wehrmachtu na
froncie wschodnim (The German Army and the Genocide, edited by the
Hamburg Institute for Social Research, New York, The New Press, 1999),
na stronie 81 znajdziemy piekne zdjecie niemieckiego zolnierza na moto-
cyklu, w otoczeniu usmiechnietych mlodych kobiet, ktore mu ofiarowuja
poczestunek, z podpisem: "Ukrainian women offer refreshments". Zdje-
cie znakomicie pasowaloby do propagandowej ikonografii sowieckiej
z 1939 roku,kiedy to z kolei Armia Czerwona "wyzwalala" te ziemie.
O entuzjastycznym przyjmowaniu oddzialow Wehrmachtu latem
1941 roku na tych terenach mozna sie dowiedziec szczegolowiej
ogladajac film Ruth Beckermann pt. East of War. Skladaja sie nan wy-
wiady przeprowadzone z weteranami kampanii na froncie wschodnim,
z ktorymi Beckermann rozmawiala na wystawie o zbrodniach Wehr-
machtu w Wiedniu. Podchodzila z kamera do zwiedzajacych starszych
panow i zarejestrowala z nimi fascynujace rozmowy.
_____________________________________________________________

109




sji z dnia 13 lipca czytamy nastepujaca uwage na temat Bialego-
stoku: "Egzekucje odbywaja sie przez caly czas z ta sama cze-
stotliwoscia. Polska czesc miejscowej ludnosci okazuje popar-
cie dla egzekucji prowadzonych przez policje bezpieczenstwa,
donoszac gdzie znajduja sie zydowscy, rosyjscy i polscy bolsze-
wicy."*143 Ostatecznie Ramotowski z towarzyszami oskarzeni
byli to, ze "idac na reke wladzy panstwa niemieckiego brali
udzial"..., i tak dalej, i tak dalej.
W tym wszystkim tkwi interesujacy temat dla psychologa
spolecznego kwestia nalozenia sie na siebie w pamieci zbio-
rowej dwoch epizodow: wejscia Armii Czerwonej w 1939
i Wehrmachtu w 1941 roku na te tereny i projekcja wlasnego
zachowania z 1941 roku przez ludnosc miejscowana zakodo-
wana narracje o zachowaniu Zydow w 1939 roku. Mo-
wiac wprost entuzjazm Zydow na widok wchodzacej Armii
Czerwonej nie byl zgola rozpowszechniony i nie wiadomo na
czym mialaby polegac wyjatkowosc kolaboracji Zydow z So-
wietami w okresie 1939-1941. Pisalem na ten temat obszerniej
w ksiazce Upiorna dekada, op. cit., w rozdziale pt. "Ja za ta-
kie oswobodzenie im dziekuje i prosze ich zeby to bylo stat-
ni raz". W odniesieniu do Jedwabnego, moge tez przytoczyc
fragment rozmowy Agnieszki Arnold z aptekarzem miejsco-
wym, ktory w nastepujacych slowach usiluje wytlumaczyc na
czym mialaby polegac wspolpraca Zydow z sowietami, za
ktora byc moze ludnosc Jedwabnego pragnela sie zre-
wanzowac: "Prosze pani, ja..., ja o takich dowodach to nie
wiem. Ja tylko mowie to co takie..., tajemnica poliszynela
bylo. Tak mowiono. No ktos musial to robic. Ale ja nie moge
za to gwarantowac swoim tym... Nie, nie widzialem, zeby
ktos byl. O tym ja nie wiedzialem"*144. Innymi slowy mamy tu
do czynienia z funkcjonowaniem stereotypu, kliszy, ktora
znajduje potwierdzenie we wszystkim np.w widoku grup-
_____________
*143 The Einsatzgruppen Reports, op. cit., str. 23.
*144 Skrypt, str. 491
_____________________________________________________________
110




