Ostrzeżenie:

Książka zawiera gigantyczną ilość: nazw własnych, imion, nazwisk najczęściej obcojęzycznych; także ogromną ilość dat - dlatego poprawienie wszystkich błędów skanera było praktycznie niemożliwe.

Jeśli ktoś chciałby wykorzystać materiał zawarty w książce do jakiejś pracy naukowej, to zalecam ostrożność i zweryfikowanie poprawności pisowni.

(abangel)

 

Uwagi:

1) zdjęcia są skanowane w znacznej rozdzielczości, więc jak czegoś nie widać to śmiało je sobie powiększ;

2) tu i ówdzie pajawiające się liczby to numery stron – zostawiam je celowo, bo w książce są odsyłacze do stron, a numeracja książki naturalnie jest niezgodna z numeracją w Word.

(abangel)


 


 

 


Obwolutę, okładkę i stronę tytułową projektował JANUSZ PRZYBYLSKI

Redaktor RYSZARD LECINSKI

Redaktor techniczny JADWIGA JEGOROW

 

Książka zatwierdzona przez Ministerstwo Oświa­ty i Szkolnictwa Wyższego pismem z dnia 16.II.1966 r.. Nr P4-432 MON 2/66 do działów nauczycielskich bibliotek liceów ogólnokształ­cących, liceów pedagogicznych i techników.

 

 

Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej Warszawa 1967. Wydanie II

Nakład 5.000+304 egz. Objętość 26,72 ark. wyd., 23,56 ark. druk. (z wklejkami). Papier ilustra­cyjny V kl. 70 g. (z Zakładów Celulozowo-Papierniczych im. J. Marchlewskiego we Wło­cławku). Format 70X100/16. Druk ukończono w lipcu 1967 r. Wojskowe Zakłady Graficzne w Warszawie. Zam. 2901 z dnia 25.III.67 r.

T-86.                              Cena zł 35.—




SŁOWO WSTĘPNE

 

Książka generała Karola Świerczewskiego „W bojach o wolność Hiszpanii" doczekała się już drugiego wydania. Wzbudziła ona zrozumiałe zaintereso­wanie przede wszystkim dlatego, ze jej autorem jest nasz bohater narodo­wy, który w dalekiej Hiszpanii kontynuował walkę „Za Waszą wolność i na­szą", rozpoczętą w szeregach bojowników Wielkiej Październikowej Rewo­lucji Socjalistycznej. Jego droga życiowa, podobnie jak droga życiowa wielu innych rewolucjonistów polskich, ucieleśniła w sobie tradycje walk wolnoś­ciowych narodu polskiego.

,,Do Polski przez cały świat" prowadziła droga Kościuszki i Pułaskiego^ Sulkowskiego i Jana Henryka Dąbrowskiego, Bema i Mierosławskiego, Wróblewskiego i Jarosława Dąbrowskiego i całej plejady wybitnych Polaków, którzy od pierwszego rozbioru Polski do klęski Komuny Paryskiej uczestni­czyli w wojnach i walkach wolnościowych na różnych frontach Europy i Ameryki.

Polska uciemiężona cieszyła się sympatią postępowych sił na całym świe­cie. Historia nie szczędziła jednak polskim szermierzom wolności i postępu, polskim patriotom walczącym pod obcymi nieraz "barwami, gorzkich rozcza­rowań i' tragicznych niepowodzeń.

Kiedy zabłysnęła gwiazda młodego generała Bonapartego, polscy ochotnicy zaczęli napływać do szeregów rewolucyjnej armii' francuskiej, która stała się wówczas postrachem feudalnych, reakcyjnych reżimów w Europie.. Wielka Rewolucja Francuska rozpłomieniała uczucia młodych polskich patriotów. Legioniści wierzyli, że zwycięstwo Napoleona przywróci niepodległość Polsce, że służąc w armii głoszącej „wolność, równość, braterstwo", walczyć będą z wrogimi Polsce siłami tyranii i despotyzmu. Niejeden z nich zdawał sobie sprawę ze zmian zachodzących w polityce Francji Bonapartego, lecz nie tra­cili nadziei, że przecież cesarz dotrzyma swych niejasno udzielonych obietnic, lub też uważali, że honor nakazuje im wytrwać do końca na straconej pozycji.

I oto w 1808 roku legioniści wkroczyli wraz z armią francuską na teren Hiszpanii. Przeciwko nim stanęły do walki nie tylko wojska regularne, lecz ludność cywilna, partyzanci, synowie ludu hiszpańskiegoguerilleros, zwani przez polskich legionistów „gerylasami". Polaków przywiodła do dalekiej, nie­znanej Hiszpanii idea patriotyzmu i przekonanie o słuszności wojen napo­leońskich. Okrutna rzeczywistość zepchnęła ich na tory walki przeciwko

 

 

 

 

 

masom ludowym, broniącym swojego kraju przed francuskim najeźdźcą. Szcze­gólnie zaciekle były walki o zdobycie Saragossy, której broniła cala ludność pod dowództwem gen. Palafoxa.

W początkach XX wieku sprawa Polski wróciła na, wokandę dziejową. Wielka Październikowa Rewolucja Socjalistyczna, jak ongiś francuska, wstrząsnęła posadami starej Europy, burżuazji i reakcji. W walkach o zwy­cięstwo rewolucji nie zabrakło również Polaków. To byli już przedstawiciele klasy robotniczej i mas chłopskich, nowej generacji patriotów, rewolucjoni­stów, żołnierzy. Kiedy tworzyć się zaczęła w obronie rewolucji Czerwona Gwardia, napłynęli do niej liczni ochotnicy — Polacy, a słowa pieśni pułku „Czerwonej Warszawy" głosiły: „wyrośli my z mazurskich pól, z warszaw­skich piwnic pieklą".

Na -frontach wojny domowej w Rosji odznaczył się w sposób szczególny młody robotnik z Warszawy, syn robotniczej Woli — Karol Świerczewski. Po zakończeniu działań wojennych, zahartowany w bojach, zawodowy oficer, od­dał swe siły i wybitne zdolności wojskowe kształceniu kadr Armii Czerwonej, wierząc, że szybki rozwój rewolucyjnych wydarzeń w Polsce powoła go wkrótce do ojczystego kraju. Stało się inaczej, lecz nie tu miejsce na omówie­nie przyczyn, które złożyły się na utrwalenie w Polsce władzy burżuazji i na wpół faszystowskich rządów sanacyjnych.

W 1936 roku wybuchła w republikańskiej Hiszpanii faszystowska rebelia organizowana i wspierana przez rządy Hitlera i Mussoliniego. Rachuby mo­codawców gen. Franco na szybkie zwycięstwo zostały przekreślone przez nie­oczekiwany bohaterski opór hiszpańskich mas ludowych. Wówczas, gdy tzw. demokracje zachodnie krok po kroku kapitulowały przed dyktatem Hitlera, gdy min. Beck zabiegał o względy „führera" — nieugięty Madryt stawiał czoła regularnym armiom faszystowskim, ludność cywilna budowała bary­kady, ochotnicy tworzyli nieregularne z początku oddziały wojskowe, z chaosu improwizowanej obrony wyłaniać się zaczynało bardziej jednolite dowództwo.

Wieść o tych walkach znalazła oddźwięk w sercach milionów antyfaszystów na całym świecie. Tysiące ochotników z 54 krajów zaczęły napływać do Hiszpanii. Gen. Świerczewski był wśród pierwszych ochotników.

Rozpoczęła się druga w życiu Karola Świerczewskiego epopeja — hiszpań­ska. Został mianowany dowódcą Brygady Międzynarodowej „La Marseillaise1', w której większość stanowili Francuzi. Tu dał się poznać jako doświadczony, skrupulatny, a zarazem niezwykle odważny i energiczny dowódca, troskliwy opiekun i wychowawca żołnierzy.

Potrafił jednać sobie serca ludzi, mimo że daleki był od pobłażliwości i su­rowym okiem starego wiarusa wykrywał każde zaniedbanie, opieszałość, lekkomyślność. Osobiście troszczył się o codzienny byt żołnierza, pokazywał, jak należy się okopać, jak usuwać usterki broni, jak zachować się pod ogniem przeciwnika; pieklił się o każde zaniedbanie kuchni polowej; sam sprawdzał, czy przekazano szeregowcom ideę operacji, sens rozkazu. Pamiętam, z jaką uwagą i w skupieniu przysłuchiwali się żołnierze jego mądrym i rzeczowym wskazówkom, których udzielał przed każdym bojem, i jakie salwy śmiechu wybuchały, gdy używając dosadnych powiedzonek biczował z humorem tchó­rzy i niedołęgów. Nie był mówcą i nie lubił przemawiać, ale słowa jego

zawsze były bardzo przekonujące i potrafiły przepoić słuchaczy jego nie­złomną wiarą w zwycięstwo słusznej sprawy.

Wszyscy, którzy mieli możność zetknięcia się z nim, bezgranicznie go po­kochali. Co więcej, przedstawiciele każdej narodowości uważali go za swojego i po swojemu nazywali: Hiszpanie — „nuestro generał Walter", Francuzi„notre generał Walter", Anglicy„our generał Walter", Niemcy — „unser Generał Walter", a my, Dąbrowszczacy, po prostu — „nasz Stary", choć nie był on dużo starszy od wielu z nas.

Był bardzo skromny i taktowny. O jego takcie i wyrobieniu politycznym może świadczyć chociażby taki fakt, o którym opowiadano mi w Hiszpanii: gdy delegacja ludności Madrytu po bitwie pod Brunete złożyła na jego ręce podziękowanie za pomoc Brygad Międzynarodowych w watce ludu hiszpań­skiego, generał wzruszony oświadczył, że nie Hiszpanie międzynarodowcom, lecz międzynarodowcy wdzięczni są Republice Hiszpańskiej za to, że pozwo­liła im walczyć na swej pięknej ziemi przeciwko międzynarodowemu faszyz­mowi. „To dzięki wam — powiedział — my wszyscy tutaj przechodzimy uni­wersytet antyfaszystowskiej walki przeciw wspólnemu wrogowi".

Był wybitnym oficerem liniowym, dowodził bohaterską 35 dywizją, a w operacji saragoskiej faktycznie kierował całością walk o zdobycie Quinto i Belchite. Jego przybrane imię „Walter" rozbrzmiewało po całej Hisz­panii. Okryty sławą i legendą znany był powszechnie jako „el general polaco" — polski generał. Był jednym z bardzo nielicznych dowódców republi­kańskich, którzy otrzymali najwyższe odznaczenie Republiki Hiszpańskiej „Placa laureada de Madrid" („Laury Madrytu"). Interesowały go jednak nie tylko sprawy wojskowe. Pilnie śledził i analizował sytuację polityczną i wi­dział walkę w Hiszpanii w wymiarach losów Europy, a przede wszystkim Polski.

W spotkaniu z PolakamiDąbrowszczakami dawał upust swej zachłan­nej tęsknocie za krajem, za polszczyzną, za pieśnią ludową znad dalekiej Wisły. Był to słaby punkt twardego, nieugiętego generała. Gotów był zapom­nieć, choć na krótko, o obczyźnie i w luźnej, nocnej rodaków rozmowie chło­nąć wieści z Ojczyzny, w której nie był już od 22 lat, a pamiętał ją tak, jak­by to było wczoraj.

Nie dane mu było bezpośrednio dowodzić polskimi jednostkami, choć bardzo tego pragnął. Polska Brygada Międzynarodowa im. Jarosława Dąbrowskiego wchodziła w skład dowodzonej przez niego 35 dywizji tylko w ciągu dwóch miesięcy w okresie marzecmaj 1938 r. i to w najcięższych dla Republiki Hiszpańskiej chwilach, gdy wojska faszystowskie przełamały front aragoński i przecięły Republikę na dwie części. Pomimo tak krótkiego bezpośredniego obcowania z polską brygadą, głęboka więź łączyła go z wszystkimi polskimi ochotnikami w Hiszpanii. Wymowny jest pod tym względem jego list do Dą­browszczaków z okazji pierwszej rocznicy powstania Batalionu im. J. Dą­browskiego.

„Brygada polska — pisał on m.in. — jest jedną z najbardziej oddanych pośród Brygad Międzynarodowych. Jej wartość bojowa i wysoki poziom mo­ralny w ogniu stały się przysłowiowe... Brygada Dąbrowskiego — to pierwsza w historii, tymczasem jedyna brygada orężna zbrojnych sił polskiego robot­nika i chłopa, która swą ofiarną pracą realizuje stare, piękne i dumne hasło wypisane na jej sztandarach: «Za Waszą wolność i naszą». Wasza brygada jest pierwszą, a więc kadrową jednostką przyszłej armii zbrojnej Polski Lu-

 

 

 

dowej... Jeszcze raz najszczersze pozdrowienia i podziękowania Polaka swoim ziomkom i życzenia, by sztandar polskiej Brygady Dąbrowskiego powiewał dumnie i jak najwyżej wśród sztandarów brygad Armii Republikańskiej, by widziany był przede wszystkim przez tych, którzy nas tu przysłaliprzez polski lud pracujący".

Czy przewidywał wówczas, że on sam będzie jeszcze uczestniczył w trze' dej epopei wojennej — od 1941 r. po 1945 r., ze będzie formował polskie oddziały zbrojne na terenie swej, drugiej, przybranej ojczyzny — ZSRR, że będzie dowodził 2 armio, Wojska Polskiego w krwawych bojach już za Odrą i Nysą — w operacji drezdeńskiej, osłaniającej szturm Berlina?

Szczęśliwy traf spowodował, że generał, „który się kulom nie kłaniał", który łączył doświadczenia dowódcy z brawurą zwykłego żołnierza, który zawsze żądał od siebie i od innych oficerów, aby zagrzewali żołnierzy swym osobistym przykładem do najtrudniejszych działań bojowych — przeżył piekło trzech wojen i bez szwanku wychodził z niezwykłe groźnych sytuacji. Aż dosięgły go nieomal w dwa lata po zakończeniu wojny zdradzieckie, faszy­stowskie kule jak dalekie echo tysięcy pocisków, które go ominęły w jego twardym, bohaterskim, żołnierskim życiu. Był członkiem KC PPR i wicemi­nistrem Obrony Narodowej, lecz wysokie stanowisko nie przeszkadzało mu w utrzymywaniu serdecznych stosunków z Dąbrowszczakami, dla których na­dal pozostał bratem i opiekunem, a każde słowo hiszpańskie, każda hiszpańska melodia budziła w nim głębokie wzruszenie i pełne goryczy myśli. Bo oto Polska była wolna, lecz kraj, który pierwszy stawił czoła faszyzmowi w nie­mal trzyletniej, zaciętej wojnie, nadal pozostaje w okowach despotyzmu i reakcji.

Z pewnością, gdy pisał o Polakach pod Yillamayor de Gallego, ponosiło go pióro, lecz twarda dyscyplina powstrzymała te zapędy, ł dobrze się stało. Dysertacja o operacji saragoskiej doczekała się największego uznania, a pierwsze jej polskie wydanie wraz z opisem operacji teruelskiej, relacją o Brygadach Międzynarodowych i innymi materiałami związanymi z walką w Hiszpanii przyczyni się z pewnością do dalszego ożywienia badań i po­szukiwań, a także twórczości literackiej i artystycznej, poświęconej życiu i działalności gen. Waltera-Świerczewskiego w Polsce, Związku Radzieckim

i Hiszpanii.

Drugie wydanie zbioru „W bojach o wolność Hiszpanii", które ukazuje się w 70 rocznicę urodzin Karola Świerczewskiego i w 50 rocznicę Wielkiej Paź­dziernikowej Rewolucji Socjalistycznej, stanowi nie tylko piękny wkład do uczczenia pamięci tego zasłużonego syna ludu polskiego, wybitnego dowódcy wojskowego^! działacza politycznego, patrioty i internacjonalisty, lecz przy­pomina również, że swój zapał rewolucyjny i wybitne kwalifikacje wojskowe oraz oddanie sprawie ludu pracującego czerpał on ze swych przeżyć i do­świadczeń w szeregach bohaterskiej Armii Czerwonej, w walce o zwycięstwo i utrwalenie rewolucji.

Eugeniusz SZYR

Suche są słowa relacji generała o operacji saragoskiej. Pozornie beznamięt­na jest zawarta w niej krytyka, której nie szczędzi, będąc jak zwykle suro­wy wobec siebie i innych, jak zawsze skromny. Ci, którzy go znali bliżej, zo­baczą poza wzorową analizą zagmatwanych perypetii jednej z większych akcji wojennych w Hiszpanii postać polskiego generała — niezwykłą w swej ludo­wości i prawości.

Pisze gen. Świerczewski o samotnym rajdzie dwóch batalionów XIII BM w kierunku na Saragossę. Nie szczędzi słów krytyki sztabowi armii, który nakazał niedostatecznymi dla tego celu siłami forsowanie najkrótszej od linii frontu drogi do Saragossy, i dowództwu 45 dywizji, które nie doceniło moż­liwości, także w tych warunkach, naruszenia systemu obrony nieprzyjaciela. Tylko dwa batalionyDąbrowskiego i Palafoxa — przedostały się na tyły wroga. Przedarły się 10 km w głąb jego obrony i dotarły pod Yillamayor de Gallego. Kilka kilometrów dzieliło je od starodawnej twierdzy Saragossy. W nocy polscy ochotnicy widzieli światła stolicy Aragonii. Dwa dni bez je­dzenia i wody, obciążeni rannymi i bronią, w potyczkach i utarczkach, w hiszpańskim skwarze przebijali się do swoich. Wrócili po dwóch dniach tracąc 300 zabitych, rannych i zaginionych. „Ku chwale batalionów — pisze Świerczewskitrzeba stwierdzić, że wyniosły one ze sobą większość ran­nych i wszystkie karabiny maszynowe". Jedno tylko skąpe zdanie, które w chmurnym tekście jak błyskawica oświetla dramatyczne przejścia dwóch polskich batalionów.

 

 


PRZEDMOWA

 

Prace generała Świerczewskiego, których wybór w jednym tomie odda­jemy do rąk Czytelnika, poświęcone są w całości, jak sam tytuł książki wskazuje, problematyce wojny hiszpańskiej lat 1936—1939. Tom zawiera główne prace historyczno-wojskowe gen. Świerczewskiego i prezentuje w ten sposób dorobek naukowy byłego dowódcy 35 dywizji Hiszpańskiej Armii Lu­dowej, jednego z organizatorów ludowego Wojaka Polskiego, dowódcy 2 armii WP, który znany był dotąd jako doświadczony praktyk wojskowy oraz wybitny działacz społeczny i polityczny. Prace te dowodzą, że również w dzie­dzinie badań naukowych nad dziejami wojskowości wykazywał gen. Świerczewski głęboką wiedzę i duży talent, umiejętności wnikliwej analizy skom­plikowanych zjawisk wojny i sztuki wojennej, a także właściwą mu prostotę i jasność myśli.

Niewątpliwie najcenniejszą z opublikowanych tu prac jest rozprawa kan­dydacka „Działania 35 dywizji w saragoskiej operacji zaczepnej republika­nów". Wbrew swej skromnej nazwie rozprawa stanowi właściwie szczegółowe omówienie całej operacji saragoskiej, jednej z poważniejszych operacji za­czepnych republikanów, i jest pierwszym i jak dotychczas jedynym jej udo­kumentowanym i całokształtowym opracowaniem. Monografia zawiera obok wnikliwej, krytycznej analizy taktyczno-operacyjnej działań 35 dywizji także wszechstronną i dokładną ocenę działalności dowódców i sztabu, plastyczny i żywy, pulsujący akcją obraz działalności bojowej 35 dywizji. Zapełniając jedną z istotnych luk w dziedzinie opracowania dziejów militarnych wojny w Hiszpanii, rozprawa — bardziej chyba niż którekolwiek inne z dotychcza­sowych opracowań tego typu — umożliwia poznanie charakteru wojny hisz­pańskiej i Hiszpańskiej Armii Ludowej. Monografia została oparta w całości na materiałach archiwalnych (dzienniki działań bojowych, rozkazy, meldunki operacyjne i inne dokumenty sztabowe) oraz na osobistych wspomnieniach Autora. W całości drukowana jest po raz pierwszy. Dotychczas ukazały się w kraju jedynie dwa niewielkie fragmenty, ogłoszone w 1957 r. (,,Wojsko Ludowe" nr 3) i w 1958 r. („Wojskowy Przegląd Historyczny" nr l).

Interesującą pozycją jest również zwięzłe studium „Operacja teruelska", które stanowi przyczynek do opracowania tej operacji i zawiera wiele cen­nych uwag krytycznych, wyjaśniających przyczyny niepowodzeń republika­nów w tych działaniach. Studium opracowane zostało przede wszystkim jako

pomoc naukowa dla użytku słuchaczy Akademii Wojskowej im. M. Frunzego w Moskwie. Po polsku ukazuje się po raz pierwszy.

Szkic „Kilka uwag o Brygadach Międzynarodowych" napisany został przez Karola Świerczewskiego w maju — czerwcu 1938 r. tuż po jego po­wrocie z Hiszpanii do ZSRR. Drukowany jest tu po raz pierwszy w prze­kładzie z oryginału rosyjskiego, ogłoszonego w nr 2 czasopisma radzieckiego „Istoriczeskij Archiw" za rok 1962. Szczególna wartość pracy, nacechowanej dużą szczerością i obiektywnością sądów, polega na tym, iż jest to pierwsza próba oceny działalności i -wartości bojowej Brygad Międzynarodowych, do­konana przez dowódcę liniowego wysokiego szczebla.

Dziennik operacyjny „Bitwa pod Brunete" stanowi niezwykle cenny ro­boczy dokument opracowany przez Generała na podstawie jego własnych no­tatek oraz kroniki 35 dywizji prowadzonej przez wyznaczonych do tego ofice­rów. Zawiera on nadzwyczaj sumiennie sporządzane, szczegółowe zapiski, ukazujące godzinę po godzinie pracę dowódcy dywizji i jego sztabu w czasie operacji bruneckiej. Dokument ten również publikowany jest po raz pierwszy.

Prace swe, a w szczególności rozprawę o operacji saragoskiej, zaopatrzył Autor w liczne załączniki, które weszły również w skład niniejszego tomu. Natomiast brak większości szkiców przy oryginale rosyjskim (chodzi o szkice, na które Autor powołuje się w tekście swoich prac) zmusił zespół redakcyjny do ich opracowania bądź to na podstawie zachowanych materiałów z osobi­stego archiwum gen. Świerczewskiego, bądź to na podstawie sytuacji wyni­kającej z tekstu. Wykonano także ogólne szkice do operacji teruelskiej i bru­neckiej.

W charakterze aneksów włączyliśmy do tomu trzy dokumenty związane z przewodem kandydackim generała Świerczewskiego. Jak wiadomo, gen. „Walter" po powrocie z Hiszpanii do Związku Radzieckiego został w 1939 r. skierowany do pracy w Akademii Wojskowej im. M. Frunzego w Moskwie, gdzie zajmował stanowisko kierownika jednej z grup słuchaczy oraz starsze­go wykładowcy taktyki ogólnej i sztuki operacyjnej. Wkrótce po objęciu sta­nowiska rozpoczął pracę nad publikowaną tu dysertacją o operacji saragos­kiej dla uzyskania stopnia naukowego kandydata nauk wojskowych.

Autor zakończył pisanie pracy w drugiej połowie 1940 r. Recenzentem jej był ówczesny pułkownik I. Ratner (zmarł po drugiej wojnie światowej jako generał lejtnant), wybitny znawca broni pancernej, były uczestnik wojny hiszpańskiej, wieloletni wykładowca Wyższej Akademii Wojskowej Sztabu Ge­neralnego w Moskwie, oficjalnym zaś oponentem — ówczesny generał major R. Malinowski, także były kombatant z. Hiszpanii, późniejszy marszałek Związ­ku Radzieckiego i Minister Obrony ZSRR.

Na podstawie pomyślnie przeprowadzonej w końcu 1940 r. obrony pracy Generał uzyskał stopień kandydata nauk wojskowych. Równocześnie pię­cioosobowa komisja selekcyjna cyklu historyczno-wojskowego Akademii Woj­skowej im. M. Frunzego pod przewodnictwem B. Kuzniecowa opracowała wniosek o przedstawienie pracy kandydackiej generała Świerczewskiego do Nagrody Stalinowskiej. Pełny tekst wniosku, jak również recenzja i opinia R. Malinowskiego i I. Ratnera zamieszczone są w końcowej części tomu.

Tom uzupełniają wreszcie najważniejsze daty z życia i działalności Autora oraz bibliografia publikacji o generale Świerczewskim w języku polskim, związanych z wojną hiszpańską.

Zdjęcia zamieszczone w pracy w większości nie były dotąd nigdzie publi­kowane. Uzyskaliśmy je przede wszystkim dzięki uprzejmości rodziny gene­rała Świerczewskiego i jego towarzyszy broni.

Dokonaliśmy wyboru materiału i przekładu tekstów z oryginałów w języ­ku rosyjskim, opracowaliśmy przedmowę, przypisy i niezbędne objaśnienia. Przypisy od Autora oznaczone zostały cyframi arabskimi w odróżnieniu od przypisów i objaśnień pochodzących od zespołu redakcyjnego, które oznaczo­no gwiazdkami. W pracy nad tekstem ograniczyliśmy się do niezbędnego szlifu stylistycznego i adiustacji oraz poprawienia pisowni zgodnie z zasadami współcześnie obowiązującymi. Poczyniliśmy również pewne bardzo nieznaczne

skróty w tekście.

Wyrażamy serdeczne podziękowanie Komendzie Akademii Wojskowej im. M. Frunzego w Moskwie, rodzinie Karola Świerczewskiego oraz jego to­warzyszom broni: Eugeniuszowi Szyrowi, Mai i Józefowi Kutinom oraz Aleksandrowi Szurkowi, za udostępnienie nam materiałów dokumentalnych i ikonograficznych. Cenną pomoc uzyskaliśmy też od nie żyjących już dziś Marszałka Związku Radzieckiego Rodiona Malinowskiego i przewodniczącego Krajowej Komisji Dąbrowszczaków przy ZG ZBOWiD płk. rez. Henryka Toruńczyka. Wyrażamy również podziękowanie pracownikom z Działu Biblio­grafii ii Dokumentacji WIH za udział w opracowaniu bibliografii.

Zespół redakcyjny


 

DZIAŁANIA 35 DYWIZJI W SARAGOSKIEJ OPERACJI ZACZEPNEJ REPUBLIKANÓW 1937 r.

 

Szły zbrojne narodu hiszpańskiego, który musiał chwycić za broń dla obrony swej wolności, zrodziły się i okrzepły w ogniu nieprzerwanych i wciąż wzmagających się bitew z potężnymi połączonymi siłami rodzi­mej reakcji i interwentów — bitew, w których młode, słabo wyszkolone i niedostatecznie wyposażone w sprzęt techniczny republikańskie bryga­dy, dywizje i korpusy z wyjątkowym uporem w ciągu trzydziestu dwóch miesięcy wojny broniły Ojczyzny przed najeźdźcami. Republikańskie siły zbrojne powstawały i rozwijały się w skomplikowanej sytuacji wielopartyjnego Frontu Ludowego, w warunkach ostrej wałki politycznej wewnątrz kraju.

Obydwa te czynniki wywarły głębokie piętno na strukturze organiza­cyjnej, obliczu politycznym i ogólnym stanie Armii Ludowej. Musiały one odbić się na jej działalności bojowej, tym bardziej że wojna toczyła się w kraju o dużej specyfice narodowych, społeczno-ekonomicznych, politycznych i militarnych stosunków i tradycji, wyraźnie obciążonych pozostałościami feudalnymi, zacofaniem, skostnieniem i rutyną.

Jest rzeczą najzupełniej oczywistą, że próba chociażby pobieżnego naszkicowania treści oraz wpływu ogółu tych czynników i specyficznych właściwości na całokształt zjawisk towarzyszących działaniom wojennym na Półwyspie Pirenejskim wymagałaby specjalnych badań, wykraczają­cych daleko poza ramy niniejszej pracy, która w żadnej mierze, nawet w przybliżeniu, nie rości sobie pretensji do tak szerokiego ujęcia wyda­rzeń hiszpańskich.

Niniejszy opis działalności bojowej 35 dywizji w operacji saragoskiej, przeprowadzonej w sierpniu 1937 roku, opracowany na podstawie ory­ginalnych materiałów archiwalnych, stawia sobie za cel zorientowanie [Czytelnika]* w niektórych metodach działań operacyjno-taktycznych re-

* Nawiasy kwadratowe pochodzą od zespołu redakcyjnego.

15

 

publikanów i w swoistych trudnościach zakończonej niedawno wojny. Jednakże prawidłowa ocena i wyciąganie słusznych wniosków z tej wojny wymaga stałego uwzględniania wpływu wyżej wymienionych czynników na przebieg każdej operacji Armii Ludowej, gdyż niedocenianie ich lub pominięcie kryje w sobie niebezpieczeństwo, iż poszczególne epizody działalności bojowej wojsk republikańskich nie zostaną do końca zrozu­miane i nie uzyskamy dostatecznie pełnego obrazu męstwa, olbrzymiej woli zwycięstwa i zaciętości, jakimi przepojona była prawie trzyletnia, trudna i nierówna, bohaterska i sprawiedliwa walka narodu hiszpańskie­go o prawo do życia, o wolność i niezawisłość narodową.

ARMIA REPUBLIKAŃSKA

OGÓLNA CHARAKTERYSTYKA

Zaskoczona buntem Republika Hiszpańska w ciągu pierwszych mie­sięcy wojny powstrzymywała napór reakcji siłami oddziałów milicji lu­dowej o bardzo różnorodnym składzie osobowym, uzbrojeniu i zdolności bojowej. Oddziały te powstawały częstokroć żywiołowo, powołane do życia pod naciskiem sytuacji i surowych wymogów chwili bieżącej. Szyb­ko, jak w kalejdoskopie zmieniające się wydarzenia operacyjne tych dni nie pozwalały skupić się na planowym formowaniu jednostek woj­skowych, o co zresztą najmniej troski przejawiał sprawujący wówczas władzę rząd Largo Caballero*. Jedyną siłą, która od pierwszej chwili buntu dostrzegała słabości i braki partyzanckich metod prowadzenia wojny oraz konieczność jak najszybszego zorganizowania silnej armii regularnej, była Komunistyczna Partia Hiszpanii. Z jej inicjatywy i pod jej kierownictwem powstał w Madrycie i rozwinął swą działalność sław­ny w kraju ,,5 pułk" („quinto regimiento"), z którego wywodzi się wiele najlepszych brygad i dywizji Armii Ludowej i który wychował w swych szeregach wiele tysięcy najwierniejszych żołnierzy i dowódców, boha­terów sprawiedliwej wojny narodu hiszpańskiego.

 


 

 

Pierwsze brygady armii ludowej (czterobatalionowa brygada stano­wiła podstawowy typ jednostki piechoty), które pojawiły się pod Madry­tem jesienią 1936 roku, tworzone były na bazie istniejących w tym cza­sie poszczególnych ochotniczych batalionów, kolumn i oddziałów milicji


* Francisco Largo Caballero (1869—1946) — przywódca tzw. lewego skrzydła Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (HSPR) był premierem i ministrem wojny rządu republikańskiego od września 1936 do maja 1937, następnie sekreta­rzem generalnym Powszechnego Związku Pracujących (UGT — Unión General de Trabajadores). W okresie II wojny światowej przebywał w hitlerowskich obozach koncentracyjnych. Zmarł na emigracji.

16

 

ludowej. Później brygady formowały się i rozwijały w oparciu o ko­lejne mobilizacje.

W początkowym okresie wojny organizatorami oddziałów ochotni­czych były różne grupy i organizacje związkowe i społeczno-polityczne i ich poglądy polityczne z reguły, szczególnie na początku, określały nastroje tych oddziałów. Najzdrowsze, najsilniejsze i najwytrwalsze były oddziały, które znajdowały się pod wpływem partii komunistycznej. Ale istniały również brygady o orientacji socjalistycznej z odchyleniem w stronę Caballero lub w stronę Prieto*, republikańskie — prawicowe i lewicowe, oraz czysto anarchistyczne, nawiasem mówiąc najbardziej krzykliwe i najmniej zdolne do walki. Istniały również trockistowskie oddziały POUM**. Wreszcie napotkać można było i takie oddziały, w których reprezentowane były niemal wszystkie istniejące w kraju partie polityczne, kierunki i grupy.

Ta różnorodność oblicza politycznego oddziałów wojskowych groziła przekształceniem się w poważną przeszkodę, która mogła w mniejszym lub większym stopniu zahamować proces krzepnięcia organizmu wojsko­wego. Okoliczność ta taiła w sobie stałe niebezpieczeństwo powstawania sporów i dyskusji międzypartyjnych w wojsku, do czego całkiem nie­dwuznacznie zmierzali przywódcy anarchistyczni i socjalistyczni oraz po prostu jawni wrogowie Republiki, a co nieuchronnie wywarłoby zgubny wpływ na zaczynającą się kształtować siłę bojową armii lu­dowej.

Komunistyczna Partia Hiszpanii — która od pierwszych dni wojny uważała, że głównym i decydującym warunkiem zwycięstwa jest jedność polityczna narodu — i tym razem w porę dostrzegła niebezpieczeństwo i zapobiegła mu. Podobnie jak uprzednio w sprawie tworzenia regular­nej siły zbrojnej, tak i obecnie partia komunistyczna wystąpiła jako ini­cjator i organizator szerokiej kampanii zmierzającej do wychowania armii w duchu jednolitej linii politycznej Frontu Ludowego. Jej upor­czywe nawoływania do jedności i codzienna działalność przepojona jedy­nie troską o zmobilizowanie mas do walki z najeźdźcami i maksymalne umocnienie obronności kraju oraz liczne przykłady uczciwej, ofiarnej służby dla dobra Ojczyzny, t j. dla sprawy zwycięstwa nad wrogiem — wszystko to odegrało wybitną rolę w dalszym rozwoju i cementowaniu sił zbrojnych Republiki. Partia komunistyczna pomogła armii oprzeć się w swej działalności bojowej na trwałym fundamencie politycznym, przy-

* Indalecio Prieto y Tuero (1883—1963) — przywódca tzw. centrum HSPR, był ministrem marynarki i lotnictwa w rządzie republikańskim od września 1936 do maja 1937 r., a od maja 1937 do maja 1938 ministrem obrony narodowej, po czym został usunięty z rządu przez premiera Juana Negrina. Był zwolennikiem zaprze­stania walki i porozumienia z gen. Franco. Zmarł na emigracji.

** POUM — Partido Obrero de Unificación Marxista — Robotnicza Partia Zjednoczenia Marksistowskiego, partia trockistowska.

 

czyniła się do powstania najściślejszej więzi między wojskiem a ludem i zdołała — pomimo i wbrew niezwykle silnemu oporowi grup reakcyj­nych — utrzymać w wojsku instytucję komisarzy wojennych i systema­tycznie podnosić poziom pracy politycznej. Partii przypada w udziale cała zasługa wychowania wojska w duchu głębokiego umiłowania oj­czyzny i nienawiści do reakcji, w poczuciu odpowiedzialności żołnierzy wobec ojczyzny i narodu. Partia doprowadziła do umocnienia dyscypliny w oddziałach, do wzrostu autorytetu i odpowiedzialności dowództwa. Wreszcie partia komunistyczna zaszczepiła oddziałom republikańskim tę moc, upór i męstwo, o które w ciągu niemal trzech lat rozbijały się wściekłe ataki rebelianckich band i interwentów.

W ciągu całej wojny, w najtrudniejszych jej dniach Komunistyczna Partia Hiszpanii stanowiła wzór niezłomnej woli zwycięstwa, wiary w niewyczerpane siły mas ludowych i ostateczny triumf Republiki. Partia była źródłem otuchy, z którego naród i wojsko czerpały energię, pomagającą im pokonywać trudności walki.

Organizacja sił zbrojnych Republiki wymagała olbrzymiego napięcia sił, by pokonać mnóstwo najróżnorodniejszych, nieuniknionych w tak skomplikowanym procesie przeszkód. Główna jednak trudność polegała na tym, że proces rozbudowy wojska odbywał się w rozżarzonej atmo­sferze walki z przeciwnikami tworzenia silnej regularnej armii [...]. Część z nich okazała się zupełnie niezdolna do zrozumienia znaczenia dokonujących się w kraju przemian oraz masowego, prawdziwie ludo­wego charakteru toczącej się walki, wielu natomiast, wskutek swych społeczno-politycznych powiązań i interesów, albo zajęło pozycje otwar­cie wrogie wobec ludu, albo wrogość tę ukrywało pod płaszczykiem republikanizmu aż do nadejścia chwili dogodnej dla jawnej zdrady (Miaja*, Casado**). Pomimo trudności i przeszkód, stawianych na każdym kroku, młoda

* Menant Jose Miaja (1878—1958) — generał hiszpański, od 18.VII do 19.VII. 1936 r. minister wojny w rządzie republikańskim, następnie dowódca oddziałów milicji ludowej w Andaluzji, od października 1936 r. dowódca garnizonu madryc­kiego, od 6.XI.1936 przewodniczący Komitetu Obrony Madrytu, od 28.II.1937 r. dowódca Frontu Centralnego, od 16.IV.1938 dowódca wojsk republikańskich strefy centralno-południowej. 5.III.1939 r. wszedł w skład junty antyrządowej jako jej przewodniczący. Junta ta krwawo rozprawiła się z tysiącami komunistów strefy centralno-południowej, a zwłaszcza z komunistami madryckimi, i oddała bez walki Madryt w ręce frankistów, po czym Miaja uciekł 30.III.1939 r. samolotem do Oranu. Zmarł na emigracji.

** López Segismundo Casado (ur. 1893) — generał hiszpański, od lipca 1S37 r. dowódca XVIII korpusu armii republikańskiej, od września 1938 r. dowódca armii „Centrum", był w marcu 1939 r. jednym z czołowych organizatorów junty antyrządowej, która zdradziła Republikę i oddała Madryt w ręce frankistów. Po kapitulacji Casado uciekł 29JII.1939 r. z Gandii do Marsylii na pokładzie brytyjskiego okrętu wojennego,

armia republikańska okazała się wierna sprawie swego narodu i już w czasie listopadowych walk 1936 roku w obronie Madrytu wiele jej oddziałów wykazało niezłą sprężystość organizacyjną, dostateczną odpor­ność polityczną i zadatki na wysoką zdolność bojową. W rok później Republika dysponowała już wieloma sprawdzonymi w walce związkami taktycznymi, które dzielnie spisały się w licznych bojach i operacjach (3, 11, 34, 35, 39, 43, 45, 46, 47, 64, 70 i inne dywizje).

Wraz ze wzrostem zasięgu wojny i w miarę jej przedłużania się zwiększała się również liczebność Armii Ludowej, która osiągnęła w po­łowie drugiego roku rebelii stan 70 dywizji piechoty*. Ulegała poprawie jej zwartość organizacyjna, wzrastała zdolność bojowa. Jednakże aż do końca swego istnienia armia republikańska miała poważne braki, które przeszkadzały jej stać się całkowicie dojrzałym organizmem wojskowym i nie pozwalały wykorzystać w pełni posiadanych sił i możliwości.

Zwycięstwo nad wrogiem wymagało, aby kraj i wojsko posiadały jednolite kierownictwo polityczne, którego stworzenie było jednak nie­możliwe, dopóki istniały grupy Caballero, Prieto, Besteiro** i im podobne, działające wraz z anarchistami i POUM-owcami bynaj­mniej nie na rzecz Republiki, podczas gdy ,,partia komunistyczna była jedyną partią, która działała we wszystkich dziedzinach życia zwią­zanych z wojną", a ,,wojna narodu hiszpańskiego wykazała, że w trudnej i niebezpiecznej sytuacji, w jakiej rozstrzygały się losy walki, wszystkie inne partie i organizacje z wyjątkiem partii komunistycznej, pasowały, kapitulowały, a ich polityka i działalność prowadziły do de­zorganizacji mas"1***. Wyjątkowo ujemnie ta trudna i skomplikowana sy­tuacja odbiła się na siłach zbrojnych Republiki. Zamiast cieszącego się autorytetem, oddanego ludowi dowództwa — fronty, armie i korpusy kierowane były nierzadko przez zdrajców (Miaja, Casado) lub niedo­łężnych pod względem fachowym generałów (Jurado****, Pozas*****),

* W grudniu 1938 r. Armia Ludowa składała się z sześciu armii (23 korpusy, 72 dywizje, 194 mieszane brygady), około 120 dywizjonów artylerii potowej, 4 bry­gad pancernych, 10 pociągów pancernych, 4 brygad kawalerii oraz lotnictwa, marynarki wojennej, wojsk inżynieryjno-technicznych, OPL i służb.

^ Julian Besteiro (1870—1940) — profesor, jeden z przywódców prawego skrzydła Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej, od maja 1937 r. był amba­sadorem Republiki Hiszpańskiej w Paryżu, od sierpnia 1938 r. — członkiem Egze­kutywy KW HSPR. W marcu 1939 r. był wraz z gen. Casado współorganizatorem kapitulanckiej junty antyrządowej, w której objął tekę ministra spraw zagranicz­nych. Zmarł w więzieniu frankistowskim.

1 [Jose D i a z] Chose D i a s Ob urokach wojny ispanskogo naroda w 193639, „Bolszewik" nr 4 (luty 1940 r.) str. 34.

*** Patrz opinię na ten temat, zawartą w recenzji dysertacji, dokonanej przez płk. I. Ratnera (str. 323, p. 3).

**** Jurado — generał hiszpański, dowodził IV korpusem pod Guadalajarą w marcu 1937 r., a w lipcu tegoż roku — XVIII korpusem pod Brunete. W koń­cowej fazie wojny, od 27.1.1939 r. był dowódcą grupy armii „Cataluna".

*^*+* Sebastian Pozas Perea (1876—1946) — generał hiszpański, przed rebelią faszystowską był głównym inspektorem Guardia Civil (żandarmeria), a od 19. VII.

 

w sztabach zaś prowadzili swą judaszową robotę faszystowscy agenci w rodzaju szefa sztabu armii ,,Teruel", podpułkownika Gorija z Zarządu Rozpoznawczego Sztabu Generalnego i wielu innych. Energia obydwu rządów Cabałlero i Prieto koncentrowała się na wynajdywaniu środków i sposobów, które by pozwoliły zredukować do zera rolę i znaczenie in­stytucji komisarzy wojennych, przy czym szczególnie konsekwentnie prześladowano komisarzy-komunistów. Niejednolita pod względem po­litycznym kadra dowódcza, rozdzierana ostrymi tarciami międzypartyj­nymi i walką na j różnorodnie j szych grup, klik i osób o stanowiska i wpły­wy w armii, dzieliła się oficjalnie na pełnowartościowych „oficerów za­wodowych", którzy zachowali dominujące pozycje w wyższych sztabach i w kierownictwie wojska, oraz ledwo tolerowanych, jako zło ko­nieczne, oficerów, którzy wyszli z szeregów milicji ludowej. Ci ostatni aż do końca 1937 roku nie mieli prawa awansowania powyżej majora, a ich nominacje na wyższe stanowisko — i znowu dotyczyło to przede wszystkim komunistów — trafiały na przeszkody i trudności nieraz nie do przezwyciężenia. Szkolenie i podnoszenie kwalifikacji korpusu do­wódczego i politycznego odbywało się w sposób zupełnie nie usystematy­zowany, ściślej mówiąc istniał system polegający na zupełnym braku instytucji odpowiedzialnej za wychowanie i wyszkolenie kadr dowód­czych. Oba te rządy nie uczyniły także nic dla umocnienia organów dowodzenia i wyszkolenia taktycznego wojsk. Wszystko, co było pozy­tywne w dziedzinie organizacji szkolenia i działalności bojowej Armii Ludowej — a można się od niej niejednego nauczyć — zostało dokonane jej własnym wysiłkiem, częstokroć wbrew woli i dążeniom socjalistycz­nych i anarchistycznych grup i ich przywódców.

W świetle tych wszystkich przyczyn staje się zrozumiałe, dlaczego nierzadko pod numerami brygad i dywizji kryły się formalnie istniejące, ale słabo wyszkolone, niedostatecznie zwarte, prymitywnie uzbrojone formacje, w dodatku dowodzone przez nie zawsze szczerze oddanych ludowi dowódców. Ich żołnierzy cechowało za to wybitne męstwo i od­waga, wielki patriotyzm i głęboka nienawiść do reakcji i najeźdźców. W starciu z oddziałami rebeliantów i interwentów, przewyższającymi je liczebnością, uzbrojeniem i sprzętem bojowym, jednostki ludowe nie były w stanie dokonać więcej niż to, co im się udawało osiągnąć.

1936 — ministrem spraw wewnętrznych rządu republikańskiego. Od października 1936 r. dowodził armią „Centrum", a następnie był dowódcą Frontu Estremadury i Południowego Tagu. W lutym 1937 r. został wskutek choroby zdjęty z tego sta­nowiska, a w maju tegoż roku premier Cabałlero skierował go do Barcelony na czele wycofanej z frontu Jaramy kolumny zmotoryzowanej w celu zlikwidowania rozruchów. Od lipca 1937 r. był dowódcą armii „Wschód", a następnie armii katalońskiej. 3.III.1938 r. został zdjęty z tego stanowiska. Zmarł na emigracji.

20

SYTUACJA WOJSKOWA W PRZEDEDNIU OPERACJI

Operacja saragoska była drugą z kolei wielką operacją zaczepną (pierwszą była operacja brunecka) podjętą przez republikanów celem złagodzenia trudnego położenia Północy*, która poczynając od wiosny 1937 r. — po niepowodzeniach Franco nad rz. Jarama i rozgromieniu Włochów pod Guadalajarą, tzn. po nieudanych próbach zdobycia Mad­rytu — stała się podstawowym przedmiotem działań rebeliantów i inter­wentów, dążących do opanowania bogatych w rudę i węgiel prowincji Hiszpanii — Kraju Basków, Santanderu i Asturii — stanowiących po­nadto główny ośrodek hiszpańskiego przemysłu ciężkiego.

Opanowanie tych prowincji umocniłoby bazę wojskowo-ekonomiczną rebeliantów i interwentów. Ponadto likwidacja republikańskiej Północy umożliwiłaby nieprzyjacielowi skierowanie znacznych zasobów i środ­ków do działań na frontach centralnym i wschodnim, zajmujących głów­ne miejsce w faszystowskich planach zdławienia republikańskiej Hiszpanii.

22-dniowa brunecka operacja zaczepna (5—28.VIL1937 r.) była spóź­nioną i niedostatecznie skuteczną odpowiedzią republikanów na stratę Bilbao (20.VI.1937 r.). Po zajęciu stolicy Kraju Basków rebelianci i interwenci w dalszym ciągu zmuszali do cofania się nieliczne i słabo uzbro­jone oddziały Basków i w pierwszych dniach sierpnia bezpośrednio za­grozili centralnej części wybrzeża biskajskiego — Santanderowi. Stało się rzeczą konieczną podjęcie próby, jeśli nie całkowitego udaremnienia natarcia Franco, to przynajmniej zahamowania jego działań i zmuszenia do wycofania części sił z Północy.

Właśnie w tym celu republikańskie Naczelne Dowództwo zaplano­wało uderzenie na stolicę Aragonii — Saragossę, jedno z głównych miast Hiszpanii i ośrodek strategiczny reakcji na froncie wschodnim. Opano­wanie tego miasta zmusiłoby rebeliantów i interwentów, jeśli nie do całkowitego zaniechania operacji przeciwko Santanderowi, to przynaj­mniej do wycofania stamtąd sił tak znacznych, aby północna armia re­publikańska była w stanie powstrzymać ruch nieprzyjaciela i wygrać czas niezbędny dla wzmocnienia i powiększenia swych oddziałów.

15 sierpnia republikańskie Naczelne Dowództwo podjęło ostateczną decyzję w sprawie nowej operacji, której początek zaplanowano na naj­bliższe dni.

Dyrektywa Naczelnego Dowództwa z 17 sierpnia 1937 r. tak określała cel zamierzonej operacji:

„Nieprzyjaciel wznowił natarcie na froncie armii «Północ» i w pierw­szych dniach osiągnął korzyści, które stawiają w trudnym położeniu

* Autor ma na myśli front obejmujący północne prowincje Hiszpanii.

 

 

 

m. Reinosa (węzeł dróg 70 km na południe od Santanderu — uwaga autora). Aby powstrzymać działania przeciwnika i zmusić go do ściągnię­cia sił z północy, Naczelne Dowództwo zamierza wykorzystać na froncie armii «Wschód» wszystkie posiadane przez nią niezaangażowane w wal­ce wojska (odwody) do natarcia i przełamania frontu nieprzyjaciela, aby w ten sposób stworzyć krytyczną dlań sytuację, która zmusi go do przyjścia z odsieczą silnymi odwodami".

Dla przeprowadzenia operacji zebrano dwadzieścia pięć brygad pie­choty. Armia „Wschód" wydzieliła dwie pełne dywizje — 25 (116, 117, 118 brygada) i 27 (122, 123, 124 brygada), 134 brygadę 32 dywizji i 153 brygadę, która weszła później w skład 24 dywizji, łącznie — dziesięć brygad, z których połowa (116, 117, 118, 119 i 127) była anarchistyczna. Z centralnego, madryckiego frontu przerzucono pod Saragossę cztery dywizje: 11 (l, 9, 100 brygada), 24 (6, 21 brygada), 35 (XI, XV BM*, 32 brygada) i 45 (XII i XIII BM). Oprócz dawniej sformowanych jedno­stek do udziału w operacji włączono dwie nowe — 102 i 120 brygadę oraz znajdującą się w stadium formowania 44 dywizję w składzie 143, 144 i 145 brygady. Dywizja ta nie wzięła udziału w walkach i była użyta po operacji dla zluzowania brygad 11 i 35 dywizji.

Oprócz organicznego pułku kawalerii V korpusu armijnego, który w operacji bruneckiej współdziałał w opanowaniu m. Quijorna, w ope­racji saragoskiej miała także wziąć udział 4 samodzielna brygada kawa­lerii w składzie 2 pułków. Próba wyznaczenia jej czynnej roli w zabez­pieczeniu lewego skrzydła zgrupowania uderzeniowego V korpusu armij­nego nie miała powodzenia.

Siły artylerii na aktywnych kierunkach uderzeń (11, 25, 27, 35 i 45 dywizja) wynosiły ogółem 126 dział, z tego około 35% dział 75 mm, 50—55fł/o dział 105—115 mm i 10°/o dział 150—155 mm. Dział ppanc było 36, plot — 20.

Wojska pancerne dysponowały 69 czołgami uzbrojonymi w działa oraz 32 samochodami pancernymi.

W operacji brało udział około 140 samolotów, z czego ^ stanowiły myśliwce.

Oprócz wymienionych wojsk do udziału w operacji wydzielono 7 batalionów saperów oraz transport samochodowy w ilości około 400 pojazdów.

 


 

Pod względem ogólnej ilości sił i środków, użytych do jej przeprowa­dzenia, operację saragoską należy zaliczyć do największych operacji za­czepnych republikanów. Potwierdza to załączona poniżej tabela. Przy­toczone w tabeli dane ukazują równocześnie górną granicę wysiłków operacyjnych Republiki na wszystkich etapach wojny:

* Rzymską numeracją i skrótem BM oznaczone są brygady międzynarodowe. 22


 

PLAN OPERACJI (szkic nr l)

Zanim przystąpimy do zreferowania planu operacji opracowanego przez sztab armii „Wschód" w dniu 20.VIII1, konieczne jest naświetle­nie pokrótce położenia w samej Saragossie i na froncie, i to tak, jak je widziało dowództwo republikańskie, ponieważ przesadnie optymistyczna ocena tego położenia znalazła wyraźne odbicie w decyzji dowódz­twa armii.

Sytuację obozu rebeliantów w drugiej połowie sierpnia, mimo suk­cesów Franco na Północy, oceniano jako nietrwałą i chwiejną. Świad­czyć o tym miały rozbieżności między falangistami* a requetes**, wrogi stosunek ludności w strefie frankistowskiej do reżimu [rebelianckiego] i interwentów, konflikty powstające na tym gruncie w armii, okrutny terror w prowincjach okupowanych przez rebeliantów oraz wiele innych faktów wskazujących na trudności, jakie napotykała reakcja. Jednym z najpoważniejszych dowodów nietrwałości obozu Franco miały być za­burzenia, które wybuchły wśród robotników Saragossy w połowie sierp­nia, oraz bunt stacjonujących w mieście oddziałów wojskowych, dla któ­rych stłumienia rebelianci (według niedostatecznie sprawdzonych, jak się później okazało, informacji republikanów) musieli rzekomo skierować tam znaczne siły lotnictwa. W prasie republikańskiej i komunikatach oficjalnych zaburzenia te wyrosły do rozmiarów powstania i w niemałym stopniu wpłynęły na wybór celu i czasu operacji, tym bardziej że siły nieprzyjaciela w pasie planowanego natarcia armii „Wschód" szacowano jako liczebnie słabe (ok. 15—18 batalionów łącznie z bliższy­mi odwodami w Saragossie), a pod względem jakości — niepełnowartościowe.

Rzeczywistość wykazała, że ocena wydarzeń saragoskich była prze­sadna, jakość zaś sił nieprzyjaciela — pomniejszona. Prawdziwe rozmia­ry zaburzeń okazały się o wiele skromniejsze, a w każdym razie nie wystarczały, aby można je było przyjąć za podstawę do operacyjnych kalkulacji armii. O tym, że tego rodzaju rachuby miały miejsce i że wydarzenia saragoskie, podobnie jak zaniżona ocena wartości wojsk przeciwnika w znacznej mierze określiły koncepcje operacji i charak­ter decyzji — świadczy rozkaz dowódcy armii ,,Wschód" z 20.VIII, wy­dany dowódcy V korpusu, który w taki oto sposób przedstawia położenie nieprzyjaciela i zadanie armii (patrz załącznik nr l):

1 Ogólnej dyrektywy armijnej na przeprowadzenie operacji brak. Zadania dla związków i oddziałów stawiano w rozkazach szczególnych.

* Falangiści — członkowie organizacji faszystowskiej „Falangę Espańola", głównej opory politycznej rebeliantów.

** Requetes — zbrojne oddziały monarcho-katolickiej partii karlistów — trady­cjonalistów.

l. Sytuacja ogólna. Nieprzyjaciel ześrodkował' swe najlepsze oddzia­ły prawie całą artylerię i lotnictwo na Północy, gdzie prowadzi natarcie w celu zdobycia Santanderu. W wyniku tego strefa Zuera, Perdiguera, Alfajarin, Villafranca [de Ebro], Quinto i Belchite ł osłaniana jest nie­znacznymi siłami miernej wartości. W Saragossie — ograniczone, źle wyszkolone odwody. W tych dniach wybuchło tam powstanie, które zda­je się ogarnia i inne miejscowości.

2. Zamiar dowództwa. Przeprowadzić śmiałe i zdecydowane natarcie na Saragossę nie tylko w celu zmuszenia nieprzyjaciela do odciągnięcia swych sił z Santanderu, lecz również po to, by wesprzeć i pobudzić (rozszerzyć) powstanie". (Podkreślenie autora.)

Takie sformułowanie celów i zadań operacji daje klucz do zrozu­mienia decyzji armii i decyzji podległych jej związków taktycznych.

Plany i rachuby Naczelnego Dowództwa republikańskiego dotyczące zdobycia Saragossy przewidywały szybkie i nieoczekiwane dla nieprzy­jaciela koncentryczne natarcie czterech zgrupowań uderzeniowych, ześrodkowanych na froncie około 70 km szerokości, skąd miały w nocy z 23 na 24.VIII rozpocząć aktywne działania, aby wieczorem, w pierwszym dniu operacji osiągnąć cel końcowy — Saragossę.

Od północy operacja miała być zabezpieczona ciążącymi działaniami oddziałów X KA, a od południa — natarciem jednej dywizji XII KA.

Zgrupowanie „A"* w składzie: 27 dywizja (122, 123 i 124 brygady organiczne oraz 127 brygada przydzielona ze składu 28 dywizji), 15 dział polowych, jedna bateria dział ppanc., 10 samochodów pancernych, dwie kompanie czołgów (faktycznie zgrupowaniu przydzielono tylko 8 czołgów) i jeden batalion saperów — do wieczora 23.VIII ześrodkowuje się w rejonie Valdelcompadre, Velao de Zuera (10—15 km na wschód i północny wschód od m. Zuera) i 24.VIII o godz. 2.00 przechodzi do na­tarcia na Saragossę. Dywizji rozkazano:

a) jedną brygadą, po opanowaniu m. Zuera, umocnić się na wzgó­rzach na północ od niej w celu zabezpieczenia działań dywizji od północy, z kierunku m. Jaca;

b) po opanowaniu Zuery kolumna zmotoryzowana w składzie jednej brygady piechoty, jednej baterii, kompanii saperów i wszystkich posia­danych środków pancernych — naciera wzdłuż głównej szosy na Sara­gossę przez Villanueva de Gallego, osłaniając się od wschodu jednym

1 Tzn. front planowanego natarcia armii; szkic nr l. * Pod dowództwem dowódcy 27 dywizji mjr. Manuela Trueby.

25

 

 

 

batalionem na drodze San Mateo — Peńaflor (wzdłuż lewego brzegu rz. Gallego). W rejonie San Juan de Masarrifar kolumna zmotoryzowana pozostawia drugi batalion, który niezwłocznie umacnia się w terenie frontem na zachód, resztą zaś sił1 kontynuuje natarcie w kierunku mia­sta, opanowując w nim przede wszystkim trzy mosty na rz. Ebro oraz dworzec północny;

c) główne siły zgrupowania ,,A" (dwie brygady) wyruszają w ślad za kolumną zmotoryzowaną, „zajmują Villanueva de Gallego" i konty­nuują dalsze natarcie na Saragossę z zadaniem wkroczenia do miasta 24.VIII o godz. 22.00 i opanowania zamku, stacji telefonów, sądu, poczty i hotelu „Universal", gdzie według posiadanych informacji mieszkają do­radcy wojskowi i instruktorzy interwentów7.

Zgrupowanie „B"* w składzie: 45 dywizja (XII i XIII Brygada Mię­dzynarodowa), 9 dział, jedna kompania czołgów i batalion saperów, 24.VIII o godz. 4.00 wyrusza z rejonu Farlete i prowadzi natarcie na Villamayor de Gallego, skąd kolumną zmotoryzowaną (na własnych sa­mochodach), z jedną baterią—szybko posuwa się przez Santa Izabel do Saragossy i we współdziałaniu ze zgrupowaniem ,,A" atakuje miasto nie później .niż 24.VIII o godz. 22.00.

Zgrupowanie „C" w składzie: 102 brygada i trzy bataliony 120 bry­gady (łącznie siedem batalionów) z kompanią saperów 26 dywizji, ześrodkowuje się w rejonie m. Pina. 24.VIII o godz. 4.00 przeprawia się kilko­ma brodami przez rz. Ebro, opanowuje stację kolejową Pina i kaplicę Ermita de Bonastre, po czym dociera do 36—39 km szosy Saragossa— Quinto, gdzie umacnia się frontem do m. Quinto, a o świcie 25.VIII zostaje podporządkowane dowódcy V korpusu i uczestniczy wraz z jego oddziałami w ataku na Quinto (załącznik nr 5).

Zgrupowanie „D" (patrz załącznik nr l) pod dowództwem dowódcy V korpusu** wykonuje główne uderzenie. Skład: osiem brygad piechoty (l, 9 i 100 bryg. z 11 dywizji; XI BM, XV BM i 32 bryg. z 35 dywizji; 116 bryg. z 25 dywizji i 134 bryg. z 32 dywizji), 4 brygada kawalerii, 27 dział, 3 baterie artylerii plot., 40 czołgów (faktycznie było ich 35), 27 samochodów pancernych i 3 bataliony saperów.

Wieczorem 23.VIII zgrupowanie kończy ześrodkowanie w rejonie 8 km na północny wschód od m. Azalia i tejże nocy przystępuje do wy­konania zadania zniszczenia nieprzyjaciela w trójkącie: m. Quinto, m. Codo, m. Saragossa, i do opanowania Saragossy wieczorem 24.VIIL

1 Tj. zaledwie dwoma batalionami.

* Pod dowództwem dowódcy 45 dywizji gen. ,,Emila Klebera" (prawdziwe nazwisko Manfred Stern).

** Dowódcą V korpusu był mjr Juan Modesto, późniejszy dowódca armii „Ebro", generał, obecnie członek KC KPH.

Przebieg działań zgrupowania zgodnie z rozkazem armii ,,Wschód" miał być następujący:

a) 23.VIII o godz. 21.00 awangarda zgrupowania, składająca się z brygady kawalerii i jednej brygady piechoty, zachowując całkowitą ciszę, rozpoczyna marsz w celu nagłego uchwycenia przez zaskoczenie rubieży: Fuentes de Ebro, Mediana;

b) dwie inne brygady zgrupowania wyruszają w ślad za awangardą w celu okrążenia Quinto od zachodu i północnego zachodu. Tutaj łączą się później ze zgrupowaniem „C", niezwłocznie umacniają się frontem do m. Quinto, a następnie, w godzinach rannych 25.VIII, opanowują ten umocniony węzeł oporu;

c) jednocześnie jedna brygada wyrusza w celu opanowania Codo oraz przechwycenia dróg Belchite—Azalia i Belchite—Mediana, umacniając się w tym celu na pozycjach frontem do Belchite;

d) główne siły zgrupowania posuwają się za awangardą w celu opa­nowania rubieży: Fuentes de Ebro, Mediana, po czym kawaleria możli­wie szybko osiąga dolinę rz. Huerva dla przechwycenia komunikacji nieprzyjaciela, a przede wszystkim drogi prowadzącej z Saragossy do Cadrete;

e) zgrupowanie wydziela ze swego składu kolumnę zmotoryzowaną, złożoną z dwóch brygad piechoty, dwóch baterii dział polowych, jednej baterii dział ppanc., 1/3 wszystkich posiadanych środków pancernych i jednej kompanii saperów. Nie zwracając uwagi na Quinto ani na inne punkty oporu nieprzyjaciela na swych tyłach, kolumna zmotoryzowana powinna, w chwili wyjścia awangardy zgrupowania na rubież Fuentes de Ebro, Mediana, rozpocząć marsz w kierunku Saragossy i wkroczyć do miasta 24.VIII o godz. 21.00;

f) siły główne oddziałów, które opanowały Fuentes de Ebro, Mediana (tj. 4 brygada kawalerii i 100 brygada piechoty), wyruszają z tej rubieży we wczesnych godzinach 25.VIII w kierunku na północ, aby do świtu osiągnąć Burgo de Ebro — Torrecilla de Valmadrid i zająć rubież Sa­ragossa, Cadrete do 12 km szosy Saragossa—Cadrete włącznie.

X korpusowi armijnemu postawiono zadanie zabezpieczenia operacji od północy przez wykonanie krótkich zaskakujących uderzeń na odcin­kach Jaca, Huesca i Almudevar rozpoczętych 23.VIII i powtarzanych w ciągu 24, 25 i 26 sierpnia. Poza tym 24.VIII o godz. 4.00 korpus miał dwoma batalionami zaatakować i opanować pozycje nieprzyjaciela na północ od prawego skrzydła zgrupowania ,,A".

XII korpus armijny 23.VIII o godz. 24.00 ześrodkuje w rejonie 5 km na północ od m. Azuara wszystkie oddziały 25 dywizji, które do rozpoczęcia operacji obsadzały odcinek frontu pomiędzy Quinto a Belchi­te. 24.VIII o godz. 4.00 siły te powinny opanować m. Puebla de Albortón

 

 

i umocnić się na wzgórzach dominujących nad drogami i liniami kolejo­wymi prowadzącymi z Saragossy na południe i południowy zachód.

Oddziały XII KA znajdujące się na pozycjach pod Belchite zbliżają się 24.VIII o godz. 4.00 na odległość ok. 500 m do pozycji nieprzyjaciela i opanowują tu wszystkie możliwe do zdobycia obiekty, by wzmóc nacisk w chwili ogólnego natarcia wojsk na całym froncie.

Do odwodu armii przewidziano:

6 i 21 brygadę Ł>2.4 dywizji   — w Hijar i Albalate, 119 brygadę                — w Farłete, 141 brygadę                — w Castelnou, 143 brygadę                — w Escatrón, 153 brygadę                — w Caspe,

jedną kompanię czołgów i kompanię samochodów pancernych oraz samochody pancerne 25, 26 i 27 dywizji — w Hijar,

dwa bataliony saperów oraz kompanie saperów 25, 28, 32 i 44 dywizji — w Vinacelte,

uzbrojone oddziały formującej się 44 dywizji — w Hijar i Albalate.

Główną słabością republikańskiego planu operacyjnego, przypomina­jącego swą koncepcją manewr Napoleona przeciwko Maćkowi w 1805 r., było małe prawdopodobieństwo jego realizacji w tej postaci, w jakiej został opracowany przez dowództwo armii.

Koncentryczne uderzenie jest jednym z najbardziej skomplikowanych rodzajów manewru i — jeśli ma uzyskać powodzenie — wymaga do­kładnych i umotywowanych obliczeń z uwzględnieniem ewentualnych komplikacji, kompetentnego dowództwa, obdarzonych inicjatywą i sta­nowczych dowódców, zdolnych do podjęcia odpowiedzialnych i samo­dzielnych decyzji, wreszcie ufnych w swe siły wojsk, zabezpieczonych w dostateczne środki do prowadzenia natarcia. W danym przypadku wymogi te nie zostały spełnione. O dowolności w ocenie sytuacji i bez­podstawności decyzji dowództwa armii świadczy fakt, iż uważało ono, że przy opanowaniu Saragossy — szóstego pod względem wielkości mia­sta Hiszpanii i największego ośrodka rebeliantów na froncie aragoń­skim — wystarczy użycie do pierwszego, tj. decydującego uderzenia, zaledwie czterech spośród dwudziestu pięciu brygad zebranych dla prze­prowadzenia operacji, przy czym jedna z nich (ze składu 27 dywizji) miała nacierać na miasto dwoma batalionami1. Przewidziane do uderze­nia cztery brygady wzmocniono zaledwie 12 działami spośród 126 znaj-

1 Zob. str. 26.

 

dujących się w dyspozycji armii. Jest rzeczą całkowicie oczywistą, że taka decyzja nie mogła dawać poważnych nadziei na sukces.

Pełna rozmachu myśl przewodnia operacji najwyraźniej wyolbrzy­miała również zdolności zaczepne wojsk republikańskich tego okresu z ich niezbyt wysokimi umiejętnościami taktycznymi i ograniczoną zdol­nością manewrowania na polu walki, zalążkowym współdziałaniem posz­czególnych rodzajów wojsk, nieokrzepłymi organami dowodzenia i nie­dostatecznie wyszkoloną, niejednolitą pod względem politycznym kadrą dowódczą, przenikniętą separatyzmem i lokalnym patriotyzmem, szeroko rozpowszechnionym wśród wielu dowódców z ostrymi nieraz tarciami między nimi, nierzadko prowadzącymi do przewlekania, zrywania lub tylko formalnego wykonania rozkazów.

Wszystkie te braki i słabości, które ujawniły się wyraźnie w procesie późniejszych walk (tak samo jak w szeregu poprzedzających je i przepro­wadzonych po nich operacji), były produktem wyjątkowo skomplikowa­nego wewnętrzno-politycznego położenia w kraju i w wojsku i w decydu­jącym stopniu uwarunkowały operacyjne niepowodzenie republikanów pod Saragossą.

SYTUACJA NA FRONCIE WSCHODNIM

Aktywność bojowa na froncie wschodnim (aragońskim), dość ożywio­na w pierwszych miesiącach wojny, ku końcowi 1936 r. gwałtownie zmalała, ustępując miejsca niemal zupełnej ciszy, rzadko tylko naruszanej słabą wymianą ognia. Zastój na froncie trwał aż do kwietnia 1937 r., kiedy to w związku z natarciem rebeliantów i interwentów na Bilbao powstała poważna groźba dla Kraju Basków i wyszło na jaw niedosta­teczne przygotowanie Basków do obrony ojczystego kraju. W wyniku natarcia rebeliantów już od pierwszych dni powstała sytuacja, która wy­magała natychmiastowej ingerencji republikańskiego Naczelnego Do­wództwa dla przyjścia z pomocą Północy. W tym celu Front Centralny zorganizował w kwietniu nieudane natarcie w rejonie Casa de Campo, w końcu maja — krótkie uderzenie na Segovię, a w lipcu — operację brunecką; Front Levante zorganizował uderzenie na Teruel; Front Wschodni zaś podjął nieudaną i niewielką operację w rejonie m. Huesca oraz niemniej bezskuteczną próbę zdobycia Quinto i Belchite, po czym nastąpiła tu znów cisza ustabilizowanego życia okopowego.

W przededniu operacji saragoskiej front wschodni był jednym z naj­spokojniejszych odcinków w republikańskim systemie obrony kraju, ry­walizując pod tym względem z najbardziej zacisznymi rejonami Estre-madury i Andaluzji.

30

Zupełna bezczynność i zastój na jednym z decydujących pod wzglę­dem strategicznym frontów były wynikiem nie tyle i nie wyłącznie liczebnej słabości sił znajdujących się w dyspozycji armii „Wschód", ile rozkładowej i prowokacyjnej działalności przywódców anarchistów katalońskich, którzy przeistoczyli Aragonię w pole doświadczalne dla krzewienia „wolnego komunizmu" na wsi oraz dla walki przeciwko scen­tralizowanej, zdyscyplinowanej i zdolnej do działań bojowych armii republikańskiej.

W prowincjach aragońskich, zwłaszcza zaś w rejonach Hueski i Saragossy, które były przedmiotem szczególnego zainteresowania przebywa­jących tam oddziałów anarchistycznych, przeprowadzano przymusowe uspołecznienie ziemi, inwentarza i narzędzi pracy, które dotkliwie ude­rzało w indywidualne gospodarstwa i mienie chłopów. Życie wsi podle­gało drobiazgowej reglamentacji przy pomocy systemu kartkowego. Wskutek całego szeregu ograniczeń wolny handel produktami rolnymi praktycznie nie istniał. W wielu miejscowościach pieniądze zostały zli­kwidowane, a zamiast nich emitowano bony municypalne o ograniczo­nym, lokalnym obiegu [...] * Dekrety i rozporządzenia centralnego rządu republikańskiego nie cieszyły się tu należytym autorytetem i popular­nością. Bezpośrednio po przybyciu sztabu 35 dywizji do rejonu Hijar, zgłosiła się doń delegacja chłopów z burmistrzem tej miejscowości, pro­sząc o uwolnienie ludności od uciążliwej opieki sprawowanej nad nią przez dowództwo 25 dywizji anarchistycznej, które obrało Hijar jako miejsce postoju. Z rozkazu dowódcy 25 dywizji burmistrz miasteczka był trzykrotnie aresztowany tylko za to, że bez jego zezwolenia pozwolił sobie na informowanie chłopów o dekretach rządu centralnego oraz respektował je. Mieszkańcy wsi, którzy stykali się z oddziałami V kor­pusu armijnego, byli bardzo zaskoczeni, że ,\y odróżnieniu od brygad anarchistycznych płaciły one za wszystkie nabywane artykuły gotów­ką — nie zaś pokwitowaniami i bonami nie mającymi w oczach chłopów żadnej wartości.

Nic więc dziwnego, że zarówno polityka tego rodzaju „wolnego komu­nizmu", jak i prowokacyjne zachowanie się dowództw oddziałów anar­chistycznych nie mogły przyczynić się do wzrostu sympatii ludności Aragonii dla celów wojny. Stąd też w opisywanym okresie zaobserwo­wano wśród chłopów nieco powściągliwy stosunek do haseł walki anty­faszystowskiej.

Również pod względem czysto wojskowym front wschodni od pierw­szych dni wojny pozostawał pod bardzo wyraźnym wpływem anarchi­stycznych „wodzów" Barcelony, którzy otwarcie występowali przeciwko

* Opuszczono akapit dotyczący oceny autonomicznego rządu katalońskiego.

 

organizacji regularnej armii, jej scentralizowaniu i umocnieniu dyscyp­liny 1 w jej szeregach, a zarazem troszczyli się o tworzenie własnych, separatystycznych oddziałów, służących wąskopartyjnym celom i inte­resom ich organizatorów.

Nie było wcale rzeczą przypadku, że anarchizująca Aragonia stała się kolebką POUM-owskich „kolumn" [...] „Kolumny" te, absolutnie nieprzydatne do walki z rebeliantami i interwentami, okazały się po­słusznym i wygodnym narzędziem zdrady i organizacji buntów prze­ciwko rządowi republikańskiemu.

Nieliczne, wierne Republice oddziały frontu aragońskiego spotykały się z bardziej aniżeli nieprzyjaznym stosunkiem ze strony anarchistyczno-POUM-owskich sąsiadów.

Do sierpnia 1937 r. front między Hueską a Belchite broniony był przez trzy (28, 26 i 25) dywizje anarchistyczne, których zdolność bojowa, równa zeru, była powszechnie znana w armii i stała się przysłowiową wśród wojsk republikańskich. Większe pobory i szereg korzyści material­nych, które zawdzięczano bogatym anarchistycznym związkom zawodo­wym, niezbyt uciążliwa służba na froncie i słabiutka dyscyplina — wszystko to przyciągało do tych dywizji liczne elementy zdeklasowane i awanturnicze oraz jawnych wrogów Republiki, którzy majoryzowali zdrową część masy żołnierskiej, wyciskając na pododdziałach piętno roz­przężenia i krzykliwej bezczynności. W brygadach anarchistycznych dy­scyplina pojmowana była w swoisty sposób: w oddziałach powszechnie stosowaną metodą było namawianie do wykonywania rozkazów. Wyszko­leniem nie zajmowano się.

W wyniku długotrwałego zacisza na froncie oraz demoralizującego wpływu szeroko prowadzonej w oddziałach demagogicznej i rozkładowej agitacji stan moralno-polityczny wojsk anarchistycznych pozostawiał wiele do życzenia. W brygadach zalanych defetystyczną literaturą szerzyły się nastroje kapitulanckie i dyskusje na temat konieczności kom­promisu z Franco. W praktyce nastroje te przybierały formę milczącej ugody z nieprzyjacielem, by nie niepokoić się nawzajem, i obie strony w ciągu długich tygodni nie wymieniały ani jednego strzału 2.

Linia frontu przyszłej operacji (szkic nr l) nie miała umocnień cią­głych, lecz składała się z rzadko rozsianych gniazd, punktów i węzłów oporu o różnej wielkości i sile, oddzielonych od siebie z reguły rozległą

1 Aż do połowy 1937 r. spotykano w Aragonii plakaty anarchistyczne nawołu­jące żołnierzy do ^zorganizowanego niezdyscyplinowania".

2 O stopniu bojowego napięcia na froncie wschodnim dostatecznie wyraźnie świadczą nikłe straty wojsk. W jednym z batalionów 117 anarchistycznej brygady (nie stanowi on bynajmniej wyjątku), zajmującym odcinek pod Quinto, w odległoś­ci 300 m od rowów rebeliantów, straty w ludziach w okresie od maja do drugiej połowy sierpnia wynosiły... jednego lekko rannego żołnierza.

 

 


 


 

„ziemią niczyją", której w większości wypadków nie patrolowano nawet w nocy.

Warunki te oraz przeważnie silnie pocięty, pofałdowany, miejscami górzysty teren stwarzały szerokie przesłanki i możliwości przenikania w głąb ugrupowania nieprzyjaciela oraz aktywizacji frontu nawet sto­sunkowo nieznacznymi siłami. Ale anarchizujące dowództwo nie miało na to najmniejszej ochoty. Również w interesie rebeliantów nie leżało naruszanie niezmąconej ciszy rowów strzeleckich, ponieważ pozwalała im utrzymywać tutaj jedynie słabą osłonę i zwalniała siły i środki, a także umożliwiała skupienie uwagi na działaniach na najważniejszym wówczas dla nich kierunku, t j. przeciwko republikańskiej Północy. Spo­kojna i zaciszna Aragonia była w istocie rzeczy miejscem odpoczynku dla rebelianckich oddziałów, zmęczonych lub przetrzebionych w walkach na innych odcinkach frontu.

W wyniku tego powstało swoiste zawieszenie broni, które umożliwiło głębokie przenikanie poszczególnych ludzi i grup obozu republikańskiego na tereny rebelianckie aż do samej Saragossy, agentów zaś faszystow­skich — na tyły republikanów. Jaskrawą demonstracją pokojowej koegzystencji obydwu stron były zawody piłki nożnej między drużynami anarchistyczną i faszystowską, które odbyły się na wiosnę 1937 r. w re­jonie Hueski. W listach nieprzyjacielskich żołnierzy, zdobytych w Quinto i Belchite, anarchistów nazywano pieszczotliwie ,,czerwomutkimi" („rojillos"). Rebelianci w swych listach do domu szeroko wychwalali ciszę i spo­kój życia frontowego w Aragonii.

Dowództwo anarchistyczne wprost i otwarcie zabraniało swym żoł­nierzom ,,narażać się na niebezpieczeństwo". Kiedy pewnego razu do­wódca XV BM zwrócił się do porucznika z 117 brygady z prośbą, by towarzyszył mu w rozpoznaniu, oficer odmówił;' powołując się na rozkaz dowództwa 25 dywizji, polecający unikania odcinków ,,rażonych ogniem nieprzyjaciela".

Według trafnego powiedzenia, popularnego w swoim czasie w armii republikańskiej, anarchiści woleli „żyć i korzystać z wolności, a nie walczyć i tym bardziej nie poświęcać się dla niej".

Skrzyżowania dróg w pasie przyfrontowym i wyloty ze wsi w stronę nieprzyjaciela oznaczone były specjalnymi drogowskazami z wymow­nym napisem: ,,Do frontu — niebezpiecznie", co symbolicznie odzwier­ciedlało stan umysłów i nastrojów na froncie aragońskim w owym czasie.

Front, który mógł ze względu na swe znaczenie strategiczne stanow­czo wpływać na sytuację ogólnorepublikańską, przyglądał' się bezczynnie dławieniu Północy i trzeba było specjalnego dopływu świeżych sił z ze­wnątrz, aby ożywić jego działalność bojową.

3 — W bojach o wolność Hiszpanii                                                       33

 

POŁOŻENIE I STAN DYWIZJI W PRZEDEDNIU ROZPOCZĘCIA OPERACJI

SYTUACJA DYWIZJI PRZED OPERACJĄ (szkic nr 3)

Po zakończeniu walk bruneckich w ostatnich dniach lipca, 35 dy­wizja w składzie: XI Brygada Międzynarodowa oraz 32 i 108 brygada hiszpańska, została wycofana do rejonu Collado-Villalba (40 km na pół­nocny zachód od Madrytu), gdzie po krótkim kilkudniowym odpoczynku przystąpiła do szkolenia. Ponieważ doświadczenie zakończonej właśnie operacji ujawniło największe braki w zakresie wyszkolenia ogniowego oraz współdziałania piechoty z innymi rodzajami wojsk, przede wszyst­kim z artylerią i czołgami, na te dziedziny przygotowania taktycznego zwrócona została główna uwaga dowództwa dywizji i brygad. Na prośbę dowództwa dywizji stacjonująca w pobliżu Madrytu brygada czołgów wydzieliła kilka wozów bojowych, dzięki czemu XI BM zdołała przepro­wadzić w każdym batalionie ćwiczenia z udziałem czołgów na temat: ,,Obowiązki piechoty wobec towarzyszących jej w walce czołgów (na­tarcie piechoty z czołgami)". Na przeprowadzenie takich samych ćwi­czeń w 32 i 108 brygadzie nie starczyło czasu wskutek rychłego odjazdu dywizji na front wschodni.

Na początku sierpnia 108 brygada przeszła do Vallecas (5 km na pd.--wsch. od Madrytu) i pozostała tam jako lokalny odwód lewego skrzydła madryckiego odcinka obrony.

Sztab dywizji znajdował się w Fuentes Pizarro (l km na wschód od Collado).

Stan moralno-polityczny brygad i oddziałów dywizji oceniano jako dobry. Stosunkowo najlepsze nastroje istniały w 32 brygadzie, składa­jącej się w przytłaczającej większości z ochotników, uczestników wojny od pierwszego dnia puczu faszystowskiego; 80% składu osobowego sta­nowili komuniści.

Dobrą postawę wykazała również XI Brygada Międzynarodowa, skła­dająca się w 1/3 z ochotników międzynarodowych.

Nieco gorsze nastroje dały się zauważyć w 108 brygadzie, w której stwierdzono większe niż w innych oddziałach dywizji zmęczenie i w któ­rej wielu żołnierzy i oficerów zwracało się do dowództwa z prośbą o udzielenie im urlopów ł.

Na podniesienie nastrojów w wojskach wpłynęło przybycie wybit­nego członka KC Komunistycznej Partii Hiszpanii tow. Dolores Ibarruri

1 Urlopów krótkoterminowych (do 10 dni) udzielano w ilości nie przekra­czającej 2% ogólnego stanu oddziału. W poszczególnych okresach, np. w czasie operacji bruneckiej, wszystkie urlopy zostały odwołane.

(Pasionaria) * oraz komisarza armii „Centrum" Antóna **, którzy 31.VII odwiedzili dywizję. Ich przemówienia znacznie ułatwiły późniejszą pracę aparatu politycznego dywizji i brygad.

WYRUSZENIE NA FRONT WSCHODNI

16.VIII o godz. 5.45 sztab 35 dywizji otrzymał pilne pakiety ze sztabu armii „Centrum" i V korpusu, zawierające identyczne rozkazy o na­tychmiastowym przerzuceniu XI BM i 108 brygady do Tembleque, gdzie z chwilą ich przybycia zostaną podstawione transporty kolejowe do prze­wiezienia dywizji na „inny front". Obydwa rozkazy nakazywały zabranie ze sobą ^wszystkiego, co jest niezbędne do walki". Dowódcy dywizji polecono niezwłocznie wyjechać do Walencji w celu otrzymania dalszych wytycznych.

O godz. 7.00 zaczęły przybywać samochody. Sztab dywizji i batalio­ny XI BM zaczęły się załadowywać na ciężarówki. 108 brygadę dywizja zdecydowała pozostawić na miejscu i prosić dowództwo armii „Centrum" o zluzowanie jej przez 32 brygadę. Decyzja ta wynikała z następujących przyczyn: 108 brygada weszła w skład dywizji w pierwszych dniach lipca jako oddział zupełnie nieostrzelany i dwudziestodwudniowe walki bruneckie, w ciągu których zmieniło się trzech dowódców brygady, dały się jej dotkliwie we znaki.

Brygada ta przybyła do Brunete z niepokojącymi symptomami nie­zdrowych nastrojów, co zmusiło już w pierwszą noc operacji (z 5 na 6. VII) do rozbrojenia całej kompanii l batalionu, chwilowego przeka­zania 2 batalionu do XI BM i rozdzielenia go plutonami do poszczegól­nych kompanii tej brygady, a także do podjęcia w toku walk nie mniej drastycznych kroków równolegle ze wzmocnieniem jej szeregów pra­cownikami politycznymi i dowódcami ściągniętymi z innych oddziałów dywizji. Niezdrowe nastroje były bezpośrednim następstwem braku pra­cy politycznej w brygadzie albo ściślej mówiąc szerzenia w batalionach ducha defetyzmu oraz — w nie mniejszym stopniu — pogardliwego stosunku starego dowództwa brygady, złożonego z zawodowych oficerów, do elementarnych potrzeb żołnierzy.

Walki bruneckie potwierdziły tę prostą prawdę, że wykazanie mi­nimalnej troski o pododdziały powoduje natychmiast znaczny wzrost ich odporności na ogień nieprzyjaciela. W końcowej, najostrzejszej fazie

* Dolores Ibarruri — „Pasionaria" (ur. 1895) — wybitna działaczka hiszpań­skiego i międzynarodowego ruchu rewolucyjnego. Od 1942 do 1960 była sekreta­rzem generalnym KPH, a na VI Zjeździe KPH w 1960 r. została wybrana prze­wodniczącą partii.

** Francisco Antón był w czasie wojny hiszpańskiej członkiem Biura Politycz­nego KC KPH i sekretarzem madryckiej organizacji KPH.

35

operacji wiele grup i pododdziałów brygady wykazało nieugiętość nie mniejszą aniżeli stare, doświadczone oddziały. 108 brygada, tak samo jak każda inna brygada republikańska, miała wszystkie dane, aby stać się bojowym oddziałem wojskowym. Dywizja jednak nie ryzykowała użycia jej w operacji, która, jak wynikało z szybkiego przerzutu wojsk oraz szeregu innych oznak, zapowiadała się na poważne działanie, wymaga­jące od wojsk takiego napięcia, do jakiego ta brygada wtedy jeszcze nie była zdolna.

Wreszcie jednym z dodatkowych argumentów przemawiających za pozostawieniem brygady w Madrycie była również okoliczność, że więk­szość jej składu osobowego pochodziła z prowincji Levante i dywizja nie bez racji obawiała się gwałtownego skurczenia się jej szeregów w czasie przejazdu przez Walencję, tym bardziej że problem urlopów, jak o tym powyżej wspomniano, występował' w tej brygadzie znacznie ostrzej aniżeli w innych oddziałach dywizji.