ki beztrosko maszerujacych po ulicy zydowskich dzieci, albo
w tym, ze Zyd pracuje na poczcie, albo ze jakis zapalczywy
zydowski mlodzian arogancko odezwie sie do przechodnia
Polaka albo klienta w sklepie. Oczywiscie byli wsrod Zydow
i konfidenci NKWD i kolaboranci, ale, jak juz swietnie wie-
my, nie tylko wsrod Zydow; zas w Jedwabnem, prawdopodo-
bnie, nawet nie przede wszystkim. Natomiast nie ulega watpli-
wosci, ze miejscowa ludnosc (za wyjatkiem Zydow) entuzja-
stycznie witala wchodzace oddzialy Wehrmachtu w 1941 roku
i kolaborowala z Niemcami, wlaczywszy sie rowniez w proces
eksterminacji Zydow. Fragment przytoczonej wczesniej relacji
Finkelsztajna o Radzilowie uprawdopodobnionej dodatkowo
wspomnieniami chlopow z okolicznych wsi, ktore cytuje jest
dokladnym negatywem obiegowych opowiesci zachowaniu
kresowych Zydow na widok wkraczajacych w 1939 roku do
Polski bolszewikow.
A czy, na przyklad, epizod opisany przez pulkownika
Misiuriewa i poswiadczony (auto) biografia Laudanskiego,
nie jest aby szczegolnym przypadkiem ogolniejszego zjawi-
ska, charakterystycznego dla tej epoki? Czy ludzie skom-
promitowani wspolpraca z rezymem opierajacym sie na
przemocy, nie sa predestynowani niejako do kolaboracji
z kazdym nastepnym terrorystycznym systemem wladzy?
Po czesci dlatego, ze demonstracyjnie wspolpracujac,
usiluja zawczasu wymazac swoje "winy" na wypadek, gdy-
by nowi wladcy dowiedzieli sie o tym, co robili za rzadow
ich poprzednikow; a po czesci dlatego, ze nowe wladze, kie-
dy juz sie dowiedza o tym, kto byl kim, moga egzekwowac
ich calkowita dyspozycyjnosc szantazem: albo wspolpraca,
albo egzekucja czy wiezienie.
Nazizm, powtorzmy za niemieckim filozofem, Erykiem
Voegelinem, to rezym, ktory wykorzystuje zle instynkty
czlowieka. Nie tylko w ten sposob, ze do wladzy wynosi
"holote", ale i przez to, ze "prosty czlowiek, ktory jest
porzadny tak dlugo jak spoleczenstwo pozostaje w stanie
ogolnej rownowagi, dostaje amoku, nie wiedzac nawet
_____________________________________________________________

111




dokladnie co sie z nim dzieje, kiedy ten porzadek rozpada
sie" [po ustanowieniu totalitarnych praktyk ].*145
Druga wojna swiatowa a konkretnie sowiecka i hitle-
rowska okupacja, ktore z soba przyniosla to bylo pierwsze
zetkniecie sie polskiej prowincji z rezymem totalitarnym
i nic dziwnego, ze nie wyszla ona z tej proby obronna reka.
Konsekwencja obu doswiadczen zbiorowych byla gleboka
demoralizacja. I nie musimy, aby to zjawisko uchwycic, sie-
gac do subtelnych analiz Kazimierza Wyki z niezrownane-
go studium o wojnie pt. Zycie na niby. Wystarczy sobie
przypomniec plage okupacyjnego alkoholizmu i "bandyc-
twa",*146 a dla ilustracji wziac do reki na przyklad cytowane
juz przeze mnie pamietniki chlopow nadeslane na konkurs
"Czytelnika" rozpisany w 1948 roku. Krystyna Kersten
i Tomasz Szarota wydali je w czterech grubych tomach pod
tytulem Wies Polska 1939-1948 .*147
_____________
*145 Eric Voegelin, Hitler and the Germans, University of Missouri
Press, Columbia and London, 1999, str. 105.
*146 Uzywam tego slowa w slad za wzruszajacym wspomnieniowym
esejem na temat jego rodzinnej wsi Borsuki, napisanym przez wybitne-
go socjologa, Antoniego Sulka, "Historia bandyctwa we wsi Borsuki od
czasow najdawniejszych", "Wiez", listopad 1999, str. 103-109.
*147 "Ludnosc mojej wsi i okolicy w okresie dziewieciu lat wojny
[chlop z bialostockiego piszac te slowa w 1948 roku najwyrazniej trak-
tuje cale dziesieciolecie jako jedna calosc upiorna dekade] zdemorali-
zowala sie zupelnie, ludzie przestali byc ludzmi pracy, tylko po-
wstalo slowo: niech glupi robi, ja bede kombinowal. I kombinowali, wy-
pedzali tysiace litrow wodki zatruwajac ja rozna trucizna". A wspomi-
najac okres okupacji sowieckiej we wsi Kroszowka powiatu grajewskie-
go (czyli w bezposredniej okolicy Jedwabnego) inny respondent taki ze-
stawia obraz sasiedzkich stosunkow: "Zaczelo sie pijanstwo na wieksza
skale we wsi, zaczely sie pijatyki, bojki, kradzieze. Wszyscy, kto
poklo-
cil sie albo mial jakie stare porachunki, szedldo urzedu i mowil, ze ten
i ten byl przed wojna polityczny. Nastaly aresztowania, padl strach na
ludzi, nie wiadomo, za co moze byc aresztowany" (Wies polska ,op.cit.,,
str.125,66).
_____________________________________________________________
112




A w ogole sprawa jest szersza, bo dotyczy calej gamy
niemoralnych (nazwijmy je w ten sposob) zachowan, o kto-
rych historycy do tej pory wlasciwie nie pisali: "Nie ma sys-
tematycznego, zrodlowego opracowania o tych, ktorzy wy-
dawali Niemcom ukrywajacych sie Zydow, ani o tych, ktorzy
z grozby takiej denuncjacji czynili zyskowny proceder. Ani
o tym jak Polacy przejmowali "mienie pozydowskie", gdy
tworzone byly getta czy jak uczestniczyli w rabunkach opu-
stoszalych domow i sklepow. Nie ma opracownia o dono-
sach do Gestapo (Kripo, Sipo etc.) na "podejrzanych" lu-
dzi zbierajacych sie w jakims mieszkaniu, na zolnierzy kon-
spiracji, na kolporterow tajnych gazetek. Choc przeciez ko-
mendant Armii Krajowej, gen.Rowecki, zostal aresztowany
dzieki Polakom, tajnym wspolpracownikom Gestapo. Dono-
szono takze z checi uczynienia szkody nielubianemu sasia-
dowi lub zeby przejac czesc jego dobr. Nie ma opracowania
o bandytyzmie, ktory nieslychanie rozplenil sie w czasie
wojny. Jak wiadomo wojna jest czesto okresem glebokich
zmian spolecznych jedne grupy traca, inne zyskuja. Wsrod
tych, ktorzy zyskali nie brakowalo i takich, ktorzy kumulo-
wali dochody na handlu z Niemcami, ktorzy godzili sie na
zostanie zarzadcami czyjegos mienia, spekulowali i wcho-
dzili w uklady korupcyjne z okupantami. Nikt o tym nie na-
pisal".*148
Dla mnie najbardziej wstrzasajacym swiadectwem mo-
ralnego upadku w tej epoce zlamania najglebszych kultu-
rowych tabu, ktore zabraniaja mordowania niewinnych lu-
dzi jest relacja chlopki spod Wadowic, w ktorej nikt nie
zostaje zamordowany i ktora rownoczesnie jest wzru-
szajacym hymnem na temat wiernosci, milosci i poswiece-
_____________
*148
(Andrzej Paczkowski, op. cit., str. 311. Cytuje w wersji drukowa-
nej w Rzeczpospolitej, 4-5.IX.1999, Nazizm i komunizm w swiado-
mosci i pamieci Polakow. Doswiadczenia egzystencjalne ).
_____________________________________________________________

113




nia. Oto co mowi "byla sluzaca", Karolcia Sapetowa: "Ro-
dzina nasza skladala sie z trojga dzieci i rodzicow. Najmlod-
szy Samus Hochheiser, dziewczynka Salusia i najstarszy
Izio. Ja dzieci wychowalam. W pierwszym roku wojny ojca
zastrzelono. Gdy wszystkich Zydow skoncentrowano w get-
cie, rozstalismy sie. Codziennie chodzilam do getta i dono-
silam co tylko moglam, gdyz za dziecmi bylo mi bardzo
teskno, uwazalam je za swoje. Gdy w getcie zrobilo sie nie-
spokojnie, dzieci przychodzily do mnie i zostawaly, az do
czasu gdy sie uspokoilo. U mnie czuly sie jak w domu.
W roku 1943 w marcu nastapila likwidacja getta. Najmlod-
szy chlopczyk byl juz u mnie na wsi dzieki przypadkowi.
W dzien ten poszlam pod brame getta, ktora otoczona
byla ze wszystkich stron SS-manami i Ukraincami. Ludzie
gonili jak szalency, matki z dziecmi tloczyly sie bezradnie
w strone bramki. Nagle zauwazylam matke z Salusia
i Iziem. Matka i mnie zauwazyla i powiedziala dziewczyn-
ce na uszko "idz do Karolci". Salusia nie namyslajac sie
dlugo, przeslizgnela sie jak mysz poprzez ciezkie cholewy
Ukraincow, ktorzy jakims cudem nie zauwazyli jej.
Z raczkami blagalnie wyciagnietemi biegla do mnie. Ja
cala odretwiala szlam z ciotka i Salusia w kierunku mojej
wsi Witanowice kolo Wadowic. Matka z Iziem poszla na
wysiedlenie i sluch o nich zaginal. Ciezkie bylo tozycie,
trzeba wierzycze tylko cud te dzieci uratowal. Z poczatku
dzieci wychodzily poza chalupe, ale gdy stosunki sie za-
ostrzyly musialam je ukrywac w domu. Ale i to nie poma-
galo. Ludnosc nasza wiedziala, ze ukrywam dzieci zydow-
skie i rozpoczely sie szykany i grozby ze wszystkich stron,
zeby dzieci wydac gestapo bo przeciezto grozi spaleniem
calej wsi, wymordowaniem, i.t.d.. Soltys wsi byl dla mnie
przychylnie usposobiony i to mnie czesto uspakajalo. Bar-
dziej natarczywych i agresywnych uspakajalam jakims upo-
minkiem, wzglednie przekupywalam.
Ale to dlugo nie trwalo. SS-mani ciagle weszyli i znowu
zaczely sie awantury, az pewnego dnia oswiadczyli, ze mu-
_____________________________________________________________
114