Sztab armii „Centrum" zgodził się z argumentacją dywizji i zezwolił jej zamiast 108 wziąć 32 brygadę.

W nocy z 16 na 17.VIII dowódca dywizji wyjechał do Walencji. W dywizji pozostał szef sztabu * i komisarz **, którzy mieli zadanie do­pilnować załadowania i transportu oddziałów.

Pierwszą, ogólną informację o planie przyszłej operacji otrzymał do­wódca dywizji w Walencji. Sztab Generalny rozkazał zebrać brygady w rejonie Caspe-Alcańlz (szkic nr 3). Dywizja miała otrzymać zadania w sztabie armii „Wschód" w m. Lérida, ale przybyły w tym dniu do Walencji dowódca V KA rozkazał dowódcy dywizji wyjechać wprost do rejonu ześrodkowania dywizji, nie wstępując do sztabu armii.

Szef Sztabu Generalnego przyrzekł wzmocnić dywizję XV Brygadą Międzynarodową, zdjętą dla udziału w planowanej operacji z odcinka jaramskiego (pod Madrytem), gdzie znajdowała się ona w odwodzie III korpusu armijnego, oraz wydać XI BM i 32 brygadzie nową broń maszynową i uzupełnić braki w karabinach, gdyż obie były niedostatecz­nie uzbrojone w karabiny i broń maszynową, w dodatku przestarzałych systemów.

Rano 18. VIII przez Walencję przeszły pierwsze rzuty XI BM i 32 bry­gady, w następnym zaś dniu, 19.VIII — czołowy transport XV Brygady Międzynarodowej.

* Ochotnik austriacki kpt. Kurt Denis. ** Hiszpan Liscano.

ZESRODKOWANIE DYWIZJI (szkice nr 3 i nr 4)

Czołowa, XI Brygada Międzynarodowa przybyła 19.VIII do Alcańizu i rozmieściła się w rejonie 2 km na północ od miasta, wzdłuż szosy do Hijar. Wieczorem przybyły koleją bataliony 32 brygady. Na stację wy­ładowczą XV Brygady Międzynarodowej wyznaczono Puebla de Hijar.

Przewozów wojsk dokonywano na bezpośrednie zarządzenia Sztabu Generalnego, według nie znanego dywizji harmonogramu. Dowódcy bry­gad nie byli powiadomieni o kolejności i dokładnych terminach przejazdu ich batalionów koleją. Dowództwo dywizji zaś nie znało czasu i kolej­ności przybycia i wyładowania brygad i jednostek dywizyjnych.

Od oficerów kontrolnych specjalnie pozostawionych w Albacete, Wa­lencji i Tarragonie dla obserwowania ruchu transportów i telegraficz­nego informowania dywizji o przesuwaniu się oddziałów, długo nie nad­chodziły żadne wiadomości. Sam sztab dywizji zbierał się na nowym miejscu częściami. Oficerowie sztabu przybywali grupami i pojedynczo, jedni na samochodach, inni — koleją. 19.VIII dowódca dywizji i szef sztabu dywizji stracili dobre pół dnia w Alcańizie szukając się wzajem­nie. Transport samochodowy dywizji i brygad przerzucano przeważnie własnym ciągiem, drobnymi grupami, nierzadko pojedynczymi samocho­dami, nie połączonymi w kolumnę i bez odpowiedzialnego dowódcy. Trzy motocykle sztabu dywizji na własną rękę przejechały około 800 km drogi do Caspe i tutaj utknęły nie wiedząc, dokąd mają dalej jechać. Nie­sprawnie zorganizowany przerzut samochodów odbił się ujemnie na stanie technicznym, nadwerężając i tak już zużyte środki transportowe dywizji. Na dobitek część samochodów zagubiła się w drodze, kilka zaś zostało unieruchomionych wskutek awarii i uszkodzeń silników.

32 brygada całkowicie zakończyła wyładowanie w dniu 20.VIII i roz­mieściła się w pobliżu XI Brygady Międzynarodowej (szkic nr 3).

0 XV Brygadzie Międzynarodowej wiedziano w tym czasie, że znajduje się w drodze z Walencji.

Tego samego wieczora z polecenia dowódcy V korpusu dywizja miała zostać przerzucona nocnym marszem do rejonu 4—5 km na północ i pół­nocny zachód od Hijar, który miała osiągnąć 22.VIII o świcie.

XI BM, która po wyładowaniu przez całą prawie dobę odpoczywała, około godz. 22.00 wyruszyła marszem ubezpieczonym do nowego rejonu

1 Jedynie jej ciężkie karabiny maszynowe były przewożone na samocho­dach ciężarowych. Sztab XII korpusu dostarczył 20 samochodów cięża­rowych i autobusów dla przewiezienia 32 brygady, która dopiero co wyładowała się z wagonów kolejowych.

Rano 21.VIII obydwie brygady znajdowały się już na nowych miej­scach postoju. XI Brygada Międzynarodowa zniosła swój ponad 30-kilo-

36

 

 

metrowy marsz nocny zupełnie zadowalająco. Co prawda dowódca bry­gady doniósł później, że około 30% żołnierzy zakończyło marsz z otar­tymi nogami, jednak jego raport okazał się mocno przesadzony. Między innymi warto tu podkreślić dużą wytrzymałość fizyczną i wysokie war­tości marszowe żołnierza hiszpańskiego, w tym czasie jednak republi­kanie nie mieli jeszcze doświadczenia w organizowaniu dłuższych prze-marszów, które powodowały duże zmęczenie żołnierzy (wojska, nawet na nieznaczne odległości, z reguły przewożono samochodami).

W ciągu dnia wyładowała się XV Brygada Międzynarodowa. Dowód­ca brygady z częścią swego sztabu przybył' do Hijar poprzedniego dnia. Położenie dywizji wieczorem 21.VIII przedstawia szkic nr 3. Przy okazji chciałbym jeszcze wspomnieć o charakterystycznym wy­padku, który jaskrawo ilustruje dużą autonomię oddziałów republikań­skich tego okresu oraz ich w pewnym stopniu umowną podległość wobec starszych przełożonych. Jak się okazało, 32 brygada ześrodkowała przed operacją saragoską zaledwie połowę swego składu osobowego, gdyż do­wódca brygady po operacji bruneckiej zwolnił — wbrew rozkazom mi­nistra wojny i bez wiedzy dywizji—aż dwa bataliony na krótkotermi­nowy urlop. Dowództwo dywizji dowiedziało się o tym fakcie dopiero wieczorem 22.VIII, tj. bezpośrednio przed wyruszeniem brygady na pod­stawy wyjściowe do walki pod Codo. Podobną do tej, choć nieco skrom-mniejszą, ale równie niedobrą inicjatywę przejawił również dowódca XI BM *, który udzielił kilkutygodniowego urlopu kilkudziesięciu ochot­nikom międzynarodowym, przybyłym na uzupełnienie brygady na parę dni przed przerzuceniem jej na front wschodni. Ponadto przed samym wyjazdem z Madrytu, również bez zgody dywizji, uznał on za wskazane mocą własnej decyzji, do której nie był uprawniony, zdjąć z zajmowa­nego stanowiska szefa sztabu brygady **.

W omawianym okresie tego rodzaju samodzielność dowódców pod­ległych oddziałów nie zawsze pociągała za sobą jakieś poważniejsze dla nich konsekwencje i zwykle sprawa ograniczała się do mniej lub bar­dziej ostrego upomnienia, przy czym w danym przypadku obaj do­wódcy brygad byli bardzo zdziwieni czynionymi im wymówkami o nie­subordynację i otwarte naruszenie rozkazów ministra wojny.

KRÓTKA CHARAKTERYSTYKA ODDZIAŁÓW DYWIZJI

XI Brygada Międzynarodowa, najstarsza spośród oddziałów międzyna­rodowych, weszła w skład dywizji w przeddzień operacji bruneckiej. Została ona sformowana w końcu października 1936 r. i w swoim czasie

* Dowódcą brygady był wówczas ochotnik niemiecki mjr Richard Staimer. ** Szefem sztabu brygady był wówczas ochotnik niemiecki kpt. Gustaw Szinda.

stanowiła jeden z nielicznych, zorganizowanych i zdolnych do walki oddziałów, jakimi dysponowała powstająca wówczas do życia w ogniu walki armia republikańska.

W trzecim dniu swego istnienia brygada znalazła się na froncie. przez cały listopad wespół z XII Brygadą Międzynarodową toczyła liczne walki w obronie Madrytu, które przyniosły jej szeroką sławę w armii. W lutym 1937 r. walczyła zacięcie nad rz. Jarama, w marcu zaś uczest­niczyła czynnie w rozgromieniu Włochów pod Guadalajarą.

W walkach pod Brunete brygada trzymała się dzielnie, choć obok wspaniałych zrywów, jak np. w czasie dwukrotnego ataku na cmentarz m. Quijorna w dniach 8 i 9.VII lub wzorowo spokojnego zachowania się jej batalionów w krytycznych dniach końcowej fazy operacji, w działaniach bojowych brygady wystąpiły sporadyczne przejawy nie­dostatecznej energii i stanowczości.

Batalionom brygady nadano imiona: 41 batalionowi — Edgara And-re*, 42 batalionowi — Beimlera **, 43 batalionowi — Thalmanna *** i 44 austriackiemu batalionowi — 12 lutego****.

Skład osobowy brygady, na początku wojny całkowicie międzynaro­dowy (Niemcy, [Polacy], Austriacy, Skandynawowie), był w chwili roz­poczęcia operacji saragoskiej w 70% hiszpański. Dowództwo brygady i batalionów oraz aparat polityczny składały się w przytłaczającej więk­szości z ochotników międzynarodowych z wyraźną przewagą Niemców.

Pod względem taktycznym XI Brygada Międzynarodowa uważana była za najlepiej wyszkolony oddział dywizji. Stosunkowo znaczna wśród międzynarodowców grupa starych niemieckich i austriackich żołnierzy i podoficerów, w większości komunistów, wpływała na zwiększenie zdol­ności bojowej brygady.

W stosunkach wzajemnych z dywizją XF'BM przejawiała wyraźną tendencję do zachowania możliwie szerokiej autonomii i niezależności. Na czele brygady stał antyfaszysta niemiecki, który został wojsko­wym (jak wielu innych dowódców oddziałów międzynarodowych) do­piero w Hiszpanii.

* Edgar Andre (1894—1936) — działacz Komunistycznej Partii Niemiec, stra­cony z wyroku sądu hitlerowskiego.

** Hans Beimler (1895—1936) — działacz Komunistycznej Partii Niemiec, ko­munistyczny poseł Reichstagu, w 1933 r. został osadzony przez hitlerowców w obo­zie koncentracyjnym w Dachau, skąd wkrótce zbiegł. W Hiszpanii był współorga­nizatorem pierwszych niemieckich oddziałów ochotniczych walczących w obronie Republiki. Zginął w grudniu 1936 r. na froncie madryckim.

*** Ernst Thalmann (1886—1944) — czołowy działacz niemieckiego ruchu rewo­lucyjnego, przywódca powstania robotników hamburskich w 1923 r., od 1925 — przewodniczący KC KP Niemiec. Od 1933 przebywał w więzieniu i hitlerowskich obozach koncentracyjnych, został zamordowany przez faszystów w Buchenwaldzie. **** 12 lutego 1934 r. — data wybuchu zbrojnego powstania proletariatu austriackiego przeciwko faszyzującym rządom kanclerza Dollfussa.

 

XV Brygada Międzynarodowa była najmłodszym oddziałem dywizji. Około połowy jej żołnierzy stanowili ochotnicy międzynarodowi. Skła­dała się z 57 batalionu angielskiego, 58 amerykańskiego batalionu im. Lincolna — Waszyngtona, 59 batalionu hiszpańskiego oraz 60 batalionu słowiańskiego im. Dymitrowa. Po Saragossie * Dymitrow ** odszedł jako zawiązek nowej (129) słowiańskiej brygady międzynarodowej ***, jego zaś miejsce zajął kanadyjski batalion im. Mackenzie—Papineau ****, w któ­rego szeregach znajdowało się wielu Ukraińców, potomków emigrantów, którzy niegdyś wyjechali do Kanady chroniąc się przed prześladowania­mi rządu carskiego. Jest rzeczą charakterystyczną, że wszyscy zachowali swój język ojczysty.

Jeszcze przed zakończeniem formowania w lutym 1937 r. brygada została rzucona na front nad rz. Jarama, gdzie przeszła swój chrzest bojowy i gdzie pozostawała w linii ponad 4 i pół miesiąca.

Drugim aktywnym działaniem bojowym brygady był udział w ope­racji bruneckiej, który należy ocenić jako w zasadzie zadowalający.

Wśród ochotników międzynarodowych, przeważnie Anglików i Ame­rykanów, w których ojczyźnie nie ma obowiązku służby wojskowej, było bardzo niewielu starych żołnierzy, toteż korpus oficerski brygady nie od razu zdołał nadać odpowiedni wygląd wojskowy swym pododdziałom. Najlepiej pod każdym względem prezentował się batalion im. Dy­mitrowa.

Brygadą dowodził Jugosłowianin ***** o wiedzy wojskowej młodszego oficera z 1914 r., wiedzy, której nie zawsze wystarczało, aby dać sobie radę z dowodzeniem jednostką wojskową w warunkach współczesnej walki, szczególnie przy ostrym braku wyszkolonych kadr dowódczych oraz sztabowych.

Pod względem wartości bojowej XV Brygada Międzynarodowa sta­nowiła na razie wielką niewiadomą i dowództwo dywizji niepokoiło się bardzo co do jej postawy w nadchodzących walkach, które zarysowywały się w perspektywie jako dosyć poważne. Stosunki brygady z dywizją były całkiem normalne. 32 brygada hiszpańska weszła w skład dywizji w przededniu operacji bruneckiej. Składała się w przeważającej większości z ochotników, wśród których było około 80% komunistów. Sformowana na początku 1937 r., przebywała aż do operacji bruneckiej na pozycjach w rejonie

* Tak jest w oryginale, mowa tu o operacji saragoskiej. ** Tak jest w oryginale, autor ma na myśli 60 batalion im. Dymitrowa. *** Brygadą tą dowodził Wacław Komar, obecny gen. bryg. WP. **** Mackenzie i Papineau — dwaj przywódcy kanadyjskiego powstania zbroj­nego przeciwko angielskim kolonizatorom w 1837 r.

***** Ppłk Vladimir Copič, po operacji saragoskiej został odwołany z frontu i ode­słany do ZSRR, gdzie padł ofiarą represji w okresie kultu Stalina. Pośmiertnie zrehabilitowany.

El Escorial w górach Sierra Guadarrama, tj. na jednym z najspokoj­niejszych odcinków frontu centralnego. Przyzwyczajona do cichego życia okopowego i nie posiadająca żadnego doświadczenia w prowadzeniu działań zaczepnych, początkowo czuła się nieco niepewnie w gorącej atmosferze walk bruneckich, ale później szybko się opanowała i ogólnie biorąc walczyła tam dobrze i aktywnie.

Dowództwo brygady cieszyło się u swych podwładnych wysokim i trwałym autorytetem Ł.

Żołnierze i kadra dowódcza odznaczali się dużym zdyscyplinowaniem, obowiązkowością, dobrym stanem moralno-politycznym oraz zgraniem w walce.

Szkolenie wojskowe odbywało się niesystematycznie. Stosunki bry­gady z dywizją były wzorowe.

Uzbrojenie brygad. XI i XV Brygada Międzynarodowa były uzbro­jone przeważnie w nowoczesne karabiny; w 32 brygadzie przeważały stare niemieckie Mausery. Żaden oddział nie był w pełni zaopatrzony w karabiny.

Bardzo dotkliwy brak karabinów odczuwały obydwie brygady mię­dzynarodowe. XI BM miała tylko 1522 karabiny, XV BM — 1251, pod­czas gdy według tabeli należności brygada powinna była posiadać ich ponad 3000.

Oprócz XV BM, która otrzymała w czasie przejazdu przez Walencję 54 nowe rkm i 24 ckm, w pozostałych oddziałach dywizji ilość karabi­nów maszynowych była niedostateczna, a te, które posiadano, były prze­starzałe i bardzo zużyte, rozmaitych marek i systemów i o różnych ka­librach. Przeważały zawodne w działaniu, stare niemieckie Maximy oraz Hotchkissy i Colty z czasów wojny światowej. Wśród rkm najwięcej było Levisów i Chauchatów. W przededniu .operacji dywizja uzupełniła częściowo stan uzbrojenia XI BM i 32 brygady, wyposażając je w no­woczesną broń maszynową otrzymaną na zlecenie Sztabu Generalnego.

Broń osobistą utrzymywano niestarannie, przy czym jedną z przyczyn tego był niemal całkowity brak przyborów do czyszczenia broni. W XV BM tylko około 10% żołnierzy zachowało swoje wyciory. Czysz­czenie karabinów było zjawiskiem raczej sporadycznym.

Wiele karabinów było bez bagnetów, które aż do końca wojny nie zdołały zdobyć należnego im uznania w wojsku. Z wyjątkiem poszcze­gólnych brygad i dywizji, przejawiających pewną dbałość o nie (3, 11, 27, 39, 47 dywizja), większość oddziałów republikańskich wykazywała do nich wyraźnie obojętny stosunek. Nie pilnowano bagnetu i nie dbano o niego, usprawiedliwiając się twierdzeniem, że przeszkadza on żołnie-

1 Brygadą dowodził komunista mjr Torral, późniejszy dowódca 70 dywizji i XX korpusu. Latem 1939 r. został rozstrzelany przez frankistów.

 

rzowi przy przewozach transportem samochodowym lub koleją, krępuje w okopach, utrudnia korzystanie ze schronów, komplikuje i demaskuje ruch na polu walki itd.

Prawdziwego źródła szerzących się nastrojów „antybagnetowych" w armii należy doszukiwać się w prymitywnej kulturze strzelecko-taktycznej i w stanie wyszkolenia wojsk, które niedostatecznie opanowały swą broń i nie zawsze umiejętnie używały jej w walce. Tym też należy tłumaczyć okoliczność, że strony walczące z reguły nie doprowadzały ataku do uderzeń na bagnety i wolały prowadzić walkę na bliski dy­stans granatami, które zwykle decydowały o wyniku starć. Bagnet za­stąpiony został granatem ręcznym, który dlatego właśnie stał się przed­miotem szczególnie pożądanym przez żołnierzy.

Wojska zadowalająco posługiwały się bronią maszynową. Utrzymy­wano i przechowywano ją znacznie lepiej aniżeli karabiny, mimo wiel­kiej ilości systemów i kalibrów oraz tak ostrego i chronicznego braku części zamiennych, że nie każdy nawet karabin maszynowy miał wszyst­kie należne wg tabeli części. Zaopatrzenie w dyski i taśmy rzadko wy­nosiło więcej niż 2—4 szt. na jeden karabin maszynowy. Ładowano je niemal wyłącznie ręcznie, gdyż specjalnych przyrządów do tego celu było nie więcej niż l—2 na całą kompanię ckm.

Cekaemistów dobierano spośród szeregowych, którzy dali się poznać jako śmiali i wypróbowani w walce żołnierze. Wyjątkowo wartościowy skład osobowy miał na przykład batalion karabinów maszynowych V korpusu armijnego.

Szkolenie ogniowe pododdziałów nie nadążało za rosnącymi potrze­bami walki. Częste operacje i związane z nimi przesunięcia i przerzuty wojsk, duże straty wśród kadry dowódczej w czasie walk, a stąd częste zmiany na stanowiskach dowódczych^ brak wykwalifikowanych instruk­torów oraz szereg innych najróżniejszych trudności — wszystko to poz­bawiało wojsko, a przede wszystkim oddziały uderzeniowe armii, możli­wości poświęcenia tej bardzo ważnej sprawie należnego czasu i uwagi. Na zapleczu, mimo uporczywych żądań partii komunistycznej, na skutek beztroski i świadomego sprzeciwu socjalistycznych i anarchistycznych elementów w rządzie oraz reakcyjnych elementów ze Sztabu General­nego, prawie nie było jeszcze wówczas organów zajmujących się szko­leniem rekrutów, którzy przybywali na uzupełnienie oddziałów nie po­siadając niekiedy nawet elementarnej znajomości karabinu.

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że aż do samego końca wojny o stopniu wyszkolenia oddziałów (podobnie jak i o szkoleniu kadr do­wódczych i politycznych) decydowała przede wszystkim, jeśli nie wy­łącznie, inicjatywa i zdolności dowództw brygad, dywizji i korpusów. Do­wódcy, którzy wyszli z szeregów milicja a na ich czele komuniści,

42

czynili usilne starania, aby podnieść poziom wyszkolenia ogniowego i taktycznego swych oddziałów. Jednakże ich wysiłki bynajmniej nie były w stanie częściowo chociażby rozwiązać problemu, wymagającego przedsięwzięć w skali ogólnorepublikańskiej ze strony rządu, który nic w tym kierunku nie robił, względnie działał w stopniu wyraźnie nie­wystarczającym. Stąd staje się zrozumiała mierna celność ognia przy strzelaniu na bliskie i średnie odległości. Ogień piechoty prowadzony do celów odległych powyżej 400—500 m gwałtownie tracił na sku­teczności.

Kierowanie ogniem w walce było dopiero w stanie zaczątkowym. Strzelcy i cekaemiści zwykle sami obierali sobie cele i prowadzili do nich ogień, nie zawsze ściśle uzgadniając go z działaniami sąsiadów i grup, które wspierali swoim ogniem.

Te same mniej więcej braki w dziedzinie wyszkolenia ogniowego występowały również u nieprzyjaciela, mimo że armia rebeliantów hisz­pańskich dysponowała bogatym nowoczesnym uzbrojeniem i dużą ilością obcych instruktorów.

Najlepiej pod względem dbałości o broń oraz poziomu wyszkolenia strzeleckiego prezentowała się XI Brygada Międzynarodowa.

Spośród innych rodzajów uzbrojenia piechoty dużą wartość miały okopowe mortiry * i moździerze, zwłaszcza dla brygad, które długo pro­wadziły okopowy tryb życia. Nieprzyjaciel stosował je szeroko. W ude­rzeniowych oddziałach republikańskich, wykorzystywanych przeważnie w operacjach zaczepnych, entuzjazmowano się nimi mniej, jakkolwiek i tu dowódcy brygad dokonywali niemałych wysiłków, aby uzyskać ten rodzaj artylerii działającej z bliskich odległości i zmniejszyć w ten spo­sób występujący w armii ostry brak artylerii. Między innymi XI Bry­gada Międzynarodowa uzbroiła się w dziesięć 70 mm moździerzy wła­snej konstrukcji o zasięgu ognia do 2 km i sama zorganizowała pro­dukcję pocisków. Moździerze te okazały pewną pomoc brygadzie w toku późniejszej operacji teruelskiej (koniec 1937 — początek 1938 r.).

XV BM i 32 brygada dysponowały 9 mortirami i kilkoma granatni­kami z bardzo ograniczoną ilością amunicji. Obydwie brygady między­narodowe miały własne baterie armat ppanc. 45 mm (nieco ciężkawe w warunkach terenu hiszpańskiego), które wykazały się dobrą działal­nością. XI BM miała trzy, XV BM zaś pięć takich armat, które udzie­lały istotnej pomocy piechocie w odpieraniu ataków broni pancernej i obezwładnianiu rebelianckich gniazd cekaemów. Gdyby wojska republi­kańskie dysponowały większą ilością takich armat, wątpliwe jest, czy czołgi nieprzyjaciela mogłyby liczyć na powodzenie, jakie niekiedy uda-

* Działa o krótkiej lufie, prowadzące ogień stromotorowy, obecnie już nie używane, wyparte przez moździerze.

 

wało im się osiągnąć w warunkach, gdy walka z nimi w zasadzie pro­wadzona była przy pomocy karabinów i cekaemów, bardzo rzadko zaopa­trzonych w pociski ppanc., z bliskich zaś odległości przy użyciu butelek zapalających i wiązek granatów ręcznych.

Rebelianci w szerszym stopniu aniżeli republikanie stosowali prze­ciwpancerne środki zapalające i dysponowali znacznie większą ilością armat ppanc. 37 mm, które ustępowały działom republikańskim właści­wościami balistycznymi oraz siłą ognia, ale przewyższały je zdolnością manewrowania. Nieprzyjaciel używał ich nader umiejętnie. W czasie operacji bruneckiej w walce o opanowanie wzg. Los Llanos jedno takie działo odparło trzy ataki republikańskiej kompanii czołgów, unierucha­miając przy tym 8 wozów bojowych.

Dywizja, podobnie jak i cała armia republikańska, nie dysponowała żadnymi aktywnymi środkami obrony przeciwlotniczej. XI BM próbo­wała przystosować do tego celu stare niemieckie Maximy, jednakże sta­rania te nie miały powodzenia, gdyż środki plot. i urządzenia celownicze własnego wyrobu okazały się zbyt prymitywne. Zarówno bohaterskie, ale nieliczne lotnictwo republikańskie, jak i słaba ilościowo artyleria plot., nie były w stanie zabezpieczyć swych wojsk naziemnych przed częstymi atakami lotnictwa nieprzyjaciela. Wojska te broniły się przed nisko le­cącymi myśliwcami i bombowcami rebeliantów ogniem karabinów i ręcznych karabinów maszynowych. Strzelanie piechoty do samolotów dawałoby niewątpliwie znacznie lepsze wyniki, gdyby dysponowano pociskami smugowymi i zapalającymi, których pododdziały strzeleckie w ogóle nie posiadały.

Jedyna w dywizji 22 mm armata Oerlikon nie była używana z po­wodu braku amunicji.

Zabezpieczenie oddziałów w naboje do karabinów i broni maszynowej oraz w pociski do dział 45 mm było dostateczne.

Umundurowanie i ekwipunek brygad. Umundurowanie wojsk republi­kańskich nie odznaczało się jednolitością i tylko nieliczne oddziały armii, w tej liczbie brygady międzynarodowe, miały możliwość otrzymania względnie jednolitych mundurów. Umundurowanie składało się zwykle z bluzy, spodni i płaszcza (częściej koca) oraz trzewików. Latem chętniej noszono lekkie i wygodne pantofle płócienne na podeszwie sznurowej, tzw. „alpargatas". Nie wszyscy żołnierze mieli plecaki i chlebaki. Drob­ne rzeczy i przybory toaletowe trzymane były w brezentowych chleba­kach. Naboje były umieszczone w pasach nabojowych lub skórzanych ładownicach, podtrzymywanych dwoma poprzecznymi paskami.

Prawie połowa składu osobowego XI i XV Brygady Międzynarodo­wej oraz około jednej trzeciej 32 brygady miała stalowe hełmy fran­cuskie starego typu, które służyły raczej dla wzmocnienia samopoczucia

żołnierzy aniżeli dla ochrony głów ich właścicieli, gdyż już z odległości 250 m pocisk karabinowy łatwo je przebijał.

Maski przeciwgazowe najróżniejszych systemów posiadało około 30% żołnierzy dywizji.

Kilkadziesiąt — maksimum sto — łopat i kilofów stanowiło sprzęt saperski brygady, podczas gdy zapotrzebowanie na nie rosło dosłow­nie z każdym dniem, w miarę coraz większej przewagi nieprzyjaciela w lotnictwie, a przede wszystkim w artylerii. Brygadowe i dywizyjne kompanie saperów ledwo radziły sobie z zaspokajaniem potrzeb do­wództwa i jedynie w bardzo rzadkich przypadkach i w nikłym stopniu mogły przychodzić z pomocą oddziałom.

Każda brygada posiadała własne kompanie łączności i saperów, służ­bę zdrowia i niewielki transport samochodowy. Uważano, że oddziały międzynarodowe, które korzystały z szerokiego poparcia materialnego mas pracujących innych krajów, były pod względem środków materiało­wych lepiej zabezpieczone od oddziałów hiszpańskich.

OGÓLNA OCENA STANU BRYGAD

Wszystkie trzy brygady należały do starych, ostrzelanych i zahartowanych w walkach jednostek. Dwie spośród nich — XI BM i 32 bryga­da — wchodziły w skład dywizji już pod Bruaiete.

Poważnym brakiem tych brygad był ich nieliczny skład osobowy. Od czasu walk pod Brunete, gdzie poniosły dość dotkliwe straty, bry­gady nie otrzymały żadnego uzupełnienia i przybyły pod Saragossę sil­nie osłabione, z batalionami po 300—450 bagnetów. Ponadto dowództwo XI BM, jak o tym wspomniano już wyżej, udzieliło urlopów części swych ochotników międzynarodowych, 32 brygada zaś zwolniła do domu aż dwa bataliony, bez których przybyła do Aragonii. Część jej żołnierzy powróciła z urlopów w czasie operacji, a -nawet po jej zakończeniu ł.

Bardzo słabą stroną dywizji, a raczej jej dwóch brygad międzynaro­dowych, był ogólny niedobór kadry dowódczej, a przede wszystkim zbyt mała, w porównaniu z obowiązującymi normami, ilość podoficerów w stosunku do oficerów. Według etatu na l oficera przypadać winno było 2 sierżantów i 4 kaprali. W rzeczywistości sierżantów w XI i XV BM było nieraz mniej niż oficerów, kaprali zaś było niewiele więcej niż sierżantów. Zamiast wymaganej proporcji l : 2 : 4 (t j. na l oficera 2 sier­żantów i 4 kaprali) w rzeczywistości było l : l : 1,5 lub w najlepszym wy­padku 1:1:2. Praktycznie oznaczało to przeciążenie kadry dowódczej

1 W okresie od 24.VIII do 13.IX powróciło z urlopów: do sztabu dywizji i od­działów oraz służb dywizyjnych — 116 ludzi, do XI BM — 215, do XV BM — 172 i do 32 brygady —1273. Razem 1776 żołnierzy i oficerów, czyli ponad 28% stanu liczebnego (6285), z jakim dywizja rozpoczęła walki saragoskie.

45

 

wszystkich szczebli, zwłaszcza średniej i młodszej, oraz niedostateczną kontrolę nad życiem i działaniami bojowymi pododdziałów, nierzadko pozostawionych faktycznie samym sobie. Okoliczność ta tłumaczy także wiele innych słabości i braków, poczynając od trudności zorganizowania szybkiej i dokładnej ewidencji własnych sił i zasobów, kończąc zaś na niewystarczającej nieraz kontroli w walce, co znajdowało swoje odbicie w nie dość energicznej niekiedy działalności bojowej piechoty pod ogniem nieprzyjaciela.

Przełom w ocenie roli podoficera i jego decydującego wpływu na powodzenie działań bojowych drobnych pododdziałów nastąpił nie od razu. W ciągu dłuższego czasu osoba kaprala czy sierżanta nie ściągała na siebie należnej uwagi starszych przełożonych. W całej rozciągłości i znaczeniu problem ten stanął przed dowództwem brygad międzynaro­dowych i wielu hiszpańskich oddziałów dopiero po wielu ciężkich do­świadczeniach bojowych. Niemniej jednak sprawa jakości i należytego wyszkolenia młodszego ogniwa kadry dowódczej nie została całkowicie rozwiązana aż do ostatnich dni wojny.

Dzięki wysokim walorom polityczno-moralnym składu osobowego bry­gad, ich zdolności bojowe i możliwości taktyczne nie ustępowały wielu najlepszym oddziałom armii republikańskiej. Przy tym XI i XV Bry­gada Międzynarodowa dysponowały wartościowymi kadrami ochotników międzynarodowych, którzy świadomie chwycili za broń, by walczyć z faszyzmem, 32 brygada miała w swych szeregach do 80% ochotników — komunistów, którzy stanęli w obranie ojczyzny od pierwszych dni rebelii Franco. Właśnie ta cecha szczególna jej brygad i oddziałów wysunęła dywizję na jedno z niepoślednich miejsc w szeregach Hiszpańskiej Armii Ludowej.

DOWÓDZTWO I SZTAB DYWIZJI

Dywizją dowodził ochotnik międzynarodowy *. Komisarzem był Hisz­pan **. Zastępcą dowódcy dywizji (jakkolwiek etaty nie przewidywały takiej funkcji) był kpt. rez. armii francuskiej ***.

Sztab dywizji. Od wiosny 1937 r. istniał sztywny schemat organizacji sztabów wojskowych. Jednakże przyjął się on nie od razu, lecz powoli. Szczególnie w starych jednostkach przez dłuższy czas stanowił jedynie podstawę organizacyjną i przestrzegany był umownie.

* Generał Karol Świerczewski — „Walter". ** Liscano.. *** Putz, miał w Hiszpańskiej Armii Ludowej stopień pułkownika.

Niejednokrotnie dowódcy, od dowódcy brygady wzwyż, organizowali sobie taki aparat, jaki wydawał im się najwygodniejszy i niezbędny, wskutek czego istniała duża rozmaitość organów sztabowych różniących się liczebnością składu osobowego i metodami pracy. Ogólną i charakte­rystyczną cechą większości sztabów był dotkliwy brak doświadczonych pracowników sztabowych, obfitość i fetyszyzowanie rozkazów pisem­nych, odziedziczone wraz z formalizmem i rutyną po starej armii hisz­pańskiej, w której dowództwa armii i korpusów nierzadko dowodziły brygadami i nawet batalionami ponad głowami dowódców dywizji, a ci ostatni z pominięciem dowódców brygad stawiali zadania batalionom i kompaniom 1. Nie istniała natomiast prawie żadna kontrola wykonania wydawanych zarządzeń.

Tylko nieliczne, najlepsze sztaby, przede wszystkim te, na których czele stali komuniści, zaczęły uświadamiać sobie ogromną wagę kontroli wykonania, jednak i tutaj teoretyczne uznanie tej konieczności nie zaw­sze znajdowało swój pełny wyraz w praktycznej działalności sztabu.

Sztab 35 dywizji stanowił młody organizm, który naprawdę ukształ­tował się dopiero od czasów operacji bruneckiej, podczas której uzupeł­niony został w 50% przez nowych pracowników. W czasie ponad dwu­tygodniowych walk pod Brunete sztab wykazał, że jest aparatem dość giętkim i ruchliwym, zdyscyplinowanym i obowiązkowym oraz, co jest szczególnie ważne, zdolnym do zachowania całkowitego spokoju w każ­dej sytuacji bojowej.                          ^

Sztab dywizji składał się z młodych hiszpańskich oficerów, wywo­dzących się z dawnej milicji, oraz z ochotników międzynarodowych (dziewięciu narodowości), którzy w przytłaczającej większości nigdy przed tym nie mieli do czynienia z wojskiem, a tym bardziej z techniką pracy sztabowej. Oprócz ogólnych niedomogów właściwych organom dowodze­nia armii republikańskiej, międzynarodowy charakter sztabu stwarzał dodatkowe trudności „językowe", widoczne zwłaszcza w początkowym okresie jego pracy. Procedura np. wydania rozkazu składała się wtedy z kilku etapów. Dowódca dywizji szkicował projekt w swym języku ojczystym, adiutant * tłumaczył na język francuski, sierżant-tłumacz przekładał tekst na język hiszpański, wreszcie komisarz dywizji — Hiszpan dokonywał ostatecznej redakcji dokumentu, poprawiając błędy gra­matyczne i inne potknięcia swych poprzedników. Zdarzało się, że rozkaz taki bywał na swej drodze uzupełniany uwagami i komentarzami osób, przez których ręce przechodził, nie zawsze zgodnymi z oceną i intencja­mi autora. W dodatku, na skutek ogólnej powolności pracy sztabowej, rozkazy i zarządzenia nie zawsze docierały do wykonawców we właści-

1 Patrz załączniki nr 3, 5, 6. * Aleksander Szurek — „Alek".

 

wym czasie i w takich przypadkach stanowiły one tylko formalnoprawną oprawę decyzji i faktów podjętych i realizowanych nieraz na długo przed ich odzwierciedleniem w dokumencie 1.

Powyższy stan rzeczy tłumaczy, dlaczego dywizja ograniczała się zwykle do wydania jedynie początkowego, ogólnego rozkazu bojowego, woląc później kierować działaniami, jak to np. miało miejsce również pod Saragossą, drogą szczegółowych, przeważnie ustnych zarządzeń.

Na czele sztabu dywizji stał młody komunista austriacki *, który dał się poznać jako wartościowy i kulturalny pracownik, jakkolwiek dopiero w Hiszpanii po raz pierwszy włożył mundur wojskowy; lubił też prze­bywać na przednim skraju, zachowując się tam w sposób śmiały aż do nieostrożności.

Pod względem organizacyjnym sztab składał się z czterech wydziałów: I wydział — organizacyjny zajmował się opracowywaniem wykazów stanu osobowego, prowadził archiwum i skupiał całą bieżącą korespon­dencję dywizji. Szefem jego był kapitan hiszpański ** z niemal 30-letnim stażem pracy kancelaryjnej w starej hiszpańskiej armii, znany w dywizji z wielkiej sumienności i pedanterii. W dyspozycji wydziału był autobus sztabowy specjalnie przystosowany do pracy kancelaryjnej w polu.

II wydział — rozpoznawczy***. Niejednolity pod względem narodo­wościowym, nie dysponował stałym personelem i nie zawsze pracował według swej specjalności. Treść i formy rozpoznania wojskowego były w oddziałach mało znane i nie wzbudzały tam większego 'zainteresowania. Wynikało to w znacznej mierze z obronnego charakteru działań repu­blikanów. Linie frontów w ciągu wielu tygodni i miesięcy zachowywały stabilność, w przeprowadzonych zaś przed opisywanym okresem pró­bach przełamania umocnień faszystowskich nacierające wojska, jeśli przybywały w tym celu z zaplecza, otrzymywały mniej więcej zadowa­lającą informację o nieprzyjacielu od oddziałów, które z reguły znajdo­wały się długo na linii, na odcinku zamierzonego ataku.

Oprócz badania jeńców i zbiegów wydział rozpoznawczy sztabu dy­wizji zajmował się również organizacją służby obserwacyjnej w dywizji, dysponując grupą wyszkolonych obserwatorów wyposażonych w przy­rządy optyczne. III wydział — operacyjny **** również składał się z oficerów różnych

1 Przykładem takiego nieco spóźnionego dokumentu może być wydany przez dywizję „Ogólny rozkaz do natarcia nr l" (załącznik nr 3) z 23.VIII.1937 godz. 24.00. Zawiera on wytyczne dla XI i XV BM, których działania powinny się rozpocząć o godz. 22.00 i 23.30, tj. przed wydaniem rozkazu.

* Kapitan Denis. ** Campińa.

*** Szefem wydziału był ochotnik polski, kapitan, występujący w Hiszpanii pod pseudonimem „Stefan".

**** Szefem wydziału był Rosjanin, kapitan Escimontowski, b. generał biało-gwardyjskiej armii Denikina.

 


 

 


 

narodowości. Do zakresu jego obowiązków należała cała dokumentacja operacyjna, ciągłe ustalanie na bieżąco sytuacji bojowej oraz prowadze­nie dziennika działań bojowych. Gromadził on niezbędne materiały do podejmowania decyzji, przy czym dalszym ich opracowaniem zajmował się zwykle dowódca dywizji wraz z szefem sztabu. Pracy tej bowiem nie zawsze mogli podołać młodzi i niedostatecznie jeszcze w owym czasie doświadczeni oficerowie operacyjni, stanowiący w istocie grupę oficerów do zleceń, powołaną do kontrolowania i sprawdzania oddziałów prowa­dzących walkę oraz do wyjaśniania szczegółów sytuacji bojowej.

Wydział operacyjny liczył 4 oficerów etatowych i uzupełniany był w razie potrzeby przez pracowników innych wydziałów sztabu i służb dywizyjnych oraz delegatami z oddziałów.

Wydziałowi operacyjnemu podlegała sekcja topograficzna zajmująca się powielaniem szkiców i map. Bardzo dotkliwie odczuwano brak map i nierzadko brygady dysponowały w okresie walki zaledwie jednym— dwoma egzemplarzami map danego rejonu. Dlatego, zamiast jednego etatowego topografa, sztaby brygad i sztaby dywizji miały po 2—3 ta­kich specjalistów, niektóre zaś oddziały miały nawet specjalne laborato­ria fotograficzne, zaopatrujące je w potrzebne materiały topograficzne.

IV wydział — tyłów * zajmował się organizacją pracy kwater-mistrzowskiej oraz zabezpieczeniem materiałowym, poza żywnościowym (w żywność brygady zaopatrywały się z baz rejonowych). Wydział ten troszczył się o amunicję, o transport i ekwipunek, których zdobycie sta­wało się z każdym dniem coraz trudniejsze, i wespół ze służbą zdrowia dywizji odpowiadał również za zaopatrywanie wojsk w wodę. Gorący klimat i ograniczona ilość źródeł wody — na przykład w warunkach nawiedzanej przez posuchę Aragonii — czyniły niekiedy z tej sprawy problem pierwszorzędnej wagi.

Dowóz był zorganizowany z głębi do frontu, wbrew zasadzie kom­binowanego dowozu stosowanej ówcześnie w pracy kwatermistrzostwa Armii Ludowej.

Stosowana w dywizji metoda dowodzenia opierała się na stałym i bez­pośrednim kontakcie dowództwa z oddziałami znajdującymi się w walce. Doświadczenia minionego okresu walk wyrobiły zwyczaj nieprzyjmowania na wiarę meldunków od podwładnych, lecz osobistego sprawdzania i kontrolowania na miejscu faktycznego stanu rzeczy. W czasie działań bojowych oficerowie sztabu dywizji, od szefa sztabu

·        Szefem wydziału był ochotnik polski mjr Józef Kutin — „Pepe", obecny wice­minister handlu zagranicznego PRL.

 

 

poczynając, częściej przebywali w brygadach i rowach strzeleckich pierwszej linii aniżeli na stanowisku dowodzenia dywizji, które nota­bene rzadko znajdowało się poza zasięgiem ognia broni maszynowej nie­przyjaciela. Oprócz tego przydzielano ich często do brygad, aby na miej­scu obserwowali rozwój wydarzeń, pomagali w razie potrzeby dowódz­twom brygad i w porę informowali dywizję o zmianach w położeniu wojsk na polu walki.

Okazało się, że taka forma dowodzenia całkowicie odpowiada kon­kretnym warunkom hiszpańskiej rzeczywistości, którą charakteryzował ogólny deficyt środków łączności i kadra dowódcza, nie umiejąca do­statecznie szybko orientować się w sytuacji bojowej, skłonna do prze­ceniania zarówno sukcesów, jak i normalnych w walce komplikacji i trudności.

W dywizji istniała zasada, zgodnie z którą w walce zacierały się po­działy funkcyjne i wszyscy dowódcy i szefowie, aż do kwatermistrza, intendenta i szefa służby zdrowia włącznie, zobowiązani byli do wyko­nywania w razie potrzeby funkcji oficerów operacyjnych do zleceń.

Sztaby brygad organizowane były według analogicznego, jak w dy­wizji, schematu, ale posiadały zbyt liczny personel, co wpływało ujemnie na ich operatywność. W XI BM również batalionowy aparat dowodzenia był nadmierny. Zorganizowano go na wzór sztabu brygady i w praktyce nie zdał egzaminu.

Sztaby XI i XV Brygady Międzynarodowej składały się w przytłacza­jącej większości z ochotników międzynarodowych. W XI BM dowództwo i sztab kontaktowały się z hiszpańską większością za pośrednictwem tłumaczy.

Technika pracy sztabowej brygad była prymitywna, miała wiele nie-domagań i słabości i mogła sprostać jedynie minimalnym potrzebom i wymogom. XI i XV Brygada Międzynarodowa zazwyczaj obchodziły się bez pisemnych rozkazów bojowych. Dowodzenie batalionami wisiało przeważnie na drutach telefonicznych i dowództwa brygad nie zawsze znały rzeczywisty obraz pola walki.

JEDNOSTKI I SŁUŻBY DYWIZYJNE

Artyleria. Dotkliwy brak sprzętu artyleryjskiego w armii republikań­skiej uniemożliwiał uzbrojenie w działa nie tylko brygad i dywizji, ale nawet korpusu, mimo że wg tabeli należności wszystkie te związki winny były mieć własne baterie (w brygadach) lub dywizjony artylerii (w dywizjach i korpusach).

35 dywizja miała dwie przestarzałe i mocno zużyte armaty 77 mm, które ocalały z baterii francusko-belgijskiej, wchodzącej uprzednio w skład XI Brygady Międzynarodowej. Zapas pocisków do dział nie przekraczał 400 sztuk i nie było nadziei na jego uzupełnienie. Obsługa, składająca się w połowie z ochotników międzynarodowych, odważna i zahartowana w walkach, nie odznaczała się ani dostatecznym doświad­czeniem, ani znajomością teorii strzelania.

Po operacji saragoskiej dywizji udało się ze zdobytych w Quinto i Belchite dział sformować własny dywizjon artylerii w składzie trzech baterii (5 armat 75 mm i 5 haubic 105 mm). Obowiązki dowódcy dywizjonu artylerii pełnił komunista rumuński, inżynier-elektryk z za­wodu *.

Kawaleria. Brygady i dywizje zgodnie z etatami winny były mieć szwadrony kawalerii, faktycznie jednak każda brygada dysponowała nie więcej niż jednym plutonem, dywizja zaś miała zaledwie 15—20 koni.

W pierwszym dniu walki (24.VIII) z uzyskanych od 4 brygady kawa­lerii 60 koni stworzony został dywizyjny półszwadron, który wziął udział w walkach pod Quinto i Medianą.

Dywizyjna kompania karabinów maszynowych, całkowicie hiszpań­ska, miała na uzbrojeniu 6 rkm i 6 ckm. Sformowana została na samym początku operacji bruneckiej z broni maszynowej 108 brygady. Bodźcem do jej stworzenia była konieczność dysponowania chociażby skromnym, ale własnym środkiem ogniowym, by móc wesprzeć w potrzebnej chwili zagrożone odcinki dywizji i wykonać inne, specjalne zadania. Walki pod Brunete, operacja saragoska i wszystkie późniejsze działania dywizji, w których kompania karabinów maszynowych zaprezentowała się jak najlepiej, potwierdziły słuszność decyzji dowództwa dywizji i jedynie brak środków i ludzi nie pozwolił na rozwinięcie jej w specjalny bata­lion, jak to miało miejsce w wielu innych dywizjach hiszpańskich.

Łączność zapewniała kompania hiszpańska licząca około 80 ludzi. Podstawowym środkiem łączności na szczeblu dywizja—brygada był te­lefon, uzupełniony w walce przez oficerów łącznikowych, motocykl i nie­kiedy samochód. Brygady utrzymywały łączność z batalionami przy po­mocy telefonu, gońców pieszych, rzadziej — konnych, niekiedy zaś motocykla. Łączność wewnątrz batalionów utrzymywano przeważnie przez gońców pieszych, których grupy (drużyny) istniały w każdej kom­panii i batalionie. Aparatów telefonicznych, zwłaszcza zaś kabla, mimo wykorzystania przez wojsko linii stałych i szerokiego stosowania prze­wodu elektrycznego, bynajmniej nie zawsze wystarczało na doprowa-

* Kpt. Walter Roman, po II wojnie światowej był generałem rumuńskiej Armii Ludowej, ministrem RRL, dyrektorem wydawnictwa partyjnego ,,Scanteia", a ostat­nio profesorem "Uniwersytetu Bukareszteńskiego.

 

dzenie linii telefonicznej do kompanii strzeleckiej. Niezawodnym środ­kiem w najbardziej skomplikowanych i różnorodnych warunkach sytuacji bojowej pozostał człowiek i pod tym względem doświadczenie hiszpań­skie obfituje w olbrzymią ilość przykładów, świadczących o pomysło­wości, męstwie i bohaterstwie republikańskich żołnierzy łączności i ofice­rów łącznikowych.

Dzięki specjalnemu szkoleniu łącznościowcy potrafili budować linie polowe i usuwać uszkodzenia z przeciętną szybkością 1,5—3 km na godzinę. Przewód układano wprost na ziemi, na skrzyżowaniach dróg oraz poprzez drogi — w rowkach. Niekiedy, gdy dysponowano kablem (co zresztą zdarzało się rzadko), a nieprzyjaciel dokonywał częstych na­lotów bombowych i miał przewagę w artylerii, budowano równoległe linie w odległości 250—500 ni jedna od drugiej.

W ^kład kompanii wchodziła drużyna sygnalizacji optycznej, ale dy­wizja — w odróżnieniu od oddziałów hiszpańskich — wykorzystywała ją niedostatecznie, chociaż ogólnie skąpa ilość środków łączności bez­względnie wymagała jak najszerszego jej użycia, a sytuacja i warunki terenu oraz warunki atmosferyczne na to pozwalały. Rebelianci stale używali sygnalizacji świetlnej i stosowali ją nawet w celu utrzymywania kontaktu ze swymi agentami na tyłach republikanów.

Kompania saperów — również w 100% hiszpańska — sformowana została w okresie operacji bruneckiej. W chwili przybycia do Aragonii liczebność jej nie przekraczała 60 ludzi. Do chwili zakończenia operacji saragoskiej skład jej powiększył się do 150 saperów. Dawał się odczuć brak sprzętu saperskiego (do robót ziemnych).

Kompania saperów obsługiwała głównie dowództwo dywizji i od­działy dywizyjne.

Służba zdrowia zajmowała jedno z przodujących miejsc wśród służb dywizyjnych. Jej szef, komunista, major doktor „Dubois" * (zginął 25.VIII, w drugim dniu walki pod Quinto) zorganizował i wychował oddany pracy zespół lekarzy i personelu medycznego, składający się z przedstawicieli ponad dwudziestu narodowości. Wielu znanych lekarzy szeregu krajów Europy i Ameryki poświęciło się sprawie walki z reakcją.

Służba zdrowia dysponowała wyposażeniem sanitarnym i środkami medycznymi całkowicie zabezpieczającymi potrzeby dywizji. Dostateczna była również ilość samochodów sanitarnych i specjalnych. Posiadano m.in. zainstalowane na samochodach prysznice, komorę dezynfekcyjną, samochód chirurgiczny, aptekę na samochodzie i cysterny do wody. Za­bezpieczenie w środki lecznicze było zupełnie wystarczające.

* Ochotnik polski Mieczysław Domański — ,,Dubois" (1902—1937), major Hiszp. Armii Ludowej, dr med., członek KZMP, KPF i polskiej sekcji KPF, pracownik naukowy Instytutu Pasteura w Paryżu; 1936—1937 szef służby zdrowia XIV BM, a następnie 35 dywizji.

Troska o rannych może być uznana za wzorową zarówno w samej dywizji, jak i dzięki pomocy zarządu służby zdrowia Bazy Brygad Mię­dzynarodowych — w instytucjach leczniczych w głębi kraju.

Dużą sprawnością odznaczała się praca intendentury. Wyżywienie wojska było całkowicie zadowalające, najważniejsze zaś, że regularnie otrzymywano gorącą strawę.

Troska o żołnierza była w dywizji nienaruszalnym prawem, co w nie­małym stopniu zadecydowało o wytrzymałości jej oddziałów na po­lu walki.

Transport samochodowy stanowił jedną z najbardziej ,,utajnionych" dziedzin gospodarki jednostek wojskowych i rzeczywista ilość samocho­dów była starannie ukrywana przed wyższymi przełożonymi na wszyst­kich szczeblach dowodzenia.

Stan faktyczny parku samochodowego brygad zwykle przewyższał ilość wykazywaną przez nie w oficjalnych sprawozdaniach.

Dywizja dysponowała nikłą ilościowo normą środków transportu sa­mochodowego, przy czym były to pojazdy różnych marek, o różnym tonażu i mocno zużyte. Na zużycie samochodów wpływała nieumiejętna ich eksploatacja, powierzchowna opieka oraz wielka szybkość jazdy, rzadko niższa, nawet jeśli chodzi o ciężarówki, niż 50—60 km na godzi­nę, niezależnie od ładunku oraz stanu i rodzaju drogi.

Brawura powodowała częste awarie, własna zaś służba naprawcza nie była w stanie wykonać nawet połowy zadań związanych z remontowa­niem pojazdów i utrzymaniem ich na chodzie.

Skład osobowy dywizji przed operacją saragoską przedstawiony jest na załączonej tabeli.

PRZYGOTOWANIA DO OPERACJI

PRZYGOTOWANIE DOWÓDZTWA

Dowódca dywizji otrzymał ogólną informację o przygotowywanej operacji 18. VIII, w czasie przejazdu przez Walencję. Jednakże aż do rana 22.VIJI dywizja nie znała ani szczegółowego planu działań V korpusu armijnego, w którego skład wchodziła, ani własnej roli i zadania w zbli­żających się walkach. Ta okoliczność skłoniła dowództwo dywizji już od rana 20. VIII do podjęcia poszukiwań sztabu korpusu w obawie, ze w chwili rozpoczęcia działań dywizja okaże się nie przygotowana.

Obawy te nie były pozbawione poważnych podstaw. Wśród przyczyn, które zadecydowały o niepowodzeniu szeregu operacji zaczepnych repu­blikanów, niepoślednie miejsce zajmowało niedocenianie sprawy czasu

 


53

przeznaczonego dla oddziałów na przygotowanie się do walki. Czas prze­widziany dla dywizji zazwyczaj rzadko przekraczał l—2 dni, co nie zawsze wystarczało dla nie okrzepłych jeszcze organów dowodzenia oraz korpusu dowódczego Armii Ludowej. W opisywanym wypadku 35 dywizja dysponowała faktycznie na przygotowanie się do operacji dwoma nie­spełna dniami (licząc od chwili otrzymania zadania), inne dywizje — mniej więcej tym samym czasem. 35 dywizja poradziła sobie w zasadzie z osiągnięciem gotowości bojowej, inne dywizje nie potrafiły lub nie zdążyły tego dokonać i większość z nich przystąpiła do działań słabo przygotowana, ułatwiając tym samym nieprzyjacielowi szybkie zlokalizo­wanie ich wysiłków na polu walki.

Na trop V korpusu natrafiono 20.VIII wieczorem. W otrzymanym w tym dniu rozkazie V korpusu armijnego o przesunięciu z Alcańiz do Hijar była mowa, że na godz. 17.30 następnego dnia dowódca dywizji wraz ze swym szefem sztabu powinni stawić się w sztabie korpusu, który będzie w tym czasie znajdować się na 56 km szosy Saragossa — Azaila. Dowódca dywizji wraz z adiutantem, chcąc jak najszybciej spot­kać się z dowódcą korpusu i sądząc, że ten ostatni przebywa już na nowym miejscu postoju 1, spenetrowali w nocy nie tylko ten rejon, ale także całą szosę bardziej na północ, aż do przedniego skraju republika­nów pod Quinto, nikogo jednak nie znaleźli i o świcie dopiero powrócili do Hijar.

Jak się później wyjaśniło, w nocy z 20 na 21.'^111 część sztabu kor­pusu znajdowała się na nowym miejscu postoju, w gęstym gaju oliwko­wym, odległym o 200—300 m od szosy, dokąd adiutant nie dotarł, gdyż dojście do stanowiska dowodzenia (SD) nie było jeszcze wówczas ozna­czone ani posterunkiem, ani drogowskazem, całkowita zaś nieznajomość terenu i sytuacji powstrzymała dowódcę dywizji od użycia w czasie po­szukiwań reflektorów samochodowych, z obawy, że zdradzi w ten sposób nocny ruch na tej zazwyczaj bezludnej i cichej do tego czasu magistrali.

Spotkanie z dowódcą korpusu odbyło się 22.VIII o godz. 8.00. W na­miocie dowódcy korpusu zebrali się dowódcy 11 i 35 dywizji, komisarz korpusu, szef sztabu korpusu i szef oddziału operacyjnego. Dowódca korpusu pokrótce nakreślił położenie na froncie, przedstawił plan ope­racji armijnej i zadanie korpusu, następnie zaś ustnie, posługując się mapą, podał swą decyzję.

Planowano następującą organizację natarcia (szkic nr 2): Siły podległe korpusowi tworzą cztery kolumny.

1 Oficer dyżurny sztabu dywizji nie wyjaśnił u motocyklisty, który dostarczył rozkaz, skąd go przywiózł, w samym zaś dokumencie miejsce nadania nie było zaznaczone.


 

 

Kolumna nr l — pod dowództwem dowódcy 100 brygady, w składzie 4 brygady kawalerii i 100 brygady piechoty oraz dw^óch kompanii sape­rów, wyrusza 23.VIII o godz. 21.00 z rejonu Azalii, aby nazajutrz o świ­cie opanować Fuentes de Ebro, Medianę i zabezpieczyć przekroczenie tej rubieży przez siły główne 11 dywizji (kolumna zmotoryzowana nr 4). Po przybyciu do rejonu Mediany brygada kawalerii zabezpiecza lewe skrzydło korpusu.

Kolumna nr 2 — w składzie XI i XV Brygady Międzynarodowej 35 dywizji, wzmocniona dywizjonem armat 75 mm i jedną kompanią czołgów (11 wozów bojowych) — opanowuje 24.VIII punkty oporu nie­przyjaciela w rejonie La Tosqueta, okrąża Quinto, o świcie zaś następ-

56

 

nego dnia, na podstawie specjalnego rozkazu dowódcy korpusu i w ści­słym kontakcie ze zgrupowaniem ,,C" (102 brygada i trzy bataliony 120 brygady) — opanowuje miejscowość. Kolumnie przydziela się jeden batalion saperów. Kolumna nr 3 — pod dowództwem dowódcy 32 brygady w składzie 32 brygady 35 dywizji i 116 brygady 25 dywizji, jednego dywizjonu artylerii (w rzeczywistości kolumna miała 15 dział, z tego 12 armat 75 mm i 3 haubice 105 mm) i jednego baonu saperów wyrusza 23.VIII o godz. 21.00 z rejonu Vinaceite, Almochueł celem zdobycia m. Codo oraz wespół z innymi oddziałami 25 dywizji — odizolowania Belchite od północy.

Kolumna zmotoryzowana nr 4 — w składzie l i 9 brygady 11 dywizji, sześciu dział 75 mm, 24 czołgów, 27 samochodów pancernych i czterech kompanii saperów wyrusza 24.VIII o godz. 3.00 z rejonu Escatrón, prze­kracza o godz. 5.00 m. Azaila i posuwając się dalej po trasie marszu 100 brygady, przechodzi nie zatrzymując się przez Fuentes de Ebro 1 i kieruje się ku Saragossie celem opanowania jej zaskakującym uderze­niem we współdziałaniu z 27 i 45 dywizją, nacierającymi na miasto od północy i północnego wschodu (szkic nr l).

Artyleria. Oprócz artylerii przydzielonej kolumnom (nr 2, 3 i 4), w dyspozycji korpusu pozostawało dwanaście haubic 105 mm oraz armijna grupa artylerii w składzie ponad 30 dział, w tej liczbie dziewięć armat 152 mm na stałych podstawach.           ^

Łącznie w pasie natarcia korpusu było 87 dział. 22.VIII rano obydwie grupy artylerii — korpuśna i armijna — pozostawały bez przydziału.

Broń pancerna. Spośród posiadanych 35 czołgów — jedenaście wozów bojowych przydziela się 35 dywizji, reszta, zaś i wszystkie 27 samo­chodów pancernych — kolumnie zmotoryzowanej nr 4. Odwód korpuśny — 134 brygada rozmieszczona w m. Azaila.

Kolumna nr l — pod dowództwem dowódcy 100 brygady, w składzie 4 brygady kawalerii i 100 brygady piechoty oraz dwóch kompanii sape­rów, wyrusza 23.VIII o godz. 21.00 z rejonu Azalii, aby nazajutrz o świ­cie opanować Fuentes de Ebro, Medianę i zabezpieczyć przekroczenie tej rubieży przez siły główne 11 dywizji (kolumna zmotoryzowana nr 4). Po przybyciu do rejonu Mediany brygada kawalerii zabezpiecza lewe skrzydło korpusu.

Kolumna nr 2 — w składzie XI i XV Brygady Międzynarodowej 35 dywizji, wzmocniona dywizjonem armat 75 mm i jedną kompanią czołgów (11 wozów bojowych) — opanowuje 24.VI1I punkty oporu nie­przyjaciela w rejonie La Tosqueta, okrąża Quinto, o świcie zaś następ-/

56

Decyzja dowódcy V korpusu dokładnie odzwierciedla życzenia do­wództwa armijnego, przy czym podobnie jak w planie armii rzuca się w oczy dysproporcja między postawionym celem głównym, t j. opa­nowaniem Saragossy, a środkami wydzielonymi do jego osiągnięcia. Prze­ciwko jednemu z największych miast kraju skierowano zaledwie jedną kolumnę zmotoryzowaną w składzie dwóch brygad piechoty, spośród ośmiu, będących w dyspozycji korpusu. Jeszcze wyraźniej ta dyspro­porcja wyglądała w artylerii. Spośród 87 dział znajdujących się w pasie

1 Uważano, że do tego czasu wspomniana miejscowość będzie opanowana przez kolumnę nr l.

57

 

działania korpusu zamierzano do opanowania Saragossy użyć sześciu, przydzielonych kolumnie, armat 75 mm.

Myśl przewodnia decyzji nie należała do dowódcy korpusu. Była ona mu narzucona rozkazem armijnym z dnia 20.VIII1 i ograniczona dotkli­wym brakiem transportu samochodowego, wykluczającym możliwość istotnego wzmocnienia kolumny zmotoryzowanej. Opierając się na armijnych danych o nieprzyjacielu, które okazały się niedalekie od prawdy, jeśli idzie o stan liczebny rebeliantów, nie zaś o ich wartość bojową, korpus liczył na to, że na drodze do miasta kolumna zmotoryzowana nie spotka się z poważnym oporem nieprzyjaciela, ponieważ omijała umoc­niony węzeł oporu Quinto, przekazany kolumnie nr 2 (35 dywizja), zaś Fuentes de Ebro z jego niewielkim garnizonem rebeliantów zamierzano z łatwością opanować siłami czołowych brygad kolumny nr l. Samo zdo­bycie Saragossy uważano za pewnik w wyniku uzgodnionego uderzenia z trzech kierunków (zgrupowań ,,A" i ,,B", tj. 27 i 45 dywizji oraz ko­lumny zmotoryzowanej nr 4) przy jednoczesnym aktywnym wystąpie­niu robotników wewnątrz miasta.

Obok tych z góry ustalonych założeń, narzuconych przez armię, po­dział środków wewnątrz samego korpusu również nie był wolny od po­ważnych uchybień. Czołowa kolumna nr l, która miała zdobyciem m. Fuentes de Ebro i Mediana zabezpieczyć drogę zgrupowaniu uderze­niowemu, wysuwana była na północ bez jakiegokolwiek wzmocnienia jej artylerią i bronią pancerną, chociaż oddziały te można było bez szkody dla sprawy przekazać jej ze składu kolumny zmotoryzowanej. Kolumnę zmotoryzowaną, przeznaczoną do wykonania głównego uderzenia, skierowano na Saragossę z dwiema zaledwie bateriami armat 75 mm.

Wydany tego samego dnia pisemny rozkaz korpusu 2 osłabiał decyzję dowódcy korpusu w dwóch istotnych sprawach. Czołowym brygadom

1 Z załącznika nr l zamieszczonego na końcu opisu wynika, że sztab armii „Wschód" zawczasu porozdzielał siły korpusu. W istocie dowódcy korpusu pozostało jedynie wstawienie do rozkazu armijnego numerów swoich dywizji i brygad. Za­łączone wzory rozkazów dotyczących tej operacji wykazują, że na wszystkich do­słownie szczeblach dowództwa republikańskiego, oprócz postawienia celu i zadań, rozkazy bojowe przeładowywano szczegółami i wytycznymi, które niewiele lub wcale nie pozostawiały miejsca dla inicjatywy podwładnego. Ten ostatni był naj­częściej zaledwie zwykłym wykonawcą narzuconych mu decyzji, o których w do­datku dowiadywał się nie zawsze dostatecznie wcześnie.

W warunkach różnorodnego pod względem politycznym, mało doświadczonego korpusu dowódczego, szczegółowa detalizacja zarządzeń bojowych wywołana była w znacznej mierze — zwłaszcza w początkowym okresie wojny — koniecznością życiową. Podejmując decyzję i wskazując zarazem sposoby i środki jej wykonania, wyższy przełożony dążył do ułatwienia pracy swemu podwładnemu z zapewnieniem sobie najlepszego, jego zdaniem, wykonania tej decyzji. Z drugiej strony jednak, przekształcona w system drobiazgowa opieka nad podwładnymi słabo sprzyjała wychowaniu wykonawców pełnych inicjatywy i energii, przyzwyczajając ich do wyczekiwania na decyzje i wytyczne odgórne. 2 Załącznik nr 2.

58

(kolumnie nr l) nakazano skomplikowany sposób ruchu do celu, a do­wódcy 11 dywizji, tj. dowódcy kolumny zmotoryzowanej, wyznaczono SD na wzgórzu Harnero, położonym 15 km na pd. od Fuentes de Ebro i 40 km od Saragossy. W myśl rozkazu wysłano na Saragossę kolumnę zmotoryzowaną pozbawioną kierownictwa, bez dowódcy dywizji.

W końcu narady obydwaj dowódcy dywizji zameldowali dowódcy korpusu o stanie podległych im oddziałów. Dowódca 11 dywizji* uważał swe brygady — zgodnie zresztą z rzeczywistością — za całkowicie zdolne do walki, zaznaczając jedynie, że nie udało się jeszcze usunąć ostatecz­nie śladów niedawnych walk pod Brunete, z których 11 dywizja wyszła nieco osłabiona, działając tam na głównym kierunku w ciągu dwóch ty­godni bez luzowania.

Dowódca 35 dywizji uważał za konieczne zorganizowanie zdecydo­wanego natarcia na Quinto w pierwszym dniu operacji, nie czekając na wyniki działań kolumn nr l i 4. Wydawało mu się jednak, że do tego celu nie wystarczą przydzielone dywizji 9 dział, toteż prosił wzmocnić ją również grupami artylerii korpuśnej i armijnej, które w tym czasie pozostawały bez przydziału 1,

Po naradzie u dowódcy korpusu zebrali się w sztabie 35 dywizji za­stępca dowódcy dywizji, szef sztabu dywizji i wezwani uprzednio do­wódcy XI i XV BM wraz z komisarzami i szefami sztabów brygad oraz szefowie II, III i IV wydziałów sztabu i szef dywizyjnej służby zdrowia. Dowódca dywizji krótko poinformował ich o planie przyszłej opera­cji i zadaniach dywizji, po czym wszyscy razem udali się na wzgórze El Cornero (4 km na pd.-zach. od Quinto) na rekonesans, który trwał od 12.00 do 15.00.

Ze wzgórza zadanie opanowania Quinto wyglądało nieco bardziej skomplikowanie, aniżeli wydawało się to dowódcy dywizji rano w na­miocie dowódcy korpusu. Sam przedmiot działań — m. Quinto (szkic nr 5), stanowił umocniony węzeł oporu zamykający kierunek na Sara­gossę wzdłuż prawego brzegu rz. Ebro. Wszystkie poprzednie próby opanowania go niezmiennie kończyły się niepowodzeniem. Jakkolwiek poprzednio miejscowość tę atakowały oddziały anarchistów, których zdolność bojową oceniano jako mniej niż dostateczną, niemniej jednak, nawet przy powierzchownym przyjrzeniu się, Quinto wywierało silne wrażenie solidnością swojej obrony. Opasane było linią umocnień skła­dających się z rowów strzeleckich o pełnym profilu, gdzieniegdzie

* Mjr Enrique Lister, późniejszy dowódca V KA, generał, obecnie członek Biu­ra Politycznego KC KPH.

1 Korpus zatwierdził tę propozycję. 23.VIII z rana dywizję zawiadomiono o przydzieleniu jej całej artylerii, o którą prosiła w celu zaatakowania i zdobycia Quinto w pierwszym dniu operacji.

59

 

w dwie — trzy linie, oraz kilku żelazobetonowych stanowisk karabinów maszynowych osłoniętych drutem kolczastym.

Informacje z różnych źródeł określały liczebność garnizonu Quinto na 1500 żołnierzy, w tym 50% falangistów, requetes i Guardia Civil, tj. najlepszych wojsk Franco. Garnizon posiadał 20—25 karabinów ma­szynowych, 8—10 dział polowych, kilka moździerzy, jedną armatę ppanc. i jedną małokalibrową armatę plot.

Dane te, jak się wyjaśniło później w wyniku walki, były bardzo zbli­żone do rzeczywistych.

Dywizja dysponowała dla przeprowadzenia natarcia nieco większą aniżeli nieprzyjaciel liczbą karabinów i posiadała pięciokrotną przewagę w broni maszynowej (124 karabiny maszynowe), co prawda mocno zu­żytej i więcej niż w połowie składającej się z przestarzałych wzorów. Oprócz tego w jej dyspozycji, wraz z przyrzeczonymi korpuśną i armijną grupą artylerii, znajdowało się ponad 50 dział i kompania czołgów, tzn. że pod względem sprzętu bojowego dywizja była znacznie silniej­sza od rebeliantów. Przewagę tę obniżała jednak mała liczebność wła­snej piechoty, silne umocnienia nieprzyjaciela i jego zorganizowany sy­stem ognia karabinów i broni maszynowej.

Przy powierzchownej lustracji ze wzgórza teren działań wydawał się stosunkowo równy i otwarty, z wyraźnie rzucającymi się w oczy domi­nującymi pozycjami nieprzyjaciela koło cmentarza na zachód od Quinto, szczególnie zaś na grzbiecie wzgórz na południe od tej miejscowości. W razie zaatakowania ich z południowego zachodu obie te pozycje wza­jemnie osłaniały się ogniem.

Pierwszy rekonesans nie przyniósł w pełni zakończonego zarysu de­cyzji. Wartość jego polegała głównie na tym, że unaocznił dowództwu dywizji i brygad decydujące znaczenie artylerii w nadchodzącym boju. Jeśli chodzi o ogólny schemat działań dywizji, to początkowo wydawało się, iż najbardziej korzystne będzie natarcie na główne umocnienia nie­przyjaciela, tj. na cmentarz oraz wzgórze na południe od miejscowości. Pierwszy atak zamierzano wykonać z zachodu, drugi — z południa, od Purburel. Pierwszy kierunek planowano dla XI BM, drugi — dla XV BM.

Dowódcy brygad zgodzili się z oceną dowódcy dywizji i pozostali na wzgórzu celem dodatkowego rozpoznania wyznaczonych im kierunków. Następny rekonesans, tym razem z dowódcami batalionów, wyznaczono na 23.VIII o godz. 5.00, z tym by podejść skrycie do wzgórza przed świ­tem i nie zdemaskować się wobec nieprzyjaciela. Dążąc do tego, aby żadna wiadomość nie dotarła do nieprzyjaciela, wyjaśniono oficerom 117 brygady znajdującym się na El Cornero i Purburel, że przybycie do nich grupy nie znanych im dowódców ma na celu ogólne zapoznanie

się z linią frontu republikańskiego 1. Brygada była oddziałem anarchi­stycznym i istniały podstawy, by nie ufać jej umiejętności zachowania tajemnicy wojskowej.

Drugi rekonesans, w którym obok oficerów sztabu dywizji brali udział dowódcy XI i XV BM, komisarze brygad i dowódcy batalionów, przeprowadzono 23.VIII od świtu do godz. 9.00.

W czasie tego rekonesansu po raz pierwszy zrodziła się wątpliwość co do celowości zaatakowania Quinto z południa, od Purburel. Z referatu dowódcy XV BM, który poprzedniego dnia dokładnie zbadał ten kieru­nek, jak też z informacji oficerów 117 brygady oraz osobistej obserwacji dowódcy dywizji wynikało, że wzgórza na południe od m. Quinto były najsilniej umocnionymi pozycjami rebeliantów i, ze względu na ich właściwości topograficzne, trudno dostępnymi dla piechoty. Ich opano­wanie wymagało otwartych ataków czołowych. Dywizja, znając granice swoich możliwości, obawiała się, że walka może w najlepszym razie być przewlekła, co nie było ani w jej interesie, ani nie leżało w założeniach operacji jako całości. Wątpliwości te spotęgowała jeszcze stosunkowo mała ilość artylerii. Tych 50 dział armijnej i korpuśnej grupy artylerii, na które liczyła dywizja, nie starczyłoby do okazania istotnie silnego wsparcia równoczesnemu natarciu w dwóch kierunkach i doprowadziłoby jedynie do rozproszenia ognia. Dlatego o wiele korzystniejszą wydawała się myśl zrezygnowania z ataku od południa (z kierunku Purburel) i przeniesienia głównego wysiłku brygad na uderzenie z zachodu — w kierunku słabiej umocnionego cmentarza oraz okrążenia Quinto od północy. W tym ostatnim przypadku doprowadzano do szybkiej i cał­kowitej izolacji węzła oporu, przy czym odcinano rebeliantom wszelką możliwość szukania ratunku w wycofaniu się na północ. W dodatku, i to było rzeczą najważniejszą, oddziały dywizji "miałyby wówczas przed sobą tylko jedną pozycję nieprzyjaciela na cmentarzu, bronioną przez 1,5—2 kompanie, przeciwko którym można będzie skierować ogień całej artylerii, a więc i liczyć tu na szybsze powodzenie. Opanowanie cmen­tarza i nacisk z północy i tak rozstrzygały o losie miejscowości, a wów­czas umocnienia rebeliantów na południe od Quinto okazałyby się cał­kowicie okrążone i odizolowane, bez nadziei na możliwość stawiania dal­szego oporu przez czas dłuższy. Ta idea legła później u podstaw ostatecznej decyzji dywizji.

1 Należy zaznaczyć, że nikt ze znajdujących się na El Cornero oficerów 117 brygady nie zadał sobie trudu wyjaśnienia celu odwiedzenia ich odcinka przez grupę nie znanych im oficerów, którzy w dodatku rozmawiali ze sobą nie po hisz­pańsku. Przeciwnie, wszyscy oni chętnie udzielali wyjaśnień nie tylko o nieprzyja­cielu, lecz również o rozmieszczeniu i składzie własnych pododdziałów. Tego ro­dzaju niefrasobliwość była charakterystyczna nie tylko dla brygad anarchistycz­nych. W różnym stopniu dotknięte nią były i inne oddziały armii republikańskiej.

 

Dowódcy brygad wraz z dowódcami batalionów pozostali na El Cornero aż do obiadu, uważnie rozpoznając przedni skraj nieprzyjaciela i rozmieszczenie jego punktów ogniowych.

23.VIII o godz. 14.00 sztab korpusu powiadomił dywizję o podporząd­kowaniu jej zgrupowania „C", składającego się z czterech batalionów 102 i trzech batalionów 120 brygady, które zgodnie z dyrektywą armii\ miało za zadanie przeprawienie się w nocy z 23 na 24.VIII w rejonie wsi Pina na prawy brzeg rz. Ebro, zdobycie tam stacji kolejowej, opanowanie kaplicy Ermita de Bonastre położonej w pobliżu 36 km szosy Saragossa — Azalia, a następnie zejście do Quinto celem dalszych wspólnych działań z oddziałami 35 dywizji.

Podporządkowanie zgrupowania aż do chwili jego wyjścia w rejon Quinto mogło być jedynie czysto teoretyczne. Dywizja nie posiadała żad­nej łączności z tym zgrupowaniem, odległość zaś od niego, wynosząca co najmniej 100 km okrężnej drogi, czyniła dowodzenie nim nader względ­nym, a kontakt taktyczny — problematycznym, przynajmniej do chwili wyjścia batalionów zgrupowania do rejonu na południe od Ermita de Bonastre. Ponadto dywizja nie uważała za możliwe liczyć szczególnie na pomoc zgrupowania ,,C" także i dlatego, że zarówno 102, jak i 120 bry­gada były oddziałami nowo sformowanymi, które miały dopiero po raz pierwszy wziąć udział w walce. Dawne doświadczenie z użyciem takich nowych formacji uczyło, że, poza wyjątkowymi przypadkami, nie należy polegać zbytnio na ich nie okrzepłych jeszcze walorach bojowych.

Z tych względów dywizja wolała liczyć tylko na siebie i postanowiła nie obciążać zgrupowania żadnym dodatkowym zadaniem, uważając, że wystarczy wymagać od niego przede wszystkim wykonania zadań wyni­kających dlań z dyrektywy armii. W tym celu do zgrupowania skiero­wano energicznego kapitana ze sztabu dywizji z poleceniem poinformo­wania dowódcy 102 brygady o planie działań dywizji. Miał on swoją obecnością, a jeśliby zaszła potrzeba to i ingerencją, powodować, aby dowódca brygady wpływał na bardziej energiczne działania podległych mu batalionów.

22.VIII wieczorem dywizja otrzymała rozkaz operacyjny V korpusu armijnego nr l 2, precyzujący ustną decyzję i wytyczne dowódcy kor-

1 Zob. str. 26.

2 Załącznik nr 2.

 


 

pusu, wydane przez niego z rana w sztabie korpusu. Dla zapoznania się z treścią dokumentu zostali wezwani do sztabu dywizji dowódcy XI i XV BM oraz 32 brygady i ich szefowie sztabów. Rozkaz został w ich obecności odczytany i przeanalizowany na mapie.

Dowódcy brygad zostali uprzedzeni, że ich bataliony mają działać zdecydowanie, aby całkowicie opanować w pierwszym dniu walki, tj. 24.VI1I, wszystkie umocnienia węzła oporu i umożliwić dywizji wzięcie również udziału w zdobyciu Saragossy.

Podobne wytyczne wydano dowódcy 32 brygady, który z własną oraz 116 brygadą 25 dywizji działał samodzielnie i po zdobyciu Codo miał zwrócić się frontem ku Belchite w celu odcięcia tej miejscowości

 

z północy, od strony Mediany. Poradzono mu, aby nie ograniczał' się do zadań rozkazu korpuśnego i dołożył jak najwięcej wysiłku i energii dla wywarcia nacisku na węzeł oporu Belchite.

Trzecia i ostatnia przed walką odprawa, na której wydano oddzia­łom ostatnie wskazówki oraz postawiono im w terenie konkretne zadania i wskazano obiekty, miała miejsce na El Cornero 23.VIII o godz. 18.00. Oprócz zwykłego, podobnie jak i na obydwóch poprzednich rekonesan­sach składu uczestników, obecni byli na niej również dowódcy korpuśnej i armijnej grupy artylerii oraz dowódca kompanii czołgów. Decyzja dowódcy dywizji przedstawiona jest na szkicu nr 3. Plan działań dywizji i zadania dla oddziałów sprecyzowano w sposób następujący 1:

1. Opanowanie węzła oporu realizowane jest w dwóch etapach.

2. Pierwsze uderzenie wykonuje się na umocnienia w rejonie cmen­tarza z równoczesnym okrążeniem i natarciem na Quinto od północy; po opanowaniu Quinto brygady likwidują nieprzyjaciela na wzgórzach na południe od tej miejscowości.

3. W nocy z 23 na 24.VIII brygady i oddziały dywizji kończą prze­grupowanie i prace przygotowawcze, zajmując przed świtem następu­jące podstawy wyjściowe:

a) XI BM, dwa bataliony XV BM, dywizjon armat 75 mm i kompa­nia czołgów — w gaju oliwnym El Soso (4—5 km na zachód i połud­niowy zachód od Quinto).

b) XV BM jednym batalionem luzu je o północy oddziały 117 bry­gady na Purburel i El Cornero, drugi zaś swój batalion ześrodkowuje u podnóża wzgórza El Cornero w celu zaatakowania cmentarza.

c) Artyleria korpuśna i armijna w ilości 53 dział' zajmuje w ciągu no­cy stanowiska ogniowe w rejonie El Cornero, organizuje łączność między bateriami, urządza swe SD i PO i do świtu będzie gotowa do otwar­cia ognia. Zadania bliższe oddziałów:

l. 24.VIII od godz. 6.00 do 7.00 cała artyleria2 wykonuje wstrzeli­wanie, następnie do godz. 8.15 wszystkimi działami prowadzi przygoto-

i Pisemny rozkaz bojowy (załącznik nr 3), dostarczony oddziałom w chwili rozpoczęcia działań, niezupełnie dokładnie odzwierciedlał decyzję dowódcy dywizji. Nie wymieniono w nim np. zadania XV BM opanowania punktów ogniowych nr l i nr 2 i błędnie wskazano przekazanie kompanii czołgów tej brygadzie. 2 6 baterii armat  75 mm — 18 dział l bateria „     77 mm — 2 działa 3 baterie haubic 105 mm — 9 dział 3 baterie „    107 mm 6   „ 3 baterie „    115 mm — 9   „ 5 baterii   „    155 mm — 18   „

Rażeni 21 baterii                    62 działa 64

 


 


 

Pewnego wyjaśnienia wymaga pozostawienie kompanii czołgów w dy­spozycji dowódcy dywizji. Z chwilą pojawienia się pod Madrytem pierw­szych czołgów republikańskich i ich wspaniałych działań w obronie sto­licy, tj. od jesieni 1936 r., w Armii Ludowej, nie mającej wówczas pew­ności siebie i jeszcze nie okrzepłej, wytworzyło się niezupełnie słuszne pojmowanie roli i miejsca w walce tego nowego, mało znanego wojskom rodzaju broni. Ówczesne sukcesy wojsk pancernych, osiągnięte w nader specyficznych warunkach początkowego okresu wojny, zostały w sposób mechaniczny uznane niemal za zwykłą normę działalności bojowej czoł­gów, którą należy kierować się również w przyszłości, bez uwzględnie­nia zmienionych warunków, przede wszystkim zaś gwałtownie zwiększo­nej siły obrony ppanc. rebeliantów. Od pododdziałów pancernych nie­rzadko wymagano zbyt wiele. Zaczęto uważać prawie za pewnik, iż przy wsparciu czołgami o powodzeniu natarcia piechoty niemalże całkowicie i wyłącznie decydują sukcesy i głębokość posuwania się czołgów. Wul­garnie można byłoby ten pogląd wyrazić uproszczoną formułą: ,,Czołgi nacierają — piechota posuwa się za nimi", przy czym druga część tej formuły nie zawsze i niekoniecznie przestrzegana była przez piechotę. W rezultacie skromne zasoby czołgowe Republiki stopniowo wyczerpy­wały się, mimo licznych przykładów pełnej poświęcenia działalności bo­jowej czołgistów.

Tendencje konsumpcyjne w stosunku do czołgów zdobyły sobie nie­małą ilość zwolenników również w oddziałach 35 dywizji. W przypadku przekazania kompanii czołgów XI Brygadzie Międzynarodowej, ta ostat­nia nie wahałaby się z przeniesieniem na broń pancerną głównego ciężaru wykonania swego zadania, do czego dywizja nie mogła dopuścić, zanim nie wyjaśni się położenie w walce i nie nastąpi moment odpowiedni dla wprowadzenia czołgów do działań bojowych. W tym właśnie celu do­wódca dywizji pozostawił kompanię czołgów w swoim ręku.

Ujemnym momentem decyzji było wydzielenie całego batalionu XI BM przeciwko punktom ogniowym nr l i nr 2. Można je było związać innymi siłami, np. z odwodu dowódcy XI BM, omawiany zaś batalion należało skierować — czego zresztą wymagał rozkaz korpusu — na opa­nowanie wzg. La Tosqueta. Osiągnięto by w ten sposób lepsze zabezpie­czenie lewego, mogącego stać się wrażliwym, skrzydła dywizji i nie do­puszczono by do starcia między zmotoryzowaną kolumną nr 4 a grupami nieprzyjaciela, które usadowiły się u południowo-zachodniego podnóża tego wzgórza. Do starcia takiego doszło właśnie w ciągu dnia 24.VIII.

23.VIH wieczorem przybył na SD V korpusu armijnego odpowie­dzialny przedstawiciel lotnictwa w celu uzgodnienia zadań lotnictwa. Dywizja umówiła się, że od godz. 7.30 do godz. 8.15 następnego dnia Quinto będzie bombardowane przez cztery eskadry lotnictwa bombowego

15-minutowymi przerwami między nalotami. Lotnictwo odmówiło bombardowania cmentarza, który miał być w tym czasie głównym przed­miotem działań batalionów, pod pretekstem, iż stanowi on ,,zbyt nie­znaczny cel, mało widoczny z powietrza" (?) i że dlatego „nie wykluczo­ne jest niebezpieczeństwo rażenia własnej piechoty".

W obliczu tak przekonywającej „argumentacji" dywizja wolała nie nalegać więcej na wypełnienie tego zadania, wyrażając jedynie życzenie, aby lotnictwo zainteresowało się bardziej stanem wzroku swego persone­lu latającego.

Wsparcie lotnictwa nawet w tej formie, w jakiej zapowiadało się to w danym przypadku, miało duże znaczenie dla wojsk lądowych, które nie były rozpieszczane częstym, a tym bardziej ścisłym współdziałaniem z tym rodzajem wojsk. Ponadto był to pierwszy i jedyny w praktyce dywizji przypadek bezpośredniego i żywego kontaktu lotnictwa z ziemią. Dlatego też dowództwo dywizji wolało nie rozpoczynać tej znajomości od dyskusji na temat prerogatyw piechoty co do wyboru i stawiania zadań dla lotnictwa na polu walki.

PRACA SZTABU DYWIZJI

21.VIII z rana sztab dywizji zgromadził większość swych oficerów oraz sprzęt i od tej chwili przystąpił' do pracy.    * Przed sztabem stanęły dwa podstawowe zadania: l. Przede wszystkim należało w sposób możliwie pełny ustalić rze­czywisty stan sił i środków, z jakimi dywizja miała wejść do walki. To proste na pierwszy rzut oka zagadnienie nie zawsze rozwiązywane było szybko i zadowalająco.

Przeszkody powstawały głównie wskutek braku administracyjnych nawyków w korpusie dowódczym oraz prymitywnego poziomu pracy ewidencyjnej w wojsku. Spisy osobowe w pododdziałach oraz ewidencja ruchu składu osobowego prowadzone były niestarannie.

Spotykano dowódców batalionów i nawet kompanii, którzy mieli trudności z podaniem dokładnej liczby swych podwładnych, toteż kon­trola stanu oddziałów zabierała nieraz wiele czasu i mimo to nie zawsze przynosiła w pełni pożądane wyniki. W danym przypadku sytuację komplikowała okoliczność, że niektóre ogony dywizji i brygad znajdo­wały się jeszcze w drodze, podobnie jak część łudzi, którzy pozostali w tyle za maszerującymi rzutami i nie zdążyli wrócić przed rozpoczę­ciem operacji do swoich pododdziałów.

Znacznie większe trudności nastręczało przełamywanie nie wykorze­nionego jeszcze wówczas wśród dowódców wszystkich szczebli poglądu

67

(wywołanego ograniczoną ilością posiadanych w Republice zasobów i środków zaopatrzenia bojowego wojsk oraz trudnościami w ich uzys­kaniu), iż dowództwo nie powinno ujawniać całej prawdy i że przezor­ny dowódca powinien dysponować ukrytymi zasobami utrzymywanymi w tajemnicy przed przełożonymi. Dlatego, o ile w sprawie stanu oso­bowego można było uzyskać dane bliskie prawdy, o tyle w sprawie środków materialnych, szczególnie zaś transportu i broni maszynowej, których brak zawsze i najostrzej odczuwano, sztaby nadrzędne dodawały pewną procentową nadwyżkę do oficjalnych danych nadesłanych przez oddziały, przy czym rozmiary tej nadwyżki mogły być znaczne i wahały się w zależności od indywidualnych cech dowództwa, które je przed­stawiało.

Specjalnie wydzieleni oficerowie sztabu dywizji zajęli się kontrolą brygad i oddziałów i w wyniku ich dwudniowej pracy dowództwo dy­wizji uzyskało dość wierny obraz stanu swych sił i środków, co ułatwiło podjęcie decyzji i słuszny ich podział na czas walki.

2. Jednoczesnym i głównym zadaniem sztabu było zbadanie rejonu przyszłych działań oraz zebranie i przygotowanie materiałów do organi­zacji walki i zorientowania dowództwa w nowych dla niego warunkach i w sytuacji na froncie.

Było rzeczą ważną, aby wyżsi oficerowie sztabu dywizji dokładnie zapoznali się z terenem i w tym celu operatorzy i zwiadowcy brali udział we wszystkich trzech rekonesansach dywizji, pozostali zaś oficerowie sztabu i służb pod kierownictwem zastępcy dowódcy dywizji przepro­wadzili 22 i 23. VIII samodzielne wyjazdy na rekonesans do rejonu Quinto 1.

Oprócz tego, 23.VIII wieczorem na ostatniej przed walką odprawie dowódców na wzg. El Cornero obecni byli wszyscy bez wyjątku ofice­rowie sztabu dywizji i w ten sposób zostali oni zapoznani nie tylko z ogól­nym planem działań dywizji, lecz również z zadaniami brygad i poszcze­gólnych oddziałów, dzięki czemu później dobrze orientowali się we wszystkich sytuacjach walki.

Wydział rozpoznawczy sztabu dywizji zorganizował na El.Cornero ku schyłkowi 22.VIII, tj. na dobę przed rozpoczęciem operacji, dywizyjny PO, skąd prowadzono obserwację nieprzyjaciela i zbierano dane o skła­dzie, siłach i rozmieszczeniu garnizonu w Quinto.

Dywizja nie mogła liczyć na znaczną pomoc korpusu w rozpoznaniu składu wojsk i systemu obrony rebeliantów w Quinto, ponieważ uwaga sztabu korpusu, który znalazł się, podobnie jak i dywizja, w nowych, nieznanych warunkach frontu wschodniego, skupiała się w sposób na­turalny przede wszystkim na położonej w głębi strefie nieprzyjaciela i na rozpoznaniu przeszkód, jakie mogły napotkać na drodze do miasta kolumny nr l i nr 4. Dlatego wysiłki zwiadowców dywizyjnych skupiały się na wizualnej obserwacji nieprzyjaciela i zbieraniu o nim wiadomości od żołnierzy i oficerów 117 brygady, którzy dłuższy czas przebywali na Purburel i El Cornero. Częściowo okazał pomoc swą informacją sztab XIII korpusu. W sumie udało się uzyskać dostatecznie pełne dane o nieprzyjacielu wraz z lokalizacją części gniazd ogniowych faszystow­skich karabinów maszynowych na umocnieniach w rejonie cmentarza.

Dane o nieprzyjacielu natychmiast przekazywano do brygad i od­działów dywizji.

Wydział operacyjny sztabu dywizji obok najbardziej aktywnego udziału w rekonesansach przystąpił do pracy w zakresie organizacji ciągłej łączności dywizji z korpusem i brygadami.

22.VIII wieczorem sztab dywizji miał' łączność telefoniczną ze szta­bem V korpusu, w nocy zaś z 23 na 24.VIII zakończono budowę stano­wiska dowodzenia i punktu obserwacyjnego dywizji na El Cornero oraz nawiązano łączność telefoniczną z XI BM w El Soso.

Wybór SD i PO dywizji na El Cornero, bardzo udany ze względu na dobre warunki obserwacji pola walki i osobistą łączność z XV BM i dowództwem artylerii, miał również kilka bardzo słabych stron, które przeoczono i nie wzięto pod uwagę przy organizacji dowodzenia. Po pierwsze, wzgórze było dobrze znane rebeliantom i doskonale widoczne na tle terenu, stanowiąc dogodny obiekt dla działań lotnictwa nie­przyjaciela i wdzięczny cel dla jego artylerii strzelającej z Quinto. Po drugie, wzgórze okazało się przeładowane ponad wszelką miarę, gdyż oprócz SD i PO dywizji, XV BM i artylerii, rozmieściły się tam również dywizyjna kompania karabinów maszynowych, łączność oraz cały aparat sztabu dywizji, u podnóża zaś skupiły się samochody osobowe, ciężarów­ki oraz połowa baterii grupy artylerii korpuśnej i armijnej. Przez całą dobę odbywał się tu ożywiony ruch samochodowy i pieszy. Na domiar złego, w odległości 300 m od El Cornero zajęła stanowiska' ogniowe ba­teria artylerii plot.1

1 Wykonywane one były zresztą nie dość umiejętnie, na samochodach podno­szących kłęby kurzu, co spowodowało interwencję dowódcy V korpusu, który był przypadkowo świadkiem jednego z takich rekonesansów i zażądał przestrzegania wymogów elementarnego choćby maskowania oraz ostrożności przy ich przeprowa­dzaniu. Jeńcy wzięci do niewoli w dwa dni później zeznali, że obserwowali ów niezwykły na tym odcinku ruch ludzi i samochodów, jednakże nieprzyjaciel nie wysnuł z tego należytych wniosków. Służba obserwacyjna rebeliantów miała braki nie mniejsze niż republikańska.

1 Lotnictwo nieprzyjaciela wykazywało duże zainteresowanie artylerią plot. republikanów i wojska, .podobnie jak i sztaby, starały się unikać zbyt bliskiego z nią sąsiedztwa. W operacji bruneckiej wiele stanowisk dowodzenia i PO oddzia­łów niejednokrotnie było przedmiotem bombardowania i ostrzału artyleryjskiego rebeliantów głównie dlatego, że w pobliżu tych SD i PO rozmieszczone były baterie artylerii plot.

 

Zaprowadzenie w tych warunkach elementarnego porządku na SD natrafiało na trudności niemal nie do pokonania. Grzbiet wzgórza stale był czarny od „obserwatorów", którzy nie chcieli pominąć żadnego szczegółu walki. Ruch na SD przypominał ruchliwe skrzyżowanie w mieście. Samochody i działa u podnóża wzgórza pozostawały odsło­nięte wskutek braku środków maskowniczych i naturalnych ukryć.

Tylko dzięki całkowitej w tych dniach bezczynności lotnictwa rebeliantów i bierności artylerii nieprzyjaciela znajdującej się w Quinto stanowisko dowodzenia i punkt obserwacyjny dywizji mogły spokojnie spełniać swą rolę. Nalot kilku samolotów nieprzyjaciela lub skuteczny ostrzał artyleryjski mogły, jeśli nie całkowicie sparaliżować, to co naj­mniej mocno ograniczyć i utrudnić pracę stanowiska dowodzenia.

Dzięki posiadaniu specjalnego autobusu przerobionego w warsztatach dywizyjnych ze zwykłej 3,5-tonowej ciężarówki, przystosowanej do wa­runków polowych, sztab dywizji nie miał' żadnych trudności w pracy i mógł wykonywać normalnie swe funkcje w dowolnych warun­kach walki.

Wyposażenie autobusu w dwa biurka z szufladami i półkami do przechowywania dokumentów i map umożliwiało równoczesną pracę dwóch oficerów operacyjnych lub czterech maszyn do pisania. Po raz pierwszy autobus został wypróbowany pod Brunete, zdając tam wspa­niale egzamin. Operacja saragoska potwierdziła jego wartość jako środ­ka ułatwiającego znacznie pracę sztabu w warunkach polowych.

Wiele uwagi trzeba było poświęcić przygotowaniu materiałów topo­graficznych. Dywizja otrzymała na operację 15 egz. map rejonu Quinto — Belchite, z których co najmniej 1/3 musiała zużyć na własne po­trzeby. Na brygady i oddziały pozostało po l—2 egz., co nie mogło w minimalnym choćby stopniu pokryć potrzeb dowództw i sztabów bry­gad, nie mówiąc już o pododdziałach brygad. W takich przypadkach z pomocą przychodziła sekcja topograficzna, która istniała, jak już wspomniano, w każdej brygadzie. Sztab dywizji dysponował trzema specjalistami—kreślarzami, którzy w ciągu dwóch dni poprzedzających operację sporządzili dostateczną ilość kopii map rejonu Quinto dla wy­działu operacyjnego oraz szkiców dróg dla szefów służb. Oprócz tego XI BM przekazała dywizji kilka fotokopii map całego rejonu działań korpusu, co umożliwiło śledzenie sytuacji także na odcinkach sąsiadów.

Kolorowe mapy taktyczne w skali l : 50 000, jakimi posługiwały się wojska republikańskie, pokrywały w pełni zapotrzebowanie sztabów aż do brygad włącznie. Dla batalionów skala ta częstokroć była zbyt mała. Jedynym brakiem map były warstwice 20 m, które nie uwzględniały wielu szczegółów rzeźby terenu. Drukowane na papierze łamliwym na

zgięciach wymagały podklejenia na płótnie, co również wchodziło w za­kres obowiązków sekcji topograficznej sztabu.

Dzięki dużej energii szefa sztabu dywizji i zgodnym dwudniowym wysiłkom całego zespołu pracowników sztab 35 dywizji był dostatecznie przygotowany do spełniania roli kierowniczego organu dowództwa, jakim też pozostał w ciągu całej operacji.

PRZYGOTOWANIE WOJSK

Niewiele godzin, jakie pozostały do rozpoczęcia operacji, oddano cał­kowicie do dyspozycji oddziałów na doprowadzenie do porządku uzbro­jenia i zapoznanie się z nowymi karabinami maszynowymi. Równocześ­nie dowódcy i pracownicy aparatu politycznego oddziałów na podstawie wytycznych swych przełożonych przeprowadzali gawędy w pododdziałach na temat nadchodzących walk.

Dowództwo dywizji informowało podległe mu oddziały o wszystkich szczegółach przygotowań do operacji, niemniej jednak uważało za nader pożyteczne przeprowadzenie przed walką specjalnych odpraw dowódców i aparatu politycznego w każdej brygadzie i jedynie z braku czasu trze­ba było ograniczyć się do takiej odprawy w dniu 23.VIII o godz. 14.00 w jednej tylko — będącej nową w dywizji — XV Brygadzie Międzyna­rodowej, na której obecna była jej kadra dowódcza i polityczna z pod­oficerami włącznie.                             ^

Występujący na odprawie dowódca dywizji zapoznał zebranych z za­daniami dywizji i brygad oraz dał wytyczne co do działania piechoty w natarciu oraz jej współdziałania z artylerią, czołgami i lotnictwem, ponieważ zagadnienia te, jak to wynikało z doświadczeń poprzednich walk, najbardziej kulały w oddziałach. Istota wytycznych dowódcy dy­wizji sprowadzała się do następujących podstawowych wskazań:

l) główną gwarancją powodzenia w natarciu jest możliwie najpeł­niejsze wykorzystanie przez piechotę przygotowania artyleryjskiego (i lotniczego) dla maksymalnego zbliżenia się nacierających do umocnień nieprzyjaciela z tym, aby w chwili zaprzestania lub przeniesienia ognia artyleryjskiego pododdziały piechoty, nie czekając na żadne dodatkowe rozkazy, niezwłocznie atakowały nieprzyjaciela i nie pozwalały mu na odtworzenie obrony. Lepiej jest świadomie iść na ryzyko maksymalnego przybliżenia się grup strzelców do ściany ognia aż do granicy rozrzutu odłamków własnych pocisków, aniżeli pozostając w tym czasie z daleka od nieprzyjaciela opłacać później każdy metr posuwania się naprzód zbyteczną krwią własnych żołnierzy;

2) drugim warunkiem powodzenia powinno być całkowite odrzucenie takiego pojmowania roli i zadań czołgów w natarciu, według którego

71

mają one rzekomo koniecznie i zawsze posuwać się przed atakującą piechotą. W praktyce ten szkodliwy szablon doprowadził do tego, że wszelkie, nawet wywołane czysto technicznymi przyczynami chwilowe zatrzymanie się czołgów na polu wałki z reguły powodowało natych­miastowe zatrzymanie się również pododdziałów strzeleckich, spokojnie wyczekujących nowego skoku naprzód wozów bojowych, choćby sytu­acja całkowicie umożliwiała samodzielne kontynuowanie natarcia.

Nie mniejszym złem jest brak u piechoty poczucia odpowiedzialności wobec towarzyszących jej czołgów. Rzadko pomaga ona tym ostatnim w usuwaniu technicznych niesprawności (np. zsunięcie się gąsienic), w pokonywaniu naturalnych lub sztucznych przeszkód na polu walki, nie udziela dostatecznej pomocy w obezwładnieniu najniebezpieczniej­szego wroga czołgów — dział ppanc. nieprzyjaciela.

Wskutek wymienionych przyczyn załogi czołgów, niepewne wsparcia ze strony własnej piechoty, nie zawsze działają z należytą energią i sta­nowczością, dając powód do obciążenia ich odpowiedzialnością za nie­pomyślny wynik walki.

Położyć kres temu dla obu stron niedorzecznemu i szkodliwemu sta­nowi rzeczy można jedynie pod warunkiem, że piechota zorganizuje walkę przede wszystkim licząc na własne siły, w przypadku zaś wspar­cia jej czołgami zapewni współdziałanie z nimi szeregiem przedsięwzięć, bez których współpraca staje się niepełnowartościowa.

a) dowódcy piechoty i czołgów powinni przed walką dokonać wza­jemnej wymiany informacji o zadaniach i dokładnie uzgodnić działania swych pododdziałów;

b) w czasie walki pododdziały strzeleckie nie powinny uzależniać swego natarcia od ruchu czołgów, lecz stanowczo posuwać się naprzód również w tych przypadkach, gdy czołgi zatrzymały się z jakiegoś po­wodu i nie są w stanie chwilowo udzielić im swego wsparcia;

c) obowiązkiem dowódców i żołnierzy w ciągu całej walki jest oka­zywanie pełnej pomocy czołgom, które się zatrzymały, ugrzęzły lub zostały uszkodzone, w usuwaniu niesprawności technicznych, ułatwienie pokonywania naturalnych i sztucznych przeszkód na polu walki, rafo­wanie załóg oraz pomoc w ewakuowaniu uszkodzonych wozów na tyły;

d) piechota wydziela specjalne grupy strzelców z karabinami maszy­nowymi osłaniające własne czołgi przed ogniem dział ppanc. nieprzy­jaciela. Niezależnie od tego należy uznać za regułę, iż każde ujawnione w toku walki działo ppanc. nieprzyjaciela staje się natychmiast przed­miotem ataku najbliższego pododdziału piechoty strony nacierającej.

3) Obok braków w zakresie współdziałania z artylerią i czołgami przyczyną wielokrotnych niepowodzeń w natarciu były i są taktyczno-ogniowe braki samej piechoty, przede wszystkim zaś dysproporcja mię-

72

dzy ogniem jej karabinów maszynowych a wysiłkiem grup strzeleckich w walce. Dowódcy batalionów nie zawsze stawiają konkretne zadania dowódcom kompanii karabinów maszynowych, ci zaś z kolei pozosta­wiają zbyt dużą samodzielność plutonom, a nawet pojedynczym karabi­nom maszynowym w wyborze celów, otwarciu i prowadzeniu ognia. Brak również ścisłego powiązania ognia ręcznych karabinów maszyno­wych z działaniami strzelców w drużynach i plutonach. Stąd, mimo stosunkowo dostatecznego nasycenia pododdziałów bronią maszynową, grupy strzeleckie nie zawsze odczuwają należyte wsparcie własnej broni maszynowej i częstokroć zmuszone są przeciwstawiać karabinom maszy­nowym nieprzyjaciela jedynie ogień własnych karabinów.

Osiągnąć lepszą koordynację wysiłków można jedynie w tym przy­padku, jeśli kompanie karabinów maszynowych w batalionach będą ściśle współpracowały ze swoimi kompaniami strzeleckimi, nie będą roz­praszać się w pojedynkę w terenie, zaczną natomiast działać zwarcie, w postaci baterii karabinów maszynowych nie mniejszych od drużyny karabinów maszynowych każda, przy czym ich głównym zadaniem po­winno być obezwładnianie punktów ogniowych nieprzyjaciela.

4) Wreszcie do poważnych i w dodatku zakorzenionych braków zali­czyć należy zbyt wielkie zagęszczenie żołnierzy w czołowych rzutach, linearny charakter natarcia, brak rozpoznania bojowego i niewybaczalnie szybkie zużywanie odwodów, wprowadzanych do walki przy najmniej­szym, niekiedy pozornym zahamowaniu w czołowych pododdziałach lub na skutek pierwszej z brzegu, przeważnie przesadnej skargi dowódców nacierających kompanii i batalionów na trudność ich położenia i nie­zmiennie ,, silny opór nieprzyjaciela", chociażby od tego ostatniego dzie­liło ich wiele setek metrów odległości.

Na skutek braku rozpoznania bojowego nacierające oddziały nie­rzadko dostają się pod nieoczekiwany ogień karabinów maszynowych nieprzyjaciela. Zbytnie zagęszczenie żołnierzy w czołowych rzutach (co samo nie decyduje jeszcze wcale o powodzeniu) oraz linearny charakter natarcia okazują się dogodne dla nieprzyjaciela i doprowadzają do nad­miernych, niepotrzebnych strat, zbyt wczesne zaś użycie odwodów po­zbawia nacierającego świeżych sił w decydujących chwilach walki.

Dowódca dywizji zalecał dowództwu i składowi oficerskiemu oddzia­łów unikać powtórzenia tych błędów. W czołowych rzutach należy mieć tylko niezbędne minimum sił, pozostawiając w swym ręku możliwie znaczny odwód, który trzeba skrzętnie oszczędzać, ale za to szczodrze używać wówczas, gdy sytuacja rzeczywiście tego wymaga.

Wszystkie te wskazania ilustrowane były przykładami z poprzednich operacji, głównie ze świeżych jeszcze w pamięci walk pod Brunete. Odprawa zakończyła się wydaniem wskazówek dotyczących techniki

 

 

organizacji dowodzenia oddziałami i pododdziałami w walce. Uprzedzono dowódców i aparat polityczny o trudnościach, jakie stoją przed wojska­mi, zażądano od nich podania tego, co usłyszeli na odprawie, do wia­domości żołnierzy.

Na zakończenie podkreślono wojskowe i polityczne znaczenie sukcesu operacji dla Republiki. Nadchodzące walki były również ważne dla pod­niesienia i umocnienia autorytetu brygad międzynarodowych, przeciwko którym prowadzona była ciągła kampania ze strony elementów reakcyj­nych i wrogów Frontu Ludowego.

Po odprawie brygada [XV BM] przeprowadziła u siebie gawędy w pododdziałach aż do plutonu włącznie, co wpłynęło pozytywnie na jej postawę bojową pod Quinto i Belchite.

ORGANIZACJA TYŁÓW (szkic nr 4)

Szef tyłów rozpoczął pracę od zbierania służb, ludzi, transportu i materiałów rozrzuconych na obszarze Caspe — Hijar — Alcańiz. Trze­ba było zorganizować park samochodowy, uzyskać z Walencji przyrze­czone przez Sztab Generalny uzbrojenie, uzupełnić amunicję w bryga­dach i oddziałach, dopomóc służbie zdrowia w wyposażeniu szpitali oraz zabezpieczyć wojska w wodę pitną.

Przegląd techniczny transportu samochodowego ustalił, że ok. 20% pojazdów wymaga pilnie remontu. W tym celu w Hijar od rana 23.VIII zostały uruchomione warsztaty remontowe siłami i środkami dywizji, przywiezionymi jeszcze z Madrytu.

W czasie przejazdu na front wschodni doszło w drodze do kilku awarii. Jeden samochód osobowy, jeden sanitarny i trzy ciężarowe zo­stały rozbite. W czasie awarii ranni zostali jeden oficer i kilku żołnierzy. Stwierdzono również straty w sprzęcie samochodowym brygad.

22.VIII wieczorem dywizja otrzymała z Walencji broń maszynową ł, którą z miejsca przydzielono XI BM i 32 brygadzie. XV BM otrzymała nowe karabiny maszynowe wcześniej, w czasie przejazdu przez Walen­cję. Dywizja pozostawiła sobie 8 ckm i 26 rkm (wraz z zestawem taśm amunicyjnych i magazynków — po 10 sztuk na każdy karabin maszy­nowy) celem wymiany kaemów uszkodzonych i zniszczonych w walce. W warsztacie rusznikarskim dywizji przechowywano w tymże celu ok. 100 sprawnych karabinów. Naprawą drobnych uszkodzeń i usunięciem niesprawności mechanizmów zajmowały się batalionowe punkty rusznikarskie, składające się z jednego — dwóch rusznikarzy lub po prostu

1 Ilustracją dotkliwego braku uzbrojenia w armii republikańskiej może być późniejsze natarczywe żądanie Sztabu Generalnego, aby zwrócono mu te karabiny maszynowe, wydane dywizji ,,czasowo, tylko do przeprowadzenia operacji".

żołnierzy dobrze obznajmionych ze sprzętem bojowym i zaopatrywa­nych w niewielkie ilości części zapasowych do naprawy karabinów i bro­ni maszynowej. Punkty takie rozmieszczono skrycie, w fałdach terenu, razem z punktem amunicyjnym, w odległości 0,5—l km od przedniego skraju. Większe uszkodzenia naprawiały warsztaty brygad, poważnie uszkodzone lub zdezelowane karabiny maszynowe brygady były w czasie walk wymieniane z rezerwy karabinów maszynowych dywizji.

Norma amunicji w dywizji wynosiła 150 naboi na karabin, 2500 na rkm i 5000 na ckm. Brygady miały z reguły dwie takie normy: jedną przy żołnierzu i przy karabinach maszynowych, drugą — przewożoną w batalionach (jedna ciężarówka 3-tonowa) i transportem brygad.

Dywizja dysponowała przewożonym zapasem w ilości 0,5—l min naboi. Na froncie centralnym, gdzie dywizja przebywała w ciągu kilku miesięcy przed opisywaną operacją, miała ona w pobliżu Madrytu wła­sny skład dywizyjny, w którym przechowywano jako zapas nienaru­szalny: l—1,5 min naboi do karabinów i karabinów maszynowych, 5—6 tyś. granatów ręcznych, l—2 tyś. pocisków artyleryjskich mniejszych kalibrów, niewielką ilość stalowych hełmów, zapas masek przeciwgazo­wych, sprzęt okopowy i inżynieryjny, nieco umundurowania, 10—15 tyś. litrów paliwa oraz inne materiały i sprzęt.

Na front wschodni dywizja wzięła ze sobą najwyżej 20—25% amu­nicji posiadanej w Madrycie.

Po przybyciu do Aragonii została rozwinięta, w pobliżu stacji zaopa­trywania w Puebla de Hijar, baza dywizyjna z paliwem, amunicją i żyw­nością, skąd wszystko to, z wyjątkiem produktów żywnościowych, dowożono do brygad. Bliżej do frontu, w rejonie 50 kilometra szosy Saragossa—Azalia wysunięto dywizyjny punkt amunicyjny z rezerwą zapasowych karabinów maszynowych i ruchomym warsztatem ruszni­karskim.

W ciągu całej operacji dywizja nie odczuwała braku amunicji ani innych rodzajów zaopatrzenia materiałowego wojsk. Sprawę obsługi medycznej rozwiązano bez szczególnych wysiłków. Dzięki szerokiej pomocy napływającej z zagranicy brygady mię­dzynarodowe miały znacznie mniejsze trudności materiałowe aniżeli od­działy hiszpańskie. Szczególnie pomyślna sytuacja istniała w dziedzinie służby sanitarnej.

Każda z brygad międzynarodowych dysponowała personelem me­dycznym i środkami przewyższającymi z reguły ich własne potrzeby. Ponadto dywizja miała własną służbę zdrowia z mieniem sanitarnym wystarczającym do wyposażenia stacjonarnego i polowego szpitala na 250—300 łóżek. Transport ewakuacyjny wynosił 5 samochodów dywizyjnej służby

 

 


zdrowia oraz 26 samochodów w brygadach, które mogły za­brać jednocześnie ponad 150 rannych. Lekarstw było pod dostatkiem. Była również po­lowa apteka na samochodzie.

 

 

 

W walce pod Quinto siły medyczne i środki sanitarne (z wyjątkiem batalionowych) jednoczył w swym ręku szef służby zdrowia dywizji. Ranni dostarczani byli z linii ognia na noszach do batalionowych punktów medycznych, stąd sa­mochodem sanitarnym do roz­dzielczego punktu medycznego dywizji, położonego w budce dróżnika pomiędzy 49 a 50 ki­lometrem szosy Saragossa — Azalia, który kierował ich, za­leżnie od rany, albo do dywi­zyjnego   szpitala   polowego w Hijar, albo na punkt ewa­kuacyjny w Puebla de Hijar, skąd dalsza ewakuacja do Benicasim* odbywała się pocią­giem sanitarnym.

Szkic nr 4. Organizacja tyłów w walce pod Quinto

Bardzo ważnym odcinkiem pracy tyłów było zaopatrywa­nie wojsk w wodę pitną. W warunkach operacji sara-goskiej sytuację komplikował sam rejon, z panującą tu stale posuchą i nielicznymi miejsco­wościami, dysponującymi do­stateczną ilością nadającej się do   picia  wody.   Brygady

międzynarodowe dysponowały po jednym 3-tonowym samochodzie—cy­sternie i same zaopatrywały się w wodę. Oddziałom dywizyjnym i 32 bry­gadzie dowożono wodę środkami dywizji ze studzien Azalii i Hijar, tj.

 

z odległości 15—30 km, w godzinach ustalonych specjalnym harmono­gramem szefa tyłów. W przypadku gdy woda była wątpliwej jakości, oczyszczano ją chemicznie w cysternach samochodowych i dopiero w ta­kiej postaci dostarczano do kuchni polowych i do oddziałów. Wojskom dostarczano wodę na pozycje w glinianych dzbanach, drewnianych becz­kach lub metalowych termosach o pojemności 10—25 litrów. W czasie silnych upałów do wody dolewano 5% wina gronowego, w czasie zaś chłodów wydawano grzany, mocno rozcieńczony wodą koniak.

Dzięki tym najprostszym przedsięwzięciom skład osobowy oddziałów dywizji nie cierpiał pragnienia i nie zapadał na choroby żołądkowo-jelitowe. Troska o zaopatrzenie w wodę, jak i w ogóle o potrzeby materialne żołnierzy, miała ważne, nieraz decydujące znaczenie dla podtrzymywa­nia ich wytrwałości w walce.

WYMARSZ DYWIZJI NA PODSTAWY WYJŚCIOWE

23.VIII zaczęły wyruszać spod Hijar XI i XV BM. 32 brygada wyszła poprzedniego dnia wieczorem do rejonu Vinaceite, Almochuel, skąd w nocy z 23 na 24.VIII miała nacierać na Codo. XI i XV BM miały przejść 20 km na północ, do 48 km szosy Saragossa—Azaila, i w nocy z 23 na 24.VIII wyruszyć stamtąd do rejonów wyjściowych nakazanych w rozkazie dywizji.

Przejście brygad w przededniu operacji do nowego dla nich rejonu w porze dziennej, niemal na oczach nieprzyjaciela, tj. pod groźbą ryzyka utraty czynnika zaskoczenia, wynikło z winy dowództwa dywizji, które dopuściło się niewybaczalnego zaniedbania przy zapoznawaniu się z treś­cią rozkazu operacyjnego V korpusu armijnego, nr l z dnia 22.VIII, otrzy­manego przez dywizję wieczorem tegoż dnia. Zgodnie z rozkazem kolum­na nr 2, tj. XI i XV BM, miała ruszyć spod Hijar w nocy z 22 na 23.VIII z takim rozliczeniem, aby do rana osiągnąć nowe nakazane jej rejony. Sztab korpusu nie wniósł jednak tego polecenia do ogólnego punktu rozkazu regulującego ruch oddziałów i kolumn korpusu, umieścił je natomiast na ostatniej stronie, poniżej podpisu szefa sztabu korpusu 1. Rozkaz odczytywano w dywizji wieczorem, przy słabym świetle latarki kieszonkowej (chociaż w odległości 100 m znajdował się autobus szta­bowy z oświetleniem elektrycznym) i dopisek nie został zauważony ani przez szefa wydziału operacyjnego, ani przez szefa sztabu dywizji, ani wreszcie przez dowódcę dywizji. Wszyscy trzej uważali za rzecz dziwną brak w rozkazie polecenia w sprawie przesunięcia XI i XV BM na północ, ponieważ wiedzieli, że początek operacji wyznaczono na następną noc,

* W Benicasim, położonym nad Morzem Śródziemnym, ongiś stanowiącym jedną z głównych miejscowości wypoczynkowych elity hiszpańskiej, zorganizo­wano centralny szpital brygad międzynarodowych.

76

4 Patrz załącznik nr 2.

 

 

niemniej jednak żaden z nich nie domyślił się, aby zatelefonować dla rozproszenia wątpliwości do sztabu korpusu lub wysłać tam kogoś z ofi­cerów operacyjnych. To niezwykle przykre niedopatrzenie wykryte zo­stało dopiero nad ranem 23.VIII.

Z wielkimi trudnościami, po wyładowaniu z części samochodów amu­nicji, zdołano zgromadzić nieco środków transportowych, jednak XI BM zdołała dopiero o godz. 12.00 rozpocząć przerzut na północ, dokonując go niezwłocznie, drobnymi partiami i ze zdwojoną ostrożnością, aby ukryć ruch przed obserwacją nieprzyjaciela. XV BM pozostała na miejscu aż do wieczora, oczekując na zwolnienie środków transportu przez XI BM. Ta ostatnia jednak nie śpieszyła się zbytnio ze zwrotem ciężarówek i XV BM zdążyła do świtu 24.VIII przerzucić na podstawy wyjściowe jedynie dwa swoje bataliony.

Wojska faktycznie zostały pozbawione jakiegokolwiek odpoczynku przed walką i poszły do natarcia znużone i bez snu.

Niedbalstwo dywizji groziło całkowitym storpedowaniem jej działań i tylko beztroska nieprzyjaciela pozwoliła uniknąć poważnych komplika­cji dla całej operacji.

Z chwilą zapadnięcia zmierzchu do rejonu El Cornero zaczęły przy­bywać i rozmieszczać się na stanowiskach ogniowych baterie artylerii korpuśnej i armijnej. Ustawienie 55 dział na malutkim placyku u pod­nóża wzgórza i przygotowanie ich do działań w ciągu jednej krótkiej letniej nocy stanowiło zadanie niełatwe, tym bardziej że we wstępnym rekonesansie uczestniczyli tylko starsi dowódcy artylerii i nawet część dowódców dywizjonów artylerii znalazła się po raz pierwszy w tym terenie.

Aż do rana na El Cornero panował ożywiony ruch i ustawianie ba­terii i dział. Szosa i drogi dookoła wzgórza były zawalone wielką ilością pojazdów, które godzinami oczekiwały na wyładowanie dział, amunicji i ludzi.

Dowódca artylerii armii, który kierował całą artylerią wzmocnienia, niejednokrotnie w ciągu nocy uspokajał dywizję, twierdząc, że w ozna­czonym czasie, tj. 24.VIII do godz. 6.00, baterie zdążą zakończyć prace przygotowawcze do strzelania i otworzą ogień bez opóźnienia, jednakże w słowach jego nie czuło się pewności. Uspokajające zapewnienia wyda­wały się raczej podyktowane chęcią uniknięcia przedwczesnego starcia z dowództwem dywizji, do czego rzeczywiście doszło później, na samym początku walki.

Dywizja niepokoiła się również przebiegiem przygotowań do walki w obydwu brygadach. 23.V1II o godz. 21.00 bataliony XI BM zebrały

się w całości na lewo od drogi w pobliżu 48 km szosy Saragossa — Azalia skąd za 2 godziny miały wyruszyć celem zajęcia podstaw wyjściowych w gaju oliwnym El Soso, położonym o 4 km na północny zachód od El Cornero. Dowództwo brygady meldowało, że drogi w El Soso zostały rozpoznane, że wydano dokładne wskazówki przydzielonemu do brygady dywizjonowi artylerii i że dokładnie w wyznaczonym czasie bataliony przystąpią do wykonywania postawionych im zadań.

Informacja dowódcy brygady nie odpowiadała jednak rzeczywistości. To prawda, że bataliony brygady wyruszyły o godz. 23.00 w celu zajęcia podstaw wyjściowych, ale gdy doszły do El Cornero, zostały tam za­trzymane prawie przez 3 godziny, gdyż dowódcy batalionów dopiero teraz udali się wraz z zastępcą dowódcy dywizji na rozpoznanie dróg w El Soso. Żołnierze niedwuznacznie wyrażali swe niezadowolenie z sy­tuacji, pozbawiającej ich paru godzin niezbędnego przed walką snu, podczas gdy dowódca brygady odpoczywał o 3 km z tyłu i zjawił się w batalionach dopiero w chwili wznowienia przez nie marszu, t j. 24. VIII c godz. 2.15, po powrocie dowódców batalionów z rozpoznania i dopiero po wezwaniu go przez oficera, specjalnie wysłanego doń przez dowódcę dywizji.

Dowódca brygady pozbawił się również przydzielonego mu dywizjonu artylerii. 23.VIII od godz. 22.00 kolumna ciężarówek z działami znajdo­wała się przy skrzyżowaniu dróg, ok. 3 km na północ od m. Azalia, daremnie czekając na przybycie obiecanego przez^ brygadę oficera łącz­nikowego, który powinien był doprowadzić ją do El Soso. Po czterogo­dzinnym czekaniu dywizjon artylerii wyruszył tam samodzielnie, błądził przez całą noc szukając właściwej drogi i dopiero nad ranem 24.VIII wrócił na El Cornero, gdzie zajął stanowiska ogniowe w ogólnej grupie artylerii.

Bardziej nieprzyjemna sytuacja wytworzyła się w XV BM, która miała zluzować o północy oddziały 117 brygady na wzg. Purburel i El Cornero, a poza tym mieć o świcie u podnóża wzgórza jeden batalion do zaatakowania cmentarza. Dwa pozostałe bataliony tej brygady po­winny były w ciągu nocy przejść do El Soso i pozostać tam w dyspozycji dywizji.

23.VIII o godz. 21.00 brygada ciągle jeszcze nie wyruszała, spokoj­nie czekając pod Hijar na środki transportu, które miała jej przysłać XI BM. Ta ostatnia dopiero w godzinę później zwróciła XV Brygadzie Międzynarodowej kilka ciężarówek, „zapominając" nadesłać własne, mimo zupełnie wyraźnego rozkazu szefa sztabu dywizji, przekazanego w ciągu dnia szefowi sztabu XI BM, że jak tylko brygada zakończy przerzut swych batalionów, natychmiast przekaże XV BM cały transport samochodowy wraz z własnymi pojazdami.

 

Z wielkim napięciem, mobilizując dosłownie wszystkie środki tran­sportowe aż do osobowych i sanitarnych samochodów dywizji włącznie, zdołano w połowie nocy przerzucić na El Cornero i Purburel 59 batalion hiszpański, o świcie zaś 60 słowiański batalion im. Dymitrowa.

Pierwszy z nich zluzował, a raczej zajął w nocy okopy, z których odeszły pododdziały 117 brygady nie doczekawszy się zluzowania, drugi zaś na godz. 5.00, tj. zaledwie na godzinę przed rozpoczęciem natarcia, ledwo zdążył ześrodkować się na zachodnich zboczach El Cornero. 57 angielski i 58 amerykański batalion ześrodkowały się w El Soso.24.VIII przed południem.

Kompania czołgów przeszła z Azalii do El Soso 24.VIII o godz. 5.00. W nocy na El Cornero rozlokowało się stanowisko dowodzenia i punkt obserwacyjny dywizji. Nad ranem nawiązana została łączność telefo­niczna ze wszystkimi oddziałami dywizji i z korpusem.

W pierwszej połowie nocy obok El Cornero przemaszerowała ko­lumna nr l w składzie: 4 samodzielna brygada kawalerii i 100 brygada piechoty. Pierwsza zmierzała do m. Mediana, druga — do Fuentes de Ebro.

PRZEBIEG DZIAŁAŃ BOJOWYCH

PIERWSZY ETAP OPERACJI (24—26 sierpnia) (szkice nr 3 i nr 5)

24 sierpnia. Świt poranku przyćmiło oświadczenie dowódcy artylerii armii, iż nie zdoła we właściwym czasie przystąpić do wykonania za­dania, ponieważ nie wszystkie jeszcze baterie zajęły stanowiska ogniowe i zabrakło amunicji, która utknęła gdzieś w drodze. Można, co prawda, prowadzić ogień siłami jednego dyonu, ale on, dowódca artylerii, wątpi, czy to pomoże piechocie.

Na pytanie, ile potrzeba czasu na zajęcie przez wszystkie baterie stanowisk ogniowych oraz na dowiezienie pocisków, dowódca artylerii odpowiedział, że nie może podać dokładnego terminu, ale obiecuje pod­jąć wszelkie niezbędne kroki, aby go maksymalnie przyśpieszyć. „Zresz­tą — dodał dowódca artylerii — otrzymałem rozkaz przygotowania arty­lerii do działań nie na dzień dzisiejszy, lecz na 25.VIII z rana, tj. na jutro" (!).

Rozmowa odbyła się o godz. 5.30. Wstrzeliwanie miało się zacząć za 30 minut. Bez artylerii nie można było nacierać.


 

 

 

Dywizja dysponowała nieco inną informacją o położeniu aniżeli do­wódca artylerii. Poprzedniego wieczora jeden z oficerów sztabu dywizji otrzymał polecenie obserwowania przygotowań artylerii i z jego mel-


80

dunku wynikało, że o świcie nie zdążyły zająć stanowisk ogniowych je­dynie 3—4 baterie, natomiast reszta zakończyła już lub kończy usta­wianie dział i ma łączność telefoniczną ze stanowiskiem dowodzenia ar­tylerii na El Cornero, będącym równocześnie punktem obserwacyjnym całej grupy- Co się tyczy amunicji, to istotnie zaledwie jeden—dwa dyony dysponowały pełną jednostką ognia. Amunicja, jaką rozporządzały po­zostałe baterie, nie wystarczała do dłuższego strzelania, jakkolwiek ilość posiadanych pocisków powinna była wystarczyć do wstrzeliwania i na okres walki do czasu przybycia samochodów z parku artyleryjskiego, które miały za godzinę—dwie nadejść na El Comero. Zaczęły one nadjeżdżać poczynając od 8.00 i odtąd zaopatrywanie artylerii w amu­nicję odbywało się bez. zakłóceń.

Dywizja — bardziej polegając na informacji swego oficera, aniżeli na meldunkach dowódcy artylerii—postanowiła pozostawić temu ostat­niemu pełną swobodę w zakresie wstrzeliwania, żądając jedynie, aby przygotowanie artyleryjskie rozpoczęło się w ściśle ustalonym czasie, tj. o godz. 7.00, wszystkimi posiadanymi bateriami i tą ilością pocisków, jaką one dysponowały.

Wstrzeliwanie rozpoczęło się o godz. 7.30. Początkowo wstrzeliwano się powoli i dopiero po 30—35 minutach pociski zaczęły trafiać w rejon celu, po czym artyleria przystąpiła do obezwładniania celów. W przed­dzień umówiono się, że w ciągu początkowych 3 kwadransów intensyw­ność ognia nie przekroczy 30—40 pocisków na minutę, t j. mniej aniżeli jeden wystrzał na działo. W ostatnim kwadransie tempo ognia miało stopniowo wzrastać, aby w końcowych minutach osiągnąć stopień peł­nego napięcia technicznego.

W rzeczywistości przygotowanie artyleryjskie przekształciło się w ospałe, niecelne ostrzeliwanie powierzchniowe umocnień nieprzyja­ciela. Bezpośrednie ^trafienia do rowów strzeleckich zdarzały się nader rzadko, sporadycznie. Wiele pocisków wybuchało daleko przed pozycjami rebeliantów, przeszkadzając w zbliżeniu się własnej piechoty i nie poz­walając jej na skrócenie odległości szturmu. Stało się rzeczą oczywistą, iż artyleria zawala atak. Stanowcze żądania dywizji, domagającej się wzmożenia tempa i celności ognia, napotykały olimpijski spokój do­wództwa artylerii, które oświadczyło, iż nie jest w stanie nic więcej wycisnąć z dział.

Punktualnie o godz. 7.30 ukazało się w powietrzu pierwsze 9 bom­bowców, które zbombardowały w dwóch nawrotach centrum m. Quinto. Za nimi, w odstępach co 15 minut, przeszły jeszcze trzy eskadry, które znów zrzuciły bomby na miejscowość i jej najbliższe okolice. Dwie bomby zrzucono na umocnienia koło cmentarza, który był głównym przedmiotem natarcia.

 

 

Wartość nalotu polegała nie tyle na skromnych szkodach zadanych nieprzyjacielowi przez lotnictwo, ile na podniesieniu ducha żołnierzy, którzy na widok własnych samolotów przyspieszyli posuwanie się ku okopom rebeliantów. O wiele żywiej zaczęła się ruszać obsługa dział.

U nieprzyjaciela, przeciwnie, wystąpiły oznaki pewnego zamieszania, które zostało wywołane nieoczekiwanym dlań natarciem ł, w dodatku z udziałem nie spotykanego tu dotąd lotnictwa republikańskiego.

Punktualnie o godz. 8.00 zaczęła działać piechota. Z gaju oliwnego El Soso wyruszyły trzy bataliony XI Brygady Międzynarodowej. 41 [batalion] im. Edgara Andre uderzył w kierunku punktów ogniowych nieprzyjaciela nr l i nr 2, rozmieszczonych na północny zachód od Quinto, 43 [batalion] im. Thalmanna ruszył wprost na cmentarz, nato­miast 44 [batalion] austriacki powinien był przejść pomiędzy dwoma pierwszymi i obejść Quinto od północy. Z El Cornero wyruszył 60 bata­lion im. Dymitrowa XV Brygady Międzynarodowej.

Natarcie piechoty, szczególnie batalionów im. Dymitrowa i im. Thal­manna, odbywało się w porządku i w sposób zorganizowany.

Na czele posuwało się rozpoznanie bojowe z ręcznymi karabinami maszynowymi. Za nim grupami posuwały się kompanie pierwszego rzutu — po dwie w każdym batalionie, w odległości zaś około 0,5 km od pierwszych—kompanie drugiego rzutu. Batalion im. Dymitrowa wy­dzielił niewielką osłonę na prawo, frontem do nieprzyjaciela, który zaj­mował wzgórze na południe od miejscowości.

Zdezorientowani rebelianci początkowo słabo reagowali na natarcie republikanów. Oba bataliony — im. Dymitrowa i im. Thalmanna — były ostrzeliwane z Quinto rzadkim ogniem baterii dział 105 mm, jed­nakże w miarę zbliżania się batalionów do cmentarza ogień broni ma­szynowej nieprzyjaciela stawał się coraz silniejszy, zmuszając atakują­cą piechotę do coraz większego skracania skoków.

O godz. 8.30 bataliony podeszły do okopów nieprzyjaciela na odleg­łość 200—250 m, niektóre zaś zbliżyły się na odległość 150 m od zapór z drutu kolczastego. Co prawda, nacierające grupy w tym czasie znacz­nie przerzedziły się, gdyż dowódcy batalionów, słabo kierując swymi pododdziałami2, nie zapewnili dostatecznej kontroli nad nacierającymi. drużynami i plutonami, z których część zaległa daleko od nieprzyja-

1 Natarcie nieoczekiwane było tylko co do czasu. Na podstawie zeznań jeńców ustalono, że nieprzyjaciel wiedział o przygotowywanej operacji, ale sądził, że roz­pocznie się o 2—3 dni później. M.in. 23.VIII wieczorem rebelianci przystąpili do ewakuacji ludności cywilnej z Quinto i w tym samym dniu ewakuowali znaczną część mieszkańców Belchite.


2 "Uważany za niezłego, dowódca batalionu im. Dymitrowa [ochotnik węgierski Mihaly Salvai ps. ,,Czapajew"] pozostawał w ciągu pierwszej połowy dnia u pod­nóża El Cornero, tj. w odległości 3 km od własnych nacierających kompanii, nie-mając łączności telefonicznej z nimi i będąc pozbawiony tym samym możliwości. obserwowania ich ruchu.

 

 

 

ciela i nie wykazywała pośpiechu w dalszym posuwaniu się naprzód. Pozostała w tyle również część karabinów maszynowych. W rezultacie końcowy skok wykonywany był siłami nie przekraczającymi połowy początkowego stanu batalionu.

Kiedy około 8.30 artyleria przeniosła ogień na miejscowość, bata­liony im. Thalmanna i im. Dymitrowa zgodnie ruszyły do ataku, ale napotkawszy ogień broni maszynowej faszystów zaległy w odległości 50—100 m od nieprzyjaciela. Przygotowanie artyleryjskie nie załamało obrony nieprzyjaciela, nie obezwładniło jego broni maszynowej, a to oznaczało niepowodzenie uderzenia.

I tak właśnie się stało. Grupom strzelców zabrakło energii do nowego skoku. Półgodzinna walka na granaty ręczne ani na jotę nie polepszyła .sytuacji i grupy zaczęły czołgać się do tyłu. Atak został odparty i o godz. 9.00 w rejonie cmentarza zapanowała chwilowa cisza.

W tym czasie znów zaczęły się komplikacje z artylerią. Przybył do­wódca artylerii prosząc o danie mu co najmniej dwóch godzin na uzupeł­niającą korekturę ognia. Sprzęt artyleryjski—jego zdaniem—był tak zużyty i zdezelowany, że bez wstrzeliwania każdego pojedynczego działa nie można było ani przeprowadzić pomyślnie nowego przygotowania artyleryjskiego, ani zapewnić bezpieczeństwa własnej piechocie.

Obecny na El Cornero dowódca V korpusu uwzględnił prośbę do­wódcy artylerii, wyraził jednak życzenie, aby wstrzeliwanie wykonać w krótszym czasie. Brygadom polecono wykorzystać ten czas na przygo­towanie się do nowego ataku. Bataliony im. Thalmanna i im. Dymitrowa powinny były wysunąć na czoło pozostałe w głębi karabiny maszynowe i grupy strzelców.

Początkowe działania na kierunku dwóch innych batalionów XI BM nie zapowiadały szybkiego sukcesu. Batalion austriacki wysłany dla oskrzydlenia Quinto od północy posuwał się powoli w kierunku szosy i wyszedł na północny skraj miejscowości dopiero w drugiej połowie dnia. Dowódca XI BM doniósł telefonicznie o godz. 10.00, że batalion zdobył domy na skraju m. Quinto i przygotowuje się do zaatakowania miejsco­wości o godz. 11.00. W rzeczywistości, jak wykazała kontrola, kompanie batalionu znajdowały się w tym czasie daleko od celu.

Pierwszy sukces przypadł w udziale 41 batalionowi im. Edgara Andre, który o godz. 10.00 dokonał półokrążenia punktów ogniowych nieprzy­jaciela nr l i nr 2.

W wyniku półgodzinnej walki, w czasie której dowódca XI BM dwu­krotnie zwracał się o wsparcie czołgów, obydwa punkty ogniowe, bro­nione przez pluton piechoty rebeliantów z 3 karabinami maszynowymi, zostały zdobyte.

Niedużej grupie nieprzyjaciela udało się wymknąć z okrążenia i roz­proszyć wśród wzgórz La Tosqueta. Na SD dywizji sprowadzono 9 jeń-

ców i Jeden ręczny karabin maszynowy. Później 41 batalion utworzył osłonę zwróconą frontem na północ i północny zachód.

Aczkolwiek opanowanie dwóch punktów ogniowych nieprzyjaciela było drobnym epizodem, stanowiło jednak pierwszy, a więc bardzo war­tościowy sukces, szczególnie ważny po porannym niepomyślnym ataku na cmentarz. Znaczenie jego polegało na tym, że wzmacniał w wojskach wiarę we własne siły, ponieważ sam fakt opanowania punktów ognio­wych okolonych drutem kolczastym, bez wsparcia artyleryjskiego i współdziałania czołgów, i przy kompletnym braku nożyc do przecinania drutu — był dla piechoty niezłym świadectwem jej zdolności bojowej.

O sukcesie batalionu im. Edgara Andre zawiadomiono natychmiast pozostałe oddziały dywizji i wiadomość ta podniosła nastroje żołnierzy [batalionów] im. Thalmanna i im. Dymitrowa, speszonych nieco niepo­wodzeniem swego porannego ataku.

Godziny przedpołudniowe upłynęły wśród przygotowań do nowego ataku. XI i XV BM podciągnęły baterie małokalibrowe i postawiły je na pierwszą linię celem ostrzeliwania gniazd karabinów maszynowych nieprzyjaciela. Bataliony im. Thalmanna i im. Dymitrowa wysunęły z głębi do przodu swe grupy strzeleckie oraz karabiny maszynowe i na­wiązały łączność telefoniczną z dowódcami brygad. Artyleria kończyła wstrzeliwanie i częścią dział prowadziła rzadki, tym razem dość celny ogień na umocnienia cmentarza.

O godzinie 12.00 43 i 60 batalion wzmocniono dwoma plutonami kom­panii czołgów (6 wozów bojowych) z El Soso. Czołgi stanęły w odległości 500 m od nieprzyjaciela i otworzyły ogień do jego okopów i [gniazd] karabinów maszynowych.

Przez cały ten czas piechota republikańska znajdująca się przed zapo­rami z drutu kolczastego była słabo ostrzeliwana z Quinto baterią haubic 105 mm. Od czasu do czasu spadaj na nią huraganowy ogień z karabinów i broni maszynowej, którym rebelianci akcentowali trwałość swej obrony.

Przygotowywany nowy atak nie rokował powodzenia bez uprzedniego zdecydowanego załamania oporu obrońców cmentarza, tzn. zniszczenia chociażby części punktów ogniowych nieprzyjaciela. Dokonać tego mogła jedynie artyleria, ale nadwerężenie sprzętu artylerii oraz rozmieszcze­nie jej SO w odległości ponad 4 km od Quinto — sprowadzały do zera prawdopodobieństwo bezpośredniego trafienia w cel.

Najskuteczniejszym środkiem pozostawał ogień artyleryjski z odkry­tych stanowisk ogniowych. Dwukrotne żądanie dowództwa dywizji wy­dzielenia do tego celu choćby jednego działa spotkało się z nieprzychyl­nym przyjęciem dowództwa artylerii. Odpowiedzi dowódcy artylerii brzmiały, że nie ma on prawa ryzykować sprzętem i że wysłanie działa w porze dziennej w terenie otwartym pod same umocnienia nieprzyja-

 

cielą — oznacza nieuchronną zagładę obsługi, zanim zdąży ona przygo­tować się do walki.

W odmowie dowódcy artylerii znalazł swój wyraz konserwatyzm za­wodowca. Artyleria republikańska, stworzona — podobnie jak całe siły zbrojne — na nowo w procesie wojny, ukompletowana w swej podsta­wowej masie mężnym i oddanym ojczyźnie materiałem ludzkim, znaj­dowała się o wiele dłużej i w stopniu silniejszym aniżeli inne rodzaje wojsk Armii Ludowej w rękach i pod wpływem kadrowego korpusu oficerskiego, zazdrośnie strzegącego nienaruszalności tradycji kastowych i zacofanej doktryny starej artylerii hiszpańskiej. Artyleria starała się pozostać organizmem zamkniętym i uporczywie broniła się przed wszel­kimi nowymi prądami. Jej stosunki z dowództwem ogólnowojskowym i współdziałanie z piechotą na polu walki pozostawały, poza nielicznymi wyjątkami, obustronnie nie uregulowane. Specjaliści artyleryjscy, opisy­wanego, a nawet późniejszego okresu wojny nie zawsze chętnie podpo­rządkowywali się dowódcom ogólnowojskowym, których wspierali, o czym może świadczyć rozkaz bojowy dowódcy 3 kolumny (32 i 116 brygady) nr l z dn. 23.VIII.1937 r. (zob. załącznik nr 5), żądający od dowódców dywizjonu i baterii przydzielonej mu artylerii „utrzymywa­nia łączności z moim SD i wykonywania moich rozkazów" (!). Tego ro­dzaju zastrzeżenia zawarte  są również  w  rozkazach  dowódcy V korpusu i dowódcy 35 dywizji. Rząd republikański, pragnąc uzyskać zasadniczą poprawę w tej dziedzinie, zamierzał wprowadzić w połowie 1938 r. specjalną odznakę dla nagradzania korpusu dowódczego „za dobrą współpracę piechoty i artylerii".

Odmowa ze strony dowódcy artylerii spełnienia prośby dywizji na­sunęła tej ostatniej myśl skorzystania z pomocy własnej artylerii, skła­dającej się, jak wiadomo, z dwóch armat 77 mm, dożywających reszty dni na skutek naturalnego zużycia i braku amunicji. Czasowo pełniący obowiązki dowódcy artylerii dywizji wydzielił w tym celu jedną z tych armat pod dowództwem Francuza kapitana Carró* i postawił mu zadanie podejścia do pozycji nieprzyjaciela na odległość 300—500 m i ostrzela­nia ogniem na wprost rebelianckich karabinów maszynowych. Armata wspaniale wykonała rozkaz.

O godzinie 12.15 od podnóża El Cornero ruszyła ciężarówka z armatą, trzydziestoma pociskani! i obsługą. Samochód lawirując pomiędzy piasz­czystymi pagórkami, pod osłoną fałd terenu posuwał się bez przerwy naprzód i nie zwracając uwagi na nerwowy ogień rebeliantów, spokoj­nie zbliżył się na odległość ok. 400 m do okopów nieprzyjaciela. Tutaj obsługa szybko wyładowała amunicję, ustawiła armatę na odkrytym

* Późniejszy bohater francuskiego Ruchu Oporu, rozstrzelany w czasie oku­pacji przez hitlerowców w Tuluzie.

stanowisku ogniowym, skąd jej pociski przez 10—15 minut burzyły do­stępną część południową faszystowskich umocnień przy cmentarzu. Wy­warło to na nieprzyjacielu oszałamiające wrażenie. Z okopów zaczęli wybiegać pojedynczy żołnierze oraz nieduże grupy rebeliantów, chowa­jąc się w zagłębieniach pofałdowanego terenu. Inni miotali się w rowach strzeleckich, szukając ratunku w schronach. Gdyby piechota w owej chwili przejawiła inicjatywę i stanowczość, szczególnie zaś gdyby artyle­ria wsparła ją swym ogniem, można byłoby łatwo opanować cmentarz. Jednakże zarówno piechota, jak i artyleria ograniczyły się do gwałtow­nego wyrażenia swego zachwytu bohaterstwem samotnej armaty, która ofiarnie spełniała swój obowiązek. Nikt jednak nie okazał jej najmniej­szej pomocy. Jak to nieraz bywa w najpotrzebniejszej chwili, łączność telefoniczna z piechotą nie działała. Poza możliwością wysłania oficerów żadnych środków łączności nie było. Grupa artylerii otworzyła ogień dopiero około godz. 14.30, a więc na długo po tym, jak armata, zużywszy skromny zasób swej amunicji, powróciła bez strat na El Cornero 1.

Dowództwo artylerii w osobach starych rutyniarzy zawodowych, wy­raźnie skonfundowane tak przekonywającym dowodem możliwości strze­lania ogniem na wprost, nie znalazło innej podstawy do usprawiedliwie­nia własnego konserwatyzmu, jak tylko oświadczenie, iż „taki rodzaj ognia nie ma nic wspólnego ze współczesnymi zasadami zastosowania artylerii i stanowi przeżytek prymitywnych form walki, nie do pogodze­nia z najnowszymi poglądami na użycie artyleria w walce" (?).

W godzinę później, po krótkim przygotowaniu artyleryjskim, pie­chota znów ruszyła do ataku, ale dogodna chwila została stracona. Do tego czasu rebelianci zdążyli już opanować się po niedawnej panice, od­tworzyli swoją obronę i zorganizowanym ogniem przyjęli atakujących republikanów. Powtórzyły się poranne' wypadki. Artyleria przeniosła ogień w głąb. Piechota dotarła do drutów kolczastych i rozpoczęła walkę na granaty ręczne. Czołgi zrównały się z atakującymi grupami piechoty i otworzyły z miejsca ogień do okopów, nie zdradzając zbytniej ochoty do wykonania dla niej przejść w zaporach z drutu kolczastego.

Szybko zużywszy amunicję, czołgi zawróciły celem uzupełnienia pa­liwa i amunicji. Osamotnione pododdziały piechoty nie zaryzykowały sa­modzielnych działań, usprawiedliwiając się brakiem nożyc do przecinania drutów, i również wycofały się do tyłu.

Po odparciu przez nieprzyjaciela ataku piechoty, około godz. 15.30, pojawiły się nad Quinto—zupełnie nieoczekiwanie dla dywizji—samo-

1 Działon składał się z następujących ochotników różnych narodowości: Fran­cuzi — kapitan Carre, porucznik Alboursser (poległ na początku 1939 r.), sierżanci Virgue i Cortemand, Flamandowie — sierżanci Heyman i Smits, szeregowiec Van Dineheym, Włoch Villeri i Hiszpan Jaime. Wszystkim w rozkazie dywizji z dnia 27 września wyrażono podziękowanie.

 

loty republikańskie i przez pół godziny bombardowały miejscowość. Umocnienia przy cmentarzu pozostały nienaruszone. Po 45 minutach, o godzinie 16.15, znów usłyszano huk silników i w powietrzu ukazała się nowa eskadra złożona z 9 bombowców, zwracając tym razem szczególną uwagę na stację kolejową Quinto, która w owej chwili najmniej intere­sowała dywizję.

Wartość obydwóch nalotów mogła być o wiele większa, gdyby zbie­gały się one w czasie z początkiem i końcem przygotowania artyleryjskie­go, tuż przed atakiem piechoty, i to pod warunkiem, że uderzenia lotni­cze zostałyby skierowane na cele potrzebne piechocie, nie zaś na dru­gorzędne obiekty. Dowództwo lotnictwa nie uprzedziło jednak dy­wizji o swoim zamiarze wsparcia jej działań. Działało ono wciąż według własnego harmonogramu, opracowanego bez dostatecznego uwzględnienia aktualnych potrzeb wojsk lądowych. Lotnictwo republi­kańskie odczuwało dotkliwy brak samolotów. Personel latający, przeciążony nadmiernie pracą, dokonywał mimo to cudów bohaterstwa. Wysiłki jego traciły jednak nieraz wiele na skuteczności z powodu oderwania od wysiłków wojsk lądowych. Szczupła ilość samolotów powinna była dy­ktować lotnictwu jak najściślejsze powiązanie jego działań z działaniami piechoty, aby każda minuta pracy lotnika i maszyny wynikała z rzeczy­wistych potrzeb walki i kierowana była na najpoważniejsze w danej chwili przedmioty natarcia i cele naziemne.

Harmonijna koordynacja wysiłków mogła być osiągnięta przez zor­ganizowanie trwałej łączności lotnictwa z dowództwem korpusów i dy­wizji na polu walki, co było jednak praktykowane w stopniu nader nie­dostatecznym. Za cały okres wojny jedynie w opisywanej operacji dy­wizja miała szczęście dwukrotnie widzieć u siebie przedstawiciela lotnictwa: po raz pierwszy w przededniu boju pod Quinto i po raz drugi w czasie oblężenia Belchite. Ani przed operacją saragoską, ani po tej operacji dywizja już ich nie spotykała.

Niepowodzenie drugiego ataku wysunęło konieczność wsparcia linii ognia świeżymi siłami, nie tyle na skutek wykrwawienia się batalionów im. Thälmanna i im. Dymitrowa, których straty nie były znaczne 1, ile

1 Zjawiskiem, które nierzadko występowało w walce, były skargi z linii ognia na niedostatek żołnierzy, przy czym, aby uzyskać posiłki od dowództwa, niekiedy meldowano przesadzone liczby zabitych i rannych. Dowódca batalionu im. Dy­mitrowa meldował, że spośród 380 ludzi, z którymi z rana batalion rozpoczął swe natarcie, pozostało do godz. 17.00 co najwyżej 120 żołnierzy, reszta ,,poległa". W rzeczywistości straty okazały się wielokrotnie mniejsze i około północy, po ca­łym dniu wałki, wynosiły w tym batalionie 48 rannych. Brak ludzi tłumaczył się innymi przyczynami, głównie zaś niedostatecznym doświadczeniem korpusu oficer­skiego w zakresie dowodzenia pododdziałami i nie przemyślaną organizacją walki. Część żołnierzy w czasie natarcia przepadła w terenie, inni cofali się z powrotem, niektórzy zaś odchodzili na tyły towarzysząc rannym, po amunicję, po wodę itd., przy czym powracali naturalnie nie wszyscy. W wyniku tego na linii ognia istotnie

\v celu umocnienia ich woli i energii, poważnie osłabionych w wyniku dwóch poprzednich niepowodzeń. O godz. 16.30 wyruszył z El Soso w celu ich wzmocnienia 58 batalion amerykański XV BM, który w ciągu ok. półtorej godziny dotarł pod cmentarz zajmując odcinek pomiędzy batalionami im. Thalmanna i im. Dymitrowa. Czołgi również wzmocnio­no pozostałymi wozami bojowymi kompanii.

O godzinie 18.00 rozpoczął się trzeci i ostatni w tym dniu, udany atak na cmentarz. Wojska przygotowywały się doń zawczasu. Bataliony i kompanie udoskonaliły stanowiska karabinów maszynowych i grup strzeleckich. Pododdziały, do plutonów włącznie, otrzymały dokładne zadania, karabinom maszynowym wskazano cele. Czołgi uzgodniły z pie­chotą zasady współdziałania.

O godz. 18.00 baterie otworzyły ogień i w ciągu 40 minut celnie tym razem raziły okopy nieprzyjaciela, tymczasem zaś piechota z czołgami zbliżyła się gdzieniegdzie na odległość 200—250 m do rebelianckich zapór z drutu kolczastego. W ciągu ostatnich 10 minut ogień artylerii osiągnął krańcowe natężenie. Nieprzyjaciel początkowo usiłował słabo odpowia­dać, ale wkrótce zamilkł i zupełnie przestał reagować na przygotowy­wany przeciwko niemu atak. W chwili kiedy artyleryjski wał ogniowy zaczął przesuwać się od przedniego skraju nieprzyjaciela ku miejscowości, grupy piechoty, wyprzedzane przez czołgi, rzuciły się do przodu. Czołgi, nie zatrzymując się, przeszły poprzez zapory z drutu kolczastego, piechota runęła w utworzone przejścia i dosłownie w ciągu l—2 minut przekro­czyła okopy na przednim skraju, skąd bez zatrzymania się ruszyła dalej, w głąb umocnień.

Nieduże grupy rebeliantów pośpiesznie Wycofujące się do Quinto usiło­wały zaczepić się o domy położone na skraju miejscowości, ale były szyb­ko wypierane stamtąd przez nacierających. Ó godz. 20.00 cała pozycja na cmentarzu i domy aż do kościoła znalazły się w rękach atakujących.

Gdyby bataliony wykazały więcej zdecydowania, mogłyby liczyć na dotarcie dalej w głąb Quinto, mając jednak pododdziały przemieszane, bez ciężkich karabinów maszynowych i armat przeciwpancernych i dy­sponując kadrą dowódczą odważną, lecz słabo doświadczoną w zakresie kierowania walką, bataliony nie podjęły ryzyka zagłębienia się w kręte, wąskie i nieznane ulice miejscowości i zatrzymały się o zmroku przed kościołem obsadzonym przez 200 rebeliantów. 44 batalion austriacki, okrążający Quinto od północy, opanował w chwili atakowania cmentarza

odczuwano niekiedy dotkliwy brak żołnierzy. W obronie odpływ ludzi z okopów był również pokaźny. Później zostały podjęte kroki ograniczające ten odpływ, a więc zwiększono ilość sanitariuszy w kompaniach, wydzielono specjalnych amunicyjnych i żołnierzy do noszenia wody i organizowano na tyłach posterunki i patrole zapo­rowe spośród najlepszych żołnierzy itd. itp.

 

północny i pólnocno-zachodni skraj miejscowości, zdobywając tu 5 hau­bic 105 mm.

Na cmentarzu wzięto 6 jeńców i 9 karabinów maszynowych. Nikłą liczbę jeńców — przy obsadzie umocnień składającej się z dwóch kom­panii — należy wytłumaczyć przeprowadzoną przez rebeliantów zawcza­su, na początku przygotowania artyleryjskiego, ewakuacją okopów i po­zostawieniem w nich słabej osłony nie przekraczającej dwóch plutonów piechoty, przy czym czołowy w istocie rzeczy charakter ataku pozwolił i tym resztkom wycofać się do miejscowości. Straty nieprzyjaciela nie zostały dokładnie ustalone. W okopach znaleziono ponad 40 ciężko ran­nych i zabitych.

Obydwie brygady straciły w pierwszym dniu walki 128 rannych, z tego XI BM — 74 i XV BM — 54 żołnierzy. Było 20—25 zabitych.

Aczkolwiek atak nie rozwinął się dalej, niemniej jednak zajęcie cmentarza stanowiło poważny sukces, który dawał dywizji pozycję do­minującą nad miejscowością i klucz do opanowania całego umocnionego węzła oporu nieprzyjaciela, do czego zdecydowano przystąpić od rana następnego dnia. Wieczorem XV BM przeniosła swoje SD na cmentarz. Dowódca XI BM przeniósł się tu z El Soso następnego dnia o godz. 16.45. XI BM przesunęła w rejon cmentarza swój odwodowy 42 batalion im. Beimlera, a dywizja — 57 batalion angielski XV BM stanowiący odwód dywizyjny.

W nocy zapanowała cisza, zakłócana od czasu do czasu nieznaczną obustronną strzelaniną. Oddziały doprowadzały się do porządku i odpo­czywały. Wojskom dowożono amunicję, ciepłą strawę i wodę.

25 sierpnia (szkic nr 5). Od godz. 6.00 bataliony XI i XV BM miały wznowić natarcie na Quinto. W ciągu nocy nieprzyjaciel, wskutek braku przeciwdziałania ze strony oblegających, zdołał zorganizować trzy ośrodki oporu: w kościele, szpitalu i cementowni. Rebelianci. umocnili się również w wielu pojedynczych domach zawczasu przystosowanych do obrony. Ulice zostały przekopane i zamknięte barykadami, miejscami zaś zawalone ruinami domów zburzonych poprzedniego dnia działaniami lotnictwa.

Quinto podzielone zostało na dwa odcinki. Na północ od kościoła zadanie oczyszczania miejscowości z nieprzyjaciela powierzono oddziałom XI Brygady Międzynarodowej. Południowa część łącznie z kościołem stanowiła odcinek XV BM. Dowódca XI BM potwierdził 44 batalionowi austriackiemu jego poprzednie zadanie (nacierać na Quinto z północy) i wprowadził do działań świeży 42 batalion im. Beimlera zamiast bata­lionu im. Thalmanna, który półkolem otoczył kościół i został podporząd­kowany XV Brygadzie Międzynarodowej. 42 batalion im. Beimlera otrzy-

 


 

 

mał zadanie oczyścić z nieprzyjaciela część miejscowości na północ od kościoła posuwając się z zachodu na wschód i wyjść w centrum Quinto na szosę Saragossa—Azalia, gdzie powinno nastąpić jego spotkanie z ba­talionem austriackim, nacierającym od północy. 41 batalion im. Edgara Andre pozostawał w odwodzie brygady, rozmieszczając się w odległości l—2 km na północny zachód od Quinto. Miał on zadanie nawiązania styczności ze 102 brygadą.

Dowódca XV BM wydzielił 58 batalion amerykański do opanowania kościoła, rozkazując mu ścisłe współdziałać z batalionem im. Thalmanna. Batalionowi im. Dymitrowa polecono oczyszczenie z nieprzyjaciela po­łudniowej części miejscowości łącznie ze szpitalem i cementownią. 57 ba­talion angielski, który do tego czasu znajdował się w dyspozycji dywizji, zwrócony został w nocy XV Brygadzie Międzynarodowej i skierowany na okrążenie od północy umocnień nieprzyjaciela na wzg. 207. 59 bata­lion hiszpański w dalszym ciągu pozostawał na Purburel, mając zadanie wiązania nieprzyjaciela walką na wypadek, gdyby usiłował on przyjść z pomocą obrońcom miejscowości.

W tym dniu działała jedynie niewielka część artylerii. Brak było dostatecznie wdzięcznych obiektów dla wykorzystania całej jej mocy. Ostrzeliwanie Quinto okazało się niemożliwe wskutek przenikania do miejscowości własnych oddziałów piechoty. Potrzebny był dokładny ogień do pojedynczych, często drobnych celów, czego nie mogła zapewnić arty­leria ze stanowisk odległych od nieprzyjaciela o całe 4 km.

Do wsparcia piechoty przeznaczono dywizjon armat 75 mm, którego dowódca otrzymał o godz. 6.30 rozkaz przesunięcia swoich armat na cmentarz i przejścia do dyspozycji dowódcy XV BM. Grupę artylerii można było wykorzystać przeciwko umocnieniom na wzg. 207 i bardziej na południe, dywizja jednak rozmyślnie wyrzekła się tej pokusy, nie chcąc rozpraszać swoich wysiłków i nie mając możliwości wydzielenia do opanowania tego obiektu dostatecznych sił piechoty, aktualnie zaję­tych walką o opanowanie miejscowości. Samo ostrzeliwanie artyleryj­skie bez działań piechoty prowadziło jedynie do bezcelowego zużycia pocisków. Przypuszczano, że uda się rozprawić z Quinto w pierwszej połowie dnia, po czym można będzie skoncentrować wysiłki całej pie­choty i ogień całej artylerii na likwidację tego ostatniego ośrodka oporu rebeliantów. Jednakże, aby nie zostawiać nieprzyjaciela w spokoju, roz­kazano artylerii prowadzić rzadki ogień metodyczny z ciężkich dział do okopów w rejonie wzg. 207 i bardziej na południe dla psychicznego od­działywania na faszystów i obniżenia ich zdolności oporu. Szybkostrzelność — jeden wystrzał co 2—3 minuty.

Około godziny 9.00 otrzymano wiadomość, że ludność Quinto chce opuścić miejscowość. Natychmiast wstrzymano ogień na całej linii i wkrótce ukazała się pierwsza grupa mieszkańców, w liczbie 110, składa-

jąca się przeważnie z kobiet, dzieci i starców. W ciągu dnia ewakuacja powtarzała się jeszcze 4 razy. Łącznie w dniu 25.VIII opuściło miejsco­wość 379 osób. Uchodźców doprowadzono na SD dywizji, gdzie najpierw nakarmiono ich, po czym ciężarówkami ewakuowano na zaplecze.

Opuszczenie miejscowości przez jej mieszkańców było dobrym zna­kiem, świadczącym o niepewnej sytuacji pozostałych w Quinto rebelian­tów. Pod tym względem ludność była dość czułym barometrem. Ponadto sam fakt jej odejścia wywierał przygnębiające wrażenie na żołnierzach nieprzyjaciela, o czym później mówiło wielu jeńców i zbiegów, z drugiej zaś strony — dodawał otuchy własnym oddziałom. Wreszcie opuszczenie Quinto przez jej mieszkańców uspokajało naszych żołnierzy, że opano­wanie miejscowości nie pociągnie za sobą zbytnich ofiar wśród ludności cywilnej, a o to wojska republikańskie zawsze przejawiały dużą troskę.

O godz. 7.00 XV BM przekazała na SD dywizji 6 zbiegów z Quinto, którzy opowiedzieli o rebelianckich środkach obronnych podjętych w miejscowości w ciągu minionej nocy.

Zbiegowie potwierdzili, że nieoczekiwane, szybkie natarcie republika­nów wywołało zamieszanie u nieprzyjaciela.

O godz. 7.30 dowódca i szef sztabu dywizji udali się na cmentarz, aby na miejscu zorientować się w sytuacji i skłonić brygady do pośpie­chu w opanowaniu miejscowości.

Na samym cmentarzu, jak również w przyległym doń rejonie, sku­piły się przemieszane pododdziały kilku batalionów obydwóch brygad spokojnie kończących śniadanie. Linia ognia miała niewyraźne zarysy i obsadzało ją niewielu strzelców, ale co minuta przybywali tam coraz to nowi żołnierze w miarę opróżniania kotłów kuchennych, których po­jawienie się, nawiasem mówiąc, często w sposób widoczny osłabiało chwilowo siłę ognia czołowych oddziałów.

Zorganizowane natarcie w tym czasie jeszcze się nie zaczęło i aktyw­ność wykazywały tylko pojedyncze grupy, przebiegając skokami z wła­snej inicjatywy w głąb ulic. Działa przeciwpancerne i ciężkie karabiny maszynowe zmieniały stanowiska ogniowe zbliżając się coraz bardziej do nieprzyjaciela.

Najważniejszym przedmiotem taktycznym drugiego dnia walki oka­zał się dominujący nad miejscowością kościół, w którym poprzedniego wieczora zamknęło się do 200 rebeliantów z kilkoma ręcznymi i dwoma ciężkimi karabinami maszynowymi. Te ostatnie ustawiono na dzwonnicy. Kościół, położony na pagórku przy wejściu do Quinto, przeszkadzał prze­niknięciu w głąb miejscowości od strony cmentarza i utrudniał komu­nikację brygad z ich tyłami. Dlatego zdecydowano skończyć z nim w pierwszej kolejności, przy czym jego zdobycie początkowo wydawało się sprawą znacznie łatwiejszą, aniżeli okazało się w rzeczywistości. Opanowanie kościoła poruczono dwom batalionom: 43 batalionowi

XI BM i 58 batalionowi XV BM. W chwili ataku na kościół stan ich wyraźnie się przerzedził i rankiem nie przekraczał chyba 150—250 żoł­nierzy w każdym. Batalion im. Thalmanna otoczył kościół od północy, amerykański batalion — od zachodu i południa. Wschodnia strona ko­ścioła, przylegająca bezpośrednio do stromego zbocza prowadzącego do miejscowości, nie przyciągnęła dostatecznej uwagi republikanów, co fa­szyści skwapliwie później wykorzystali.

Grupy oblegających żołnierzy z karabinami maszynowymi rozmie­ściły się w pobliskich domach, gdzieniegdzie w odległości 30—50 m od kościoła, i prowadziły stamtąd ogień do nieprzyjaciela, starając się razić przede wszystkim kościelne okna i drzwi. Specjalnie wydzielony plu­ton karabinów maszynowych trzymał pod ogniem dzwonnicę.

Atak paraliżowany był brakiem artylerii. Do rażenia ogniem skutecz­nym rebeliantów chroniących się za prawie metrowej grubości murami kościoła niezbędna była artyleria normalnych kalibrów- polowych, tym­czasem zaś dywizjon artylerii 75 mm, który otrzymał z rana polecenie przesunięcia baterii na cmentarz i podporządkowania się dowódcy XV BM, nie spieszył się z wykonaniem rozkazu i przybył na nowe stano­wisko ogniowe dopiero w drugiej połowie dnia. W ten sposób piechota musiała początkowo zadowolić się dwiema bateriami armat małokali­browych i dziesięcioma armatami czołgowymi, które nie mogły jej za­pewnić dostatecznie skutecznej pomocy i wsparcia.

Mimo to oblegające bataliony nawet bez artylerii od rana niejedno­krotnie usiłowały opanować kościół i dostać się do jego wnętrza przez wyłom przy głównym wejściu, powstały poprzedniego dnia od wybuchu bomby lotniczej, która spadła w odległości kilku metrów od wrót ko­ścioła, Grupy ochotników, liczące po 20—26 ludzi, pod osłoną karabinów maszynowych i armat małego kalibru podbiegały do wyłomu, obrzuca­jąc nieprzyjaciela ręcznymi granatami. Dwukrotnie udało im się wtar­gnąć do wnętrza i obydwa razy zostały wyparte stamtąd ogniem i gra­natami rebeliantów. W czasie pierwszej próby trzej żołnierze, którzy nie zdążyli wydostać się z kościoła z resztą kolegów, pozostali tam i ostrzeliwali się wewnątrz budynku w ciągu 15 minut. Dwóch spośród nich wyzwolił powtórny atak. Trzeci poległ. Obaj twierdzili, że wśród rebeliantów jest wielu zabitych i rannych.

Niepowodzenia prób zdobycia kościoła bez artylerii, która wciąż jesz­cze nie przybyła na cmentarz, zmusiły dowództwo dywizji do użycia ognia w celu usunięcia nieprzyjaciela z kościoła. Początkowo zapropo­nowano rebeliantom, by poddali się, na co odpowiedzieli ogniem. O go­dzinie 11.00 wydany został rozkaz o przystąpieniu do podpalenia kościoła.

Jedynym środkiem podręcznym przydatnym do tego celu okazało się znalezione w pobliskich stodołach siano (pocisków zapalających, min

fosforowych ani tym bardziej miotaczy ognia armia republikańska w ogóle nie posiadała), którym nabito około 20 worków7. Do niektórych włożono granaty ręczne. Żołnierze przyciągnęli skądsiś kupę przetłusz­czonych szmat i starej odzieży.

Cały ten materiał palny, obficie oblany oliwą i benzyną, został naj­pierw pod osłoną ognia karabinów maszynowych przeniesiony pod mur przy głównym wejściu, skąd zapalone worki, wiązki siana, szmaty i gra­naty ręczne wrzucone zostały do wnętrza gmachu. Po kilku minutach kłęby żrącego dymu napełniły kościół, płomienie zaś i eksplozje grana­tów zmusiły nieprzyjaciela do odsunięcia się w głąb kościoła — ku ołtarzowi. Wkrótce dały się słyszeć jęki i krzyki o poddaniu się, a w jed­nym z okien ukazała się biała chorągiewka. Kiedy jednak oficer z grupą żołnierzy zaprzestali podpalania i usiłowali wejść do kościoła, zostali jak poprzednio powitani ogniem i ręcznymi granatami. Znów więc poleciały do wnętrza płonące pochodnie.

W gruncie rzeczy podpalenie nie mogło wyrządzić istotnej szkody nieprzyjacielowi, gdyż płomienie ogarniały stosunkowo niewielką część wnętrza kościoła, dym zaś uchodził przez rozbite okna i gromadził się pod sufitem. Mimo to pożar częściowo zachwiał postawą rebeliantów, gdyż 42 spośród nich przedostało się przez dolne okno boczne i oddało do niewoli. Reszta postanowiła bronić się i na wszystkie późniejsze pro­pozycje poddania się niezmiennie odpowiadała wzmożeniem ognia.

Po nieudanej próbie podpalenia zapanowała dookoła kościoła cisza i przez kilka godzin trwała tam jedynie rzadka strzelanina z karabinów i broni maszynowej.

Około godz. 17.00 na cmentarz przybył wreszcie mieszany dywizjon artylerii w składzie dwóch baterii 105 i 75 mm. Pierwsza z nich wzięła pod ostrzał ogniem na wprost cementownię i okopy nieprzyjaciela w re­jonie wzg. 207, druga zaś otworzyła ogień na kościół.

Artylerzyści przystąpili z zapałem do pracy. Działa przeciągnięto na rękach na odległość 200—250 m od kościoła, ustawiono od strony jego południowo-zachodniego rogu i obłożono je workami z ziemią dla osłony działonów od ognia karabinów i broni maszynowej nieprzyjaciela.

Rozpoczęto od dzwonnicy. Pierwsze salwy strąciły jej wierzchołek wraz ze znajdującym się tam ciężkim karabinem maszynowym, po czym stopniowo obniżając celownik, kierowano pociski na niewielkie okienka znajdujące się na każdej kondygnacji dzwonnicy. Wkrótce cała dzwon­nica, od góry do dołu, zionęła otworami i wątpliwe było, by ktokolwiek ze znajdujących się tam rebeliantów mógł ocaleć. Po skończeniu z dzwon­nicą bateria przeniosła ogień na okna południowej ściany kościoła, a na­stępnie na główne wejście. Kilkoma strzałami drzwi zostały całkowicie zniszczone i pociski zaczęły eksplodować wewnątrz gmachu. Kościół za­milkł. Wydawało się, że nastąpiła chwila, by zdobyć go niemal gołymi

 

 

rękami, kiedy jednak bateria zaprzestała ognia i pluton piechoty rzucił się ku głównemu wejściu do kościoła, został, podobnie jak to było z rana, powitany ręcznymi granatami. W tejże chwili sama bateria ostrzelana została z ręcznego karabinu maszynowego, który usadowił się na galerii dla chóru i strzelał przez okrągłe okienko frontowej ściany, znajdujące się ponad zburzonym głównym wejściem. Nieprzyjaciel nie poddawał się. Nowe salwy artylerii i nowy atak już o zapadającym zmroku nie zmieniły sytuacji. Do kościoła oddano ponad 100 strzałów, a mimo to pozostawał on w rękach nieprzyjaciela.

Z chwilą zapadnięcia ciemności piechota niemal całkowicie otoczyła gmach kościoła, przeoczyła jednak jego najważniejszą stronę wschodnią z wyjściem zapasowym bezpośrednio przylegającym do stromego zbocza prowadzącego do miejscowości. Nieprzyjaciel wykorzystał błąd oblega­jących i koło północy resztki rebeliantów w liczbie 40—50 ludzi wydo­stały się nie zauważone z gmachu, przerwały wątły łańcuch ubezpieczeń i znikły w przyległych ulicach, po czym rozproszyły się w zaroślach łuku rzeki Ebro.

Kościół jako punkt oporu nieprzyjaciela przestał istnieć. Dopóki toczyła się walka o kościół, inne bataliony zajęte były oczysz­czaniem miejscowości. Na każdej ulicy działało około kompanii strze­leckiej. Poszczególne plutony i drużyny przeglądały dom za domem, otaczały budynki zajęte przez nieprzyjaciela i wypierały go stamtąd ręcznymi granatami. W poszczególnych przypadkach, podobnie jak prze­ciwko kościołowi, stosowano z powodzeniem płonące worki siana, du­blowane granatami ręcznymi i wrzucane do domów przez wyłamane okna i drzwi. Walka miała uporczywy i zacięty charakter. Nieprzyjaciel poniósł dotkliwe straty. Dużą aktywność i inicjatywę w walkach ulicz­nych wykazali podoficerowie i żołnierze. Dowodzenie kompaniami i ba­talionami utrudniał brak dostatecznego kontaktu z porozrzucanymi w miejscowości pododdziałami. Aby nie pozostać na uboczu, dowódcy kompanii i batalionów sami stawali na czele poszczególnych grup ataku­jących. Dowództwo dywizji również zostało porwane atmosferą walki i wzięło w niej najbardziej bezpośredni udział, niekiedy w roli szeregowców. Dowódca dywizji, szef sztabu i dowódca XV BM kierowali ata­kiem na kościół. Zastępca dowódcy dywizji spędził cały dzień na ulicach Quinto z granatami w ręku oczyszczając domy z rebeliantów. Właśnie w czasie takiej akcji zginął nad ranem szef służby zdrowia dywizji — major doktor ..Dubois".