simy dzieci usunac ze swiata i ulozyli plan aby dzieci zapro-
wadzic do stodoly i tam we snie glowki siekiera odrabac.
Chodzilam jak opetana, ojciec moj staruszek zmartwial
zupelnie. Co tu robic? Co robic? Biedne nieszczesliwe dzie-
ci wiedzialy o wszystkim i przed udaniem sie do snu mo-
wily do nas »Karolciu, jeszcze nas dzisiaj nie zabijajcie.
Jeszcze nie dzis«. Czulam, ze dretwieje i postanowilam,
ze dzieci nie wydam za zadna cene.
Wpadla mi zbawienna mysl.Wsadzilam dzieci na woz
i powiedzialam wszystkim, ze wywoze je poza wies by je
utopic. Przejechalam cala wies i wszyscy widzieli i uwie-
rzyli i gdy nadeszla noc przyjechalam z dziecmi z powro-
tem...".
Wszystko sie dobrze konczy, dzieci przezyly, Sapetowa
mowi pelna czulosci, ze pojedzie z nimi chocby na koniec
swiata, bo je kocha ponad wszystko. A nam pozostaje
w glowie tylko ta ponura swiadomosc, ze podwadowicka
wies uspokoila sie i odetchnela z ulga dopiero wtedy, kiedy
uznala, ze jedna z jej mieszkanek zamordowala dwoje
malych zydowskich dzieci.*149
W jaki sposob demoralizacja przelozyla sie na okupacyj-
ne postawy ludnosci polskiej w stosunku do Zydow, z nie-
zrownana elokwencja opisal jeden z najwazniejszych me-
muarzystow tej epoki, dyrektor szpitala miejskiego
w Szczebrzeszynie, doktor Zygmunt Klukowski. Juz po wy-
mordowaniu szczebrzeszynskich Zydow, ktorego straszliwa
kronike zostawil w swoim Dziennik [u ] z lat okupacji Za-
mojszczyzny, zrozpaczony Klukowski zapisuje nastepujace
slowa 26 listopada 1942 roku: "Chlopi w obawie przed re-
presjami wylapuja Zydow po wsiach i przywoza do miasta
albo nieraz wprost na miejscu zabijaja. W ogole w stosunku
do Zydow zapanowalo jakies dziwne zezwierzecenie. Jakas
psychoza ogarnela ludzi, ktorzy za przykladem Niemcow
_____________
*149 ZIH, 301/579.
_____________________________________________________________

115




czesto nie widza w Zydzie czlowieka, lecz uwazaja go za ja-
kies szkodliwe zwierze, ktore nalezy tepic wszelkimi sposo-
bami, jak wsciekle psy, szczury, itd.".*150
Tak wiec biorac udzial w przesladowaniu Zydow latem
1941 roku mieszkaniec tamtych okolic mial okazje przypo-
dobac sie nowym wladzom, uzyskac korzysci materialne
(nalezy sie domyslac, ze nie tylko w Jedwabnem po-
dzialu zydowskiego mienia dokonywali w pierwszej kolej-
nosci miedzy soba przesladowcy), a takze zadoscuczynic od
dawna kultywowanej niecheci do Zydow. Dodajmy do tego
wspolbrzmienie nazistowskiego hasla wojnie na smierc
i zycie przeciwko "Zydom i komisarzom" z domoroslym
zlepkiem o "zydokomunie", na ktorej wreszcie byla okazja
"odegrac sie"za okres okupacji sowieckiej.*151 Jak sie mozna
bylo oprzec tej piekielnej mieszance? Oczywiscie niezbed-
nym warunkiem wstepnym byla uprzednia brutalizacja sto-
sunkow miedzyludzkich, demoralizacja, i ogolne przyzwo-
lenie na stosowanie przemocy. Ale na tym wlasnie, jak wie-
my, polegala mechanika sprawowania wladzy jednego i dru-
giego okupanta. Nietrudno sobie wyobrazic, ze oprocz Lau-
danskiego, wsrod najzagorzalszych uczestnikow morder-
czego pogromu Zydow jedwabienskich bylo jeszcze kilku
innych bylych "seksotow" NKWD, o ktorych pisal swego
czasu pulkownik Misiuriew do sekretarza Popowa.
_____________
*150 Zygmunt Klukowski, Dziennik z lat okupacji Zamojszczyzny, Lu-
blin, Ludowa Spoldzielnia Wydawnicza, 1958, str. 299.
*151 W meldunku spod okupacji sowieckiej wyslanym 8 grudnia 1939
roku syn generala Januszajtisa pisal do Londynu: "Zydzi tak potwornie
mecza Polakow i wszystko co z polskoscia jest zwiazane pod sowieckim
zaborem [...] ze Polacy w tym zaborze od starcow do kobiet i dzieci
wlacznie przy pierwszej sposobnosci tak potwornana na nich zemste
wywra, o jakiej jeszcze zaden antysemita nie mialpojecia" (Upiorna de-
kada, op. cit., str. 92). Jako opis sytuacji byl to tekst chybiony, ale
jako
proroctwo, niestety, potwierdzony przez pozniejsze wydarzenia.
_____________________________________________________________
116