Pod wieczór cała miejscowość z wyjątkiem szpitala, cementowni i niedużej grupy domów została oczyszczona z nieprzyjaciela.

Czołgi ograniczyły swój udział w walce głównie do ostrzelania ko­ścioła i okopów nieprzyjaciela na wzg. 207. Wykorzystano je również do łączności z batalionami toczącymi walkę w Quinto.

96


 

 


 

W głębi miejscowości nie używano ich w obawie, że wśród wąs­kich i krętych ulic łatwo mogą być uszkodzone przez rebeliantów. Ku schyłkowi dnia trzy wozy bojowe z oficerem wydziału operacyjnego sztabu dywizji dokonały kontrolnego objazdu miejscowości w celu ścis­łego sprecyzowania położenia znajdujących się w niej pododdziałów oby­dwóch brygad.

W wyniku drugiego dnia boju umocniony węzeł oporu rebeliantów został w zasadzie zniszczony. Likwidacja resztek broniącego się w Quinto nieprzyjaciela była sprawą przesądzoną, gdyż wieczorem jego opór zaczął już wyraźnie słabnąć.

Zupełnie nietknięte pozostały pozycje nieprzyjaciela na wzg. 207 i na południe od niego z garnizonem w sile do 500 falangistów i requetes, przy czym pozycje te, pod względem swego położenia topograficznego i charakteru, stanowiły podstawową redutę węzła. Rebeliantów otaczały tu bataliony XV BM: 59 hiszpański od południa i 57 angielski od pół­nocy. Zbiegowie i jeńcy jednomyślnie wskazywali na niskie morale nie­przyjaciela, brak wody i ograniczoną ilość amunicji. Wszystko to dawało pewność, że jeśli rebelianci sami nie skapitulują, to będzie można z nimi skończyć nie później aniżeli w pierwszej połowie następnego dnia. Kal­kulacje dywizji całkowicie się sprawdziły.

W wyniku całodziennej walki brygady miały 89 rannych, t j. mniej aniżeli poprzedniego dnia, natomiast ilość zabitych, jak należało tego oczekiwać w czasie walk ulicznych, okazała się nieco większa, sięgając, według niepełnych danych, 36 ludzi.

Straty nieprzyjaciela musiały być znacznie większe. W kościele re­belianci pozostawili do 80 zabitych i ciężko rannych. Wielu z nich le­żało na ulicach. Do niewoli wzięto tego dnia 59 ludzi.

Noc upłynęła w spokoju. Oddziały odpoczywały i przygotowywały się do kolejnego, tym razem ostatecznego wysiłku — o całkowite opa­nowanie węzła oporu.   .

Położenie oddziałów dywizji ku schyłkowi dnia przedstawione jest na szkicu nr 5.              \

26 sierpnia (szkice nr 5 i nr 6). Dowódca dywizji, pragnąc przyspieszyć całkowite opanowanie węzła oporu bez rozpraszania przy tym wy­siłku na kilka obiektów równocześnie, zdecydował najpierw zakończyć oczyszczanie miejscowości i dopiero po tym skierować bataliony na opa­nowanie wzgórz na południe od Quinto.

7 — W bojach o wolność Hiszpanii                                                       q"

Działania bojowe rozpoczęły się o 6.30 ostrzałem artyleryjskim po­zycji nieprzyjaciela na wzg. 207. Jednocześnie bataliony im. Thalmanna i im. Dymitrowa, wsparte plutonem czołgów i działami małego kalibru, przystąpiły do zdecydowanego likwidowania ostatnich punktów oporu w miejscowości. Operacja ta przebiegała pomyślnie, przewyższając naj­śmielsze oczekiwania dywizji.

Po dwóch dniach całkowitego okrążenia i przy braku nadziei na od­siecz z zewnątrz (której obietnicą radio Saragossa codziennie dodawało odwagi garnizonowi Quinto) morale rebeliantów tak się obniżyło, że nawet pierwszy i jedyny w tej walce nalot lotnictwa rebeliantów na dywizję nie zdołał wywołać u nieprzyjaciela najmniejszego dopływu energii i rebelianci zaczęli poddawać się do niewoli niemal bez oporu. Jedynie w sporadycznych przypadkach drobne grupy requetes walczyły z desperacką rozpaczą, jednakże ich upór nie mógł osłabić tempa natar­cia żołnierzy batalionów im. Thalmanna i im. Dymitrowa. Posuwały się one naprzód tak szybko, że już o godz. 9.00 na budynkach szpitala i ce­mentowni załopotały flagi republikańskie, po godzinie zaś przyprowadzo­no na SD dywizji 240 jeńców.

Teraz pozostały jeszcze wzgórza na południe od miejscowości, skąd o świcie zbiegło [na stronę republikańską] 27 żołnierzy. Donieśli oni o panującym wśród rebeliantów przygnębieniu oraz o tym, że oficerowie utrzymują żołnierzy groźbą rozstrzelania i obietnicami szybkiego przy­bycia posiłków z Saragossy. Zbiegowie potwierdzili także brak u nie­przyjaciela wody i amunicji1.

Zeznania zbiegów jeszcze bardziej przekonały dywizję, że nieprzyja­ciel nie jest już zdolny do stawiania twardego oporu.

Zadanie zdobycia ostatniej pozycji rebeliantów wyznaczono XV Bry­gadzie Międzynarodowej z przydzieloną jej częścią sił XI BM. Plan tego działania polegał, jak wskazuje szkic nr 6, na równoczesnym zaatakowa­niu nieprzyjaciela ze wszystkich czterech kierunków. Od strony Purburel miał nacierać 59 batalion hiszpański, z kierunku Quinto — 57 an­gielski i 60 batalion im. Dymitrowa, od zachodu zaś — wspierany kom­panią czołgów 58 batalion amerykański, który w tym celu wyszedł od wczesnego rana z Quinto do rejonu 43—44 km drogi Quinto — Azalia. XI BM miała okrążyć umocnienia z północnego wschodu, dywi­zyjny zaś półszwadron kawalerii powinien był pilnować kierunku południowo-wschodniego. W ten sposób osiągano całkowitą izolację nie­przyjaciela.

Dywizja postanowiła tym razem zrezygnować z przygotowania arty­leryjskiego i zastąpić go ogniem na wprost niedużej ilości dział.

Mieszany dywizjon artylerii, który znajdował się w Quinto i po­przedniego dnia współdziałał w opanowaniu kościoła, otrzymał zadanie zburzenia okopów w północnej części umocnień nieprzyjaciela na wzg. 207. W celu zaś zniszczenia jego punktów ogniowych na pozycji nr 3 wysunięto dywizjon dział 105 mm, który stanął na 44 km szosy Quinto — Azalia w odległości mniej więcej l km od celu.

O godz. 11.45 obydwa dywizjony otworzyły ogień na wprost na okopy nieprzyjaciela. Już pierwsze wystrzały spowodowały ogromne zamie­szanie i zamęt u nieprzyjaciela. W pół godziny później rebelianci wy­wiesili białą flagę i zaczęli wychodzić z okopów z podniesionymi do góry rękami. Kapitulacja nieprzyjaciela była całkowita. Atak piechoty okazał się niepotrzebny.

Kapitulacja rebeliantów o mały włos nie została zerwana na skutek niezdyscyplinowania jednej z obsług karabinów maszynowych batalionu amerykańskiego, która w chwili zaprzestania ognia przez artylerię i pie­chotę nieoczekiwanie otworzyła ogień do oddających się do niewoli. Rebelianci znów ukryli się w okopach i zaczęli odpowiadać ogniem. Po­wstała groźba wznowienia walki i żeby jej uniknąć, wydano kategorycz­ny rozkaz niewznawiania w żadnym wypadku ostrzału, a do nieprzyjaciela pilnie skierowano oficera z wytłumaczeniem nieporozumienia, po czym cały garnizon ostatnich umocnień w liczbie 470 ludzi oddał się ostatecz­nie do1 niewoli.

Wyniki trwających dwa i pół dnia walk okazały się korzystne dla dywizji. Całkowicie zniszczony został silnie umocniony węzeł oporu nie­przyjaciela. Garnizon rebeliantów liczący 1500 osób przestał istnieć. Wzięto 1060 jeńców (wraz z rannymi), zdobyto 8 dział, 5 moździerzy, około 20 karabinów maszynowych, około 1200 karabinów oraz znaczną ilość innej zdobyczy wojennej.-^

Straty obydwóch brygad dywizji wynosiły 262 rannych (w XI BM — 143, w' XV BM — 119 ludzi) oraz około 60—70 zabitych. Wszystkie po­zostałe oddziały i artyleria miały 14 rannych i 3 zabitych, tj. łącznie liczba strat dywizji wynosiła 276 rannych i 66—76 zabitych, czyli mniej niż 24% ogólnej liczby absolutnych strat broniącego się nieprzyjaciela ł.

1 Donieśli oni również, że w szeregach nieprzyjaciela znajdują się dwaj ro­syjscy białogwardziści — były generał Fonk i były kapitan Połuchin. Na dowód tego okazali list tego ostatniego w języku rosyjskim, adresowany do paryskich przyjaciół, w którym ten zajadły denikinowiec zachwycał się hojnością Franco, opłacającego jego katowską pracę trzema pesetami dziennie „bez żadnych potrą­ceń". Obydwóch spotkał zasłużony los.

1 Rodzaj ran według danych szpitala dywizyjnego: ran głowy      — 28, z tego od pocisków 27, od odłamków ran piersi      — 41    „    „    „    39  „     „ ran brzucha    — 73    „    ,,    „    73  „     „ ran nóg        — 93    „    „    „    79 ran rąk        — 66    „    „    „    61

14 5

Czołgi strat nie miały. Artyleria polowa zużyła ok. 5000 pocisków, z tego ponad 750 do ognia na wprost. Czołgi i działa ppanc. zużyły ponad 1500 pocisków.

Po zlikwidowaniu węzła oporu oddziały dywizji doprowadziły się do porządku. Półszwadron kawalerii z kompanią strzelecką przeszukał łuk rzeki Ebro i schwytał tam jeszcze ok. 40 rebeliantów.

Wieczorem obydwie brygady wraz z dywizjonem artylerii ześrodkowały się w Quinto i rozmieściły wzdłuż szosy w oczekiwaniu na tran­sport samochodowy, który miał je przerzucić pod Fuentes de Ebro.

Na zakończenie warto przytoczyć drobny, lecz nader charakterystycz­ny epizod obrazujący nieuczciwe chwyty anarchistów zazwyczaj przez nich stosowane dla reklamy swych rzekomych „wyczynów" bojowych. Dosłownie w pół godziny po ostatecznej kapitulacji rebeliantów za­trzymano przy wjeździe do Quinto grupę osób, składającą się z 15 żoł­nierzy i oficerów 117 brygady anarchistycznej. Grupa ta zaopatrzona w aparat fotograficzny i czarno-czerwony sztandar otrzymała, jak się okazało, specjalne zadanie dostarczenia materiału fotograficznego, ma­jącego zaświadczyć, że Quinto zdobyli... anarchiści. Zadania tego nie udało się grupie wykonać.

Podobną bezczelność usiłowali wyznawcy anarchii przejawić w kil­ka dni później, po zdobyciu Belchite, gdzie postanowili również przy­pisać sobie zwycięstwo, okupione przede wszystkim krwią oddziałów nieanarchistycznych.

OGÓLNE WNIOSKI Z WALK O QUINTO

Quinto stanowiło w istocie rzeczy jeden z nielicznych przypadków opanowania przez republikanów ważnego umocnionego węzła oporu nieprzyjaciela. Aczkolwiek historia 13-miesięczne j wojny znała już nie­jeden przykład opanowania pozycji obronnych rebeliantów, to jednak większość z nich ustępowała Quinto rozmiarami i trwałością umocnień, jak również liczebnością garnizonu i środków, jakimi dysponowało. W dodatku w okresie poprzednim sukcesy osiągano zazwyczaj dzięki znacznej przewadze sił i z reguły kosztem strat znacznie przewyższają­cych straty rebeliantów. Z tego punktu widzenia Quinto stanowi szczęśli­wy wyjątek.

Głównym czynnikiem, który zadecydował o szybkim upadku Quinto, była sytuacja, jaka się wytworzyła w wyniku wysunięcia 11 dywizji

100

na północ (w kierunku Fuentes de Ebro). Odizolowało to węzeł obron Quinto od Saragossy i z góry przesądziło o jego losie. Okoliczność w ogromnym stopniu ułatwiająca zdobycie Quinto, bynajmniej ] umniejsza taktycznych sukcesów 35 dywizji w opisanej powyżej wal Co zapewniło powodzenie dywizji? a) Przede wszystkim staranne przygotowanie do walki dowództw ( działów i rodzajów wojsk. Trzy rekonesanse z udziałem odpowiedzialnych oficerów sztabu dywizji i oddziałów aż do dowódców batalion* włącznie, stawianie oddziałom zadań w terenie, specjalny instruktaż dla kadry dowódczej XV Brygady Międzynarodowej i liczne gawędy z  żołnierzami przeprowadzone w oddziałach dywizji  zapewniły uzyskanie dostatecznie pełnego obrazu terenu, nieprzyjaciela i system jego obrony, pozwoliły stronie atakującej w sposób celowy rozłożyć wysiłki, a pododdziałom dokładnie zrozumieć postawione im zadań umożliwiły osiągnięcie ścisłego współdziałania piechoty z artylerią i czołgami, tj. w sumie zapewniły powodzenie walki.

b) Pełne okrążenie taktyczne węzła oporu z podziałem zadania opanowania go na dwie fazy: opanowanie w pierwszej kolejności cmentarz i miejscowości, a dopiero po tym skupienie wysiłków na zdobycie umocnień nieprzyjaciela na wzgórzach na południe od Quinto.

Okrążenie było możliwe dlatego, że podstawowe umocnienia i uwaga rebeliantów zwrócone były głównie na południowy wschód, natomiast północna część węzła oporu, jak to widać na szkicu nr 5, osłaniana by jedynie cmentarzem i punktami oporu położonymi pomiędzy Quinto i La Tosqueta. W ten sposób dywizja, rozpocząwszy swe działania i zaatakowania cmentarza i miejscowości od północy, wykonywała uderzenie na stosunkowo słabszy odcinek obrony rebeliantów, opanowanie z węzła oporu częściami pozwoliło jej uniknąć szkodliwego i niebezpiecznego w walce rozdrabniania sił i środków oraz zachować przewagę n^ nieprzyjacielem we wszystkich poszczególnych momentach każdego eta] walki.

c) Właściwe wykorzystanie artylerii przydzielonej dywizji, tj. zmasowanie ognia i skupienie go przeciwko głównym przedmiotom danego etapu walki oraz szerokie zastosowanie korzystnego, ekonomiczne^ ! ^ skutecznego ognia z odkrytych stanowisk ogniowych.

Na początku walki, gdy główny wysiłek skierowany był przeciwko cmentarzowi, dywizja skupiła tam ogień całej swej artylerii, pozostałe zaś umocnienia objęła tylko zwykłą obserwacją. I tak przeciwko umocnieniom na wzgórzach na południe od Quinto oddano w ciągu dnia nie więcej niż 50 strzałów. Powodzenie wieczornego ataku przeciwko cmentarzowi (24.VIII) należy całkowicie przypisać zasłudze artylerii, która swym celnym zmasowanym ogniem (co prawda, po nie bardzo udany]

strzelaniu w ciągu prawie całego dnia) złamała obronę nieprzyjaciela i zmusiła go do opuszczenia okopów.

Quinto stanowiło poglądową lekcję, która przekonała wojska republi­kańskie, a przede wszystkim artylerzystów, że strzelanie z odkrytych stanowisk ogniowych jest całkowicie możliwe i korzystne. Trzydzieści pocisków jednej armaty 77 mm oddanych ogniem na wprost w dniu 24.VIII z odkrytego SO, z odległości 400 m przeciwko rowom strzelec­kim i gniazdom karabinów maszynowych nieprzyjaciela w rejonie cmen­tarza, okazały się w rezultacie skuteczniejsze niż setki pocisków zuży­tych przedtem przez 55 dział korpuśnej i armijnej grupy artylerii, strze­lających z odległości 4—5 km od celu. Ostrzeliwanie kościoła i poszcze­gólnych domów w miejscowości w drugiej połowie dnia 25.VIII byłoby wręcz niemożliwe z zakrytych stanowisk ogniowych pod El Cornero i jedynie rozmieszczenie bateryj w rejonie cmentarza dało możność po­myślnego wykonania zadania udzielenia skutecznego wsparcia artyleryj­skiego nacierającej tu i atakującej piechocie. Wreszcie szybką kapitula­cję nieprzyjaciela na wzgórzach na południe od Quinto w ostatnim dniu walki zawdzięcza się wyjątkowo niszczycielskiemu i demoralizującemu ogniowi dywizjonu artylerii, który rozmieścił swe działa w odległości jednego kilometra od okopów rebeliantów.

Również później, w wałkach o Belchite, dywizja szeroko stosowała zmasowanie ognia w połączeniu ze strzelaniem na wprost z odkrytych stanowisk ogniowych.

d) Niezłomna wiara dowództwa dywizji i brygad w całkowitą real­ność postawionych przed nimi zadań.

Czynnik ten należy tu podkreślić dlatego, że przeświadczenie dowód­cy o możliwości osiągnięcia celu stanowi jeden z niezbędnych i decydu­jących warunków pomyślnej działalności wojsk, ponieważ najmniejsze nawet wątpliwości i wahania na jakimkolwiek szczeblu dowodzenia nie­uchronnie znajdują natychmiastowy oddźwięk w ospałych, niezdecydo­wanych działaniach pododdziałów, co, jak wiadomo, nigdy nie przynosi sukcesu. Prawdziwość tego aksjomatu łatwo stwierdzić w następnych rozdziałach, na przykładzie działań sąsiednich zgrupowań i dywizji, w których brak wiary, wahanie, a niekiedy bezczynność ich dowódców stanowiły niepoślednią przyczynę nieudanych akcji wielu jednostek i w niemałym stopniu uwarunkowały fiasko planu operacji.

e) Wreszcie, powodzenie pod Quinto było możliwe dzięki wytrwa­łości całego składu osobowego wojsk, które dały w tej walce — mimo wielu pokutujących jeszcze słabości organizacyjnych i taktycznych — liczne przykłady nieugiętości, bohaterstwa i ofiarnego oddania żoł­nierzy hiszpańskich i międzynarodowych sprawie walki ze wspólnym wrogiem.

102

DZIAŁANIA BOJOWE NA INNYCH KIERUNKACH

Zgrupowanie „A" (szkice nr 1, 6, 7, 8). Według armijnego planu operacji 27 dywizja miała do rana 24.VIII opanować m. Zuera i nacie­rając następnie wzdłuż zachodniego brzegu rz. Gallego ku schyłkowi dnia wkroczyć do Saragossy od północy.

W nocy z 22 na 23.VIII oddziały dywizji wraz z przydzieloną 127 brygadą 28 dywizji (anarchistycznej) ześrodkowały się w górzystym re­jonie Las Coronas, El Coronaso, Valdecereales (szkic nr 6) w odległości 12—15 km od Zuery i 5—7 km od linii obrony nieprzyjaciela.

Rebelianci zorganizowali tu luźną osłonę. Rozmieszczone wzdłuż łuku frontu od Santa Quiteria do Piuig Landrón, ciągnącego się 40 km, siły nieprzyjaciela nie przekraczały 5—6 batalionów piechoty z 6 działa­mi, włączając w to lokalne odwody taktyczne w m. Zuera i Lecińena. Bezpośrednio przed Zuera odcinek frontu obsadzony był przez 1,5—2 bataliony piechoty z 2 działami, które niewielkimi załogami w sile od plutonu do kompanii zajęły poszczególne umocnienia na linii wzgórz Lilatos (338), Balseca (374), Balsa del Piano (382) i Crucetas (403). Umocnienia te, przystosowane do obrony okrężnej, stanowiły zwykłe rowy strzeleckie ze schronami, wzmocnione drutem kolczastym w 2—3 rzędy. Luki między umocnieniami ochraniane były stałymi posterun­kami.

Porównanie sił wskazuje na wielokrotną przewagę 27 dywizji nad nieprzyjacielem. Przeciwko 1,5—2 batalionom rebeliantów i 2 działom, rozrzuconym na odcinku 8—10 km, dysponowała ona wraz z 127 bryga­dą 16 batalionami, 15 działami (9 armat 75 mm, 3 działa górskie 80 mm i 3 haubice 105 mm), trzema działami ppanc. 45 mm i jedną kompanią czołgów w składzie 8 wozów bojowych.

Należy zaznaczyć, iż oprócz 122 brygady, która była nieco osłabiona walkami w pierwszej dekadzie sierpnia pod La Muela de Aladón (na północ od Montalban) i dopiero w przeddzień, 22.VIII, otrzymała nowe karabiny i broń maszynową, dwie pozostałe, tj. 123 i 124 brygady dy­wizji, były świeże, miały dostateczne uzbrojenie i pełny skład osobowy, ponieważ-przez dłuższy czas znajdowały się w odwodzie operacyjnym w rejonie Fraga — Lérida. Pod względem wartości polityczno-moralnych i bojowych dywizja zajmowała jedno z czołowych miejsc w sze­regach armii republikańskiej. Jej trzon stanowiła komunistyczna mło­dzież Katalonii. Umiejętnie dowodzona przez cieszące się autorytetem dowództwo zdolna była do wytrwałości w boju i wykonania skompliko­wanych zadań bojowych, co też niejednokrotnie zademonstrowała przed i po operacji saragoskiej. W operacji saragoskiej na czele dywizji stał major Trueba, który nie posiadał kwalifikacji do pełnienia takiej funkcji. Po operacji został zdjęty z zajmowanego stanowiska.

 

Poprzednio, przy analizie armijnego planu operacji, wykazana już zo­stała niedostateczna realność rachub dowództwa Frontu Wschodniego na łatwe opanowanie Saragossy. Jeśli chodzi o 27 dywizję, to wykonanie rozkazu armijnego wymagało od niej zorganizowania manewru na tyły nieprzyjaciela. W przypadku niepowodzenia lub załamania się równo­czesnego natarcia zgrupowań uderzeniowych na innych kierunkach fron­tu (od Farlete i wzdłuż południowego brzegu rz. Ebro) i nacisku rebeliantów z kierunku m. Jaca lub m. Huesca na m. Zuera, dywizja mogła znaleźć się w trudnej sytuacji z koniecznością forsowania pod samymi murami miasta poważnej przeszkody wodnej — rz. Ebro. Zrealizowanie takiego manewru wymagało nie tylko dużej siły charakteru i zdolności organizacyjnych dowództwa dywizji, których ono nie posiadało, lecz również środków zapewniających szybkie posuwanie się nacierających oddziałów ku miastu. Szybkość natarcia była jednym z decydujących czynników powodzenia, gdy tymczasem brak było samochodów, by utworzyć kolumnę zmotoryzowaną. Własny transport samochodowy dy­wizji zaledwie radził sobie z codziennymi potrzebami.

Jeśli dowództwo dywizji mogło żywić wątpliwości, co do szybkiego opanowania samej Saragossy, to znaczna ilościowa i techniczna przewaga dywizji nad nieprzyjacielem umożliwiała jej co najmniej opanowanie San Mateo i Zuery oraz utrzymanie przyczółka na zachodnim brzegu rz. Gallego. Korzyści takiego posunięcia wydawały się znaczne i oczy­wiste. Zdobycie przez republikanów Zuery przecinało jedyne rokady — kolejową i szosową — łączące Saragossę z całym północnym odcinkiem frontu aragońskiego, aż do francuskiej granicy włącznie. Zaopatrywanie tak ważnych dla nieprzyjaciela odcinków, jak Huesca i Jaca, musiało być w tym przypadku przebazowane na okrężną linię kolejową przez Tudela — Tafalla, stamtąd zaś na szosę Sanguesa — Jaca. Przy istnie­niu rokad odległość od Saragossy do Hueski wynosi 70 km, a do Jaki 132 km; z chwilą utraty Zuery odległość (przez Tudela — Tafalla) do Jaki powiększała się do 266 km, a do Hueski (przez Jakę) — do 354 km.

Podobnie pogarszała się pod Lecińeną sytuacja wybrzuszenia frontu nieprzyjaciela opierającego się na m. San Mateo i Zuera. To, że Zuera istotnie była dla rebeliantów newralgicznym punktem, dowodzi wyko­nanie przez nich 26—27 września, tj. wkrótce po zakończeniu operacji saragoskiej, specjalnego krótkiego uderzenia jedynie po to, aby odrzucić z powrotem na Vedao oddziały republikańskie, które w toku tej operacji podeszły blisko do linii kolejowej i do Zuery.

Główną rękojmią powodzenia, tj. przewagą nad nieprzyjacielem, dywizja dysponowała, toteż dalsze wykorzystanie tej przewagi zależało teraz od stopnia i poziomu przygotowań własnych do operacji. Dowódz­two dywizji otrzymało rozkaz armijny 21.VIII, a więc w jego dyspozycji pozostawało ponad 2 dni dla podjęcia i zrealizowania niezbędnych przy-

104

gotowań do walki. Dowódca dywizji i jego sztab powinni byli w tych dniach wykazać maksimum energii, aby doprowadzić do wiadomości podwładnych swój zamiar i decyzję, zorganizować rekonesanse, współ­działanie brygad pomiędzy sobą i z jednostkami wzmocnienia, zapewnić sobie i brygadom niezawodną łączność, doprowadzić do tego, by każdy z wykonawców jasno rozumiał swoje zadanie, innymi słowy przeprowa­dzić tę całą wielką pracę przygotowawczą, która się nazywa organizacją walki i która decyduje o sukcesie lub niepowodzeniu działań każdego pododdziału, oddziału lub związku taktycznego. Nic z tego nie zrobiono. Bezczynność dowództwa dywizji graniczyła wprost z sabotowaniem roz­kazów armii. Wystarczy wskazać, że aż do późnego wieczora 23.VIII dowódcy brygad nie tylko nie wiedzieli nic o zbliżającej się operacji, ale nie znali nawet przyczyn ześrodkowania ich oddziałów na Las Coronas. Dowódca 122 brygady major Usatorre np. dowiedział się o samej operacji i zadaniu swojej brygady dopiero o godz. 22.00, tj. zaledwie na 2 godziny przed jej rozpoczęciem. Wielu dowódcom batalionów przeka­zano zadania nieomal w chwili wyruszenia ich jednostek do natarcia. Sami nie przygotowani do walki mieli poprowadzić żołnierzy poprzez nierozpoznany teren przeciwko najbardziej niebezpiecznemu w walce, bo nierozpoznanemu nieprzyjacielowi.

Dywizja rozpoczęła działania w ściśle wyznaczonym czasie—23.VIII o godz. 24.00.

Czołowa, 123 brygada z 4/122 brygady [4 batalionem 122 brygady], dwiema bateriami armat 75 mm i haubic 105 mm wyruszyła w celu opanowania przepraw na rz. Gallego, zdobycia Zuery i zabezpieczenia dywizji od północy, z kierunku Hueski i Jaki.

Występem w lewo — wzmocniona 2/122 brygady i baterią dział gór­skich — posuwała się 124 brygada, która — po zdobyciu Zuery przez 123 brygadę — miała nacierać na Saragossę. Według zamiaru armii bry­gada miała być zmotoryzowana w oparciu o transport samochodowy swej dywizji, czego jednak ta ostatnia uczynić nie mogła nie posiadając tak dużej ilości samochodów.

Przydzielona dywizji 127 brygada posuwała się za 124 brygadą. l i 3/122 brygady pozostawały w odwodzie dowódcy dywizji w rejo­nie Vedao.

SD dowódcy dywizji — wzg. 634. SD nie miało łączności środkami technicznymi z brygadami. Nie było jej również w brygadach. Łączność z piechotą nawiązano w trzecim, z artylerią zaś dopiero w piątym dniu operacji.

123 brygada, ubezpieczona na prawym skrzydle przez 4 batalion 122 brygady, podeszła o świcie do Balseca. 24.VIII około godz. 4.00 jeden z jej batalionów (bez łączności i środków wzmocnienia) sforsował rz. Gal­lego na północ od San Bartolome i nie napotykając żadnych przeszkód

ze strony nieprzyjaciela dotarł do rejonu wzgórz, okalających Zuerc z zachodu i północnego zachodu 1.

Próba drugiego batalionu pójścia w jego ślady sparaliżowana została ogniem batalionu, który już się znajdował na drugim brzegu i omyłko­wo (na skutek braku łączności między nimi) wziął swój batalion za nie­przyjaciela. Po tym wydarzeniu chętnych do przeprawienia się na prze­ciwległy brzeg już nie było.

Rano brygada opanowała umocnienia na wzgórzach Pilatos i Balseca (Balseca została oczyszczona z nieprzyjaciela przez kompanię czołgów, która posuwała się za 123 brygadą), biorąc przy tym rzekomo 40 jeńców i 2 działa 75 mm2, po czym jej bataliony posunęły się w kierunku linii kolejowej, ale zostały tam zatrzymane ogniem rebeliantów, którzy nie­wielkim odwodem z Zuery i grupami, które wycofały się z Balseki, zdą­żyli zająć zawczasu przygotowaną do obrony stację kolejową wraz z przyległymi budynkami murowanymi. W ciągu dnia brygada podej­mowała wielokrotnie bezskuteczne ataki na stację, niezorganizowane i pozbawione wsparcia czołgów i artylerii, której stanowiska ogniowe znajdowały się w odległości 5—7 km od czołowych oddziałów piechoty. Ku schyłkowi dnia rebelianci sprowadzili z Saragossy dwie szybkostrzel­ne baterie 77 mm i ustawili je na odkrytych stanowiskach ogniowych wprost przy szosie na południe od Zuery, skąd otworzyli ogień szybki do batalionów 123 brygady nacierających w zupełnie płaskim i otwar­tym terenie. Zaskoczenie nawałą ogniową wywarło silny wpływ na mo­rale żołnierzy republikańskich, którzy po raz pierwszy w czasie wojny napotkali tu nie znaną im artylerię tego typu, i stało się przyczyną od­rzucenia nacierających batalionów od przedmiotu ataku.

124 brygada w pierwszej połowie dnia, po dwóch godzinach walki, opanowała umocnienia Balsa del Piano biorąc kilku jeńców. Resztki broniącego się tu nieprzyjaciela wycofały się do Zuery, wzmacniając gar­nizon rebeliantów w rejonie stacji kolejowej. 127 brygada zatrzymała się przed Crucetas.

1 Batalion ten ukrywając się niedużymi grupami w fałdach terenu pozostawał w ciągu trzech dni na prawym brzegu rzeki i powrócił do brygady w nocy z 26 na 27.VIII. Czując się odizolowanym od pozostałych jednostek dywizji i nie mając żadnej łączności z brygadą, batalion nie zdecydował się ujawnić swej obecności i dlatego nie przeszkadzał ani w- zajęciu odkrytych stanowisk ogniowych, ani pro­wadzeniu ognia przez dwie szybkostrzelne baterie rebeliantów przerzucone z Sa­ragossy do Zuery w drugiej połowie pierwszego dnia walki, ani też w przerzucie posiłków piechoty nieprzyjaciela z Jaki w nocy z 24 na 25.VIII. Zbyteczną rzeczą jest wskazywać, jak skuteczne mogły być działania tego batalionu, który opanował na tyłach rebeliantów podejścia do Zuery od strony Jaki i Saragossy. Winę za bezczynność batalionu ponosi nie tylko jego dowódca. Dowódca 123 brygady nie podjął żadnych kroków dla nawiązania z nim łączności, a tym bardziej dla udzie­lenia mu jakiejkolwiek pomocy.

2 Dane o zdobyczy wojennej figurują w jednym z dokumentów archiwalnych. Uczestnikom walki były one nie znane.

Działania bojowe w ciągu 24.VIH świadczą o tym, że dywizja [27] nie umiała wykorzystać dogodnej sytuacji w pierwszym dniu walki do wykonania chociażby pierwszej części zadania armii, tj. zdobycia Zuery. Dokonać tego mogła 123 brygada już wczesnym rankiem. Przejście jed­nego z jej batalionów na prawy brzeg rzeki bez przeciwdziałania ze strony nieprzyjaciela dowodzi całkowitej możliwości takiej przeprawy również dla pozostałych jej pododdziałów wraz. z oddziałami wzmocnie­nia, tj. z czołgami i artylerią. Tym bardziej nic nie mogło przeszkodzić brygadzie w przeprawianiu się przez rzekę w ciągu dnia, po opanowa­niu Pilatos i Balseca. Obecność 123 brygady w m. Zuera, której zajęcie nie mogło nastręczać trudności, gdyż nieprzyjaciel nie miał w tym dniu realnych sił do obrony miejscowości, oraz wkroczenie do Zuery jej le­wego sąsiada, tj. 124 brygady, zmieniłoby w sposób istotny sytuację na odcinku dywizji. Tymczasem zamiast szczegółowo zaplanowanego silne­go uderzenia, wszystkie trzy brygady — przy zupełnej bierności obser­wującego ze wzgórza 634 cały ten obraz dowództwa dywizji — nacierały każda z osobna, na kształt wachlarza, każda na nieznaczne w istocie umocnienia, jakie miała przed sobą. Czołgi i artyleria działały oddziel­nie, bez powiązania z działaniami piechoty.

Czasowo pełniący obowiązki dowódcy 123 brygady, który okazał się zdrajcą i agentem interwentów (za co został po kilku dniach skazany na karę śmierci), pozostawił jeden swój batalion bez łączności i wsparcia na zachodnim brzegu rzeki, resztę zaś batalionów rzucał do frontowego ataku na stację kolejową, w opadającym ku rzece otwartym i płaskim jak stół terenie, na którym nacierające pododdziały ponosiły znaczne i niepotrzebne straty od ognia karabinów i broni maszynowej rebelian­tów. Te uporczywe ataki czołowe były zupełnie niepotrzebne. Stacja mo­gła być z łatwością zdobyta poprzez obejście jej od północy i uderzenie od tyłu — od rz. Gallego.

Mimo że za rzeką znajdował się jeden batalion i opanowano trzy umocnienia nieprzyjaciela osłaniające Zuerę od wschodu, ogólne wyniki pierwszego decydującego dnia walki bynajmniej nie odpowiadały wy­maganiom operacji, jak również zadaniu i możliwościom samej dywizji.

25.VIII 123 brygada, wzmocniona dodatkowo jeszcze jednym bata­lionem 122 brygady, znów usiłowała opanować stację kolejową, ale w ciągu nocy sytuacja zdążyła zmienić się na jej niekorzyść. Rebelianci otrzymali w ciągu ubiegłej nocy posiłki w piechocie, o sile co najmniej Jednego batalionu przerzuconego' z Jaki i Hueski na ciężarówkach, i te-

 

raz solidnie zamknęli dywizji drogę do Zuery. Odparciu wciąż jeszcze chaotycznych ataków republikańskich sprzyjało wprowadzone do akcji lotnictwo interwentów oraz, jak poprzedniego dnia, dwie baterie szybko­strzelne, które w dalszym ciągu zajmowały odkryte stanowiska ogniowe na południe od Zuery.

124 brygada pozostawała w ciągu dnia w rejonie Balsa del Piano. 127 brygada—przed Crucetas.

W dniu 26.VIII 127 brygada opanowała Crucetas. Nieprzyjaciel wy­cofał się z tego wzgórza do San Mateo. Na odcinkach pozostałych bry­gad żadne zmiany nie zaszły.

27.VIII dywizja zmieniła kierunek swego wysiłku na południowo-zachodni — przeciwko San Mateo de Gallego, ale i tu nie osiągnęła żad­nego powodzenia. Nacierała tylko 124 brygada oraz lewe skrzydło 123 brygady; 127 brygada pozostawała na Crucetas motywując swą bier­ność nieotrzymaniem pisemnego rozkazu dywizji.

Próbami natarcia w dniach 27 i 28.VHI na San Mateo de Gallego kończy się faza aktywnych działań dywizji pod Zuerą. Późniejsza dzia­łalność obydwóch stron walczących (do czasu zluzowania dywizji przez miejscowe brygady w nocy z 9 na 10 września) sprowadzała się do starć o wyłącznie lokalnym znaczeniu. Nowa linia frontu pozostała w zasadzie taka, jaka ustaliła się w walkach w pierwszym dniu operacji.

Końcowe osiągnięcia dywizji ograniczały się w ten sposób do opano­wania kilku punktów oporu, wzięcia 50—60 jeńców oraz zdobycia dwóch dział 75 mm i możliwości trzymania stacji kolejowej i m. Zuera pod ogniem karabinów maszynowych z nowych stanowisk. Nie można uwa­żać, aby wyniki te wyczerpywały możliwości, jakie zaistniały dla dy­wizji na początku operacji. Mogła ona i powinna była osiągnąć znacznie lepsze wyniki.

Dość słabą działalność dywizji pod Zuerą należy wytłumaczyć jej nieprzygotowaniem do operacji oraz brakiem sprężystej organizacji w jej działaniach bojowych. Nie było jasnego planu walki, stąd rozpro­szenie wysiłków bojowych brygad i nieumiejętne, nie skoordynowane z działaniami piechoty, wykorzystanie środków artyleryjskich i czołgów. Łączność zaczęła działać w dywizji w trzecim dniu walki, w artylerii— dopiero w piątym. Działalność brygad i oddziałów wzmocnienia nie była kontrolowana i dowództwo dywizji słabo nią kierowało. Dowództwo dy­wizji ograniczyło się do roli obserwatora ze swego SD, odległego o 7— 8 km od linii walki, i nader niedostatecznie, a ściślej w ogóle nie wpły­wało na przebieg działań bojowych dywizji. Jeśli chodzi o nieprzyjaciela, który stosował wyłącznie bierne formy

108

obrony to trzeba podkreślić szerokie użycie miejscowych odwodów oraz posiłków z innych odcinków frontu, umiejętne wykorzystanie baterii szybkostrzelnych i — poczynając od drugiego dnia walki — skuteczne zastosowanie lotnictwa. To ostatnie w znacznym stopniu przyczyniło się do odparcia ataków republikańskich i powodowało dotkliwe straty arty­lerii republikańskiej. W baterii haubic 155 mm samoloty rebeliantów wyeliminowały z walki 11 ludzi z obsługi, a w baterii ppanc. — wszyst­kie działa.

Ogólne straty dywizji wyniosły ok. 1500 rannych i zabitych. Cztery spośród ośmiu czołgów zostały uszkodzone, jeden czołg uszkodzony pod San Mateo pozostał na terytorium nieprzyjaciela. W artylerii miał miejsce wypadek eksplozji jednej haubicy 155 mm; w dwóch działach 75 mm powstały pęknięcia i rozdęcie luf; wszystkie trzy działa górskie wymagały po tej operacji kapitalnego remontu.

Zgrupowanie „B" (szkice nr l z nr 6). 45 dywizja w7 składzie XII i XIII Brygady Międzynarodowej, z [9] działami, jedną kompanią czołgów (10 czołgów) i batalionem saperów otrzymała zadanie przejścia w nocy z 23 na 24.VIII do natarcia z rejonu Farlete na Villamayor de Gallego, skąd kolumną zmotoryzowaną ,,z własnych środków transportu samo­chodowego" 1 w sile co najmniej brygady piechoty z baterią artylerii powinna była szybko posuwać się przez Santa Izabel na Saragossę i we współdziałaniu ze zgrupowaniem „A" (27 dywizja) zaatakować miasto nie później niż 24.VIII o godz. 22.00.

Z ogólnym zamiarem operacji i zarysem zadań dywizji dowódca 45 dywizji zapoznał się w Walencji 18.VIII. Rozkaz armijny datowany 20.VIII został mu doręczony w następnym dniu, a więc czasu na przy­gotowanie dywizji do walki było dość, ale wykorzystano go niewłaściwie. Dowództwo dywizji mgliście wyobrażało sobie rejon przyszłych działań. Rekonesansu terenu i nieprzyjaciela z udziałem dowódców oddziałów i pododdziałów nie zorganizowano i zarówno teren, jak i nieprzyjaciel pozostały dla wojsk aż do rozpoczęcia walki wielkościami nieznanymi, co odbiło się ujemnie na działaniach brygad od pierwszych chwil wy­ruszenia do walki.

Dowództwo republikańskie obliczało siły nieprzyjaciela na kierunku Villamayor de Gallego na 2 bataliony piechoty z jedną baterią artylerii

Udając od 45 dywizji (podobnie jak i od 27 dyw.) sformowania kolumny zmotoryzowanej „z własnych środków", sztab armii „Wschód" chyba sam  nie wierzy w możliwość realizacji przez dywizje jego żądań. Aby przewieźć jedno-^-^ bojowe brygady, trzeba było mieć co najmniej 80—100 ciężarówek i autobusów. Taką ilością pojazdów nie dysponowała i nie mogła dysponować żadna

109

lekkiej. Linia frontu rebeliantów składała się, jak niemal wszędzie w Aragonii, z poszczególnych niedużych punktów oporu rozmieszczonych na dominujących wzgórzach. Najsilniej umocniony punkt oporu z gar­nizonem w sile jednej kompanii piechoty znajdował się na wzg. Flora.

Oddziały dywizji miały wyruszyć z podstaw wyjściowych 23.VIII o godz. 23.00, jednakże do tego czasu na miejscu znalazła się jedynie XIII Brygada im. [Jarosława] Dąbrowskiego. XII Brygada im. Garibal­diego opóźniła koncentrację i osiągnęła gotowość bojową dopiero rano 24.VIII. Nie przybyły również czołgi. W tych warunkach dywizja nie zdecydowała się działać. Pierwszy dzień walki został dla operacji bezpo­wrotnie stracony.

W nocy z 24 na 25.VIII wyruszyły w kierunku Villamayor de Gallego XII i XIII BM. Osią natarcia, a zarazem linią rozgraniczenia pomię­dzy brygadami, miała być stara droga saragoska prowadząca z Farlete. Wojska znały ją z mapy oraz na podstawie relacji długo przebywających tam oddziałów 26 dywizji. Nie bacząc na silnie pocięty teren, oddziały dywizji wyruszyły do natarcia bez przewodników, chociaż łatwo można było ich uzyskać w Farlete. Brygadom i batalionom wskazano azymuty, przy czym przytłaczająca większość dowódców nie miała pojęcia, co to właściwie znaczy. Brygady wyruszyły bez swych dowódców, którzy po­zostali wraz z dowództwem dywizji na swoich SD w rejonie na zachód od Farlete.

XII BM wkrótce po wyruszeniu zgubiła kierunek ruchu, w ciem­nościach rozpadła się na grupy i zamiast posuwać się na zachód, skręciła gwałtownie na północ. Jej dwa bataliony nieoczekiwanie dla siebie zna­lazły się w rejonie na południowy wschód od Perdiguera, gdzie wpadły pod ogień nieprzyjaciela, co wywołało zamieszanie w jej szeregach i wycofanie się pododdziałów do tyłu. Lewoskrzydłowy batalion, który miał zadanie posuwać się w lewo od pierwszych dwóch, pomylił drogi i zawrócił w odwrotnym kierunku — na wschód. Rano został zatrzy­many w odległości 12—15 km od linii frontu. Batalion odwodowy, który posuwał się za lewoskrzydłowym (za tym, który skręcił na wschód, o czym dowódca batalionu odwodowego nie wiedział, gdyż nie było mię­dzy nimi łączności), maszerował w ciemnościach aż do chwili, gdy nat­knął się na faszystowskie karabiny maszynowe, pod których ogniem zaległ, decydując się doczekać świtu, aby zorientować się w sytuacji. Rano batalion ujrzał, iż leży w wąwozie, a wzgórza z obydwu stron obsadzone są przez nieprzyjaciela. Cały dzień, aż do zapadnięcia zmierz­chu, pododdziały batalionu musiały pozostawać w tym niewygodnym położeniu, nie mając możliwości ani posunąć się naprzód, ani zawrócić z powrotem, ani też odpowiadać ogniem na ogień nieprzyjaciela. 25.VIII wieczorem batalion z trudem i ponosząc straty wycofał się z powrotem na podstawę wyjściową zajmowaną poprzedniego dnia.

110

W niezwykłym położeniu znalazła się XIII BM. W ciągu dnia 25.VIII dowódca XIII BM * zorganizował wraz z dowódcami batalionów obser­wację jednej z licznych luk w linii obrony nieprzyjaciela oraz podejść do niej, w nocy zaś skierował w tę lukę bataliony brygady. Dwom z nich — batalionowi im. Dąbrowskiego i im. Palafoxa ** (ten ostatni był bez dowódcy ***, który pozostał wraz z adiutantem po tej stronie frontu) — dzięki utrzymaniu dokładnego kierunku udało się niepostrze­żenie przejść przez linię obrony rebeliantów. Trzy pozostałe bataliony (brygada miała w tej walce pięć batalionów) — im. Mickiewicza ****, im. Rakosiego ***** i im. Djakovicia ****** — zostały wykryte przez nieprzy­jaciela i przyciśnięte do ziemi ogniem jego karabinów maszynowych i moździerzy. O świcie bataliony te podjęły natarcie celem połączenia się z batalionami im. Dąbrowskiego i im. Palafoxa, lecz zostały powstrzy­mane kontratakiem lokalnego odwodu rebeliantów w sile do batalionu, wspartym dziewięcioma tankietkami i dwiema bateriami artylerii. Pow­tórna próba przebicia się na zachód również nie została uwieńczona po­wodzeniem.

Bataliony im. Dąbrowskiego i im. Palafoxa, które w nocy wysunęły się do przodu, utrzymywały jeszcze o świcie łączność wizualną z pozo-

* Józef Strzelczyk (1901—1942), występujący w Hiszpanii pod pseudonimem „Jan Barwiński". Zginął w Polsce na przełomie 1941—1942 r., w nieznanych bliżej okolicznościach, jako skoczek spadochronowy zrzucony ^ terytorium ZSRR.

** Jose Palafox — generał hiszpański, wsławił się obroną Saragossy w latach 1808—1812 przed najazdem wojsk napoleońskich, w których szeregach walczyli szwoleżerowie Kozietulskiego i Dziewanowskiego. Obierając Palafoxa patronem jednego ze swych batalionów dąbrowszczacy pragnęli zamanifestować, że odżegnują się od niesprawiedliwej wojny, w jakiej ongiś ich przodkowie brali udział na ziemi hiszpańskiej, i że przybywają do Hiszpanii, by walczyć pod hasłem „Za Waszą wol­ność i naszą".

*^ Dowódcą batalionu był Jan Tkaczow (1892—1938), działacz KPP, więzień sanacji. Zginął na czele swego batalionu 16.11.1938 w górach Sierra Quemada w Estremadurze. W omawianym przez K. Świerczewskiego epizodzie operacji saragoskiej Tkaczow został zmuszony przez dowódcę XIII BM do pozostania wraz z nim na SD brygady, a na czele batalionu im. Palafoxa wyruszył adiutant tego batalionu Bolesław Mołojec („Edward").

**** Batalion im. Adama Mickiewicza utworzony został dopiero 27.X.1937 r., a więc po operacji saragoskiej. W operacji tej brała natomiast udział kompania im. Mickiewicza, wchodząca w skład batalionu im. Palafoxa. Autor miał widocz­nie na myśli batalion im. Andre Marty, który rzeczywiście brał udział w tej ope­racji w składzie XIII BM.

***** Matyas Rakosi, którego imieniem nazwano węgiersko-polsko-hiszpański batalion wchodzący w skład XIII BM, był w 1919 r. komisarzem ludowym Wę­gierskiej Republiki Radzieckiej, a od 1925 do 1940 przesiedział w więzieniu jako Jeden z czołowych działaczy KP Węgier. Od 1945 do 1956 był sekretarzem gene­ralnym KP Węgier, \a następnie Węgierskiej Partii Pracujących. W 1956 ustąpił z tego stanowiska po ujawnieniu błędów i wypaczeń popełnionych przez niego w okresie tzw. „kultu jednostki".

****** Djuro Djakowić — patron batalionu składającego się w większości z ochot­ników jugosłowiańskich — był działaczem KPJ,  posłem do Skupszczyny (parlament), sekretarzem organizacyjnym KC KPJ. Aresztowany w kwietniu 1929 r., został w kilka dni później podstępnie zamordowany, rzekomo podczas ucieczki.

111

stałymi po tej stronie frontu batalionami swej brygady. W chwili gdy te ostatnie usiłowały przełamać obronę rebeliantów, bataliony im. Dą­browskiego i im. Palafoxa powinny były uderzyć od tyłu na kontrata­kującego nieprzyjaciela, aby następnie działać w składzie całej brygady. Dowódca batalionu im. Dąbrowskiego * powziął jednak inną decyzję. Podporządkowawszy sobie batalion im. Palafoxa, kontynuował samo­dzielnie posuwanie się do Saragossy i przeniknął wraz ze swą grupą na głębokość 10 km na tyły nieprzyjaciela **. Obydwa bataliony dotarły do rejonu Villamayor de Gallego nie napotykając na swej drodze żadnego poważniejszego oporu ze strony nieprzyjaciela x.

Kierunek Farlete—Villamayor de Gallego był najkrótszy do Sara­gossy i wynosił ogółem 16 km od pasa obrony nieprzyjaciela wobec 30 km od Zuery i 25 km przez Fuentes de Ebro. Opanowanie i utrzyma­nie Villamayor de Gallego narażało Saragossę na ogień artylerii republi­kanów, stwarzając groźbę jej komunikacjom z Hueską i Jaką, utrudniało położenie całego wybrzuszenia frontu rebeliantów pod Lecińena—Perdiguera aż do rz. Ebro włącznie i zapewniało posiadanie przyczółka zawsze ułatwiającego działania przeciwko miastu.

Dobro operacji wymagało od sztabu armii stworzenia silniejszego zgrupowania aniżeli 45 dywizja mająca w swym składzie zaledwie dwie brygady piechoty. Dowództwo dywizji również nie doceniło znaczenia

 


 

 

 



 

* Wacław Komar.

** Jak wynika z relacji gen. bryg. Wacława Komara, batalion im. J. Dąbrow­skiego, znajdując się o świcie 26.VIII w głębi obrony nieprzyjaciela w odległości kilku kilometrów od własnej podstawy wyjściowej, nie mógł mieć i nie miał łącz­ności wizualnej z pozostałymi pododdziałami brygady, które rozmieszczone były na podstawie wyjściowej do natarcia. Osiodławszy około godziny 5.00 szosę z Villamayor de Gallego do Saragossy, w odległości około kilometra na zachód od Villamayor de Gallego, batalion zaatakował pozycję nieprzyjaciela znajdującą się na wschód od tego miejsca. Dopiero około godziny 11.00 doszło do nawiązania kontaktu z batalionem im. J. Palafoxa. Komar objął wówczas ogólne dowództwo nad obyd­woma batalionami i nie ,,kontynuował samodzielnie posuwania się do Saragossy",, jak to pisze gen. K. Świerczewski, lecz atakował wspólnie z batalionem im. J. Palafoxa tyły nieprzyjaciela zgodnie z otrzymanym zadaniem, pomimo że pozostałe pod­oddziały Brygady im. J. Dąbrowskiego i Brygady im. G. Garibaldiego nie posu­nęły się do przodu.

Nieścisłość opisu gen. K. Świerczewskiego wynikła prawdopodobnie stąd, że autor nie dysponując odpowiednimi dokumentami oparł się na ustnych relacjach osób, które bezpośrednio nie brały udziału w tej akcji.

1 Sam fakt wyjścia batalionów na tyły nieprzyjaciela jest bezsporny, jedynie sprawa głębokości, na jaką dotarły, była w swoim czasie przedmiotem sporu w 45 dywizji.

Dowództwo XIII BM twierdziło, ze bataliony nie tylko dotarły do rejonu Villamayor de Gallego, ale i utrzymywały przez kilka godzin tę miejscowość w swoich rękach i że grupie liczącej 40—50 ludzi udało się nawet podejść do Saragossy na odległość 3—4 km. W Villamayor de Gallego bataliony wzięły do niewoli 6 instruktorów interwentów, a w jej pobliżu zaatakowały i zmusiły do ucieczki grupę Maro­kańczyków, posuwającą się z Saragossy na ciężarówkach, przy czym wzięci byli jeńcy. Trudno jest stwierdzić dokumentalne wiarygodność tych twierdzeń dowódz­twa XIII BM, ale zestawienie poszczególnych danych i faktów przemawia za ich prawdopodobieństwem.

jutrz, 25.VIII z rana bataliony zgrupowania zeszły do kaplicy Ermita de Bonastre, bronionej przez pluton falangistów z 2 karabinami maszyno­wymi, opanowały ją, następnie zeszły na południe do 38—39 km szosy Saragossa—Azaila, nawiązując kontakt z oddziałami XI BM nacierający­mi na Quinto od północy.

Sytuacja, jaka się w tym czasie wytworzyła w Quinto, nie pozosta­wiała żadnych wątpliwości co do ostatecznego szybkiego sukcesu 35 dy­wizji. Dlatego też ta ostatnia zrezygnowała z pomocy zgrupowania i tegoż wieczora rozkazała mu wyruszyć z powrotem na północ, pod Fuentes de Ebro, celem wzmocnienia znajdujących się tam brygad 11 dywizji.

27.VIII o świcie zgrupowanie ześrodkowało się przed Fuentes de Ebro, zajęło tu obronę i od tej chwili działało wspólnie z 11 dywizją, pozostając do 28.VIII pod rozkazami 35 dywizji.

11 dywizja (szkice nr 2, 6, 7, 8, 9 i 12). Na kierunku 11 dywizji — zgrupowania uderzeniowego V korpusu armijnego — wydarzenia rozwi­jały się następująco:

Kolumna nr l (szkic nr 2 i nr 6): 23.VIII wieczorem z rejonu m. Azaila po starej drodze saragoskiej wyruszyła awangarda dywizji w składzie 100 brygady piechoty i 4 samodzielnej brygady kawalerii z zadaniem opanowania 24.VIII o świcie rubieży Fuentes de Ebro — Me­diana. Zajęcie pierwszej miejscowości miało umożliwić przejście tamtędy kolumny zmotoryzowanej głównych sił dywizji, która ku schyłkowi dnia powinna była wkroczyć do Saragossy.

Mniej więcej na wysokości Quinto jeden z batalionów 100 brygady pozostał w tyle za kolumną i spędził resztę nocy w rejonie La Tosqueta, skąd z rana posuwał się dalej samotnie w kierunku na północny zachód od Fuentes de Ebro, gdzie w drugiej połowie dnia dołączył do swej brygady. Trzy pozostałe bataliony ominąwszy La Tosqueta od zachodu wyszły w lewo od m. Roden i nie napotkawszy nieprzyjaciela skierowały się na północny zachód do 25 kilometra drogi Mediana—Burgo de Ebro. Następnie 100 brygada włączyła się swym lewoskrzydłowym oddziałem w ugrupowanie 11 dywizji.

4 brygada kawalerii wyruszyła w kierunku Mediany i w połowie nocy dotarła do rejonu m. Roden. O świcie jej szwadrony, zamiast jak najszybciej posuwać się do Mediany, zawróciły pośpiesznie na południe, do Azalii, gdyż zostały ostrzelane z „karabinu maszynowego" nieprzy­jaciela ł. 24.VIII z rana można było z SD 35 dywizji na wzgórzu El Cornero

1 Tak właśnie tłumaczył ucieczkę swych oddziałów sam dowódca brygady, do­dając przy tym, że tak. czy inaczej zmuszony byłby powrócić do Azalii ,,na wo­dopój'^?).

wyraźnie obserwować niezrozumiały i niczym nie uzasadniony odwrót kawalerii. Odejście jej, notabene, odbyło się bez strat, gdyż zbiegło się w czasie z pierwszym nalotem na Quinto bombowców republikań­skich i 35 dywizja zebrała ponad 50 koni z pełnym ekwipunkiem, porzu­conych przez jeźdźców na pierwszy widok ukazujących się na horyzoncie sylwetek samolotów.

Brygada na front nie powróciła. O stopniu rozprzężenia jej pododdzia­łów świadczył rozkaz V korpusu armijnego nr l z dn. 25.VIII, w myśl którego brygada pozostała w swym rejonie ześrodkowania koło Azalii „celem reorganizacji", gdzie doprowadzała się do porządku w ciągu czte­rech dni.

Kolumna zmotoryzowana nr 4 (szkice nr  l, 2 i 8): wskutek braku paliwa transport samochodowy dla l i 9 brygady opóźnił się o 12 godzin (ciężarówki zostały podstawione 24.VIII na godz. 6.00 zamiast 23.VIII o godz. 18.00) i do Azalii kolumna mogła przybyć nie o godz. 5.00, jak przewidywał plan, lecz o godz. 8.15, przy czym tu straciła dodatkowo godzinę i 15 minut na włączenie do swego składu 24 czołgów i 27 samo­chodów pancernych, czekających na nią w tym miejscu od dnia po­przedniego. Kolumna wyruszyła z Azalii o godz. 9.30 i pod osłoną samolo­tów myśliwskich posuwała się po starej drodze saragoskiej, trasą marszu 100 brygady.

Około godz. 12.00 czołowe pojazdy zostały zatrzymane ogniem kara­binów maszynowych nieprzyjaciela, który^ usadowił się u południowo--zachodniego podnóża La Tosqueta i zatrzymał kolumnę jeszcze na l—1,5 godz.

Jakkolwiek w danym przypadku starcie to w żadnym stopniu nie wpłynęło na działanie kolumny zmotoryzowanej, to jednak należy za­liczyć je do rzędu spotkań niepożądanych. W innych warunkach takie zatrzymanie się mogłoby ujemnie odbić się na wykonaniu przez kolumnę zmotoryzowaną jej podstawowego zadania. Znaczna część odpowiedzial­ności za to starcie spada na dowódcę 35 dywizji, któremu polecono zdo­być La Tosqueta, czego nie wykonał, ograniczając się do wydzielenia na ten kierunek osłony w sile batalionu im. Edgara Andre ze składu XI BM. Nawiasem mówiąc, jest rzeczą charakterystyczną dla służby rozpoznawczej, że obecność tu nieprzyjaciela okazała się nieoczekiwaną nawet dla oddziałów XII korpusu armijnego, które przez dłuższy czas znajdowały się na El Cornero. Niemniej charakterystyczne jest, że nieprzyjaciel ten zupełnie nie reagował ani na przejście koło niego w nocy kolumny nr l, ani na ześrodkowanie w El Soso batalionów XI i XV BM.

Po utorowaniu sobie drogi przy pomocy czołgów i samochodów pan­cernych (piechota czekała na wynik starcia nie schodząc z ciężarówek

 

 

i autobusów) kolumna zmotoryzowana ruszyła dalej i ok. godz. 16.00 podeszła pod Fuentes de Ebro.

Fuentes de Ebro położone w odległości 27 km od Saragossy, na głów­nej magistrali i linii kolejowej, łączących stolicę Aragonii z wybrzeżem śródziemnomorskim oraz prowincjami Katalonii i Levante, zajmowało w systemie faszystowskiej obrony tego miasta następne po Quinto miej­sce jako węzeł oporu zamykający kierunek na Saragossę z południowego wschodu (zob. szkic nr 8), Miało ono umocnienia okalające miejsco­wość półpierścieniem i składające się z przerywanej linii rowów strzelec­kich wzmocnionych gdzieniegdzie zaporami z drutu kolczastego. Osiedle, jako punkt oporu usytuowany w głębi obrony, posiadało nieduży garnizon stały, nie przekraczający w tym dniu dwóch kompanii Guardia Civil i miejscowych falangistów z kilkoma karabinami maszynowymi.

Opanowanie miejscowości w warunkach całkowicie niespodziewanego uderzenia nie powinno było stanowić zadania ponad siły, ale do tego potrzebna była dobrze przemyślana organizacja natarcia, czego widocznie nie zrobiono. Dowódca 11 dywizji pozostawał na swoim SD na wzg. Harnero, w odległości 15 km w tyle 1, i pod Fuentes de Ebro przybył dopiero o zmierzchu, w samej zaś kolumnie nie znalazł się dostatecznie energiczny dowódca, który by mógł go zastąpić. Zaszło to, co jest nie­uniknione w podobnych przypadkach. Pododdziały brygad wyładowy­wały się i przystępowały do działań oddzielnie, według widzimisię swych dowódców, bez dostatecznej łączności między sobą i z czołgami, które nie otrzymały od nikogo dokładnych zadań i wytycznych. Piechotę wprowadzano do walki poszczególnymi grupami, w miarę przybywania samochodów. Nacierała ona, nie podejmując dostatecznie zdecydowanej próby głębokiego oskrzydlenia miejscowości od zachodu i całkowitego odcięcia jej od Saragossy, co było wówczas manewrem wykonalnym, który w najwyższym stopniu mógł zapewnić powodzenie. Dwie lekkie baterie, znajdujące się w składzie kolumny zmotoryzowanej, długo były bezczynne i dopiero w chwili przybycia dowódcy dywizji zostały zdjęte z samochodów, ale, zdaje się, że i tak jednak nie otworzyły ognia na miejscowość.

Na skutek braku kierownictwa w kolumnie zmotoryzowanej, niedo­statecznej stanowczości dowódców brygad, braku współdziałania pie­choty z artylerią i czołgami, nieprzyjacielowi udało się obronić swe pozycje i wieczorem walka zakończona została dla dywizji bez wyniku. W ciągu nocy rebelianci przerzucili z Saragossy świeże posiłki w sile około 2 batalionów z artylerią i wszystkie dalsze próby opanowania

' Dowódca V KA, jak już wspomniano wyżej, nie powinien był wiązać do­wódcy 11 dywizji stałym stanowiskiem dowodzenia. Jego miejsce, oczywiście, po­winno było znajdować się przy kolumnie zmotoryzowanej.

116

miejscowości, podejmowane w ciągu następnych dni przez 11 dywizję, nie zmieniły tu sytuacji — Fuentes de Ebro pozostało w ręku rebeliantów.

Kolumnę zmotoryzowaną tworzyły stare, doświadczone i znane w ca­łej Armii Ludowej l i 9 brygada dywizji Listera, zdolne do osiągnięcia nieporównanie lepszych wyników w swej działalności bojowej. Gdyby dowództwo dywizji wykazało właściwą mu energię i stanowczość, od­działy awangardowe (kolumna nr l) mogłyby w porę osiągnąć wyzna­czone cele i opanować 24.VIII o świcie Fuentes de Ebro i Medianę Ł (nawiasem mówiąc, w tej ostatniej miejscowości nie było wcale nieprzy­jaciela). W ciągu dnia 24.VIII — pod warunkiem, że dowodzenie znajdo­wałoby się w ręku samego dowódcy dywizji — kolumna zmotoryzowana również mogła liczyć na opanowanie miejscowości i utorowanie sobie dalszej drogi na Saragossę, gdyż jej przytłaczająca przewaga w tym dniu nad nieprzyjacielem (51 wozów bojowych) plus element zaskoczenia wykluczały możliwość jakiegokolwiek dłuższego i skutecznego oporu rebeliantów.                  ^

Gdyby dowództwa armii /i korpusu wykazały większą elastyczność operacyjną, można by było ^również związać Fuentes de Ebro jednym lub dwoma batalionami 100 brygady i skierować kolumnę zmotoryzowa­ną przez Medianę na Burgo <de Ebro, gdyż kierunek ten był wówczas zupełnie wolny od nieprzyjaciela.

Wyniki pierwszego dnia operacji okazały się niewesołe. Mimo nie­zmiernie korzystnej dla republikanów sytuacji (w sensie całkowicie nie­oczekiwanego uderzenia i ograniczonych na tym odcinku sił nieprzyjacie­la, który przy tym nie dysponował dostatecznymi odwodami na tyłach), na żadnym z decydujących kierunków nie zaznaczył się postęp, który mógłby przynajmniej rokować uzyskanie w przyszłości sukcesu operacyjnego.

Główną przyczyną fiaska zamiaru operacyjnego były nie tyle brak sił i środków natarcia czy niedociągnięcia cechujące w tym okresie jednostki republikańskie i ograniczające ich możliwości bojowe, ile wahania i nie­zadowalająca praca dowództw wielu dywizji oraz w nie mniejszym stop­niu niedostateczna stanowczość dowództwa armii, które mało uczyniło, aby wyegzekwować od grup operacyjnych wykonanie postawionych przed nimi zadań.

1 Kolumna nr l podlegała bezpośrednio V korpusowi armijnemu, który nie podjął kroków w celu skontrolowania wykonania postawionych przed nią zadań. Jednakże okoliczność ta nie powinna była obniżać zainteresowania dowódcy Ił dy­wizji w utorowaniu przejścia przez Fuentes de Ebro, tym bardziej że kierowała się tam jego własna 100 brygada. Obecność w obydwóch czołowych brygadach energicznych i odpowiedzialnych przedstawicieli dowództwa korpuśnego, a w 100 brygadzie także przedstawicieli 11 dywizji, niewątpliwie zaktywizowałaby działania tych jednostek.

117

W dniu 24.VIII zaprzepaszczona została jeszcze jedna w tej wojnie możliwość zmiany sytuacji strategicznej na korzyść republikańskiej Hisz­panii.

25.VIII i w ciągu wielu następnych dni 11 dywizja związana była w Fuentes de Ebro, którego nie udało się jej zdobyć. Próby opanowania miejscowości czołowym uderzeniem były odpierane przez rebeliantów, w dalszym ciągu wzmacnianych piechotą, artylerią i środkami obrony ppanc. Zamiar zdobycia Fuentes de Ebro przez obejście od zachodu — od m. Rodén, okazał się spóźniony, ponieważ nieprzyjaciel zdążył rzucić tu przeciwko republikanom świeże jednostki z Saragossy.

Dywizja, która zgodnie z zamiarem wyższego dowództwa miała stać się szybkim, zmotoryzowanym taranem uderzeniowym, okazała się nie­zdolna do wykonania tej roli. Przy spotkaniu z nieprzyjacielem, nie wyczerpawszy swych możliwości, wyładowała się z samochodów i na długo zaległa pod miejscowością, w odległości 25 km od swego celu ope­racyjnego.

Działania na kierunku Mediany (szkic nr 7). Po powrocie 4 brygady kawalerii do Azalii kierunek Mediana w dalszym ciągu pozostawał cał­kowicie otwarty i nieznany, toteż dowódca V korpusu skierował tam w nocy z 24 na 25.VIII z rejonu Azalii swą odwodową 134 brygadę, roz­kazując jej „zająć Medianę i umocnić się na wzgórzach na północ od miejscowości, skąd prowadzić obserwację podejść do rz. Ginel i zabez­pieczyć lewe skrzydło korpusu".

25.VIII z rana skierowano na północ również 5 korpuśny pułk kawa­lerii z zadaniem prowadzenia rozpoznania od Mediany w kierunku północno-zachodnim i zachodnim na głębokość 8—12 km.

Wieczorem 26.VIII siły te zajęły wolną od nieprzyjaciela Medianę, w której jeszcze poprzedniego dnia przebywał jeden z batalionów 100 brygady i stwierdził, że osiedle ani razu nie było zajęte przez nieprzy­jaciela.

5 pułk kawalerii zorganizował obserwację ze wzgórz położonych w odległości l—1,5 km na północ od miejscowości, 134 brygada zaś posu­nęła się do rejonu Sabina (6 km na zach. od Mediany), gdzie 27.V1II zajęła pozycje obronne frontem na północ i północny zachód. Nieprzyjaciel w tym dniu nie ukazał się.

Działania na kierunku Codo (szkic nr 8). Kolumna nr 3, w składzie 32 i 116 brygady, przeszła 24. VIII rano do natarcia na Codo i opanowała je pod koniec następnego dnia. We wsi broniła się kompania falangistów


 

 

z 2 ckm, 10 rkm i jednym samochodem pancernym. Wzięto do niewoli 20 jeńców i zdobyto 9 karabinów maszynowych. Straty 32 brygady nie przekraczały 50 zabitych i rannych.

26.VIII w ciągu dnia brygada ta jednym batalionem przecięła w re­jonie 5 kilometra drogę Belchite — Mediana — Saragossa, przez co osiągnięto taktyczną izolację węzła oporu Belchite, przeciwko któremu nacierały jednostki 117, 118 i 153 brygady. Pozostałe bataliony 32 bry­gady po zdobyciu Codo również przyłączyły się do oblegających. 116 brygada pozostała w Codo, w odwodzie armijnym. Oddziały XII korpusu armijnego zajęły Puebla de Albortón. Położenie na tym odcinku wieczorem 26.VIII pokazano na szkicu nr 8.

Dzień 26.VIII kończy pierwszy etap operacji, ujawniający oczywiste fiasko początkowej idei szerokiego manewru, pogrzebanego w okopach, które zaczęły tworzyć linię ciągłą, idącą od rz. Ebro poprzez Fuentes de Ebro i dalej na Medianę—Sabinę. Zarówno pod Zuerą i na odcinku 45 dywizji, jak i tutaj, na froncie V korpusu armijnego, wydarzenia tych dni raz jeszcze w sposób poglądowy potwierdziły prawdę, iż raz utra­cona na wojnie korzystna chwila i możliwość więcej nie wraca i że ujemnych wyników początkowych wahań i niezdecydowania prawie nigdy nie udaje się poprawić późniejszą — zazwyczaj spóźnioną — energią i stanowczością.

DRUGI ETAP OPERACJI (27—31 sierpnia)

W ostatnich dniach sierpnia w centrum uwagi znalazł się odcinek Fuentes de Ebro — Mediana.

Pod Zuerą (27 dywizja) i na kierunku Villamayor de Gallego (45 dy­wizja) położenie ustabilizowało się w tym sensie, że walki, które się tam toczyły, miały czysto lokalny, ograniczony charakter, pozbawiony większego znaczenia, i sprowadzały się do wysiłków obu stron o opano­wanie lub utrzymanie poszczególnych wzgórz i pozycji. Stało się tak dla­tego, że dowództwa 27 i 45 dywizji zasugerowały się jeszcze przed ope­racją własną bezsilnością i nierealnością postawionych im zadań, z góry wystawiły sobie świadectwo niezdolności do panowania nad sytuacją, a tym bardziej do aktywnego oddziaływania na nią. Stąd działalność bojowa obydwu dywizji zamiast formy zdecydowanego natarcia przyję­ła — jedną z najgorszych na wojnie — formę ospałych, niezorganizowanych, rozproszonych i nieskoordynowanych działań poszczególnych brygad i batalionów, pozbawionych jasnej myśli przewodniej i planu. Działania tego rodzaju, wyrządzając niewiele szkód nieprzyjacielowi, pro­wadziły do szybkiego wyczerpania, zmęczenia i pogorszenia stanu po-

lityczno-moralnego wojsk, nieekonomicznego zużycia skromnych środ­ków i bezcelowych strat w sile żywej i sprzęcie.

Każdy z uczestniczących w operacji oddziałów i związków napotykał bezsprzecznie wiele poważnych trudności, poczynając od niedostatku siły żywej, broni i transportu samochodowego, a kończąc na ograniczo­nym czasie przygotowań do walki. Ale te właśnie trudności powinny były spotęgować energię dowódców, aby — o ile to było możliwe — ograniczyć szkodliwy wpływ tych trudności na przebieg działań. Można to było osiągnąć przez dobre przygotowanie siebie i podwładnych do ope­racji i szczegółowo przemyślaną organizację walki, gdyż tylko taka droga zapewniała najlepsze zastosowanie i najskuteczniejsze wykorzystanie po­siadanych zasobów siły żywej, materiałów i środków. Dowództwo 27 i 45 dywizji w gruncie rzeczy odsunęło się od aktywnego kierowania wydarzeniami, toteż działalność powierzonych im jednostek nie rozwinęła się należycie, nie nabrała właściwego rozmachu i nie zdołała też wpłynąć na ogólny przebieg operacji.

Kierunek Fuentes de Ebro. W pasie działania V korpusu armijnego nie ustawały próby opanowania Fuentes de Ebro, zamykającego drogę do Saragossy.              \

Dowódca V korpusu rozkazem nr 2, wydanym 26.VIII o godz. 21.50 i dostarczonym 35 dywizji 27lviII o godz. 3.00, wyznaczył na dzień 27.VIII kolejny atak na miejscowość z dalszym zadaniem „zdecydowanego kontynuowania możliwie najgłębszego natarcia, aby osiągnąć obiekty wskazane w rozkazie operacyjnym nr l" (mowa jest o rozkazie z dnia 22.VIII o zdobyciu Saragossy). Dalsze jednak punkty rozkazu znacznie za­wężały ów zamiar operacyjny, ograniczając zadania dla 11 dywizji do niegłębokiego taktycznie wysunięcia naprzód, dla 35 dywizji zaś — do wyjścia jednej z jej brygad w rejon Burgo de Ebro, skąd do Sara­gossy pozostawało jeszcze 15 km (szkic nr 8).

Rozkaz żądał od 11 dywizji zaatakowania i opanowania Fuentes de Ebro, a następnie osiągnięcia przez jej oddziały, wraz z podporządko­waną dywizji 134 brygadą, wzgórz na lewym brzegu rz. Ginel, „do­minujących nad Fuentes de Ebro i Medianą". W istocie oznaczało to re­zygnację z Saragossy i przejście dywizji do obrony.

35 dywizji nakazano w ciągu nocy przesunąć się z Quinto do rejonu 27—28 km szosy Saragossa — Azaila (zajętego przez nieprzyjaciela) i o świcie rozpocząć stamtąd natarcie w kierunku Saragossy doliną rz. Ebro, w pasie między rzeką a linią kolejową. Brygadom dywizji roz­kaz stawiał następujące zadania:

XI Brygada Międzynarodowa — osiągnąć rejon La Manga i nawią­zać tam styczność z 11 dywizją.

 


 

XV Brygada Międzynarodowa — opanować i za wszelką cenę utrzy­mywać rozwidlenie szos: Saragossa — Azaila i Saragossa — Belchite.

102 brygada — opanować i utrzymywać Burgo de Ebro.

Rozkaz nr 2 nie był w stanie zmienić położenia pod Fuentes de Ebro. .Oprócz późnego dotarcia rozkazu do oddziałów (zaledwie na 2 godz. przed świtem), jego słabość, podobnie jak i innych poprzedzających go i późniejszych zarządzeń, polegała na braku trzeźwej oceny sytuacji. Opanowanie miejscowości, zamienionej przez rebeliantów w węzeł oporu z garnizonem, który wzrósł z niespełna dwóch kompanii bez arty­lerii do czterech batalionów piechoty z kilkoma bateriami — wymagało teraz nowego, poważnego przygotowania, poczynając od starannego roz­poznania terenu i nieprzyjaciela, aż do niezbędnego przegrupowania od-

działów, jak np. batalionów 11 dywizji, których aktualnie istniejące ugrupowanie narzucił w pewnej mierze przebieg 2,5-dniowych walk. Najważniejszy jednak był brak silnej artylerii. Niezależnie od zawczasu przygotowanych i nowo zbudowanych w tych dniach umocnień, same murowane domy miejscowości, niewrażliwe jak wszystkie budowle w hiszpańskich miejscowościach na ogień artylerii małego kalibru, w po­łączeniu z licznymi labiryntami wąskich i krętych ulic tworzyły w gruncie rzeczy niewielki fort, wyjątkowo dogodny do obrony. 11 dy­wizja, jak wiadomo, przystąpiła do działań z dwiema zaledwie lekkimi bateriami i jeśli mając 6 dział można było realnie liczyć na opanowanie w dniu 24.VIII Fuentes de Ebro przez zaskoczenie, to obecnie, w trzy dni później, wykonanie tego zadania wymagało nieporównanie większej ilości artylerii i przy tym większego kalibru. Podobnie i 35 dywizja wy­magała wzmocnienia środkami artyleryjskimi, gdyż z jednym dywizjo­nem armat 75 mm oraz 10 czołgami nie mogła ona teraz raczej liczyć na znaczny sukces w natarciu na Saragossę. Tymczasem rozkaz nr 2 utrzymał poprzedni, t j. taki, jaki istniał na początku operacji, podział artylerii między związkami i kolumnami, odnośnie zaś armijnej grupy artylerii ograniczał się do lakonicznej wskazówki, że „będzie ona wy­konywać różne zadania, przede-wszystkim zaś zwalczać artylerię prze­ciwnika".

Nowe natarcie bez właściwego wsparcia artyleryjskiego po bezsku­tecznych próbach dni poprzednich wtargnięcia do miejscowości oznaczało nowe ryzyko i dodatkowe niepowodzenie, od czego 11 dywizja wolała się w tym dniu uchylić.

27.VIII o świcie 35 dywizja dysponowała w pobliżu Fuentes de Ebro tylko 102 brygadą w składzie siedmiu batalionów (cztery własne i trzy bataliony 120 brygady). XI i XV BM znajdowały się w tym czasie w dro­dze z Quinto, dotarły tu dopiero o godz. 9.00 i rozmieściły się: pierw­sza — w rejonie 30 kilometra, druga — między 32 i 35 km szosy Saragossa – Azaila.

We wczesnych godzinach rannych dowódca 102 brygady z rozkazu do­wódcy dywizji wprowadził swe bataliony do walki, jakkolwiek obaj do­wódcy zdawali sobie wyraźnie sprawę z trudności natarcia w nieznanym terenie, przeciwko nieprzyjacielowi, którego siły i dokładne rozmieszcze­nie również były nieznane.

Dwa bataliony 102 brygady dołączyły do prawego skrzydła 9 brygady 11 dywiz.fi, wydłużając jej front do linii kolejowej. Trzy inne bataliony w tym dwa w drugim rzucie, zaczęły około godz. 6.00 zbliżać się powoli do nieprzyjaciela. Jeden z batalionów posuwał się w kierunku zajętej przez rebeliantów stacji kolejowej Fuentes de Ebro, pozostałe—miały obejść miejscowość od wschodu. Natarcie brygady trwało niedługo.

123

Dolina rz. Ebro, przewidziana przez korpus jako teren natarcia dy­wizji, tworzyła ciaśninę („ciaśninę” tak jest w książce – dop. abangel) ograniczoną na prawo rzeką, na lewo — szosą i linią kolejową, biegnącymi u podnóża dość stromych wzgórz, ciągną­cych się prawie do Saragossy. Szerokość tej ciaśniny zwężała się od 4—5 km pod Fuentes de Ebro do jednego kilometra i mniej w rejonie Burgo de Ebro. Pokryta gęstą, niewysoką roślinnością nad brzegiem rzeki, pocięta była siecią kanałów nawadniających, miejscami zabagnionych, które hamowały posuwanie się słabo wyćwiczonych pododdzia­łów strzeleckich, szczególnie zaś grup cekaemistów. Wśród rzadkich drzew widać było oddzielnie stojące murowane budynki obsadzone przez rebeliantów i przekształcone w punkty ogniowe i gniazda oporu, za­gradzające drogę brygadzie.

Dowódca 35 dywizji, który znajdował się w jednym z czołowych ba­talionów, wkrótce przekonał się, jak bezpodstawne były początkowe ra­chuby na szybkie pokonanie ognisk oporu nieprzyjaciela i pomyślne po­suwanie się piechoty bez wsparcia artylerii i czołgów. Artylerii w owej chwili nie było w ogóle jeszcze w pobliżu, pluton czołgów zaś, wydzie­lony do towarzyszenia prawoskrzydłowemu batalionowi, nie zdołał do­trzeć do przednich pododdziałów strzeleckich, ponieważ wozy bojowe grzęzły w bagnie i sieci kanałów nawadniających. Dokonany na miejscu przez szefa sztabu dywizji pobieżny przegląd warunków terenowych przekonał, że użycie czołgów jest tu niemożliwej, a także, że nie ma mowy, aby artyleria mogła tu bezpośrednio towarzyszyć piechocie. Czołgi mogły wspierać piechotę tylko ogniem z miejsca, ale znaczna odległość od nieprzyjaciela i wspomniane przeszkody naturalne czyniły to wspar­cie mało skutecznym i nie usprawiedliwiały ryzyka narażania wozów bo­jowych na to, by stały się dogodnym celem dla artylerii rebeliantów, która zdążyła już rozpocząć wstrzeliwanie do nich, toteż czołgi wkrótce wycofały się do tyłu.

Bataliony zaległy i przystąpiły do okopywania się. Reszta dnia upłynęła na froncie na zwykłej wymianie strzałów. Lot­nictwo nieprzyjaciela w godzinach 11.00 i 12.00 dwukrotnie bombardo­wało ugrupowanie 11 dywizji i szosę Saragossa — Azalia w rejonie rozmieszczenia batalionu im. Dymitrowa.

1 W półtora miesiąca później, tj. 13.X.1937 r., w czasie nowej próby opanowa­nia Fuentes de Ebro, w okresie trwającej zaledwie cztery dni drugiej operacji saragoskiej, republikanie wprowadzili na tym samym odcinku do akcji w celu przełamania obrony nieprzyjaciela 43 szybkobieżne czołgi z desantem piechoty Jako CDZ [czołgi dalekiego zasięgu]. Atak zakończył się całkowitym niepowodze­niem. Wróciły tylko 24 wozy bojowe. Przyczyną niepowodzenia — poza lekkomyślną organizacją ataku — była w dużej mierze zupełna nieznajomość terenu. Czołgi, co prawda, pomyślnie przeskoczyły przednią linię obrony rebeliantów (na okopach utknął tylko jeden czołg), ale w głębi część czołgów została uszkodzona ogniem nie wykrytej zawczasu artylerii ppanc. nieprzyjaciela, a około 50% wozów bojo­wych utknęło w sieci kanałów nawadniających i na zabagnionych odcinkach doliny rz. Ebro. Spośród 256 żołnierzy desantu ocalało 82.

 

 


 

 

Atak na Fuentes de Ebro powtórzony został w następnym dniu. Rozkaz nr 3 V korpusu armijnego (z dnia 28. VIII o godz. 1.30, otrzy­many przez dywizję o godz. 2.00) pozostawił uprzedni cel operacyjny natarcia (Saragossę) i ustalał następujący plan działania oddziałów (szkic nr 9):

11 dywizja przy wsparciu 35 dywizji — atakuje Fuentes de Ebro i po opanowaniu miejscowości pozostaje w niej jako odwód korpuśny.

35 dywizja — jedną brygadą wspiera od wschodu atak 11 dywizji i po zdobyciu Fuentes de Ebro dwiema pozostałymi brygadami prowadzi „zdecydowane natarcie na Burgo de Ebro, kontynuując posuwanie się możliwie głęboko w kierunku głównego przedmiotu", tj. ku Saragossie. 24 dywizja — z rejonu Mediany powinna „przyspieszyć natarcie, aby (jedną brygadą) osiągnąć Burgo de Ebro i opanować tam wzgórza domi-

 

nujące nad szosą i linią kolejową na południe od tej miejscowości". Dwie pozostałe brygady tej dywizji otrzymały rozkaz: jedna—zająć rozwid­lenie szos z Saragossy do Azalii i do Belchite, druga — pozostawać w Medianie w celu osłony drogi Belchite—Burgo de Ebro.

4 brygada kawalerii, która zdążyła już odzyskać gotowość bojową po niepomyślnych działaniach w pierwszą noc operacji, oraz dwa szwadro­ny 5 pułku kawalerii otrzymały zadanie zabezpieczenia lewego skrzydła korpusu, tak jak to wskazuje szkic.

Baterie korpuśnej i armijnej grupy, zwolnione po działaniach na Quinto, wzmocniły kierunek Fuentes de Ebro — Mediana1. 28.VIII o świcie artyleria 11 dywizji i 102 brygady zaczęła ostrzeliwać miejsco­wość, okopy i baterie nieprzyjaciela, rozpraszając w ten sposób swój ogień, przez co wszędzie stał się on zbyt słaby, aby złamać opór rebeliantów i ułatwić atak własnej piechocie, która przystąpiła do działań od godz. 6.00.

24 dywizja, która znajdowała się na pn. od Mediany, w dniu tym, mimo żądania korpusu, nie nacierała.

Lotnictwo republikańskie wzięło aktywny udział w początkowych go­dzinach walki. Niejednokrotnie i z powodzeniem bombardowało ono miejscowość i pozycje nieprzyjaciela oraz dublowało to bombardowanie atakami myśliwców ostrzeliwujących nieprzyjaciela z karabinów maszy­nowych. Dotkliwy brak samolotów nie pozwolił mu długo utrzymać pa­nowania w powietrzu i w porze obiadowej musiało ustąpić pola lotnictwu interwentów, które ułatwiło piechocie i artylerii rebeliantów odparcie ataków batalionów 11 dywizji i 102 brygady.

Niemal do zmierzchu kontynuowane były bezskuteczne próby opa­nowania miejscowości, które miały, jak brzmiał zapis w dzienniku działań bojowych 35 dywizji, ..monotonny charakter".


1  w tych dniach ogólna ilość artylerii na 12-kUometrowym odcinku od Fuen­tes de Ebro do Mediany wynosiła 66 dział lekkich i średnich oraz 12 ciężkich przeważnie haubic, co stanowiło gęstość ok. 6,5 działa na l km frontu Dzieliła się ona według grup, ilości i kalibrów w sposób następujący:

 

 

 

Ataki w dniu 28.VIII były finałem aktywności republikanów przeciw­ko Fuentes de Ebro. Poczynając od następnego dnia zapanowała tu względna cisza i wydarzenia przesunęły się na zachód, do rejonu Me­diany, gdzie inicjatywa przeszła do rąk nieprzyjaciela, usiłującego przebić się stamtąd na odsiecz oblężonemu Belchite.