Zaplecze spoleczne stalinizmu


Ale czas, dzieki Bogu, nie zatrzymal sie na 1941 roku. I jesli
zgodzimy sie, ze opisany mechanizm ma psychologiczne i so-
cjologiczne pozory prawdopodobienstwa, to staniemy wobec
bardzo ciekawej hipotezy na temat przejecia i ustanowienia
wladzy komunistycznej w latach 1945-1948. Czy aby na szcze-
blu lokalnym naturalnym oparciem wladzy ludowej w Polsce
nie byli (rowniez) ludzie skompromitowani w okresie okupacji
hitlerowskiej? Wiemy oczywiscie, ze komunizm byl dla wielu
osob glebokim przezyciem ideowym i ze wiazano sie z ruchem
komunistycznym z autentycznej potrzeby serca, a nie tylko (ani
nawet nie przede wszystkim) z wyrachowania czy pod presja
stacjonujacego w okolicy garnizonu Armii Czerwonej. Ale
obok tego "czystego" (tzn. ideowego) nurtu, totalitaryzmy dwu-
dziestowieczne poslugiwaly sie ludzmi zupelnie innego pokro-
ju i przyciagaly ich do siebie na innych zasadach. Zausznikami
tej wladzy bywali zawsze ludzie wyzuci z wszelkich zasad. Sta-
linizm albo hitleryzm graly dla celow zdobycia i utrzymania
wladzy na niskich instynktach; opieraly sie, o czym juz
byla mowa, na wykorzystaniu tkwiacego w czlowieku zla.
W 1964 roku wybitny mysliciel niemiecki Eric Voegelin,
ktory jako antyfaszysta wyemigrowal z ojczyzny po objeciu
wladzy przez Hitlera, powrocil do Monachium, aby objac po-
sade Dyrektora Instytutu Nauk Politycznych na uniwersytecie.
Wyglosil z tej okazji cykl wykladow pt. "Hitler i narod niemiec-
ki", ktore staly sie waznym wydarzeniem politycznym
i umyslowym na skale calego kraju. Powiedzial wowczas mie-
dzy innymi: "naszym problemem jest kondycja duchowa
spoleczenstwa, w ktorym narodowy socjalizm mogl dojsc do
wladzy. Innymi slowy to nie narodowi socjalisci sa problemem,,
tylko Niemcy";*152 "nasz problem polega na tym, ze ludzi bez-
wartosciowych mozna spotkac wszedzie w spoleczenstwie,
wlaczajac w to najwyzsze sfery, a wiec wsrod pastorow,
_____________________________________________________________

117




pralatow, generalow, przemyslowcow, itd. Tak wiec sugero-
walbym okreslic to zjawisko generalnym terminem "holota". Sa
ludzie, ktorych mozna nazwac holota w tym sensie, ze nie maja
autorytetu duchowego ani umyslowego, ani tez nie umieja re-
agowac na racjonalne argumenty i nakazy duchowe jesli nawet
sa do nich zaadresowane [...] Bardzo jest trudno zrozumiec,
ze elita spoleczenstwa moze sie skladac z holoty. Ale tak jest
rzeczywiscie".*153 Wielu autorow o tym pisalo i z roznych punk-
tow widzenia.
Dlaczego sposrod tej samej voegelinowskiej "holoty", ktora
robila brudna robote nazistow, nie mialoby sie w piec lat pozniej
rekrutowac zaplecze stalinowskiego aparatu wladzy? Mam na
mysli otoczke wokol rdzenia ideowych komunistow, (ktorych,
jak wiemy, bylo bardzo niewielu w Polsce), zlozona z konfor-
mistow i koniunkturalistow zaszarganej biografii. W imie ja-
kich drogich im wartosci i zasad mieliby odmowic
posluszenstwa i zrezygnowac z przywilejow, jakie niesie z soba
udzial w (lokalnym) aparacie wladzy (czytaj przemocy)? Dla-
czego mieliby isc do wiezienia, skoro mogli raczej pojsc do po-
licji? Czyz Laudanski nie napisal z mysla sobie podobnych,
ze "wlasnie na takich ramionach moze sie opierac nasz ustroj ro-
botniczy"?
Warto tez spojrzec przez ten pryzmat na proces ustanowie-
nia wladzy komunistycznej od strony spoleczenstwa raczej niz
aparatu wladzy i zastanowic sie czy tam, gdzie ludzie brali
udzial podczas wojny w przesladowaniu Zydow, spolecznosc
lokalna nie byla potem szczegolnie bezradna wobec procesu so-
wietyzacji? No bo skoro solidarnosc zbiorowa jest antynomia
atomizacji spolecznej, a wiec jedyna skuteczna metoda czescio-
wej przynajmniej neutralizacji komunistycznego monopolu
wladzy, to jak sie na taka solidarnosc zdobyc w spolecznosci lo-
kalnej, ktora dopiero co uczestniczyla w wymordowaniu swo-
_____________
*152 (op. cit., str. 77).
*153 (op. cit., str. 89).
_____________________________________________________________
118