Pouczający przykład Fuentes de Ebro polega głównie na tym, że ukazał on w sposób oczywisty, jak stosunkowo niewielka przeszkoda w walce może przekształcić się w barierę nie do pokonania, jeśli po­czątkowe, tzn. rozstrzygające działania nacierającego nacechowane są niedostateczną stanowczością, energią i silną wolą.

Niepowodzenie w dniu 28.VIII wywołało, a raczej wzmogło zaznacza­jącą się już wcześniej różnicę zdań co do dalszych perspektyw operacji.

Część wyższych dowódców uważała, że  wskutek całkowitej utraty czynnika zaskoczenia w natarciu oraz niepomyślnych wyników pięcio­dniowych walk na decydujących kierunkach 27, 45 i 11 dywizji, dalsze upieranie się przy osiągnięciu Saragossy straciło obecnie sens. Nie było skąd czerpać nowych sił, jeśli pominąć świeżą, ale nie ostrzelaną jeszcze i nie w pełni uzbrojoną 44 dywizję, natomiast natarcie siłami starych, zmęczonych i osłabionych już dywizji nie rokowało powodzenia nowemu uderzeniu, tym bardziej że nieprzyjaciel w dalszym ciągu umac­niał się na całym froncie od Zuery do Fuentetodos, szczególnie zaś wy­raźnie przed frontem oddziałów V korpusu armijnego. Ta grupa dowód­ców była zdania, że interesy zachowania siły żywej wymagają zrezygno­wania na okres najbliższy z bezowocnych "ataków, utrzymania opanowa­nych rubieży i przeniesienia wysiłku, w tym również wysiłku 35 dywizji, na likwidację Belchite, w którym zamknęło się ponad 2500 rebeliantów. Jakkolwiek opanowanie tego ostatniego nie mogło oczywiście zrekom­pensować rezygnacji z Saragossy, niemniej jednak powodzenie taktycz­ne pod Belchite niewątpliwie wywarłoby dostatecznie pozytywne wraże­nie w kraju i w armii, ponieważ miejscowość ta uważana była za jedno z najsilniejszych umocnień rebeliantów w Aragonii.

Inaczej oceniało położenie dowództwo armii, które w dalszym ciągu -obstawało przy utrzymaniu początkowego celu operacji i powzięło w dniu 29.VIII spóźnioną, nieżyciową decyzję o nowym natarciu ran­kiem 30.VIII na Saragossę siłami 24 i 35 dywizji, 145 brygady 44 dy­wizji i kawalerii. Tym razem natarcie miało być przeprowadzone dwoma zgrupowaniami: z Mediany (24 dywizja) oraz przez Torrecilla de Valinadrid (35 dywizja), jak to nakazywał rozkaz sztabu armii nr 14 z dn. 29.VIII.

Natarcie nie odbyło się. Rozkaz został dostarczony do sztabu V kor­pusu z dużym opóźnieniem, wskutek czego początek działań przesunięto o jeden dzień, tj. na 31.VIII godz. 6.00. Do tego czasu jednak pogorszyło się położenie pod Medianą, dostatecznie wyraźnie ujawniła się niezdol-

127

ność bojowa brygad 24 dywizji i [w. tej sytuacji] dowódcy V korpusu udało się uzyskać od armii uchylenie jej decyzji.

W tym samym dniu 30.VIII wydana została dyrektywa armii o przej­ściu wojsk do obrony i reorganizacji frontu. Zgodnie z rozkazem V kor­pusu armijnego nr 5 z dnia 30.VIII godz. 24.00 (otrzymanego przez dywizję 31.VIII o godz. 2.00 w chwili jej przegrupowania się do rejonu Codo), pas działania korpusu między rz. Ebro a Puebla de Albortón (szkic nr 10) został podzielony na dwa odcinki podległe dowódcom 11 i 24 dywizji i miał być osłaniany przez 120, 102, 143, 153 l 117 brygadę. 11 i 24 dywizję (tę ostatnią po dołączeniu do niej 117 i 153 brygady z XII korpusu armijnego) miano wycofać z przedniego skraju i utworzyć z nich wraz z 35 dywizją zgrupowanie odwodowe dowódcy korpusu, roz­mieszczone w rejonach: 11 dywizja — st. kolejowa Pina — Quinto; 24 dywizja — w Medianie i 35 dywizja — w Codo. Przesunięcie i luzowanie jednostek zamierzano zakończyć do 31.VIII godz. 24.00.

Rozkaz został wykonany jedynie w części dotyczącej przejścia wojsk do obrony. Luzowanie 11 i 24 dywizji nie odbyło się wskutek zwiększo­nej aktywności nieprzyjaciela pod Medianą i nieprzybycia brygad, które miały dywizje te zluzować.

Od 27 do 30.VIII, tj. dopóki toczyły się walki o Fuentes de Ebro, XI i XV BM pozostawały w rejonie 32—36 km szosy Saragossa — Azalia. Tu doprowadzały się one do porządku, nieco uzupełniły się (po 500 ludzi na każdą brygadę) i odpoczywały.

Dowództwo dywizji dokonało omówienia walk pod Quinto. Dowódcy brygad i oddziałów dywizyjnych zorganizowali takie same omówienia w swoich oddziałach. W pododdziałach przeprowadzono gawędy, na któ­rych omówiono wnioski z walk pod Quinto.

Stan polityczno-moralny wojsk dywizji oceniono jako dość wysoki.

Odpoczynek oddziałów przebiegał w spokoju, zakłócały go jedynie naloty bombowe lotnictwa nieprzyjaciela, które często nawiedzało ugru­powanie 11 dywizji, po drodze zaczepiając o ugrupowanie 35 dywizji. XV BM w ciągu czterech dni miała 6 rannych w wyniku nalotów lot­nictwa nieprzyjaciela.

Dowództwo 35 dywizji po działaniach w rejonie Quinto starało się o skierowanie jej brygad pod Belchite. 29.VIII rano za zgodą dowódcy korpusu dowódca dywizji i dowódcy XI i XV BM udali się tam dwoma samochodami osobowymi1. Na SD 32 brygady zapoznali się pobieżnie

1 Wskutek nieprzestrzegania elementarnych zasad ostrożności, stosowanych zazwyczaj w czasie jazdy w strefie zwiększonej aktywności lotnictwa (ciągła ob­serwacja nieba, zwiększone odległości pomiędzy pojazdami, okresowe krótkie przer­wy w ruchu dla bardziej uważnego przeglądu horyzontu), w drodze do Belchite obydwa samochody osobowe, w których znajdowali się dowódca dywizji z do­wódcami XI i XV BM, jadące w odległości 25—30 m od siebie w chwili wyjazdu

 

 



 

 

 

z rozmieszczeniem jednostek własnych i nieprzyjaciela oraz umocnie­niami rebeliantów, okalającymi Belchite od wschodu. Ten wstępny re­konesans wywołał wrażenie, że nieprzyjaciel ma odcięte drogi wyjścia z worka i że można przyspieszyć zajęcie tego węzła oporu pod warun­kiem niewielkiego wzmocnienia oblegających wojsk i zaktywizowania ich działań.

41 batalion [im. Edgara André] XI Brygady Międzynarodowej wraz z przydzielonym mu dywizyjnym szwadronem kawalerii odszedł 30.VIII o godz. 6.00 z dywizji do rejonu Mediany zgodnie z zarządzeniem V korpusu armijnego w związku z zamierzonym w tym dniu przez armię, lecz niedoszłym do skutku natarciem na Saragossę. Batalion otrzymał zadanie — prowadzić rozpoznanie drogi nieprzyjaciela od Mediany w kierunku Torrecilla de Valmadrid i dalej na Saragossę, tj. w kierun­ku przewidywanego ruchu jednostek 35 dywizji na miasto. Wobec do­niosłości zadania z batalionem wyruszył zastępca dowódcy dywizji i oficer operacyjny sztabu dywizji. O godz. 18.10, po uchyleniu przez armię decyzji o natarciu na Saragossę, 41 batalion otrzymał rozkaz ograniczenia się do zdobycia wzg. Sillero i utrzymania go do chwili po­dejścia tam jednostek 134 brygady 1.

Tym samym rozkazem polecono dywizji przejść w nocy do rejonu Codo i pozostać tam w odwodzie korpuśnym, w gotowości do wyrusze­nia na pierwsze żądanie dowódcy korpusu. 31.VIII rano sztab dywizji i obie brygady znajdowały się w nowym rejonie, jak to pokazano na szkicu nr 10.

Kierunek Mediana (szkice nr 7, 9 i 12), Zatrzymanie się 11 dywizji przed Fuentes de Ebro i niemożność przebicia się do Saragossy zwięk­szyły rolę innego kierunku rokującego ^osiągnięcie tego miasta, tj. kie­runku przez Medianę. Kierunek ten, gdyby wykorzystano go w porę, tj. wcześniej, okazałby się znacznie dogodniejszy od pierwszego (Fuen­tes de Ebro), ponieważ w ciągu pierwszych dwóch—trzech dni operacji pozostawał całkowicie wolny od nieprzyjaciela i będąc pozbawiony ja­kichkolwiek ważniejszych przeszkód rokował pomyślne posuwanie się nacierających jednostek przynajmniej do Burgo de Ebro. Posuwanie się przez Medianę przy okazji rozstrzygało automatycznie losy Fuentes de Ebro, które w tym przypadku pozostawało z boku i na tyłach republi-

*

z Codo, nagle wpadły pod bombową salwę sześciu samolotów nieprzyjaciela. Pa­sażerowie wyszli z opresji z lekkimi zadrapaniami, czołowy samochód marki Ford miał złamaną ramę okienną przedniej szyby oraz przebitą szufladę kabinową, w której przechowywane były granaty ręczne. Odłamek bomby przeleciał tuż nad nim.

1 Działania tego batalionu, jak również XI Brygada Międzynarodowej pod Medianą, są ujęte poniżej w odrębnym opisie.

 

 

kanów i w ten sposób całkowicie traciło swoje znaczenie węzła oporu zamykającego po Quinto drogę do Saragossy wzdłuż rz. Ebro.

26.VIII wieczorem sztab armii ^Wschód" rozkazał 24 dywizji, znaj­dującej się w odwodzie w rejonie Hijar — AIbalate, przejść o świcie na­stępnego dnia do Mediany, aby stamtąd poprowadzić natarcie na Burgo de Ebro i dalej na Saragossę.

W skład dywizji wchodziły 6 i 21 brygada, które wykazały się, zwłaszcza 21 brygada, mniejszą niż przeciętną zdolnością bojową i na­der słabą wytrzymałością na ogień nieprzyjaciela. Dowodzona była przez niejakiego majora Galsa *, w późniejszym czasie dowódcę X korpusu, który na wiosnę 1938 r., w czasie przedarcia się frankistów i interwentów do morza, porzucił swe oddziały na łaskę losu i przy pierwszych trudnościach na froncie zbiegł do Francji. Sam fakt wysłania takiego związku taktycznego do walki, tym bardziej w celu wykonania decy­dującego uderzenia, z góry skazywał na niepowodzenie każde, nie tylko operacyjne, ale i czysto taktyczne posunięcie dowództwa armii. To ostat­nie nie dysponowało jednak prawdziwymi informacjami o stanie tych jednostek, ponieważ brygady 24 dywizji dopiero co przybyły z frontu centralnego. Ponadto sztab armii nie miał wielkiego wyboru także i dla­tego, że nie dysponował innymi wolnymi siłami, jeśli nie liczyć niedozbrojonych w tym czasie jednostek 44 dywizji. Wskutek niedostatecznej ilości transportu samochodowego 27.VIII rano do Mediany przybyła je­dynie 21 brygada, która posunęła się trzema batalionami (czwarty po­został w odwodzie dywizji) na północ mniej więcej do 24 kilometra szo­sy z Mediany do Burgo de Ebro. Tu napotkała słabą osłonę, składającą się z około jednej kompanii piechoty nieprzyjaciela, i zatrzymała się nie podejmując żadnej próby odrzucenia jej z drogi.

W ciągu dnia 28.VIII przybyły dwa bataliony 6 brygady i stanąwszy na lewo od 21 brygady zajęły bez walki rejon wzgórz 381—384. Dwa pozostałe bataliony brygady błądziły w ciągu kilku godzin w rejonie Quinto. Później jeden z nich dołączył do brygady, drugi zaś batalion zo­stał przechwycony przez dowódcę 24 dywizji i pozostawiony w jego od­wodzie.

Z chwilą przybycia do Mediany dywizja została podporządkowana do­wódcy V korpusu, który przydzielił jej 134 brygadę, zajmującą od rana 27.VIII obronę w rejonie wzg. Sabina.

Jak wynika z cytowanego na str. 125 rozkazu nr 3, dowódca V kor­pusu wyznaczył na dzień 28.VIII atak na Fuentes de Ebro i natarcie oddziałów 35 i 24 dywizji w ogólnym kierunku na Saragossę. Rozkaz żądał od 24 dywizji, aby jedną brygadą dotarła do Burgo de Ebro, drugą

* Mylnie podane nazwisko. Dowódcą 24 dywizji był Galio.

zaś uchwyciła i utrzymywała rozwidlenie szosy prowadzi ^j z Saragossy do Azalii i do Belchite. Jednakże żadna z brygad nie przystąpiła do wy­konywania zadania i obie przez cały dzień pozostawiały na miejscu.

Dowódca 24 dywizji usprawiedliwiał bierność swoich oddziałów spóź­nionym otrzymaniem rozkazu, jednak rzeczywistą przyczyną bezczyn­ności dywizji, był szybki spadek jej poziomu polityczno-moralnego, któ­ry — niezbyt wysoki już przed operacją — obniżył się gwałtownie po kilku nalotach lotnictwa nieprzyjaciela i krótkotrwałym pobycie batalio­nów dywizji pod ogniem baterii rebeliantów. Już 28.VIII, a więc zaled­wie po jednodniowym przebywaniu na przednim skraju, w 21 brygadzie szybko zaczęły się rozpowszechniać 'głosy o ,,zmęczeniu" pododdziałów i konieczności zluzowania ich przez ,,'nowe, świeże jednostki". Nastroje te spotkały się z szerokim oddźwiękiem i sympatią w 6 brygadzie oraz wśród dowództwa i sztabu 24 dywizji. Jest rzeczą oczywistą i niewąt­pliwą, że w dywizji i brygadach grasowały bezkarnie defetystyczne i trockistowskie elementy ,,piątej kolumny" 1.

29.VIII po uporczywych żądaniach z wyższego szczebla dywizja po­stanowiła opanować wzgórze Pedregoza, w którego rejonie skupiały się siły nieprzyjaciela liczące na początku września ok. 6—7 batalionów piechoty (\v tym jeden tabor [batalion] marokański), 3—4 szwadrony kawalerii, 3—4 baterie artylerii i 10 tankietek.

Zadaniem 21 brygady było oskrzydlenie wzgórza ze wschodu i zaata­kowanie go z północy. 6 brygada miała nacierać na Pedregoza z połud­niowego zachodu.

W ciągu dwugodzinnego przygotowania artyleryjskiego siłami przy­dzielonych dywizji 18 dział pododdziały brygad nie opuszczały okopów i dopiero z chwilą zaprzestania ognia artylerii wyszły na przedpiersie, usiłując bezskutecznie posunąć się na północ. Przed frontem 21 brygady nieprzyjaciel wzmocnił się w ciągu ubiegłej nocy jednym batalionem piechoty z 4 działami i ospale nacierająca brygada nie zdołała go wy­przeć z zajmowanych pozycji. 6 brygada wyczekiwała powodzenia są­siada i w ogóle nie opuściła zajmowanych wzgórz.

Na odcinku 134 brygady walka sprowadzała się do wymiany ognia z rebeliantami, którzy zbliżyli się do jej okopów. W rezultacie podstawa wyjściowa do natarcia dywizji nie uległa żadnym zmianom. Jedynie

 

1) W 21 brygadzie również i przedtem sytuacja pod względem politycznym nie wyglądała pomyślnie. W czasie walk pod Segovią w końcu maja — początku czerwca, przy atakowaniu przez 69 brygadę wzgórza Cabeza Grandę, grupa ofi­cerów i podoficerów przydzielonego jej 3/21 brygady otwarcie przeszła na stronę nieprzyjaciela. Śledztwo ustaliło istnienie w- brygadzie organizacji trockistowskiej, rekrutującej się spośród zaczajonych zdrajców i agentów ,,piątej kolumny", któ­rych brygada nic pozbyła się w pełni także w7 chwili swego przybycia pod Sara­gossę. Po ucieczce spod Mediany w dniu 3.IX, 21 brygada została rozformowana i użyta do wzmocnienia oddziałów^ 11 i 35 dywizji.

130

 

pojedyncze drobne grupy żołnierzy wysunęły się o 500—700 m naprzód, ale do wieczora powróciły na podstawy wyjściowe swych batalionów. Dowódca dywizji w ciągu całego dnia walki pozostawał na swoim SD na wzg. 382 (Valderranca), odległym o 5 km od 21 brygady, o 7 km od 6 brygady i o 8 km od 134 brygady, skąd nawet przez lornetkę nie mógł obserwować ugrupowania i działań swych oddziałów. Przy dowódcy dywizji znajdował się dowódca artylerii, w pobliżu zaś, w rejonie wzg. 378 rozmieszczone były jego dwa dywizjony artylerii. Artyleryjskich punktów obserwacyjnych, z wyjątkiem wzg. 378, nie było. Dzień 30.VIII upłynął w spokoju.

Ostatni dzień sierpnia przyniósł gwałtowne pogorszenie się sytuacji pod Medianą i ujawnił całkowitą niezdolność brygad 24 dywizji do prze­ciwstawienia się najsłabszemu choćby naciskowi nieprzyjaciela, który zaczął aktywizować swą działalność na froncie.

31. VIII o świcie artyleria rebeliantów otworzyła ogień na 21 i czę­ściowo na 6 brygadę. Równocześnie od strony Saragossy ukazały się na­cierające z tankietkami grupy piechoty nieprzyjaciela, które zmierzały w kierunku wewnętrznych skrzydeł brygad. Jedna z tych grup, wyko­rzystując pozostawione bez obserwacji luki w linii 21 brygady, przedo­stała się niezauważona w jej ugrupowanie i otworzyła nieoczekiwanie ogień na tyłach jednego z jej batalionów. Batalion w zamieszaniu zaczął wycofywać się na południe, ku Medianie, za jego' przykładem poszli sąsiedzi i około godz. 9.00 już obydwie brygady wycofywały się w poś­piechu i nieładzie. Bombardowanie z powietrza i ataki myśliwców nie­przyjaciela wzmogły jeszcze bardziej zamieszanie. Dowódca 24 dywizji skierował na spotkanie wycofujących się dwa bataliony ze swego odwo­du, przy których pomocy i przy interwencji dowódcy V korpusu uciecz­ka brygad została powstrzymana na linii wzgórz 381—363 (Granaretes). Odwrót nie nabrał większych rozmiarów dzięki hartowi i opanowaniu oddzielnych grup żołnierzy i dowódców, którzy powstrzymali posuwanie się rebeliantów, oraz dzięki spokojnej postawie 134 brygady, która pozo­stawała w tym dniu na swych pozycjach przy wzg. Sabina.

Na prośbę dowódcy 24 dywizji, który obawiał się nowego nacisku i przełamania linii frontu na jego odcinku, 35 dywizja skierowała w nocy z 31.VIII na l.IX do Mediany 44 batalion XI BM. W ciągu dnia 2.IX batalion ten wespół ze znajdującym się w rejonie Casa Valdencas 41 batalionem im. Edgara Andre zajął linię wzgórz od 18 kilometra szosy Belchite—Mediana do wzg. 441 włącznie.


 


2.IX rebelianci przeprowadzili natarcie przeciwko 134 brygadzie zmuszając ją do wycofania się do rejonu na wschód od Ermita de la Magdalena. Następnego dnia, 3.IX, w wyniku energicznego ataku nie­przyjaciela, wspartego ogniem artylerii, tankietkami i lotnictwem, wszy-

132

stkie trzy brygady 24 dywizji znów uległy panice i wycofały się w nie­ładzie na południe. Front utrzymywały oddziały 11 dywizji i bataliony XI BM, które w ciągu tego dnia i następnych wytrzymały niejednokrot­nie nacisk nieprzyjaciela, uporczywie dążącego do przerwania się na odsiecz oblężonemu Belchite.

Oficjalna ocena wyników siedmiodniowej walki i dalsze plany do­wództwa republikańskiego zostały ujęte w dyrektywie Sztabu General­nego z dnia 7.IX.1937 r.

,,Celem operacji — brzmiała dyrektywa — było takie przesunięcie linii frontu, które w przypadku niemożliwości opanowania Saragossy pozwalałoby ostrzeliwać stolicę Aragonii ogniem naszej artylerii.

Cel ten nie został osiągnięty, niemniej jednak nieprzyjaciel przyszedł tu z pomocą swemu frontowi taką ilością wojsk, że jeśli dalszy ich prze­rzut będzie kontynuowany, to nie będzie on w stanie nacierać na północy".

Podsumowując pokrótce wyniki działań bojowych za okres od 24 do 30 sierpnia szef Sztabu Generalnego wysnuł z nich następujący wniosek:

„Na ogół nasze natarcie, choć nie tak głębokie, jak zakładano, oka­zało się jednak pod względem swego rozmachu dostateczne, aby ściąg­nąć na siebie nieprzyjaciela, a jeśli do tego dodamy materialne korzyści uzyskane w wyniku tego natarcia oraz stan moralny wojsk, to można stwierdzić, że rozwijało się ono pomyślnie, choć nie osiągnęło wytknię­tych mu celów".

Dyrektywa nie wymienia dokładnej liczebności wojsk nieprzyjaciela związanych operacją, siły te jednak sięgały rzędu batalionów, a nie dywizji lub przynajmniej brygad, na co liczyło dowództwo republikań­skie. Dużych przerzutów wojsk nieprzyjaciela w kierunku Saragossy nie stwierdzono. Opór republikanom stawiły w zasadzie oddziały 151 dywizji piechoty nieprzyjaciela, zajmujące tu obronę również przed operacją, oraz samodzielne bataliony przerzucone tu z głębi. Jedyne i naj­większe zgrupowanie, jakie rebelianci skupili pod Pedregoza dla przeciwuderzenia na Medianę, składało się z 6—7 batalionów piechoty i czterech szwadronów kawalerii. (Komunikat rozpoznawczy sztabu V korpusu armijnego z dn. 6.IX.37 r.)

Bezsprzeczne sukcesy taktyczne w postaci zdobycia 800 km2 obsza­ru, likwidacji węzła oporu rebeliantów w Quinto, opanowania m. Codo, Puebla de Albortón, Roden i Mediana, okrążenia Belchite i zadania nieprzyjacielowi znacznych strat w sile żywej i sprzęcie — okazały się niewystarczające, aby zmusić Franco do zatrzymania ofensywy na pół-

nocy. Sukcesy te, naturalnie, nie mogły złagodzić utraty Santanderu (25.VIII)* i goryczy niepowodzenia podstawowego zamiaru operacji. W części dotyczącej zadań Sztab Generalny wskazał: „Opanowanie Saragossy, możliwe na początku operacji, w obecnej chwili nie uważa się za realne z powodu już dokonanej i kontynuowa­nej koncentracji sił nieprzyjaciela, dlatego druga część operacji powinna ograniczać się do: a) opanowania Belchite i b) ścięcia wybrzuszeń frontu nieprzyjaciela na odcinkach Perdiguera, Lecińena i Alfajarin, Puebla de Alfinden z równoczesnym umocnieniem zdobytych rubieży i nagro­madzeniem odwodów".

Wojska Frontu Wschodniego zdołały wykonać całkowicie tylko pierw­szy punkt wytycznych, t j. opanować Belchite.

TRZECI ETAP OPERACJI (31.VIII—6.IX.1937 r.)

Końcową fazę operacji cechuje uporczywa walka republikanów o Belchite i twarda obrona na odcinku Mediany, skąd nieprzyjaciel wytrwale usiłował przerwać się na odsiecz oblężonemu garnizonowi w Belchite.

Belchite. Miasteczko Belchite (szkic nr 11) z ludnością około 2000 mieszkańców leży u północnego podnóża niewysokiego pasma gór Sierra de la Sarna, w węźle szos i kolejki wąskotorowej, na północnym brzegu rz. Aguas Vivas, w odległości 50 km na południe od Saragossy i w takiej samej odległości na wschód od Carińeny. Wraz z Quinto i Fuentes de Ebro osłaniało ono Saragossę z kierunku wschodniego i południowo--wschodniego, pozbawiając jednocześnie ^republikanów dogodnej rokady biegnącej wzdłuż frontu od rz. Ebro na Montalban.

Rozmieszczenie umocnień obronnych widoczne jest na szkicu. Oprócz rozwiniętej sieci okopów połączonych rowami łączącymi ^ wzmocnionych zaporami z drutu kolczastego w 2—3 rzędy, były tam żelazobetonowe umocnienia w postaci 15 gniazd karabinów maszynowych, kilka kaponier dla dział i karabinów maszynowych, jeden ostróg na drużynę i dwa ostrogi dwupiętrowe, wyposażone w schrony przeciwgazowe — każdy na pluton piechoty. Szosy do Azalii, Lecery i Letux przegradzały słupy ppanc., wykonane z szyn kolejowych i zaminowane.

Pod względem konstrukcyjnym te umocnienia obronne ustępowały nieco współczesnym wymaganiom w zakresie maskowania i trwałości. Z wyjątkiem kilku umiejętnie 'zamaskowanych punktów ogniowych ka-

* Santander dostał się 26.VIII.1937 r.

ręce rebeliantów i włoskich interwentów dnia

 

rabinów maszynowych wschodniego boku obrony, prawie wszystkie inne umocnienia z betonowym pokryciem grubości 0,5—0,8 m wyraźnie odbijały się w terenie swymi dużymi rozmiarami.

Wszystkie miały odkryte, duże, źle zamaskowane otwory strzelni­cze i niczym nie osłonięte wejścia. Niektóre punkty ogniowe połączone były ze sobą zwykłymi rowami łączącymi. Tylko nieliczne miały łącz­ność telefoniczną.

W walkach z udziałem potężnego lotnictwa, artylerii i czołgów obro­na tego rodzaju umocnień zapewne nie trwałaby długo, jednakże w warunkach wojny hiszpańskiej zachowały one w pełni swe znaczenie. W sytuacji posiadania przez Armię Ludową bardziej niż skromnych środków obezwładniania i burzenia, z niedostatecznie przy tym wyso­kim współczynnikiem wykorzystania ich właściwości i możliwości taktyczno-ogniowych, opanowanie węzła oporu Belchite było dla republi­kanów zadaniem niełatwym.

Sama miejscowość również była przystosowana do obrony. Poszcze­gólne obiekty i budynki, w tej liczbie seminarium duchowne na połud­niowym brzegu rz. Aguas Vivas, kościoły, magistrat i komendantura wojskowa stanowiły punkty oporu. W domach, szczególnie na skraju miasteczka, drzwi i okna założone były workami z ziemią, piwnice zaś przekształcone w składy amunicji i schrony z zapasami wody i żywności. Ulice przekopano rowami i przegrodzono barykadami.

Garnizon węzła oporu liczył na początku operacji do 3000 rebeliantów i składał się z regularnej piechoty, pododdziałów requetes, tercio * (pułku), centurii (kompanii) falangistów, pododdziałów Guardia Civil i taboru (batalionu) Marokańczyków. Uzbrojenie stanowiło 30—35 kara­binów maszynowych, 8 dział (4—75 mm i 4—105 mm), 9 moździerzy i 4 armaty ppanc.

Słabością systemu obronnego rebeliantów była jego niedostateczna głębokość. Linia przednich umocnień znajdowała się w odległości za­ledwie 1,5—2 km przed Belchite, co oznaczało, że cały węzeł oporu można było na wylot przestrzeliwać ogniem nawet małokalibrowej arty­lerii. Obrona wschodniego frontonu, z kierunku Azalii, była silniejsza. Na południe przebiegała wzgórzami 485, 481 i poprzez cmentarz. Kierunek od Mediany był najsłabiej zabezpieczony i osłaniany ogniem jednej pół-kaponiery działowej oraz jednym—dwoma BSB [betonowy schron bo­jowy].

Do chwili, kiedy wyjaśniła się bezskuteczność prób przebicia się do Saragossy przez Fuentes de Ebro lub przez Medianę, Belchite nie było celem zdecydowanych działań republikanów. W odróżnieniu od innych

mniejszych obiektów nieprzyjaciela w rodzaju Codo, co do których do­kumenty operacyjne zawierają mniej lub bardziej sprecyzowane wska­zówki, węzeł oporu Belchite wzmiankowany jest mimochodem jedynie w dwóch rozkazach armijnych z dnia 20.VIII adresowanych do dowód­ców XII i V korpusu. Jeden z tych rozkazów stawiał wojskom XII kor­pusu armijnego, znajdującym się w linii przed Belchite, zadania1: [woj­ska] „zbliżają się 24.VIII o godz. 4.00 na odległość 500 m do pozycji nieprzyjaciela i opanowują tu wszystkie możliwe do zdobycia obiekty, by wzmóc nacisk w chwili ogólnego natarcia na całym froncie". Drugi z nich polecał dowódcy V korpusu armijnego wydzielić jedną brygadę „do opa­nowania Codo i przechwycenia dróg Belchite—Azalia i Belchite—Me­diana" 2. O atakowaniu, a tym bardziej o zdobyciu węzła oporu w po­czątkowych dniach operacji nie ma żadnych wskazówek.

Ten nieokreślony, ogólnikowy sposób stawiania zadań odnośnie węzła oporu Belchite nie wynika raczej z niedoceniania znaczenia wojskowego jego umocnień, które uważano za jedne z najsilniejszych na froncie aragońskim. Słuszniej chyba będzie przypuszczać, że właśnie ta ostatnia okoliczność dyktowała armii konieczność zachowania pewnej ostrożności w formułowaniu zadań.

Niejednokrotnie podejmowane, poczynając od pierwszych tygodni wojny, próby opanowania węzła oporu czołowym atakiem — stale koń­czyły się niepowodzeniami, które za każdym razem coraz bardziej umac­niały w wojskach przeświadczenie, że jest on nie do zdobycia. Dowódz­two republikańskie świadomie łączyło sprawę likwidacji Belchite z pro­blemem Saragossy. Zdobycie Saragossy automatycznie rozstrzygało losy Belchite, z drugiej jednak strony niepowodzenie pod Saragossą sta­wiało Belchite w roli bardzo nieprzyjemnego obiektu na tyłach wojsk republikańskich, nad którym sztab armii „Wschód" nie mógł spokojnie przejść do porządku.            '  /

31 sierpnia. Jednostki dywizji, które przybyły w ciągu nocy spod Quinto, rozmieszczone były o godz. 8.00 w sposób następujący (szkic nr 10):

Sztab 35 dywizji, kompanie łączności, saperów, karabinów maszyno­wych i park samochodowy — w gaju oliwnym 800 m na północ od Codo.

XI BM — w rejonie między 7 i 8 kilometrem szosy Belchite—Media­na, mając 41 batalion w drodze na wzg. Sillero3. Naprężona sytuacja w tym dniu na odcinku 24 dywizji pod Medianą zmusiła brygadę do

* Tercio — odpowiadająca pułkowi jednostka hiszpańskiej Legii Cudzoziem­skiej, utworzonej w 1920 r. na wzór francuskiej Legii Cudzoziemskiej.

136

1 Patrz ,,Plan operacji", str. 29.

2 Patrz tamże oraz załącznik nr 2.

3 Patrz str. 129.


 

 

trzymania 44 batalionu w gotowości do natychmiastowego załadowania na ciężarówki i zajęcia siłami kompanii karabinów maszynowych (fron­tem na północ) grzbietu wzgórz, przecinających szosę w pobliżu rejonu rozmieszczenia brygady.

XV BM—w rejonie 2 km na północ od Codo.

Artyleria (2 działa 77 mm)—koło szosy, l km na południe od XI BM. Dowódcy XI i XV BM od rana zapoznawali się z sytuacją: pierwszy — pod Medianą, drugi—pod Belchite. Sztab dywizji urządzał się na no­wym miejscu i poszukiwał dogodnych miejsc na SD na wypadek wy­sunięcia brygad na północ, w kierunku Mediany, lub wprowadzenia dy­wizji do walki pod Belchite.

O godz. 14.05 sztab dywizji otrzymał telegram od dowódcy armii „Wschód", adresowany do dowódcy 35 dywizji:

„Jesteście mianowani dowódcą wszystkich sił działających przeciwko Belchite, włącznie z czołgami i artylerią, z prawem samodzielnego wzy­wania lotnictwa. Belchite należy opanować jeszcze dzisiaj". W tym czasie działały tutaj następujące oddziały: piechota — 32 brygada 35 dywizji w składzie czterech batalionów;

117 brygada 25 dywizji w składzie trzech batalionów;

118 brygada 25 dywizji w składzie jednego batalionu; 153 brygada w składzie dwóch batalionów; grupa „Asalto" (żandarmeria republikańska) w składzie jednego ba­talionu.

Razem — jedenaście batalionów.

Artyleria:, do 50 dział. Jeden dyon artylerii haubic 105 mm znajdował się w dyspozycji 32 brygady. Pozostałe baterie zajmowały stanowiska ogniowe w rejonie na południe i południowy zachód do Belchite. • Czołgi: jeden batalion składający się z 17 wozów bojowych. 5 czoł­gów dowódca XII korpusu przydzielił poprzedniego dnia 153 brygadzie, pozostałe 12 działały na odcinku 32 brygady.

Oprócz wymienionych oddziałów oraz XI i XV BM 35 dywizji w skład wojsk nacierających na węzeł oporu Belchite, zgodnie z treścią telegramu dowódcy armii powinna była również wejść 116 brygada 25 dywizji, która w dniach 24—26.VIII działała wespół^ 32 brygadą prze­ciwko Codo i po opanowaniu wsi pozostawała w tym rejonie jako odwód odcinka. W walkach pod Belchite nie brała udziału. Wieczorem l.IX za­rządzeniem sztabu armii brygada ta została zwrócona, dowódcy XII kor­pusu i 3.IX skierowana przezeń pod m. Puebla de Albortón.

Stan osobowy 35 dywizji według ewidencji na dzień 31.VIII.1937 r. wynosił 6575 ludzi. W XI BM było 2253, w XV BM — 1754, w 32 brygadzie — 1835, w sztabie dywizji, oddziałach dywizyjnych i służbach— 733 ludzi. Faktycznie było ok. 6000 ludzi. W każdej brygadzie i oddziale

 

było po 100—400 rekrutów, z których połowę uznano za niezdatnych do służby liniowej.

Skład osobowy batalionów wynosił od 250 do 400 ludzi. Uzbrojenie było mniej więcej takie samo, jak na początku operacji. Ogółem w wal­kach pod Belchite brało udział nieco ponad 2000 żołnierzy XV BM i 32 brygady.

O liczebności i uzbrojeniu oddziałów anarchistycznych brak danych. Wiadomo jedynie, że miały pełny skład, bataliony liczyły po 500—700 żołnierzy i były dobrze uzbrojone. Jeśli przyjąć liczbę 500 ludzi na ba­talion, to można założyć, że pod Belchite 117 brygada i batalion 118 bry­gady liczyły ok. 2500 żołnierzy.

Grupa „Asalto" liczyła 300—400 ludzi; 153 brygada brała udział w zdobywaniu Belchite siłami jednego batalionu, liczącego 400 żołnierzy, tylko w ciągu ostatnich 36 godzin walk.

Stosunek sił stron walczących przedstawia poniższa tabela. Jeśli idzie o karabiny maszynowe, działa ppanc. i moździerze, podane liczby do­tyczą tylko XV BM i 32 brygady 35 dywizji. Uwzględniając uzbrojenie pododdziałów 117, 118, 153 brygady i grupy „Asalto", liczby te należy zwiększyć mniej więcej dwukrotnie.

 

Stosunek sił pod Belchite na 1.IX.1937 r.

 

Ludzie

Karabiny maszynowe

Moździerze

Działa ppanc.

Działa art. polowej

. Czołgi

republikanie

5000

136

9

5

50

17

rebelianci

ok. 3000

35

9

4

8

 

Wyraźną przewagę republikanów równoważyła w pewnej mierze so­lidność umocnień obronnych, zorganizowany opór nieprzyjaciela i nie dość umiejętne działania nacierających. W nie mniejszym stopniu osła­biał tę przewagę również źle maskowany sabotaż anarchistów i dowódz­twa XII korpusu armijnego, którzy w sposób niedwuznaczny wyrażali swe niezadowolenie ze zmiany kierownictwa oblężenia.

Niezwłocznie po otrzymaniu telegramu dowódcy armii dowództwo 35 dywizji rozkazało XV Brygadzie Międzynarodowej skierować się do rejonu szosy — 2—3 km na północ od Belchite i przygotować się do dzia­łań przeciwko umocnionemu węzłowi oporu od północy. XI BM otrzy­mała zadanie uważnego obserwowania Mediany, aby w razie konieczności w porę wesprzeć oddziały 24 dywizji, w której pasie działania zary­sowało się niebezpieczeństwo przełamania obrony przez rebeliantów.

Dowódca dywizji, chcąc zorientować się w położeniu i powziąć decyzję w sprawie organizacji natarcia na węzeł oporu, udał się wraz z wyż­szym oficerem artylerii przez Azalię, Hijar, Albalate, Lécerę, Letux na SD XII korpusu armijnego, położone 3 km na południowy zachód od Belchite na wzg. El Lobo, skąd cały węzeł oporu i położenie stron widać było jak na dłoni.

Sytuację w tym dniu przedstawia szkic nr 10.

32 brygada w ciągu dnia 26.VIII przecięła siłami jednego batalionu szosę na Medianę 5 km na północ od Belchite i po zdobyciu Codo 28.VIII rano przeszła do natarcia na węzeł oporu, kierując swe główne uderze­nie od wschodu, wzdłuż szosy prowadzącej z Azalii. Bataliony brygady, po zdobyciu w ciągu trzydniowych walk kilku BSB i innych umocnień nieprzyjaciela, znajdowały się w drugiej połowie dnia 31.VIII w odle­głości niespełna l km na p0&ioc i w takiej samej w przybliżeniu odle­głości na wschód od Belchite.

Grupa „Asalto" opanowała poprzedniego dnia cmentarz i posunęła się w kierunku budynku seminarium duchownego, w którym zamknęło się około 150 requetés.

Batalion 118 brygady, zajmujący przed operacją saragoską pozycje na El Lobo, znajdował się na południowym brzegu rz. Aguas Vivas.

117 brygada 25 dywizji nacierająca z zachodu opanowała wzg. 492 i osiągnęła swymi batalionami rubież: 41 km szosy z Fuentetodos — wzg. 492. Jej prawe skrzydło sięgało do rzekła

Szkic nr 11 przedstawia wyniki siedmiodniowej walki, osiągnięte dzięki pokonaniu uporczywego oporu rebeliantów, ciągle wzmagającego się wraz z zaciskaniem pierścienia oblężenia i zbliżaniem się atakujących do zabudowań miasteczka. Uporczywości obrony w niemałym stopniu sprzyjało posiadanie przez oblężonych! łączności radiowej oraz wspar­cie, jakiego im udzielało lotnictwo interwentów. Aż do chwili całkowi­tego opanowania węzła oporu, tj. do świtu 6.IX, radio rebelianckiego do­wództwa Saragossy podtrzymywało na duchu obrońców Belchite obietnicą szybkiej odsieczy i komunikatami o wielkich rzekomo porażkach repu­blikanów pod Medianą. Do tej akcji „pomocy radiowej" użyto poli­tycznych i społecznych działaczy rebeliantów, jak również księży i ro­dziny oblężonych. Znacznie bardziej realnej pomocy udzielało Belchite lotnictwo. Poczynając od rana 26.VIII samoloty nieprzyjaciela wspie­rały oblężony garnizon częstymi nalotami i uderzeniami z powietrza na wojska republikańskie, pomagając ponadto okrążonym rebeliantom zrzutami żywności, amunicji i części zapasowych do dział i karabinów maszynowych. Dokonywano również zrzutów poczty.

141

Belchite nie stanowi pod tym względem wyjątkowego zjawiska w hi­storii wojny hiszpańskiej. 14.IX. 1936 r. ponad 300 żandarmów Guardia Civil powstało przeciwko Republice, zabarykadowało się w klasztorze Virgen de la Cabeza i zamku El Lugar Nuevo 1 (w górach Sierra Morena, 35 km na północ od Andujar, na tyłach republikanów) i trzymało się w okrążeniu do 1.V.1937 r., tj. w ciągu z górą 7,5 miesiąca. Udało im się wytrzymać tak długie oblężenie nie tyle wskutek powszechnej wów­czas małej liczebności i słabości oblegających wojsk republikańskich i nader surowych warunków terenowych, ile dzięki aktywnemu wspar­ciu lotnictwa rebelianckiego, które regularnie i codziennie, niekiedy na­wet dwa razy dziennie zrzucało oblężonym żandarmom żywność, pocztę i amunicję. Także w czasie operacji teruelskiej samoloty nieprzyjaciela usiłowały okazywać pomoc rebeliantom, okrążonym w kompleksie bu­dynków seminarium duchownego w Teruelu, gdzie resztki garnizonu nieprzyjaciela trzymały się przez ponad 20 dni po zajęciu miasta przez republikanów.

Przykłady Virgen de la Cabeza i Belchite w niewielkim jedynie stopniu odzwierciedlają olbrzymie możliwości współczesnego lotnictwa (i radia) w zakresie umacniania hartu wojsk odciętych lub okrążonych przez nieprzyjaciela.

Dokonana przez dowódcę 35 dywizji na El Lobo analiza sytuacji po­mogła w ujawnieniu wielu słabych stron oblężenia, z których do podsta­wowych należały: bezczynność dowództwa korpusu i niesłychanie słabe wykorzystanie znajdujących się w jego dyspozycji środków artyle­ryjskich.

Obojętność wobec wydarzeń na froncie, wynikająca z charaktery­stycznego dla dowódcy XII korpusu braku woli oraz z nieszczerego sto­sunku do Republiki części wyższych oficerów sztabu korpusu, a także formalny stosunek do* swych obowiązków i oderwanie się dowództwa korpusu od wojska — wszystko to nie mogło sprzyjać aktywizacji oblę­żenia. Nie było planu lub choćby zarysu planu opanowania Belchite. Nacierające brygady i bataliony były w istocie pozostawione samym so­bie, zadania bojowe były rozdzielane w sposób bardzo nierównomierny i niekonsekwentny.

O aktywności oblegających oddziałów decydowała przeważnie ini­cjatywa ich bezpośrednich dowódców. Podczas gdy na przykład 32 bry­gada nacierająca przeciwko najsilniejszemu, wschodniemu frontonowi umocnień, opanowywała codziennie coraz to nowe punkty ogniowe i po­zycje nieprzyjaciela i uporczywie posuwając się naprzód najbardziej

1 Wojna w Ispanii. Wyp. 12. Bor'ba wojsk juznogo franta za monastyr' Wirchen de la Kabesa (Virgen de la Caheza) i dworiec El'Lugar Nuewo (El Lugar Nuevo), Moskwa 1938.

142

z wszystkich, oddziałów zbliżyła się do zabudowań miasteczka, to obyd­wa bataliony 153 brygady zaległy na skraju gaju w cieniu drzew oliw­nych, nie przejawiając żadnej chęci do bardziej energicznego ujawnienia swojej obecności na polu walki. Batalion 118 brygady, który posuwał się z kierunku El Lobo, ograniczył się do opanowania w dniu 25.VIII wzgórz 481 i 485 na południowym brzegu rz. Aguas Vivas, skąd wycofało się ubezpieczenie nieprzyjaciela, po czym na oczach dowództwa korpusu za­trzymał się przy rzece, mając przed sobą najwyżej pluton nieprzyjaciela, i od tego czasu przekształcił się w biernego obserwatora pola walki. Pewną aktywność przejawiała okresami 117 brygada i grupa ,,Asalto", które jednak zadowalały się głównie zajęciem pozycji opuszczonych przez nieprzyjaciela. Nie było współdziałania między brygadami. Łącz­ność między nimi była tylko wzrokowa.

Środki artyleryjskie (do 50 dział) jednoczył w swym ręku dowódca artyleria korpusu, jednakże nacierające oddziały wcale lub bardzo słabo odczuwamy ich wsparcie. Ogień wszczynano nie na zapotrzebowanie pie­choty, lecz według uznania dowództwa korpusu. Zamiast precyzyjnego ognia obserwowanego do celów oraz zmasowanych nawał ogniowych ba­terie i pojedyncze działa prowadziły ogień w sposób nie skoordynowany, równocześnie do wielu przedmiotów i celów. Przy 5—7 km odległości do celu i dużym stopniu zużycia sprzętu trafienie stawało się niczym więcej jak rzadkim i szczęśliwym przypadkiem.

Strzelanie na wprost nie było w ogóle stosowane, chociaż warunki terenowe i brak artylerii u nieprzyjaciela ^otwierały szerokie perspek­tywy dla tego rodzaju ognia. W ciągu sześciu dni oblężenia do samej miejscowości Belchite oddano zaledwie kilkadziesiąt wystrzałów.

Na domiar "złego strzelały nie wszystkie działa grupy artylerii. W drodze do El Lobo, w pobliżu Letux, wykryto dwie nie wykorzysta­ne baterie haubic 155 mm, szczególnie przydatne do burzenia umocnień obronnych nieprzyjaciela. Baterie te już trzeci dzień pozostawały bez żadnych zadań, zapomniane przez dowódcę artylerii korpusu. Ten ostat­ni przebywał w m. Lócera, 20 km od swego SD, i zazwyczaj pojawiał się na El Lobo na parę godzin dziennie, nie wcześniej jak w połowie dnia. Pod jego nieobecność artyleria nie miała z reguły prawa otwarcia ognia.

1 Bateria haubic 105 mm, która na początku operacji zajmowała stanowis­ka ogniowe na północ od Belchite, została 28.VIII obezwładniona przez republi­kanów. Z pozostałej u rebeliantów baterii armat 75 mm strzelały tylko 2 działa, jedno broniło południowo-wschodnich* podejść do Belchite, drugie — ustawione w półkaponierze na styku dróg Azaila—Belchite, Mediana—Belchite, przeznaczone było do prowadzenia ognia wzdłuż szosy w kierunku północnym. W chwili wpro­wadzenia do walki brygad 35 dywizji obydwa te działa pozostawały nieomal bez­czynne wskutek częstych uszkodzeń mechanizmów i braku amunicji. Pierwsze z nich zostało zdobyte przez republikanów l.IX, drugie uszkodzone 2.^X.

 

 

Nie częściej niż dowódca artylerii korpusu i nie dłużej niż on prze­bywali na SD również inni odpowiedzialni oficerowie sztabu korpusu.

Jest rzeczą mało prawdopodobną, aby braki w zakresie wiedzy tak­tycznej dowództwa korpusu, składającego się z przedstawicieli starego hiszpańskiego zawodowego korpusu oficerskiego, mogły sięgać aż do cał­kowitego zapomnienia przezeń elementarnych aksjomatów i reguł kie­rowania oddziałami i użycia środków artyleryjskich w walce. Nie jest wcale wykluczone, iż niepoślednią rolę odegrał tu brak zainteresowa­nia w przyczynieniu się do sukcesów republikańskiego oręża. Nie jest również wykluczone, że pseudorepublikańskie nastroje w kierownictwie i sztabie XII korpusu armijnego nie stanowiły tajemnicy dla nieprzy­jaciela. Jest rzeczą charakterystyczną, iż mimo intensywnej działalności lotnictwa interwentów, które codziennie po kilka razy bombardowało ugrupowanie wojsk republikańskich pod Belchite, najbardziej bezpiecz­nym miejscem pozostawało SD XII korpusu armijnego na El Lobo, dobrze znane rebeliantom jako miejsce pobytu dowódcy korpusu i jego sztabu. W ciągu wszystkich dni oblężenia nie zrzucono na El Lobo ani jednej bomby. W czasie swych częstych nalotów samoloty nieprzyja­ciela każdorazowo grzecznie omijały to wzgórze.

Nieodpowiedzialne zachowanie się dowództwa XII korpusu armijnego w czasie oblężenia Belchite nie stanowi, niestety, odosobnionego zja­wiska w tej wojnie. Nie inaczej, lecz jeszcze bardziej tchórzliwie za­chowywało się to samo dowództwo, z tym samym pułkownikiem Sanchezem Plaża na czele, w siedem miesięcy po upadku Belchite, na samym początku wielkiej ofensywy rebeliantów wiosną 1938 r.* Cechy wadliwego, sanchez-plazowego „ stylu" pracy właściwe były również wielu innym dowództwom korpusów oraz sztabom niższego i wyższego szczebla, przede wszystkim jednak zjawiska te występowały tam, gdzie rolę kierowniczą odgrywała zawodowa kadra oficerska lub dowódcy anarchistyczni. Do tej kategorii należy zaliczyć nieudolną pracę do­wództwa XVIII (ówczesny pułkownik, później generał Jurado) i II korpusu (podpułkownik Romero) w operacji bruneckiej, jawnie zdra­dzieckie postępowanie [nowego] dowódcy XVIII korpusu (podpułkownik Heredia, awansowany następnie do pułkownika i mianowany szefem tyłów armii Frontu Centralnego u zdrajcy Miaji) i jego sztabu, którego większa część przeszła na stronę nieprzyjaciela w dniach utraty Alcanizu w marcu 1938 r. Świadome szkodnictwo uprawiało dowództwo dywizji anarchistycznych (dca 14 dywizji — Mera, dca 25 — Ortiz, Vivanco i in.) oraz niemała liczba innych dowódców wojskowych, mają-

·        Autor ma na myśli ofensywę rebeliantów w Aragonii, w wyniku której wojska frankistowskie dotarły do M. Śródziemnego rozcinając Republikę na dwie części.

 



 

 

cych na względzie w tej krwawej walce cele osobisto-kastowe lub wąsko-partyjne, wrogie interesom ludu. Nie lepiej było i w tych przypad­kach, kiedy odpowiedzialne stanowiska piastowali dowódcy słabo na­dający się do tej roli. O pracy dowódców 24, 27 i 45 dywizji w operacji saragoskiej świadczy sam za siebie opis działań podległych im od­działów.

Wszystkie te ujemne zjawiska tylko nieznacznie unoszą kurtynę nad tą trudną rzeczywistością, w jakiej toczyła się walka narodu hisz­pańskiego, i mówią o jednej z niemało ważnych przyczyn spotykanej częstokroć bezsilności żołnierza Armii Ludowej, wyróżniającego się bo­haterstwem i hartem, ale dowodzonego nierzadko przez zawodowych nie­dołęgów lub ukrytych wrogów ojczyzny.

Dowódca 35 dywizji w wyniku przeanalizowania sytuacji na El Lobo oraz/po ostrej wymianie zdań z dowódcą XII korpusu postanowił wzmoc­nić oblegające oddziały przez wprowadzenie do walki batalionów XV Brygady Międzynarodowej i 116 brygady 25 dywizji i wyznaczył ogól­ne natarcie na węzeł oporu na rano następnego dnia. Dowódca arty­lerii korpusu pod groźbą natychmiastowego zdjęcia go ze stanowiska i oddania pod sąd otrzymał rozkaz zakończyć w ciągu nocy organizację swego „gospodarstwa" artyleryjskiego i być w gotowości do otwarcia ognia l.IX o godz. 6.00. Dla kontroli wykonania tego rozkazu na El Lobo pozostał oficer artylerii, który przybył tam z dowódcą dywizji. Dowód­ca XII korpusu obiecał uaktywnić działalność podległych mu oddziałów i w tym celu polecił wezwać do siebie dowódcę 117 brygady i dowódcę batalionu 118 brygady dla przekazania im osobistych wskazówek do na­tarcia.

Podejmując Swą decyzję, siłą rzeczy prymitywną, gdyż powziętą w pośpiechu, w ciągu bardzo ograniczonego czasu i przy całkowicie nie­dostatecznej orientacji w już istniejącym rozmieszczeniu wojsk włas­nych, a tym bardziej w systemie obrony rebeliantów, dowódca dywizji nie liczył na natychmiastowe i całkowite opanowanie węzła oporu.

Pewne oznaki fizycznego, a częściowo także moralnego wyczerpania oblegających, ich ograniczone możliwości manewru, oraz nie złamana jeszcze ostatecznie uporczywość obrony nieprzyjaciela (liczącego na szyb­ką odsiecz z zewnątrz — z kierunku Mediany), świadczyły o tym, że upadek Belchite można będzie osiągnąć jedynie przez zadanie rebeliantom szeregu powtarzających się uderzeń.

Dlatego też — oprócz celu ogólnotaktycznego — szturm w dniu l września, zorganizowany przez nowe dowództwo, musiał być możli­wie najprostszy pod względem formy i zmierzać do osiągnięcia takiego przełomu w działaniach, aby odczuł to nieprzyjaciel, a własne wojska przekonały się, iż nastąpiła nowa, rozstrzygająca faza oblężenia. Wyma­gało to przede wszystkim gruntownej zmiany dotychczasowego charak-

^

 

teru działania artylerii oraz połączenia rozproszonych dotychczas wysił­ków oddziałów oblegających.

Decyzja dowódcy dywizji, powzięta na El Lobo, nakreślała następu­jącą organizację natarcia w dniu l września:

l. O godz. 7.00 cała artyleria odcinka otwiera ogień i w ciągu 30 minut prowadzi intensywny ostrzał Belchite, głównie centrum mia­steczka, gdzie znajduje się sztab rebelianckiego dowództwa i główne punkty oporu nieprzyjaciela.

2. Po ostrzelaniu centrum miasteczka artyleria przenosi ogień dla 15—20-minutowego przygotowania artyleryjskiego najpierw na północ­ny, potem zachodni i wschodni skraj Belchite w celu ułatwienia po­suwania się batalionów XV BM, 32 i 117 brygady.

3. Jeden dywizjon dział 75 mm lub 105 mm znajduje się w gotowości do przejścia na odkryte stanowiska ogniowe w rejonie cmentarza celem bezpośredniego wsparcia nacierającej tu grupy ,,Asalto" i batalionu 118 brygady 1. 4. Atak piechoty:

a) zgrupowanie ,,A", pod dowództwem dowódcy 32 brygady, w skła­dzie 32 i 116 brygady2 z dwiema bateriami haubic 105 mm atakuje w pasie: szosa na Medianę (wył.), droga Belchite — Azalia;

b) zgrupowanie „B", pod dowództwem dowódcy XV BM, w składzie XV :BM i obydwu batalionów 153 brygady z baterią haubic 105 mm (ze składu dywizjonu artylerii przydzielonego 32 brygadzie) atakuje w pasie: droga na Medianę, szosa na Fuentetodos (wył.).

Dowódcy XV BM i 32 brygady powinni wykorzystać przydzielone im baterie do bezpośredniego wsparcia nacierających batalionów ogniem na wprost;

c) 117 brygada naciera na odcinku szosy do Fuentetodos, rz. Aguas Vivas, w kierunku wzg. 491 — zach. skraj Belchite;

d) batalion 118 brygady opanowuje most kolejowy i stację kolejo­wą, grupa ,,Asalto" — seminarium. Ogólny kierunek natarcia — katedra w Belchite. 5. XV BM, 32 i 11'7 brygadę wzmacnia się pięcioma czołgami każdą.

1 Ta ostatnia wytyczna została wykonana częściowo dopiero w nocy z l na 2.IX po naprawieniu zniszczonego i zaminowanego przez rebeliantów odcinka drogi w pobliżu cmentarza.

2 Brygada ta, jak wskazano wyżej, w walce pod Belchite udziału nie brała. Chętnie wykonując tajne zarządzenie swego dowódcy dywizji, anarchisty Vivanco, 116 brygada pozostawała wbrew rozkazowi cały następny dzień w rejonie Codo, a l.IX wieczorem została zwrócona XII korpusowi armijnemu i odeszła do Puebla de Albortón. Należy dodać, że Vivanco, któremu sprzyjał dowódca XII korpusu, dokładał wysiłków, aby jego oddziały zostały wyłączone spod rozkazów 35 dywizji, obawiał się bowiem, aby ta ostatnia nie zmusiła je w końcu do wzięcia udziału w walce, co nigdy nie odpowiadało interesom [anarchistów] Barcelony.

146

6. SD 3^ dywizji i XV Brygady Międzynarodowej — przy szosie na Medianę, w odległości l km na pn. od Belchite. Dowódca 35 dywizji — na wzg. El Lobo; SD pozostałych brygad i oddziałów — w poprzednich miejscach.

Dowódca 117 brygady, dowódca batalionu 118 brygady oraz dowódca grupy „Asalto" zostali zapoznani z decyzją przez dowódcę XII korpusu armijnego. Dowódcom XV BM i 32 brygady zadania postawił dowódca 35 dywizji. 153 brygada otrzymała wytyczne do natarcia od dowódcy XV BM.

Decyzja ustna, opracowana w formie pisemnego rozkazu w sztabie dywizji w Codo w nocy z 31.VIII na 1JX po powrocie dowódcy dywizji z El Lobo, została rozesłana do adresatów przed rozpoczęciem natarcia na węzeł oporu.

l września (szkic nr 11). W ciągu nocy wojska przygotowywały się do 'porannego natarcia. Sztab 35 dywizji urządził SD i zorganizował łączność telefoniczną z XV BM, 32 i 153 brygadą. Z pozostałymi jednost­kami łączność utrzymywano poprzez łącznicę sztabu XII korpusu.

Atakujące oddziały zajmowały o godz. 6.00 pozycje wskazane na szkicu nr 11.

XV BM wprowadziła do walki bataliony: 58 amerykański, 59 hisz­pański i 60 im. Dymitrowa. Angielski 57 batalion pozostawał w odwo­dzie dowódcy brygady, rozmieszczając się w gaju, 2,5 km na północ od Belchite przy szosie na Medianę. SD XV BM — wspólnie z SD 35 dywizji.

32 brygada wydzieliła do odwodu swój batalion prawoskrzydłowy, trzema zaś pozostałymi wzmocniła odcinek natarcia wzdłuż szosy z Azalii.      ^

Na styku pomiędzy XV BM i 32 brygadą stanął 43 batalion (im. Thälmanna) XI BM l podporządkowany dowódcy XV BM.

Położenie grupy ,,Asalto", batalionu 118 brygady i jednostek 117 brygady — dotychczasowe.

Bateria haubic 105 mm przydzielona XV BM zajęła odkryte stano­wiska ogniowe przed SD 35 dywizji, w odległości 850 m od Belchite. Wszystkie trzy działa zostały obłożone workami z piaskiem, aby osło­nić działony przed ogniem karabinów i broni maszynowej rebeliantów. Dwie inne baterie takich samych haubic, działające na odcinku 32 brygady, przeniosły w ciągu nocy swe stanowiska ogniowe bliżej ataku­jących batalionów. Jedna z nich zajęła stanowiska ogniowe w rejonie 45 kilometra drogi do Azalii, druga — w odległości niespełna l km na północny wschód od wzg. 445.

1 Kto był autorem wprowadzenia tego batalionu do walki, nie udało się wyjaśnić.

147

 

 

Dowódca artylerii XII korpusu kosztem rezygnacji z wygód nocle­gu w m. Lécera tak zorganizował w ciągu nocy swą grupę artylerii, że o godz. 6.00, tj. w chwili powrotu dowódcy 35 dywizji na El Lobo, mógł zameldować temu ostatniemu o gotowości artylerii do natychmiastowego otwarcia ognia.

Po skontrolowaniu z El Lobo stanu łączności z atakującymi oddzia­łami i po otrzymaniu telefonicznych meldunków dowódców brygad o zrozumieniu przez nich zadań oraz o gotowości batalionów do działań, grupa [artylerii] o godz. 7.00 otworzyła ogień.

Ostrzeliwanie Belchite rozpoczęto od południowego skraju miasteczka. W pierwszych minutach ogień miał charakter wstrzeliwania, wykorzy­stanego przez dowódców dywizjonów i baterii do uściślenia i wniesienia dodatkowych poprawek do zawczasu przygotowanych danych do strze­lania, po czym wszystkie baterie, stopniowo wzmagając tempo ognia, przeszły na rażenie centrum miasteczka, gdzie znajdował się sztab rebeliantów i ich główne punkty oporu. Pociski ponad 40 dział (z czego ok. 1/3 o kalibrze 155 mm) eksplodujące na niedużej, gęsto zabudowanej powierzchni, przyczyniały duże szkody budynkom. Nie pozostawał bez­czynny również dywizjon haubic 105 mm przeznaczony do strzelania na wprost w ugrupowaniu XV BM i 32 brygady. Jedna bateria tych dział strzelająca z odkrytych stanowisk ogniowych w pobliżu SD 35 dy­wizji skierowała swój ogień na dzwonnicę katedry i wkrótce zlikwi­dowała usadowioną tam grupę nieprzyjacielską z jednym cekaemem i jednym elkaemem. Druga bateria ostrzeliwała domy na północno-zachodnim krańcu miasteczka, trzecia zaś wzięła pod swój ogień gniazda karabinów maszynowych rebeliantów przed środkiem i prawym skrzyd­łem 32 brygady. Ta sama bateria chwilami kierowała swój ogień na bu­dynki seminarium duchownego, na który nacierała grupa „Asalto".

To pierwsze od czasu oblężenia oddziaływanie artylerii na Belchite wpłynęło przygnębiająco na oblężonych i poważnie osłabiło w tym dniu ich opór.

Od godz. 7.30 do 9.00 grupa artylerii wykonała krótkie zmasowane nawały ogniowe na północny, zachodni i wschodni skraj Belchite w celu wsparcia posuwających się batalionów XV BM, 117 i 32 brygady. Póź­niej powtarzała ona kilkakrotnie takie nawały ogniowe na miasteczko, na przemian z metodycznym ostrzałem, którego nie zaprzestano prowa­dzić także w nocy z l na 2 września.

Na tle ogólnej ospałości i braku organizacji w działaniach, cechują­cych oblężenie od chwili okrążenia Belchite, walka w dniu l września wyróżniła się skoordynowaniem wysiłków i uporczywą stanowczością, którą wykazała nacierająca piechota republikanów. Już o godz. 11.00 otrzymano na El Lobo meldunek telefoniczny od dowódcy 32 brygady o zdobyciu armatniej kaponiery nr 16 i BSB nr 9, a w godzinę później

148

o opanowaniu BSB nr 10 i budynku młyna na styku dróg Mediana — Azalia. W tym samym czasie z SD XII korpusu armijnego widziano, jak 117 brygada zajmuje stację kolejową. Około godz. 14.00 prawoskrzydłowy batalion XV BM dociera bezpośrednio do budynku fabryki na pół­nocnym krańcu Belchite. O zmierzchu 117 brygada opanowuje BSB nr 14 na wzg. 491.

Dowództwo 35 dywizji oceniło wyniki walki jako dość zadowalające. Oprócz wygrania terenu, zdobycia czterech BSB i jednej armatniej półkaponiery oraz stacji kolejowej, istotne znaczenie miało opanowanie przez 32 brygadę budynku młyna, specjalnie przystosowanego przez re­beliantów do obrony. Pod względem taktycznym uważano to za począ­tek bezpośredniego nadłamania ostatniego ośrodka oporu nieprzyjaciela. Z politycznego punktu widzenia przebywanie republikanów w jednym z domów miasteczka rozwiewało mit o Belchite, jako o węźle umocnień nie do pokonania, zakorzeniony, jak to się wydawało, w umysłach wielu żołnierzy i oficerów jednostek Armii Ludowej, działających na froncie wschodnim. W takim właśnie ujęciu sukcesy pierwszego ogólnego sztur­mu Belchite były naświetlane w gawędach, wygłaszanych wieczorem w oddziałach, jako dowód siły i rosnących możliwości republikanów oraz oznaka zapoczątkowanego zmniejszania się zdolności oporu nieprzyjaciela. To ostatnie twierdzenie okazało się zresztą nieco przedwczesne.

Straty w ludziach oddziałów 35 dywizji (wiadomości o stratach in­nych brygad brak w materiałach archiwalnych) za dzień walki l wrześ­nia wynosiły zaledwie 21 rannych. Z tego batalion im. Thälmanna XI BM miał 3, XV BM — l i 32 brygada — 17 rannych. Dokładna liczba zabitych nie jest znana; szacunkowo nie przekraczała 8—12 ludzi. Nie znane są również ilości zdobyczy i jeńców. O tych pierwszych brygady zwykle wolały nie meldować.

Decydującą zasługę w pomyślnym posuwaniu się piechoty ku Bel­chite przypisać należy artylerii republikańskiej. Jej ześrodkowany ogień oraz ogień z odkrytych stanowisk ogniowych nie tylko poważnie uszkodził umocnienia obronne rebeliantów, ale także osłabił ich chęć oporu i zwykłą uporczywość w walce i ułatwił nacierającej piechocie opanowanie szeregu obiektów, co znacznie naruszyło system obrony wę­zła oporu.

Skromna ilość broni pancernej (ogółem 17 wozów bojowych, przy­dzielonych po pięć czołgów do każdej z trzech brygad — XV BM, 32 i 117) ograniczyła jej udział w walce. W 117 brygadzie czołgi wspierały piechotę przeważnie ogniem z miejsca. Na odcinku XV BM doprowa­dziły one batalion prawoskrzydłowy bezpośrednio do budynku fabryki na północnym krańcu Belchite. W 32 brygadzie udzieliły aktywnej pomocy piechocie w opanowaniu  armatniej kaponiery oraz budyn­ku młyna.                                "              *

 

 

Pierwszy dzień ogólnego szturmu nacechowany był wzmożoną ak­tywnością w powietrzu. W przeddzień wieczorem w sztabie V korpusu armijnego uzgodniono z przedstawicielem lotnictwa, że działania piecho­ty pod Belchite będą osłaniane od godz. 8.00 do 11.00 przez myśliwce republikańskie. Dowództwo lotnictwa mogło wydzielić do tego celu tylko 9 „chatos" („perkate", jak z sympatią armia i ludność Republiki ochrzciły swe samoloty myśliwskie), które kluczami po 3 samoloty w oznaczonych godzinach patrolowały nad polem walki. Ich obecność nie uratowała jednak oddziałów oblegających od nieprzyjacielskich bom­bardowań. O godz. 9.00, 10.00 i 11.00, w chwilach zmiany osłaniających kluczy myśliwców, ukazywały się bombowce rebeliantów, grupami po 7, 9 i 15 trójmotorowych samolotów, i z wysokości 1200—1500 m bom­bardowały nacierającą piechotę. Naloty powtarzały się również w dru­giej połowie dnia. W kierowaniu lotnictwem nieprzyjaciela odczuwało się doświadczoną rękę niehiszpańskiego dyrygenta, który koordynował uderzenia z powietrza z działaniami oblężonego garnizonu Belchite. Bombardowaniem objęte zostało nie całe ugrupowanie oblegających wojsk, lecz przede wszystkim odcinki i obiekty niedawno zdobyte przez republikanów. Na przykład o godz. 9.00 obiektem bombardowań nie­przyjaciela był rejon wzgórza 492, zajętego wieczorem poprzedniego dnia przez batalion 117 brygady. W drugiej połowie dnia bomby zrzu­cano przeważnie na rejon, który w wyniku walk w godzinach rannych zajęty został przez 32 brygadę.

Z chwilą zapadnięcia zmierzchu ustały aktywne działania obydwu stron walczących. Dla wojsk dowieziono ciepłą strawę, odświeżono za­pasy wody, uzupełniono amunicję. Oddziały oblegające doprowadziły się do porządku. Dowódcy i aparat polityczny brygad 35 dywizji prze­prowadzili gawędy w pododdziałach o stoczonej walce oraz o zadaniach następnego dnia, po czym żołnierze udali się na zasłużony odpoczynek i nocleg. Był on zresztą pojęciem względnym, gdyż ciszę nocy wrześnio­wej zakłócała częsta strzelanina czujek i krótkie serie dyżurujących karabinów maszynowych. Artyleria aż do świtu niepokoiła rebeliantów ogniem metodycznym.

2 września (szkic nr 11). W nocy, w czasie podsumowywania w szta­bie 35 dywizji (w Codo) wyników minionej walki, dowództwo dywizji postanowiło nie wnosić żadnych zmian do swego rozkazu z dn. 31.VIII. Kierunek uderzeń szturmujących oddziałów i ich zadania pozostały te same również na dzień 2 września.

Wczesnym rankiem, przed rozpoczęciem działań piechoty, artyleria republikańska wzmogła ogień i aż do wieczora nękała rebeliantów me­todycznym ostrzeliwaniem rejonu katedry, centrum oraz południowo-zachodniego i południowego krańca Belchite. Krótkie, 30-minutowe przy­gotowanie artyleryjskie poprzedziło jedynie atak 117 brygady. XV BM i 32 brygada, które zbliżyły się bezpośrednio do domów na skraju mia­steczka, wspierane były ogniem na wprost przydzielonych im baterii haubic 105 mm oraz czołgów.

Inicjatywa działań w tym dniu należała do 32 brygady, która o świ­cie opanowała BSB nr 8, położony na północnej pochyłości doliny rz. Aguas Vivas w odległości l km na południowy wschód od Belchite, skąd snując swoim ogniem nad doliną rzeki hamował posuwanie się lewego skrzydła 32 brygady i krępował działania grupy ..Asalto" okrą­żającej seminarium duchowne.

Epizod z opanowaniem BSB ma pewne pouczające znaczenie z pun­ktu widzenia możliwych sposobów walki z tego rodzaju umocnieniami obronnymi w konkretnych warunkach wojny hiszpańskiej i dlatego za­sługuje na poświęcenie mu nieco więcej miejsca.

Żelazobetonowy schron bojowy nr 8, o grubości ścian 0,8 m, uzbrojo­ny był w dwa karabiny maszynowe. Obserwację i ogień prowadzono przez dwa duże otwory strzelnicze, usytuowane wzajemnie pod kątem 90°. Otwory strzelnicze nie miały osłon.

Dwukrotne próby opanowania BSB poprzedniego dnia nie miały po­wodzenia i kiedy l.IX wieczorem w sztabie 32 brygady omawiano różne warianty i sposoby zlikwidowania go, jeden z dowódców kompanii dzia­łających na tym odcinku zaproponował, by dokonać tego nieoczekiwa­nym atakiem przed świtem, bez jakiegokolwiek wsparcia artyleryjskie­go lub czołgowego. Istota jego propozycji sprowadzała się — jeśli ująć ją w sposób uproszczony — do następującego schematu: dwa najlepsze, specjalnie wybrane cekaemy skrycie zajmują w ciągu nocy starannie zamaskowaną pozycję w odległości 100—150 m od BSB, w pobliżu zaś tego ostatniego, z boku od kierunku ognita własnych karabinów maszyno­wych, rozmieszcza się, również w nocy, nieduża grupa szturmowa uzbro­jona w granaty ręczne. Przed świtem, jak tylko widoczność będzie wy­starczająca, aby rozróżnić kontury BSB, obydwa karabiny maszynowe otwierają ogień do jego otworów strzelniczych, a w tym czasie grupa szturmowa osiąga skokami umocnienia i przez otwory strzelnicze obrzu­ca znajdującą się wewnątrz załogę granatami.

Głównym momentem, rozstrzygającym o sukcesie całego przedsię­wzięcia, było skryte dla nieprzyjaciela zajęcie przez grupę karabinów maszynowych i grupę szturmową pozycji wyjściowych. Rachuby na po­wodzenie opierały się tu na niedostatecznie czujnym pełnieniu przez rebeliantów służby ubezpieczenia nocnego.

Pociągająca prostota propozycji dowódcy kompanii spotkała się z go­rącym poparciem odpowiedzialnych oficerów brygady, którzy wzięli bezpośredni udział w organizacji tego ataku. Spośród dużej liczby ochot-

 

ników, którzy zgłosili się do udziału w akcji, wybrano grupę szturmową w składzie 10 ludzi pod dowództwem porucznika — komunisty i wy­dzielono dwa cekaemy. Kontroli stanu tych cekaemów oraz napełnie­nia taśm dokonali najlepsi w brygadzie specjaliści w tej dziedzinie.

W drugiej połowie nocy obydwie grupy rozpoczęły posuwanie się w kierunku BSB tak cicho i umiejętnie, że pozostało ono całkowicie nie zauważone przez nieprzyjaciela. Jak zeznał później jedyny ocalały w BSB ranny falangista — cekaemista, podsłuch nieprzyjaciela wysta­wiony na noc (wrócił on z posterunku na kilkanaście zaledwie minut przed atakiem republikanów) meldował po powrocie swemu podofice­rowi, że u „rojos" (czerwonych) noc minęła w spokoju i że z ich strony nie zauważył niczego podejrzanego.

Samo opanowanie BSB trwało niewiele minut. Jak tylko nocny mrok zaczął ustępować, obydwa karabiny maszynowe silnym ogniem przycis­nęły załogę BSB do ziemi i umożliwiły grupie szturmowej dotarcie bez przeszkód do schronu. Kilka granatów ręcznych wrzuconych do środka przez otwór strzelniczy zakończyło atak i opanowanie BSB. Wkrótce zaczął z niego strzelać karabin maszynowy republikanów.

Opisany sposób opanowania BSB nie może oczywiście rościć sobie pretensji do szerokiego stosowania bez uwzględnienia i najbardziej sta­rannego przeanalizowania konkretnych warunków sytuacji bojowej. Jest jednak rzeczą niewątpliwą, że w wojnie hiszpańskiej, przy ogól­nym niedostatku artylerii i broni pancernej w Armii Ludowej, taka metoda zwalczania umocnień nieprzyjaciela mogła liczyć na częstsze niż to miało miejsce stosowanie. W podobny sposób XV BM opanowała w lutym 1938 r. umocnienia rebeliantów na Sierra de Pedregoza, na za­chód od Segura de los Bańos (na północ od Montalban).

Zdobycie BSB stało się sygnałem do natarcia całego lewego skrzydła 32 brygady. Pluton rebeliantów, który obsadzał ogrody przy moście na rz. Aguas Vivas, usiłował powstrzymać posuwanie się republikanów, ale został przez nich odrzucony, a w godzinę później 32 brygada okrążyła także południowo-wschodnią część Belchite.

Pomyślne posuwanie się tej brygady przyspieszyło również zdoby­cie seminarium duchownego, w którym, jak wiadomo, zamknęło się ok. pół kompanii requetós. Stworzyło to niebezpieczną sytuację dla niedużej grupy wojsk nieprzyjaciela, broniącej mostu kolejowego na rz. Aguas Vivas. Seminarium zostało zdobyte o godz. 11.00 w następujących oko­licznościach.

Około północy, po rozminowaniu szosy na Lecerę, przybyła dla wsparcia grupy „Asalto" bateria haubic 105 mm, zajmując stanowiska ogniowe w północno-zachodniej części cmentarza, którego grube obmu­rowanie dobrze chroniło obsługę dział od ognia karabinów i broni ma­szynowej nieprzyjaciela. Bateria po wykonaniu otworów strzelniczych

w murze otworzyła o świcie ogień, kierując pociski na okna budynku seminarium. Rebelianci stawiali opór w ciągu kilku godzin, ale później nie wytrzymując wymierzonego w nich z bliska ognia artylerii i widząc, że wyjście 32 brygady na południowo-wschodni kraniec Belchite odcina im ostatnie /drogi odwrotu, postanowili przebić się siłą do miasteczka.

Około godz. 10.30 grupa żołnierzy nieprzyjaciela — 30—35 ludzi — nagle wybiegła z budynku i torując sobie drogę ręcznymi granatami usi­łowała przedostać się do mostu, tu jednak została zatrzymana ogniem erkaemu i po krótkiej walce zlikwidowana.

W seminarium znaleziono ponad 40 zabitych i rannych, zdobyto dwa elkaemy i jeden cekaem.

O godz. 12.00 batalion 118 brygady przeszedł po moście kolejowym na północny brzeg rzeki. Znajdujący się przed nim pluton nieprzyja­ciela wycofał się do Belchite.

117 brygada w drugiej połowie dnia opanowała grupę budynków na północny wschód od stacji kolejowej. Dalsze jej posuwanie się zo­stało zatrzymane ogniem karabinów i broni maszynowej BSB nr 11 i nr 12 oraz z domów na południowo-zachodnim krańcu miasteczka.

XV BM, prawe skrzydło i środek 32 brygady, wsparte czołgami i artylerią, kontynuowały powolne, ale uporczywe posuwanie się na­przód i ku schyłkowi dnia opanowały domy na północnym i wschodnim krańcu Belchite. Działo 75 mm nieprzyjaciela, broniące południowo-wschodniego wejścia do miasteczka, zostało uszkodzone i całkowicie wy­eliminowane z walki.

Z zapadnięciem zmierzchu pierścień oblężenia zacisnął się wokół miasteczka. Od tej chwili bój o Belchite wkroczył w fazę uporczywych walk ulicznych, które trwały jeszcze 3 dni i zakończyły się 6.IX o świ­cie pełnym sukcesem republikanów.

Straty za ten dzień walki były najwyższe — 117 rannych, z tego w 43/XI BM — 14, w XV BM — 71 i w 32 brygadzie — 42 ludzi. Zabi­tych było 30—35 ludzi.

Drugi dzień szturmu Belchite był dniem wzmożonej aktywności lotnictwa obydwu stron walczących. Poczynając od wczesnego rana lot­nictwo rebeliantów wykonywało niejednokrotnie naloty bombowe na przypuszczalne pozycje oblegających. Republikańskie samoloty z kolei atakowały nacierającego nieprzyjaciela na odcinku Mediany, gdzie sy­tuacja stawała się coraz bardziej naprężona na skutek znikomej zdol­ności bojowej oddziałów 24 dywizji. O godz. 11.15 sytuacja zmusiła do wprowadzenia do walki pod Medianą XI BM, aby wesprzeć nią 24 dy­wizję, której brygady poczynając od 31 sierpnia traciły jedną pozycję po drugiej, oddając je rebeliantom nacierającym na Medianę z kierunku Pedregoza. W drugiej połowie dnia w związku z opuszczeniem wzg.

 

 

Sabina przez 134 brygadę sytuacja pod Medianą jeszcze bardziej się pogorszyła.

O godz. 15.00 43 batalion im. Thälmanna (XI BM) został pospiesznie zdjęty z odcinka pod Belchite i wraz z artylerią dywizyjną (2 działa 77 mm) oraz plutonem dywizyjnej kompanii karabinów maszynowych prze­kazany do dyspozycji dowódcy XI BM, który w tym czasie miał swe SD w pobliżu drogi prowadzącej do Mediany, w odległości 15 km na północ od Belchite.

Zbieg z Belchite, doprowadzony wieczorem do sztabu dywizji, ze­znał, że oblężeni zdają sobie sprawę z beznadziejności swego położenia i zaczynają się wśród nich rozlegać głosy o bezcelowości dalszego oporu. Nieprzyjaciel odczuwa dotkliwy brak wody, lekarstw i amunicji, nie­mniej jednak w nadziei na rychłą odsiecz postanowił kontynuować walkę.

3 września (szkic nr 11). Na krótko przed świtem nieprzyjaciel otwo­rzył krótkotrwały silny ogień z karabinów i broni maszynowej odpo­wiadając w ten sposób na przekazaną mu (przez głośnik zmontowany na samochodzie) propozycję oddania się do niewoli oraz wezwanie do ludności, by opuściła miasteczko. Z takim samym apelem, chcąc uniknąć niepotrzebnych ofiar, zwracali się republikanie już dwukrotnie do mie­szkańców Belchite, za każdym razem podając dokładnie czas i odcinek bezpiecznego przejścia przez linię frontu, ale rebelianci przemocą zmu­szali ludność do pozostania na miejscu.

Działania bojowe rozpoczęły się o godz. 6.00. Tak samo jak poprzed­niego dnia artyleria prowadziła nękający ostrzał centrum Belchite, ześrodkowując ogień na katedrze, magistracie i komendanturze wojsko­wej, gdzie przebywał sztab garnizonu rebeliantów. Te same obiekty były także celem dla haubic 105 mm strzelających na wprost, przy­dzielonych XV BM i 32 brygadzie oraz grupie ..Asalto".

W drugiej połowie dnia artyleria odcinka wykonała dwie nawały ogniowe na południowo-zachodni kraniec Belchite w celu przyspie­szenia posuwania się batalionów 117 brygady do miasteczka.

Na odcinku XV BM i 32 brygady działania nabrały charakteru bar­dzo przewlekłych walk ulicznych ze względu na murowane domy i wąs­kie ulice — ciaśniny, charakterystyczne dla miejscowości hiszpańskich, krępujące manewr pododdziałów i utrudniające wykorzystanie środków ogniowych i bojowego sprzętu technicznego. Posuwanie się ulicami lub przez podwórza paraliżował ogień strzelców nieprzyjaciela, trudno uchwytnych dla nacierającego, usadowionych w domach i na dachach. Atakujący praktykowali również w poszczególnych przypadkach usta­wianie na dachach erkaemów. Strome, okryte dachówką dachy budyn­ków nie pozwalały jednak na szerokie stosowanie tego sposobu. W mia-

154

steczku piechota została w istocie zmuszona do radzenia sobie własnymi siłami, ponieważ artyleria nie miała możności wspierać jej precyzyjnym ogniem ze swych SO, czołgi zaś nie podejmowały ryzyka zapuszczania się w wąskie^ kręte ulice i dlatego wspierały piechotę tylko przy opano­wywaniu domów na krańcach Belchite 1.

Chcąc przyspieszyć zdobycie miasteczka (w związku z ucieczką w tym dniu wszystkich trzech brygad 24 dywizji wzrastała realna, bezpośred­nia groźba przedarcia się nieprzyjaciela z kierunku Mediany, co zmieni­łoby całkowicie sytuację pod Belchite na niekorzyść republikanów) oddziałom oblegającym rozkazano o godz. 15.00, aby obwieściły swym składom osobowym, iż pierwszych pięciu żołnierzy, którzy wtargną do centrum miasteczka, otrzyma awans do stopnia porucznika, pierwszych zaś pięciu oficerów awansuje o jeden stopień.

Ku schyłkowi dnia obydwie brygady opanowały północną i wschod­nią część Belchite. O zmierzchu nieprzyjaciel opuścił BSB nr 11 i nr 12 i bataliony 117 brygady podeszły bezpośrednio do domów na południowo-zachodnim krańcu miasteczka.

Wyniki walki zostały lakonicznie przedstawione w komunikacie operacyjnym sztabu dywizji, wysłanym o godz. 21.00 do sztabu V korpusu:

„Nacisk na Belchite trwa. Część miejscowości znajduje się w na­szych rękach. Nieprzyjaciel, który wycofał się do centrum miasteczka, pozbawiony został bazy dostawiania oporu <i rażony w ciągu dnia nisz­czycielskim ogniem artylerii znajduje się w chwili opracowywania tego komunikatu w sytuacji bez wyjścia (beznadziejnej)".

Lotnictwo "republikańskie działało w tym dniu mniej aktywnie ani­żeli wczoraj; lotnictwo nieprzyjaciela — aktywniej niż poprzedniego dnia. Przed zapadnięciem ciemności samoloty rebeliantów przy użyciu spadochronów zrzucały oblężonym części zapasowe do karabinów maszy­nowych i dział, lekarstwa, amunicję i żywność.

Straty XV BM i 32 brygady w ciągu 3 września wynosiły 41 ran­nych (z tego XV BM — 22) i 15—20 zabitych.

Dowództwo XII korpusu w meldunku do sztabu armii „Wschód" i mi­nisterstwa wojny przedstawiło osiągnięcie przez 117 brygadę południowo-zachodniego skraju miasteczka jako całkowite opanowanie węzła oporu. Ministerstwo wojny, nie sprawdziwszy meldunku, przekazało tę wiadomość prasie i korespondentom zagranicznym. Następnego dnia, 4 września, oficjalny komunikat Sztabu Generalnego oraz prasa republi­kańska doniosły o likwidacji aragońskiej twierdzy rebeliantów.

1 W tym przypadku czołgi wykonały rozkaz swego dowództwa wzbraniający za­łogom przenikania w toku walki w głąb miejscowości. Zakaz podyktowany by^ małą liczebnością czołgów w Republice oraz dotkliwymi stratami, jakie czołgi ponosiły zazwyczaj w głębi miejscowości zajętych przez nieprzyjaciela.

155

 

 

Przedwczesna, fałszywa informacja sztabu XII korpusu miała cha­rakter prowokacyjnej próby skompromitowania rządu republikańskiego w oczach opinii publicznej i zagranicy 1.

Wścibscy korespondenci zagraniczna z których wielu nie wykazy­wało bynajmniej szczególnych sympatii dla Republiki, natrętnie wyra­żali chęć osobistego przekonania się o wiarygodności uzyskanych oświadczeń. Tymczasem ani sytuacja pod Belchite, ani tym bardziej po­łożenie w rejonie Mediany (gdzie w tym dniu opuściły linię frontu wszystkie trzy brygady 24 dywizji o mało nie otworzywszy nieprzyja­cielowi wolnej drogi na południe) nie sprzyjały składaniu tego rodzaju wizyt frontowi.