ich sasiadow? Jak mozna miec zaufanie do kogos, kto mordowal
lub wydawal na smierc innego czlowieka? A poza tym, skoro
juz raz bylismy instrumentem przemocy, w imie jakich wartosci
mozemy sie pozniej przeciwstawiac probom zniewolenia nas
przez kogos innego? Oczywiscie zadne z tych zastrzezen nie
stoi na przeszkodzie podejmowania prob wejscia z silniejszym
w uklady, ale to oznacza tylko tyle, ze stajemy sie mu posluszni.
Cale zagadnienie jest do rozstrzygniecia w drodze badan
empirycznych oczywiscie, ale jako hipoteza intryguje odwra-
cajac powszechnie uznana klisze na temat tego okresu i jako za-
czyn komunistycznych porzadkow w Polsce wskazujac nie tyle
na Zydow, co na antysemitow. Ostatecznie w niezliczonych
gminach, miasteczkach i miastach Polski prowincjonalnej nie
bylo juz Zydow po wojnie, bo nieliczni, ktorzy przezyli wojne,
predko stamtad uciekli. A przeciez w ramach wprowadzania
wladzy ludowej ktos musial tam kogos brac "za morde". A wiec
kto kawo, jak zapytywal Wlodzimierz Iljicz Lenin blisko sto lat
temu? Juz chocby zwazywszy na kierunek rozwoju swiato-
pogladowego rezymu komunistycznego w Polsce przez nastep-
ne dwadziescia lat bo przeciezw marcu 1968 roku to wlasnie
formacja tzw. "partyzantow" z czasow okupacji usilowa-
la siegnac po wladze wysuwajac hasla antysemickie nie od-
rzucalbym tej hipotezy (powtorzmy ze to rodzimy lumpenpro-
letariat raczej niz Zydzi, stanowil spoleczne zaplecze stalinizmu
w Polsce) bez chwili zastanowienia.*154
_____________
*154 Zlosliwa reka losu i tym razem nie oszczedzila antysemitow, bo
kie-
dy juz wydobyli sie na glowna scene polityczna ku uciesze
najprawdziwsze-
go rodzimego faszysty, Boleslawa Piaseckiego i chmary dziennikarskiej
holoty, to ich mezem opatrznosciowym byl Ukrainiec i w dodatku komuni-
sta Mikolaj Demko, lepiej znany pod politycznym nom de guerre jako
Mieczyslaw Moczar, sekretarz KC i czlonek Biura Politycznego PZPR. Na
pobicie tego rekordu trzeba bylo czekac trzydziesci lat do czasu, kiedy
przy
pomocy kilkuset krzyzy ustawionych pod murem Oswiecimskiego obozu
odpor zydowskim miazmatom, ku uciesze boguojczyznianej publicznosci,
zaczal dawac byly ubek na spolke z jegomosciem niespelna rozumu.
_____________________________________________________________

119




Potrzeba nowej historiografii


Sprawa zydowska w historiografii czasow wojny jest jak
luzem wiszaca nitka w misternej tkaninie wystarczy za nia
mocniej pociagnac, a caly delikatny wzorek zaczyna sie
pruc. Okazuje sie, ze antysemityzm zanieczyscil cale
polacie wspolczesnej historii Polski i uczynil z nich temat
wstydliwy powolujac do zycia wersje wielu wydarzen, kto-
re mialy odgrywac role listka figowego.
Ale historia spoleczenstwa to jest nic innego, jak biogra-
fia zbiorowa. I tak jak w biografii w zyciorysie, ktory
sklada sie wprawdzie z oddzielnych epizodow wszystko
sie do siebie w historii spoleczenstwa nawzajem odnosi.
I jesli w jakims punkcie biografii (zbiorowej) tkwi klam-
stwo, to wszystko, co przyjdzie pozniej, bedzie rowniez
w jakis sposob nieautentyczne, podszyte niepokojem i bra-
kiem pewnosci siebie. I w rezultacie zamiast zyc wlasnym
zyciem bedziemy ogladac sie nieufnie przez ramie
usilujac zglebic co tez inni o nas mysla, odwracac uwage od
wstydliwych epizodow z przeszlosci i coraz to bronic dobre-
go imienia upatrujac obcego spisku w kazdym niepowodze-
niu. Polska nie jest pod tym wzgledem wyjatkiem w Euro-
pie. I tak jak w przypadku spoleczenstw paru innych krajow,
po to zeby odzyskac wlasna przeszlosc, bedziemy ja musie-
li sobie opowiedziec na nowo.
Stosowne memento znajdziemy oczywiscie w Jedwab-
nem, gdzie na dwoch pomnikach wyryto w kamieniu napi-
sy, ktore dopiero trzeba bedzie rozkuc, aby uwolnic z nich
prawde historyczna. Na jednym powiedziano po prostu,
ze Zydow zabili Niemcy: "MIEJSCE KAZNI LUDNOSCI
ZYDOWSKIEJ GESTAPO I ZADARMERIA HITLE-
ROWSKA SPALILA ZYWCEM 1600 OSOB 10 VII 1941".
Zas na drugim, wystawionym juz w wolnej Polsce, albo da-
no do zrozumienia, ze Zydow w Jedwabnem w ogole nie
_____________________________________________________________
120




bylo, albo bezwiednie wystawiono swiadectwo popelnionej
zbrodni: "PAMIECI OK. 180 OSOB W TYM 2 KSIEZY
ZAMORDOWANYCH NA TERENIE GMINY JEDWAB-
NE W LATACH 1939-1956 PRZEZ NKWD, HITLEROW-
COW I UB" [podpisane ] SPOLECZENSTWO . Bo w rzeczy
samej, tysiac szescciuset jedwabienskich Zydow, ktorych tu
pominieto (choc przeciez byli "zamordowani na terenie
gminy Jedwabne w latach 1939-1956"), zamordowali nie
zadni hitlerowcy, ani enkawudzisci, ani ubecy, tylko
spoleczenstwo.*155

_____________
*155 Mozna miec tylko nadzieje, ze mlode pokolenie zaczyna juz wi-
dziec te sprawe odwazniej niz pokolenie rodzicow. Na stronie interneto-
wej jedwabienskiej szkoly (do odszukania pod: www.szkoly.edu.pl/je-
dwabne/historia.htm) jest powiedziane w formie bezosobowej, ze w Je-
dwabnem "popelniono pierwszy akt ludobojstwa. W jednej ze stodol za
miastem spalono zywcem 1640 Zydow". Niewatpliwie jest to krok
w strone prawdy i przed mlodymi trzeba uchylic kapelusz, bo czeka ich
jeszcze bardzo trudne zadanie zmierzenia sie twarza w twarz ze zbrod-
nia pokolenia wlasnych dziadkow.
_____________________________________________________________

121


/ strona bez tekstu /
_____________________________________________________________
122




Slowo od rabina z Jedwabnego


As the author of the first Memorial Book about
Jedwabne I welcome the publication of this volume by my
friend Professor Jan Gross. It is especially welcome at a
time when the Pope,John Paul II, has asked forgiveness for
all the miseries that Jews have suffered at the hands of the
Christians.
The martyred Jews of Jedwabne who had been killed on
the 15th of Tamuz, 5701, may not be brought back to life.
But in the spirit of the Pope’s message I plead with the fond
memory of many good Polish neighbors I recall from
Jedwabne, that the Jewish cemetery be taken good care of
by the people who live now in town, that all the bones of our
dead be buried properly, and that the site where our
synagogue once stood be preserved.

Jako autor pierwszej Ksiegi Pamiatkowej o Jedwabnem
z radoscia witam publikacje tej ksiazki autorstwa mego
przyjaciela, profesora Jana Grossa. Szczegolnym zbiegiem
okolicznosci ukazuje sie ona w czasie, kiedy Papiez, Jan
Pawel II, zwrocil sie o przebaczenie za wszystkie meki,
ktore Zydzi wycierpieli z rak chrzescijan.
Umeczonych Zydow z Jedwabnego, ktorzy zostali zabici
10 lipca 1941 roku, nie mozna juz przywrocic dozycia.
Prosze jednak w duchu papieskiego apelu i przywolujac
pamiec wielu dobrych sasiadow-Polakow, ktorych mialem
w Jedwabnem aby ludzie zyjacy dzisiaj w miasteczku
zadbali o cmentarz zydowski tak, aby godnie byly pocho-
wane kosci naszych umarlych, i upamietnili miejsce,gdzie
stala kiedys nasza synagoga.