4 września (szkic nr 11). Od rana wznowione zostały walki wewnątrz Belchite. Bezpośrednie kierowanie walką przeszło teraz do rąk młod­szych dowódców i oficerów, przeważnie działających samodzielnie. Do­wodzenie nimi przez dowódców kompanii i batalionów miało przeważ­nie sporadyczny charakter wskutek braku środków łączności (z wyjąt­kiem gońców).

Główne walki toczyły się teraz wewnątrz budynków. Nacierające drużyny i plutony lub po prostu grupy żołnierzy, nierzadko z różnych pododdziałów, burzyły i wysadzały w powietrze bramy i ściany, dosta­wały się do domów przez dachy i wypierały stamtąd rebeliantów gra­natami, które stały się teraz główną bronią żołnierzy. Przewaga zwykle była po stronie władającej górnymi piętrami. Starcia odznaczały się wielką zaciętością. W przytłaczającej większości wypadków opanowanie gmachu wymagało całkowitej likwidacji jego obrońców.

W ciągu długich godzin piechota toczyła walkę własnymi środkami. Od chwili przedostania się do Belchite batalionów XV BM i 32 brygady i podejścia jednostek 117 brygady do zachodniego i południowo-zachodniego krańca miasteczka artyleria republikańska miała duże trudności z udzieleniem im swego wsparcia, a to z powodu niemożliwości ścisłego określenia miejsca, w którym się wewnątrz miasteczka znajdowały. Brak zawczasu ustalonej sygnalizacji znacznie utrudniał ustalenie linii domów zajętych przez republikanów i pozbawiał artylerię możliwości oddziaływania ogniem na budynki utrzymywane przez rebeliantów.

1 Fałszywa informacja o opanowaniu Belchite przez 117 brygadę miała rów­nież na celu podniesienie i umocnienie silnie zachwianej reputacji bojowej jedno­stek anarchistycznych, przedstawienie dowództwa XII korpusu jako głównego organizatora likwidacji węzła oporu Belchite oraz ukrycie przed opinią publiczną rzeczywistej roli w tych walkach brygad 35 dywizji. O to ostatnie starało się ono z niezwykłą dlań energią i stanowczością, nie brzydząc się, jak świadczą o tym materiały archiwalne, najbardziej bezwstydnych, podłych oszczerstw i wymysłów, aby oczernić oddziały 35 dywizji, a przede wszystkim XV Brygadę Międzynaro­dową, która wniosła największy wkład krwi i wysiłku w zdobycie Belchite.

156

W celu uściślenia położenia wewnątrz miasteczka i ułatwienia współdziałania piechoty z artylerią ok. godz. 10.00 rozkazano szturmu­jącej piechocie oznaczać posuwanie się czołowych pododdziałów czer­wonymi proporczykami na dachach zajętych domów. Ten prosty zabieg pozwolił zorientować się w położeniu na polu walki, a równocześnie był niezłymi środkiem kontroli, pozwalającej na ustalenie stopnia akty­wności bobowej każdego z nacierających oddziałów. Okazało się, że je­dynie XV BM i 32 brygada toczą walkę w Belchite. Na odcinku 117 bry­gady, batalionu 118 brygady (z 25 anarchistycznej dywizji, wcho­dzącej w skład XII korpusu armijnego) i grupy „Asalto" proporczyki ukazały się na domach poza obrębem miasteczka 1.

Wyjaśniła się również niezadowalająca działalność 153 brygady, któ­rej dwa bataliony brały w ciągu ubiegłych dni szturmu zupełnie nie­znaczny udział w walce. Po wywarciu silnego nacisku na dowódcę 153 brygady jeden z jej batalionów wzmocnił prawe skrzydło XV BM, drugi zaś zarządzeniem 35 dywizji odszedł wieczorem na wzg. Sillero w celu wzmocnienia XI BM powstrzymującej nacisk rebeliantów z Me­diany.

O godz. 11.00 artyleria republikańska wykonała swą ostatnią nawałę na rejon katedry. Później, aż do czasu kapitulacji rebeliantów, nie mo­gła ona więcej stosować zmasowanego ognia wskutek posuwania się piechoty coraz bardziej w głąb miasteczka, ku jego centrum. Do ostatniej chwili działały jedynie baterie haubic 105 mm wspierające ogniem na wprost natarcie batalionów XV BM i 32 brygady.

Czołgi przydzielone brygadom (po 5 czołgów na każdą brygadę) wspierały piechot przeważnie ogniem z miejsca. Ich pomoc, widoczna i istotna w okresie podchodzenia atakujących oddziałów do miasteczka i w czasie walk o domy na jego krańcach, zmniejszyła się w chwili

1 Dowódca 25 dywizji, anarchista Vivanco, nie radził swoim brygadom „prze­jawiać zbytniego ryzyka". Odbywało się to nie bez wiedzy i przy przychylnym stosunku ze strony dowództwa XII korpusu armijnego. Jego nastroje dość jaskrawo charakteryzuje ciekawy argument, wysunięty w rozmowie telefonicznej przez dowódcę XII korpusu pułkownika Sancheza Plażę celem usprawiedliwienia bierności podległych mu oddziałów. Kiedy w drugiej połowie dnia dowódca 35 dy­wizji wskazał mu na niedopuszczalne pozostawanie w tyle 117 brygady i ko­nieczność gwałtownego wzmożenia nacisku na Belchite, gdyż napięta sytuacja pod Medianą (dokąd 4.IX z rana przerzucony został angielski batalion XV >BM dla wzmocnienia XI BM) w razie przerwania się stamtąd rebeliantów groziła całko­witym zerwaniem oblężenia, dowódca XII korpusu odpowiedział dosłownie tak: „Opanowanie Belchite jest niemożliwe, ponieważ nieprzyjaciel nabudował w mia­steczku barykad, umocnił domy i posiada karabiny maszynowe, z których strzela".

Znajdujący się w tym momencie w sztabie dywizji i obecny przy rozmowie do­wódca V korpusu w ostrej formie wygłosił w odpowiedzi dowódcy XII korpusu zjadliwy wykład o elementarnych założeniach i zasadach walki o miejscowość i regułach zachowania się wyższego dowódcy w boju. Jednakże i ta interwencja nie była w stanie pobudzić ambicji kierownictwa XII korpusu armijnego i wpłynąć na zmianę jego postępowania.                                          f

 

przeniknięcia nacierającej piechoty w głąb Belchite, dokąd czołgi nie podążały, powołując się na rozkaz swego dowództwa, zakazujący im uczestniczenia w walkach ulicznych (patrz odsyłacz na str. 165). Dlatego zaproponowano brygadom, aby połączyły się telefonicznie z załogami wo­zów bojowych, które, pozostając nieco z tyłu, miały prowadzić ogień na cele wskazane telefonicznie przez piechotę.

W dwóch przypadkach realizacja tej propozycji na odcinku 32 bry­gady w pewnej mierze podniosła wartość współdziałania piechoty z czołgami.

Pod wieczór zaczęli napływać pierwsi w ciągu całego okresu oblę­żenia jeńcy. Na SD dywizji w ciągu dnia przybyło 45 zbiegów spośród ludności cywilnej Belchite. Wszyscy oni zeznali, iż rebelianci uważają swoje położenie za beznadziejne.

Lotnictwo nieprzyjaciela ograniczyło się do dwóch, nieszkodliwych dla republikanów, nalotów bombowych. Ku schyłkowi dnia powtórzyło ono zrzuty amunicji, poczty, lekarstw i żywności dla oblężonych. Tym razem duża część ładunków spadła w rejon rozlokowania XV BM.

W wieczornym komunikacie operacyjnym sztabu dywizji wyniki dzia­łań za ubiegły dzień zostały podsumowane następująco:

,,Okrążenie Belchite w dalszym ciągu zacieśnia się. Większa część miejscowości znajduje się w naszych rękach. Nieprzyjaciel, ponosząc duże straty od ognia artylerii (mowa o strzelaniu na wprost baterii hau­bic 105 mm — uwaga autora), stawia zaciekły opór w katedrze oraz w poszczególnych domach w centrum miasteczka".

Straty w rannych w ciągu dnia walki wynosiły 62 ludzi. XV BM miała 34 rannych, 32 brygada — 28. O ilości zabitych brak danych.

Na odcinku Mediany nieprzyjaciel częściowo zepchnął do tyłu XI BM. Rano skierowano na jej wzmocnienie 57 angielski batalion, znajdujący się w odwodzie dowódcy XV BM. Wieczorem wyruszył w kie­runku Sillero również batalion 153 brygady.

5—6 września (szkic nr 11). W ciągu przedostatniej nocy oblężenia nieprzyjaciel przegrupował swe siły. Korzystając z ciemności i osłabio­nej czujności republikanów, rebelianci opuścili kompleks budynków ka­tedry (na dzwonnicy, służącej nieprzyjacielowi za punkt obserwacyjny, pozostał karabin maszynowy, zniszczony w drugiej połowie dnia 5.IX, pośrednim ogniem artylerii), wyprowadzili swe grupy z szeregu do­mów i zajęli większością posiadanych sił (ok. 1300 ludzi) budynki ma­gistratu, komendantury wojskowej i grupy przyległych domów.

Skupienie liczących ponad tysiąc ludzi resztek garnizonu Belchite na niedużej powierzchni w kilku budynkach ułatwiło oblegającym zada­nie ich likwidacji. Niecelowość takiego posunięcia z punktu widzenia

taktycznego rozumiało samo dowództwo rebelianckie, ale krok ten był podyktowany gwałtownym upadkiem morale wśród żołnierzy nieprzy­jaciela.

Aby przedłużyć beznadziejny w istocie opór aż do chwili przybycia odsieczy z Saragossy, na co ciągle jeszcze liczyło dowództwo garnizonu, musiało Ono trzymać żołnierzy bezpośrednio w swoim ręku. Pozostawie­nie poprzedniego ugrupowania obronnego (w postaci drobnych grup i garnizonów rozrzuconych w wielu, często odizolowanych od siebie punktach Belchite) oznaczało pogodzenie się z nieuchronnie szybką ich kapitulacją, a nawet przejściem części żołnierzy na stronę republi­kanów.

Od rana oblegające oddziały wznowiły zdecydowane oczyszczanie Belchite z nieprzyjaciela. Grupy falangistów i requetes broniły się do ostatniego naboju, starcia były nadal niezwykle zacięte, ale na ogół opór nieprzyjaciela wyraźnie osłabł, o czym świadczyły coraz częstsze przypadki dezercji i oddawania się do niewoli żołnierzy nieprzyjaciela. W ciągu dnia przez SD dywizji przeszło 157 jeńców. Zaczęli również pojawiać się uchodźcy, których liczba do wieczora przekroczyła 200, przeważnie kobiet i dzieci.

Grupa artylerii odcinka zakończyła swe działanie poprzedniego dnia. Jej zmasowany ogień ostatecznie przestał być potrzebny i zarządzeniem sztabu armii została ona skierowana na wzmocnienie odcinków Me­diana i Puebla de Albortón, gdzie w dalszym ciągu toczyły się zacięte walki.

"Przez całą pierwszą połowę dnia bateria haubic 105 mm prowadziła intensywny ogień z odkrytych stanowisk ogniowych, znajdujących się na północ od Belchite, na budynki magistratu i komendantury wojsko­wej, które również poprzednio były wielokrotnie ostrzeliwane przez arty­lerię republikańską. Domy te w końcu przekształciły się w na wpół zburzone szkielety, ziejące niezliczonymi przestrzelinami w murach. Nieprzyjaciel poniósł tu nader dotkliwe straty.

Do południa oblegające pododdziały XV BM i 32 brygady (jednostki XII korpusu armijnego, tj. 117 brygada, batalion 118 brygady i grupa „Asalto" pozostawały w dalszym ciągu na skraju miasteczka) okrążyły całkowicie ostatnie schronienie nieprzyjaciela, ściągnęły działa małoka­librowe, cztery czołgi, ustawiły karabiny maszynowe w pobliskich bu­dynkach i na dachach i aż do chwili kapitulacji trzymały nieprzyjaciela pod swym ogniem. Rebelianci od czasu do czasu odpowiadali granatami. Agonia nieprzyjaciela nie trwała długo, w nocy oblegający zapropo-

1 Świadczą o tym straty obydwóch brygad, sięgające w XV BM do 75 i w 32 brygadzie do 39 rannych. Ilość zabitych szacuje się na 35—40 ludzi.       ^

159

nowali rebeliantom w formie ultimatum zaprzestanie bezsensownego już teraz oporu, grożąc na wypadek odmowy ostrzałem artyleryjskim i pod­paleniem budynków. Groźba ta zadecydowała o kapitulacji. O świcie ponad 1200 żołnierzy nieprzyjaciela złożyło broń.

6.IX wczesnym rankiem nad Belchite wzniósł się sztandar republi­kański.

Brygady 35 dywizji zdobyły ponad 1000 karabinów, 22 karabiny ma­szynowe, 2 działa małokalibrowe, 4 armaty 75 mm, 4 haubice 105 mm i inny sprzęt wojenny. Wzięto do niewoli (wraz z rannymi) 1504 żołnie­rzy i oficerów. W pierwszym dniu zajęcia Belchite spalono ponad 300 tru­pów nieprzyjacielskich żołnierzy.

Zdobycz wojenna oddziałów XII korpusu armijnego jest nieznana. Ilość wziętych przez nie do niewoli jeńców nie przekracza 20—30.

Dywizja opłaciła zdobycie Belchite 460 rannymi i około 120 zabitymi. Najbardziej ucierpiała XV BM, która miała w ciągu 5 dni walk 203 rannych, około 80 zabitych i 47 zaginionych; 32 brygada w okresie od 27.VIII do 6.IX straciła do 40 zabitych i 240 rannych. 43 batalion XI BM, który wziął udział w szturmie l.IX i w walkach w pierwszej po­łowie 2.IX, stracił 2 zabitych i 14 rannych.

Wysoki procent zabitych w XV BM wynikał z warunków walk ulicz­nych, w których jej bataliony wykazały największą aktywność, szcze­gólnie batalion słowiański im. Dymitrowa i amerykański im. Lincolna— Waszyngtona. Brygada ta poniosła również największe straty w korpusie dowódczym i aparacie politycznym. Spośród 134 etatowych oficerów brygady (efektywnie było ich znacznie mniej) zginęło i zostało rannych pod Belchite 43 oficerów i 5 pracowników politycznych. Zjawisko to zresztą jest w ogóle charakterystyczne dla młodej armii republikańskiej, w której osobisty przykład dowódcy w walce odgrywał bardzo dużą rolę.

Ogólne straty 35 dywizji pod Belchite (około 600 ludzi) stanowiły w przybliżeniu 25% biorących udział w walce i ok. 20% absolutnych strat nieprzyjaciela, które poniósł on w obronie belchickiego węzła oporu (garnizon węzła oporu na początku operacji liczył ok. 3000 żołnie­rzy i oficerów).

Danych o stratach jednostek XII korpusu armijnego brak. Uwzglę­dniając właściwą brygadom anarchistycznym nadmierną ostrożność w walce i ich nieobecność w walkach na ulicach Belchite, straty te nie mogły być znaczne.

Zwracają uwagę nader niewielkie straty w sprzęcie republika­nów. Spośród działających tu 18—20 czołgów artyleria rebeliantów uszkodziła w pierwszych dniach oblężenia zaledwie 3 wozy bojowe. Artyleria strony oblegającej strat nie poniosła.

160

 


 

 

 







Ogólny widok Belchite po zdobyciu tej miejscowości przez republikanów 6. IX.1937 r.

 

Od razu po kapitulacji nieprzyjaciela XV B M odeszła do rejonu 4 km na północ od Belchite. W miasteczku pozostał ze swymi batalionami dowódca 32 brygady, mianowany w przededniu komendantem tej miej­scowości.

UWAGI O WALKACH W BELCHITE

Trzynastodniowe działania mające na celu likwidację belchickiego węzła oporu dzielą się na dwie fazy.

Pierwsza — od 24 do 31.VIII—polegała na pokonaniu linii umocnień obronnych wzniesionych przez nieprzyjaciela w odległości 1,5—2 km od Belchite.

Druga—od 2 do 6.IX—ma wybitne cechy walk ulicznych w samej miejscowości.

Wykonanie zadania pierwszej fazy wymagało zaskakującego uderze­nia. W danym przypadku osiągnięto je całkowicie. Według wypowiedzi rebeliantów (gazeta „Heraldo de Aragón" z dn. 7.XI.1937 r.) natarcie 32 i 116 brygady 24.VIII rano przeciwko Codo i bombardowanie lotnicze Belchite całkowicie ich zaskoczyło. Było to dla nich tym bardziej nie­oczekiwane, że na przestrzeni ubiegłych ponad trzech miesięcy w re­jonie tym panowała niczym nie zmącona cisza, gdyż nieprzyjaciel miał tu przed sobą oddziały anarchistyczne, znane ze swych skłonności do pokojowego współistnienia z wrogami Republiki.

Samo tylko zaskoczenie rzadko jednak stanowi gwarancję powodze­nia, jeśli nie łączy się z dostateczną siłą uderzenia, przy czym na po­jęcie siły składają się nie tylko stan ilościowy, ale również jakościowy oddziałów zadających to uderzenie. Pod tym względem republikanie nie zapewnili sobie niezbędnej przewagi nad nieprzyjacielem w początko­wych, decydujących dniach natarcia na Belchite, co sprowadziło do zera wartość czynnika zaskoczenia, przeciągnęło w czasie i skomplikowało walkę i wymagało następnie potęgowania sił i środków w toku samego oblężenia.

Pierwsze trzy dni operacji stanowią jaskrawy obraz niewłaściwego rozłożenia wysiłku. Przeciw samemu umocnionemu węzłowi oporu de­monstrowały zaledwie 2—4 bataliony anarchistycznych 117 i 118 bry­gady, natomiast obok, w odległości 5 km na północny wschód od Belchite, aż dwie brygady (32 i 116) z 15 działami traciły czas na opano­wanie wsi Codo, zupełnie bezwartościowej z punktu widzenia planów operacyjnych, przeciwko której wystarczyłoby wydzielenie niedużej osłony. Dlatego 32 brygada mogła włączyć się do oblężenia dopiero 27—28 sierpnia. 116 brygada również i po opanowaniu Codo nie została

 

 

zaangażowana do walki, lecz pozostała w odwodzie XII korpusu armijnego.

Gdyby zamiast niepotrzebnej straty czasu pod Codo obie te brygady wzmocniły od razu w pierwszym dniu walki uderzenie na Belchite, pro­ces likwidacji węzła oporu zostałby niewątpliwie przyspieszony.

Obok małej ilości sił także jakościowy skład wojsk wydzielonych przeciwko Belchite, w większości oddziałów anarchistycznych, kierowa­nych przy tym przez nieudolne dowództwo XII korpusu armijnego, nie mógł wzbudzać w sztabie armii „Wschód" pewności co do szybkiego opanowania węzła oporu Belchite.

Na pokonanie pasa umocnień obronnych nieprzyjaciela i podejście nacierających oddziałów do domów na krańcach Belchite zużyto od czte­rech (32 brygada) do jedenastu (117 brygada) dni walk. Główne przy­czyny takiego zwolnionego posuwania się zostały wyżej wskazane. Była to przede wszystkim nie przemyślana organizacja oblężenia, słabe po­czątkowo wykorzystanie środków artyleryjskich, faktyczne odsunięcie się od kierowania walką dowództwa XII korpusu armijnego. Walki ulicz­ne trwały cztery dni.

Piechota republikańska wykazała w tych walkach wysoki stopień natarczywości, wytrzymałości i inwencji, co w równej mierze dotyczy opanowania i zniszczenia punktów ogniowych poza obrębem Belchite, jak i walk w samej miejscowości. Wysokie wartości bojowe żołnierza republikańskiego staną się jeszcze wyraźniejsze, jeśli uwzględnimy ską­pe uzbrojenie strzeleckie Armii Ludowej i tę okoliczność, iż do końca sierpnia oblegający działali przeważnie bez dostatecznego wsparcia arty­leryjskiego. Na szczególne podkreślenie zasługuje duża samodzielność i przedsiębiorczość niższych ogniw kadry dowódczej. Przy dużych nie­dociągnięciach w funkcjonowaniu łączności, ogólnie słabej pracy wyż­szych dowódców odegrały one bardzo ważną rolę w pomyślnym za­kończeniu oblężenia.

Decydującym czynnikiem, który przyspieszył kapitulację rebeliantów, było właściwe użycie artylerii. Bez gruntownej zmiany początko­wego charakteru działania artylerii opór Belchite mógł trwać znacznie dłużej. Walka o Quinto, a jeszcze wyraźniej bój pod Belchite potwier­dziły, jak bardzo korzystne jest łączenie potężnych uderzeń zmasowa­nego ognia z szerokim zastosowaniem precyzyjnego ognia na wprost. Skuteczność strzelania z odkrytych stanowisk ogniowych szybko się sta­ła oczywista dla wojsk. O ile w chwili obejmowania kierownictwa oblę­żeniem dowództwo 35 dywizji musiało przekonywać dowódców artylerii, a nawet piechoty (m.in. dowódcę 32 brygady i działającego na jego od­cinku dowódcę dyonu haubic 105 mm) o możliwości i konieczności zbli­żenia baterii do linii atakujących batalionów, o tyle dzień—dwa póź-

162

niej zdarzało się już, że sami artylerzyści z własnej inicjatywy wyta­czali działa naprzód i ogniem na wprost likwidowali cele, powstrzymujące posuwanie się atakującej piechoty.

Wydatnej pomocy w walkach ulicznych udzielała XV Brygadzie Mię­dzynarodowej jej bateria armat 45 mm, przy której pomocy oczyszczono wiele domów w Belchite z rebeliantów. Także 32 brygada dysponowała dwiema takimi armatami. Posuwając się w pobliżu lub na wysokości czołowych grup strzeleckich, działa te ułatwiały piechocie posuwanie się zarówno przed miasteczkiem, jak i w jego obrębie, likwidując swymi cel­nymi strzałami punkty ogniowe nieprzyjaciela.

Nader ograniczona ilość czołgów (17 wozów bojowych), biorących udział w walkach o Belchite, oraz mnóstwo i różnorodność poleceń i za­dań, które wykonywały, utrudnia ustalenie sztywnych norm ich zacho­wania się w działaniu bojowym, mającym na celu opanowanie umocnio­nego węzła oporu. Potrzeba wsparcia czołgowego była tak samo duża przy opanowywaniu punktów oporu nieprzyjaciela i posuwaniu się grup bojowych piechoty w walce ulicznej, jak i dla utrzymania łączności dywizji z brygadami oraz ustanowienia wzajemnego kontaktu między tymi ostatnimi a batalionami. Wszędzie odczuwano potrzebę ich udziału w walce, co było w istocie przyczyną równomiernego wzmocnienia czoł­gami wszystkich trzech nacierających brygad (XV BM, 32 i 117).

Działania nieprzyjaciela w ciągu wszystkich dni walk cechuje w za­sadzie całkowicie bierna forma obrony, spowodowana głównie małą li­czebnością garnizonu, niewystarczającego dla trwałego obsadzenia przez obrońców wszystkich umocnień obronnych na całą głębokość węzła oporu i zachowania jednocześnie jakiegoś większego wolnego odwodu. Nieprzyjaciel zaczął powoli tworzyć taki odwód od chwili zawężenia pierścienia oblężenia, w miarę skracania się linii frontu i zmniejszania ilości bronionych obiektów, ale i wówczas rebelianci nie ryzykowali uży­cia tego odwodu do kontrataków, obawiając się jego rozgromienia.

Taktyka nieprzyjaciela, jak o tym świadczą zdobyczne dokumenty, polegała na tym, aby przetrzymać do podejścia odsieczy z Saragossy, zachowując do tego czasu możliwie najwięcej sił żywych. Tylko dwa razy w czasie oblężenia rebelianci usiłowali przerwać pierścień okrąża­jących ich wojsk. 27.VIII kompania nieprzyjaciela uderzyła w nocy na zasłonę 153 brygady i odeszła w kierunku północno-zachodnim. Powtór­nie nieprzyjaciel usiłował wydostać się z okrążenia 4.IX późno wieczo­rem, tym razem jednak został powstrzymany przez XV BM i 153 bry­gadę i zmuszony do pozostania w Belchite. Wydostali się tylko nieliczni rebelianci.

W oparciu o silne umocnienia i aktywną pomoc lotnictwa, mając w składzie garnizonu znaczny procent requetes i falangistów i^ żywiąc nadzieję na odsiecz z Saragossy, rebelianci wykazali w ciągu dwutygod-

niowej obrony Belchite wiele uporczywości i dużą zdolność do stawiania oporu.

Tym bardziej wartościowy staje się sukces republikanów, świadczący o wzroście sił bojowych i możliwości Hiszpańskiej Armii Ludowej.

MEDIANA

Wskutek opóźnionych decyzji sztabu armii i niskiej zdolności bo­jowej oddziałów 24 dywizji spokojny i całkowicie otwarty w początko­wych dniach walk saragoskich kierunek Mediany staje się, poczynając od końca sierpnia, ośrodkiem ożywionej działalności rebeliantów, którzy uchwycili tu inicjatywę w swoje ręce i przejawiali aktywność aż do końca operacji.

Bardziej szczegółowo pierwsza faza wydarzeń na tym odcinku zo­stała opisana w rozdziale o działaniach 24 dywizji1. Nieprzyjaciel zebrał w rejonie wzg. Pedregoza grupę szybką, składającą się z 6—7 batalio­nów piechoty (w tej liczbie jeden tabor Marokańczyków) i 3—4 szwad­ronów kawalerii z 12—16 działami i 10 tankietkami, i 31.VIII przeszedł do natarcia, łatwo odrzucając na południe znajdujące się przed nim 21 i 6 brygadę dywizji Galio. Do l.IX wróg wyszedł na linię 22 km drogi Mediana — Burgo de Ebro, na północ od Granaretes, Sabina (szkic nr 12), zagrażając lewemu skrzydłu 11 dywizji, które obsadziło wzgórza na północnym brzegu rz. Ginel. Dalszy odwrót brygad 24 dywizji i dal­sze posuwanie się rebeliantów na południe stwarzało bezpośrednie za­grożenie 11 dywizji i czyniło problematycznym oblężenie belchickiego węzła oporu, ponieważ republikanie nie dysponowali żadnymi wolnymi siłami między Medianą a Belchite, zdolnymi do stawienia oporu nie­przyjacielowi2. Ta ostatnia okoliczność zmusiła 35 dywizję, która zgod­nie z telegramem dowódcy armii „Wschód" z dn. 31.VIII miała kiero­wać walkami o opanowanie Belchite, aby sama zatroszczyła się o osłonę od północy, co poruczone zostało XI Brygadzie Międzynarodowej.

l—2 września (szkic nr 12). XI BM wchodziła do walki batalionami. 30.VIII nad ranem3 zarządzeniem V korpusu armijnego wysłano do Mediany 41 batalion im. Edgara Andre, wzmocniony dywizyjnym szwad­ronem kawalerii, ze wstępnym zadaniem rozpoznania dróg i nieprzyja­ciela w kierunku Torrecilla de Valmadrid — Saragossa. Tegoż dnia wie­czorem zadanie powyższe zostało zamienione rozkazem opanowania

1 Patrz str. 130.

2 Patrz str. 129.

3 Znajdująca się w odwodzie na południe od Codo 116 brygada        25 dywizji odeszła na rozkaz dowódcy XII KA do Puebla de Albortón.

164

i utrzymania do podejścia 134 brygady wzgórza Sillero (695), będącego jednym z dominujących wzgórz na odcinku Mediana, Puebla de Al­bortón.

Ku schyłkowi dnia 30.VIII batalion im. Edgara Andre dotarł i za­trzymał się w Eras Bajas (0,5 km na zachód od Mediany), mając szwa­dron kawalerii w Medianie. Według meldunku dowódcy XI BM z dn. 30.VIII godz. 21.15 batalion zatrzymał się z powodu odmowy 24 dy­wizji przepuszczenia go na Torrecilla de Yalmadrid pod pretekstem, że miejscowość ta „nie należy do odcinka 35 dywizji". Odnośnie do dal­szych działań batalionu im. Edgara Andre istnieje meldunek zastępcy dowódcy dywizji datowany 31.VIII godz. 10.00 o zajęciu przezeń rzeko­mo Sillero „bez strat i bez pomocy kawalerii". Wzgórze było w tym dniu widocznie nie obsadzone przez rebeliantów. Następnego dnia rano do sztabu dywizji nadszedł meldunek, iż w wyniku „ silnego nacisku nieprzyjaciela" batalion opuścił wzgórze i odszedł do rejonu Casa Valdencas.

Zdanie o rzekomo „silnym nacisku nieprzyjaciela" uważać należy za wyraźnie przesadzone, opuszczenie zaś przez batalion wzg. Sillero (jeśli je w ogóle zajmował) za co najmniej pospieszne i przedwczesne. Oprócz informacji zastępcy dowódcy dywizji, opartej na ustnym meldunku do­wódcy 41 batalionu, nie ma absolutnie żadnych innych danych, które by potwierdzały obecność na Sillero jakichkolwiek większych sił nie­przyjaciela. To twierdzenie zastępcy dowódcy dywizji obalają znikome straty batalionu (zaledwie 2 rannych), jak i zachowanie się samych re­beliantów, którzy ani razu przez cały czas walki nie podjęli żadnej po­ważniejszej próby aktywizacji działań z kierunku Sillero, co na pewno zrobiliby, gdyby mieli* tam realne ku temu możliwości. Nadmierną w tym przypadku wrażliwość batalionu im. Edgara Andre słuszniej by­łoby przypisać owej atmosferze nerwowości, jaka panowała w tych dniach w rejonie Mediany, wywołanej chwiejnością brygad 24 dywizji, co znalazło odbicie także w stanie innych oddziałów działających w tym rejonie.

31.VIII wieczorem dowódca 24 dywizji zawiadomił alarmującą no­tatką 35 dywizję, iż jego ugrupowanie atakowane jest przez nieprzyja­ciela „z kawalerią i lotnictwem", i prosił o udzielenie mu pomocy przez szybkie wysłanie posiłków. 35 dywizja miała w owej chwili wolny je­dynie 44 batalion austriacki XI BM1, ześrodkowany w gotowości do

^43 batalion im. E-. Thälmanna znajdował się na linii pod Belchite, 42 bata­lion im. Beimlera został po walce pod Quinto „ze względów wojskowych" (rozkaz XI BM z dn. 28.VIII) chwilowo rozformowany i jego skład osobowy przekazano na wzmocnienie 41 i 43 batalionu. W ten sposób XI BM dysponowała w tych dniach tylko trzema (zamiast czterech) batalionami. Rozformowanie batalionu im. Beimle­ra nastąpiło bez uprzedniej sankcji dywizji.

165

 

 

działań w rejonie 8 km na północ od Belchite, któremu rozkazano, by natychmiast wyruszył na północ. Batalion wyruszył l.IX o godz. 2.00 i o świcie rozmieścił się w pobliżu wzg. 384, w odległości 3 km na po­łudniowy zachód od Mediany. Dowódca dywizji mianował swego zastęp­cę dowódcą nowo formowanego odcinka. Ten ostatni obrał sobie SD w pobliżu 12 km szosy do Mediany.

Dzień l września minął spokojnie, po wycofaniu się poprzedniego dnia 21 i 6 brygady na wzgórza 331—363 (Granaretes). Nieprzyjaciel nie podejmował nowych ataków, ograniczając się zaledwie do dwóch nalotów lotnictwa na ugrupowanie 24 dywizji, niemniej jednak sytuacja pod Medianą pozostawała w dalszym ciągu nader naprężona i chwiejna. Zastępca dowódcy 35 dywizji obawiając się, że w takiej sytuacji może zostać zaskoczony przez przeciwnika, czemu sprzyjał wyjątkowo pocięty teren, obfitujący w liczne podejścia w postaci głębokich i krętych pa­rowów i jarów, obrał w uzgodnieniu z dowódcą 24 dywizji bierną formę działań i, postanawiając trwałej umocnić się w terenie na tyłach oddziałów dywizji Galio, zajął obydwoma batalionami XI BM obro­nę na południowych zboczach doliny rz. Ginel na linii wzgórz i punktów triangulacyjnych 378, 382 (44 batalion) i 391, 428, 442 (41 batalion). Do rana 2.IX bataliony zdążyły częściowo okopać się i zorganizować coś na kształt systemu ognia, osłaniającego najważniejsze podejścia. Więcej uczynić nie zdołano wskutek braku sprzętu saperskiego. Łączność za­stępcy dowódcy dywizji z dowódcami batalionów utrzymywano przez gońców konnych. Wewnątrz batalionów — przez gońców pieszych. Łącz­ności telefonicznej nie było.

2.IX nad ranem nieprzyjaciel w odpowiedzi na wczorajszy szturm Belchite znów przeszedł do natarcia wspieranego ogniem 2—3 baterii, tym razem przeciwko wzg. Sabina. Przez pewien czas bataliony 134 brygady utrzymywały swoje pozycje, lecz ok. godz. 10.00, po zra­nieniu dowódcy brygady, nie mogąc oprzeć się naciskowi rebeliantów wspieranych ogniem 2—3 baterii i energicznymi działaniami lotnictwa interwentów, zaczęły wycofywać się na Ermita de la Magdalena. Wkrót­ce wycofywanie to przerodziło się w pośpieszny odwrót pomieszanych między sobą pododdziałów, usiłujących jak najszybciej dotrzeć do Me­diany. W rejonie szosy zostały one powstrzymane przez posuwający się w ich kierunku odwód dowódcy 24 dywizji i pododdziały 100 brygady 11 dywizji, która poczynając od 31.VIII wzmocniła swe lewe skrzydło w związku z odwrotem, jakiego dokonały tego dnia 6 i 21 brygada. Niewielką część 134 brygady skierowano z powrotem do Ermita de la Magdalena w celu stworzenia osłony.

Wycofywanie się nie od razu przybierało opisaną postać i jego po­czątek przebiegał zazwyczaj nieco szablonowo. Jako pierwsi najczęściej spieszyli się z ujściem spod ognia nieprzyjaciela ranni, za nimi ciągnęli

 


 


Szkic nr 12. Przeciwuderzenie wojsk faszystowskich w rej. Mediany (31.08—2.09.1937 r.)

najpierw pojedynczo, potem grupami — zdrowi. Jeśli w tym momencie dowódcy nie podejmowali zdecydowanych kroków w celu powstrzyma­nia ludzi lub, co gorsza, przesuwali chociażby nieznacznie do tyłu swe stanowiska dowodzenia, wówczas ruch odwrotowy rozszerzał się, ogar­niał najbliższe tyły i dochodził do artylerii, a lawina wojska stawała się chwilowo głucha na próby zawrócenia jej z powrotem.

41 batalion i lewe skrzydło 44 batalionu reagowały na natarcie nie­przyjaciela ogniem karabinów maszynowych prowadzonym z dużej od­ległości. Wytworzona sytuacja wymagała kategorycznie skrzydłowego przeciwuderzenia republikanów z kierunku Granaretes i Casa de Valdencas. Jednakże nie było komu i nie było czym taki manewr zrealizo­wać. Trzeba było wysiłku, aby utrzymać 6 brygadę na miejscu; obydwa bataliony XI BM zostały w toku obrony rozproszone w terenie; odwód zaś dowódcy 24 dywizji doprowadzał w tym momencie do porządku wy­cofujące się pododdziały.                                   f

167

 

Na pierwszą wiadomość o natarciu nieprzyjaciela dowódca XI BM opuścił swe miejsce postoju w rejonie 8 km szosy na północ od Belchite i zabierając ze sobą wszystkie siły zdolne i przydatne do walki (kompa­nię karabinów maszynowych brygady, pluton porządkowo-ochronny, sa­perów, łączność itd.) wyruszył w kierunku Mediany. Otrzymał on roz­kaz objąć dowodzenie swymi batalionami i za wszelką cenę nie dopuś­cić do przerwania się rebeliantów z kierunku Mediany i zbliżenia do Belchite. W połowie dnia SD brygady znajdowało się w budce dróżnika na 15 km szosy. Dowódca brygady wraz z komisarzem rozlokowali się w okopie karabinu maszynowego w odległości 200—300 m na lewo od drogi. Do chwili nawiązania łączności telefonicznej z batalionami dowo­dzenie nimi było w istocie jedynie formalne.

Mniej więcej od godz. 12.00 rebelianci skierowali część swych sił przeciwko XI BM, głównie na styk obydwóch jej batalionów. Z głębi, z kierunku wzg. Sabina wyruszył tabor (batalion) Marokańczyków roz­poczynając wraz z 4—6 tankietkami posuwanie się w ogólnym kierunku na Ermita de la Magdalena. Jego zachowanie się pod ogniem mało przy­pominało natarcie oddziałów marokańskich w początkowej fazie wojny i w okresie Madrytu i Jaramy. Wówczas byli oni dobrze wyszkolonym i niebezpiecznym przeciwnikiem, który umiał walczyć z fanatyczną od­wagą żołnierzy Wschodu. Tutaj, znalazłszy się pod ostrzałem dywizjonu artylerii republikańskiej, Marokańczycy zatrzymali się i mimo wysiłków ze strony dowódców, by zmusić ich do posuwania się naprzód, podreptali niezdecydowani na miejscu i wkrótce zawrócili z powrotem. Widocznie tabor był młody i mało ostrzelany.

Około godziny 14.00 rebelianci podjęli próbę przerwania się w centrum brygady i uchwycenia drogi Belchite — Mediana. Zastępca dowódcy dywizji, donosząc o tym, prosił wysłać mu pilnie posiłki. Wia­domość była poważna i nieprzyjemna. Wyjście rebeliantów na szosę stworzyłoby groźbę okrążenia w rejonie Mediany brygad 24 dywizji, postawiłoby w trudnej sytuacji lewe skrzydło 11 dywizji i bezpo­średnio zagroziłoby storpedowaniem oblężenia Belchite. 35 dywizja, uwzględniając wszystkie te momenty i nie mając innych możliwości, zmuszona była wycofać z walki pod Belchite 43 batalion im. Thälmanna i przesunąć go wraz z baterią ppanc. na północ. Tam też natychmiast skierowano artylerię dywizyjną (dwa działa 77 mm) oraz pluton dy­wizyjnej kompanii karabinów maszynowych. Batalion im. Thälmanna otrzymał rozkaz o godz. 15.00, ale wyjść z walki zdołał dopiero o godz. 20.00. W nocy z 2 na 3 września batalion dołączył do swej brygady.

Obawy dywizji o odcinek XI BM nie były wyolbrzymione. Wieczo­rem, bardziej pod wpływem nerwowej atmosfery tego dnia aniżeli na­cisku nieprzyjaciela (w ciągu dnia walki straty wyniosły 14 rannych i 5—6 zabitych), środkowe pododdziały 41 i 44 batalionu cofnęły się

168

o 800—1000 m na południe. W centrum brygady powstała kilometrowa luka, na szczęście nie zauważona i nie wykorzystana przez rebeliantów, która w nocy z 2 na 3.IX zamknięta została przez przybyły batalion im. Thälmanna.

W dzienniku działań bojowych 35 dywizji wyniki dnia zostały skwi­towane krótkim zdaniem, że ,, wobec ucieczki 134 brygady XI BM zmu­szona była przesunąć swe pozycje o 1000 m do tyłu".

W ciągu dnia intensywnie działało lotnictwo obydwóch stron. Samo­loty republikańskie aktywnie i niejednokrotnie atakowały nacierających rebeliantów. Lotnictwo interwentów działało przeważnie wzdłuż szosy. W rejonie 15 km zniszczyło ono kilka ciężarówek z amunicją, które stały nie zamaskowane na drodze.

3 września (szkic nr 12). Sytuacja XI BM o świcie 3.IX pokazana jest na szkicu^

44 batalion pozostawał swym prawym skrzydłem na wzg. 378, ma­jąc lewe skrzydło w rejonie l km na południe od punktu triangula­cyjnego 382. 41 batalion prawym skrzydłem sięgał wzgórza 442, a jego lewe skrzydło rozmieszczone było na północ od Casa de Valdencas, na wzgórzach 428 i 442.

Lukę powstałą poprzedniego dnia między tymi dwoma batalionami zamykał przybyły w nocy 43 batalion im. Thälmanna. SD brygady znajdowało się nadal na lewo od 15 km szosy do Mediany. Łączność z dowódcami batalionów utrzymywano telefonicznie. O ile z 44 bata­lionem dzięki istnieniu ścieżek łączność ta stosunkowo łatwo była dub­lowana przez gońców i* łączników, o tyle z batalionem im. Thälmanna, a szczególnie im. Edgara Andre, który miał odsłonięte skrzydło, sil­nie pocięty teren i brak dróg czyniły' tę łączność niepewną i utrud­nioną.

Rano rozpoczęła się zwykła wymiana ognia z broni strzeleckiej. Około godz. 11.00 sztab XII korpusu zawiadomił o zdobyciu przez jego od­działy wzg. Sillero, co uspokoiło 11 dywizję, która nie bez powodu oba­wiała się o swoje lewe skrzydło. Jednakże dokonana natychmiast kon­trola tej wiadomości przez szwadron kawalerii nie potwierdziła jej. Sillero nadal zajmował nieprzyjaciel.

O godz. 11.20 sztab dywizji otrzymał rozkaz od V korpusu armijnego, nakazujący zluzowanie (w ciągu dwóch najbliższych nocy) brygad 24 dywizji i batalionów XI BM przez oddziały 11 dywizji. W nocy z 3 na 4.IX l brygada 11 dywizji miała zluzować „resztki 24 dywizji", które „pozostając w odwodzie armii" wyprowadzano „celem reorganizacji" do rejonu Azalia—Vinaceite. W ciągu następnej nocy (z 4 na 5.IX) 100

 

 

brygada powinna była zluzować bataliony XI BM. Te ostatnie wypro­wadzano do rejonu „wskazanego przez dowódcę 35 dywizji".

Realizację tego rozkazu utrudniło gwałtowne pogorszenie się sytuacji, spowodowane samowolnym uchyleniem się od walki brygad dywizji Galio.

Pierwsza połowa dnia upłynęła na froncie stosunkowo spokojnie, gdy około godz. 12.00 trzy baterie nieprzyjaciela otworzyły nagle ogień na ugrupowanie 6 i 21 brygady. W pół godziny później w powietrzu uka­zało się ponad 40 samolotów nieprzyjaciela, które wzmogły nawałę arty­leryjską intensywnym bombardowaniem i ostrzałem z broni pokłado­wej samolotów myśliwskich. Równocześnie zauważono, że rebelianci wy­sunęli piechotę z zamiarem zaatakowania wraz z kilkoma towarzy­szącymi jej tankietkami styku obydwóch brygad. Zanotowano również przejście nieprzyjaciela do natarcia z rejonu Ermita de la Magdalena przeciwko XI BM. Wszystko to spowodowało ostateczny rozkład w pod­oddziałach 24 dywizji. Najpierw zaczęła wycofywać się 21 brygada, za nią natychmiast ruszył jej lewy sąsiad. Obydwie brygady pociągnęły za sobą 134 brygadę i wkrótce cała dywizja wraz z najbliższymi tyłami i artylerią niepowstrzymanie wycofywała się na południe i południowy wschód. Próby powstrzymania uciekających w rejonie Mediany nie miały powodzenia. Dwa dywizjony artylerii (9 dział 75 mm i 9 — 105 mm), wspierające 24 dywizję, zatrzymano w odległości 4 km od ich poprzednich stanowisk ogniowych. Z dużymi trudnościami, przy pomocy dowódcy V korpusu i oficerów 11 i 35 dywizji zdołano powstrzy­mać i zawrócić z powrotem niewielkie grupy cofających się żołnierzy, natomiast cała pozostała masa wojsk posuwająca się wzdłuż dróg roz­proszyła się na obszarze Codo — Almochuel — Azalia.

Za sromotne zachowanie się 24 dywizji pod Medianą ponosi winę przede wszystkim jej dowództwo, które nie tylko nie zwalczało anty-republikańskich i kapitulanckich nastrojów rozkładających brygady od wewnątrz, lecz faktycznie ułatwiało pracę wrogom przez swój zbrodniczo-bierny stosunek do rozkazów bojowych dowództwa korpusu i armii oraz całkowity brak zainteresowania sprawami dowodzenia brygadami na polu walki.

21 brygada została rozformowana. Major Galio został wkrótce pod­pułkownikiem i dowódcą X korpusu armijnego 1.

W związku z wycofaniem się 24 dywizji 11 dywizja wprowadziła do działań swój odwód, który pewnie osłonił Medianę i przedłużył skrzydło

100 brygady aż do wzg. 384, co uratowało sytuację, która mogła się stać katastrofalna.

Z chwilą rozpoczęcia odwrotu oddziałów 24 dywizji rebelianci w sile do batalionu przeszli do ospałego natarcia przeciwko centrum XI BM. W normalnych warunkach walki taki słaby nacisk nieprzyjaciela nie wystarczyłby do zachwiania linią obrony tej brygady, wobec jednak ucieczki sąsiadów i odkrytego lewego skrzydła, pododdziały brygady utraciły właściwą im wysoką odporność i bez oporu cofnęły się do tyłu. 44 batalion austriacki utracił przy tym do 2 km terenu, a 41 batalion im. Edgara Andre okazał się zwrócony frontem na wschód zamiast na północ, jak to było poprzednio. Lepiej od innych trzymał się 43 batalion im. Thälmanna, który oddał nieprzyjacielowi nie więcej niż 500 m terenu.

Położenie batalionów brygady w drugiej połowie dnia przedstawione jest na szkicu nr 12. Między ich wewnętrznymi skrzydłami istniały znaczne luki, ułatwiające rebeliantom zastosowanie ich ulubionej formy działań zaczepnych — przenikanie poprzez linie republikanów. Brygada na nowych pozycjach oparła się powtórnemu atakowi ze strony nieprzy­jaciela, który po ożywionej wymianie strzałów zmuszony został do powrotu na linię wzg. 379 — Casa de Valdencas.

Kolejnym nalotem lotnictwa rebelianckiego zakończyły się działania w tym najtrudniejszym i najbardziej przykrym dla republikanów dniu walk pod Medianą, których wyniku z napiętą uwagą i niepokojem ocze­kiwały również wojska znajdujące się na^ linii pod Belchite, ponieważ zależność pomyślnego zakończenia likwidacji węzła belchickiego od trwałości położenia w rejonie Mediany stawała się teraz całkowicie oczywista także dla brygad toczących walki uliczne wewnątrz mia­steczka.

4 września (szkic nr 12). Dowódca XI BM, meldując w sztabie dy­wizji w nocy z 3 na 4.IX o przebiegu i wynikach walki ubiegłego dnia, zwrócił uwagę dowództwa dywizji na zmęczenie fizyczne i moralne bry­gady, wyrażając obawę, że najbliższy nacisk rebeliantów może stać się krytyczny dla jego batalionów, prosił więc usilnie o najszybsze zluzo­wanie brygady lub wzmocnienie jej świeżymi zdolnymi do walki od­działami 1.

1 Na wiosnę 1938 r. na początku wielkiej ofensywy rebeliantów w Aragonii podpułkownik Galio porzucił swe dywizje i zbiegł do Francji. Po powrocie stamtąd do Barcelony przez dłuższy czas pozostawał na wolności i dopiero na żądanie partii komunistycznej został aresztowany. Żądanie partii komunistycznej oddania Galio pod sąd spotkało się z energicznym sprzeciwem „góry" zawodowej kadry oficerskiej oraz kół anarchosyndykalistycznych.

1 Napięcie sytuacji w tych dniach pod Medianą i związany z tym stan wielu oddziałów, w tej liczbie i XI BM, przekonywająco ilustruje raport szefa służby zdrowia XI BM doktora Arco z dn. 5.IX.1937 r., którego pełny tekst brzmiał:

„Do dowódcy XI BM. Na podstawie osobistych obserwacji i meldunków le­karzy batalionowych uważam za konieczne zameldować, że fizyczne i moralne wyczerpanie żołnierzy sięga ostatnich granic. Żołnierze nie są w stanie^ dłużej

171

O zluzowaniu XI BM nie mogło być nawet mowy, ponieważ nie tylko dywizja, ale nawet korpus i armia nie dysponowały w tej chwili dosta­teczną ilością wolnych sił. Dlatego dowódcy brygady obiecano jedynie wzmocnienie go 57 batalionem angielskim XV BM, znajdującym się w odwodzie w rejonie 2 km na północ od Belchite. 4.IX o godz. 8.15 batalion ten otrzymał rozkaz wyruszyć na północ i przejść do dyspozycji dowódcy XI BM.

Nieprzyjaciel wsparty lotnictwem i artylerią wywierał w ciągu dnia niejednokrotnie i bez powodzenia nacisk na Medianę, stale odpierany przez oddziały 11 dywizji, oraz dwukrotnie przechodził wraz z tankiet­kami do natarcia przeciwko XI BM. Pierwszy atak, który miał miejsce między godz. 11.00 a 13.00, został odparty. Za drugim razem, ok. godz. 17.30, rebelianci zdołali energicznym uderzeniem odrzucić 43 batalion im. Thälmanna na południe i opanować Corral de Navarro. Batalion im. Thälmanna zajął nową pozycję obronną na linii wzg. 461 i punktu triangulacyjnego 503. Lukę pomiędzy nim a 44 batalionem austriackim zapełnił 57 batalion angielski XV BM, który przybył do Borderas w dru­giej połowie dnia.

Do zmroku powietrze wypełniał warkot silników lotnictwa stron walczących. Tym razem przewaga była po stronie samolotów republi­kańskich, które nadlatując grupami po 60 maszyn intensywnie bombar­dowały i ostrzeliwały z (kaemów pozycje obronne i tyły rebeliantów. Ok. godz. 15.00 w czasie kolejnego nalotu własnych bombowców kilka bomb eksplodowało w rejonie ugrupowania XI BM, powodując nieznaczne straty (l zabity i 5 rannych). Nastąpiło to wskutek słabego przestrzega­nia przez piechotę republikańską rozkazów nakazujących obowiązkowe wykładanie -znaków rozpoznawczych, bez czego nie można było ściśle określić z powietrza rozmieszczenia własnych oddziałów przednich.

Podobną sytuację nierzadko można było obserwować także u nie­przyjaciela, przy czym wypadki bombardowania i ostrzeliwania wojsk własnych przez lotnictwo interwentów wywoływały burzę zachwytu w okopach republikanów. W późniejszym okresie, mniej więcej od opera­cji teruelskiej poczynając, w szczególności w czasie czterodniowych za­ciekłych ataków nieprzyjaciela na wzg. El Muletón, po bohatersku bro­nione przez bataliony tejże XI BM, kolumny navarryjczyków * wykorzy­stując słabość lotnictwa republikańskiego nacierały z olbrzymim trójko­lorowym sztandarem monarchistycznym, który budził ducha bojowego atakujących i służył równocześnie za swoistą płachtę do rozpoznawania przez samoloty frankistowskie własnych wojsk.

utrzymać pozycji i dla odtworzenia ich zdolności bojowej trzeba udzielić im na­tychmiast odpoczynku. Wielu z nich nie może chodzić. Napięcie nerwowe jest bardzo "wielkie". * Żołnierze frankistowskiego korpusu ,,Navarra".

W późnych godzinach wieczornych w związku z niepewną sy­tuacją w rejonie Mediany dywizja zdecydowała wycofać z oblężenia Belchite jeszcze jeden — 4 batalion 153 brygady i skierowała go w nocy z 4 na 5.IX do dyspozycji dowódcy XI BM. Ten ostatni rozkazał mu wydłużyć lewe skrzydło brygady w kierunku wzg. Sillero.

3 i 4 września były dniami największych obaw dowództwa dywizji o trwałość położenia pod Medianą, od którego ściśle uzależnione było powodzenie oblężenia Belchite. Dlatego osłabiono linię wojsk oblegają­cych węzeł oporu Belchite o całe trzy bataliony (43 batalion XI BM, 57 batalion XV BM i 4 batalion 153 brygady) i wzmocniono nimi obronę kierunku mediańskiego, a ponadto dowódca dywizji wraz z szefem szta­bu i częścią odpowiedzialnych oficerów sztabu dywizji przez cały ten czas przebywali na zmianę w ugrupowaniu brygady, na której odcinku rozstrzygały się nie tylko losy Belchite, ale i trwałość styku V i XII kor­pusów armijnych.

5—7 września (szkic nr 12). Z chwilą kiedy 4 batalion 153 brygady zajął pozycję na lewo od batalionu im. Edgara Andre, od punktu trian­gulacyjnego 500 do wzg. 642, długość odcinka brygady wynosiła teraz ponad 8 km. Obrona na całej tej długości miała przeważnie charakter linearny, bez dostatecznej głębokości, bez ogólnych odwodów, z wyjąt­kiem plutonów lokalnych i kompanii drugiego rzutu, istniejących nie we wszystkich batalionach. Samo przez się zrozumiałe, że trwałość ta­kiego ugrupowania obronnego była nader względna, tym bardziej iż położenie lewego skrzydła w dalszym ciągu pozostawało niejasne, jeśli chodzi o łączność z oddziałami XII korpusu armijnego, oraz słabo zabez­pieczone przez artylerię, mimo przesunięcia do rejonu na południe od Casetas dywizjonu haubic 105 mm. Także zagadnienie dowodzenia walką rozwiązano w sposób niezadowalający. Rozmieszczenie SD brygady w po­bliżu szosy oraz dotkliwy brak kabla telefonicznego czyniły dowodzenie lewoskrzydłowymi batalionami iluzorycznym, gdyż bazującym jedynie na łączności środkami ruchomymi, których praca nie mogła odznaczać się niezbędną szybkością i niezawodnością, szczególnie w porze nocnej, na skutek bardzo pociętego terenu, braku równoległych do frontu dróg lub ścieżek w rejonie rozmieszczenia batalionów. Wszystkie te czynniki razem wzięte budziły u dowódcy XI BM poważne obawy o trwałość po­łożenia brygady, w pełni podzielane również przez dowództwo dywizji.

5.IX rano ok. dwóch batalionów nieprzyjaciela wyruszyło do natarcia przeciwko centrum brygady i na styk źli dywizją. Tym razem natarcie prowadzono nie dość energicznie i bez zwykłego naporu. 11 dywizja odparła atak i odrzuciła rebeliantów na wzg. 378. Niepowodzenie spotkało nieprzyjaciela również na odcinku batalionu im. Thälmanna. ^ oby-

172

 

dwóch przypadkach zadano nieprzyjacielowi znaczne straty, które zmu­siły go do zrezygnowania z nowych prób natarcia. Druga połowa dnia przeszła na froncie spokojnie.

Pomyślne odparcie porannego ataku spowodowało pewną poprawę nastrojów w oddziałach XI BM, które poczuły się pewniej, widząc wy­cofujących się przed nimi rebeliantów. Wieczorem nastroje wśród żoł­nierzy jeszcze bardziej się polepszyły w wyniku aktywnych działań lotnictwa republikańskiego, operującego na oczach wojsk własnych, i przybycia kilku czołgów.

6.IX rano po otrzymaniu wiadomości o poddaniu się Belchite i wzię­ciu do niewoli ponad 1500 rebeliantów, niedawne jeszcze zmęczenie i przygnębienie ustąpiły miejsca owemu spokojowi ducha, jaki cechował zachowanie się pododdziałów XI Brygady Międzynarodowej w poprzed­nich walkach. Na razie za wcześnie jeszcze było mówić o przezwyciężeniu kryzysu, ale niewątpliwie nastąpił początek przełomu w nastrojach, wraz z którym zmniejszyły się również obawy o kierunek Mediany.

6 września nieprzyjaciel podjął ostatnią próbę aktywnych działań i od tej daty można mówić o początku aktywizacji działań republikanów. Ok. godz. 13.00 rebelianci podjęli nader energiczną próbę przełamania obrony republikańskiej na styku batalionów im. Edgara Andre i im. Thälmanna. Bataliony te nie tylko odparły nacisk nieprzyjaciela, ale same przeszły do kontrataku, a wyparłszy rebeliantów przy pomocy czoł­gów poza wzg. 441 dotarły swymi wewnętrznymi skrzydłami do rubieży Corral de Navarro (43 batalion), wzg. 462 (41 batalion) i umocniły się na niej. Następnego dnia 7.IX nieprzyjaciel po raz pierwszy zaatakował z kierunku Sillero lewe skrzydło 4 batalionu 153 brygady, jednakże i tutaj doznał niepowodzenia, przy czym w wyniku krótkiego kontr­ataku republikanów utracił wzg. 647.

W ciągu dnia 7.IX kończą się aktywne działania stron walczących i od tej chwili następuje pełna cisza na froncie, naruszona gwałtownym wybuchem ognia karabinów, broni maszynowej, granatów i artylerii, wszczętego przez rebeliantów w odpowiedzi na śpiew „Międzynarodów­ki" i wystąpienia republikanów, zorganizowane tego wieczora przez aparat polityczny 35 dywizji przy pomocy wypożyczonego w V korpusie głośnika radiowego, zainstalowanego na samochodzie.

Straty XI BM pod Medianą wyniosły 117 rannych, 47 zabitych i 43 zaginionych. Razem 207 ludzi. Strat nieprzyjaciela nie ustalono, jed­nakże obserwacja pola walki i zeznania jeńców oraz zbiegów pozwalają stwierdzić, że musiały one być dotkliwe, szczególnie w czasie ataków w dniach 5—7 września. Znaczne straty zadały rebeliantom lewoskrzydłowe oddziały 11 dywizji, która zasługuje na największą pochwałę za swą nienaganną postawę w tych walkach.

174

W ciągu nocy z 9 na 10 września 41 i 44 batalion XI BM oraz 57 ba­talion angielski XV BM zostały zluzowane przez pododdziały 92 bry­gady, przerzuconej pod koniec operacji pod Saragossę z frontu połud­niowego. Wieczorem tegoż dnia 141 brygada zluzowała batalion im. Thälmanna.

11.IX rano XI BM przeszła do Albalate, dokąd dwa dni wcześniej przeniesiona została z rejonu Belchite XV BM. 32 brygada rozlokowała się w Urrea de Guer. Sztab dywizji z kompaniami łączności, karabinów maszynowych i saperów rozmieścił się w Albalate. Pozostałe oddziały i służby — w jego okolicach.

14.IX w związku z pogłoskami o przygotowywanym przeciwnatarciu nieprzyjaciela w kierunku Mediany XI BM znów wyruszyła do rejonu 6 km na północ od Belchite, mając zadanie nawiązania łączności z od­działami 92 brygady, znajdującymi się na rubieży pod Medianą, oraz wsparcia tej brygady na wypadek ataku rebeliantów. Sztab dywizji przeszedł w tym dniu do Vinaceite; XV BM — do Almochuel.

Odpoczynek oddziałów nie trwał długo. W nocy z 27 na 28.IX dy­wizja została pospiesznie załadowana na samochody i przerzucona o 100 km na północ do rejonu Grańen, gdzie nieprzyjaciel w ciągu dwóch poprzednich dni krótkim, lecz energicznym uderzeniem z kie­runku Zuery łatwo wyparł do Vedao anarchistyczne brygady 28 dywizji i odebrał wszystkie pozycje, które utracił przed miesiącem, na samym początku operacji saragoskiej.

W rejonie Vedao dywizja w ciągu 2,3' miesiąca pilnowała Zuery. W grudniu 1937 r. wzięła aktywny udział w operacji teruelskiej i od tego czasu znów niemal bez przerwy uczestniczyła w bojach aż do dra­matycznego, ale jeszcze *nie ostatecznego zakończenia walki miłującego wolność i odważnego narodu hiszpańskiego z siłami rodzimej i między­narodowej reakcji.

ZDOBYCZE WOJENNE I STRATY

Wyniki dwutygodniowej operacji trwającej od 24.VIII do 6.IX.1937 r. znajdują wyraz w następujących danych:

1. Przywrócono Republice terytorium o powierzchni ok. 900 km2.

2. Wyzwolono od rebeliantów siedem miejscowości: Quinto, Codo, Belchite (oddziały 35 dywizji), Roden (11 dywizja), Mediana (11 dywi­zja i 134 brygada), st. Pina (102 brygada) i Puebla de Albortón (oddzia­ły XII korpusu armijnego). Wszystkie te miejscowości, oprócz Mediany, miały umocnienia i zostały zdobyte w walkach, Quinto zaś, a szczególnie Belchite stanowiły silnie umocnione węzły oporu. 3. Wzięto do niewoli ok. 3000 rebeliantów, zdobyto 16 dział, -ponad

 

 

50 karabinów maszynowych, 2.500 karabinie i inny sprzęt wojenny. Oprócz tego, według obliczeń republikanów, nieprzyjaciel stracił co naj­mniej 5000 zabitych i rannych.

4. W walkach powietrznych i ogniem artylerii plot. strącono do 20 samolotów nieprzyjaciela.

Znakomita większość zdobyczy wojennych przypadła oddziałom 35 dy­wizji, które przy opanowaniu Quinto, Codo i Belchite wzięty do niewoli 2584 jeńców i zdobyły ponad 2000 karabinów, 47 karabinów maszyno­wych, 5 moździerzy, 2 armaty małokalibrowe oraz 16 dział polowych. Operacja kosztowała republikanów stosunkowo niewiele ofiar. l. Straty ludzkie wyniosły do 1000 zabitych i 5688 rannych1, czyli po 80 zabitych i 406 rannych dziennie. Z tej liczby na straty 35 dywizji przypada 247—250 zabitych i 876 rannych (25% ogólnej liczby zabitych i 15,6% rannych republikanów). Duży odsetek zabitych wynika z wa­runków walk ulicznych, prowadzonych przez dywizję w Quinto i Belchite. -

Straty 35 dywizji wynoszą ok. 18% efektywnego stanu osobowego, z jakim przystąpiła do walk o Saragossę (6285 ludzi), i ok. 25% stanu osobowego nieprzyjaciela, z którym toczyła ona walkę (1500 w7 Quinto, 200 w Codo i 3000 w Belchite, łącznie 4700 łudzi).

2. Materialne straty republikanów wyniosły: ok. 2000 karabinów (brygady 24 dywizji), 18 uszkodzonych czołgów (3 z nich pozostały w okopach przeciwnika), 14 strąconych samolotów (4 myśliwce, 5 samo­lotów rozpoznawczych i 5 bombowców) i kilka dział uszkodzonych.

Porównanie operacji saragoskiej i bruneckiej, niewiele różniących się od siebie pod względem czasu trwania i w przybliżeniu równych pod względem liczebności sił republikańskich, wypada na korzyść pierwszej z tych operacji, w której zadano nieprzyjacielowi większe straty mate­rialne (w czasie walk bruneckich wzięto do niewoli zaledwie 980—1000 jeńców i zdobyto ok. 1000 karabinów, 20 kaemów, 5 moździerzy i 4 dzia­ła ppanc.) kosztem znacznie mniejszych strat materialnych i ludzkich (w czasie walk pod Brunete przez szpitale przewinęło się 10 330 ran­nych; straty w czołgach i samolotach były znacznie wyższe aniżeli w operacji saragoskiej), co świadczy o bezsprzecznej wyższości walk o Saragossę.

 



 

UWAGI KOŃCOWE

 

l. Mimo licznych istniejących jeszcze słabości i braków walki o Sara­gossę ujawniły niewątpliwy i widoczny postęp działalności bojowej Armii Ludowej. Pododdziały walczyły pod ogniem z większą wprawą

i Dane dotyczące strat według poszczególnych dni przedstawione są w7 załącz­niku nr 7.

 

i w sposób bardziej zorganizowany aniżeli w wielu poprzednich ope­racjach. Współdziałanie piechoty z artylerią i czołgami nie zawsze już przypominało ów niedawny jeszcze obraz, kiedy każdy z tych rodzajów wojsk działał niezależnie jeden od drugiego. Lotnictwo działające zazwy­czaj w oderwaniu od wojsk lądowych zademonstrowało pod Saragossą zupełnie niezłe wzory współpracy z oddziałami naziemnymi i jemu należy w znacznej mierze zawdzięczać utrzymanie przez piechotę republikańską pozycji pod Medianą.

Uległo również poprawie dowodzenie oddziałami i pododdziałami na polu walki.

2. Poza poszczególnymi krytycznymi uwagami w tekście co do bra­ków armijnego planu operacji należy tu podkreślić przede wszystkim jego nadmierny optymizm, który na równi z pesymizmem utrudnia trzeź­wą ocenę sytuacji.

a) Sztab armii „Wschód" trafnie określił liczebność rebeliantów na froncie zamierzonego uderzenia, ale zarazem przedstawił nieprzyjaciela jako siłę jakościowo niewiele znaczącą i mało wartościową. Ten pogląd sztabu armii znalazł odbicie we wszystkich rozkazach wydanych w jed­nostkach i dotarł do oddziałów, które musiały zaznać goryczy przykrego rozczarowania, gdy starły się z uporczywie walczącymi falangistami, requetós, Marokańczykami i oddziałami liniowymi Franco, które nie ujawniały bynajmniej chęci wpadania w panikę na sam tylko widok republikanów.

Nie należy wojsk nastawiać na spotkanie ze „słabym" lub „przecięt­nym" nieprzyjacielem, lecz pokazywać go w prawdziwym świetle i zaw­sze przygotowywać się do poważnych walk.

b) Ważkim czynnikiem, który wpłynął na wybór celów i czasu ope­racji, były zaburzenia, jakie ogarnęły w połowie sierpnia masy robotnicze Saragossy, a nieco pospiesznie urosła w wyobraźni republikanów do rozmiarów dużego powstania, wspartego rzekomo przez znajdujące się w mieście jednostki wojskowe nieprzyjaciela. W rozkazie armijnym z dn. 20.VIIL37 r. wysłanym do dowódcy V korpusu mówi się wprost, że natarcie na Saragossę podejmowane jest nie tylko w celu zmuszenia nieprzyjaciela do odciągnięcia sił z Santanderu, lecz również, aby ,,wes­przeć i podnieść na duchu (rozszerzyć) to powstanie" (patrz załącznik nr l), z którym w ten sposób wiązano nadzieje na pomoc robotników dla nacierających wojsk w opanowaniu miasta.

Obecność zwolenników na tyłach nieprzyjaciela, szczególnie w wa­runkach wojny nasyconej momentami społeczno-klasowymi, jakimi przepojona była cała bez reszty walka zbrojna w Hiszpanii, zawsze jest niezmiernie cenna dla wojsk prowadzących operację na froncie...*

 

·        Opuszczono akapit stanowiący dygresję nawiązującą do wojny domowej. w Rosji.

 

W opisywanej operacji rachuby armijnego (i naczelnego) dowództwa republikańskiego bazowały na nieco mechanicznym przeniesieniu zasad­niczo słusznych tez do konkretnej sytuacji, jaka się wytworzyła w Saragossie w chwili rozpoczęcia operacji. Rzeczywiste rozmiary zaburzeń okazały się znacznie mniejsze, aniżeli przypuszczano, i w dodatku w dniu przejścia wojsk armii „Wschód" do natarcia zostały już w zasadzie stłumione.

c) Przypisanie nieprzyjacielowi a priori niskiej zdolności bojowej oraz przesadne nadzieje na rozmach zaburzeń społecznych w Saragossie doprowadziły armię „Wschód" — w danym przypadku logicznie — do błędnego podziału wysiłku. W ciągu roku wojny nagromadzono dosta­teczną ilość konkretnych przykładów, wskazujących na trudności w opa­nowaniu zajętych przez rebeliantów miejscowości i umocnień, toteż wy­dzielenie do zdobycia Saragossy zaledwie trzech i pół z dwudziestu pię­ciu brygad, jakimi dysponowała armia, i jedynie 12 dział ze 125 dział uczestniczących w operacji, nie można uważać za decyzję poważnie przemyślaną. Należało również uwzględnić, że tym skromnym siłom przypadło w udziale sforsowanie pod murami miasta dużej — w warun­kach hiszpańskich — rzeki Ebro (brygady 27 i 45 dywizji uderzające z północy i północnego wschodu) oraz ujścia rz. Huerva (kolumna zmoto­ryzowana 11 dywizji). Zamiast użycia całej 35 dywizji i 116 brygady 25 dywizji na opanowanie drugorzędnych na początku operacji przed­miotów (Quinto i Codo) należało i można było przynajmniej połowę tych sił skierować — nawet bez transportu samochodowego — w ślad za kolumną zmotoryzowaną. Ta ostatnia, nie czując się osamotniona, dzia­łałaby przypuszczalnie bardziej stanowczo i energicznie, aniżeli to miało miejsce w rzeczywistości.

d) Zamierzone przez armię wykonanie głównego uderzenia w pasie działania V korpusu armijnego poprzez Fuentes de Ebro nie można chyba uznać za jedynie dogodne, ponieważ kilka kilometrów bardziej na zachód pozostawała zupełnie wolna od nieprzyjaciela droga Media­na — Burgo de Ebro, gdzie nie było żadnych umocnień rebelianckich. Droga ta wyprowadzała nacierające wojska co najmniej na styk z szosą do Saragossy, tj. zbliżała je na odległość 19 km od miasta, przy czym na całej drodze do celu operacyjnego natrafiało się tu na znacznie mniejsze przeszkody aniżeli na kierunku Fuentes de Ebro.

e) Dowództwo armii ,,Wschód" przeceniało możliwości zaczepna wojsk własnych, wychowanych od pierwszych dni wojny w duchu po­trzebnego w swoim czasie, lecz biernego hasła „no pasaran" (nie przej­dą), i dopiero po operacji guadalajarskiej i tuż przed operacją brunecks zamienionego na bojowe zawołanie „pasaremos" (przejdziemy). Prowa­dzenie walki zaczepnej, przy tym ograniczonymi siłami i techniką bojo­wą, jest bardziej złożone i wymaga od żołnierzy i oficerów wyższych

umiejętności', woli, inicjatywy i wyszkolenia aniżeli organizacji prymi­tywnej obrony, którą wcale nieźle opanowała Armia Ludowa. Wojska republikańskie nie były jeszcze w tym czasie przygotowane do szerokie­go manewru zaczepnego. Zresztą aż do końca wojny obrona bardziej aniżeli natarcie odpowiadała żołnierzowi hiszpańskiemu, reprezentujące­mu w okopach znacznie większą siłę aniżeli w ruchu na polu walki, na­wet pod słabszym ogniem nieprzyjaciela.

3. Wreszcie, oprócz braków powstałych z winy kierownictwa przy opracowywaniu planu operacji, pozostaje jeszcze cała gama nie zawsze widocznych i dostatecznie uwzględnianych momentów, które w sumie wywierały ujemny wpływ na działania wojsk republikańskich. Należą tu — o czym była mowa wyżej — polityczna niejednolitość korpusu oficerskiego i wojsk, prymitywny poziom wyszkolenia taktycznego od­działów, koterie, głęboka przepaść w zakresie uprawnień i awansów, dzieląca oficerów zawodowych i dowódców z milicji, ostra walka osób i grup o stanowiska i wpływy w armii oraz wiele innych większych i mniejszych wad i niedociągnięć, przeszkadzających w stworzeniu jed­nolitego i autorytatywnego kierownictwa siłami zbrojnymi i wychowaniu armii w duchu inicjatywy i bezwzględnego, nie formalnego, wykonywa­nia rozkazów na wszystkich szczeblach dowodzenia.

4. Operacja miała na celu opanowanie Saragossy lub — o czym pisze w swej dyrektywie z dn. 7.IX szef Sztabu Generalnego — takie zbliżenie się ku miastu, aby „stolica aragońska znajdowała się pod ogniem arty­lerii", co zmusiłoby Franco, jeśli nie do całkowitego zatrzymania się, to przynajmniej do zwolnienia tempa posuwania się na północ.

Operacja nie osiągnęła tego celu i operacyjne niepowodzenie repu­blikanów pod Saragossą bynajmniej nie jest wynikiem samych tylko braków i niedociągnięć planu i nie stanowi przypadkowego, być może nawet poważnego i przykrego epizodu, możliwego i dopuszczalnego w toku każdej wojny. Przyczyny niepowodzenia tkwią znacznie głębiej^ sięgając korzeniami do owego skomplikowanego splotu wewnętrzno-politycznych stosunków i sytuacji w Republice, który przed miesiącem — półtora przesądził o niepowodzeniu pod Brunete, później pod Teruelem i jeszcze później nad rz. Ebro, gdzie trzymiesięczne bohaterskie wysiłki żołnierzy Armii Ludowej wskutek tych samych czynników nie zostały wykorzystane do umocnienia tyłów i wzmocnienia obronności Republiki. Tragizm niemal trzyletniej wojny wyzwoleńczej narodu hiszpańskiego polegał nie tylko i nie tyle na przytłaczającej przewadze sił i techniki bojowej po stronie rebeliantów i interwentów, ile na istnieniu w obozie Frontu Ludowego kliki zawodowych zdrajców, służących wrogom ojczy­zny i narodu.

O powodzeniu bitwy nie zawsze decyduje sama tylko, wydawałoby się, dostateczna ilość sił nagromadzonych w celu rozwiązania większego

 

lub mniejszego zadania operacyjnego. Niemniej obowiązująca, decydująca i ważna jest zdrowa atmosfera zaplecza, sprzyjająca wykonaniu operacji

na froncie. Walka w republikańskiej Hiszpanii taką atmosferą przepojona

nie była.

Wola zwycięstwa narodu hiszpańskiego i ogromne wysiłki Komuni­stycznej Partii Hiszpanii, by obronić wolność narodową i niepodległość, były paraliżowane, zdradzane i zohydzane przez te wszystkie elementy, które były niezadowolone z perspektywy triumfu Republiki, przeszka­dzały w rozwoju i umocnieniu armii, krzewiły w jej szeregach antago­nizmy polityczne, występowały przeciwko dyscyplinie i wysuwaniu na kierownicze stanowiska dowódcze młodych sił z ludu, brały w obronę jawnych zdrajców, zachęcały do tchórzostwa, sabotowały uzdrowienie i umocnienie tyłów, tj. czyniły dosłownie wszystko to, co ułatwiło reakcji zdławienie kraju i narodu.

Sabotaż i zdrada stanowiły pożywkę dla nie zlikwidowanych do końca wojny niedomagań sił zbrojnych Republiki, które bezsprzecznie zdolne były, jeśli chodzi o ich potencjalne możliwości, do osiągnięcia znacznie lepszych wyników aniżeli pod Saragossą, jak również we wszystkich poprzednich i późniejszych operacjach i bitwach Armii Ludowej.

Najmniej zawiniła tu sama armia i mężny lud hiszpański, który ją stworzył.


ZAŁĄCZNIKI DO PRACY »DZIAŁANIA 35 DYWIZJI W SARAGOSKIEJ OPERACJI ZACZEPNEJ REPUBLIKANÓW«

Załącznik nr l

ROZKAZ SZCZEGÓLNY dla dowódcy V korpusu armijnego

Ściśle tajne

Lerida 20 sierpnia 1937 roku

l. Sytuacja ogólna. Nieprzyjaciel ześrodkował swe najlepsze jednostki i całą niemal artylerię i lotnictwo na północy, gdzie prowadzi natarcie w celu opanowa­nia Santanderu. W wyniku tego strefa Zuera — Perdiguera — Alfajarin — Villa-franca — Quinto — Belchite osłaniana jest niewielkimi siłami przeciętnej war­tości. W Saragossie znajdują się ograniczone, słabo wyszkolone odwody. W tych dniach wybuchło tam powstanie, które, zdaje się, rozszerza się także na inne miejscowości.

2. Zamiar dowództwa. Prowadzić śmiałe i zdecydowane natarcie na Saragossę nie tylko w celu zmuszenia nieprzyjaciela do odciągnięcia jego sił z Santanderu, ale również, aby wesprzeć i podnieść na duchu (rozszerzyć)1 powstanie.

3. Skład zgrupowania „D". Dla realizacji zamiaru dowództwa armia „Wschód" zdecydowała stworzyć kilka zgrupowań, które mają działać wspólnie. Zgrupowa­nie „D" pod Waszym dowództwem składa się z:

V korpusu armijnego w składzie 11 i 35 dywizji, 116 brygady, 134 brygady,

4 samodzielnej brygady kawalerii,

jednego batalionu czołgów i jednej kompanii czołgów (40 wozów bojowych), 10 samochodów pancernych, wszystkich samochodów pancernych XII KA, dwóch batalionów saperów, batalionu saperów XII KA,               " trzech baterii artylerii plot.

4. Rejon ześrodkowania i podstawa wyjściowa. 23.VIII do godziny 20.00 zgru­powanie powinno ześrodkować się w rejonie Los Campillos (8 km na północny zachód od Azalii) będąc w gotowości do działań, wypoczęte i dobrze zamaskowane. 5. Idea manewru. 23.VIII o godz. 21.00 awangarda sił głównych w składzie kawalerii i jednej brygady 11 dywizji wyrusza, zachowując całkowitą ciszę, ku rubieży Fuentes de Ebro—Mediana w celu opanowania znienacka tych miej­scowości.

Dwie inne brygady zgrupowania wyruszają w ślad za awangardą, opanowują znienacka wzgórze La Tosqueta, El Soso i skrzyżowanie dróg 1,5 km na zachód od wzg. Cornero, aby później, wespół ze zgrupowaniem „C", zakończyć te działania możliwie najbardziej zwartym okrążeniem Quinto i natychmiastowym umocnieniem się w terenie frontem do miejscowości.

1 We wszystkich załącznikach wstawki w nawiasach [zwykłych] pochodzą od autora dysertacji.

 

 

Główne siły, posuwające się za awangardą, opanowują rubież Fuentes de Ebro— Mediana, po czym kawaleria kontynuuje ruch ku dolinie rz. Huerva w celu prze­chwycenia komunikat,11 nieprzyjaciela, a przede wszystkim szosy prowadzącej z Saragossy do Cadrete, na południe od tej ostatniej miejscowości.

Zgrupowanie powinno z własnych i przydzielonych środków samochodowych stworzyć kolumnę zmotoryzowaną w składzie dwóch brygad piechoty, dwóch ba­terii. jednej baterii ppanc. i jednej kompanii saperów. Kolumna nie zwracając uwagi na węzły oporu nieprzyjaciela w rodzaju Quinto lub inne jego pozycje na tyłach, powinna z chwilą okrążenia Quinto przez nasze oddziały szybko nacierać na Saragossę, opanować najpierw Torrero i Monte Molin, następnie 24. VIII o godz. 21.00 wkroczyć do miasta i zająć w nim następujące punkty: telegraf, sztab falangistów przy ul. Bilbao, biuro wywiadowcze falangistów na placu Independencia, koszary, Dworzec Madrycki, banki, ośrodek faszystowski na placu Independencia, skład amunicji w kościele Casas Baratas w pobliżu Grań Via, skład paliwa na Avenida de Madrid, wodociągi.

Północna linia rozgraniczenia miasta dla zgrupowania „A": ul. Del Caso i plac San Miguel.

25.VIII o świcie siłami zgrupowań „C" i „D" będzie zdobyte Quinto. Główne siły jednostek, które obsadziły rubież Fuentes de Ebro — Mediana, wyruszają 25. VIII po północy do Burgo de Ebro — Torrecilla de Valmadrid, aby tej samej nocy zająć rubież Saragossa — Cadrete — 12 kilometr szosy Carińena — Saragossa. Zadanie to wykonuje się zupełnie niezależnie od drugorzędnych działań przeciwko Quinto i innym umocnieniom nieprzyjaciela na naszych tyłach.

6. Dowódca kolumny zmotoryzowanej zostaje powiadomiony, że jego zadaniem jest jak najszybsze natarcie na Saragossę i dlatego, nawet w przypadku jeśli opór nieprzyjaciela zatrzyma oddziały niezmotoryzowane, kolumna zmotoryzowana po­winna wykonać swe zadanie bez najmniejszych wahań.

7. Moje SD od 23.VIII godz. 24.00 — w Bujaraloz.

8. Oprócz specjalnych środków ostrożności (zabezpieczenia), co do których wy­dane zostaną specjalne wytyczne, wojska powinny posiadać płachty rozpoznawcze. Znak rozpoznawczy na cały czas działań — kąt prosty zwrócony wierzchołkiem do nieprzyjaciela.

Z polecenia dowódcy armii Szef sztabu (podpis)


Załącznik nr 2

Armia „Wschód" V Korpus Armijny Zgrupowanie ,,D" Sztab

ROZKAZ OGÓLNY DO NATARCIA nr l

SD. Dwudziestego drugiego (22) sierpnia. 1937 roku, godzina trzynasta (13)

I. Sytuacja i zadania

a) Sytuacja ogólna. Nieprzyjaciel prowadzi intensywne natarcie przeciwko Santanderowi, ześrodkowawszy tam do tego celu dużą część swych sił i środków. W wyniku tego strefa Zuera — Perdiguera — Alfajarin — Villafranca — Quinto i Belchite osłaniana jest niewielkimi siłami przeciętnej wartości. W Saragossie — ograniczone, słabo wyszkolone odwody. Ponadto w tych dniach (w mieście) wy­buchło powstanie, które, zdaje się, rozszerza się i na inne miejscowości.

Dowództwo zdecydowało przeprowadzić śmiałe i stanowcze natarcie na Sara­gossę nie tylko w celu ułatwienia położenia Santanderu, ale również po to, aby wesprzeć i podnieść na duchu (rozszerzyć) powstanie.

b) Położenie i zadania zgrupowania. Zgrupowanie ma zadanie: po ześrodkowaniu się w rejonie między rz. Ebro i szosą Carińena — Saragossa szybkimi i za­skakującymi działaniami opanować ^Saragossę, zabezpieczając przy tym obydwa własne skrzydła.

c) Położenie i zadania sąsiadów. Zgrupowanie „A" rozmieszczone na wschód od rz. Gailego ma zadanie zdobyć [rubież] Zuera — Villafranca de Gallego i po wkroczeniu do Saragossy od północy opanować El Barrio del Arrabal.

Zgrupowanie ,,B" zająć* Candamos, Santa Izabel i we współdziałaniu ze zgru­powaniem „A" wkroczyć do Saragossy od północnego wschodu.

Zgrupowanie „C", rozmieszczone w rejonie Pina, po przeprawieniu się przez rz. Ebro zajmuje stację kolejową (Pina), kaplicę (Ermita de Bonastre), przecina szosę z Saragossy między 35 i 36 km i współdziała w okrążeniu Quinto, a następnie w opanowaniu tej miejscowości.

25 dywizja — ma opanować Puebla de Albortón, odciąć z północnego zachodu Belchite, przeciąć drogi prowadzące z tej miejscowości i wspólnie ze zgrupowa­niem „D" wziąć udział w jej okrążeniu.

d) Wiadomości o nieprzyjacielu. Rubież obrony nieprzyjaciela rozpoczyna się w odległości 2 km na południe od Quinto, przebiega dalej prawie po linii prostej do umocnień okalających Belchite. Składa się z niewielkich pozycji rozdzielonych znacznym i nie zajętym przez nikogo obszarem.

Siły nieprzyjaciela bardzo nieznaczne w Codo i niewiele większe w Quinto i Belchite.

e) Skład zgrupowania. 11 i 35 dywizja V KA, 116 brygada, 134 brygada,

 

 

trzy dywizjony artylerii 75 mm, dwa dywizjony artylerii 105 mm, trzy bataliony saperów,

batalion czołgów i jedna kompania czołgów (40 czołgów), 35 samochodów pancernych, 3 baterie art. plot.

II. Idea manewru

Dla zrealizowania manewru tworzy się cztery kolumny o następującym składzie: kolumna nr ł — jedna brygada 11 dywizji i brygada kawalerii; „   nr 2 — dwie brygady 35 dywizji i jeden dyon artylerii;

nr 3 — 116 brygada i jedna brygada 35 dywizji; ,,   nr 4 — dwie brygady 11 dywizji. Odwód — 134 brygada.

Zadania:

Kolumna nr l. Zająć [rubież] Mediana — Fuentes de Ebro i po połączeniu się z pozostałymi oddziałami sił głównych kontynuować natarcie, aby w dokładnie wyznaczonym terminie opanować rubież Saragossa — Cadrete — 12 kilometr szosy Saragossa — Carińena. To drugie zadanie wykonać po osiągnięciu przez kawalerię doliny rz. Huerva i uchwyceniu przez nią komunikacji nieprzyjaciela, przede wszystkim wskazanej powyżej szosy.

Kolumna nr 2. Odciąć i okrążyć Quinto, a następnie opanować tę miejscowość. Kolumna nr 3. Opanować Codo i zająć pozycje frontem ku Belchite, aby we współdziałaniu z oddziałami 25 dywizji odizolować (odciąć) tę miejscowość.

Kolumna nr 4. Szybko dotrzeć do Saragossy i po opanowaniu Torrero i Monte Molin1 przeniknąć do miasta zajmując w nim najważniejsze punkty strategiczne. Główny wysiłek spada na kolumnę nr 4. Działalność bojowa pozostałych od­działów skierowana jest w ostatecznym rachunku na udzielenie jej pomocy.

III. Ogólny przebieg operacji

a) Przygotowanie wstępne. W ciągu nocy z dwudziestego drugiego (22) na dwu­dziesty trzeci (23) sierpnia, ściślej nie później niż o godz. dziewiątej (9) 23. VIII, wszystkie wchodzące w skład zgrupowania oddziały powinny rozmieścić się w re­jonach:

100 bryg. — Val del Ventiscar, na pn.-zach. od Azalii; 116 bryg. i 32 bryg. — Vinaceite — Almochuel; l i 9 brygada — Escatrón; 134 bryg. — Pedreńal, na pd.-zach. od Azaili; brygada kawalerii — Los Calvadores, na pn.-zach. od Azaili; czołgi — Romana, między 70 i 71 km szosy Carińena — Escatrón; samochody pancerne — w wyznaczonym (dla nich) rejonie; artyleria — koło szosy Azalia — Hijar, bliżej do tej ostatniej miejscowości; saperzy — między szosą Saragossa — Azalia a drogą do La Zaida; łączność — w obecnie zajmowanym rejonie.

b) Natarcie na pierwsze obiekty.

Kolumna nr l. O godz. dwudziestej pierwszej (21) dwudziestego trzeciego (23) sierpnia brygada kawalerii, wziąwszy ze sobą na konie dwie kompanie strzeleckie

1 Południowe 'i. południowo-wschodnie przedmieścia Saragossy.

z karabinami maszynowymi, powinna wyruszyć z podstawy wyjściowej i rozpocząć swój ruch, kierując się ku środkowi linii łączącej Medianę z Fuentes de Ebro. Kompanie strzeleckie przerzucone po jednej do każdej ze wskazanych miejscowości zajmą w nich obronę, kawaleria zaś utworzy z czterech szwadronów za­słonę i zorganizują rozpoznanie na północ od wymienionych wyżej miejscowości. Dwa inne szwadrony będą zabezpieczać lewe skrzydło korpusu i w tym celu opanują wzgórza 363 i 367 (Granaretes) i przetną szosę z Belchite w rejonie 18 kilometra.

Ruch pozostałych oddziałów piechoty tej kolumny będzie odbywał się w dwóch etapach. Po wyruszeniu wieczorem poprzedniego dnia ze swych podstaw wyjścio­wych i wykonując skrycie marsz, piechota przesunie się możliwie blisko do nie­przyjaciela, tak jednak, aby nie mógł on jej obserwować. Po to, aby pododdziały osiągnęły wyznaczone im obiekty niezmęczone (w dobrej kondycji), powinny mieć w dniu operacji w połowie drogi do celu co najmniej dwugodzinny odpoczynek, po czym dwa bataliony kontynuują ruch do rubieży Mediany, dwa inne zaś — do Fuentes de Ebro, gdzie zajmą obronę na najbardziej prawdopodobnym kierunku ruchu nieprzyjaciela z Saragossy.

Kolumna nr 2. Opanowuje znienacka La Tosqueta, El Soso, skrzyżowanie dróg 1,5 km na zachód od wzg. Cornero i wespół ze zgrupowaniem „C" w sposób moż­liwie zwarty okrąża Quinto, umacniając się na wzgórzach frontem do miejscowości. W tym celu kolumna dzieli się na dwie części: pierwsza wyrusza z podstawy wyj­ściowej 23.VIII o godz. 23.00, aby opanować bardziej oddalone obiekty, druga zaś część wyrusza 24. VIII o godz. 1.00.

Kolumna nr 3. 23. VIII o godz. 21.00 kolumna mając w awangardzie 116 bry­gadę wyrusza do Codo, okrąża i opanowuje tę miejscowość i po umocnieniu się na wzgórzach frontem do Belchite, przecina szosę Belchite — Azalia i Belchite — Mediana.

Kolumna nr 4. Po sformowaniu się w rejonie Escatrón kolumna zmotoryzo­wana na mój rozkaz przechodzi do szybkiego natarcia na Saragossę, opanowuje w pierwszej kolejności Torrero i Monte Molin, po czym wkracza do miasta i zaj­muje w nim następujące obiekty: telegraf, sztab falangistów przy ul. Bilbao, biuro wywiadowcze i salę sportową na pl. Independencia, koszary, Dworzec Madrycki, banki, ośrodek faszystowski na pl. Independencia, koszary im. Palafoxa, skład amunicji w kościele Casas Baratas w pobliżu Grań Via, skład paliwa na Avenida de Madrid i wodociągi.

Północna linia rozgraniczenia — ul. Del Caso i plac San Miguel. c) Natarcie na następne obiekty. 25. VIII o świcie — na mój uprzedni rozkaz — oddziały zgrupowania ,,D" wespół ze zgrupowaniem ..C" opanowują Quinto.

Następnymi obiektami dla oddziałów, które zajęły [rubież] Fuentes de Ebro — Mediana oraz dla odwodów, którymi te oddziały mogą być wzmocnione, będą Burgo de Ebro i Torrecilla de Valmadrid, później zaś rubież Saragossa — Cad­rete — 12 kilometr szosy Carińena — Saragossa, o czym wydany zostanie przeze mnie rozkaz specjalny.

IV. Artyleria

Cała artyleria, z wyjątkiem dwóch baterii 7,5 [75 mm] wydzielonych do towa­rzyszenia kolumnie zmotoryzowanej, powinna zająć swe stanowiska, aby 24. VIII o godz. czwartej minut trzydzieści (4.30) być w gotowości do otwarcia ognia.

Dywizjon artylerii 7,5 [75 mm] zostaje przydzielony dla bezpośredniego wsparcia kolumny nr 2 i prowadzi ogień na żądanie dowódcy tej kolumny.

185

 

 

Drugi dyon artylerii 7,5 [75 mm] pozostaje w dyspozycji kolumny nr 3 dla takiego samego bezpośredniego jej wsparcia i również będzie prowadził ogień na żądanie dowódcy kolumny.

Dwa dyony artylerii 10,5 [105 mm] pozostają w mojej dyspozycji dla wykonania ogólnych zadań.

V. Jednostki inżynieryjne

Jeden, batalion saperów zostaje przydzielony kolumnie nr 2, drugi — kolumnie nr 3; trzeci batalion i kompania saperów na samochodach zostają przekazane do dyspozycji kolumny nr 4. Dwie kompanie saperów — kolumnie nr l.

VI. Łączność

Korpuśna grupa łączności organizuje sieć telefoniczną sztabu korpusu z SD korpusu, sztabami i SD 11 i 35 dywizji oraz z kolumną nr 3, dublując linię wszyst­kimi środkami, aby zapewnić jej niezawodność i ciągłość w działaniu. Kolumna nr 4 powinna dla utrzymania niezbędnej łączności posiadać środki sygnalizacji świetlnej oraz radio.

Przy przenoszeniu stanowisk dowodzenia buduje się do nich linie telefonicz­ne, przy czym łącznice pozostają na miejscu aż do chwili zainstalowania innych łącznic na nowych miejscach. Dowódcy oddziałów nie powinni przenosić swych stanowisk dowodzenia bez uprzedniego zainstalowania łącznic na nowym miejscu. Zabrania się również porzucania kabli telefonicznych, ponieważ należy ich używać powtórnie. Jako ogólny schemat pozostaje sieć promieniowa, która w późniejszym czasie, w miarę posiadania odpowiednich środków, będzie dublowana liniami po­przecznymi.

VII. Czołgi

Batalion czołgów w składzie 24 wozów bojowych zostaje przydzielony kolum­nie nr 4. 10 czołgów — kolumnie nr 2.

VIII. Samochody pancerne 27 samochodów pancernych przydziela się kolumnie nr 4.

IX. Stanowiska dowodzenia

11 dywizji — wzg. 309 (Harnero), 35 dywizji — wzg. 266 (Cornero), kolumny nr 3 — wzg. 409, V KA (zgrupowanie „D") — od 23.VIII godz. 21.00 — wzg. 348 (Boqueros).

X. Wytyczne

Wojska powinny mieć płachty rozpoznawcze. Znak rozpoznawczy na czas ope­racji — kąt prosty, zwrócony wierzchołkiem do nieprzyjaciela.

Dowódcy kolumn powinni utrzymywać stałą łączność z SD V korpusu armijnego. Meldunki nadsyłać co trzy godziny i we wszystkich przypadkach, gdy będzie tego wymagać sytuacja. W końcu dnia przedstawiać mi krótki pisemny ko­munikat o przebiegu działań za ubiegły dzień.

Uwaga: Kolumnie nr 4 przydziela się trzy działa Oerlikon na samochodach ciężarowych. 2 rozkazu dowódcy korpusu Szef sztabu (podpis)

186

 

Rozdzielnik:

do wiadomości — dowódcy armii „Wschód",

dowódcy zgrupowania „C", / dowódcy 25 dywizji,

do wykonania — dowódcom 11 i 35 dywizji, dowódcy kolumny nr 3,

szefom tyłów, saperów, służby zdrowia, łączności, dowódcom artylerii, czołgów, samochodów pancernych, kawalerii dowódcom 116 i 134 brygady, szefowi transportu samochodowego.

Uwaga: Rejon rozmieszczenia XI i XV BM 35 dywizji — Fortin — wzg. 255, na

wschód od 48 km szosy Saragossa—Castellón.

 


Załącznik nr 3

Armia „Wschód" V korpus armijny 35 dywizja Sztab

ROZKAZ OGÓLNY DO NATARCIA nr l SD. 23.VIII.37 r. godzina dwudziesta czwarta (24)

Sytuacja ogólna. W wyniku natarcia nieprzyjaciela na północy, gdzie ześrodkował on swe najlepsze jednostki, strefa Zuera — Perdiguera — Alfajarin — Villa-franca — Quinto — Belchite osłaniana jest niedużymi siłami przeciętnej wartości.

W Saragossie, gdzie na skutek wskazanych wyżej przyczyn znajdują się ogra­niczone, słabo wyszkolone odwody, wybuchło duże powstanie rozszerzające się i na inne miejscowości.

Dowództwo zamierza przeprowadzić natarcie na Saragossę, aby rozszerzyć po­wstanie i okazać pomoc Santanderowi.

Dane o nieprzyjacielu. Przednia, stosunkowo prosta linia obronna nieprzyja­ciela rozpoczyna się w odległości 2 km na południe od Quinto biegnąc dalej ku Belchite. Składa się ona ze średnich umocnień, poprzedzielanych znacznymi wol­nymi terenami. Siły nieprzyjaciela są bardzo nieznaczne w Codo i nieco większe w Quinto i Belchite.

Dane o nieprzyjacielu w rejonie Quinto. Według posiadanych danych, garni­zon nieprzyjaciela wynosi do 1400 falangistów, requetes i [regularnej] piechoty Dokładnych danych odnośnie uzbrojenia brak; przypuszczalnie — 25 ckm i 4 rkm oraz jedna bateria 75 mm.

Obrona okrężna Quinto oparta jest na gniazdach karabinów maszynowych, częś­ciowo betonowych, schronach żelazobetonowych oraz zaporach z drutu kolczastego. Pozycje nieprzyjaciela mają dobre pole ostrzału, szczególnie w górnej części miej­scowości, gdzie całkowicie dominują nad podejściami do niej.

W pobliżu stacji kolejowej — instalacja śluzowa, przy której pomocy można spowodować zatopienie terenu. Od rana dnia wczorajszego obserwuje się ewakuację ludności cywilnej z Quinto.

Zadania

5 KA — wykorzystując zaskoczenie i gwałtowność (uderzenia) opanować Saragossę, zabezpieczając przy tym obydwa własne skrzydła. Linia rozgraniczenia: wschodnia — rz. Ebro, zachodnia — szosa Saragossa — Carińena.

35 dywizji — opanować Quinto i znienacka zdobyć wzgórze La Tosqueta, El Soso oraz skrzyżowanie dróg w odległości 1,5 km na zachód od Cornero.

XI, XV BM i 102 brygada — to samo zadanie co i dla dywizji, w wyznaczo­nych im pasach działania.

Skład dywizji. Tworzy się 4 kolumny: jednej z nich — naszej — nadano nr 2. Jej skład: XI, XV BM i 102 brygada, kompania czołgów (10 wozów bojowych), dy­wizjon artylerii 75 mm (BW) ^ batalion saperów.

Idea manewru. Opanować wzgórze La Tosqueta i El Soso, aby zabezpieczyć lewe (zachodnie) skrzydło dywizji i ruch po szosie Saragossa — Castellón; nacie­rać na Quinto, szybko opanować tę miejscowość i natychmiast na ciężarówkach kontynuować ruch na Saragossę celem wzmocnienia kolumny nr 4.

Przebieg działań. XI BM wyrusza dziś o godz. 23.30 celem zajęcia gaju oliw­nego na wzg. 215, w rejonie El Soso. O świcie, po przygotowaniu artyleryjskim brygada atakuje dwoma batalionami pozycje nieprzyjaciela na zachód od cmen­tarza, a jednym batalionem sam cmentarz. W odwodzie — jeden batalion.

XV BM o godz. 22.00 luzuje swym batalionem oddziały 117 brygady, zajmujące pozycję na Purburel. Inny batalion rozmieszcza się w pobliżu Cornero, aby o świ­cie zaatakować cmentarz w celu ściągnięcia na siebie i rozpoznania walką sił znajdującego się tam nieprzyjaciela. Dwa pozostałe bataliony brygady znajdują się w dyspozycji dywizji w gaju oliwnym, gdzie rozmieszczona jest XI BM.

102 brygada w dniu 24. VIII o godz. 4.00 przeprawia się w rejonie m. Pina przez rz. Ebro, atakuje i opanowuje stację kolejową Pina, kaplicę Ermita de Bonastre oraz kontynuuje ruch na południe, aby wspólnie z XI BM uczestniczyć w opano­waniu Quinto.

Artyleria. Dywizjon artylerii BW zostaje przekazany do dyspozycji XI BM i prowadzi ogień na zapotrzebowanie dowódcy brygady. Przydzielona dywizji arty­leria korpuśna (50 dział) skieruje cały swój pierwszy ogień przeciwko umocnie­niom na zachód od cmentarza, a następnie na sam cmentarz i w głąb cmentarza, wydzielając jedną baterię do strzelania przeciwbateryjnego i drugą do metodycz­nego ostrzeliwania wzg. 207 (700 m na południe od miejscowości) oraz celów wy­krytych w toku walki.

Czołgi. Przydzieloną dywizji kompanię czołgów przekazuje się do dyspozycji dowódcy XI BM.

Saperzy. Jedną kompanię z przydzielonego dywizji batalionu saperów przeka­zuje się do dyspozycji XI BM, drugą zaś — XV BM. Dwie pozostałe — w odwodzie. Łączność. Dywizja zabezpiecza łączność telefoniczną z brygadami. Stanowiska dowodzenia: dywizji — wzg. Cornero; XI BM — w gaju oliwnym (wzg. 215); XV BM — wzg. Cornero; 102 brygady — na początku działań — Pina; po zdobyciu Ermita de Bonastre SD przenosi się na st. Pina, w razie zaś dalszego ruchu — do Ermita de Bonastre. Tyły. Według osobnych wytycznych.

Szczegółowe wytyczne. Oddziały winny mieć płachty rozpoznawcze, ze znakiem rozpoznawczym na cały czas operacji — w postaci kąta prostego zwróconego wierzchołkiem do nieprzyjaciela.

Dowódcy brygad mają utrzymywać ścisłą łączność z SD dywizji, meldując o położeniu co godzinę oraz kiedy będzie tego wymagała sytuacja. Ku schyłkowi dnia przedstawiać krótki komunikat o działaniach za ubiegły dzień.

Z rozkazu dowódcy dywizji Szef sztabu (podpis)

Rozdzielnik: do wiadomości — dowódcy V korpusu;

do wykonania — dowódcom XI, XV BM i 102 brygady, dowódcom artylerii, kom­panii czołgów, batalionu saperów, kompanii łączności.

i bw — bezpośredniego wsparcia.

188


V Korpus Armijny Sztab 35 dywizji Wydział IV

Załącznik nr 4

WYTYCZNE DLA TYŁÓW (załącznik do rozkazu nr l)

 

l. Zaopatrywanie w amunicję. Ośrodek zaopatrywania w amunicję dla XI, XV BM i 32 brygady oraz jednostek dywizyjnych — w Puebla de Hijar, będzie otwarty od 17.00 (zob. załączony szkic).

Piechota i artyleria powinny stale dysponować dwiema jednostkami ognia, trzy­mając je w miarę możności na kołach. Jednostka ognia składa się z:

150 naboi                     — dla karabinów 5000 naboi                     — » ckm 3000 naboi                     — „ rkm 50 granatów                 — „ granatników 50 pocisków                 — » moździerzy.

II. Sprzęt inżynieryjny. Skład fortyfikacyjnych (inżynieryjnych) materiałów 35 dy­wizji — w tym samym miejscu, gdzie ośrodek zaopatrywania w amunicję. III. Bazy zaopatrywania dla brygad — w Caspe, Alcańiz i Puebla de Hijar.

Zaopatrywanie w wodę do picia ze studzien Castejón de Monegros — obsługuje doktor Roussel. Studnie pomocnicze w m. Albalate, Castago, Azuara, Escatrón i Azaila.

XI i XV BM zaopatrują się same w wodę do picia oczyszczoną w cysternach. 32 brygada będzie zaopatrywana przez cysternę parku samochodowego dywizji. IV. Materiały pędne i smary. Główny skład MPS — w Caspe; pomocnicze — w Puebla de Hijar i Alcańiz.

Baza MPS w Puebla de Hijar będzie miała pomocnicze punkty zaopatrywania w- paliwo w m. Hijar, Albalate, Azaila, Azuara, Lecera, Letux, Zumera i Huesca del Camino. Alcańiz jako baza. MPS będzie miała pomocnicze punkty zaopatry­wania w paliwo w Caspe, nr 2 — w Alcańiz, Alcorisa, Andorra, Montalban, Utrillas i Escuche.

Każdy wóz może pobrać paliwo w dowolnym z wymienionych punktów po okazaniu rozkazu wyjazdu.

V. Codzienne meldunki. Szkic rozmieszczenia składów i służb, stan, rozchód i zapo­trzebowanie na amunicję, stan uzbrojenia, mienia sanitarnego, sprzętu łączności oraz o wszystkim, co zaszło — meldować codziennie na godz. 15.00. SD. 22 sierpnia 1937 roku. Szef służby tyłów (podpis)

„Zatwierdzam" Szef sztabu dywizji (podpis) Otrzymują: dowódcy XI, XV BM i 32 brygady, szefowie transportu, łączności,

saperów.

 


Armia ,,Wschód" V Korpus Armijny Zgrupowanie „D" Sztab 3 kolumny (32 i 11G brygada)

 

Załącznik nr 5

ROZKAZ OGÓLNY DO NATARCIA nr l

 

l. Sytuacja i zadania

a) Sytuacja ogólna: Nieprzyjaciel prowadzi intensywne natarcie na Santander, ześrodkowawszy tam w- tym celu [odpowiednie] środki. W wyniku tego w strefie Zuera — Perdiguera — Alfajarin — Villafranca — Quinto i Belchite pozostały słabe siły o niewielkiej wartości. W Saragossie — szczupłe i niedostateczne odwody. W tych dniach wybuchło tam powstanie, które może rozszerzyć się i na inne miej­scowości.

Dowództwo zamierza przeprowadzić zdecydowane natarcie na Saragossę nie tylko po to, by osłabić napięcie na froncie santanderskim, ale również w celu wsparcia i rozszerzenia powstania.

b) Zadanie trzeciej kolumny, znajdującej się w rejonie Vinaceite Almochuel — szybkim i zaskakującym uderzeniem opakować Codo.

c) Wiadomości o nieprzyjacielu. Nieprzyjaciel zorganizował bezpośrednią okrę­żną obronę Belchite, składającą się z obsadzonych (przez nieprzyjaciela) niedużych umocnień, rozdzielonych dużymi, nie obsadzonymi lukami.

Gęstość sił i środków nieprzyjaciela bardzo nieznaczna w Codo i nieco większa w Belchite, jednak i tu (w Belchite) niezbyt wielka.

d) Skład kolumny: 32 i 116 brygada, dywizjon armat 75 mm, bateria haubic 105 mm, bateria armat 75 mm, batalion saperów.

2. Ogólny zamiar operacji

Opanować Codo i zająć pozycje frontem do Belchite w celu odcięcia tej miej­scowości we współdziałaniu z 25 dywizją.

3. Ogólne rozwinięcie operacji

a) 23.VIII o godz. 21.00 kolumna wyrusza z rejonów swego ześrodkowania dro­gą do Belchite do 21 km szosy Belchite — Escatrón, gdzie się reorganizuje1.

b) 24.Vin o godz. 1.00 116 brygada rozpoczyna natarcie na Codo w sposób na­stępujący:

— dwa bataliony obchodzą Codo ze wschodu i zachodu;

— pierwszy batalion po przejściu Ermita de Calvaria i cmentarza zajmuje jedną kompanią pozycję na szosie w odległości 4,5 km na północ od Belchite, dwie

1 Widocznie ma się tu na myśli rejon wyjściowy.

 

kompanie rozmieszcza między wymienioną miejscowością a wzgórzami leżącymi w odległości 2 km na pn.-zach. od Codo, i jedną kompanię ma w odwodzie; — drugi batalion, po obejściu Codo z zachodu, ugrupowuje się frontem do Belchite, mając styk z kompanią znajdującą się w rejonie 4,5 km drogi Belchite— Burgo [de Ebro], wzbraniając nieprzyjacielowi przenikania w kierunku Codo; — trzeci batalion, osłaniając posuwanie się dwóch pierwszych batalionów, wyko­nuje demonstracyjny atak na Codo i w tym celu angażuje do akcji całą swą broń maszynową, aby zmusić do milczenia i obezwładnić ogniska oporu, które mogłyby pozostać w Codo. Pod osłoną tego ognia (batalion) wydziela kompanię miotaczy granatów, aby doprowadzić do całkowitego zburzenia wszystkich środ­ków oporu. Po obezwładnieniu nieprzyjaciela (batalion) kontynuuje swój marsz zaczepny aż do nawiązania kontaktu z siłami zarówno prawego, jak i lewego skrzydła, po czym ugrupowuje się, urzutowany w stosunku do nich — w głąb; — 4 batalion stanowi odwód brygady;

— l batalion 32 brygady ma zająć pozycje w rejonie 46 km (drogi Belchite—Azai-la), wzbraniając ewentualnego przenikania nieprzyjaciela na prawym skrzydle i tworząc zaporę ogniową w rej. 2 km na pn.-zach. od Belchite i utrzymuje te pozycje za wszelką cenę;

— dwa pozostałe bataliony1 stanowią odwód kolumny.

4. Artyleria

(Grupa) bezpośredniego wsparcia — dyon artylerii 75 mm oraz baterie 75 mm i 105 mm. Gotowość do prowadzenia ognia — 24.VIII od godz. 4.30.

Zadania: osłonić natarcie na Codo i przygotować ogień zaporowy (wzbrania­jący): na wypadek oporu (nieprzyjaciela) między Belchite i Codo; 2 km na pd.--zach. od Codo; 2 km na pn. od Codo i 3 km na wsch. od Codo, nie dopuszczając również swym ogniem podejścia posiłków. Stały ogień zaporowy: 2 km na zach. od Belchite i po szosie Belchite—Escatrón; ogień nękający: na Belchite i inne cele, które mogą być wykryte w toku operacji (walki).

Dowódcy dywizjonu i baterii mają utrzymywać łączność z moim SD i wyko­nywać moje rozkazy.

W pierwszej fazie walki baterie 75 mm i 105 mm 116 brygady zostają podpo­rządkowane kapitanowi Vidalowi.

5. Łączność

Po zorganizowaniu SD kolumny nawiązać łączność ze stanowiskami dowodzenia, które zostaną wskazane.

6. Saperzy

Wytyczne będą wydane oddzielnie.

7. Wytyczne uzupełniające

Wojska powinny mieć płachty rozpoznawcze w kształcie kąta prostego, zwróconego wierzchołkiem do nieprzyjaciela.

1 Czwarty batalion ciągle jeszcze nie przybył z ”urlopu". Patrz, str. 38.

2 Widocznie własnych batalionów i 116 brygady.

192

SD kolumny będzie, się znajdować na wzg. 409, znanym pod nazwą „alcalde". Rozkaz ten wydany został na moim SD 23. VIII.37. godz. 15.00. Dowódca kolumny:

major Torral Do wiadomości: dowódcy V korpusu,

dowódcy 35 dywizji. Do wykonania: dowódcy 116 brygady, dowódcom 125, 126 i 127 batalionu 32 brygady, dowódcy dywizjonu artylerii. Archiwum.

 

 

 

 


Załącznik nr 6

Zgrupowanie „C" Dowództwo

ROZKAZ OGÓLNY DLA ZGRUPOWANIA

SD—Pina 23.VIII.37. godz. 9.00.

I. Nieprzyjaciel ześrodkował swe najlepsze jednostki i niemal całą artylerię na froncie północnym, gdzie prowadzi natarcie w celu opanowania Santanderu. W wy­niku tego na odcinku Zuera, Perdiguera, Alfajarin, Villafranca, Quinto, Belchite pozostały słabe siły o niewielkiej wartości. W tych dniach w Saragossie wybuchło powstanie, które może rozszerzyć się na inne miejscowości.

Siły stanowiące niniejsze zgrupowanie, ześrodkowane obecnie w pobliżu Pina, mają następujące zadania: opanować stację kolejową Pina, Ermita de Bonastre, 36—39 km szosy Saragossa—Quinto i natychmiast umocnić się (tu) frontem do Quinto, nie tarasując (nie burząc) szosy urządzeniami obronnymi1. 25.VIII o świcie współdziałać z siłami V korpusu armijnego w ataku na Quinto.

II. Wiadomości o nieprzyjacielu. Nieprzyjaciel rozmieszcza się na prawym brzegu Ebro, mając punkty (ośrodki) oporu i ubezpieczenia równolegle do linii kolejowej Saragossa—Barcelona. Główne spośród nich znajdują się (w miejscach): 500 m na pn. od 34 km linii kolejowej, st. Pina, 34,5—36 i 38 km linii kolejowej, 37 km szosy, punkt triangulacyjny 170 na pn.-zach. od Quinto, 40 km szosy, Ermita de Bonastre, 100 m na pd.-zach. od 34,5 km szosy; posterunki ubezpieczenia — w po­bliżu Ermita de Bonastre.

W wymienionych punktach (ośrodkach) oporu zauważono broń maszynową. Po­zycje składają się z rowów osłoniętych drutem [kolczastym] oraz schronów. Arty­leria — 2 działa 155 mm w rejonie 300 m na pn. od Fuentes de Ebro. Możliwe, że w pobliżu Ermita de Bonastre znajdują się dwa działa 75 mm. Odwody — w Quinto.

III. Manewr. 24. VIII o godz. 3.30 siły (oddziały), biorące udział w manewrze (ope­racji), przekraczają w bród rzekę Ebro w następującej kolejności: 4 batalion 120 brygady i 4 batalion 102 brygady w bród pod Reballar, naprzeciwko Casa de los Catalanes, i nacierają w kierunku zachodnim do 39 km szosy. Po osiągnięciu tego punktu 4 batalion 120 brygady zajmuje pozycję frontem do Quinto, a 4 bata­lion 102 brygady wespół z jedną kompanią 4 batalionu 120 brygady przecina szosę i naciera w kierunku Ermita de Bonastre. W tym samym czasie 3 batalion 120 brygady   przekracza   Ebro, wykorzystując   brody, znajdujące   się na kierunku Ermita i pozycje pod Bonastre i atakuje te ostatnie od czoła. 2 batalion 120 brygady i l batalion 102 brygady przekraczają Ebro w bród pod Pina, przy czym pierwszy (2/120 brygady) kontynuuje natarcie od czoła na stację i przyległe domy, a 1/102 brygady — (naciera) na północ od stacji, obchodzi pozycje nieprzy­jaciela i atakuje je ze skrzydła, zabezpieczając jedną kompanią własne lewe skrzydło z kierunku północnego, 2 batalion 102 brygady przechodzi przez rzekę w tym samym miejscu po przejściu dwóch wspomnianych wyżej batalionów i po osiąg­nięciu Galacho de Bonastre pozostaje w odwodzie, podtrzymując łączność z nimi (2/120 brygady i 1/102 brygady) i wydzielając jedną kompanię dla zabezpieczenia skrzydła od północy.

IV. Pasy (linie rozgraniczenia) działań — północna linia rozgraniczenia zgrupo­wania: bród pod Pina, 34 km linii kolejowej. Południowa linia rozgraniczenia: prawy brzeg Ebro — 39 km szosy Saragossa—Quinto. Linie rozgraniczenia batalionów: 1/102 brygady — st. Pina — 34 km linii kolejowej (800 m naprzeciwko drogi na Contiendę); 2/102 brygady — st. Pina — 35 km linii kolejowej; 3/120 brygady — Ermita de Bonastre — 38 km linii kolejowej; 4/102 brygady i jednej kompanii 4/120 brygady — 39—40 km linii kolejowej; trzech (pozostałych) kompanii 4/120 brygady — 40 km linii kolejowej do wyjścia naprzeciw Quinto, orientując się na punkt triangulacyjny 180 i drogę do Las Lastras.

V. Kolejność (wykonania) zadań. Dla 1/102 i 2/120 brygady — st. Pina, przyległe domy; dla 3/120 brygady — 38 i 37 km linii kolejowej — Ermita de Bonastre; dla 4/120 brygady — obejść linię pozycji nieprzyjaciela i wyjść frontem do Quinto.

VI. Ogólny zamiar manewru. Atak (natarcie) obejmuje (składa się) trzy etapy (okresy): l) przeprawienie się przez rz. Ebro; 2) opanowanie stacji, pobliskich pozycji i 39 km linii kolejowej; 3) posunięcie się (naprzód) aż do zajęcia pozostałych pozycji i Ermita de Bonastre.

VII. Zadania.

a) artyleria: cel dla baterii 75 mm —^Ermita i sąsiednie domy; dla baterii 105 mm — stacja i sąsiednie domy. Bateria 155 mm. ma być w gotowości do obez­władnienia artylerii nieprzyjaciela i wykonania specjalnych zadań.

b) kompania saperów: towarzyszyć 4/120 brygady w celu umocnienia pozycji, które będą zajęte naprzeciwko Quinto, nie tarasując szosy.

c) przewodnicy: wskazywać punkty, w których znajdują się przygotowane ło­dzie, na wypadek konieczności ich użycia. Miejsca ześrodkowania będą wskazane dodatkowo w miarę rozwoju natarcia. Wschód słońca o godz. 6.15. Zachód słońca o godz... Dowódca zgrupowania „C"

(podpis) i pieczęć dowództwa 102 brygady.

Do wiadomości: Jego Ekscelencji* generała, dowódcy armii ,, Wschód" Do wykonania: dowódcom 2, 3 i 4 batalionu 120 brygady dowódcom 285, 406, 407 i 408 baonu 102 brygady dowódcy baterii 75 mm dowódcy baterii 105 mm dowódcy baterii 155 mm dowódcy dywizyjnej kompanii saperów.

1 Sztab armii w swym rozkazie zabronił zgrupowaniu niszczenia szosy.

 

* Tytuł ten zgodnie ze stara tradycją zachowano również w Armii Ludowej.

 

194

 



 



OPERACJA TERUELSKA (15 grudnia 1937—23 lutego 1938)

 

NATARCIE REPUBLIKANÓW (15—24 grudnia 1937 r.)

CEL OPERACJI

Natarcie na Teruel zostało przygotowane przez Naczelne Dowództwo republikańskie. Dowództwo armii „Levante" dyrektywę przeprowadze­nia operacji otrzymało 10 grudnia 1937 r., tj. na pięć dni przed jej roz­poczęciem. Cel operacji ograniczał się do zdobycia miasta Teruel. Zakładano, że aktywizacja działań pod Teruelem powinna storpedo­wać przygotowywaną przez nieprzyjaciela operację w rejonie Guadalajary.

Tak więc dowództwo republikańskie liczyło się z tym, że rebelianci mogą przerzucić pod Teruel poważne odwody operacyjne. Należałoby w związku z tym brać pod uwagę możliwość zapoczątkowania pod Te­ruelem wielkiej bitwy z użyciem poważnych sił i środków z obu stron, której wynik może mieć duże znaczenie operacyjne. Ale republikań­ski Sztab Generalny nie wyciągnął tego logicznie nasuwającego się wniosku i nie przedsięwziął żadnych praktycznych kroków. Jak wyka­zały późniejsze wydarzenia, był to wielki błąd dowództwa republikań­skiego, który doprowadził do rozgromienia wszystkich kolejno wprowa­dzanych do walki odwodów republikańskich.

STOSUNEK SIŁ

Na odcinku zamierzonego uderzenia republikanów, od Concuds do Campillo, wzdłuż całego łuku teruelskiego rebelianci mieli na pierwszej linii pięć batalionów, w bezpośrednim odwodzie (w Teruelu) — dwa bataliony i w ogólnym odwodzie — cztery bataliony (dwa z nich w re­jonie Eulalia — 30 km na północny zachód od Teruelu i dwa — w Albarracin — 24 km na zachód od Teruelu), razem jedenaście batalionów 52 dywizji piechoty, której sztab znajdował się w Eulalia. Artyleria

199

składała się z sześciu baterii, jednej baterii przeciwlotniczej i trzech czterech dział przeciwpancernych. Czołgów i samolotów nie było.

Charakter umocnień: Obrona rebeliantów nie posiadała ciągłej linii rowów strzeleckich. Zbudowana była w oparciu o system silnie umocnio­nych punktów oporu rozmieszczonych na poszczególnych wzgórzach. Za­łogi tych punktów oporu stanowiły pododdziały w sile od plutonu i kom­panii do batalionu. W różnych miejscowościach, zwłaszcza w Concud i w Teruelu, przygotowano do walki poszczególne domy. Najsilniej umoc­niony był odcinek na północ od Teruelu. Na wzgórzach Santa Barbara, 962, 989 i na dwóch cmentarzach znajdowały się rowy o pełnym profilu, gniazda karabinów maszynowych z pokryciem, schrony i zasieki z drutu kolczastego. Znacznie słabiej umocniony był odcinek na południowy zachód od Teruelu, między rz. Turia i Campillo. Na odcinku tym nie było nawet rowów o pełnym profilu, ponieważ warunki terenowe utrud­niały tutaj działania wojsk.

Republikanie ześrodkowali w rejonie -uderzenia osiem dywizji pie­choty (89 batalionów).

Środki wzmocnienia republikanów składały się ze 125 dział, 92 czoł­gów i 80 samochodów pancernych.

Tak więc stosunek sił i środków stron walczących na początku ope­racji dawał ogromną przewagę republikanom: w piechocie ośmiokrotną, w artylerii pięciokrotną oraz absolutną przewagę w czołgach.

Idea operacji polegała na koncentrycznym uderzeniu z trzech stron w wybrzuszenie frontu przeciwnika pod Teruelem.

Gęstość taktyczna ugrupowania republikanów

 

 

 

 

 

Na l km frontu

 

 

 

 

 

 

 

 

Ilość

Ilość

Ilość

 

 

 

 

natarcia (w km)

batalionów

dział

czołgów

batalionów

dział

czołgów

XXII korpus (11 i 25 dyw.)

4

25

57

31

6

14

8

XX korpus (40 i 68 dyw.)

8

24

24

3

3

XVIII korpus (34, 64, 70

 

 

 

 

 

 

 

i 41 dyw.)

8

40

30

31

5

3,8

3,9

R a z e ni

20

89

111

62

 

 

 

 

Stosunek odwodów operacyjnych. Rebelianci mieli na północny za­chód i zachód od Teruelu w promieniu 200—250 km dziewięć dywizji od­wodowych (trzy włoskie^ i około sześciu hiszpańskich). Oprócz tego mogli oni przerzucić z innych frontów około sześciu dywizji. Tak więc rebelianci mieli w odwodzie operacyjnym razem piętnaście dywizji. Republika­nie oprócz biorących udział w operacji ośmiu dywizji mieli w odwodzie w rejonie operacji dwie dywizje piechoty (35 dywizję w rejonie m. Alcańiz i 47 dywizję w rejonie m. Cuenca) oraz na głębokich tyłach — pięć dywizji (66, 67, 45, 27 i 28). Z innych frontów można było ściągnąć co najmniej pięć dywizji.

PLAN NATARCIA REPUBLIKANÓW

Plan operacji armii „Levante" był następujący:

Zgrupowanie północne — XXII korpus armijny pod dowództwem ppłk. Ibarroli w składzie 11 i 25 dywizji -nacierając z Tortajady na Concud miało przerwać front nieprzyjaciela, po czym 11 dywizja do­tarłszy do San Blas miała przejść do obrony frontem na zachód w przy­bliżeniu na rubieży Concud—San Blas; 25 dywizja zaś miała kontynuo­wać natarcie na Teruel od północy.

Zgrupowanie środkowe — XX korpus armijny pod dowództwem ppłk. Menendeza w składzie 40 i 68 dywizji, miało zaatakować Teruel od południowego wschodu i wschodu.

Zgrupowanie południowe — XVIII korpus armijny pod dowództwem ppłk. Heredii w składzie 34, 64, 70 dywizji i dwóch brygad 41 dywizji, miało za zadanie przełamać obronę nieprzyjaciela w kierunku Cam­pillo — San Blas. Następnie 64 dywizja miała przejść do obrony w re­jonie na południe od San Blas frontem^ na zachód; 34 dywizja miała kontynuować natarcie na Teruel od zachodu, a za nią w drugim rzu­cie — 70 dywizja.

Cała artyleria i wszystkie czołgi zostały przydzielone korpusom. Przed rozpoczęciem operacji sztab armii ,,Levante" wydał broszurę o organizacji współdziałania między piechotą i czołgami, niemniej jed­nak współdziałanie było zorganizowane źle.

Lotnictwo miało pierwszego dnia trzykrotnie (o 8.30, 13.00 i 15.30) bombardować Concud, Teruel, Castralvo, Villaespesa i Villastar. W dniach następnych zgodnie ze szczegółowymi rozkazami sztabu armii miało bombardować i szturmować zbliżające się odwody nieprzyjaciela w rejonie Ca ud e i Albarracin oraz na drogach prowadzących do tych miejscowości. Lotnictwo nie miało żadnej łączności z korpusami. W korpusach artyleria została przydzielona dywizjom w celu ich

200

wspierania, lecz kierowanie nią było scentralizowane na szczeblu kor­pusu. Dowódcy dywizji mogli stawiać zadania artylerii tylko poprzez dowódców artylerii korpuśnej.

 


 

Stanowiska dowodzenia dowódców grup artylerii wspierających dy­wizje znajdowały się w innych miejscach niż stanowiska dowodzenia dowódców danych dywizji. Dowódcy korpusów i dowódcy artylerii kor­puśnej prawie nie kierowali ogniem artylerii. Na przykład dowódca artylerii XVIII korpusu znajdował się w sztabie korpusu w Tramacastel, w odległości ośmiu kilometrów od frontu, dowódca zaś XVIII korpusu ani razu w ciągu trwania operacji nie odwiedził żadnej dywizji i nawet nie przeprowadził osobistego rekonesansu. Tak więc zabezpieczenie arty­leryjskie natarcia nie zostało zorganizowane, a rola dywizji ograniczyła się do zorganizowania współdziałania jedynie między piechotą i czoł­gami.

Czołgi w pierwszym dniu operacji zostały przydzielone tylko Ił i 64 dywizji. W celu zorganizowania współdziałania między piechotą a czoł­gami został przeprowadzony w dniach 13 i 14 grudnia rekonesans dowódców dywizji i brygad wraz z dowódcami batalionów i kompanii czołgów. W czasie rekonesansu uzgodniono szczegółowo wszystkie za­gadnienia współdziałania piechoty i czołgów. Bataliony ciężkich czołgów \ samochody pancerne otrzymały samodzielne zadania.

 

 

 

 

DZIAŁANIA BOJOWE 15—16 GRUDNIA

Natarcie XXII korpusu rozpoczęło się 15 grudnia o godz. 8.00. 11' dywizja piechoty mając jedną brygadę w pierwszym rzucie i dwie schodami do tyłu, wsparta batalionem czołgów przerwała obronę nie­przyjaciela i pod koniec dnia siłami dwóch brygad (100 i 9) wyszła na rubież l—2 km na północny zachód od linii Concud — San Blas, gdzie przeszła do obrony frontem na północny zachód. Pierwsza brygada pozo­stała w Concud jako odwód dywizji. W ciągu całego boju dywizja stra­ciła 4 zabitych i około 150 rannych i wzięła do niewoli około 100 jeńców.

25 dywizja, która nie miała czołgów i była słabo wspierana przez artylerię, zaczęła natarcie opieszale. Pod koniec dnia przekroczyła je­dynie tor kolejowy pod Ojos Negros, tj., posunęła się zaledwie o l— —1,5 km.

16 grudnia 11 dywizja w dalszym ciągu umacniała się na zajętej ru­bieży odpierając niewielkie kontrataki przeciwnika. 25 dywizja od rana 16 grudnia wznowiła natarcie, ale posuwała się bardzo powoli; dopiero pod koniec dnia 116 brygada wyszła na Imię kolejową Teruel—Saragossa, posunąwszy się w ciągu całego dnia o 1,5—2 km. Pod wieczór stwierdzono, że posuwanie się dywizji na Teruel od północnego zachodu przez rz. Alfambra będzie nader trudne, ponieważ nieprzyjaciel w ciągu 15 i 16 grudnia umocnił się silnie na wschodnim brzegu tej rzeki.

XX korpus w pierwszym dniu operacji (15 grudnia) dotarł zaledwie do pierwszej linii okopów nieprzyjaciela i nie zdołał ich opanować. Jed­nostki korpusu pozostawały w tym położeniu do 17 grudnia włącznie.

W pasie natarcia XVIII korpusu atak rozpoczął się o godzinie 8.30 bez przygotowania artyleryjskiego. 64 dywizja wsparta czołgami zaata­kowała wzgórza na południe od Campillo i wzg. Prado Quemado, ale ponieważ punkty ogniowe nieprzyjaciela nie zostały obezwładnione, pie­chota, która poderwała się do ataku, została zatrzymana ogniem kara­binów i broni maszynowej i nie wyruszyła za czołgami. O godz. 9.00 rozpoczęło się przygotowanie artyleryjskie (ogniem 36 dział), które do godz. 13.00 przyniosło bardzo nikłe wyniki. Natarcie mogło zostać stor­pedowane. Z wielkim trudem udało się dowódcy 64 dywizji Cartonowi, wbrew woli dowódcy XVIII korpusu, wysunąć dwie baterie 75 mm na odkryte pozycje w szyki własnej piechoty (800 m od okopów prze­ciwnika) i otworzyć ogień. Dało to wspaniałe rezultaty. O 14.30 ba-

 

terie otworzyły ogień na wprost do gniazd karabinów maszynowych przeciwnika, o 15.00 czołgi wyruszyły do trzeciego ataku, a za nimi poderwał się batalion 16 brygady i batalion 97 brygady (41 dywizji). Po 30 minutach trzy wzgórza zagradzające drogę 64 dywizji zostały zdobyte prawie bez strat.

Na drugi dzień 16 i 81 brygada wsparte 16 czołgami i baterią ppanc. zajęły Campillo, gdzie wzięto do niewoli 200 jeńców, zdobyto 4 działa i 2 moździerze. Po opanowaniu Campillo 81 brygada została wycofana do odwodu. 83 brygada wsparta ogniem artyleryjskim z odkrytych sta­nowisk ogniowych otoczyła i zdobyła wzgórze Pedriza, gdzie wzięty został do niewoli prawie cały batalion nieprzyjaciela z dowódcą i sztabem ba­talionu oraz dowódcami kompanii na czele. W ten sposób 64 dywizja wykonała postawione przed nią zadania. W rejonie San Blas nawiązała ona kontakt z lewym skrzydłem 11 dywizji i zajęła obronę na rubieży San Blas — La Hos frontem na północny zachód.

34 dywizja z dwiema kompaniami czołgów dotarła w ciągu 15 i 16 grudnia do wzgórza Muela de Teruel, ale zdobyć go nie zdołała. Na tym wzgórzu, dominującym nad Teruelem, nieprzyjaciel wzniósł bardzo silne umocnienia.

W wyniku pierwszych dwóch dni operacji, pod wieczór 16 grudnia, okrążenie Teruelu zostało zakończone. 11 i 64 dywizja zajęły obronę na zewnętrznym półpierścieniu wybrzuszenia teruelskiego. Wewnątrz pierścienia nieprzyjaciel nadal stawiał uporczywy opór.

 


Szkic nr 14. Ogólny przebieg działań 15—24.12.1937 r.

 

 

DZIAŁANIA BOJOWE 15—24 GRUDNIA

11 i 64 dywizja nadal umacniały się na zajętej przez nie rubieży (wykopały rowy o pełnym profilu, wzniosły zapory z drutu kolczastego itd.) zabezpieczając operację sił głównych wewnątrz pierścienia teruel­skiego. Rebelianci pośpiesznie przerzucali do Teruelu swoje odwody, ześrodkowując je w rejonach Caude, na zachód od San Blas i pod Bezas. Jednakże podejmowane przez nich próby przełamania obrony dywizji republikańskich osłaniających operację zostały bez trudu odparte.

W tym czasie wewnątrz pierścienia republikanie kontynuowali ope­rację zmierzającą do opanowania przedpola Teruelu i samego miasta.

25 dywizja w wyniku walk w dniach od 19 do 22 grudnia kolejno zdobyła umocnione wzgórza na północ od Teruelu i w nocy z 22 na 23 grudnia opanowała ostatnie dominujące nad całym miastem wzgórze Santa Barbara. Tejże nocy oddziały dywizji wtargnęły do północnych krańców miasta. Dywizja wzięła do niewoli 250 jeńców, zdobyła 24 ka­rabiny maszynowe i 2 działa.

W XX korpusie oddziały 40 dywizji (82 i 84 brygada) do 20 grudnia nie posunęły się ani na krok od podstaw wyjściowych, nie będąc w sta­nie przełamać obrony nieprzyjaciela. Dopiero 20 grudnia wysiłki ich zostały uwieńczone sukcesem. Obrona rebeliantów została przełamana i pod koniec dnia 22 grudnia brygady zdobyły wzgórze Mansueto do­minujące nad Teruelem od wschodu. 87 brygada 40 dywizji działała bardziej aktywnie. Przełamawszy obronę nieprzyjaciela dotarła 19 grudnia do szosy Teruel—Sagunto i 21 grudnia wdarła się do wschod­nich krańców miasta.

68 dywizja napotkała silną obronę nieprzyjaciela na linii Castellar, Castralvo, Villaespesa i w ciągu dwóch dni (16 i 17 grudnia) bezskutecz­nie usiłowała ją przełamać.

Dopiero 18 grudnia nacierającej w centrum 220 brygadzie udało się przełamać obronę nieprzyjaciela między Castralvo i Villaespesa i wy­sunąć się daleko do przodu aż do wzgórza 955. Dzięki pomyślnym dzia­łaniom 220 brygady 218 brygada zdobyła 19 grudnia Castralvo, jednakże 219 brygada związana uporczywymi walkami o zdobycie Villaespesa i wzgórza Galiana nie zdołała posunąć się naprzód.

 

 

20 grudnia jednostki 68 dywizji posuwały się bardzo powoli i ostroż­nie, co dało możność wycofującym się grupom nieprzyjaciela zająć po­zycje na wzgórzach na południe od Teruelu. Dopiero 21 grudnia trzy brygady równocześnie wdarły się do miasta: 87 brygada od wschodu, 218 brygada od południowego wschodu i 220 brygada od południa.

W pasie natarcia XVIII korpusu 68 brygada 34 dywizji, wsparta ogniem trzech baterii z odkrytych pozycji i ośmiu czołgów, 18 grudnia zdobyła w ciągu dwóch godzin wzgórze Muela de Teruel, tę twierdzę broniącą miasta od zachodu, której poprzedniego dnia "nie udało się zdo­być. Jednakże 34 dywizja nie nacierała dalej i w nocy z 20 na 21 grudnia została zluzowana przez 70 dywizję. Ta ostatnia otrzymała za­danie opanowania Teruelu. Rano 21 grudnia nacierające 32 i 92 bry­gada (70 dywizji) dotarły do rz. Turia, zdobyły pojedyncze domy na zachodnim jej brzegu, ale wszystkie ich wysiłki przedostania się przez most na wschodni brzeg rzeki spełzły na niczym. 22 i 23 grudnia po przygotowaniu artyleryjskim niejednokrotnie podejmowano próby sforsowania rzeki i wdarcia się do miasta, lecz również bez powodzenia. Dopiero w nocy z 23 na 24 grudnia 92 brygada opanowała most i wdar­ła się do miasta. W ciągu tej samej nocy 32 brygada zbudowała z ma­teriałów podręcznych dwa mosty i o świcie również wdarła się do miasta.

W ten sposób rano 24 grudnia -wszystkie krańce miasta były zajęte przez republikanów. Bataliony rebeliantów wycofały się do śródmieścia i zabarykadowawszy się w najmocniejszych i pod względem taktycz­nym najdogodniejszych budynkach (seminarium, dom gubernatora, szpi­tal, bank aragoński i m.) kontynuowały opór.




PIERWSZE PRZECIWNATARCIE REBELIANTÓW (29—31 grudnia 1937 r.)

Dowództwo gen. Franco śpiesząc z odsieczą oblężonym w Teruelu batalionom podejmowało częste lokalne kontrataki przeciwko 11 i 64 dywizji. Ogółem od 18—29 grudnia przedsięwzięto około dwudziestu kontrataków o różnej sile, od dwóch batalionów i sześciu baterii po­cząwszy, do dwóch dywizji i 16 baterii. Wszystkie te kontrataki zostały odparte. Rebelianci ponieśli duże straty.

29 grudnia rebelianci ześrodkowali w rejonie Teruelu około sześciu dywizji (około trzech w rejonie Caude, Cerro Gordo; tyleż w rejonie Bezas, fabryki De Luz — trzy kilometry na zachód od San Blas) i rano 30 grudnia rozpoczęli zdecydowane przeciwuderzenie. Zgrupowanie pół­nocne w składzie 54, 62 i 83 dywizji piechoty nacierało z Cerro Gordo

 

i Caude na Alto de las Celadas i Concud przeciwko 39 i 11 dywizji re­publikanów. Zgrupowanie południowe w składzie 61, 81, 82 i 150 dy­wizji piechoty nacierało w pasie San Blas — Campillo przeciwko 70 i 64 dywizji republikańskiej.

Na prawym skrzydle rebelianci nie uzyskali żadnych znaczniej­szych rezultatów w natarciu przeciwko 39 i 11 dywizji republikańskiej, zdobywając tylko dwa niewielkie wzgórza przylegające od zachodu do Alto de las Celadas oraz kilkaset metrów okopów 11 dywizji na północny zachód od Concud. Pod San Blas rebelianci również nie odnieśli sukcesu. Natomiast znacznie poważniejsze rezultaty osiągnęli w pasie obrony 64 dywizji.

Od 23 do 30 grudnia rebelianci bez przerwy bombardowali z po­wietrza Campillo, wzgórza Pedriza i Los Morrones, przeplatając działa­nia samolotów bombowych i nurkujących. 64 dywizja pozostawała 30 grudnia od godz. 8.00 do 15.00 pod nieprzerwanym ogniem 60 bombow­ców, 30—45 myśliwców i 12 baterii.

O godz. 15.30, kiedy około 12 batalionów w pierwszym rzucie i tyleż w drugim wyruszyło gęstą tyralierą do ataku, brygady 64 dywizji zachwiały się i wycofały na swoje pozycje wyjściowe na linii Lomo Gordo — Rubielos. Nieprzyjaciel bez przeszkód zajął wzgórza Los Mor­rones, Pedriza, Campillo l wzg. 1269.

Rankiem 31 grudnia rebelianci rzucili wszystkie siły lotnictwa, arty­lerii i piechoty na dwa punkty: Concud i Muela de Teruel. Jednostki 68 dywizji republikańskiej, które przedtem zluzowały 11 dywizję, nie wytrzymały uderzenia i opuściły Concud wycofując się na wzgórze l km na południowy wschód od Concud. 92 brygada, która broniła Muela de Teruel, zaczęła wycofywać się częścią sił do Teruelu, a częścią na połud­nie. O godz. 18.00 około ośmiu batalionów rebeliantów nie napotykając oporu dotarło do zachodnich krańców Teruelu. W tym czasie 87 bry­gada 40 dywizji piechoty, która oblegała rebeliantów w Teruelu, idąc za przykładem 92 brygady opuściła miasto i wycofała się na Santa Bar­bara i Mansueto. Znajdujące się tu czołgi poszły w ślad za piechotą i również opuściły Teruel. Miasto stało się bezpańskie. Padający w tym czasie gęsty śnieg utrudniał obserwację, a ponieważ rebelianci nie pro­wadzili rozpoznania, przegapili więc możliwość zajęcia Teruelu już 31 grudnia. Z wielkim trudem udało, się republikańskiemu dowództwu za­wrócić do miasta czołgi, samochody pancerne i piechotę 40 dywizji.

W okresie od l do 10 stycznia dowództwo republikańskie podejmowało próby ponownego opanowania Muela de Teruel siłami oddziałów przy­byłego V korpusu armijnego. Zadanie zdobycia Muela de Teruel otrzy­mała 47 dywizja. Jednakże wielokrotne ataki 47 dywizji przeciwko 82 dywizji nieprzyjaciela nie odniosły skutku. Straty dywizji wynosiły około 30% stanu osobowego.

 



Stanowisko dowodzenia gen. Waltera pod Segura de los Banos (15-19.II.1938 r.) Siedzi kronikarz 35 dywizji sierż. Seror, w wejściu stoi nachylony komendant sztabu 35 dywizji por. Bravo.

 



Gen. Walter ze swoim hiszpańskim kierowcą Manolo (zdjęcie z 1937 r.)

 

 

W końcu dowództwo republikańskie postanowiło zaniechać kontr­ataków, umocnić Teruel l przejść do obrony.

Od 10 do 17 stycznia na froncie panował względny spokój. Republi­kanie wycofali do odwodu XX i XXII korpus celem uzupełnienia. Linia frontu na odcinku teruelskim ustabilizowała się następująco: XIII kor­pus (42 i 39 dywizja piechoty) — od styku z Frontem Wschodnim (około 40 km na północ od Teruelu) do Alto de las Celadas (wł.); V korpus armijny — 35 dywizja piechoty od Alto de las Celadas (wył.) do Teruelu (wł.); 47 dywizja piechoty — wzdłuż wschodnich stoków Muela de Teruel do wzg. 1076 (wł.); XVIII korpus armijny — 34 i 7 dywizja pie­choty na rubieży od wzg. 1076 (wył.) do Lomo Gordo; XIX korpus armij­ny — 64 i 41 dywizja piechoty na rubieży od Lomo Gordo (wył.) do wzgórz Cuenki; 87 brygada 40 dywizji kontynuowała oblężenie nieprzy­jaciela w Teruelu.

Po stronie oblegających największe możliwości działania mieli sape­rzy. Wykonywali oni podkopy pod budynki zajęte przez nieprzyjaciela, podkładali pod narożniki ładunki materiałów wybuchowych o wadze od 600 do 1500 kg i wysadzali w powietrze. Sześć takich wybuchów, które prawie całkowicie zburzyły część budynków, złamało opór rebeliantów. Najpierw 7 stycznia poddała się załoga broniąca gmachu gubernatora wojskowego w sile około 1500 ludzi, z płk. Reyem na czele, następnie grupa płk. Barby w sile około 5000 ludzi, w tym 3000 osób cywilnych.

37RUGIE PRZECIWNATARCIE REBELIANTÓW

(17—20 stycznia)

'i

Teruel położony jest w głębokiej kotlinie, nad którą dominują wzgó­rza: z zachodu Muela de Teruel zdobyte przez rebeliantów 31 grudnia, z północy Alto de las Celadas i El Muletón; z północnego wschodu Santa Barbara i Mansueto, a z południa Galiana i Castellar. Ten, kto panuje nad tymi wzgórzami, jest gospodarzem miasta. Dlatego też rebelianci w ciągu drugiej połowy stycznia i pierwszej połowy lutego konsekwent­nie dążyli do ich zdobycia.

Do ataku na Alto de las Celadas i El Muletón przeznaczyli oni cztery dywizje piechoty (82, 83, 61 i 62), około czterdziestu baterii (z których dwadzieścia było wyposażonych w działa szybkostrzelne), około 160 sa­molotów (z których około połowę stanowiły bombowce) oraz 30—40 czołgów.

Celem ataku było zdobycie punktów oporu, początkowo na wzgórzach Alto de las Celadas, a następnie na wzgórzu El Muletón.

 

Wzgórz Alto de las Celadas broniły 22 i 96 brygada 39 dywizji pie­choty republikanów, a El Muletón — XI BM 35 dywizji piechoty *.

Od rana 15 stycznia rebelianci ześrodkowali cały ogień lotnictwa i artylerii na Alto de las Celadas. W ciągu trzech dni, do 17 stycznia włącznie, na jednostki 22 i 96 brygady zrzucono wiele ton metalu. Lot­nictwo i artyleria nieprzyjaciela na zmianę bombardowały te wzgórza nie dając obrońcom ani chwili spokoju. W nocy rolę lotnictwa i artylerii przejmowały moździerze połączone w dwie grupy po 30 sztuk w każ­dej. W ten sposób ogień nie ustawał w ciągu trzech dni i nocy.

Artyleria republikanów wskutek swej niewielkiej liczebności nie była w stanie skutecznie zwalczać nieprzyjaciela. Lotnictwo republika­nów było wycofane dla odpoczynku i uzupełnienia i w walkach udziału nie brało.

W dniu natarcia, 17 stycznia, przygotowanie ogniowe rebeliantów trwało od 8.00 do 17.00. W tym czasie lotnictwo dokonało około 600 samolotolotów. O 16.30 w powietrzu, nad wzgórzami Alto de las Celadas, pojawiło się około 160 samolotów, w tym 90 bombowców w trzech zgru­powaniach po 30 samolotów, które działały z wysokości 900—1200 m, a nad nimi na wysokości 3000—4000 m — cztery eskadry myśliwców. Równocześnie artyleria przeprowadziła dziesięciominutową potężną na­wałę ogniową na te wzgórza, przenosząc o 16.40 ogień na El Muletón.

O 16.30 piechota w sile około dwunastu batalionów ruszyła do ataku gęstą tyralierą z odległości 1200—1800 m. Bombowce zrzuciwszy ładu­nek nie wróciły na lotniska, lecz nadal krążyły nad rejonem walki. Myśliwce opuściły się niżej i grupami po 6—9 samolotów w szyku „ka­ruzeli" zaczęły atakować pozycje piechoty i artylerii.

O 17.00 bataliony 96 i 22 brygady, które doznały około 50% strat, nie przyjąwszy walki opuściły zajmowane pozycje i wycofały się. Re­belianci bez przeszkód zajęli wzgórza Alto de las Celadas.

W okresie 18—20 stycznia w taki sam sposób zajęli wzgórze El Mu­letón.

PRZECIWUDERZENIE REPUBLIKANÓW (26 stycznia)

Ataki rebeliantów 17—20 stycznia wzbudziły w Naczelnym Do­wództwie republikanów silne zaniepokojenie losem Teruelu. Dlatego też przekazało ono do dyspozycji dowódcy armii Sarabii 46, 27 i 66 dywizja piechoty i równocześnie rozkazało wykonać przeciwuderzenie w rejonie Singra (38 km na północ od Teruelu) w kierunku Alto de las Celadas, aby osłabić nacisk nieprzyjaciela na Teruel.

* 35 dywizją dowodził gen. Karol Świerczewski — „Walter".

Dowódca armii Sarabia zdecydował uderzyć siłami dwóch dywizji i wyznaczył przeciwuderzenie na 26 stycznia.

27 dywizja otrzymała zadanie opanowania rejonu Singra i przecięcia szosy Teruel—Saragossa, a 46 dywizja—opanowania wzgórz Alto de las Celadas. Ponieważ było rzeczą jasną, że siłami samej tylko 27 dy­wizji trudno będzie wykonać zadanie opanowania rejonu Singra, Sarabia prosił, by oddano mu do dyspozycji 45 dywizję. Odmówiono mu jed­nak, gdyż 45 dywizja została skierowana do Estremadury.

25 stycznia 27 dywizja zakończyła koncentrację i 26 stycznia roz­poczęła atak przy wsparciu 26 dział i 14 czołgów. Ta dzielna i zdyscypli­nowana dywizja w ciągu czterech dni uporczywie nacierała, ale atakowana przez całe lotnictwo nieprzyjaciela (około 160 samolotów wy­konujących w ciągu dnia około 800 samolotolotów) nie mogła podołać zadaniu. Udało się jej jedynie osłabić nacisk nieprzyjaciela pod Teruelem, ściągając na siebie całe jego lotnictwo i liczną artylerię.

46 dywizja przeciągnęła koncentrację aż do 26 stycznia, a sam atak rozpoczęła dopiero 28 stycznia i tym samym postawiła 27 dywizję wobec konieczności prowadzenia walki w ciągu dwóch dni w pojedynkę. Roz­poczęte 28 stycznia ataki 46 dywizji powodzenia nie miały.

Podjęte przez dowództwo republikańskie kontrataki 27 i 46 dywizji, jakkolwiek nie osiągnęły sukcesu, niemniej jednak silnie zahamowały natarcie nieprzyjaciela na Teruel. W wyniku tych kontrataków do­wództwo generała Franco zdało sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie groziło jego teruelskiemu zgrupowaniu w wypadku, gdyby republika­nom udało się przeciąć magistralę Teruel—Saragossa w rejonie Sierra Palomera. Dlatego też przerwało ono chwilowo ataki na Teruel i na początku lutego przygotowało pomocniczą operację na styku Frontu Wschodniego i armii „Levante" w rejonie Pancrudo, Aguatón, Alfambra w celu zlikwidowania republikańskiego wybrzuszenia w tym re­jonie.

Tymczasem dowództwo republikańskie doszedłszy do wniosku, że ataki nieprzyjaciela na Teruel zostały odparte, wycofało z frontu teruelskiego V, XXII i XVIII korpus i w przewidywaniu operacji w Estremadurze skierowało je na odpoczynek i uzupełnienie. Na froncie pod Teruelem pozostały: 42, 66, 46, 67, 40, 64 i 41 dywizja.

W odwodzie armii znajdowała się mocno osłabiona w poprzednich •walkach 39 dywizja oraz 19 dywizja (52 i 71 brygada), której jednostki zaczęły napływać z Estremadury. Oprócz tego w rejonie Lidón, Rillo w odwodzie Naczelnego Dowództwa znajdowała się 27 dywizja, która była w trakcie uzupełniania po ciężkich walkach pod m. Singra.

Całe lotnictwo republikańskie, przygotowywane do operacji w Estreadurze, znajdowało się na lotniskach w rejonie Albacete, Walencja.

210

NATARCIE REBELIANTÓW NA SIERRA PALOMERA

5 lutego rano rebelianci rozpoczęli natarcie na Sierra Palomera si­łami dwóch korpusów (korpus „Navarra" — l, 4 i 5 dywizja piechoty i korpus ,,Galicia" — 54, 154 i 151 dywizja piechoty) wzmocnionych 200 samolotami, 120—140 działami i dwoma batalionami czołgów.

Korpus ,,Navarra" wykonywał główne uderzenie na odcinku Pancrudo, Aguatón z zadaniem odrzucenia republikanów z rejonu Pancrudo i skierowania się na południe na Perales, oskrzydlając od północy grzbiet Sierra Palomera. Korpus „Galicia" nacierał z rejonu Villarquemado na Alfambrę oskrzydlając Sierra Palomera od południa. Nieprzy­jaciel zamierzał siłami obu korpusów okrążyć i zniszczyć 27 i 42 dy­wizję piechoty republikanów.

Natarcie nieprzyjaciela zaskoczyło republikanów. W pasie natarcia korpusu „Navarra" jednostki 30 dywizji piechoty republikanów i 61 brygada 42 dywizji wycofały się, otwierając nieprzyjacielowi drogę do Lidón, Rillo, Perales. 27 dywizja, rozmieszczona w tym rejonie dla wy­poczynku, zmuszona została w tej sytuacji włączyć się w bój bez przy­gotowania, rzucając do walki poszczególne brygady. Stawiając uporczy­wy opór wstrzymywała ona w ciągu dwóch dni dalsze posuwanie się nie­przyjaciela ku Perales tracąc 40% stanu osobowego. Jednakże rankiem 8 lutego wycofała się pod naciskiem nieprzyjaciela i umocniła się na rubieży Son del Puerto (12 km na południowy zachód od Montalban), Cańada, Galve, osłaniając drogę do Aliagi. Na południe od Sierra Pa­lomera 59 brygada 42 dywizji również wycofała się pod naciskiem kor­pusu „Galicia" otwierając drogę do Alfambry. W powstały wyłom rzu­cono przybyłą 52 brygadę 19 dywizji republikanów, która do 7 lutego włącznie wstrzymywała nieprzyjaciela.

7 lutego rebelianci zajęli Perales i w całym pasie natarcia osiągnęli linię Son del Puerto, Fuentes, Perales, Alfambra. Droga z Alfambry przez Escorihuełę do Allepuz była faktycznie otwarta i w nocy z 7 na 8 lutego patrole konne nieprzyjaciela wkroczyły do Escorihueli.

39 dywizja piechoty, która zaledwie jedną dobę odpoczywała w rejo­nie Villaroya, otrzymała rozkaz zajęcia 6 lutego nad ranem pasa obrony Galve, Villalba, Alfa, Orrios, Escorihuela, Peralejos (wył.). Nadszarpnięta moralnie i fizycznie dywizja nie mogła tego wykonać i z trudem 8 lu­tego o świcie zajęła siłami 64 i 96 brygady rubież na wschód od wymie­nionych miejscowości—od Galve do Escorihueli.

Po zlikwidowaniu zagrożenia drogi Teruel — Saragossa rebelianci przerwali natarcie w tym rejonie i przystąpili do ponownego przerzuca­nia sił w kierunku Teruelu. Na froncie nastąpiło pewne zacisze.

W tym okresie Naczelne Dowództwo republikanów widocznie za­niepokojone natarciem nieprzyjaciela na północ od Teruelu rozwinęło

na styku Frontu Wschodniego i armii „Levante" armię „Manewrową" w składzie V i XVIII korpusu (sześć dywizji), włączyło w jej skład XIII korpus armii „Levante" i poleciło tej armii bronić frontu od Segura de los Bańos (20 km na północny zachód od Montalban) do Peralejos. Był to niewątpliwie poważny błąd. Zamiast doprowadzić do porządku, uzupełnić i przezbroić te swoje ostatnie odwody, wyczerpane walkami pod Teruelem, Naczelne Dowództwo postawiło je na odcinku obronnym, pozbawiając się tym samym odwodów.

W okresie od 8 do 14 lutego na wszystkich odcinkach panowało pra­wie zupełne zacisze. Niewielka operacja republikanów podjęta w rejo­nie Segura de los Bańos siłami 34 i 35 dywizji piechoty, które wykrwa­wiły się w poprzednich walkach, nie miała większego powodzenia.

TRZECIE PRZECIWNATARCIE REBELIANTÓW. UTRATA TERUELU

17 lutego z rana rebelianci rozpoczęli ostatnie natarcie na Teruel, które zakończyło się zdobyciem miasta.

Republikanie mieli na froncie pod Teruelem XX i XIX korpus w składzie siedmiu dywizji piechota 60 dział, 36 czołgów i 30 samocho­dów pancernych; samolotów nie mieli.

Rebelianci skoncentrowali na froncie teruelskim ogółem jedenaście dywizji. Dwie z nich zajmowały bierne odcinki, pozostałe zaś dziewięć tworzyły zgrupowanie uderzeniowe. W skład tego zgrupowania weszły trzy korpusy — „Navarra", „Castilla" i „Galicia" — pod ogólnym do­wództwem generała Arandy. Zgrupowanie posiadało 240 dział, 30 czoł­gów, 180—200 samolotów, w tym 80—90 bombowców.

17 lutego cała masa lotnictwa i artylerii rebeliantów runęła na od­cinek 67 dywizji piechoty republikanów między Tortajadą i wzgórzami Cerro Gordo. Jednostki republikańskie nie wytrzymały zmasowanego ognia i zaczęły się wycofywać. Pod koniec dnia rebelianci opanowali przyczółek na wschodnim brzegu rz. Alfambra. 18 i 19 lutego rozwija­jąc natarcie zdobyli wzgórza Tocón, El Chopo, Alto de la Torana i Valdecebro.

Przełamawszy w ten sposób obronę republikanów na głębokość 5— —6 km rebelianci skierowali siły główne na południe celem rozszerzenia wyłomu i zdobycia miasta.

20 lutego po wyjątkowo silnym bombardowaniu wzgórz Mansueto i Santa Barbara rebelianci zdobyli je nie napotykając poważnego oporu. Dowództwo republikańskie zostało znów zmuszone wycofać V kor­pus (11, 47 i 35 dywizja) ze strefy działań armii ,,Manewrowej" i po raz trzeci przerzucić go pod Teruel. Równocześnie zostały wycofane

' ^    213

 

 

z frontu wschodniego 25 i 28 dywizja piechoty (anarchistyczne). 46 dy­wizja otrzymała rozkaz wytrwania w Teruelu za wszelką cenę, nie bacząc na utratę głównych, dominujących wzgórz Mansueto i Santa Barbara.

W związku z przybyciem odwodów dowództwo republikańskie posta­nowiło wykonać przeciwuderzenie w celu odrzucenia rebeliantów od mia­sta. 47 dywizja, która przybyła 20 lutego, zajęła pozycje bojowe na ru­bieży: wzgórza Los Lepos (wył.), Los Lemón i dalej na południe do linii kolejowej Teruel—Walencja. Na południe od niej do Castralvo (wł.) zajęła pozycje 11 dywizja piechoty. 35 dywizja ześrodkowała się w rejo­nie El Puerto de Escandón. 25 i 28 dywizja skoncentrowały się w rejonie Corbalan. Zluzowane jednostki 66 i 67 dywizji zostały skupione na ty­łach w celu uzupełnienia i przegrupowania.

21 lutego dowództwo republikańskie postanowiło wykonać przeciw­uderzenie siłami 25 i 28 dywizji w kierunku El Chopo, Alfo de la Torana, Cerro Gordo, siłami 47 dywizji w kierunku Valdecebro i siłami 11 dywizji — wzdłuż drogi do Teruelu, aby nawiązać kontakt z okrą­żoną 46 dywizją piechoty. Jednakże kontrataki te nie miały powo­dzenia.

25 i 28 dywizja przez cały dzień pozostawały w miejscu i do ataku nie wyruszyły. Atak 47 dywizji, zmęczonej nieprzerwanymi walkami i przerzucaniem z odcinka na odcinek, został zatrzymany przez nieprzy­jaciela pod Valdecebro. 11 dywizja nie wyruszyła do kontrataku, ponie­waż nieprzyjaciel sam przeszedł do ataku ze wzgórza Mansueto i Santa Barbara na południe, zajmując pod koniec dnia Castralvo i Villaespesa.

21 lutego pod koniec dnia rebelianci okrążyli Teruel. Pozostał jedy­nie wąski korytarz wzdłuż doliny rz. Turia, który znajdował się pod ogniem z obu brzegów. 46 dywizja nie mając łączności z nadrzędnym dowództwem w ciągu dwóch dni (21 i 22 lutego) pozostawała w okrąże­niu, a gdy 22 lutego nieprzyjaciel zajął Plaża de Torros (w samym mieś­cie), zaczęła wycofywać się z Teruelu doliną rz. Turia. Wycofywano się w ciemnościach dwiema kolumnami po obu brzegach rzeki. Wszystkich rannych pozostawiono w mieście. Porzucono ponad 60% broni maszy­nowej. Straty stanu osobowego przekraczały 40%. 23 lutego o godz. 11 rebelianci zajęli Teruel i na tym przerwali operację. W wyniku sześcio­dniowej wytężonej akcji ich lotnictwo było zupełnie wyczerpane, a bez lotnictwa rebelianci nie mogli nacierać.

WNIOSKI

Operacja teruelska, rozpoczęta z inicjatywy republikanów, ciągnęła się dwa i pół miesiąca i przekształciła się pod względem czasu, intensywności i liczebności -biorących w niej udział wojsk i technicznych

214

środków walki w jedną z największych bitew od początku wojny w Hisz­panii. Wciągnęła ona stopniowo prawie wszystkie odwody operacyjne jednej i drugiej strony. 

Operacja była przygotowana przez republikanów w tajemnicy i za­skoczyła nieprzyjaciela.^ Stworzyło to republikanom bardzo korzystne warunki do szerszego rozwinięcia osiągniętego pierwszego sukcesu. Jed­nakże dowództwo republikańskie nie uwzględniło i nie wykorzystało tych możliwości. Nie stawiając przed sobą szerszych celów, ograniczyło się tylko do zdobycia miasta z natychmiastowym przejściem do obrony na niedogodnych pozycjach w odległości 5—6 km na północny zachód i zachód od miasta.

Ustalony przez republikanów odcinek przełamania był bardzo wąski (od Concud do Campillo — 12 km). Na skrzydłach w rękach nieprzyja­ciela pozostawały rejony panujące nad odcinkiem przełamania, dogodne do skoncentrowania poważnych sił piechoty i artylerii: na prawym skrzydle — wzgórza Cerro Gordo, na lewym — rejon Bezas i w cen­trum — rejon fabryki De Luz. Z tych właśnie rejonów wyszły późniejsze przeciwnatarcia nieprzyjaciela. Pozostając całkowicie pod wpływem swego początkowego założenia o ograniczonych celach operacji, dowódz­two republikańskie przez cały czas .usiłowało ją przerwać nie licząc się z faktem przerzucenia przez nieprzyjaciela poważnych odwodów w kie­runku Teruelu. Trzykrotnie uważało ono operację pod Teruelem za zakończoną. Trzykrotnie wycofywało z frontu dywizje manewrowe i lot­nictwo i trzykrotnie kierowało je z powrotem w związku z rozpoczy­nającymi się atakami nieprzyjaciela. Ten brak zdecydowania doprowa­dził do tego, że jakkolwiek* odwody nieprzyjaciela były mocno wyczer­pane, republikanie nie osiągnęli żadnego znaczniejszego sukcesu.

Dowództwo republikańskie wprowadziło do walki w toku operacji teruelskiej osiemnaście dywizji. Pomimo tak poważnych sił na wszystkich etapach operacji, jeśli nie liczyć początkowego, republikanie byli słabsi od przeciwnika.

Operacja teruelska republikanów stanowiła całkowite zaskoczenie dla nieprzyjaciela. W ciągu pierwszych dziesięciu dni (do 24 grudnia) rebelianci nie byli w stanie przerzucić pod Teruel poważnych odwodów, natomiast ich lotnictwo wskutek trudnych warunków meteorologicznych mogło działać tylko niewielkimi grupami, wykonując nie więcej niż 60—80 samolotolotów dziennie. Dawało to możność republikanom, by nie zatrzymując się na rubieży Alfo de las Celadas, Concud, Campillo dalej rozwijać natarcie. Wprowadzając dwie—trzy dywizje w rejonie Singry albo dwie—trzy w rejonie Albarracin mogli oni przeciąć linię kolejową Saragossa — Teruel i przesunąć front na zachód od Teruelu o 35—40 km, gdzie znajdowała się rubież bardzo dogodna do obrony.

215

 

 

Przy tym linia frontu republikanów nie tylko nie wydłużała się, lecz skracała o 40—50 km.

Szeroki front przełamania rozdrobniłby wysiłki nieprzyjaciela, zmu­siłby go do walki w marszu w warunkach manewrowych, w których byłoby znacznie trudniej skutecznie używać lotnictwa i artylerii, stano­wiących przecież główną siłę rebeliantów. Dowództwo republikańskie nie wykorzystało tych możliwości. Odebrawszy na krótki czas inicjaty­wę z rąk nieprzyjaciela, następnie dobrowolnie się jej zrzekło.

Dowództwo rebeliantów na początku operacji zatraciło się całkowi­cie, podejmując szereg nieskoordynowanych i źle zorganizowanych kontrataków. Jednakże bierność republikanów wybawiła je z opresji.

Rebelianci mieli więc dość czasu, by uważnie przestudiować charak­ter obrony republikanów i następnie, wprowadzając do walki w sposób zorganizowany wszystkie środki potężnego lotnictwa i artylerii, nie tyl­ko przekreślić sukces republikanów, lecz i postawić ich w niekorzystnej sytuacji operacyjnej, uzyskać swobodę działania i możność przygotowa­nia wielkiej operacji na froncie wschodnim.

 

 


KILKA UWAG O BRYGADACH MIĘDZYNARODOWYCH

 

Jest rzeczą trudną podać dokładną liczbę ochotników międzynarodo­wych, którzy przybyli do Hiszpanii w ciągu całego okresu wojny, po­nieważ w jednostkach międzynarodowych i bazie ** nie prowadzono sy­stematycznej ewidencji. Niektórzy towarzysze podają 42 tyś. ludzi, inni zaś 30—35 tyś. Ja osobiście byłbym skłonny przyjąć raczej pierwszą liczbę ***.                       -

Niejasne jest również, ilu ochotników międzynarodowych przebywa tam obecnie. Według danych bazy w kwietniu br. było 15992 ludzi, biorąc jednak pod uwagę, że statystyką objęci są bynajmniej nie wszy­scy, należy przypuszczać, że obecnie pozostało ich nie mniej niż 17—20 tyś., włączając w to nie tylko stan osobowy Brygad Międzynarodowych i różnych instytucji, lecz również rannych, chorych i rekonwalescentów.

Pod względem narodowości pierwsze miejsce zajmują Francuzi, któ­rych przybyło 9 tyś.; Polaków było ponad 3 tyś.****; Włochów około 3 tyś.; Amerykanów, Niemców i obywateli z krajów bałkańskich 2— 2,5 tyś.; Anglików, Belgów i Czechów l—2 tyś.; obywateli krajów nad­bałtyckich, Austriaków, Holendrów, Węgrów, Szwajcarów, Kanadyjczy­ków, Norwegów i in. — mniej niż tysiąc. Wydaje się, że liczba około 5 tyś. ***** zabitych i zmarłych od ran

* Pracę niniejszą, napisaną przez K. Świerczewskiego w maju—czerwcu 1938 r., na kilka miesięcy przed zakończeniem wojny w Hiszpanii, publikujemy w tłumaczeniu z rosyjskiego wg tekstu ogłoszonego w czasopiśmie „Istoriczeskij Archiw" 1962, nr 2.

** Autor ma na myśli bazę organizacyjną Brygad Międzynarodowych, która znajdowała się w Albacete.

*** W rzeczywistości ogólna liczba ochotników międzynarodowych wynosiła około 35 tysięcy ludzi.

**** W ciągu całego okresu wojny liczba ochotników polskich w sumie wynosiła około 5 tysięcy. ***** Według ściślejszych danych ponad 6 tyś. ludzi.

' .     217

 

i chorób, którą podaje baza Brygad Międzynarodowych, jest najbliższa prawdy. Albacete * oblicza ciężko rannych na 5 tysięcy. W czasie wojny straty we wziętych do niewoli i zaginionych wynosiły około 1000 ludzi. Szczególnie ciężkie były te straty w marcu br. Faszyści twierdzą, że w ciągu miesiąca wzięli do niewoli około 500 ochotników międzynarodo­wych. Niestety, jest to całkiem prawdopodobne.

Główne jednostki międzynarodowe w Hiszpanii — to sześć brygad piechoty noszących numery: XI, XII, XIII, XIV, XV i 129, tworzące 35 i 45 dywizję**; oprócz nich również obecnie istnieje kilka baterii między­narodowych w artylerii zarówno naziemnej (polowej i przeciwpancer­nej), jak i szczególnie w przeciwlotniczej. Do niedawna znaczna grupa ochotników międzynarodowych walczyła także w szeregach wojsk pan­cernych, których skład obecnie jest czysto hiszpański. Znaczna ilość ochotników międzynarodowych zatrudniona była we wszelkiego rodzaju administracyjnych, sanitarno-leczniczych i innych instytucjach tyłowych, które obecnie zostały poważnie zredukowane w związku ze zmienioną w ciągu ostatnich miesięcy sytuacją wojenną.

SZLAK BOJOWY 35 DYWIZJI

35 dywizja wchodziła w skład sławnego w całej Hiszpańskiej Armii Ludowej V korpusu od pierwszego dnia jego istnienia, tj. od początku kwietnia ub. roku. Jej bojowymi towarzyszkami broni w korpusie były znane dywizje: 11 dywizja Listera, 46 dywizja „Campesino" *** i 47 dy­wizja Durana; korpusem dowodził Modesto.

Aż do lipca, t j. do Brunete ****, dywizja nie dysponowała stałym skła­dem jednostek. Początkowo w skład jej wchodziły XIV Brygada Między­narodowa i hiszpańska 69 brygada, których to siłami przeprowadzono pierwszą, jak gdyby próbną, niewielką i nieudaną tzw. operację segovijska (28.V—6.VL1937). Wkrótce po tej operacji XIV BM została prze­niesiona na długi czas w góry Sierra Guadarrama, 69 brygada zaś roz­winięta została w samodzielną dywizję. Oprócz tych dwóch względnie ustabilizowanych brygad dywizji przydzielano, na podstawie rozkazów dowództwa madryckiego, również wiele innych jednostek (XI, XII, XV

* Autor znów ma na myśli bazę BM w Albacete.

** 129 Brygada Międzynarodowa dowodzona przez Wacława Komara nie wcho­dziła w tym czasie w skład wymienionych dywizji. Od 15.IV.1938 aż do wyco­fania z frontu Brygad Międzynarodowych walczyła ona na froncie Levante w od­ciętej strefie centralno-południowej.

*** ,,Campesino" — pseudonim Valentina Gonzäleza, który po wojnie przeszedł na wrogie pozycje i został usunięty z szeregów KPH. **** Autor ma na myśli operację brunecką (5—28 lipca 1937).

BM, 3, 31, 68 i inne brygady), ale wszystkie one przebywały u nas do­słownie po kilka dni i większości z nich nie miałem nawet sposobności /     ""\

odwiedzić osobiście.         /

Pierwszą poważną akcją dywizji, od której w istocie datuje się jej historia, była wielka operacja brunecką (5—28.VII.1937 r.). W operacji tej dywizja wzięła udział w nowym składzie: XI Brygady Międzynarodo­wej oraz hiszpańskich 32 i 108 brygady, które otrzymała zaledwie 3 dni przed walką i których dotychczas nie znała. Operacja ta w poważnej mierze zaważyła na dalszej działalności bojowej dywizji. Bogactwo i róż­norodność epizodów bojowych, w jakie obfitowała, pozwoliły przede wszystkim samemu dowództwu i sztabowi dywizji sprawdzić swoje siły, pokazały wartość brygad, ułatwiły wzajemne poznanie się, ujawniły słabe strony, umocniły wiarę we własne siły. W ciągu całej operacji, a zwłaszcza w niepewnych dniach jej końcowej fazy, dywizja wywiązała się ze swego zadania zadowalająco i wykazała należyty hart, czym zasłużyła sobie na podziękowanie nieskorego do pochwał dowództwa V korpusu.

Po krótkiej, 3-tygodniowej przerwie wykorzystanej przez brygady dla doprowadzenia się do porządku i intensywnego szkolenia (wyróżniła się tu XI BM, która zdążyła w ciągu tego czasu przeprowadzić kilka wymarszów w pole, w tym również" ćwiczenia batalionowe z czołgami), około 20 sierpnia dywizja została pospiesznie przerzucona razem z XI BM i 32 brygadą na front wschodni, aby wziąć udział w drugiej wielkiej operacji zaczepnej republikanów (24.VIII—12.IX.1937), która stawiała sobie za cel wyzwolenie stolicy Aragonii — Saragossy. Tutaj dołączyła do dywizji również XV Brygada Międzynarodowa.

Operacja saragoska była dla 35 dywizji, a szczególnie dla dwóch jej brygad międzynarodowych, okresem najbardziej owocnej działalności bojowej. Lwia część wszystkich sukcesów dni saragoskich — to sukcesy naszej dywizji. Precyzyjnie, zupełnie jak na ćwiczeniach, i według planu zdobyto umocnienia Quinto i Codo. Przybycie XV BM i 32 brygady szybko zadecydowało o losie obwarowanego żelazobetonem Belchite. W tym czasie XI BM zajęła swoimi batalionami szeroki odcinek od Me­diany do Sillero i w ciągu 13 dni prawie w pojedynkę utrzymywała tę rubież, udaremniając wielokrotne próby faszystów przedarcia się z od­sieczą obleganemu wówczas przez nas Belchite.