Jacob Baker (Eliezer
Piekarz)
_____________________________________________________________

123




Nota o autorze


Jan Tomasz Gross urodzil sie l sierpnia 1947 roku
w Warszawie. Jako uczen szkoly sredniej byl jednym
z zalozycieli, rozwiazanego pozniej przez wladze, Klubu
Poszukiwaczy Sprzecznosci. Od 1965 roku studiowalna
Uniwersytecie Warszawskim, najprzod na wydziale
fizyki a pozniej socjologii. Aresztowany za udzial w tzw.
"wydarzeniach marcowych" i wydalony z uczelni. Po
wyjsciu z wiezienia wyemigrowal z Polski wraz z rodzi-
cami w marcu 1969 roku. Doktoryzowal sie z socjologii
na Yale University w 1975 roku, gdzie pozniej wykladal
przez kilka lat. W latach 1983-1991 zatrudniony jako
profesor socjologii na Emory University w Atlancie.
W 1992 roku przeniosl sie na wydzial nauk politycznych
do New York University, gdzie pracuje do dzis.
W 1980 roku otrzymal grant na badania naukowe
dotyczace historii Polski okresu okupacji z National Councii
for Soviet and East European Research. W latach 1982
i 1983 byl stypendysta fundacji Guggenheima i Rockefellera.
W1986 roku stypendysta Harvard Russian Research Center,
zas w 1990 roku stypendysta Instytutu Nauki o Czlowieku we
Wiedniu. W roku 2000 otrzymal grant Fulbrighta na badania
dotyczace okresu powojennego w Polsce. Wyklady goscinne
wyglaszal m. in. na Uniwersytecie Paryskim (Nanterre),
Wiedenskim, w Berkeley, Cornell, Harvardzie, Princeton,
Stanfordzie, na Columbii i w Polskiej Akademii Nauk.
Czlonek redakcji East European Politics and Societies od
1989 roku, w latach 1994-1998 byl redaktorem naczelnym
tego pisma. Wspolzalozyciel kwartalnika Aneks, wycho-
dzacego w jezyku polskim w latach 70.i 80. najprzod
w Uppsali a potem w Londynie.
Jego ksiazki i artykuly ukazujace sie w jezyku polskim
i angielskim, byly tlumaczone na francuski, niemiecki,
_____________________________________________________________
124




rosyjski, rumunski i ukrainski. W Princeton University
Press opublikowal dwie monografie na temat doswiadczen
polskiego spoleczenstwa pod niemiecka i sowiecka
okupacja w czasie drugiej wojny swiatowej: Polish Society
Under German Occupation Generalgouvernement, 1939-
1944 (1979) i Revolution from Abroad: Soviet Conquest of
Poland’s Western Ukraine and Western Belorussia (1988).
W roku 2000 ukazala sie w tym samym wydawnictwie
praca zbiorowa pod redakcja Grossa, Istvana Deaka i Tony
Judta pt. The Politics of Retribution in Europe: World War
II and Its Aftermath.
Wydal dwa tomy dokumentow opracowane wraz z Irena
Grudzinska-Gross War Through Children‘s Eyes (Hoover
Institution Press, 1981) i W czterdziestym nas matko na Sibir
zeslali... (Aneks, Londyn, 1984). Ta ostatnia pozycja byla
kilkakrotnie wydawana w obiegu nielegalnym w Polsce,
m.in. przez Miedzyzakladowa strukture "Solidarnosci"
w Warszawie i wydawnictwo Profil we Wroclawiu. W 1990
roku opublikowalo te ksiazke wydawnictwo Res Publica.
W Polsce ukazaly sie poza tym jego dwie ksiazki
w wydawnictwie Universitas: Studium zniewolenia.
(Wybory pazdziernikowe, 22 X 1939) (Krakow, 1999),
i Upiorna dekada,1939-1948. Trzy eseje o stereotypach na
temat Zydow, Polakow, Niemcow i komunistow (Krakow,
1998). Miesiecznik Wiez poswiecil znaczna czesc numeru
z lipca 1999 roku dyskusji redakcyjnej nad ta ksiazka.
W 1996 roku odznaczony Krzyzem Kawalerskim Orderu
Zaslugi.Mieszka w Nowym Jorku.
_____________________________________________________________

125




/ strona bez tekstu /
_____________________________________________________________
126




Na stronach 127 do 162 - fotografie Zydow z Jedwabne

 

strona g³ówna