Rezultatem tych pełnych chwały dni było ponad 2700 jeńców, stwo­rzenie własnego dywizjonu artyleryjskiego ze zdobycznych dział, zdoby­cie wielkiej ilości broni ręcznej i maszynowej oraz amunicji. Walki te umocniły wśród oddziałów dywizji wiarę w siebie, a co najważniejsze — podniosły prestiż brygad międzynarodowych w oczach dowództwa hi­szpańskiego. Tajemnica sukcesów dywizji w tych walkach polegała przede wszyst-

219

 

kim na niezłym przygotowaniu operacji. Dysponując dostatecznym cza­sem (3 dni), mogliśmy przeprowadzić poważny rekonesans terenu, ze­brać pełne dane o nieprzyjacielu, przeinstruować dowódczą i polityczną kadrę brygad oraz przygotować żołnierzy do czekających ich walk. Wszystko to wzięte razem pozwoliło prawidłowo rozplanować wysiłki dokładnie i konkretnie wyznaczyć obiekty natarcia do batalionowych włącznie i osiągnąć takie współdziałanie piechoty, czołgów i artylerii jakiego nie udało się powtórzyć w żadnej z późniejszych walk *.

35 dywizja przebywała w ciągu dwóch tygodni po tej operacji na tyłach nowo sformowanej, a więc nie znanej i na razie niepewnej 44 dy­wizji, która zluzowała Listera ** i XI BM na odcinku od Ebro do wzgó­rza Sillero. W końcu września została w trybie nagłym przerzucona na północ, do rejonu Zuery, gdzie według opinii dowództwa Frontu Wschod­niego wytworzyła się niebezpieczna sytuacja w wyniku krótkiego, ale jak zwykle silnego uderzenia nieprzyjaciela przeciwko brygadom anar­chistów 28 dywizji. Unikały one jak zwykle bezpośredniego kontaktu z przeciwnikiem (,,Lepiej żyć dla wolności, niż umierać dla niej") i po­spiesznie ustąpiły przed nim z terenu, który zajęliśmy (siłami 27 dy­wizji) przed miesiącem.

Pobyt w rejonie Zuery, a raczej Grańen, zapoczątkował trwający prawie 2,5 miesiąca okres słot jesiennych i chłodów Aragonii, prac przy budowie i umocnieniu drugiej linii obrony, obaw o znajdujące się na przedzie niepewne brygady anarchistów, walki z ich próbami propago­wania w naszych szeregach swych anarchistycznych „teorii" i wreszcie ostrej epidemii tyfusu, od której w dwóch tylko brygadach dywizji za­chorowało około tysiąca żołnierzy.

Niemniej jednak czas ten został wykorzystany dla okrzepnięcia i przeszkolenia jednostek dywizji, przy czym również i tutaj XI BM przodowała pod względem organizacji i systematyczności zajęć, a nawet zdążyła objąć krótkotrwałymi kursami całą swą kadrę podoficerską, co w niemałym stopniu zadecydowało o jej harcie w walkach teruelskich, które nastąpiły niebawem.

W znacznie gorszej sytuacji znalazła się XV BM. Na początku paź­dziernika przeniesiono ją znów na południe, nad rzekę Ebro dla wzięcia udziału w drugiej skandalicznie zaprzepaszczonej próbie zdobycia Saragossy, gdzie nie z własnej winy poniosła bardzo dotkliwe straty pod Fuentes de Ebro w desancie czołgowym. Następnie została przerzucona do Madrytu, skąd powróciła do dywizji dopiero w połowie grudnia. W rzeczywistości nie miała więc kiedy przeszkolić się i okrzepnąć.

* Autor pisał to przed operacją nad rz. Ebro (lipiec—listopad 1938), gdzie współdziałanie rodzajów wojsk również stało na wysokim poziomie. ** Autor ma na myśli 11 dywizję dowodzoną przez Enrique Listera.

Trzecia i na razie ostatnia wielka operacja zaczepna, w której za prawo wejścia na krótki czas do Teruelu zapłaciliśmy bardzo wysoką cenę całkowitego rozprzężenia prawie wszystkich jednostek czterech korpusów armii „Manewrowej" oraz miejscowych brygad Frontu Levante, była dla 35 dywizji właściwie przedostatnią *, w której mogła raz

-jeszcze zaprezentować swoją wysoką zdolność bojową.

Przez cały styczeń obie brygady międzynarodowe (32 brygada przed Teruelem została przeniesiona do 70 dywizji) przebywały na pierwszej linii, ^ najbardziej odpowiedzialnych odcinkach frontu. Szczególnie ciężkie działania przypadły w udziale XI BM, która od 4 do 14 stycznia walczyła pod Concud, a następnie wytrzymała wyjątkowo silne sześcio­dniowe, od 17 do 22 stycznia, ataki dywizji „Navarra" w rejonie szczytu El Muletón. Tutaj, po raz ostatni na moich oczach, wykazała ona tyle poświęcenia i prawdziwego bohaterstwa, że dowództwo hiszpańskie zmu­szone było przyznać, iż dywizja wówczas „utrzymała Teruel", a dowód­ca armii „Levante", gen. Sarabia, obiecał nawet uzyskać w Barcelonie ustanowienie specjalnej odznaki dla uczestników tych walk.

Walki teruelskie zmęczyły i poważnie osłabiły dywizję, zwłaszcza XI BM. Wystarczy powiedzieć, że skład bojowy brygady, niepełny już przed rozpoczęciem operacji, zmniejszył się w wyniku styczniowych walk do 1100 ludzi. Po Teruelu, zgodnie z decyzją dowództwa hiszpań­skiego, dywizji miano dać możność doprowadzenia się do porządku i uzu­pełnienia, ale sytuacja, jaka wytworzyła się na froncie, nie pozwoliła skorzystać z jednego choćby dnia zasłużonego i tak bardzo potrzebnego odpoczynku.

Faszyści, chcąc raz na zawsze zapewnić sobie korzystanie z magistrali Saragossa — Teruel, potrzebnej im do przygotowywanej operacji mają­cej na celu odzyskanie miasta, a także nie dopuścić do powtórzenia z na­szej strony dokuczliwych wypadów n.! tę linię komunikacyjną (w rodzaju natarcia 27 dywizji na Singrę), rankiem 5 lutego uderzyli na styk Frontu Wschodniego i armii ,,Levante", z łatwością zgnietli znajdujące się tutaj jednostki 42 dywizji (b. POUM **) i w ciągu trzech dni wyszli na Alfambrę, otrzymując jakby w nagrodę drugą dodatkową szosę rokadową pro­wadzącą z Pancrudo na południe do Teruelu.

35 dywizję, zresztą podobnie jak i inne przetrzebione dywizje armii "Manewrowej", natychmiast zawrócono na front i rozkazano jej począt­kowo stanąć w drugiej linii za 27 dywizją dowodzoną przez del Barrio,

^ Autor ma widocznie na myśli operację 35 dywizji nad Ebro, gdzie polsko-

-Węgiersko-hiszpańska XIII Brygada Międzynarodowa im. Jarosława Dąbrowskie-§°» polsko-hiszpański. batalion im. Adama Mickiewicza i austriacko-niemiecko-hipańska XI Brygada Międzynarodowa wchodzące w skład 35 dywizji, otrzymały najwyższe hiszpańskie odznaczenie wojskowe „Za dzielność" (,,El Distintivo del valor") za wyjątkowe bohaterstwo wykazane w tej operacji. ** Patrz przypis na str. 17.

 

•w rejonie m. Aliaga, jako odwód armijny, a po kilku dniach zmuszono do odegrania głównej roli w nieudolnej, bo pozbawionej elementarnych podstaw zdrowego rozsądku operacji pod Segura de los Bańos (15—19.11. 1938), z góry, ze względu na swoje założenia i środki, skazanej na cał­kowite niepowodzenie.

W walkach pod Segura de los Bańos wyróżniła się XV Brygada Międzynarodowa. I znów dzięki temu, że mieliśmy do dyspozycji dosta­teczną ilość czasu dla przygotowania działań, mogliśmy gładko wykonać to niewielkie zadanie bojowe. Pierwsza część zadania XVIII korpusu została wykonana z łatwością i całkowicie, ale dalsze posuwanie się dy­wizji w głąb obrony nieprzyjaciela bez czołgów i artylerii, z bezczynną i słabą 34 dywizją Vegi na skrzydle, związane było z niczym nie uzasad­nionym ryzykiem i dlatego, aby uchronić brygady, rozkazałem wbrew formalnemu rozporządzeniu korpusu, przerwać natarcie i umocnić się na osiągniętej w pierwszym dniu walki rubieży. W wyniku tej operacji wzięliśmy do niewoli całą kompanię jeńców z kapitanem na czele, zdo­byliśmy 9 cekaemów, 3 moździerze i ponad 100 karabinów. Następnego dnia, 16 lutego, ta sama XV Brygada Międzynarodowa zadała duże straty dwom (14 i 16) kontratakującym ją świeżym faszystowskim ban­derom * ,,Tercio".

Kiedy po paru dniach nieprzyjaciel uderzył bezpośrednio na Teruel, dywizja została znów pospiesznie ściągnięta do Corbalan, a następnie do Puebla de Valverde, ale nie zdążyła wziąć udziału w walkach i w ciągu dwóch tygodni doprowadzała się do porządku, szkoląc nowe uzupełnie­nia i zapoznając się z bronią otrzymaną w niewielkiej ilości.

Na początku marca, dokładnie w rocznicę Guadalajary **, rozpoczęła się wielka ofensywa wojsk frankistowskich i interwencyjnych, tak tra­giczna w swych skutkach dla bohatersko walczącej Republiki Hiszpań­skiej, skutkach zrodzonych wielomiesięczną polityką Caballero i Prieto, dywersyjną działalnością anarchistów i POUM.

35 dywizja mocno odczuła na swojej skórze ciosy nieprzyjaciela. Na wieść o przerwaniu frontu 9 marca sztab dywizji został pośpiesznie przerzucony do Hijar, gdzie w tym czasie, niedaleko Belchite, znajdo­wała się XV Brygada Międzynarodowa. W okolicy Samper de Calanda skoncentrowała się XIII Brygada Międzynarodowa, przybyła w przed­dzień z Estremadury, która od tej chwili weszła w skład dywizji. XI Brygada Międzynarodowa pozostawała wtedy pod Teruelem i przy­była na pole walki dopiero po dwóch dniach. Sytuacja dywizji była od pierwszej chwili niewesoła. Nie mieliśmy

* Bandera — batalion. ** Natarcie wojsk włoskich pod Guadalajarą rozpoczęło się 8 marca 1937 roku.

sąsiadów. W tych warunkach XIII i XV BM z odsłoniętymi skrzydłami prowadziły dwudniowe walki w rejonie Belchite — Lécera, zostały okrążone pod Hijar i przedarłszy się ku Caspe (przy czym bez dowódcy dywizji — albowiem wraz z adiutantem udałem się dwoma samocho­dami pancernymi na rozpoznanie w kierunku Calandy i zostaliśmy od­cięci po drugiej stronie Alcańizu) zachowały jeszcze dostateczną zdol­ność bojową, aby z własnej inicjatywy podjąć się obrony tego miasta, opuszczonego przez grupę ppłk. Reyesa, i utrzymywać je aż do nadej­ścia jednostek 45 dywizji.

Niezbyt popisała się w tych dniach XI Brygada Międzynarodowa, która nad ranem 12 marca zajęła pozycje pod Vinaceite na lewym, fak­tycznie nie istniejącym skrzydle 44 dywizji, ale gdy po paru godzinach faszyści zaatakowali ją i wdarli się klinem pomiędzy jej bataliony, szyb­ko zaniechała oporu i w nieładzie wycofała się częścią sił na północ, za rz. Ebro, częścią w kierunku Caspe—Gandesa i tylko bardzo nieliczna grupa dołączyła do swojej dywizji.

Kilka dni pobytu w odwodzie po walkach pod Caspe dywizja wyko­rzystała do uwolnienia się od tchórzliwych i kapitulanckich elementów, przyjęcia uzupełnień, dozbrojenia brygad i rozwinięcia pracy politycznej.

W drugiej fazie walk pod Gandesa dywizja dysponowała na swoim odcinku tylko pięcioma batalionami, rozrzuconymi, przy tym bez dosta­tecznych środków łączności, na szerokim froncie od Fabary do styku z 11 dywizją, ponieważ XIII BM została przerzucona w końcu marca do Léridy, gdzie sytuacja nasza była .także bardzo nieprzyjemna, trzy zaś bataliony XV BM zostały z inicjatywy dywizji przekazane do pomocy Listerowi, któremu pozostały jedynie resztki jego dwóch brygad — l i 100.

Mówić więc o działaniach „dywizji" w tej fazie — oznaczałoby mó­wić nieprawdę. Można natomiast i Należy ocenić działalność bojową i postawę poszczególnych batalionów, pododdziałów, grup, a nawet osób, które w tych najcięższych warunkach okrążenia i paniki zachowywały się nie gorzej od innych, jeśli oczywiście ani na chwilę nie zapomina się, że w tych dniach uciekał dosłownie cały front wschodni od Pirenejów do Levante i że wśród tej powszechnej ucieczki nie kto inny, lecz wła­śnie jednostki V korpusu, w tym również i 35 dywizji, stawiały opór nieprzyjacielowi w miarę swoich sił i możliwości.

Utrata Gandesy, będącej jednym z kluczy, które otworzyły nieprzy­jacielowi wyjście na morze, była jakby tragicznym uwieńczeniem wy­jątkowo trudnej i niekorzystnej dla nas sytuacji operacyjno-taktycznej całego poprzedniego miesiąca. Oto dlaczego ja, dowódca dywizji i żoł­nierz, uczestnik tych dni, nie mogę dopatrzyć się niczego karygodnego w zachowaniu powierzonych mi jednostek, które również i tym razem, w tych dniach, w trudnej sytuacji, starały się jak zwykle uczynić wszy-

222

 

stko, aby spełnić swój rewolucyjny obowiązek wobec Hiszpanii i swoich narodów.

Na tym można zakończyć ogólny opis tego etapu szlaku bojowego dywizji, który zbiegł się z moim pobytem w Hiszpanii. Ostatni miesiąc, kwiecień, minął całkowicie pod znakiem względnie spokojnej — oprócz pierwszych dni — organizacji linii obrony wzdłuż rzeki Ebro, powtórnej czystki dywizji i brygad (pierwsza przeprowadzona była po walkach pod Caspe), poważnej odnowy i wysunięcia nowych kadr dowódczych i po­litycznych, przede wszystkim kadr podoficerskich oraz intensywnego szkolenia wojsk. Słowem, pod znakiem przygotowania do nowych zbli­żających się bojów.

Następujące dane mogą służyć jako ilustracja działalności bojowej dywizji: w ciągu 10 miesięcy swego istnienia — od lipca 1937 r. do ma­ja 1938 r. — zapisała na swym koncie 97 dni bojowych, nie licząc 50 dni okopów -pod Zuerą i obrony kwietniowej nad rz. Ebro. W ciągu tego czasu wzięto w walkach do niewoli około 3000 jeńców, zdobyto 16 dział, 72 cekaemy, 2500 karabinów i poważną ilość amunicji. W trakcie samego tylko operacyjnego przerzucania wojsk dywizja przemierzyła 3500 km dróg.

Trzeba także dodać, że żadna z brygad dywizji nigdy nie dyspono­wała pełnym składem osobowym, ilość zaś karabinów nigdy nie przekra­czała 2000 sztuk w każdej.

Ogólne sukcesy bynajmniej nie powinny stwarzać fałszywego wy­obrażenia, że osiągano je łatwo i przychodziły bez trudu i że dywizja nigdy nie miała potknięć na swoim szlaku bojowym. Przeciwnie, niedo­ciągnięć, słabości, pomyłek i błędów było ponad miarę. Przeżywaliśmy okresy depresji, pogorszenia się nastrojów i dyscypliny, zmniejszenia się zdolności bojowej. Dopuściliśmy się wielu wypaczeń w polityce i prakty­ce narodowościowej. Naszą chroniczną słabością było niedocenianie młod­szej kadry i niedostateczna troska o broń.

I tylko dlatego, że ani na jeden dzień nie ustawała walka o oczysz­czenie swych szeregów, o wzmocnienie i podniesienie zdolności bojowej jednostek, tylko dlatego, że wspólnie w miarę swych sił i umiejętności staraliśmy się pokonywać przeszkody i trudności, a nie kapitulować przed nimi, tylko dlatego w wytężonej, a niekiedy bardzo ostrej walce z włas­nymi brakami i słabościami udawało się osiągnąć takie wyniki, dzięki którym 35 dywizja zdobyła sobie zasłużoną opinię jednej z najlepszych, najbardziej zdyscyplinowanych, pewnych i mocnych dywizji bohater­skiej Hiszpańskiej Armii Ludowej.

Gdy opuszczałem dywizję, skład jej wynosił 9512 ludzi. XI BM miała około 3000, a XIII i XV BM po 2500 ludzi. Dowództwo, sztab dywizji, oddziały dywizyjne i służby liczyły 1185 ludzi. Ochotników międzyna­rodowych było w dywizji ponad 35%. Broni nie wystarczało, zwłaszcza

 

 

 

 


 




 



 


karabinów i cekaemów. Karabinów XI BM miała 1491, XIII — 956, a XV — 1301. Erkaemów w XI BM było 48, a w XIII i XV BM — po 41. Cekaemów przypadało zaledwie po 12 sztuk na brygadę. W przeddzień niego wyjazdu brygady otrzymały podobno około 2000 karabinów i oko­ło 24 cekaemów na brygadę.

Jednostki dywizji miały pełny skład oficerski, a w XI BM była nawet pewna nadwyżka. Dobór kadry podoficerskiej był w pełni zakończony w XI BM, w dwóch pozostałych dopiero przystąpiono do tej pracy.

Stan moralno-polityczny jednostek dywizji można było uznać za cał­kowicie zadowalający, a środki, jakie jeszcze w czasie mojej obecności zaplanowano po linii dowództwa i aparatu politycznego, powinny znacz­nie podnieść jej ducha bojowego.

Komunistów w dywizji było 1450, czyli znacznie więcej aniżeli np. w dywizji Listera. Członków Zjednoczonego Związku Młodzieży * we­dług naszych wstępnych obliczeń powinno być nie mniej niż 1000—1200. Liczby członków innych partii w jednostkach dywizji niestety nie zna­liśmy, ale nie sądzę, by była ona bardzo duża.

W marcu dywizja po raz pierwszy otrzymała od KC KPH instruk­torów partyjnych i młodzieżowych, którzy powinni znacznie pomóc w szybszym wzroście wartości bojowych 35 dywizji.


STAN 35 DYWIZJI

SZTAB DYWIZJI

Silną stroną w pracy sztabu 35 dywizji było to, że moment wydania rozkazu jednostkom nie oznaczał dla niego bynajmniej przejścia do bier­nego wyczekiwania meldunków, lecz stanowił sygnał do rozpoczęcia intensywnej pracy w zakresie kontroli wprowadzenia w życie wydanego rozkazu i udzielania wszelkiej możliwej i niezbędnej pomocy jednostkom w jego wykonaniu. W wyniku gorzkiego doświadczenia przyzwyczailiś­my się nie wierzyć ślepo informacjom oddolnym, lecz osobiście spraw­dzać i kontrolować na miejscu faktyczny stan rzeczy. Można wytknąć niemało braków i niedociągnięć w pracy sztabu dywizji, trudno jednak przytoczyć fakt, aby dowództwo i sztab dywizji nie panowały nad sy­tuacją lub wypuściły z rąk i utraciły kierownictwo nad jednostkami w walce. Wydaje się, że takich grzechów nie było na naszym sumieniu.

'; Autor ma na myśli organizację Zjednoczona Młodzież Socjalistyczna (Juventud Socialista Unificada — JSU), która powstała 1.IV.1936 r. z połączenia hi­szpańskiej Młodzieży Socjalistycznej i Młodzieży Komunistycznej.

 


Działania 35 dywizji od 28 maja 1937 do 3 maja 1939 r.

 


 

Przeciwnie, pod Brunete, Saragossą, Teruelem i wreszcie w ostatnich walkach marcowych sztab dywizji niejednokrotnie pomagał brygadom w sprecyzowaniu sytuacji ich pododdziałów.

W czasie operacji oficerowie sztabu dywizji, od szefa sztabu począw­szy, częściej chyba bywali w brygadach i na przednim skraju^ aniżeli u siebie na SD dywizji, które nawiasem mówiąc rzadko znajdowało się poza zasięgiem ognia karabinów maszynowych nieprzyjaciela. Oprócz te­go w czasie walki brygadom przydzielano niekiedy oficerów — delega­tów sztabu dywizji specjalnie po to, aby na miejscu czuwali nad sytu­acją i w porę informowali dowództwo dywizji o najmniejszych zmianach położenia.

Ta metoda kierowania okazała się najskuteczniejsza przy ówczesnej kadrze dowódczej w oddziałach z jej niedostatecznymi kwalifikacjami wojskowymi, słabymi umiejętnościami orientowania się czasem nawet we własnym położeniu i skłonnościami zarówno do wyolbrzymiania swoich skromnych sukcesów, jak i — w jeszcze większym stopniu — do

gubienia się w chwilach zwykłych w czasie walki trudności, komplikacji i niepowodzeń.

Szczególną cechą sztabu dywizji było również to, że w walce zacie­rał się podział na funkcje i wszyscy, z szefem tyłów, intendentem i sze­fem służby zdrowia włącznie wykonywali w razie potrzeby prace ofice­rów operacyjnych.

Jest rzeczą oczywistą, że — zwłaszcza na początku — brygady nie wykazywały szczególnej radości przy spotkaniach z gośćmi ze sztabu dywizji, podejrzewając, że dowódca dywizji nie ma do nich zaufania, ale przekonawszy się, że bynajmniej tak nie jest, same zaczęły później sto­sować tę metodę wobec podległych im batalionów.

O ile siła i autorytet sztabu dywizji opierały się na ścisłej więzi z wojskami, o tyle jego sukcesy w dziedzinie techniki służby sztabowej były skromniejsze, aczkolwiek i tu osiągnęliśmy wiele. Zupełnie nieźle działała służba dokumentacji operacyjnej. Szybko powielano i rozsyłano rozkazy itd. Nieszczęście polegało jednak na tym, że z reguły wszystkie rozkazy operacyjne, zasadnicze dokumenty, a często i oddzielne rozpo­rządzenia, były opracowywane osobiście przez dowódcę dywizji, który własnoręcznie je pisał i wciągał do rejestru. Niewątpliwie znaczną część winy za ten stan rzeczy muszę wziąć na siebie, ponieważ nie poświęca­łem dostatecznej uwagi wychowaniu i wyszkoleniu swego sztabu i po­pierając inicjatywę każdego pracownika sztabowego, równocześnie — słabo władając hiszpańskim — nie dowierzałem oficerom sztabowym, że wiernie oddadzą w dokumentach moje myśli i życzenia. Dlatego wolałem sam pisać rozkazy w języku ojczystym, które następnie tłumaczono na hiszpański. Ten sposób znacznie przyśpieszał wydawanie rozkazów, za­pewniał jasność [ich treści], a ponadto umożliwiał zachowanie kopii w ję­zyku ojczystym.

Z drugiej strony musiałem faktycznie wykonywać pracę również za szefa sztabu dywizji, ponieważ poza okresem od maja do października ub. roku, kiedy szefem sztabu był poważny [pracownik] Kurt, zarówno przed, jak i po nim stanowisko to zajmowali młodzi i mało doświadczeni oficerowie międzynarodowi. Wszystkie zaś moje natarczywe i częste prośby do dowództwa hiszpańskiego, aż do gen. Rojo * włącznie, o przy­dzielenie mi na stanowisko szefa sztabu dywizji oficera hiszpańskiego pozostały bez odpowiedzi.

Pod względem liczebności aparat sztabu dywizji nigdy nie miał więcej niż 10—12 oficerów, czyli był skromniejszy od sztabu którejkolwiek ze swoich brygad, składał się z młodzieży, wczorajszych ..milicianos", lub ochotników międzynarodowych, wśród których nie było bodaj ani jednego

* Gen. Vicente Rojo szef Sztabu Generalnego, mianowany na to stanowisko 20.V.1937 r.

 

226

227

oficera zawodowego. Zasób ich wiedzy wojskowej pozostawiał oczywiście wiele do życzenia i bynajmniej nie wszyscy potrafiliby np. odczytać mapę.

Pod względem składu narodowościowego sztab dywizji był mniej więcej w połowie hiszpańskie przy czym jego pierwszy, trzeci i piąty wydział, t j. organizacyjny, operacyjny i topograficzny były całkowicie hiszpańskie.

Stosunki narodowościowe w samym sztabie były wysoce popraw­ne i, moim zdaniem, opierały się na zdrowych podstawach. Nie pamię­tam ani jednego, chociażby najdrobniejszego wypadku tarć na tle na­rodowościowym. W koleżeńskiej, a przy tym nacechowanej głęboką dyscypliną, roboczej atmosferze sztabu dywizji nie było i nie mogło być miejsca dla niesnasek, intryg czy antagonizmów narodowościowych. Kultywowano i popierano śmiałość i inicjatywę w walce, bezwzględną obowiązkowość, dokładność i rzetelność w pracy, szczerość i koleżeń­stwo w stosunkach wzajemnych. Językiem obowiązującym nas, między-narodowców, w pracy sztabowej był hiszpański.

Ogólnie biorąc był to bardzo elastyczny, karny, operatywny aparat kierownictwa i odczuwam głęboką wdzięczność dla tego koleżeńskiego, odważnego w walce i oddanego sprawie zespołu pracowników sztabu dywizji, który swoją pracą w niemałym stopniu przyczyniał się do suk­cesów bojowych 35 dywizji.

APARAT POLITYCZNY DYWIZJI

Instytucja komisarzy wojennych stworzona w wyniku żywiołowego nacisku mas już w pierwszych tygodniach wojny spotkała się oczywiście z wrogością nie tylko części starej, zawodowej kadry oficerskiej, która zajmowała kierownicze stanowiska w dowództwie, lecz także ze strony socjalistów i anarchistów. Pierwsi nie bez słuszności obawiali się kontroli nad sobą, drudzy — wzrostu i umocnienia w armii partii komunistycz­nej, z której szeregów wywodziła się większość i to najzdolniejszych pra­cowników politycznych. Zarówno Caballero, jak i Prieto dołożyli niema­ło wysiłków, aby sprowadzić do zera rolę i znaczenie komisarzy i aparatu politycznego i przekształcić ich w najlepszym wypadku w pra­cowników kulturalno-oświatowych. Komisarzom zabroniono wtrącać się do działalności operacyjnej dowództwa, komisarzy-komunistów nie prze­bierając w środkach usuwano z jednostek, stawiając na ich miejsce swoich protegowanych — socjalistów i anarchistów. W jednostkach po­pierano walkę polityczną, która osłabiała ich zdolność bojową, chociaż z drugiej strony pod pretekstem ,,apolityczności" armii zakazano osobom wojskowym wszelkich wystąpień [publicznych], wydawania gazet w bry-

228

gadach, dywizjach i korpusach, a także nawiązywania wszelkich kontak­tów z ludnością bez zezwolenia Barcelony * itd., itp.

Nic więc dziwnego, że w tej sytuacji, przy niejednolitym ponadto składzie politycznym samej kadry komisarzy, trudno było wymagać wysokiego poziomu pracy politycznej i w wielu wypadkach komisarze stanowili swego rodzaju dodatek do dowództwa, zajmując się pisaniem niezliczonych manifestów, i odezw, urządzaniem wieców i robiąc bardzo mało dla rzeczywistego podniesienia zdolności bojowej jednostki.

Oczywiście obraz zmieniał się radykalnie tam, gdzie komisarzem był komunista. W tych wypadkach ogromnie wzrastała troska o żołnierza, pragnienie poznania jego kłopotów i potrzeb; w tych jednostkach ko­misarz udzielał rzeczywistej pomocy w umacnianiu dyscypliny, popra­wie zabezpieczenia materiałowego, podniesieniu nastrojów itd. Wcale nieprzypadkowo najmocniejszymi, o najwyższej zdolności bojowej jed­nostkami okazały się prawie bez -wyjątku te, na których czele stoją do­wódca i komisarz — komuniści. Tak właśnie rzecz się miała z pracą aparatu politycznego 35 dywizji.

Główna jego uwaga skupiała się przede wszystkim na trosce o czło­wieka, walce o umocnienie dyscypliny, o należyte utrzymanie broni, o umocnienie autorytetu dowództwa. Pracownicy aparatu politycznego, a było ich zaledwie 4 ludzi, większość czasu spędzali w jednostkach; znali potrzeby żołnierzy, ich bolączki i nastroje.

Ostatnio aparat polityczny przeprowadził poważną pracę mającą na celu wyeliminowanie z dywizji elementów podejrzanych i niepewnych, wysunięcie spośród szeregowców nowych, oddanych sprawie pracow­ników.

Jednolite dowództwo nie było w 35 dywizji pustym frazesem. Nie istniał u nas podział na „wojskowe" i ,,polityczne". Obaj z komisarzem realizowaliśmy tę samą linię, żyliśmy tymi samymi troskami, ponosiliś­my taką samą odpowiedzialność.

,,Manifesty" pisano rzadko. Do pustej gadaniny nie zachęcano. Pierwszym komisarzem dywizji od kwietnia do października ub. roku był Liscano, obecny komisarz XI korpusu u Paco Galana. Były socjali­sta, w chwili przybycia do dywizji zerwał już z organizacją, w której pracował przez kilka lat, jednakże sympatyzując z komunistami wielu jeszcze rzeczy nie rozumiał. Opuścił dywizję jako świadomy członek Komunistycznej Partii Hiszpanii i obecnie jest jednym z dobrych pra­cowników politycznych Armii Ludowej. Ostatnim przy mnie komisarzem był od połowy marca bieżącego

* W Barcelonie mieściło się ministerstwo wojny, na którego czele stał w tym czasie Indalecio Prieto.

 

roku towarzysz Josó Maria *, komunista, stary pracownik polityczny XV Brygady Międzynarodowej, który wyróżnił się wspaniałą postawą w ciężkich walkach marcowych. Na swym nowym stanowisku wykazał zadatki na energicznego, dzielnego kierownika.

Słabą stroną pracy aparatu politycznego dywizji była niedostatecz­na znajomość problemów międzynarodowej części dywizji. Toteż komi­sarze z reguły taktownie wstrzymywali się od ingerencji w wewnętrzne sprawy międzynarodowców. Wydaje mi się, że byłoby pożyteczne włą­czyć w skład aparatu politycznego jednego — dwóch instruktorów mię­dzynarodowców (aparat polityczny składał się wyłącznie z Hiszpanów), co znacznie rozszerzyłoby ramy i zasięg jego pracy. Rozmawiałem kil­kakrotnie na ten temat z towarzyszami z kierownictwa i jakkolwiek ża­den z nich nie negował celowości tej propozycji, nie uczyniono nic w kierunku jej realizacji.

JEDNOSTKI I SŁUŻBY DYWIZYJNE

Artyleria. Z powodu braku sprzętu dywizje, a nawet korpusy Armii Ludowej nie mają swojej artylerii i dopiero niedawno, na początku tego roku, naszym towarzyszom udało się wymóc przydzielenie organicznych środków artyleryjskich dla niewielu związków o najwyższej zdolności bojowej, w tym również dla 35 dywizji.

Pod Brunete i Saragossą własna artyleria dywizyjna reprezentowana była ogółem dwiema bardzo starymi armatami kalibru 77 mm. Jedno z tych dział w walce pod Quinto 24.VIII.1937 r. oddało nam poważne usługi: zbliżywszy się w dzień po zupełnie odkrytym terenie na odleg­łość 0,5 km do umocnień faszystowskich przy cmentarzu zniszczyło ogniem na wprost gniazda karabinów maszynowych nieprzyjaciela, dzię­ki czemu nie tylko ułatwiło późniejsze zdobycie tych pozycji przez na­szą piechotę, lecz, co ważniejsze, przekonało obserwujących tę scenę artylerzystów hiszpańskich o możliwości i celowości takiego rodzaju ognia, co miało ten skutek, że w następnych dniach walk o Quinto, a zwłaszcza pod Belchite, również oni prowadzili ogień na wprost.

Z 16 dział, zdobytych na wrogu w Quinto i Belchite, 10 udało się zreperować (5 dział 75 mm i 5 dział 105 mm); sformowano z nich własny dywizjon artyleryjski w składzie trzech baterii: francusko-belgijskiej, ..Asturii" i „Pasionarii". Dywizjon w tym składzie istniał niedługo i zakończył swój żywot pod Teruelem, gdzie dwa działa pozostały u nieprzyjaciela wskutek ucieczki z frontu w dniu 17 stycznia oddziałów 22 i 216 brygady; dwa działa zostały rozbite przez lotnictwo, a pozo-

* Jose Maria Sastre.

230

stałe całkowicie unieruchomione wskutek nadmiernego zużycia w wal­kach o El Muletón.

Na początku kwietnia dywizja otrzymała wreszcie 9 nowych długo oczekiwanych armat (75 mm) wzoru francuskiego, które jednak w bo­jach pod Tortosą zaprezentowały się z jak najgorszej strony, gdy po 60—80 wystrzałach na działo wskutek uszkodzeń i złego funkcjonowania mechanizmów siedem z nich przestało działać. Przed moim wyjazdem z dywizji udało się zreperować tylko cztery i w ten sposób dywizja zo­stała z dwiema niepełnymi bateriami.

Skład narodowościowy dywizjonu artylerii był mieszany, przeważali Francuzi i Belgowie. Była też niewielka grupa Rumunów. Dywizjon artylerii wsławił się przede wszystkim wyjątkową odwagą w walce i był rzeczywiście jednym z bardzo nielicznych, jeśli nie jedynym oddziałem w artylerii hiszpańskiej, który szeroko stosował strzelanie na wprost i z odkrytych stanowisk ogniowych i nie przerywał ani na chwilę ognia, nawet w czasie bombardowania lotniczego nieprzyjaciela, jak to miało miejsce w wielu bojach pod Teruelem. Równocześnie jednak nie opano­wał w dostatecznym stopniu tajników strzelania i nie przejawiał zbytniej troski o sprzęt.

Dowódcą artylerii dywizji, który pracował ze mną od grudnia 1936 r., był major Agard, Francuz, socjalista, niezły znawca sztuki artyleryjskiej. Został lekko raniony w pierwszych dniach pod Brunete i zjawił się znów w dywizji dopiero w połowie stycznia br., a 14 marca dostał się do nie­woli pod Alcańizem. Faktycznym szefem artylerii był Walter Roman, komunista rumuński, ciężko ranny pod Quinto, chory, a jednak bardzo pracowity, ofiarny oficer.

Kawaleria. Dywizja wzbogaciła się o własny szwadron w pierwszych dniach operacji saragoskiej. Zebraliśmy wtedy około stu koni, znaleźliś­my dla nich jeźdźców, przy czym część z nich po raz pierwszy znalazła się w siodle, i z miejsca wprowadziliśmy do akcji początkowo pod Quinto, celem przechwycenia jednego z kierunków, gdzie mogliby prze­niknąć faszyści, a następnie pod Sillero, gdzie szwadron nieźle osłaniał odkryte lewe skrzydło XI BM.

W przyszłości świadczył nam wiele różnorodnych drobnych usług. Pod Zuerą, w warunkach bezdroży i deszczów, zabezpieczał łączność wewnątrz dywizji i z jednostkami na pierwszej linii. W operacji teruelskiej, gdzie linia frontu była ciągła, użyto go do służby łączności oraz do sprawdzenia sytuacji w pewnych niejasnych momentach i epizodach walki, gdy zawiodły inne środki kontroli.

Bardzo żałowałem, że wyjątkowo mała liczebność szwadronu (50 kawalerzystów) nie pozwoliła w okresie walk marcowych pod Belchite,

231

 

Lécerą i Hijar, Caspe i Bateą—Gandesą na jego pełne i skuteczne wy­korzystanie dla wyświetlenia zagmatwanej sytuacji, w jakiej się dywizja wtedy znajdowała. Gdybyśmy mieli wówczas l lub 2 szwadrony kawa­lerii w pełnym składzie, orientowalibyśmy się nieraz lepiej w po­łożeniu i, co za tym idzie, moglibyśmy trafniej reagować w różnych sytuacjach.

Na linii rz. Ebro, nasza niewielka kawaleria dywizyjna była użyta do nocnego patrolowania brzegu.

Posiadanie własnej kawalerii w tak ruchliwym związku, jakim była nasza 35 dywizja, stwarzało wiele kłopotów w czasie częstych przerzu­tów. Wszystkie oddziały dywizji były z reguły przewożone ciężarówkami. Natomiast szwadron kawalerii przenosił się o własnych siłach i zawsze do nowego rejonu przybywał z opóźnieniem tym większym, im dłuższy był przerzut. Niekiedy opóźnienie to dochodziło do kilku dni.

Początkowo ochotnicy międzynarodowi stanowili 1/3 składu szwad­ronu, ale stopniowo powracali oni do swoich brygad i już przed kilkoma miesiącami stał' się on czysto hiszpański.

Organizatorem i dowódcą szwadronu był w pierwszym okresie daw­ny dowódca gwardyjskiej dywizji Denikina, biały generał Escimontowski *, który służył w naszej dywizji w stopniu kapitana od maja do listopada ub. r. Jedną z nielicznych dodatnich cech tego byłego zajadłego białogwardzisty i monarchisty była głęboka i namiętna miłość do koni^ zresztą nie mniejsza niż do koniaku.

Kompania cekaemów została stworzona pod Brunete kosztem bogato uzbrojonej 108 brygady. Stworzenie jej podyktowane było nie tyle po­trzebą ochrony stanowiska dowodzenia, chociaż i do tego niekiedy się przydawała, ile, i to jest najważniejsze, koniecznością posiadania przez dowództwo własnego środka ogniowego dla wzmocnienia i szybkiego wsparcia poszczególnych odcinków pasa działania dywizji. Wreszcie, jak się okazało w praktyce, w trudnych chwilach walk jej obecność była potrzebna dla powstrzymywania oddziałów od zbyt pochopnej chęci utraty kontaktu z nieprzyjacielem. We wszystkich tych trzech dziedzi­nach kompania cekaemów — całkowicie hiszpańska — została niejedno­krotnie sprawdzona w walce i w pełni zasłużenie cieszyła się opinią pod­oddziału, na którym można polegać we wszystkich okolicznościach sy­tuacji bojowej.

Kompania została rozbita, a wielu jej żołnierzy poległo wraz ze swoim bohaterskim dowódcą, kapitanem Mateo, w ostatnich bojach pod Bateą—

Gandesą. Na jej miejsce stworzono kompanię międzynarodową złożoną z Austriaków i Polaków i uzupełnioną niedobitkami kompanii Mateo, które grupkami wyrwały się z okrążenia.

Dawno nosiłem się z zamiarem stworzenia przy dywizji batalionu cekaemów i nawet otrzymałem na to zgodę gen. Rojo, jednakże brak ludzi i uzbrojenia nie pozwolił urzeczywistnić tego pragnienia *. Tym­czasem doświadczenie wykazało, że dowództwo nie dysponujące chociaż­by skromnymi własnymi środkami ogniowymi może się często okazać bezsilne akurat w najbardziej odpowiedzialnych momentach boju.

Za przykładem dywizji dowództwa brygad również utworzyły własne kompanie cekaemów kosztem batalionów, którym odebrały po dwa cekaemy. Praktyka brygad w jeszcze większym stopniu potwierdziła ich celowość i żywotność.

Kompania łączności — czysto hiszpańska, oprócz jednego poruczni­ka Niemca, liczyła około 100 ludzi i składała się z 4 plutonów: jednego sztabowego i trzech do obsługiwania łączności z brygadami i jednostkami przydzielonymi.

Aż do Brunete jakość jej pracy była bardzo niska i zakładanie 2—3 kilometrów linii ciągnęło się niekiedy przez wiele godzin. Opieka nad sprzętem była bardzo kiepska i trzeba było zastosować wiele dość dra­stycznych środków, aby zaczęła lepiej pracować.

Pod Saragossą osiągnęliśmy przeciętną szybkość zakładania linii 1,5— —2 km na godzinę. Natomiast przed Teruelem, dzięki licznym posunię­ciom organizacyjnym i pomysłom racjonalizatorskim, a przede wszyst­kim dzięki wyznaczeniu nie tylko plutonów, lecz i drużyn, a nawet poszczególnych telefonistów ze stałym sprzętem do obsługiwania okreś­lonych linii i kierunków, udało się osiągnąć wyraźną poprawę w pracy. Przestano w zasadzie odczuwać braki w sprzęcie i dywizja nie miała odtąd powodów do zbytnich skarg na powolność w zakładaniu linii i na niepewną łączność ze swoimi oddziałami i sąsiadami.

W skład kompanii wchodziła grupa sygnalizacji optycznej, którą zresztą nigdy się nie posługiwano, i drużyna rowerzystów, która okaza­ła się mało skuteczna w warunkach mocno pociętego terenu. Aparatów telefonicznych wystarczało. Chronicznie i ostro odczuwaliśmy brak kabla telefonicznego.

Kompania saperów również bierze swój początek od Brunete, gdzie została stworzona z saperów rozformowanej w tej operacji hiszpań­skiej 92 brygady i częściowo z nadwyżek hiszpańskiej 108 brygady.

* Pełnił on również funkcję szefa wydziału operacyjnego, a później wydziału rozpoznawczego sztabu 35 dywizji.

* Batalion taki (35 Batalion Divisionario) został utworzony już po wyjeździe z Hiszpanii gen. Waltera. Dowódcą batalionu był ochotnik szwajcarski Fischer.

 

 

W rzeczywistości hiszpańskiej przy silnym panowaniu lotnictwa i ar­tylerii nieprzyjaciela i wyjątkowo trudnych warunkach terenowych, a przede wszystkim przy ostrym braku sprzętu saperskiego i bardzo sła­bym wyszkoleniu inżynieryjnym wojsk znaczenie oddziałów saperskich jest o wiele większe w porównaniu z rolą, jaka im przypada w innych armiach, które nie znają tego rodzaju braków.

Nawiasem mówiąc, jednym z momentów, które umacniają zdolność obronną nieprzyjaciela, jest wysoki poziom jego prac fortyfikacyjnych, podczas gdy u nas sprawa ta wyglądała o wiele gorzej i można przyto­czyć niemało przykładów, kiedy brygady w ciągu długich miesięcy stoją na pozycjach, ograniczywszy się do wykopania płytkich okopów i zbu­dowania wysokich kamiennych ,,parapetów", chroniących jedynie przed nabojami karabinowymi, ale za to doskonale odsłoniętych dla obser­wacji nieprzyjaciela i potęgujących swoimi odłamkami skuteczność bomb lotniczych i pocisków artylerii faszystowskiej.

Prace fortyfikacyjne stanowią chyba jedno z najsłabszych ogniw w sy­stemie środków podjętych w obronie Republiki. Umocnienia frontu ara­gońskiego, a w znacznej mierze i frontu Levante, składały się z reguły z takich właśnie wyżej opisanych „parapetów", bardzo często przy tym nawet bez zarysu drugiej linii obrony. Umocnień w głąb w istocie nie było. Wystarczy powiedzieć, że od Belchite do rz. Ebro, gdzie obecnie przebiega linia frontu, czyli na głębokości 150 km nie było żadnych zawczasu przygotowanych pozycji, oprócz tzw. ,,krajowych" fortyfika­cji, biegnących wzdłuż granicy katalońskiej i składających się z po­jedynczych bunkrów żelazobetonowych, ale nie wyposażonych ani w łączność, ani w zapasy żywności i amunicji i dlatego nie mogących stanowić poważnej linii oporu.

Na lewym brzegu rz. Ebro, na którym znaleźliśmy się 2 kwietnia 1938 r., nie zastaliśmy ani jednego metra okopów i ani jednego gniazda dla karabinu maszynowego, jakkolwiek minęły już całe 3 tygodnie od chwili ofensywy Franco, której główny kierunek, jak również dążenie do wyjścia nad morze, wyraźnie zaznaczyły się od pierwszych dni, o czym u nas, notabene, mówiło się już od kilku miesięcy. Nawet mosty o zna­czeniu strategicznym, jak np. przez rz. Ebro w Mora la Nueva i w Tortosie, były do naszego przyjścia zupełnie nieprzygotowane do wysadzenia w powietrze. A przecież było z czego budować umocnienia i przygo­towywać zniszczenia. W jednej tylko Mora la Nueva już po wysadze­niu mostu natknęliśmy się, i to całkiem przypadkowo, w pewnym domu na skład materiałów inźynieryjno-saperskich i amunicji. Znaleźliś­my ponad 300 tyś. worków do napełnienia ziemią, około 400 km drutu kolczastego, 15 tyś. sztab metalowych, 8,5 tony dynamitu, 4,5 min nabo­jów karabinowych, 13 tyś. pocisków i wiele innych rzeczy. Jeszcze większy skład znajdował się w Tortosie.

234

Jestem przeświadczony, że nasze ostatnie niepowodzenia mogły być znacznie mniejsze, gdybyśmy mieli możność zaczepienia się o cokolwiek na drogach naszego odwrotu. Niestety, nie było o co się zaczepić. W dy­wizji każda z brygad miała od 500 do 700 sztuk łopat i kilofów i coś niecoś kopaliśmy dla siebie, jednakże przytłaczająca większość jedno­stek hiszpańskich zupełnie nie miała sprzętu saperskiego, a temu, kto tego nie odczuł na własnej skórze, trudno będzie wyobrazić sobie, jak przykre i raczej dość przygnębiające są uczucia człowieka, który musi leżeć na kamienistym wzgórzu pod bombami, ogniem karabinów maszy­nowych i pociskami artyleryjskimi nieprzyjaciela.

Trzeba dosłownie chylić czoła przed bohaterstwem żołnierzy armii republikańskiej i ich nieugiętością w tych niezmiernie trudnych warun­kach walki.

Zwolnienie tempa posuwania się faszystów na froncie Levante i na południe od Castellón de la Piana, jakie można zaobserwować ostatnio, da się niewątpliwie wytłumaczyć istnieniem umocnień, które tam zbu­dowano w ciągu ubiegłych tygodni.

Dywizyjna kompania saperów nie tylko zaspokajała potrzeby do­wództwa, ale bardzo często pomagała także brygadom w budowie gniazd karabinów maszynowych i stawianiu zapór z drutu kolczastego. Pod Teruelem oddała ona wielkie usługi nie tylko dywizji, lecz i XXII kor­pusowi przez oczyszczenie z zasp śnieżnych drogi Aliaga — Perales, którą wtedy odbywało się zaopatrywanie wojsk północnego zgrupowania teruelskiego.

Liczebność kompanii sięgała do 200 ludzi i czasami wypadało żało­wać, że nie jest ona przynajmniej dwukrotnie większa.

Pod względem narodowościowym — sami Hiszpanie, z wyjątkiem dwóch poruczników instruktorów — Niemca i Austriaka. Szefem dy­wizyjnej służby inżynieryjnej był major Vandenberg, kapitan rezerwy armii belgijskiej, z wyższym wykształceniem wojskowo-inżynieryjnym. Każda z brygad miała również własną kompanię saperów, liczącą około 150 ludzi. Sprzętu saperskiego, jak wskazywałem wyżej, miały brygady 500—700 kompletów.

Tyły. Pod względem zaopatrzenia i zabezpieczenia materiałowego wojsk dywizja niewątpliwie mogłaby pretendować do pierwszego miej­sca w Hiszpańskiej Armii Ludowej. Służba ta osiągnęła tak wysoki po­ziom dzięki zdolnościom organizacyjnym i ofiarności w pracy szefa ty­łów, mjr. Kutina, który potrafił dobrać bardzo skromny — zaledwie 30% przysługującego etatu — ale mocny zespół, odnoszący się troskli­wie i z miłością do powierzonych mu spraw.

235

 

Wojsko odżywiało się dobrze, a co najważniejsze, otrzymywało re­gularnie gorącą strawę i można dosłownie na palcach wyliczyć dni, kiedy oddziały musiały żywić się konserwami.

Dywizja potrafiła nawet stworzyć niewielką własne rezerwę żywno­ści, którą wspomagano brygady. Gdy wyjeżdżałem, magazyn dywizyjny miał' zapasy żywności na 15 dni, a co najważniejsze — zapasy tytoniu, z którym istniały w armii duże trudności.

Hiszpania, jak wiadomo, -nie odznacza się ani nadmiarem, ani dobrą jakością wody i dlatego zorganizowano specjalną służbę, która regular­nie, według rozkładu, zaopatrywała oddziały pod Brunete, Saragossą, Teruelem i nawet w ostatnich bojach w przydatną do picia wodę.

Umundurowanie jednostek międzynarodowych było zupełnie zado­walające.

Udało się nawet doprowadzić do mniej więcej regularnej zmiany bie­lizny (2—3 razy na miesiąc) i kąpieli, przy czym tutaj dywizja była rzeczywiście pierwszą jednostką Hiszpańskiej Armii Ludowej, która już w marcu ub. r. pod Madrytem zainstalowała stacjonarne prysznice. Mieliśmy 2 samochody z natryskami i komorą dezynfekcyjną.

Nigdy nie odczuwaliśmy braku amunicji. Przeciwnie, zawsze mie­liśmy niewielkie zapasy nabojów, pocisków i granatów ręcznych. Za­opatrzenie zorganizowane było od tyłu do frontu, wbrew odwrotnemu porządkowi istniejącemu w armii.

Troska o tych, którzy najbardziej wystawieni są na trudy walk, tro­ska o żołnierzy i zaspokojenie ich potrzeb była głównym przedmiotem zainteresowania dowództwa i temu to w znacznej mierze należy przy­pisać wysoką wartość bojową dywizji.

Służba zdrowia dywizji słusznie cieszyła się doskonałą opinią nie tylko w korpusie, ale i szeroko poza nim.

Mając bardzo bogate i nowoczesne wyposażenie medyczne i nie mniej bogate kadry lekarzy, służba zdrowia z reguły zaspokajała w walce nie tylko potrzeby własnej jednostki, lecz ponad połowę potrzeb hiszpań­skich sąsiadów, a nierzadko nawet i innych korpusów. Lekarstw mie­liśmy pod dostatkiem.

O pracy służby zdrowia najlepiej świadczy spadek śmiertelności, któ­ra obniżyła się z 15% pod Brunete do 6,1% pod Teruelem, chociaż w operacji tej trzeba było przewozić rannych na odległość 90 km do najbliższego stacjonarnego szpitala w Sorrión. Trzeba szczególnie podkreślić wielką pomoc Albacete * w sprawach

* Autor ma na myśli bazę organizacyjną Brygad Międzynarodowych w m. Al­bacete.

sanitarnych. Ta okoliczność również wpływała na poprawę stanu moralno-politycznego jednostki i zdolności bojowej wojska.

Pod względem narodowościowym służba zdrowia była najbardziej międzynarodowym pododdziałem dywizji. Ogółem liczyła 220 ludzi. Z tego połowę stanowili ochotnicy międzynarodowi, wśród których znaj­dowali się przedstawiciele aż 24 narodowości, przeważnie Anglicy i Ame­rykanie.

Organizatorem służby zdrowia był mjr Domański — ,,Dubois", który bohatersko zginął w ubiegłym roku pod Quinto. Od tego czasu na jej czele stoi mjr Crome.

Przed moim wyjazdem dywizyjne służby zdrowia zostały rozwiązane, a całe mienie i personel [służby zdrowia 35 dywizji] przekazano XV kor­pusowi.

BRYGADY 35 DYWIZJI

XI Brygada Międzynarodowa jest najstarszą, pierwszą jednostką mię­dzynarodową, utworzoną w końcu października 1936 r. Początkowo jej skład narodowościowy był mieszany (Niemcy, Austriacy, Polacy, Fran­cuzi), ale później, \v miarę tzw. nacjonalizacji* jednostek międzynarodo­wych, stopniowo germanizowała się i mniej więcej od wiosny ub. r. międzynarodowa część brygady składała się głównie z Niemców, Austria­ków i Skandynawów oraz nieznacznej liczby Przedstawicieli innych narodowości.

Bataliony brygady otrzymały następujące nazwy: l im. Edgara Andre, 2 im. Beimlera, 3 im. Thalmanna i 4 (austriacki) im. ,,12 lutego".

W chwili mojego wyjazdu ochotnicy międzynarodowi stanowili około 25—27% brygady.

W czasie swego istnienia brygada zmieniła czterech dowódców. Pierwszym był Kleber (pierwszy dowódca 45 dywizji), po nim Hans ** (obecny dowódca 45 dywizji), następnie od kwietnia 1937 do stycznia 1938 — Richard ***, który ustąpił miejsca Heinerowi. W chwili obecnej, od początku kwietnia, na czele brygady stoi Otto Flater ****, Węgier, który przez dłuższy czas pracował w Albacete i w XII BM na stanowi-

* Autor ma na myśli formowanie pododdziałów ochotników międzynarodowych według narodowej (językowej) zasady, co znacznie ułatwiło kierowanie nimi.

** Hans Kahle — komunista niemiecki. W 1933 r. po dojściu hitlerowców do władzy wyemigrował do Szwajcarii; w latach 1934—1936 mieszkał w Paryżu, skąd przybył do Hiszpanii.

*** Richard Staimer.

**** Otto Flater — pseudonim Ferencsa Munnicha, uczestnika rewolucji na Węgrzech w 1918 r., premiera rządu WRL w latach 1956—1962.

 

 

skach intendenckich, a następnie w sztabie 15 dywizji jako oficer operacyjny i szef sztabu. XI BM — to jego pierwsza praca na stanowisku dowódczym.

Brygada posiada najbogatszą i najbardziej wielostronną historię bo­jową. Niezwłocznie po sformowaniu została rzucona do obrony Madrytu, gdzie w licznych, trwających 2 miesiące bojach na dalekich i bliskich przedpolach miasta wykazała bardzo wysoki kunszt wojenny i zaskarbiła sobie głęboki szacunek Hiszpanów. Cały luty spędziła w uporczywych walkach obronnych nad Jaramą, a w marcu wzięła udział w rozgromie­niu Włochów na froncie Guadalajary.

W skład 35 dywizji brygada weszła przed Brunete * i uczestniczyła we wszystkich późniejszych walkach i operacjach dywizji. Słusznie uwa­żano ją za jedną z najwytrwalszych, najpewniejszych i najmocniejszych jednostek, chociaż w jej działalności bojowej można było stwierdzić, prawie w każdej operacji, poważne wahnięcia.

Pod Brunete, dokąd brygada przybyła w bynajmniej nie najlepszych nastrojach, będących następstwem ostrych, osłabiających jej szeregi tarć wewnętrznych między poszczególnymi ugrupowaniami, zaczęła bój bar­dzo ospale i niezdecydowanie, a następnego dnia energicznie i z wielkim entuzjazmem zaatakowała cmentarz w Quijornie i zdobyciem tej pozycji zadecydowała o' powodzeniu dywizji Campesino. Po kilku dniach do­wództwo brygady nieudolnie przygotowało i przeprowadziło atak na wzgórze 610, który zakończył się dla nas pełną porażką i poważnymi stratami. W końcowej zaś fazie operacji XI BM wykazała rzadki przy­kład hartu bojowego, pozostając spokojnie na miejscu pomimo utraty w tym czasie łączności z dywizją, pomimo powszechnej nerwowości, nie­jasnej sytuacji oraz wyraźnego i poważnego zagrożenia jej lewego skrzy­dła od strony Brunete.

W operacji saragoskiej brygada bardzo aktywnie walczyła o Quinto i dobrze wykonała zadanie ubezpieczenia dywizji od północy, zajmując swoimi batalionami pozycje pod Medianą, skąd Franco usiłował prze­drzeć się z odsieczą obleganemu wówczas przez nas Belchite. Co prawda, nie obeszło się bez objawów nerwowości ze strony dowództwa brygady, które usiłowało codziennie i uporczywie przekonać dywizję, że brygada jest wyczerpana i niezdolna ponoć do dalszego stawiania oporu nieprzy­jacielowi, przy czym celem nadania temu większej wagi wciągnęło do tej sprawy szefa służby zdrowia brygady, który przedstawił specjalny meldunek, wspierający oświadczenie dowódcy brygady autorytetem wie­dzy medycznej.

Pod Teruelem, w walkach o Concud od 4 do 10 stycznia, a zwłaszcza w sześciodniowej obronie góry El Muletón od 17 do 22 stycznia brygada

* Autor ma na myśli operację brunecką (5—28.VII.1937).

według mnie najlepiej wykazała swoje wysokie wartości bojowe. Pomi­mo nieprzerwanego od rana do zmroku masowego oddziaływania lot­nictwa nieprzyjaciela, pomimo dużej przewagi jego artylerii i wielokrot­nych uporczywych ataków doborowych jednostek faszystowskich, [jeden z] batalion [ów] XI BM, obficie zraszając swą krwią każdy metr ziemi, wykazał w tych dniach tak wielki hart, uporczywość, samozaparcie i ta­kie bohaterstwo, że było nim poruszone nawet hiszpańskie dowództwo.

Niezbyt dobrze spisała się brygada w marcowych walkach od Belchi­te do Gandesy. Inna rzecz, że ogólne tło wydarzeń, tak jak i konkretne warunki taktyczne były wówczas wyjątkowo trudne i niejasne, obfitu­jące w tak szybkie zmiany sytuacji, iż niekiedy wręcz trudno było śle­dzić za nimi. Prawdą jest także, iż brygada była mocno osłabiona wsku­tek natężonej działalności bojowej w ciągu ubiegłych 2 miesięcy, nie­mniej jednak jej opór powinien i mógł być nieco większy, niż był nim w rzeczywistości. W swoim pierwszym zetknięciu z nieprzyjacielem pod Vinaceite 12 marca 1938 r. dowództwo i bataliony brygady zbyt po­spiesznie poddały się woli nieprzyjaciela i pozwoliły mu dosłownie w ciągu paru godzin nie tylko je rozproszyć, ale i zająć Azalię, skąd otworzyło się przed nim wyjście na Caspe i na Alcańiz. Oddziały bry­gady rozpierzchły się w różnych kierunkach, pozostawiając nieprzyjacie­lowi wielu jeńców i dużo broni.

W drugim etapie walk działania XI BM były równie nieudane. W tych dniach bardzo wyraziście ujawniły się braki kierownictwa i nie­wielka odporność pododdziałów brygady. I tu również straciła ona wielu ludzi i dużo broni.

Nierówny poziom działalności bojowej — nierzadko o bardzo dużej skali wahań — właściwy jest całej młodej armii republikańskiej. Zja­wisko to tłumaczy się, poza wszystkimi innymi przyczynami, niewyso­kimi kwalifikacjami wojskowymi kadry dowódczej, niską jakością pracy politycznej, prymitywnym wyszkoleniem wojska i wyższością sprzętu bojowego nieprzyjaciela.

Niemniej jednak brygada, jak żadna inna jednostka, dysponuje wspa­niałym, zdyscyplinowanym materiałem ludzkim. Większość ochotników międzynarodowych to sprawdzeni bojownicy-rewolucjoniści, którzy swo­ją aktywną działalnością w okresie przed wojną hiszpańską i bohaterską postawą w bojach [w Hiszpanii] dowiedli swojego oddania sprawie walki z faszyzmem. Tak samo i pod względem wojskowym znaczny odsetek — w przeciwieństwie do innych jednostek—kadry międzynarodowej bry­gady stanowią żołnierze i podoficerowie, którzy przeszli służbę wojsko­wą. Jestem przekonany, że gdyby dowództwo brygady szczerze pragnęło naprawić błędy i niedociągnięcia, oczyścić atmosferę u siebie i w bata­lionach, mogłoby łatwo doprowadzić do usunięcia przeszkód, które ha­mowały działalność bojową brygady i przeszkadzały w rozwinięciu

238

 

 

wszystkich jej możliwości niewątpliwie znacznie szerszych, aniżeli je do­tąd wykazywała.

Ostatnie dowództwo podjęło stanowcze kroki zmierzające do likwi­dacji dawnych błędów i braków. Przeprowadzono czystkę i odnowiono kadrę oficerską i skład komisarzy, dała się odczuć obecność Hiszpanów w kierownictwie brygady i po raz pierwszy w jej historii szefem sztabu brygady i dowódcą jednego z batalionów zostali hiszpańscy oficerowie; pododdziały mają obecnie pełny stan podoficerów, wybranych spośród żołnierzy, którzy zarekomendowali się w ostatnich walkach.

Wyjeżdżałem pod głębokim wrażeniem poważnej pracy brygady nad sobą i przeświadczony, że w oczekujących ją w niedalekiej przyszłości walkach zajmie znów należne jej miejsce wśród najlepszych jednostek Hiszpańskiej Armii Ludowej.

XIII Brygada im. Jarosława Dąbrowskiego wydzieliła się w samodziel­ną jednostkę z XII BM latem ub. roku. Trzonem jej był batalion im. Dąbrowskiego znany ze swych wyjątkowo uporczywych bojów pod Mad­rytem w 1936 r. w składzie XI Brygady Międzynarodowej, a następnie ze swej działalności nad Jaramą i pod Guadalajarą w składzie XII Bry­gady Międzynarodowej.

Od grudnia 1936 r. aż do kwietnia br. początkowo batalionem, a póź­niej również brygadą dowodził Janek Barwiński. Komisarzem brygady jest tow. Varela, komunista hiszpański.

Międzynarodową część brygady stanowią Polacy, Żydzi, Ukraińcy i Węgrzy. W podstawowej swej masie są to wychodźcy z Francji, ale jest również grupa Polaków i Żydów, którzy przybyli do Hiszpanii wprost z Polski.

Bataliony noszą następujące imiona: Dąbrowskiego, Mickiewicza, Palafoxa (na cześć znanego generała hiszpańskiego z czasów wojen napo­leońskich 1808—1810).

W batalionie im. Palafoxa istnieje żydowska kompania im. Botwina * i ukraińska im. Szewczenki **. Na początku maja skład brygady wynosił około 2500 ludzi; wśród nich 35—38% międzynarodowców.

Gen. „Walter" i jego zastępca do spraw liniowych, ochotnik francus­ki płk Putz, wśród polskich ochot­ników z amerykańskiego batalionu im. Abrahama Lincolna XV Bryga­dy Międzynarodowej (1937 r.)

* Naftali Botwin (1905—1S25), członek Związku Młodzieży Komunistycznej, został stracony we Lwowie wyrokiem sądu doraźnego za wykonanie na polecenie organizacji zamachu na prowokatora. Ochotnicy polscy Brygady im. J. Dąbrow­skiego, tworząc kompanię żydowską i obierając jej za patrona młodego komunistę żydowskiego Botwina, pragnęli w ten sposób zamanifestować swój internacjonalizm i kategorycznie potępić antysemityzm, szerzony w społeczeństwie polskim przez elementy reakcyjne.

** Taras Szewczenko (1814—1861), wybitny pisarz ukraiński. Nadając jednej z kompanii imię tego rewolucyjnego demokraty ukraińskiego, z pochodzenia chłopa pańszczyźnianego, ochotnicy polscy dawali wyraz swej solidarności z ludem ukra­ińskim i potępiali sanacyjną politykę ucisku narodowego wobec mniejszość: ukraińskiej.

 

240

 




 

 



 

Pod względem zdolności bojowej XIII BM uważana jest za bardzo mocną i pewną jednostkę. Niewątpliwie na opinię tę zasłużyła sobie cał­kowicie swoją rzetelną, uczciwą i ofiarną działalnością bojową. W skład 35 dywizji została włączona zupełnie niedawno, w przededniu ostatniej ofensywy frankistów i interwentów, i w jej składzie pod moim dowódz­twem uczestniczyła tylko w pierwszym etapie walk pod Lecerą, Albalate, Hijar i Caspe, gdzie wykazała się znacznie lepiej niż XI i XV Bry­gada Międzynarodowa, zakończywszy ten etap jako zorganizowana, zdy­scyplinowana jednostka, która zachowała pełną zdolność bojową.

W końcu marca brygada została przerzucona na kierunek Leridy i działała tam wspólnie z 46 dywizją. Według opinii dowództwa hisz­pańskiego wykazała w tych walkach dobrą postawę.

Zbyt krótko pracowałem z brygadą, by lepiej ją poznać. Wiadomo mi, że i ja, i brygada, popełniliśmy poważne błędy i dopuściliśmy się wypaczeń w sprawach narodowościowych, ale brygada jako jedna z pierwszych przystąpiła do stanowczej ich likwidacji. W roku ubiegłym w czasie mego pierwszego i jedynego pobytu w jednostce, był to wtedy jeszcze batalion Dąbrowskiego, dawała się tam wyraźnie zauważyć po­ufałość w stosunkach wzajemnych i niezbyt zadowalająca dyscyplina formalna; broń była źle utrzymana. Ostatnio sprawiała wrażenie zwar­tego, zdyscyplinowanego kolektywu, o wysoko rozwiniętym poczuciu ko­leżeństwa bojowego i wzajemnego zaufania w walce.

XV Brygada Międzynarodowa (anglo-amerykańska) została sformo­wana w Albacete na początku ub. r. w składzie angielskiego, amerykań­skiego, słowiańskiego im. Dymitrowa i hiszpańskiego batalionu. Pierw­szym jej dowódcą był Gal*. Chrzest bojowy brygada przeszła nad Ja-ramą. Z początku trochę się zachwiała, ale wnet się opanowała i dzielnie walczyła do końca operacji. Po zakończeniu walk pozostawała w ciągu długiego czasu na tym; odcinku, który później stał się jednym z najspo­kojniejszych sektorów frontu madryckiego. Wielotygodniowe nudne sie­dzenie w okopach pozostawiło dość głębokie ślady na młodym organizmie brygady.

Operacja brunecka poruszyła ją trochę i sądząc z ogólnej opinii bry­gada walczyła tam nieźle, stęskniwszy się widocznie za aktywną dzia­łalnością.

* Gal — komunista węgierski Janos Galicz, organizator XV Brygady Między­narodowej, później dowódca 15 dywizji republikańskiej.

 

W skład 35 dywizji brygada weszła przed operacją saragoską i wal­czyła tam bardzo dobrze, zwłaszcza jej batalion im. Dymitrowa.

Pod Quinto batalion rozpoczął walkę tak dziarsko i w takim porząd­ku, jak gdyby rozgrywał' przewidziane planem ćwiczenie pokazowe i wła­śnie jemu w ogromnej mierze zawdzięczamy zdobycie tego umocnionego punktu. Jeszcze donioślejszą rolę odegrała brygada i znów jej batalion im. Dymitrowa pod Belchite, gdzie tylko dzięki ingerencji XV BM udało się nam szybko zdobyć to umocnione miasto. Najlepszym tego dowodem był fakt, że spośród 1532 wziętych tam do niewoli jeńców — nie licząc około 300 rannych — 1504 przypada na XV BM.

Po Saragossie * batalion im. Dymitrowa przeszedł do 45 dywizji ce­lem sformowania nowej brygady, a w skład XV BM włączono nowy, kanadyjski batalion, który jeszcze ani razu nie brał udziału w walce. Odejście batalionu im. Dymitrowa znacznie obniżyło wartość bojową brygady.

XV Brygada Międzynarodowa brała również udział w drugiej ope­racji saragoskiej pod Fuentes de Ebro, gdzie nie z własnej winy straciła około połowy batalionu hiszpańskiego w nieudanym desancie czołgowym i gdzie silnie przetrzebiony został jej batalion kanadyjski. W operacji teruelskiej poniosła względnie małe straty. W największych walkach nie wzięła bezpośredniego udziału i dopiero w czasie ataków nieprzyjaciela na El Muletón faszyści zahaczyli nieco o jej prawe skrzydło. Z pierwszej pozycji zeszła bez porównania mniej osłabiona aniżeli XI Brygada Mię­dzynarodowa.

W następnej po Teruelu walce pod Segura de los Bańos XV BM była solenizantką i w tym niewielkim epizodzie bojowym pięknie się spisała zdobywając jeńców i trofea. W tej walce bardzo pozytywnie dało się odczuć dobre uprzednie przygotowanie do działań.

Boje marcowe ** były ciężkim przeżyciem dla brygady. Zaczęło się od Belchite. Ironia losu sprawiła, że teraz musiała oddać miasto, które sama zdobywała przed 7 miesiącami. Walka zaczęła się o świcie i przez cały dzień brygada broniła się uporczywie, ale pod wieczór musiała opuścić Belchite wychodząc z miasta w rozproszeniu. Później, aż do [walk pod] Caspe nie zdołała już uporządkować swych szeregów. Po raz drugi bry­gada zagubiła się w dniach walk o Gandesę. Pod Bateą jej amerykański batalion — podobnie jak i l i 3 batalion XI Brygady Międzynarodowej — znalazł się w okrążeniu i wydostał się z niego tylko niewielkimi grupka­mi, pozostawiając w rękach nieprzyjaciela jeńców i dużo broni. Los trzech innych batalionów, działających na odcinku Listera, oka-

* Autor ma na myśli operację saragoską w sierpniu—wrześniu 1937 r. ** Autor ma na myśli walki odwrotowe republikanów w czasie wielkiej ofen­sywy frankistów, rozpoczętej 9 marca 1938 r.

242

zał się nie mniej przykry. Batalion angielski, któremu towarzyszył jako przewodnik oficer z oddziałów Listera, natknął' się w nocy na czołgi i piechotę nieprzyjaciela i od razu został rozbity, pozostawiając jeńców i uzbrojenie, hiszpański zaś i kanadyjski batalion jako tako trzymały się ale później również znalazły się częściowo w okrążeniu i półokrążeniu, skąd tylko niewielkie grupy wydostały się kosztem dużych strat w lu­dziach i uzbrojeniu. Resztki brygady udało się zebrać dopiero w począt­kach kwietnia na lewym brzegu Ebro.

Ogólne straty brygady w tych walkach obliczaliśmy na około 50% stanu osobowego. Zginął komisarz brygady Doran, dostał się do niewoli szef sztabu brygady Merriman. Brygada straciła swoje najlepsze kadry. Będzie jej dość trudno odzyskać siły i uzupełnić te straty.

Atmosfera w brygadzie była zawsze czysta i zdrowa. Fakt, że na czele brygady stoi niezmiennie od lutego ub. r. Copić (obecnie podobno przekazał brygadę oficerowi hiszpańskiemu), stary działacz Międzyna­rodówki Komunistycznej, z dużym stażem pracy partyjno-politycznej, który ani pod względem narodowości (Chorwat), ani pod względem przy­należności partyjnej nie zależał od żadnej z grup narodowościowych brygady, ani też od koniunktury politycznej i nastrojów tej czy innej grupy — wywarł dodatni wpływ na stan brygady, ponieważ osobista niezależność Copicia w połączeniu z jego doświadczeniem pozwalały mu dostrzec w porę groźbę wypaczeń i błędów i podejmować szybsze i przy tym bardziej zdecydowane kroki celem uniknięcia ich lub likwidacji.

Jednakże główną słabością brygady był brak wykwalifikowanych kadr wojskowych. W odróżnieniu od XI BM, w której składzie było wie­lu dawnych żołnierzy i podoficerów, XV Brygada Międzynarodowa mia­ła ich dosłownie kilku i ta okoliczność zrodziła dyscyplinę przepojoną swoistym demokratyzmem, słabą troskę o broń, trudności w organizowa­niu i niski poziom rzadkich zajęć szkoleniowych, niefrasobliwość w wa­runkach bojowych oraz wiele innych czysto wojskowych braków i nie­dociągnięć.

O ile kardynalną słabością XI Brygady Międzynarodowej były przede wszystkim błędy w sprawach narodowościowych, o tyle w odniesieniu do XV BM wszystkie wysiłki dowództwa skierowane były na jej uwojskowienie, chociaż aż do ostatnich dni nie można się tu było pochwalić wielkimi osiągnięciami. Kadry jej wykazują wiele dobrej woli i chęci, ale brak im wiedzy i doświadczenia i dlatego wytężone wysiłki brygady nie zawsze doprowadzają do potrzebnych rezultatów.

Jestem przekonany, że jeśli się jej pomoże w umocnieniu kadr do­wódczych, chociażby kosztem XI i XIII BM, to XV BM potrafi szybko odzyskać wartości bojowe z dni Saragossy i Segura de los Bańos. Stosunki brygady z dywizją oparte były na szczerości i uczciwości.

243

 

 

Dowództwo brygady niejednokrotnie samo zwracało się do nas po radę i pomoc, nie ukrywało niczego przed dywizją i nie uważało swego od­działu za niezależne prywatne gospodarstwo.

45 DYWIZJA

Z brygadami tej dywizji, oprócz XIV Brygady Międzynarodowej, nigdy bezpośrednio nie pracowałem, Niemniej jednak uważam za konieczne podzielić się swoją o nich opinią.

 

XII Brygada Międzynarodowa im. Garibaldiego uformowana została w ub. roku przed Hueską * jako samodzielna jednostka na bazie bata­lionu im. Garibaldiego, który przedtem wchodził w skład brygady Lukacsa ** i bardzo się zasłużył w walkach pod Madrytem w 1936 r. Z prze­kształceniem batalionu w brygadę walory bojowe oddziału zmniejszyły się, a jednak uważam, że można wpłynąć na to, aby brygada odzyskała wspaniałe wartości batalionu im. Garibaldiego.

Francuska XIV Brygada Międzynarodowa „La Marseillaise", którą dowodziłem przez pierwsze dwa miesiące do czasu mianowania mnie dowódcą dywizji, została sformowana w grudniu 1936 r. i pierwszy swój bój stoczyła w Andaluzji, pod Loperą i Percuną, skąd w styczniu 1937 r. przerzucono ją pod Madryt, gdzie wzięła pod moim dowództwem udział w walkach o Las Rozas, nad Jaramą i pod Segovią.

Muszę tu wyrazić mój najgłębszy szacunek dla przedstawicieli na­rodu francuskiego. Oczywiście pewne cechy charakteru francuskiego po­zostawały dla mnie niezrozumiałe, prawdą jest również, że wśród Fran­cuzów widoczny był nadmierny pociąg do wina, pomimo to jednak postawę większości francuskich żołnierzy na polu walki można określić jako bez zarzutu. Niezależnie od dość silnych wahań w pierwszym boju pod Loperą i pod Las Rozas oraz nad Jaramą, XIV BM zachowała się bez wątpienia nie gorzej, a raczej nawet lepiej niż inne brygady między­narodowe, zaś pod Segovią w pełni zasłużyła na pochwałę swoim boha­terskim, choć niestety biernym z winy jej dowództwa zachowaniem w walce pod Balsamem.

* Faktycznie Brygada im. Garibaldiego powstała 23.VI.1937 r., a więc tuż po zakończeniu działań pod Hueską.

** Generał Pavel Lukacs (1896—1937) — rewolucjonista i pisarz węgierski Matę Zalka, zginął 11.VI.1937 r. pod Hueską od odłamka pocisku artyleryjskiego.

244

 

Słowiańska 129 Brygada Międzynarodowa została sformowana w koń­cu ub. r. na bazie batalionu im. Dymitrowa, wchodzącego przedtem w skład XV Brygady Międzynarodowej, i dwóch nowych batalionów hiszpańskich *. Skład narodowościowy brygady — to przedstawiciele na­rodów bałkańskich oraz Czesi i Słowacy. Pozostała ona po drugiej stronie frontu (na Levante) ** i gdzie przebywa obecnie, nie wiem. To, co sły­szałem o jej pierwszych bojach, stwarza wrażenie, że zaczęła swą dzia­łalność nieźle i stanowi dobry materiał na mocną jednostkę o wysokiej

zdolności bojowej.

Oto pokrótce wszystko, co mogę powiedzieć o brygadach 45 dy­wizji... ***

* Były to nie hiszpańskie bataliony, lecz batalion jugosłowiański im. Djuro Djakovicia i czechosłowacki batalion im. T. Masaryka. 129 BM została utworzona w styczniu 1938 r., początkowo jako zgrupowanie odwodowe 45 dywizji, na którego czele stał Jugosłowianin Demnijevski — „Bauman", a następnie jako samodzielna brygada, na której czele od 13.II.1938 stał Wacław Komar — „Wacek".

** Autor ma na myśli strefę centralno-południową odciętą od Katalonii w wy­niku rozcięcia przez faszystów obszaru Republiki na dwie części.

*** Na tym urywa się rękopis.

 

 


DZIENNIK OPERACYJNY

 

[BITWA POD BRUNETE]

l lipca 1937 r.

Na rozkaz dowódcy armii „Centrum" ze składu dywizji zostają wydzielone XIV BM i 69 brygada oraz szwadron dywizyjny. Zgodnie z rozkazem dowódcy armii „Centrum" do dywizji zosta­ją przydzielone XI (międzynarodowa), 32 i 108 brygada. Skład dywizji: dywizja składać się będzie z trzech wymienionych wyżej brygad, sztabu i dowództwa oraz następujących przydzie­lonych oddziałów: dywizjonu artylerii dywizyjnej, kompanii łącz­ności, dwóch szpitali dywizyjnych, kompanii gospodarczej, parku samochodowego z warsztatami remontowymi i plutonu aptecz­nego.

8.00  Rozmieszczenie dywizji:

Sztab i dowództwo: Casa de las Palomas, 4 km od Torrejón de Ardoz.

Artyleria dywizyjna: w Torrejón de Ardoz. Służba zdrowia: l i 2 szpital w El Goloso. Intendentura: w Torrejón de Ardoz. Park samochodowy: przy parkanie 500 m od Casa de las Palomas. Apteka: ulica Aspisua nr 10, Ciudad Lineal, Madryt. Warsztaty remontowe: na 29 kilometrze, 600 m od drogi do Burgos.

13.00 Otrzymano z V korpusu ogólny rozkaz bojowy nr l z odpowied­nimi konkretnymi i dokładnymi wytycznymi w sprawie rozmiesz­czenia i marszu.

20.00  Rozmieszczenie dywizji: dotychczasowe.

* Jest to roboczy dokument opracowany przez gen. K. Świerczewskiego na podstawie jego -własnych notatek oraz kroniki 35 dywizji prowadzonej przez wy­znaczonych do tego celu oficerów.

247

 

21.00  Otrzymano z V korpusu „Tajną instrukcję nr l" o ruchu i regu­lacji ruchu.

2 lipca 1937 r.

Skład dywizji: dotychczasowy.

8.00  Rozmieszczenie dywizji:

Sztab i dowództwo — „Villa Pepita",. Ciudad Lineal, ulica Arturo Sorria 125.

Artyleria dywizyjna: w Torrejón de Ardoz. XI BM, 32 i 108 brygada w drodze do wskazanych im rejonów rozlokowania.

Służba zdrowia: l i 2 szpital w El Goloso. Intendentura: w Torrejón de Ardoz.

Park samochodowy: przy parkanie 500 m od Casa de las Palomas. Apteka: Madryt, Ciudad Lineal, ul. Aspisua nr 10. Warsztaty remontowe: na 29 kilometrze, 600 m od drogi do Burgos.

9.20 Otrzymano rozkaz ze sztabu armii „Centrum", aby generał Wal­ter przybył do rejonu El Escorial w celu przejęcia dowództwa nad dywizją.

18.00 Sztab i dowództwo oraz przydzielone oddziały rozpoczęły marsz w kierunku El Escorial celem zorganizowania na skraju tej miej­scowości stanowiska dowodzenia. 21.00 Rozmieszczenie dywizji:

Sztab i dowództwo: folwark ,,E1 Enebral" na 24,2 km drogi z El Escorial do Valdemorillo (400 m na wsch. od niego), wzg. Milanillo.

Artyleria dywizyjna: w marszu na wyznaczone stanowiska ognio­we w rej. niedaleko stanowiska dowodzenia. XI BM: na 70 km szosy do Saragossy. 32 brygada: w marszu.

108 brygada: na 27 km drogi z El Escorial do Galapagar. Służba zdrowia: l i 2 szpital w El Goloso. Intendentura: w marszu do rejonu stanowiska dowodzenia. Park samochodowy: w marszu do rejonu SD. Apteka: Madryt, Ciudad Lineal, ul. Aspisua nr 10. Warsztaty remontowe: na 29 kilometrze, 600 m od drogi do Burgos.

3 lipca 1937 r.

Skład dywizji: dotychczasowy.

4.00 Do rejonu stanowiska dowodzenia przybyły: park samochodowy

i intendentura.

8.00 Rozmieszczenie dywizji:

Sztab i dowództwo: folwark „El Enebral", na 24,2 km drogi z El Escorial do Valdemorillo (400 m na wschód od niego), wzg. Milanillo.

Artyleria dywizyjna: w marszu. XI BM: na 70 kilometrze szosy saragoskiej. 32 brygada: l km na południowy wschód od stanowiska dowo­dzenia.

108 brygada: na 27 kilometrze drogi z El Escorial do Galapagar. Szpitale dywizyjne: l i 2 w El Goloso. Intendentura: na 27 kilometrze drogi z El Escorial do Galapagar. Park samochodowy: w rejonie sztabu. Apteka: Madryt, Ciudad Lineal, ulica Aspisua 10. Warsztaty remontowe: na 29 kilometrze, 600 m od drogi do Burgos.

9.00 Otrzymano telegram dowódcy armii ,,Centrum" z zawiadomie­niem, że nasze lotnictwo dokona lotów rozpoznawczych nad na­szymi pozycjami, które należy w związku z tym oznaczyć płach­tami rozpoznawczymi.

Szef sztabu * zebrał na stanowisku dowodzenia następujących oficerów: kapitana Campińę, majora Sabadosa, kapitana ,,Ste­fana", porucznika Butkowskiego, kapitana Escimontowskiego, porucznika Fernandeza Artala i porucznika Piorno, którym dał następujące wytyczne: w dywizji brak zorganizowanego sztabu, gdyż istniejący obecnie składa się z czasowo wyznaczonych szefów.

Szef sztabu dywizji—kapitan Denis. Szef Wydziału I (organizacyjnego) — kapitan Campińa. Szef Wydziału II (rozpoznawczego) — kapitan „Stefan". Szef Wydziału III (operacyjnego) — kapitan Escimontowski. Szef Wydziału IV (kwatermistrzowskiego) — kapitan Kutin. Wydział V (kartograficzny) — bez szefa, ze względu na brak takiego specjalisty w dywizji.

Porucznik Butkowski zostaje wyznaczony oficerem łącznikowym między sztabem dywizji i sztabem V korpusu. Porucznicy Pedro Fernandez Artal i Francisco Piorno, przydzie­leni z ludowej szkoły wojskowej, zostają włączeni do wy­działu II i III.

Rozmowy telefoniczne prowadzić tylko między oficerami pełniącymi obowiązki służbowe i po przedstawieniu przez nich odpo­wiednich dokumentów tożsamości.

 

* Kpt. Kurt Denis.

249

 

do rejonu stanowiska

10.40  Dywizjon artylerii dywizyjnej przybył

dowodzenia.

11.04 Nad stanowiskiem dowodzenia lata 9 naszych samolotów, które

prowadzą wspomniane wyżej rozpoznanie.

17.00 Z korpusu otrzymano ogólny rozkaz bojowy nr 2 o przygotowa­niu i przeprowadzeniu natarcia w kierunku Yaldemorillo — Brunete.

18.00 Z korpusu otrzymano ogólny rozkaz bojowy nr 3 z uzupełniają­cymi danymi w sprawie przygotowań określonych w ogólnym rozkazie nr 2 oraz ogólny rozkaz nr 4 w sprawie łączności.

20.00 Rozmieszczenie dywizji: dotychczasowe, z wyjątkiem artylerii dywizyjnej, która znajduje się już na swym miejscu, i XI BM, maszerującej do swego nowego rejonu rozmieszczenia. Oficerowie sztabu wyjechali do brygad w celu kontroli wykona­nia rozkazów. Rezultat kontroli zadowalający. Od szefa sztabu korpusu otrzymano kopię telegramu armii „Centrum", w której zwraca się uwagę na konieczność oznaczania naszych pozycji płachtami rozpoznawczymi przy przelotach własnego lotnictwa.

4 lipca 1937 r.

Skład dywizji: dotychczasowy.

8.00 Ogólne rozmieszczenie dywizji: bez zmian, z wyjątkiem XI BM, której stanowisko dowodzenia znajduje się na 28 kilometrze dro­gi z El Escorial do Galapagar, a jej wojska są jeszcze w marszu, oraz służby zdrowia, której jeden szpital znajduje się obecnie w El Escorial.

12.00 Z korpusu otrzymano „Tajną instrukcję nr l", w której dzień „D" wyznaczono na 5 bieżącego miesiąca.

13.00 Do brygad wysłano wytyczne o konieczności wykładania płacht rozpoznawczych wskazując, że należy to czynić przede wszyst­kim w celu uniknięcia bombardowania przez własne lotnictwo.

16.00 Z korpusu otrzymano „Tajną instrukcję nr 2", która nakazuje dowódcom stałe podtrzymywanie wśród swych podwładnych wysokiego morale i bezwzględnego zaufania, gdyż jest to ko­nieczne dla doprowadzenia operacji do końca z dobrymi rezul­tatami.

16.10. Z korpusu otrzymano „Tajną instrukcję nr 3", która zmienia „Tajną instrukcję nr l" w tym sensie, że dzień „D" wyznacza się nie na 5, lecz na 6 lipca.

19.00 Z korpusu otrzymano ogólny rozkaz bojowy nr 5 o uregulowaniu służby tyłów na dzień 4 i 5 bieżącego miesiąca.

21.00 Do korpusu przesłano zapotrzebowanie na 10 egzemplarzy arku­szy map nr 533—558—582—534—559.

 

250